Archive | 2016/03/20

Krzyk i cisza – Izrael Gutman – 2001 WIĘŹ

Krzyk i cisza – 2001 WIĘŹ

Izrael Gutman


Wraz z ukazaniem się w roku 1987 w “Tygodniku Powszechnym” przełomowego eseju Jana Błońskiego “Biedni Polacy patrzą na getto” nastąpił w Polsce kres długotrwałego milczenia na temat postawy Polaków wobec Żydów w czasie II wojny światowej. Jednocześnie upadło, bezustannie powtarzane dotąd przez komunistyczny reżim, credo o Zagładzie – drętwe, nie wynikające z analizy badawczej i nie powodujące wstrząsu świadomości, jaki prawda o tych czasach wywarła już wcześniej na Zachodzie.

Błoński pisał o współwinie, spadającej na kraje i narody Europy, zaznaczając, że poczucie to winno być szczególnie silnie wyrażone w Polsce – kraju, w którym od wieków żyło tak wielu Żydów. Dotykał bez ogródek bolesnych prawd, ale znajdował przestrzeń oddechu i ulgi w poczuciu, że najbardziej zwyrodniałe i dławiące zło Polskę ominęło: Kiedy czyta się, co o Żydach wypisywano przed wojną, ile było w polskim społeczeństwie nienawiści – można się nieraz dziwić, że za słowami nie poszły czyny. Ale nie poszły (albo szły rzadko). Bóg tę rękę zatrzymał. Tak, Bóg, bo jeśli nie wzięliśmy udziału w tej zbrodni, to dlatego że byliśmy jeszcze trochę chrześcijanami, że w ostatniej chwili pojęliśmy, jak szatańskie to było przedsięwzięcie.

Tak myślał Błoński i tak myślało do niedawna wielu przyjaciół Polski. W obliczu rzezi w Jedwabnem nie da się więcej powiedzieć, że Polakom w czas Zagłady obce było zjawisko ludobójstwa.

Wiemy dobrze, że zmora okupacji hitlerowskiej w Polsce nie wykorzeniła antysemityzmu, że nie zniknął on również w okresie Zagłady, a nawet później. Znana jest plaga “szmalcowników”, upiornych łowców, którzy ścigali ukrywających się w polskim otoczeniu Żydów. Prasa konspiracyjna różnych odłamów narodowców nie stroniła od akcentów antyżydowskich i antysemickich przesądów. Tu i tam uzbrojone grupy “likwidowały bandytów żydowskich”, a mówiąc prawdę – mordowały po prostu drobne resztki Żydów, szukających po lasach ratunku i schronienia. Nie da się też przemilczeć wyrazu demoralizacji, którą w 1946 roku, w zbiorze szkiców “Życie na niby”, przypisywał pewnym warstwom społeczeństwa Kazimierz Wyka: .skrót bowiem gospodarczo-moralnego stanowiska przeciętnego Polaka wobec tragedii Żydów wygląda tak: Niemcy mordując Żydów popełnili zbrodnię. My byśmy tego nie zrobili. Za tę zbrodnię Niemcy poniosą karę, Niemcy splamili swoje sumienie, ale my – my już teraz mamy same korzyści i w przyszłości będziemy mieli same korzyści, nie brudząc sumienia, nie plamiąc dłoni krwią. Ale takie głosy należały do rzadkości. Na ogół – w ramach konsensu, przyjętego przez ludzi dobrej woli w Polsce i poza nią – twierdzono, że rażące grzechy przeciw bliźniemu polegały jedynie na marginalnych występkach pogrążonych w stanie dzikości chuliganów, lub były dziełem nieuleczalnych fanatyków, moralnie zagubionych w nieludzkiej rzeczywistości. Wierzono, że większość, albo przytłaczająca większość Polaków, cierpiąca i sparaliżowana brutalnym terrorem, zasklepiła się w kręgu własnych trosk i obaw.

Zwyczajni sąsiedzi?

