Archive | November 2021

Should News Be Reported with Balance? The Answer May Surprise You

Should News Be Reported with Balance? The Answer May Surprise You

Daniel Pomerantz


Israel’s prime minister Naftali Bennett addresses the 76th Session of the United Nations General Assembly, at the U.N. headquarters in New York, U.S., September 27, 2021. John Minchillo/Pool via REUTERS

This weekend, Israel officially designated six different non-governmental organizations as terror groups. The Associated Press headline reads: “Israel outlaws Palestinian rights groups, alleging terrorism.” [Emphasis added.]

The AP went on to quote critics who say the move was meant to “muzzle human rights monitoring,” and to “punish” critics of Israel. The widely distributed wire service even included a statement by B’Tselem calling the move, “an act characteristic of totalitarian regimes, with the clear purpose of shutting down these organizations.”

This framing set the stage for a variety of other groups around the world to make public statements, such as the International Human Rights Clinic at Harvard Law School, which said that it “stands in solidarity with Palestinian civil society and calls on the Israeli government to reverse its decision to criminalize prominent human rights organizations.”

Ken Roth of Human Rights Watch objected to the decision, calling the groups “proud partners,” and lambasting Israel with accusations of “crimes against humanity” and “apartheid”:

The United Nations Human Rights Office in Ramallah claimed that Israel was trying to “constrain … entirely peaceful and legitimate activities” by “humanitarian groups,” and even the US State Department issued a statement asking for clarification.

To the AP’s credit, its article also quoted the Israeli Defense Ministry, which said that the groups are linked to the Popular Front for the Liberation of Palestine (PFLP) — which is designated as a terror organization by most Western governments, including Israel and the United States, and is responsible for a litany of horrific terror attacks against civilians.

So the AP achieved a kind of “balance” by quoting two “sides.” But there was one critical aspect that the AP entirely left out of their reporting: the actual truth.

Does “Balance” Mean Good Journalism?

To answer this question, imagine if the story was not about politics, but rather about who won a recent baseball game: one commentator says it was the Atlanta Braves, another the LA Dodgers. Can you imagine a sports reporter simply quoting “both sides,” and leaving the audience to wonder which side won?

Of course, the example is absurd — not because it is wrong to have balance, but because in this case, the journalist has access to something even better: reliable, independent data that anyone can check. So if a journalist had any doubt, he or she could review actual video footage of the game and independently confirm that Atlanta won by a score of 4-2.

Of course, in some cases, a journalist will not have complete information, and therefore must rely on competing accounts from diverse sources.

This is not one of those cases.

From the Data to the Truth

Israel has stated that it was acting on classified information, and declined to give further details, which does not give a journalist much to go on. However, much like checking the winner of a baseball game, it would have taken only a modest amount of research to confirm that the relevant NGOs are indeed closely connected with terrorism, based on publicly available data.

For example:

    • On August 30, 2020, the PFLP released a statement confirming that former UAWC director Samer Arbid is also a PFLP commander, and was involved in the terror attack that murdered Rina Shnerb.

    • In 2020, the government of the Netherlands, one of UAWC’s European sponsors, admitted that part of a Dutch aid package was used to pay the salaries of two UAWC employees who were charged with murdering Rina Shnerb.

    • The United Nations refused the Addameer rights group’s request for Special Consultative Status due to the group’s relationship to the PFLP.

  • In May 2018, Visa, Mastercard, and American Express shut down online credit card donations to Al-Haq due to the group’s ties to the PFLP. In fact, the group was founded by PFLP members.

In addition to the above, many of the figures in these organizations have been arrested for acts of terror, in some cases multiple times, and numerous cases were ruled upon by Israel’s independent judiciary.

The PFLP did not deny its affiliations to the various NGOs. To the contrary, a spokesman for the terror group, Kayed al-Ghoul, stated that Palestinians are “proud of the affiliation of any of their sons with any national faction that resists the occupation, including the Popular Front for the Liberation of Palestine.”

There are places in the world where dictatorships and tyrants really do use police powers to shut down legitimate human rights organizations. To lump such organizations in with the likes of the PFLP and its affiliates harms the cause of human rights the world over.

In a world of 24-hour news and rapid deadlines, journalists work under significant time and resource constraints. Yet it took HonestReporting less than two hours to conduct this research, and we completed it well in advance of our own publication deadline. (And at the risk of stating the obvious, our budget is far less than a typical mainstream news agency.)

Ethics require more than mere “balance,” they require a journalist to come as close as possible to the truth.

Daniel Pomerantz is the CEO of HonestReporting, where a version of this article first appeared.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

Palestyńscy więźniowie, o których nikt nie mówi

Podczas gdy uwaga mediów skupia się na Palestyńczykach w izraelskich więzieniach, nie ma niemal żadnych wzmianek o więźniach i internowanych przez siły bezpieczeństwa Autonomii Palestyńskiej (AP). Na zdjęciu: Nizar Banat zatłuczony na śmierć w czerwcu 2021 przez agentów służb bezpieczeństwa PA krytyk kierownictwa Autonomii Palestyńskiej.



Palestyńscy więźniowie, o których nikt nie mówi

Khaled Abu Toameh
Tłumaczenie: Małgorzata Korszewska


Niedawny strajk głodowy więźniów Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu (PIJ) w Izraelu ściągnął uwagę wielu dziennikarzy i mediów. Informacje o tej głodówce pojawiły się w gazetach na całym świecie i były w doniesieniach głównych agencji informacyjnych.

