Archives

Irish Soccer Players, Sports Icons, Celebrities Call for Boycott of Upcoming UEFA Matches Against Israel


Irish Soccer Players, Sports Icons, Celebrities Call for Boycott of Upcoming UEFA Matches Against Israel

Shiryn Ghermezian


Soccer Football – UEFA Nations League Draw – Brussels Expo, Brussels, Belgium – Feb. 12, 2026, General view during the draw. Photo: REUTERS/Benoit Tessier

Prominent Irish soccer players, as well as other well-known sports figures and celebrities, have teamed up to pressure the Football Association of Ireland (FAI) to boycott two UEFA Nations League matches against Israel set for later this year.

The campaign group Irish Sport for Palestine published an open letter this week regarding a match set for Sept. 27, designated as an Israeli home match, and another future one on Oct. 4 in which Ireland will host Israel at Dublin’s Aviva Stadium.

The Israel Football Association said in February it hopes to host the Sept. 27 match in Israel, but a formal decision will reportedly be made in June.

The open letter calls for FAI to boycott both upcoming matches while accusing Israel of a “brutal system of apartheid,” committing “genocide” in the Gaza Strip, and carrying out “clear and ongoing breaches” of UEFA and FIFA statutes regarding Israeli soccer teams playing matches “on occupied Palestinian lands.”

“It is unconceivable that we would be willing to be silent and give cover to such crimes in the name of football,” the letter states. “We call on you to ensure the Irish football team is not used to mask UEFA rules breaches, apartheid, and war crimes.”

The letter was signed by players from both the men’s and women’s League of Ireland soccer teams, Ireland’s former men’s national team manager Brian Kerr, two-time women’s player of the year Louise Quinn, and other former soccer coaches, managers, and players.

Outside of the sporting world, the letter was also signed by Irish rock band Fontaines DC, the Irish hip-hop trio Kneecap, Irish musicians Mary Coughlan and Christy Moore, and Oscar-nominated Irish actor Stephen Rea, among others.

Included in the open letter is a statement from Shamrock Rovers captain and Professional Footballers’ Association of Ireland Chairman Roberto Lopes, who was born in Dublin.

“We can’t ignore the humanitarian catastrophe in Palestine; the sheer loss of life there has to take precedence over any sporting consideration,” Lopes said. “Ireland has an opportunity here to lead — to be a pioneer and do what others won’t. We need to be brave enough to say enough is enough. We can’t just stand by. Please, stop the game.”

The matchups for the 2026-27 UEFA Nations League were announced in February. At the time, the FAI said Ireland’s men’s national team will indeed compete against Israel in the scheduled games to avoid facing “disciplinary measures” by the UEFA, which may include “potential disqualification” from the competition. Months earlier, in late 2025, the FAI submitted a motion to have the UEFA ban Israel from competitions because of the country’s war in Gaza. The motions were rejected.

FIFA President Gianni Infantino previously said he believes FIFA “should actually never ban any country” from playing soccer “because of the acts of their political leaders.”

Irish Prime Minister Micheal Martin said he supports Ireland playing the two matches against Israel in September and October.

“We have been critics and have opposed very strongly Israeli government policy within Gaza in particular. We condemned the Hamas attack on Israel which was absolutely horrific,” he told the Irish Times. “I think sport is an area that can be challenging when it crosses into the realm of politics.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Rząd Hiszpanii: wymyka się spod kontroli

Premier Hiszpanii Pedro Sánchez. (Zdjęcie: Thomas Coex/AFP za pośrednictwem Getty Images)


Rząd Hiszpanii: wymyka się spod kontroli

Drieu Godefridi
Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski


Z powodu korupcji i radykalizacji rząd Hiszpanii wydaje się tracić kontrolę.

W 1936 roku Hiszpania pogrążyła się w wojnie domowej. Dumny naród zapadł się w wir przemocy, ognia i zniszczenia. Hiszpańska wojna domowa, która przeciwstawiła zdominowaną przez komunistów republikańską lewicę autorytarnej nacjonalistycznej prawicy, pochłonęła około pół miliona istnień ludzkich. Księży ciągano po ulicach, bito i okaleczano — odcinano im uszy, nosy, a nawet genitalia — po czym rozstrzeliwano lub podcinano gardła. Zakonnice gwałcono przed egzekucją, co udokumentowano w kilku regionach kraju. Kościoły podpalano wraz z duchownymi znajdującymi się w środku. W wielu miejscowościach milicjanci zmuszali księży do picia oleju silnikowego lub benzyny, po czym palili ich żywcem. Prawica, nie chcąc pozostać w tyle, była równie bestialska.