Jedwabne rażąco wykracza poza ten schemat powszechnej obojętności i marginalnej dewiacji. Mord większej części mieszkańców ubogiego miasteczka przez ich współziomków i sąsiadów, z którymi ofiary żyły razem od pokoleń – ci ludzie znali się wzajemnie z nazwiska i z twarzy, znali rodziców i dzieci sąsiadów, razem z nimi trudzili się, by przetrwać dzień codzienny i, jak w innych miasteczkach, zapewne odwiedzali się wzajemnie w dniach rodzinnych uroczystości i zabaw – mord dokonany tylko ze względu na to, że ci inni byli Żydami, jest niesłychaną i nie dającą się pojąć zbrodnią. Narzędzia i metody dokonania tej zbiorowej masakry na ludziach bezbronnych i zupełnie zdanych na łaskę oprawców, dowodzą niewiarygodnego upadku ich człowieczeństwa.

Mord około tysiąca sześciuset ludzi, dokonany w sercu miasteczka, podobnie jak tocząca się w wyniku jego ujawnienia swoista “rozprawa sądowa” – zaskoczyły nas po sześćdziesięciu latach, jak niespodziewane odkrycie archeologiczne (jak to się stało, że dopiero teraz?). Świadomość dokonania aktu zbiorowego morderstwa w Jedwabnem jest dla Polaków wielkim wstrząsem, kolidując z narodowym mitem o latach wojny. Zarówno trwająca nadal seria artykułów w prasie, jak i publiczne dyskusje i wypowiedzi, nie koncentrują się wyłącznie na wydarzeniach w Jedwabnem, ale obejmują szeroki zakres zagadnień, takich jak kwestia antysemityzmu w Polsce, stosunki polsko-żydowskie w okresach głębokich zmian, które zaszły w ciągu burzy wojennej i w czasie powojennym, sprawa i rozmiar odpowiedzialności za Jedwabne. Szeroka gama dyskusji jest przeważnie utrzymywana w tonie skupienia, bez tuszowania prawdy, częste są wyrazy skruchy i uczucia żalu. Gotowość narodu i społeczeństwa zdolnego do uznania faktu, że dzieje Polski nie są nieskazitelnym łańcuchem heroizmu i sprawiedliwości, że niosą także w sobie kartę krzywd, wyrządzonych słabym i niewinnym, nie świadczy o duchowym upadku, ale jest egzaminem mężnej siły w drodze do lepszej przyszłości.

Profesor Tomasz Szarota mówi w “Gazecie Wyborczej” w rozmowie z Jackiem Żakowskim: Te niepodważalne fakty są tak wstrząsające, że nawet mnie – historyka, który dużo się naczytał i sporo pisał o różnych przejawach haniebnych zachowań Polaków pod okupacją niemiecką – zmuszają do zupełnie nowych konkluzji. [.] Gross swoimi publikacjami zmusił nas do zmiany poglądów na temat postaw Polaków w czasie II wojny światowej i to jest jego niepodważalna zasługa. Inny autor, Zdzisław Krasnodębski, pyta w “Znaku”, dlaczego książka “Sąsiedzi” Jana Tomasza Grossa dotyka do głębi polskiego czytelnika, podczas gdy na przykład ujawniająca również okropne fakty praca Christophera Browninga “Ordinary Men – Reserve Police Battalion 101 and the Final Solution in Poland” [.], której “akcja” rozgrywa się przecież także w Polsce, może być czytana ze znacznie większym dystansem. Odpowiedź jest prosta – w tym wypadku zaangażowana zostaje narodowa tożsamość czytelnika.

Takie podejście jest słuszne, ale tylko częściowo wyjaśnia sprawę. Nigdy nie zgadzałem się z twierdzeniem Browninga, że wykonawcami tej zbrodni byli “zwykli ludzie”. Niemcy w mundurach, którzy mordowali w “specjalnych akcjach” kobiety, starców i dzieci, nie byli “zwykłymi ludźmi”, lecz produktem hitlerowskiej ideologii i reżimu III Rzeszy. Jednak mord w Jedwabnem i także – co się obecnie ujawnia – w kilku innych pobliskich miejscowościach, został dokonany przez Polaków, którzy solidarnie odnosili się do Niemców jako do nieprzejednanych wrogów. Polacy nie byli umundurowanymi zbirami. Jak więc była możliwa ta zbrodnia i niepojęta wprost furia pragnienia ludzkiej męki i krwi?