Więźniowie PIJ, którzy byli skazani za terroryzm przeciwko Izraelowi, budzili tak wielkie zainteresowanie, ponieważ są trzymani w izraelskich więzieniach. Międzynarodowe media i Autonomia Palestyńska (AP) odmawiają jednak nazywania tych więźniów terrorystami. Wolą  nazywać ich “bojownikami” lub “politycznymi więźniami“.

Podczas gdy uwaga mediów pozostaje skupiona na Palestyńczykach w izraelskich więzieniach, nie ma niemal żadnych wzmianek o więźniach i internowanych przez siły bezpieczeństwa Autonomii Palestyńskiej (AP) na Zachodnim Brzegu.

Międzynarodowe media i większość organizacji praw człowieka nie interesują się nimi, ponieważ są aresztowani i uwięzieni przez Palestyńczyków, a nie przez Izrael. Ponadto, nikogo nie wydają się obchodzić Palestyńczycy, którzy gniją w palestyńskich więzieniach i ośrodkach internowania, kiedy oni rozpoczynają głodówki.

Dla zachodnich mediów głównego nurtu i międzynarodowych obrońców praw człowieka strajk głodowy prowadzony w proteście przeciwko AP lub Hamasowi ma zupełnie inną – i nieskończenie niższą – pozycję niż głodówka wymierzona w Izrael.

Palestyńczyk, który rozpoczyna głodówkę w palestyńskim więzieniu, może tylko marzyć o tym, że zauważy go jakiś zagraniczny dziennikarz lub organizacja praw człowieka w USA lub w Europie. Natomiast Palestyńczyk, który ogłasza głodówkę w izraelskim więzieniu, nie musi się niczego obawiać. Wie doskonale, że w ciągu kilku minut cały świat dowie się o jego czy jej “skargach”.

Praktycznie nie ma dnia bez potępienia przez palestyńskich przywódców Izraela za trzymanie w więzieniach skazanych w procesach terrorystów. Ta sama Autonomia Palestyńska trzyma w więzieniach wielu Palestyńczyków bez wyroków sądowych i odmawia im podstawowych praw, takich jak spotkanie z adwokatem lub członkami rodziny.

Wielu z tych, których siły bezpieczeństwa AP aresztują niemal codziennie, jest podejrzanych o związki z rywalizującymi grupami, takimi jak Hamas i PIJ. W zasadzie dobrze, że AP rozprawia się z terrorystami z Hamasu i PIJ. Gorzej jednak, kiedy AP potępia Izrael za robienie tego samego.

Większości zatrzymanych przez AP członków Hamsu i PIJ nigdy nie przedstawiono  formalnego oskarżenia i nie zostają postawieni przed sądem. Wielu Palestyńczyków mówi, że są to “polityczne aresztowania”.

Niedawno palestyńscy aktywiści rozpoczęli kampanię na platformach mediów społecznościowych, by protestować przeciwko „politycznym aresztowaniom” prowadzonym przez palestyńskie siły bezpieczeństwa.

Kampania, zatytułowana “Polityczne aresztowania są przestępstwem“, jest reakcją na niedawny wzrost liczby aresztowań dokonywanych przez palestyńskie siły bezpieczeństwa.

Wśród wybranych za cel ataków palestyńskiej służby bezpieczeństwa są studenci, byli więźniowie, którzy odsiadywali wyroki w izraelskich więzieniach i aktywiści związani z rozmaitymi palestyńskimi frakcjami.

Raport Komitetu Rodzin Politycznych Więźniów ujawnił, że tylko we wrześniu palestyńskie służby bezpieczeństwa popełniły 217 “naruszeń prawa” wobec Palestyńczyków.

Te “naruszenia”, jak podaje Komitet, obejmują 52 aresztowania, 62 wezwania na przesłuchanie i pięć wypadków fizycznej napaści i pobicia. Komitet ponowił wezwanie o uwolnienie internowanych przetrzymywanych przez Autonomię Palestyńską.

W innym raporcie Komitet podał nazwiska niektórych ludzi, którzy zostali uwięzieni przez Autonomię Palestyńską bez żadnego procesu sądowego.

Raed Halajka, Nour al-Kadi i Jahja al-Kadi zostali zaaresztowani w Hebronie; Izzat al-Aktasz i Mu’tasem Ramadan w Nablus; Mohammed al-Azmi w Dzanin; Salam Manasreh w Tulkarem i Mahmoud al-Zaghloul w Kalkilja.

19 października palestyńska grupa praw człowieka powiedziała, że ostatnio nasiliły się działania służb bezpieczeństwa, które ograniczają prawa i swobody, szczególnie po zabiciu działacza przeciwko korupcji, Nizara Banata, którego w czerwcu pobili na śmierć agenci palestyńskiej służby bezpieczeństwa.

Grupa o nazwie Ośrodek na rzecz Demokracji i Praw powiedziała, że takimi praktykami palestyńskie siły bezpieczeństwa „próbują narzucić dyktatorską rzeczywistość na Palestyńczyków” i dodała:

“… łamanie praw człowieka przez organy Autonomii Palestyńskiej szkodzi sytuacji praw człowieka i stanowi zagrożenie życia obywateli i ich praw gwarantowanych w palestyńskim Prawie Podstawowym i porozumieniach dotyczących poprawy sytuacji praw człowieka”.

Według palestyńskiej grupy Prawnicy na rzecz Sprawiedliwości, 17 palestyńskich aktywistów politycznych oczekuje obecnie na proces, Są oskarżeni o uczestnictwo w protestach po zabiciu Nizara Banata.

