
Instrumentalizacja antysemityzmu, elegancki sposób na zamknięcie ust
Anna Grabowska (Anne Goldschmid)
“Mahmoud Khalil przypomina mi mojego dawnego przeciwnika z czasów studiów w latach 80. Pojawiał się w redakcji mojej studenckiej gazety, żeby mnie atakować, pisał listy do redakcji, skarżąc się na moje teksty o sprawach żydowskich i izraelskich, i nękał mnie, gdy spotykał mnie na kampusie. Byłem młody i wciąż się uczyłem, więc nie miałem nic przeciwko dyskusjom. Ale mój przeciwnik tak naprawdę nigdy nie dyskutował. Wygłaszał tyrady o żydowskim spisku mającym na celu zdominowanie świata i o tym, jak Izrael rzekomo wypełnia „proroctwa” z „Protokołów mędrców Syjonu”. Nie byłem w stanie wtrącić ani słowa. Kiedy sugerowałem, że jego poglądy opierają się na starych antysemickich stereotypach, rozkładał ręce i zaprzeczał, że jest antysemitą. Dziś oskarżenie brzmi: „uzbrajanie antysemityzmu”. Ma to być sposób na zamknięcie dyskusji — ale ma to dziś tyle samo sensu, co wtedy, gdy byłem na studiach. To sposób na zakończenie debaty, zanim jeszcze się zacznie.”
Ten fragment, opublikowany przez Howarda Lovy’ego, powinien być czytany powoli. Bo to nie jest wspomnienie. To jest diagnoza. I niestety – diagnoza, która przestała dotyczyć jednego amerykańskiego kampusu, a zaczęła opisywać cały Zachód.
Mechanizm jest prosty, niemal prymitywny, ale właśnie dlatego skuteczny. Kiedyś mówiło się wprost o “spiskach”. Dziś nikt rozsądny nie używa już takiego języka publicznie, zamiast tego pojawia się formuła bardziej elegancka, bardziej akademicka, czyli zarzut, że antysemityzm jest “uzbrajany”, że to narzędzie, którym próbuje się uciszyć krytykę. Brzmi subtelniej a w rzeczywistości robi dokładnie to samo. Nie chodzi o to, żeby odpowiedzieć na zarzut, tylko o to, żeby go unieważnić, zanim ktokolwiek zdąży go rozwinąć. To jest ruch retoryczny, który zamyka debatę w jednym zdaniu. Jeśli oskarżenie o antysemityzm jest tylko narzędziem, to nie trzeba już sprawdzać, czy jest zasadne. Wystarczy je odrzucić jako element gry.
I w tym miejscu wracamy do Lovy’ego. Jego przeciwnik z lat 80. nie chciał rozmawiać, chciał dominować przestrzeń, zagłuszyć, zasypać słowami, nie dopuścić do odpowiedzi. Dzisiejsza wersja tej samej postawy jest bardziej wyrafinowana, ale cel pozostaje identyczny: nie dopuścić do rozmowy, tylko ją uprzedzić i zamknąć.
Europa zna ten mechanizm aż za dobrze. Wystarczy przyjrzeć się debatom w Paryżu, Berlinie czy Londynie. Wystarczy zobaczyć, jak szybko każda próba nazwania antysemityzmu kończy się oskarżeniem o jego instrumentalizację. Jak błyskawicznie ciężar dowodu zostaje odwrócony. Jak to nie autor słów musi się tłumaczyć tylko ten, kto je obnaża.
I dokładnie ten sam schemat widzimy dziś w Polsce. W moich dwóch ostatnich tekstach pokazywałam coś, co wielu próbuje zignorować: ludzie zaczynają swoje wypowiedzi od deklaracji – “nie jestem antysemitą” – a następnie budują narrację, która systematycznie pomija kluczowe fakty, selekcjonuje informacje i układa z nich własną, zamkniętą rzeczywistość. Rzeczywistość wygodną, spójną, ale niekoniecznie prawdziwą.
To nie jest przypadek. To jest konstrukcja.
Bo jeśli usuwa się z obrazu pewne elementy, jeśli nie mówi się o tym, co burzy tezę, to nie trzeba już niczego tłumaczyć. Wystarczy powtarzać własną wersję wydarzeń. A kiedy ktoś próbuje ją zakwestionować, pojawia się natychmiastowa obrona: “to próba uciszenia”, “to nadużycie”, “to właśnie ta weaponizacja” – (instrumentalizacja). I w tym momencie koło się zamyka. To jest moment, w którym debata publiczna przestaje być debatą, a zaczyna być grą sił. Kto pierwszy narzuci ramę, ten wygrywa. A “weaponizacja antysemityzmu” jest dziś jedną z najskuteczniejszych ram, bo daje iluzję moralnej wyższości. Pozwala mówić: “to nie ja mam problem, to wy próbujecie mnie uciszyć”. I w tej jednej formule mieści się wszystko: uniewinnienie, odwrócenie ról i zamknięcie dyskusji.
Nieprzypadkowo w tym samym czasie pojawia się coś jeszcze: odmowa nazwania rzeczy po imieniu. Jeśli ktoś nie potrafi potępić oczywistej przemocy, ale potrafi godzinami mówić o kontekście, strukturach i narracjach, to nie jest to przypadek. To jest wybór, i ten wybór mówi więcej niż wszystkie deklaracje.
Niepokojące jest jednak jak szybko ta logika została przyjęta jako coś normalnego. Jak łatwo weszła do głównego nurtu, do mediów, do uniwersytetów. Jak wielu ludzi – inteligentnych, wykształconych – zaczęło ją powtarzać, jakby była oczywistością. A przecież sprawa jest prosta, jeśli odrzucić cały ten retoryczny dym, albo rozmawiamy o faktach, albo uciekamy w konstrukcje, które mają nas przed faktami chronić. Albo potrafimy nazwać nienawiść, kiedy ją widzimy, albo będziemy ją bez końca relatywizować, aż stanie się “jedną z wielu perspektyw”.
Lovy przypomina coś, co powinno być banalne, że można zmienić słowa, ale nie zmieni się rzeczywistości, którą te słowa próbują zakryć. I że czasem największym luksusem w debacie publicznej nie jest prawo do mówienia, tylko zdolność do powiedzenia: sprawdzam.
Bo bez tego zostaje już tylko monolog, który nigdy nie jest niewinny.
Źródło:
Mahmoud Khalil reminds me of a nemesis of mine from when I was in college in the ’80s. He would show up at my school newspaper to attack me, write letters to the editor complaining about my coverage of Jewish and Israeli issues, and harass me when he saw me on campus.
I was young and still learning, so I didn’t mind arguing the issues. Bu…
Od redakcji „Listów z naszego sadu”
W 1960 roku ówczesny redaktor naczelny „Więzi”, Tadeusz Mazowiecki wygłosił w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej wykład pod tytułem ”Antysemityzm ludzi łagodnych i dobrych”. Tekst tego wykładu należy do kanonu lektur tych Polaków, których interesuje i przeraża zjawisko antysemityzmu. Mazowiecki pisał w nim między innymi, że „Międzynarodowy zasięg antysemityzmu świadczy o tym, że odbiega on swoim charakterem od zwykłych konfliktów narodowościowych.” Mówił w tym wykładzie m. in.: Antysemitów wśród nas nie ma. Nikt, poza jednym czy drugim fanatykiem, do takiej nazwy dziś się nie przyzna. Zawsze zresztą ludzie łagodni i dobrzy mówili: „Antysemitą, to ja nie jestem, potępiam tego rodzaju postawę, …ale ci Żydzi.”
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com