Dlaczego?

Autorzy kilku artykułów, między nimi również prof. Szarota, stwierdzają jednoznacznie, że mordowali Polacy (to jest fakt bezsprzeczny), zalecają zbadać szczegóły wydarzenia i dodają, że należy poznać dokładnie wpływ i wkład Niemców w ten zbrodniczy czyn, co może chociażby częściowo zmniejszyć winę polskich mieszkańców Jedwabnego. Powołanie komisji ekspertów, celem dotarcia do pełnego i gruntownego obrazu wydarzeń, jest zrozumiałym i pożądanym krokiem. Jednocześnie należy również sprawdzić oświadczenie Grossa, że rozkaz zniszczenia Żydów został wydany przez Niemców 10 lipca 1941. Komu został wydany taki rozkaz i na kogo nałożono jego wypełnienie, jak również i samo źródło rozkazu – to wszystko nie jest u Grossa wyszczególnione. Z relacji świadków i dokumentów z początkowego okresu okupacji terenów, zajętych latem 1941 roku, wynika, że podczas kampanii “Barbarossa” Żydzi byli pozbawieni wszelkich praw, ludność miejscowa podjudzana była do pogromów i bezkarnej grabieży. Natomiast masowe zabójstwa wykonywane były przez specjalne, umundurowane jednostki niemieckie (Einsatzgruppen), do pomocy którym mobilizowano siły ochotnicze spośród miejscowych zbirów. Jednak Polacy nie brali udziału w tego rodzaju kolaboracji.

Najpoważniejszy egzamin

Padło pytanie, czy powodem wybuchu nie była żądza rabunku i grabieży. Nasza wiedza o pogromach, dokonywanych w Rosji w ostatnich dziesięcioleciach XIX w., wskazuje na to, że pociąg do plądrowania doprowadzał do rabunku i niszczenia mienia, znęcania się nad ludźmi, do gwałcenia kobiet – ale raczej nie do masowego mordu.

Pojawia się więc kolejne, nurtujące i dręczące pytanie: co spowodowało zbrodnię masowego zabójstwa Żydów w Jedwabnem? Nie mniej zaskakujące jest to, że w orgii niszczenia i mordu w sposób widoczny brało czynny udział wielu mieszkańców Jedwabnego, jak również i to, że poza jedynym udokumentowanym przypadkiem pomocy i ukrycia siedmiu Żydów, nic nie wiemy o próbach ich ratowania albo uchronienia chociaż dzieci. Nie znamy też żadnego konkretnego konfliktu lokalnego, albo wydarzenia o zapalnych następstwach, które mogłoby być powodem wzburzenia takiej złości i złej krwi w Jedwabnem.

Ani “wszyscy” Żydzi, ani Polacy.

Naród polski ma za sobą długą drogę niewoli i męczeństwa. Utarty autoportret zawsze przedstawiał Polskę w postaci ofiary, walczącej o swoje słuszne prawo do istnienia. Przyszedł czas uznać – i to nie tylko z powodu cienia Jedwabnego – że międzywojenna historia Polski niepodległej, a także następne chronologicznie rozdziały jej dziejów, splamione są krzywdą, wyrządzoną własnym obywatelom, zdanym na jej pomoc i zrozumienie.

W stosunkach polsko-żydowskich często powraca oskarżenie o nielojalność i demonstracyjną radość, z jaką Żydzi przyjęli wojska sowieckie, wkraczające na wschodnie połacie Rzeczypospolitej we wrześniu 1939 roku. Zarzuca się też Żydom, że zajmowali eksponowane stanowiska w aparacie administracyjno-policyjnym władzy sowieckiej.