Prezydent AP Mahmoud Abbas nigdy nie pomija okazji, by chwalić wszystkich więźniów trzymanych przez Izrael, włącznie z tymi, którzy są związani z Hamasem i PIJ. Wielokrotnie określał tych więźniów jako “bohaterów” i “bojowników o wolność”, chociaż wielu z nich brało udział w zamachach terrorystycznych, w których zabito lub zraniono tysiące cywilów. Ponadto Abbas powiedział wyraźnie, że nigdy nie podpisze umowy pokojowej z Izraelem, dopóki wszyscy palestyńscy więźniowie nie zostaną zwolnieni z izraelskich więzień.

Można by zapytać: skoro Abbas tak bardzo troszczy się o więźniów z Hamasu i PIJ, dlaczego rozkazuje swojej służbie bezpieczeństwa aresztować i bić Palestyńczyków za związki z tymi dwiema grupami? Jeśli uważa, że ci więźniowie powinni zostać zwolnieni z izraelskich więzień, dlaczego najpierw nie uwolni tych, którzy siedzą w palestyńskich więzieniach?

Ostatnie, obciążające pytanie: dlaczego palestyńskie siły bezpieczeństwa aresztują i przesłuchują więźniów wkrótce po ich zwolnieniu z izraelskich więzień? Jak może AP potępiać Izrael za aresztowanie tych ludzi, ale potem aresztować ich za przynależność do Hamasu i PIJ?

Publicznie Abbas żąda, by Izrael uwolnił wszystkich więźniów; ale kiedy Izrael robi to, pospiesznie aresztuje ich z “powodów bezpieczeństwa”. Palestyńscy więźniowie mieli szczęście, kiedy byli w izraelskich więzieniach: ściągali uwagę organizacji praw człowieka  i dziennikarzy na całym świecie. Ci, którzy siedzą obecnie w palestyńskich więzieniach, niewątpliwie życzą sobie, by mogli być odesłani z powrotem do izraelskich więzień, gdzie byliby lepiej traktowani i zdobyliby międzynarodowe współczucie.


Khaled Abu Toameh – urodzony w 1963 r. w Tulkarem na Zachodnim Brzegu, palestyński dziennikarz, któremu wielokrotnie grożono śmiercią. Publikował między innymi w “The Jerusalem Post”, “Wall Street Journal”, “Sunday Times”, “U.S. News”, “World Report”, “World Tribune”, “Daily Express” i palestyńskim dzienniku “Al-Fajr”. Od 1989 roku jest współpracownikiem i konsultantem NBC News.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


To straszne, że bliższa jest nam idea wyższego muru niż dłuższego stołu

To straszne, że bliższa jest nam idea wyższego muru niż dłuższego stołu

Katarzyna Przyborska


Greta Thunberg przemawia do aktywistek zgromadzonych w Glasgow. Fot. Przemysław Stefaniak

W Polsce żadna partia nie ma programu energetycznego, który byłby zgodny z wytycznymi IPCC, czyli Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu. Ci są z prawicy i nie muszą mieć dobrego programu energetycznego, a ci są z lewicy, już coś mają i w sumie nie muszą mieć lepiej. To jest irytujące, że nie mogę nikogo w polityce nazwać rzeczywistą rzeczniczką czy rzecznikiem kwestii klimatycznych − mówi Kacper Lubiewski z Młodzieżowego Strajku Klimatycznego.

Katarzyna Przyborska: Delegacja Młodzieżowego Strajku Klimatycznego pojechała do Glasgow na szczyt klimatyczny, a wy szykujecie się do strajku, który odbywa się w piątek. Nawiążecie jakoś do COP26?

Kacper Lubiewski: Jednym z haseł strajku jest: „Ile jeszcze COP-ów przed nami?”, czym staramy się zasygnalizować nieefektywność poprzednich szczytów. Co roku omawiane są te same problemy, co roku powtarzane są słowa o zagrożeniu, jakie niesie cywilizacja, ale nic się nie zmienia. Katastrofa klimatyczna wymaga szybszych decyzji, szybszych przystosowań, a nie kolejnych szczytów.

Na które uczestnicy znów przylecieli prywatnymi odrzutowcami…

No właśnie – świetnie pokazuje to powierzchowność światowych liderów w myśleniu o katastrofie klimatycznej. Mówią o potrzebie zmiany, przedstawiają plany i obietnice, ale nikt z nich nie wpadł na pomysł przyjazdu pociągiem, nawet Boris Johnson z oddalonego raptem o kilka godzin jazdy Londynu.

Czego się spodziewacie po pobycie waszej delegacji w Glasgow?

Może zacznę od nadziei. Mam nadzieję na to, że ten COP będzie jednak trochę przełomowy, dlatego, że ludzie są już naprawdę wkurzeni i zdeterminowani. Będzie też na nim naprawdę wielu przedstawicieli globalnego Południa, choć organizatorzy próbowali blokować ich przyjazd, bilety stały się nagle horrendalnie drogie. Wydaje mi się, że ta ich obecność, obecność również organizacji młodzieżowych − da decydentom do myślenia. A czego się spodziewam? Tony greenwashingu, najdziwniejszych opinii i wypowiedzi od USA przez UE po Polskę, która wciąż nie ma polityki klimatycznej.

Drugim waszym hasłem ma być sprawiedliwość społeczna. Ludzie Południa już płacą za katastrofę klimatyczną, a ludzie Północy też płacą, ale na zbrojenia, żeby w ten właśnie sposób zatrzymać migrację tych z Południa. Północ wydaje się zgadzać na to, że Południe staje się ofiarą zmian klimatu. Łatwiej też Północy myśleć o przemocy wobec migrantów niż powstrzymać grabieżczą politykę korporacji, które drenują kraje Południa z zasobów.