Niemal sto lat później, gdy można by mieć nadzieję, że rany te wreszcie się zagoiły, polityczne i kulturowe linie podziału znów się otwierają. Polaryzacja osiągnęła poziom rzadko widziany od czasu hiszpańskiej transformacji demokratycznej.

1. Pierwotna trauma hiszpańskiej lewicy

Hiszpańska wojna domowa w pamięci zbiorowej Hiszpanii pozostaje otwartą raną. Dla znacznej części hiszpańskiej “lewicy” — opowiadającej się za prawami pracowniczymi, krótszym tygodniem pracy, prawami kobiet i osób transpłciowych, redukcją emisji dwutlenku węgla — dominującą narracją pozostaje wizja zdradzonej rewolucji, zawłaszczonej przez faszyzm, wciąż niedokończonej i nigdy nie naprawionej. Ten historyczny resentyment przekazywany jest z pokolenia na pokolenie niczym akt wiary. Dziś, pod rządami premiera Pedra Sáncheza i jego koalicji, sprawującej władzę przy wsparciu skrajnej lewicy, resentyment ten powraca w formie rewizjonizmu historycznego.

Czy nieustanne przywoływanie upiorów przeszłości — posunięte aż do ekshumacji szczątków Francisco Franco, w bezpośrednim nawiązaniu do praktyk z czasów wojny domowej, gdy komuniści z zapałem bezczeszczili groby swoich rzekomych “wrogów klasowych” — nie grozi odrodzeniem nienawiści i przemocy minionych czasów?

2. Lewica bez kompasu: ideologiczne sieroctwo

Hiszpańska lewica radykalizuje się właśnie dlatego, że wyczerpały się jej idee. Marksizm, przez długi czas doktrynalny kręgosłup światowej lewicy, utracił wszelką wiarygodność wraz z implozją ZSRR, pośród odoru kapusty i trupów. Hiszpania nie jest wyjątkiem. Pozbawiona tego ideologicznego fundamentu, hiszpańska lewica znalazła się bez kompasu.

Przed wyborami w lipcu 2023 r. Sánchez obiecywał ambitny program postępowy: masową budowę mieszkań publicznych, skrócenie tygodnia pracy do 37,5 godziny, znaczne podwyżki płacy minimalnej, skrócenie kolejek do świadczeń zdrowotnych poprzez wprowadzenie wiążących maksymalnych terminów oczekiwania, bezpłatny transport publiczny dla młodzieży oraz rozszerzenie publicznej edukacji. Kluczowe jest to, że realizacja tych sztandarowych obietnic pozostaje do dziś znikoma: praktycznie nie wybudowano nowych mieszkań publicznych, ceny szybują w górę, projekt skrócenia tygodnia pracy upadł w parlamencie, realne płace zostały nadwyrężone przez inflację, a chroniczne kolejki w służbie zdrowia pozostają bez zmian.

Hiszpańska Socjalistyczna Partia Robotnicza (PSOE) Sáncheza, niegdyś zakorzeniona w umiarkowanej, reformatorskiej socjaldemokracji, stopniowo przeszła na strategię czystego politycznego przetrwania. Aby utrzymać się przy władzy, najpierw sprzymierzyła się z Podemos, a następnie z Sumar — dwiema skrajnie lewicowymi partiami, skoncentrowanymi na poparciu dla Palestyńczyków, sprzeciwie wobec NATO i pobłażliwości wobec Rosji — a także z ruchami separatystycznymi. W ten sposób PSOE rozmyła swoją pierwotną, umiarkowaną wizję reformatorską poprzez jawny oportunizm, poświęcając spójność doktrynalną na rzecz wątpliwych sojuszy.