Zarzuty te nie są bezpodstawne. Pojawienie się Sowietów było dla żydowskich mieszkańców i uchodźców wielkim odprężeniem i ulgą. Bo jedyną alternatywą w panującym stanie rzeczy był najazd hitlerowski i zapowiedź grozą przejmującej Żydów perspektywy. W kraju Sowietów czekały Żydów, jak i innych, zło i okrucieństwo tego reżimu, ale pod panowaniem Niemców oczekiwał ich tylko – żydowski los. To prawda, że pewien odsetek młodzieży żydowskiej był nastawiony prokomunistycznie, ale kolaboranci znaleźli się wszędzie – wśród “swoich” i “nie swoich”. Żydzi zajmowali, co prawda, stanowiska w urzędach sowieckich (a warto tu przypomnieć, że tego rodzaju posady w niepodległej Polsce, szczególnie w ostatnich latach jej istnienia, były dla Żydów niedostępne), ale młodzież żydowska – syjoniści i członkowie Bundu – tworzyła też pod zaborem sowieckim ogniska konspiracyjne, a wielu z uchodźców, rozczarowanych, wyraziło nawet gotowość powrotu do swych miast i rodzin w zaborze hitlerowskim. Reżim sowiecki był nieszczęściem dla masy Żydów religijnych i dla uprawiających “tradycyjnie żydowskie” zawody. Żydzi, tak jak i Polacy, byli aresztowani i deportowani na głęboki wschód sowieckiej Rosji i do Kazachstanu. Jednym z paradoksów tej wojny był fakt, że znaczna część resztek Żydów polskich uratowała się właśnie na wygnaniu i w sowieckich obozach.

Z niemałym rozczarowaniem i zdumieniem czytałem obszerny artykuł nestora historii polskiego podziemia, prof. Tomasza Strzembosza “Przemilczana kolaboracja”. Autor stwierdza, że: Ludność żydowska, w tym zwłaszcza młodzież oraz miejska biedota, wzięła masowy udział w powitaniu wojska sowieckiego. Z bronią w ręku. Biedota żydowska z bronią w ręku. Słuchy i ogólnikowe oskarżenia, które Strzembosz gęsto przytacza, są wytworem fantazji i niegodne są ustosunkowania się do nich. Choć nie jest to jednoznacznie powiedziane, te sformułowania sugerują pewien bilans z Jedwabnem: wy nam – a więc i my wam!

Ciężko jest rozmawiać, gdy ciągle wracamy do tego, że “Żydzi, wszyscy Żydzi.”, do stereotypu wrogości, gdy pozostajemy na szlaku Burbonów: nic nie zapominamy i niczego nowego się nie uczymy. Ci, których boli pamięć nieszczęścia, a jest ich wielu w Polsce, drogo płacą za opublikowanie tu czy tam czyichś profanacyjnych porównań. I jak zwykle utarte stereotypy, z którymi trudno się rozstać, rodzą z drugiej strony stereotypy biegunowo przeciwstawne.

Uważam, że źródłem katastrof, dzikości i zagłady Żydów był rasizm w wersji hitlerowskiej, brutalna agresja niemiecka i nieludzki reżim okupacyjny. Najlepiej wyrażają to słowa Paula Celana w wierszu “Fuga śmierci”: Der Tod ist ein Meister aus Deutschland – śmierć jest mistrzem z Niemiec.

Czy Polacy są narodem nieuleczalnych antysemitów? Nigdy tak nie myślałem i nie wierzyłem w to. Sądzę, że takie totalne określenie ma w sobie coś z plagi antysemityzmu. To prawda, że w szeregu ostatnich pokoleń antysemityzm zakorzenił się głęboko wśród Polaków, że istniał podczas wojny i okupacji, że dawał się ostro we znaki w czasie powojennym. Jego wyrazem są Kielce i fala zabójstw lat czterdziestych, jest też wypędzenie Żydów w latach 1968-1969, będące rezultatem porachunków odłamów partyjnych. Jednocześnie w honorowym poczcie Sprawiedliwych Świata, którzy z narażeniem, lub też z ofiarą swego życia i życia swych rodzin nieśli pomoc szczutym Żydom, jest stosunkowo wielka liczba Polaków. Oni czynili to bezinteresownie dla ludzi, których nie znali, żyli w ciągłej obawie i w nieustannym wysiłku. Ich los – nawet tych, którzy nie zostali wykryci przez Niemców – naznaczony był tragizmem. Zadanie ratowania Żydów było zapewne najtrudniejsze i najbardziej niebezpieczne właśnie w Polsce.