Wydaje mi się, że to strasznie okrutne myślenie, które występuje z pozycji przywileju. Cały czas bliższa jest nam idea wyższego muru niż dłuższego stołu. Bo to nie osoby z globalnego Południa przedstawiają taki dylemat moralny, tylko my z bogatej Północy pozwalamy sobie na rozważania, czy i kogo możemy poświęcić. Trochę jest też tak, że takie myślenie zdejmuje z nas odpowiedzialność. Kiedy zakładamy, że ktoś musi zapłacić, bierzemy pod uwagę gotowość do poniesienia ofiar, oczywiście pod warunkiem, że to nie nas dotkną, zmniejsza się motywacja, by temu przeciwdziałać w jak największym stopniu.

Co to znaczy „w jak największym stopniu”? Że jak najwięcej z nas ma być zmobilizowanych? Czy najpotężniejsi i najbogatsi?

I jedno, i drugie. Ma być nas jak najwięcej na strajkach, na protestach, i w ten sposób możemy wpływać na decyzje tych kilku najbogatszych. Nie jest możliwe wpłynięcie na osoby decyzyjne bez masowej mobilizacji.

Taka jest obawa, że transformacja energetyczna przyniesie bezrobocie całym regionom dotychczas utrzymującym się z węgla. Co wy myślicie o tych obawach? Co młodzież mówi górnikom?

Mówimy, że ta transformacja będzie musiała się dokonać. Mówimy, że rząd kłamie, twierdząc, że może w nieskończoność inwestować w paliwa kopalne i zapewniać wam miejsca pracy. Może te kopalnie i sektor węglowy podziałają jeszcze dziesięć lat, ale różnica między rządzącymi a nami jest taka, że my mówimy wprost: są przed nami wyzwania, których nie da się uniknąć. A cel jest taki, żebyśmy wszyscy przeżyli.

Oni proponują wam jeszcze kilka lat po staremu, a co potem, to już ich mniej interesuje. Faktycznie stracicie pracę i nie będziecie mieć nic w zanadrzu. My wam proponujemy szerokie przebranżowienie i miejsca pracy w nowym sektorze energetycznym, już niewęglowym. Energia przecież nadal będzie potrzebna, sektor nie zniknie. Czy to energetyka jądrowa, czy OZE, będą tam miejsca pracy.

Czyli mówicie, że nie jest to skok w przepaść. A jak zamierzacie dotrzeć z tym komunikatem do uszu górników?

Po pierwsze strajkujemy, mobilizujemy ludzi, przyciągamy uwagę mediów. Zapraszamy do strajków kolejne osoby, żeby osób zaangażowanych na rzecz planety było jak najwięcej. Żaden polityk nie lubi patrzeć, jak suweren robi mu zły PR. Poza tym docieramy też bardziej oficjalnie i to jest moim zdaniem niebagatelny sukces MSK, że wyniósł ludzi, którzy parę lat temu organizowali swoją pierwszą demonstrację, do tego, żeby teraz jechali na szczyt klimatyczny i dyskutowali z głowami państw o tym, jak powinno się ograniczać emisje.

Czy strajki będą rozproszone, czy wszyscy przyjadą w piątek na Śląsk?

Strajki będą teraz w całej Polsce. W Katowicach, Opolu, Poznaniu i Trójmieście, a za dwa tygodnie odbędzie się strajk w Warszawie.

A czy tak jak delegacja pojechała do Glasgow, tak uda się też do organizacji górniczych?

MSK od jakiegoś czasu prowadzi taki projekt negocjacji, nawiązywania rozmów z górnikami. Z jednej strony ludzie reagują pozytywnie. Bo to chyba pierwszy raz, kiedy ruch klimatyczny odezwał się, wyciągnął przyjazną dłoń do górników, którzy czasem przez organizacje klimatyczne są niesłusznie demonizowani.

Ta nieufność jest chyba obopólna.

Oczywiście, i wiadomo, że przełamywanie barier wcale nie jest proste, trudno jest tłumaczyć i przyjąć troskę, kiedy politycy, na których głosowałeś, wmawiają ci, że aktywiści chcą ci odebrać pracę.

Całkiem niedawno Beata Kempa szła przez Brukselę razem z górnikami Solidarności. Ten sojusz trudno będzie chyba rozbić, bo on jest realny tu i teraz, przekłada się na poziom codziennego życia.

Jeśli ktoś staje się twarzą rządowego projektu energetycznego, jest to informacja dla MSK, że ci ludzie są zdeterminowani popierać rządzących i rozmawiać z nimi może być trudniej. Prawdopodobnie łatwiej im będzie nie dopuszczać do siebie racjonalnych, naukowych argumentów.

Czy szkolicie się w negocjacjach, komunikacji?

Tak. MSK organizuje dla siebie wiele warsztatów, uczyliśmy się o procesach legislacyjnych, negocjacjach, rozmowach z mediami. A przede wszystkim w MSK wszystko jest już nauką w praktyce. Za każdym razem, gdy rozmawiamy z politykami, uczymy się czegoś nowego.

A czy macie po swojej stronie konkretne partie, które was wspierają, czy występujecie jako organizacja apolityczna?

Tak i tak. Są osoby, które wspierają nasze działania…

Możesz wymienić nazwiska?