3. Worek niespójnych dogmatów

Pozbawiona marksizmu, hiszpańska lewica znalazła schronienie w rozproszonym, ideologicznym zbiorze: radykalnym ekologizmie, pobłażliwej uległości wobec islamu politycznego, demontażu granic, bezwarunkowym poparciu dla Palestyńczyków przeciwko Izraelowi – wszystko to spiętrzone w nieprawdopodobną i niespójną magmę. Dochodzą do tego powracające nuty antysemityzmu w lewicowym dyskursie — można tu przywołać zwłaszcza Yolаndę Díaz, sprawiającą wrażenie osoby w stanie klinicznej histerii, której twarz wyraźnie wykrzywia się w chwili, gdy wymawia słowo “izraelski”.

Radykalizując się w każdej kwestii, lewica podsyca gniew prawicy, klasy średniej oraz rosnącej części społeczeństwa, która czuje się marginalizowana, pogardzana i wyobcowana we własnym kraju.

4. Reżim przesiąknięty korupcją?

Rząd Sáncheza ma jeszcze jeden powód, by sprzymierzać się z dżihadystami: skandale korupcyjne, które objęły nawet najbliższą rodzinę premiera.

Najpierw skandal Koldo-Ábalos dotyczący nieprawidłowych kontraktów publicznych, nielegalnych prowizji i łapówek związanych z umowami na roboty publiczne, o łącznej wartości kilkuset milionów euro. Kilka osób jest szczególnie uwikłanych. Były minister transportu José Luis Ábalos, bliski sojusznik Sáncheza, przebywa w areszcie tymczasowym pod zarzutami udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, korupcji, sprzeniewierzenia środków oraz płatnej protekcji.

Koldo García, były doradca Ábalosa, jest centralną postacią tego procederu. On również przebywa w areszcie tymczasowym i jest objęty postępowaniem karnym. Santos Cerdán, były sekretarz organizacyjny PSOE i następca Ábalosa, jest objęty śledztwem i został zatrzymany w związku z korupcją przy kontraktach na roboty publiczne. Guardia Civil bada 22 kontrakty o wartości 355 mln euro, które rzekomo manipulowano poprzez faworyzowanie wybranych podmiotów.

Do tego dochodzą sprawy dotyczące samej rodziny Sáncheza. Begoña Gómez, jego żona, została formalnie oskarżona o płatną protekcję, korupcję w biznesie, sprzeniewierzenie środków publicznych, przywłaszczenie oraz nielegalne wykonywanie zawodu regulowanego — w sprawie wszczętej w kwietniu 2024 r. W sierpniu 2025 r. śledztwo rozszerzono na jej doradczynię Cristinę Álvarez.

Śledztwo w sprawie Gómez zostało przedłużone co najmniej do kwietnia 2026 r. i nadal prowadzone są czynności, w tym w lutym 2026 r. wystąpiono do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych o rejestry podróży Gómez i Álvarez od 2018 r. (obejmujące takie kierunki jak Dominikana, Kongo, Gwinea i Rosja), dostęp do e-maili oraz raporty Guardia Civil.

David Sánchez, brat premiera, również jest objęty postępowaniem karnym — za płatną protekcję i nadużycia w związku z jego zatrudnieniem w Radzie Prowincji Badajoz. “Premier stoi w tym roku w obliczu wielu wyzwań prawnych, które mogą doprowadzić do upadku jego rodziny, jego partii i jego rządu” — podsumowuje hiszpański dziennik “El Mundo”.

5. Ideologiczna junta radykalizująca się, by przetrwać

Szczyt radykalizacji hiszpańskiej lewicy osiągnięto w styczniu 2026 r., gdy dekretem zalegalizowano od 500 tysięcy do miliona nielegalnych imigrantów. Choć przedstawiano to jako działanie humanitarne i gospodarcze, ta lekkomyślna decyzja wywołała powszechne oburzenie wśród Hiszpanów. Partia Vox określiła to jako potężny “czynnik przyciągający”, który nieuchronnie sprowadzi miliony kolejnych nielegalnych imigrantów. Usługi publiczne, już teraz poważnie przeciążone, znajdują się na skraju załamania. Rozległe obszary terytorium Hiszpanii dodatkowo dryfują w stronę islamskiego środowiska kulturowego.

Zmierzając ku punktowi bez powrotu?