Nie uważam też, że za zbrodnie na Żydach odpowiedzialne są instytucje reprezentujące naród polski podczas okupacji: rząd na uchodźstwie w Londynie i akowskie podziemie w kraju, które – co prawda – niewiele dla ulżenia doli Żydów uczyniły.

Indywidualna wina – zbiorowa obojętność

Czy nikt nie jest zatem odpowiedzialny za masowy mord w Jedwabnem? Dużo już mówiono o odpowiedzialności indywidualnej albo ograniczonej odpowiedzialności lokalnej, szczegółowo rozważano aspekty odpowiedzialności i winy. Mówiono też o tym, że na narodzie i jego przyszłych pokoleniach nie ciąży odpowiedzialność za grzechy dalekich miasteczek.

Myślę, że taki sposób oceniania odpowiedzialności jest mylny. Istnieje odpowiedzialność osobista złoczyńców – i jest ona jedną stroną medalu. Nie da się jednak zaprzeczyć, że złowroga siła tego, co stało się w Jedwabnem, wykarmiła się rozpowszechnioną niechęcią do Żydów. Ta wrogość, która w Polsce doszła do szczytu w latach trzydziestych, kazała widzieć w Żydach, żyjących w tym kraju od stuleci, zagrożenie dla państwa, zagrożenie, które należy wyeliminować. Ten antysemityzm nie był tylko importem z zewnątrz, wyrósł na polskiej glebie, w polskiej, domowej rzeczywistości.

Narzucony przez Niemców reżim bezprawia i lekceważenia ludzkiego życia sprowokował tragedię Jedwabnego, tragedię, która jest tylko małym wycinkiem olbrzymiej tragedii Zagłady – a jednak stanowi nieszczęście dla Żydów i cios dla Polaków.

Rozrachunki historyczne są w pierwszym rzędzie nauką wspólnoty istnienia i życia. Antysemityzm jest chorobą, która niełatwo daje się wykorzenić. Po doświadczeniach naszego wieku, na progu samozniszczenia rodzaju ludzkiego, należy strzec się pilnie różnej maści totalitaryzmów, rasizmu i antysemityzmu. Leszek Kołakowski pisał w 1956 r. w krótkiej pracy o antysemityzmie: Elementarnym warunkiem krwawych pogromów żydowskich, rzezi i okrucieństw była zawsze społeczna atmosfera emocjonalna, tolerująca antysemityzm nawet w najbardziej złagodzonej i rozwodnionej postaci. System dyskryminacji i nieufności, choćby zgoła na pozór niegroźnych, wszędzie tam, gdzie później rodziły się zbrodnie, kumulował zawsze rezerwuary destrukcyjnej energii społecznej, które żywiły i hodowały zbrodniarzy.

Świat, w którym obecnie żyjemy – a nie będzie on nigdy idealny – zmaga się w walce o wolność jednostki, narodów i warstw społecznych. W tej walce zadaniem naszym jest również dążenie do kształtowania i wychowania człowieka, którego świadomość jest samodzielnym zasobem pamięci, wiedzy i samodzielnym drogowskazem ku przyszłości.


Israel Gutman – ur. 1923 w Warszawie. Walczył w powstaniu w getcie warszawskim, później był więźniem Majdanka, Auschwitz i Mauthausen. Po wojnie wyemigrował do Izraela. Profesor historii na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie, przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Yad Vashem w Jerozolimie. Wiceprzewodniczący Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej. Mieszka w Jerozolimie.