No właśnie nie mogę. W Polsce żadna partia nie ma programu energetycznego, który byłby zgodny z wytycznymi IPCC, czyli Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu. Nawet partiom, które używają bardziej naukowych argumentów w kwestii klimatu, nie mogę przyznać odznaki „klimatycznej”. MSK, szczególnie podczas kampanii prezydenckiej, spotykało się z każdym chyba sztabem i za każdym razem natykaliśmy się na mur. Ci się nie zmienią, są z prawicy i nie muszą mieć dobrego programu energetycznego, a ci są z lewicy, już coś mają i w sumie nie muszą mieć lepiej. I to jest irytujące, że nie mogę nikogo nazwać naszym sojusznikiem, rzeczywistą rzeczniczką czy rzecznikiem kwestii klimatycznych.

A gdyby się taka lub taki pojawił, korzystalibyście z tego czy obawialibyście się, że społeczeństwo jest wobec polityków nieufne i taki sojusz może zniechęcić potencjalnych aktywistów?

Na pewno z taką osobą byśmy współpracowali, chcielibyśmy przedstawiać projekty ustaw, pracować nad odpowiedzialną polityką klimatyczną. Ale nie jest zadaniem ruchu społecznego okazywać wsparcie jakiemuś konkretnemu politykowi. Ruch ma motywować do zmiany, wpływać, kontrolować.

Górnicy to niejedyna branża, która nie kupuje informacji o katastrofie klimatycznej. Drugą taką branżą są hodowcy zwierząt na mięso. Czy do nich też kiedyś się udacie? A potem może do tych, którzy nie wyobrażają sobie weekendu bez lotu samolotem?

Jestem przekonany, że tak, w miarę tego, jak ruchy klimatyczne będą rosły w siłę. Te europejskie już prowadzą takie rozmowy. Teraz kłamałbym, mówiąc, że mamy ludzi, czas i siły, by zająć się kolejnymi grupami społecznymi: rolnikami, przemysłowcami, dyplomatami. Ale katastrofa klimatyczna jest sprawą złożoną i nie wyobrażam sobie naprawiania energetyki, pozostawiając jednocześnie inne kwestie. Nie spodziewam się prostych rozmów.


Kacper Lubiewski − uczeń III Liceum Ogólnokształcącego w Opolu, aktywista Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, członek Europejskiego Parlamentu Młodzieży.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Major Israeli Bookstores Pull Works by Irish Author Sally Rooney After She Boycotts Publishers in Israel

Major Israeli Bookstores Pull Works by Irish Author Sally Rooney After She Boycotts Publishers in Israel

Shiryn Ghermezian


Author Sally Rooney in an interview with “PBS NewsHour.” Photo: Screenshot

Two major bookstore chains in Israel announced on Thursday that they will no longer sell works written by acclaimed Irish author Sally Rooney, after she said last month that she would not let an Israeli publisher translate her latest novel into Hebrew.

Bookstores Steimatzky and Tzomet Sefarim have removed Rooney’s books from their shops and online sites. The bookstores together have more than 200 locations across Israel.

In September, Rooney turned down a bid by the Israeli publishing house Modan for the translation rights of her latest book, “Beautiful World, Where Are You.” Modan translated Rooney’s two previous novels into Hebrew, but the writer explained in October that she would not allow her new book to be published by an Israeli publisher because she supports a boycott of Israel, in protest of its policies towards Palestinians.

The award-winning author of “Normal People” and “Conversations With Friends” said she was “very proud” her first two books were translated into Hebrew but, “for the moment, I have chosen not to sell these translation rights to an Israeli-based publishing house.” She claimed that she could not “accept a new contract with an Israeli company that does not publicly distance itself from apartheid and support the UN-stipulated rights of the Palestinian people.”

She added, “The Hebrew-language translation rights to my new novel are still available, and if I can find a way to sell these rights that is compliant with the [Boycott, Divestment and Sanctions] movement’s institutional boycott guidelines, I will be very pleased and proud to do so.”

Rooney has received several book awards in the United Kingdom, including Book of the Year at the British Book Awards in 2019 and a Costa Book Award in 2018. “Normal People” was on the New York Times best-seller list for hardcover fiction for four weeks and has been adapted into a television series. Rooney’s debut novel “Conversations with Friends” will also be adapted for a television show that is set to air on Hulu.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


DUMA, ZABAWA I MILCZENIE – ROZMOWA Z TAMARĄ SZTYMĄ

Gramofon model JUNIOR, fot. M. Starowieyska / Muzeum POLIN


DUMA, ZABAWA I MILCZENIE – ROZMOWA Z TAMARĄ SZTYMĄ

IDA ŚWIERKOCKA


Przez wieki muzyka była dla Żydów nośnikiem duchowości. Była też medium, dzięki któremu gra się swoją kulturową tożsamością. Obecnie nowa muzyka żydowska jest tworzona głównie przez nie-Żydów, także dla nie-Żydów. Stała się czymś uniwersalnym. Pokazuje to wystawa w POLIN.

,

IDA ŚWIERKOCKA: „Jak Żydek umie tylko grać, to w świecie on nie zginie” – śpiewała przed laty Ordonówna do tekstu Tuwima. W polskiej kulturze wciąż silnie obecna jest figura Żyda – muzyka, grajka, który niekoniecznie zna nuty, ale ma za to iskrę bożą i talent. Czy to jak w przypadku Żyda – handlarza kolejny stereotyp?