Sygnały ostrzegawcze się mnożą. Straumatyzowana swoją historią, osaczona przez wymiar sprawiedliwości i pozbawiona ideologicznych punktów odniesienia, hiszpańska lewica wydaje się zamykać w radykalnych dogmatach i przyjmować coraz bardziej dzielącą społeczeństwo politykę jedynie po to, by utrzymać się przy władzy.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


The United Nations’ false equation


The United Nations’ false equation

Fiamma Nirenstein


The placement of Israel on a U.N. blacklist alongside Hamas and ISIS marks a new low in the campaign to delegitimize the Jewish state.

U.N. Secretary-General António Guterres attends a reception hosted by Ignazio Cassis (not pictured), vice president and head of the Federal Department of Foreign Affairs of Switzerland, to mark the completion of the Portail des Nations in Geneva, Feb. 23, 2026. Credit: Elma Okic/U.N. Photo.

On Oct. 7, 2023, Hamas employed sexual violence as a weapon in the orders issued by its then-leader, Yahya Sinwar. It was used against women, men and children, and later against hostages held in Gaza. Rape was often accompanied by mutilation and murder. All of this is documented in thousands of records, videos filmed by Hamas itself, firsthand testimonies and accounts from those who collected the remains—often only fragments of bodies.

Having visited the kibbutzim immediately after the massacre, I encountered the evidence firsthand.

Now the United Nations has once again demonstrated its moral failure, completing a campaign against Israel that began with the infamous 1975 resolution equating Zionism with racism. Israel has now been placed on the same blacklist as Hamas and ISIS for allegedly committing sexual violence in conflict.

As if such crimes were an intrinsic characteristic of the Jewish state. As if Israeli military and civilian law did not severely punish sexual violence. Indeed, one of Israel’s most controversial recent scandals involved the detention of five reservists over allegations of abuse at Sde Teiman, where many of the Oct. 7 perpetrators are imprisoned.

Many Israelis viewed the case as an example of judicial and media overreach, but the fact remains that allegations were investigated. Sexual violence is recognized as one of the most serious forms of dehumanization, attacking the body, identity and human dignity of its victims.

The accusation against Israel is itself a form of moral criminalization. As his tenure draws to a close, U.N. Secretary-General Antonio Guterres is leaving behind an international organization that has effectively joined the campaign against Israel, aligning itself with anti-Western forces that seek the Jewish state’s elimination.

Israeli journalist Amit Segal recently suggested examining the record of the U.N.’s so-called special rapporteurs. Francesca Albanese, who routinely portrays Israel as the source of the world’s ills, hardly requires further discussion. But consider Reem Alsalem, who refused to investigate the mass sexual atrocities committed in Israel and claimed there was “no evidence” of such crimes.

Or Michael Fakhri, the U.N. Special Rapporteur on the Right to Food, who led accusations that Israel was causing famine in Gaza while ignoring the hundreds of aid trucks entering the Gaza Strip daily—many of whose contents were routinely seized by Hamas—and overlooking the starvation endured by Israeli hostages.

Then there is Tlaleng Mofokeng, the U.N. Special Rapporteur on Health, who has argued that Hamas is not a terrorist organization and that armed struggle is not a crime.

The New York Times added fuel to the fire with an article written by Nicholas Kristof built in part on testimony from a member of the Euro-Mediterranean Human Rights Monitor, an organization whose leadership includes figures closely linked to Hamas. The article revived accusations of sexual abuse against Palestinian prisoners, including sensational claims involving attack dogs.

The false equivalence is staggering. It is the same equivalence used by the International Criminal Court when it placed Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu and former Defense Minister Yoav Gallant in the same category as Sinwar. Israel is portrayed as Hamas. Or worse, as Nazis.

This colossal lie, especially when spread by the United Nations, poisons the world.


Fiamma Nirenstein is an Italian-Israeli journalist, author and senior research fellow at the Jerusalem Center for Security and Foreign Affairs (JCFA). An adviser on antisemitism to Israel’s Ministry of Foreign Affairs, she served in the Italian Parliament (2008-2013) as vice president of the Foreign Affairs Committee. A founding member of the Friends of Israel Initiative, she has written 15 books, including October 7, Antisemitism and the War on the West, and is a leading voice on Israel, the Middle East, Europe and the fight against antisemitism.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Assad Regime Remnants on the Ground in Lebanon Helping Hezbollah


Assad Regime Remnants on the Ground in Lebanon Helping Hezbollah

Ailin Vilches Arguello


Hezbollah fighters walk near a military tank in Western Qalamoun, Syria, Aug. 23, 2017. Photo: REUTERS/Omar Sanadiki

Senior officers from the former Assad regime in Syria are currently in neighboring Lebanon helping the terrorist group Hezbollah, raising tensions between Damascus and Beirut as the two governments seek to deepen their fragile cooperation.