Powyższy tekst został napisany jako przedmowa do opublikowanej przez Towarzystwo “Więź” książki “Thou Shalt Not Kill. Poles on Jedwabne“. Jest to antologia prezentująca ponad 30 wybranych artykułów dotyczących zbrodni w Jedwabnem, jakie pojawiły się w polskiej prasie – niektóre jeszcze przed opublikowaniem książki Jana Tomasza Grossa “Sąsiedzi”.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Ultra Orthodox Jewish bride

Smothered in a veil of lace and beads, Ultra Orthodox Jewish bride is led by a ribbon to her wedding as thousands of men watch

Phoebe Jackson-Edwards


Smothered in a veil of lace and beads, Ultra Orthodox Jewish bride is led by a ribbon to her wedding as thousands of men watch

  • Grandson of the Rabbi of the Tzanz Hasidic dynasty community married in Netanya, Israel
  • Thousands of guests lined the street to as the traditional Ultra Orthodox Jewish wedding began
  • Veiled bride watches as male guests and honoured rabbis fulfill the Mitzvah tantz – to dance in front of her
  • Many guests arrived with binoculars because they were seated so far from the bride and groom

Extraordinary wedding photographs from an Ultra Orthodox Jewish wedding in Israel yesterday offer a fascinating insight into the more traditional elements of the ceremony.

The wedding, between the grandson of the Rabbi of the Tzanz Hasidic dynasty and the granddaughter of the religious leader of the Toldos Avraham Yitzchak Hasidic dynasty, in the central Israeli city of Netanya involved a guest list of thousands, with people lining the streets to welcome the bride.

Inside, a floor-to-ceiling gauze curtain separated men from women and male well-wishers dressed all in black wore the traditional shtreimel hats.

Dance for me: The veiled bride arrived in the men's section of the wedding as the male well-wishers, wearing their traditional shtreimel hats, danced to fulfil the Mitzvah tantz part of the wedding, where men and honoured rabbis are invited to dance for the brideDance for me: The veiled bride arrived in the men’s section of the wedding as the male well-wishers, wearing their traditional shtreimel hats, danced to fulfil the Mitzvah tantz part of the wedding, where men and honoured rabbis are invited to dance for the bride

Spectacle: The men begin the elaborate dance while the bride looks on from behind her full-face veil

The roomy venue was packed for the wedding of the grandson of the famous Rabbi, which took place today, and saw many from the Tzanz Hasidic dynasty community attending.

The bride was completely covered in a decadent lace and pearl embroidered dress, which included a full-face veil, to enter the men’s section of the hall where a key element of the traditional wedding was carried out.

As other women watched from behind the gauze curtain, the bride took part in the Mitvah tantz ritual – where members of the family and honoured rabbis danced in front of her and then with the groom.

Using gartels – a traditional Jewish belt – to form a link back to the bride, the men danced while hundreds of onlookers watched from the tiered seating.

A rabbi tied around the chest with a black gartel - belt - performs as part of the Mitzvah tantz. The bride holds the gartel while the groom, dressed in a blue robe

A rabbi tied around the chest with a black gartel – belt – performs as part of the Mitzvah tantz. The bride holds the gartel while the groom, dressed in a blue robe

The rabbis and the groom dance to fulfil the Mitzvah tantz part of the ceremony as onlookers snap pictures of the wedding

The rabbis and the groom dance to fulfil the Mitzvah tantz part of the ceremony as onlookers snap pictures of the wedding

Read more: Jewish bride…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Poland, Guilt and the Holocaust

Poland, Guilt and the Holocaust

Dr. Yvette Alt Miller


Holocaust Studies

Making it a crime to imply any Polish culpability for Nazi crimes denies the historical record.
Poland is soon to unveil plans to make it illegal to refer to “Polish Death Camps”.

Many of the Nazis’ most brutal death camps – including Auschwitz-Birkenau, Treblinka and Sobibor – were located in Poland. But according to Zbigniew Ziobro, Poland’s Justice Minister, calling them Polish death camps “blasphemes” Poles.

His government’s new bill “will be a project that meets the expectations of many Poles, who are routinely blasphemed in the world, in Europe, even in Germany, saying that they are the perpetrators of the Holocaust and that in Poland were Polish concentration camps, Polish gas chambers. Enough with this lie, there must be accountability,” Minister Ziobro told Polish radio on Saturday, February 13, 2016.