TAMARA SZTYMA:
 Muzyka zawsze odgrywała bardzo ważną rolę w tradycji żydowskiej. W klasycznym dualizmie obraz–dźwięk słuch dla Żydów był zawsze ważniejszy niż wzrok. Muzyka i śpiew towarzyszyły wszystkim ważnym żydowskim obrzędom. Od XVIII wieku orkiestry klezmerskie przemierzały miasta, miasteczka i wsie Europy Środkowo-Wschodniej i grały podczas ceremonii weselnych i innych ważnych uroczystości, a także w karczmach i na dworach szlacheckich. Z czasem zaczęły funkcjonować duże klany klezmerskie – syn dziedziczył profesję po ojcu i był do tego zawodu przez niego starannie przygotowany. Figura grajka Żyda wciąż jest bardzo silna, stąd chociażby słynny Mickiewiczowski Jankiel.

Dla nas, Polaków, koncert Jankiela miał wyraźny kontekst patriotyczny. U Żydów chyba na plan pierwszy wysuwały się kwestie związane z duchowością?

Muzyka zawsze była dla Żydów emanacją spraw duchowych. Poprzez nią najchętniej wyrażali swoje uczucia religijne. Gdy słucha się śpiewu kantora przewodzącego modlitwom w synagodze, od razu słychać tę pasję. Również muzyka klezmerska jest pełna niezwykle silnych emocji.

Jak to jest, że każde dziecko słyszało o Franklinie i Gutenbergu, i o Edisonie – ale jako o wynalazcy żarówki, a nie fonografu – o istnieniu Emila Berlinera  wiedzą tylko nieliczni?

W naszej koncepcji edukacji zupełnie inaczej patrzy się na wynalazki praktyczne, które służą większej efektywności pracy. A muzykę – podobnie jak sztukę i całą kulturę – traktuje się raczej marginalnie, jako coś błahego, przyjemność, nieznaczącą zbyt wiele rozrywkę. Nikt w szkole nie czuje się więc w obowiązku, aby uczyć dzieci, kto wynalazł gramofon. Nawet gdy przygotowywałam się do tej wystawy, wiele osób mówiło mi, że to będzie taka lekka, przyjemna ekspozycja, ale która poza rozrywką nie wniesie nic większego. Okazuje się jednak, że „Szafa…” wzbudza duże zainteresowanie i że poprzez – pozornie błahą – opowieść o muzyce można powiedzieć o wiele więcej na temat żydowskiej kultury i jej związków z kulturą światową i polską.

Jeśli już ktoś usłyszy gdzieś imię i nazwisko „Emil Berliner” i zechce sprawdzić w encyklopedii, kim był, to przeczyta, że to – zacytuję prosto z Encyklopedii PWN – „amerykański elektrotechnik i wynalazca, pochodzenia niemieckiego”. Dlaczego to żydowskie pochodzenie jest marginalizowane?

W Polsce wciąż mówienie o tym, że ktoś jest Żydem, jest piętnujące. Tak naprawdę jesteśmy cały czas obciążeni postholokaustową traumą. Żyjemy w kraju, w którym przez wiele lat była tworzona wizja sztucznej homogenicznej polskości. Żydzi musieli chować głęboko do szafy swoją tożsamość. Na Zachodzie mówienie o tym, że ktoś ma jakieś korzenie, że wywodzi się z danej tradycji, jest rzeczą zupełnie naturalną. Tam głęboko w świadomości funkcjonuje coś takiego jak wielokulturowość, coś, co pomaga zrozumieć to, że mamy różne, często złożone, tożsamości. My – Polacy – od dłuższego czasu nie byliśmy uczeni tej perspektywy wielokulturowej, ale perspektywy homogenicznej.

fot. M. Starowieyska / Muzeum POLINGramofon na monety, fot. M. Starowieyska / Muzeum POLIN

Do tej pory mówiliśmy o mężczyznach. Jak wyglądała emancypacja muzyczna u żydowskich kobiet?

W tradycyjnej żydowskiej kulturze role przypisane kobietom i mężczyznom były zupełnie inne. Ta dychotomia była bardzo silna. W ortodoksyjnych synagogach kobiety nie mogły uczestniczyć w modlitwach razem z mężczyznami, siedziały w osobno wydzielonym pomieszczeniu, czyli babińcu. Nie mogły nawet marzyć o tym, by być kantorkami. Kobieta była ograniczona do sfery domowej, chociaż odgrywała bardzo ważną rolę, ale jednak zawsze prywatnie, a nie publicznie.

W reformowanym judaizmie w XX wieku zdarzały się jednak przypadki kobiet kantorek. Na wystawie można zobaczyć płytę Jean Gornish znanej jako Sheindele, córki kantora z Filadelfii, która sama już w końcu lat 30. została kantorką, występując też w radio i nagrywając na płytach.

Kobiety pochodzenia żydowskiego musiały więc – jak zwykle – przebyć zdecydowanie trudniejszą drogę, by zajmować się muzyką?

Kobiece bohaterki wystawy w POLIN to bardzo silne osobowości. Musiały mieć w sobie mnóstwo odwagi i siły, aby pokonać tak wiele barier i stereotypów. Taką postacią jest Sophie Tucker, która jest moim największym prywatnym odkryciem tej wystawy. Jej droga z dalekiej Ukrainy do Stanów Zjednoczonych była bardzo wyboista. To historia jak z filmu. Sophie miała niezwykle trudne początki, ale robiła wszystko, by śpiewać i zostać gwiazdą. Karierę zaczynała jako black face, śpiewając z pomalowaną na czarno twarzą jazzującą muzykę z południa Ameryki. Czarnoskórzy Amerykanie nie mogli wówczas występować przed białą publicznością. W ten sposób zaczynało wielu piosenkarzy pochodzących z żydowskich rodzin, dzieci emigrantów. Ale w tekstach Sophie jest sporo o sile kobiet, o ich niezależności, o bezkompromisowości. Jest taka piękna piosenka „Life Begins at Forty” o wyzbywaniu się kompleksów, o sile dojrzałości.