The extensive coordination between Iran-backed Hezbollah and remnants of Assad’s security apparatus, which was also supported by the Iranian regime until its fall, has fueled fears of an emerging dynamic that could undermine Syria’s new government and deepen regional instability.

Last week, Lebanese Prime Minister Nawaf Salam met with Syrian President Ahmed al-Sharaa in Damascus as the two countries work to expand bilateral cooperation and engagement, with talks centered in part on former Syrian regime figures in Lebanon amid fears of emerging forces that could destabilize the new government.

Following the fall of long-time Syrian dictator Bashar al-Assad in December 2024, many officials in his regime are believed to have fled to or sought refuge in Lebanon, a development that has intensified diplomatic friction and security tensions between Damascus and Beirut.

Hundreds of pro-Assad military and intelligence officers and other security officials had reportedly entered the country through illegal border crossings in the Bekaa Valley in eastern Lebanon and via northern border regions.

In an interview with Saudi broadcaster Al Arabiya, Salam dismissed claims that most senior Assad-era officials have sought refuge in the country, while reaffirming the government’s commitment to help preserve Syria’s security interests.

“Most are in Russia and other countries, with just a small number still on Lebanese soil. But the government will work to ensure Beirut is not used as a base to undermine Damascus or to facilitate any political or military activity against it,” the Lebanese leader said.

During last week’s talks, Lebanese and Syrian officials agreed that any extradition of anti-regime forces would proceed under a joint legal framework to be coordinated through the justice and interior ministries in both countries.

The Syrian government has urged Lebanese authorities to arrest and extradite former Assad-era officers amid fears they are joining forces with Hezbollah and allied Alawite networks, where they have reportedly found refuge as part of a renewed effort to destabilize the country.

“We will not allow anyone on Lebanese soil to act against the Syrian government,” a Lebanese security source told Al Arabiya. “Lebanon will never serve as a platform for remnants of the former regime or militias operating against Arab states.”

Last year, al-Sharaa became Damascus’s president after leading the rebel campaign that ousted Assad, whose Iran-backed rule had strained ties with the Arab world during the nearly 14-year Syrian war, with an offensive spearheaded by al-Sharaa’s Islamist Hayat Tahrir al-Sham (HTS) group, a former al-Qaeda affiliate.

After years of intervening in Syria’s civil war to support Assad, the Lebanese terrorist group Hezbollah significantly expanded its political and military influence across the country as Iran’s chief proxy force.

However, the fall of Assad’s regime cut off Hezbollah’s key overland supply corridor through Syria, dealing a major setback to Iran’s “Axis of Resistance” and disrupting one of the group’s most vital strategic lifelines.

According to intelligence assessments, Assad regime supporters who fled into Lebanon have not simply gone into exile but are believed to have formed an organized network described by Syrian officials as the “operational brain” of Assad’s army on Lebanese territory, according to Arab and Israeli reports.

More than 200 former officers and senior figures from Assad’s military and intelligence apparatus have reportedly taken refuge in Hezbollah strongholds and heavily Alawite areas in northern Lebanon, where, Syrian officials warn, they are working to preserve the military infrastructure and strategic assets of the Iran-backed Shiite axis.

Arab media networks report that Hezbollah has provided former regime officers with protection and safe houses in exchange for intelligence expertise and operational support, aimed at helping establish armed cells and Alawite militias inside Lebanon.

Recently, Syrian authorities identified a covert Hezbollah-linked network allegedly plotting attacks against senior figures in the new Syrian government, with Damascus suspecting exiled Assad-era officers based in Lebanon are playing a central role in efforts to undermine the country’s stability.

Last week, Syria stopped a Hezbollah terrorist cell that was plotting to assassinate senior government officials, according to the Syrian Interior Ministry. With raids at multiple locations, Syrian security forces made 11 arrests and seized a cache of weaponry.