There is evidence of both Polish heroism and Polish complicity for the Holocaust.

At issue is more than semantics. Poles are rightly very sensitive to depictions of their country; its wartime history is complex. Poland suffered greatly during World War II, and there were many heroic instances of individual Poles risking their lives to save Jews. But making it a crime to imply any Polish culpability for Nazi crimes denies the historical record – and sets a dangerous precedent for denying the full scope of the Holocaust.

A number of historians in recent years have unearthed new evidence both of Polish complicity in the Holocaust and of Polish heroism.

Righteous Poles

Yad Vashem, Israel’s Holocaust Memorial in Jerusalem, has documented 6,620 Polish “Righteous Gentiles” – Poles who saved Jewish lives during the Holocaust – the most of any nation. Yad Vashem estimates that 1% of Poland’s pre-War Jewish population of 3.3 million Jews was saved by Polish friends and neighbors.

In his book The Righteous: Unsung Heroes of the Holocaust, the late Oxford historian Martin Gilbert documented some of these individual cases and the grave dangers Poles faced in aiding Jews. He quotes a Jewish resident of the Warsaw Ghetto, Emanuel Ringelblum, who wrote in his diary that on November 18, 1940 – the day the Jews were confined to the ghetto – “many Christians brought bread for the Jewish acquaintances and friends”. These actions carried huge risk. One Christian Pole was observed “throwing a sack of bread over the wall” – and was promptly murdered by the Nazis for aiding Jews.

An inscription in the Memorial Book for Polish town of Skierniewice sums up Poland’s wartime atmosphere: “Sometimes a mere gesture of sympathy shown to those (Jews) persecuted could easily cost a life.” Tragically, historians have documented many instances of Poles being murdered for helping, or even betraying empathy with, Jews. The events of April 1942, in the Polish town of Mlawa, are typical: fifty of the town’s Jews were forced into a square to be executed by Nazi forces, and the town’s residents forced to watch. One bystander started shouting “Down with Hitler! Innocent blood is being shed!” – and was killed immediately for his words.

Polish Antisemitism

Yet historians have also documented many troubling instances of Polish antisemitism during the Holocaust as well. Even as he documented inspiring instances of Polish resistance and heroism, Martin Gilbert acknowledged that “many Poles looked with satisfaction at the Jews being moved into the (Warsaw) ghetto, even gloating….”

The United States Holocaust Museum has documented that “As German forces implemented the killing, they drew upon some Polish agencies, such as Polish police forces and railroad personnel, in the guarding of ghettos and the deportation of Jews to the killing centers. Individual Poles often helped in the identification, denunciation, and hunting down of Jews in hiding, often profiting from the associated blackmail, and actively participated in the plunder of Jewish property.”

Professor Peter Kenez of the University of California, Santa Cruz, has investigated the substantial German ethnic population in Poland during World War II who “welcomed the (Nazi) conquerors with enthusiasm” in his book The Coming of the Holocaust: From Antisemitism to Genocide (Cambridge University Press 2013).

Historian Ronald Modras, a professor at St. Louis University, has researched the role of the Catholic Church in fomenting profound Jew hatred in Poland and concluded, “The Catholic clergy (in Poland)… were not innocent bystanders or passive observers in the wave of antisemitism that encompassed Poland in the latter half of the 1930s… Even when nationalistic youth translated anti-Semitic attitudes into violence… instead of subjecting the violence to unambiguous criticism, church leaders rather gave explanations for antisemitism that ultimately served to justify it.” (The Catholic Church and Antisemitism: Poland 1933-1939. Routledge 2000). Former Harvard History Professor Daniel Jonah Goldhagen similarly documented widespread anti-Jewish feeling in Poland’s religious leadership in his book A Moral Reckoning: The Role of the Catholic Church in the Holocaust and its Unfulfilled Duty of Repair (Alfred A. Knopf 2002).

Jedwabne Pogrom

Read more: Poland, Guilt and the Holocaust


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com