Sophie Tucker jest dziś jedną z ikon amerykańskich feministek. Ale wydaje mi się, że takie kwestie pojawiają się nawet u hollywoodzkich gwiazd?

Gramofon firmy Odeon, fot. M. Starowieyska / Muzeum POLINGramofon firmy Odeon, fot. M. Starowieyska / Muzeum POLIN

Oczywiście, tego typu wątki znajdziemy chociażby w twórczości Barbry Streisand. Choć jest ona typową gwiazdą pop, w swoich tekstach nie zapomina o drodze, którą kobiety musiały przebyć. Mimo że sama miała już zdecydowanie łatwiejszy start niż Sophie. W filmie „Yentl” Streisand sprytnie rozprawia się z wykluczeniem kobiet w tradycyjnych żydowskich społecznościach. To właśnie ona do amerykańskiej popkultury wnosi taką figurę żydowskiej emancypantki. Wystarczy posłuchać utworów „By Myself” czy „On my Own”.

Wspomniała pani o tym, że wciąż podchodzi się inaczej do wielokulturowości w Polsce i na Zachodzie. Wystawa „Szafa…” pokazywana była już w innych krajach, a jej główny kurator i pomysłodawca Hanno Loewy jest Austriakiem. Jak pracowało się z kimś, kto, choć doskonale zna żydowską kulturę, nie jest obarczony doświadczeniem postholokaustowej traumy w naszym rozumieniu tych słów?

Hanno Loewy jest świetnym kuratorem, dyrektorem Jewish Museum Hohenems i przewodniczącym European Association of Jewish Museums. Nasza praca musiała jednak łączyć się z wieloma godzinami rozmów. Dla niego robienie tego typu wystawy w Austrii czy w Wielkiej Brytanii nie jest niczym nadzwyczajnym. Tam wielokulturowość odbierana jest jako naturalny czynnik kształtujący życie społeczne. Nikt nie wstydzi się swoich korzeni czy tradycji. U nas jest to nadal nowa perspektywa, której wciąż się uczymy, którą próbujemy zrozumieć. 

fot. M. Starowieyska / Muzeum POLINTłumaczyłam Hanno Loewy’emu, że będziemy musieli włożyć dużo pracy w samo już komunikowanie wystawy. Zaznaczałam, że tutaj niezbędny jest bardzo mocny komentarz. Nie chciałam, żeby odwiedzający myśleli, że zaprezentowanie skrawka historii muzyki popularnej jest pretekstem do pokazania, że ktoś jest Żydem i przez to jest jakiś – lepszy czy gorszy. Moim celem było przedstawienie tej wielokulturowości na zupełnym luzie, bez żadnych kompleksów, bez oceny.

.

.

  Zebrali państwo w jednym miejscu wielką liczbę twórców żydowskiego pochodzenia. Ale wystarczy przeczytać nazwiska tych osób – większość z nich nie brzmi „po żydowsku”. Dlaczego zasymilowani polscy Żydzi woleli nazywać się po polsku (np. Włast) lub „po amerykańsku” (np. Aston)?

Działa tu klasyczny mechanizm znany z antropologii. Mniejszość zawsze musi dopasować się do większości. Osoba z mniejszości aspirująca do dołączenia do większości, nawet jeśli jest najzdolniejsza na świecie, często ma poczucie, że po prostu musi więcej. Dlatego też niejednokrotnie Żydzi osiągali tak wiele. To „bycie na niższej pozycji” działało na nich stymulująco. Musimy pamiętać jednak o tym, że polska kultura międzywojenna była zapatrzona w Zachód. Długie żydowskie nazwiska nie były po prostu tak sexy jak amerykańskie. W Stanach Zjednoczonych Żydzi też zmieniali nazwiska, ale tutaj chodziło głównie o brzmienie i łatwiejszą wymowę. Słynne The Barry Sisters były przecież siostrami Bagelman.

Ten mechanizm dopasowywania się działał tak mocno, że większość żydowskich twórców doskonale znała nawet najgłębsze zakamarki polskiej kultury. Dla mnie jednym z większych odkryć tej wystawy jest to, że miejski folklor Warszawy jest w dużej mierze żydowski.

W Warszawie międzywojennej większość Żydów należała do nizin społecznych. Wielu było robotnikami. Ta polska część kultury popularnej niezwykle intensywnie zazębiała się z żydowską. Utwory takie jak „Nie masz cwaniaka nad warszawiaka” czy „U cioci na imieninach”, które śpiewali Grzesiuk, Wielanek i inni warszawscy artyści, stworzyli – o czym nie wszyscy wiedzą – tekściarze i kompozytorzy pochodzenia żydowskiego. Nie zapominali jednak oni o swoich korzeniach i chętnie przemycali do tego warszawskiego świata i półświatka motywy żydowskie, czego świadectwem jest chociażby słynny „Bal na Gnojnej”. Podobnie wyglądało to we Lwowie, gdzie tworzyli Marian Hemar, Henryk Wars i Emanuel Szlechter.

A jak było podczas wojny? O muzyce w gettach wiadomo bardzo niewiele, tyle co z „Pianisty” Polańskiego czy książki o Wierze Gran Tuszyńskiej. Jak Żydzi próbowali zachować pozory normalności w tych czasach?