In April, the same Interior Ministry announced five arrests in another assassination attempt plotted by Hezbollah. The terrorists targeted Rabbi Michael Khoury in Damascus, with authorities identifying a woman who attempted to plant an explosive outside his home. The suspects later confessed to authorities they had drones supplied by Hezbollah they intended to use in an attack.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Zarzuty i hańba [polemika z listem otwartym ludzi kultury do minister kultury ws. Izraela]

Źródło: Facebook / Marta Cienkowska


Zarzuty i hańba [polemika z listem otwartym ludzi kultury do minister kultury ws. Izraela]

Konstanty Gebert


List jest reakcją na działania zbrojne Izraela, podjęte w odpowiedzi na atak na to państwo przez organizacje terrorystyczne, a następnie bezpośrednio przez wspierający te organizacje Iran. Być może część sygnatariuszy nie miała świadomości, na jak kruchych podstawach opierają się postulaty, pod którym się podpisali?

Trwa zbieranie podpisów pod „Listem otwartym ludzi kultury do Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Marty Cienkowskiej”. Sygnatariusze proszą „o zawieszenie wszelkiej współpracy z izraelskimi instytucjami, organizacjami pozarządowymi i osobami fizycznymi, które nie sprzeciwiają się polityce Izraela, przez instytucje znajdujące się pod egidą Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego”. Uważam, że mimo iż pod listem podpisało się już niemal pięćset osób, ministra nie powinna przychylić się do ich prośby.

List jest reakcją na działania zbrojne Izraela, podjęte w odpowiedzi na atak na to państwo przez organizacje terrorystyczne: Hamas w strefie Gazy i Hezbollah w Libanie, a następnie bezpośrednio przez wspierający te organizacje Iran. Jest rzeczą charakterystyczną, że wezwanie sygnatariuszy do bojkotu wymierzone jest jedynie w państwo napadnięte, nie zaś w napastników. I choć oczywiście Hamas i Hezbollah nie są państwami, a tym samym Ministerstwo nie może ich bojkotować, to zdziwienie budzi to, że sygnatariusze nie wzywają na przykład do bojkotu kultury irańskiej. Najwyższy Przywódca tego państwa właśnie potwierdził obowiązywanie hasła „Śmierć Izraelowi” i oznajmił, że ta „rakowata narośl […] zbliża się do końcowych stadiów swego odrażającego istnienia”. Iran hasło to realizuje w praktyce, odpaliwszy na Izrael od kwietnia 2024 roku niemal 3 tysiące rakiet i dronów. Być może sygnatariusze tej agresji nie potępiają, czy wręcz ją popierają – do czego zresztą mają rzecz jasna prawo.

Konieczność szczególnego potraktowania Izraela uzasadniają oni tym, że – w słowach ich listu – działają „w obliczu ludobójstwa, którego dokonuje państwo Izrael w Strefie Gazy, polityki apartheidu stosowanej na okupowanych palestyńskich terytoriach i agresji na Liban”. Uzasadnienie to budzi jednak wątpliwości: Izrael walczy w Libanie z Hezbollahem, który zaatakował go pierwszy i odmawia zaprzestania ataków. Państwo libańskie, które te ataki skrytykowało, obiecało rozbroić Hezbollah, lecz nie było w stanie tego dokonać. Trudno w tej sytuacji mówić o „izraelskiej agresji”.

Palestyńczycy na okupowanym Zachodnim Brzegu są istotnie dyskryminowani, a w ostatnim czasie poddawani zmasowanemu terrorowi żydowskich osadników, któremu władze państwowe się nie przeciwstawiają. Bojkot osób za to odpowiedzialnych byłby z całą pewnością wskazany. Ale dyskryminacja Palestyńczyków nie ma charakteru rasowego czy etnicznego, lecz polityczny. Nie cieszą się pełnią praw obywatelskich przysługujących żydowskim i palestyńskim obywatelom Izraela. Inaczej zapewne byłoby, gdyby Izrael wszystkich Palestyńczyków z Zachodniego Brzegu wygnał, jak uczyniła to Turcja, usunąwszy cypryjskich Greków z podbitego Cypru Północnego, lub narzucił im obywatelstwo izraelskie, jak uczyniło Maroko na podbitej Saharze Zachodniej. Dyskryminacja, jakiej Palestyńczycy doświadczają, jest rzeczywista. Można jej zaradzić, jedynie umożliwiając powstanie państwa palestyńskiego, co obecny rząd izraelski wyklucza. Jest to godne napiętnowania, ale apartheidu nie stanowi.

Zarzutem najcięższym jest jednak oskarżenie Izraela o ludobójstwo w Gazie. „Nie ma wątpliwości, co do faktu ludobójstwa – piszą sygnatariusze – potwierdziły to liczne organizacje, w tym ONZ, Amnesty International, Human Rights Watch, B’Tselem, Lekarze bez Granic, Międzynarodowe Stowarzyszenie Badaczy Ludobójstwa (IAGS), a także ponad 800 specjalistów prawa międzynarodowego i studiów nad ludobójstwem”. Stwierdzenie to jest w najwyższym stopniu mylące. Istotnie – rozmaite agendy ONZ oskarżają Izrael o ludobójstwo. Trzeba jednak pamiętać, że organizacja ta około jednej czwartej wszystkich rezolucji potępiających jakieś państwo, jakie w swej historii uchwaliła, wymierzyła w Izrael właśnie. W przypadku Rady Praw Człowieka, która powołano w miejsce Komisji Praw Człowieka, rozwiązanej w 2006 roku z inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ Kofiego Annana, wskaźnik ten wynosi około 70 procent. Annan uznał, że „niektóre agendy ONZ zbyt często surowo oceniają Izrael […] według standardów, których nie stosują wobec jego wrogów”. W tej kwestii nic się nie zmieniło – i do ocen Izraela formułowanych przez ONZ należy podchodzić ostrożnie.

Przyznała to sama Organizacja, gdy w 1991 roku odwołała przyjętą w 1975 roku rezolucję 3379 Zgromadzenia Ogólnego, zrównującą syjonizm z rasizmem. Było to możliwe dzięki temu, że rozpadł się polityczny blok głosów państw islamskich oraz obozu sowieckiego, który przeforsował jej przyjęcie. Ale blok państw islamskich – ze znanych powodów antyizraelski – nadal jest najsilniejszym ugrupowaniem w Zgromadzeniu Ogólnym i to on napędza przyjmowanie kolejnych antyizraelskich rezolucji. PRL głosowała za rezolucją 3379, zaś III RP za jej odwołaniem. Sygnatariusze listu zapewne uważają, że to PRL miała rację, i mają do tego przekonania prawo. Ale skoro w kwestii tak fundamentalnej ONZ popełniła wobec Izraela błąd – przy pierwszym głosowaniu bądź drugim – to istotnie jej ocen nie należy traktować jako ostateczne.

Amnesty International istotnie oskarża Izrael o ludobójstwo w Gazie – ale przyznaje, że aby tego dowieść, trzeba by zmienić zasady orzecznictwa na „mniej restrykcyjne”; innymi słowy, na mocy obecnego orzecznictwa ludobójstwa udowodnić się nie da. Human Rights Watch jest ostrożniejsze i mówi jedynie o „aktach ludobójstwa”. W głosowaniu nad rezolucją IAGS uczestniczyło jedynie 28 procent członków organizacji, do której może zresztą wstąpić każdy, niezależnie od wykształcenia i dorobku, kto opłaci roczna składkę członkowską. Pod oświadczeniem „800 specjalistów prawa międzynarodowego i studiów nad ludobójstwem” podpisani są zarówno profesorowie jak i studenci oraz osoby, których status akademicki nie został określony. Nie oskarżają oni jednak Izraela o ludobójstwo, lecz „ostrzegają przed możliwością” jego popełnienia. Oświadczenie to uchwalili 15 października 2023 roku, więc zaledwie w 8 dni po morderczym ataku Hamasu na Izrael. W tekście jednak nie tylko nie ma potępienia tego ataku, ale nawet uznania, że miał on miejsce. Wiarygodność obu zbiorowych oświadczeń przywołanych przez sygnatariuszy wydaje się więc wątpliwa. Z przywołanych przez sygnatariuszy organizacji jedynie izraelskie B’tselem istotnie jednoznacznie oskarża swój kraj o ludobójstwo. Wymaga to odwagi cywilnej i zasługuje na szacunek – ale opinia jednej organizacji nie może być miarodajna dla rządu innego kraju.

Izrael – o czym zresztą sygnatariusze nie wspominają – został oskarżony przez RPA o ludobójstwo przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości. Sprawa jest w toku, ale Trybunał – jak przypomniała jego przewodnicząca, sędzia Joan Donoghue, prostując nieprawdziwe doniesienia medialne – nie orzekł, jakoby zarzuty były „prawdopodobne”, a jedynie stwierdziła, że Palestyńczycy, co skądinąd oczywiste, mają uprawnione podstawy, by być przed ewentualnym ludobójstwem chronieni – jak zresztą wszystkie inne narody. Warto zauważyć, że Międzynarodowy Trybunał Karny nie stawia izraelskim przywódcom – premierowi Benjaminowi Netanjahu i byłemu ministrowi obrony Yoavowi Galantowi – zarzutu ludobójstwa. Zarzuty zbrodni wojennych i zbrodni przeciw ludzkości, które MTK postawił, są już dostatecznie poważne.

I choć są uzasadnione wątpliwości proceduralne co do decyzji MTK (zgromadzonych przeciwko oskarżonym dowodów nie przedstawiono najpierw, wbrew zasadom Trybunału, izraelskiej prokuraturze, by mogła sama wszcząć w ich sprawie śledztwo), to wydaje się wysoce prawdopodobne, że Izrael istotnie zbrodnie takie podczas wojny w Gazie popełnił. To, że jest to wojna obronna nie może posłużyć za usprawiedliwienie, i dlatego respektowanie nakazów MTK, do czego Polska jest skądinąd traktatowo zobowiązana, nie powinno być podważane. Podobnie należy wyrazić uznanie dla decyzji ministra Radosława Sikorskiego, o objęciu izraelskiego ministra Itamara Ben-Gwira, sprawcy haniebnej demonstracji przemocy wobec zatrzymanych uczestników flotylli Sumud, zakazem wjazdu do Polski. I generalnie, kontaktując się z osobami fizycznymi i prawnymi z krajów zaangażowanych w konflikty, należy istotnie uważać, by nie nawiązać współpracy z ludźmi, których postępowanie budzić może sprzeciw.

Tyle że nie tego domagają się sygnatariusze, lecz tego, by Polska zawiesiła współpracę z izraelskimi instytucjami, organizacjami i osobami, które „nie sprzeciwiają się polityce Izraela”. Niedookreślenie w liście tego, o politykę w jakiej sprawie chodzi (Izrael uznaje na przykład prawa człowieka oraz obywatelskie mniejszości narodowych, etnicznych, religijnych czy seksualnych – czy „niesprzeciwienie się” temu też miałoby skutkować bojkotem?) można uznać za błąd redakcyjny autorów listu. Uznanie jednak wszystkich Izraelczyków, ich instytucji i organizacji za winnych zbrodni agresji, apartheidu bądź ludobójstwa, na które dowody są kruche, o ile „nie sprzeciwią się” im, wydaje się bezzasadne. Kto zresztą i w jaki sposób miałby weryfikować ów sprzeciw, i orzekać, że jest wystarczający?

Być może część sygnatariuszy nie miała świadomości, na jak kruchych podstawach opiera się postulat, pod którym się podpisali. Ale w konkluzji swego listu piszą oni: „Polityka Izraela budzi dziś zasadne skojarzenia z polityką najgorszych ludobójczych reżimów znanych z historii. Uważamy, że każda forma współpracy z instytucjami kulturalnymi tego państwa okrywa dziś polską kulturę hańbą”. Tymczasem to ich zarzuty budzą skojarzenia z oszczerczą polityką antysemickich reżimów z przeszłości, jak choćby wspomnianej PRL. A oszczerstwo zawsze okrywa hańbą jego sprawców.


Konstanty Gebert – Urodzony w 1953 roku, stały współpracownik „Kultury Liberalnej”, przez niemal 33 lata dziennikarz „Gazety Wyborczej”, współpracownik licznych innych mediów w kraju i za granicą. W stanie wojennym dziennikarz prasy podziemnej, pod pseudonimem Dawid Warszawski. Autor 12 książek, m.in. o obradach Okrągłego Stołu i o wojnie w Bośni, o europejskim XX wieku i o polskich Żydach. Jego najnowsza książka „Pokój z widokiem na wojnę. Historia Izraela” ukazała się w 2023 roku.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com