W gettach, zwłaszcza tych większych, funkcjonowały kawiarnie, kluby muzyczne, kabarety i teatrzyki. Historie Wiery Gran, Marysi Eisenstadt, Władysława Szpilmana dobitnie pokazują, że z jednej strony muzyka była zwykłą walką o przeżycie, z drugiej zaś – walką o siebie samego, o swoją pasję, o zachowanie nawet pozornej normalności.

Mam jednak wrażenie, że o ile o muzyce przedwojennej mówi się dużo i chętnie, o tyle muzyka podczas wojny, a zwłaszcza już – muzyka w getcie – wciąż pozostaje tematem marginalnym. Tak jakby kultura traktowana była jako nic nieznacząca fanaberia.

Jeśli rzeczywiście ten mechanizm wciąż działa, to dlatego, że samo mówienie o muzyce w getcie wymaga komentarza, podania szerszego kontekstu. Gdyby nawet zachował się występ z rewii „Szafa gra”, w której śpiewała Wiera Gran, to nie wyobrażam sobie, aby został on zaprezentowany tutaj bez odpowiedniego ulokowania go w sytuacji historycznej. Piosenka nie służyła wtedy wyłącznie rozrywce, choć tego komponentu nie można też jej odbierać.

Jak muzyka żydowska funkcjonowała w PRL-u – kraju, w którym wiele zjawisk kultury popularnej było dyskryminowanych?

Przed wojną na Zachodzie i w Polsce kultura żydowska rozwijały się bardzo podobnie. Żydzi mieli bardzo duży udział w rozwoju branży fonograficznej, filmu i kabaretu. Po wojnie zamiast kolorowej, barwnej popkultury mieliśmy cenzurę i jedną wytwórnię płytową. Wielu piosenkarzy śpiewało jednak dawne przeboje, np. Ewa Demarczyk, Sława Przybylska czy Staszek Wielanek.   Holocaust i późniejsza emigracja mocno ograniczyły żydowskie wpływy. Żydzi, którzy zdecydowali się zostać, chowali swoją tożsamość głęboko, nie chcieli w ogóle o niej mówić. Na Zachodzie gwiazdy muzyki pop dumnie podkreślały swoje żydowskie korzenie albo odwrotnie – z równie wielkim zapałem kontestowały je lub po prostu się nimi bawiły. U nas tego tematu w ogóle nie było, bo żydowskość była cały czas silnie straumatyzowana. Dlatego dzieje Żydów w Polsce po wojnie nazywane bywają „historią milczenia” lub „historią braku”.

Czyli obserwowane od kilku lat ogromne zainteresowanie muzyką żydowską w jej różnych aspektach jest jakby odreagowaniem tego wieloletniego milczenia?

Oczywiście, a poza tym tradycyjna muzyka żydowska zawsze była silnie związana ze sferą duchową, co jest bardzo atrakcyjne dla współczesnych muzyków, którzy chętnie łączą historyczne elementy tej muzyki z nowymi, niekiedy zupełnie zaskakującymi, brzmieniami. Bez wątpienia artystów przyciąga też naznaczony silnymi emocjami tragizm, który jest nieodłącznie związany z pełną wzlotów i upadków historią Żydów.

Użyła pani określenia „zabawa korzeniami żydowskimi” w stosunku do zachodnich artystów. Taką najbardziej oczywistą ikoną jest tu Bob Dylan, który przeszedł ogromną drogę w swoich duchowych poszukiwaniach.

Tak, Bob Dylan pochodzi z rodziny żydowskiej, która na początku   poprzedniego wieku przybyła z Rosji do Ameryki Północnej. Jego poszukiwania tożsamości były niezwykle interesujące – przeszedł na chrześcijaństwo, grał przecież dla papieża, ale w końcu odnalazł się, zgodnie z rodzinną tradycją, w judaizmie, co znalazło odzwierciedlenie w jego tekstach. Artystyczny wizerunek, jaki stworzył, niepokój duchowy, który wyobrażał w swojej twórczości, aż proszą o przywołanie archetypicznej figury Ahaswera, Żyda Wiecznego Tułacza. Innym takim bohaterem był oczywiście Leonard Cohen, który łączył klasyczny kościelny gospel z przejmującymi tekstami dotyczącymi na przykład wyjścia Żydów z niewoli. Nie można zapominać też o żydowskich korzeniach punkowców i postpunkowców z Nowego Jorku. The Ramones, Lou Reed, The Dictators jawnie, choć przecież w nieoczywisty sposób żonglowali motywami ze swojej sfery kulturowej. Podobnie jak londyński The Clash. Inną ikoną jest Amy Winehouse, która już jako dziewczynka założyła zespół, który później żartobliwie nazywała „żydowskim odzwierciedleniem zespołu Salt-N-Pepa”.

fot. M. Starowieyska / Muzeum POLINfot. M. Starowieyska / Muzeum POLIN

Na górnej części wystawy można posłuchać najnowszej żydowskiej muzyki tworzonej w Polsce (a nawet spróbować swoich sił w grze na perkusji). Najciekawsi polscy muzycy młodego i średniego pokolenia nawiązują do żydowskich tradycji muzycznych. Przeżywamy odrodzenie tej muzyki w Polsce?

Rzeczywiście od kilkunastu lat obserwuje się u nas ogromne zainteresowanie brzmieniami muzyki żydowskiej. Dużą rolę odegrały i odgrywają tu festiwale, takie jak Festiwal Kultury Żydowskiej w Krakowie, Tzadik Poznań Festival, Festiwal Nowa Muzyka Żydowska, Festiwal Warszawa Singera oraz kluby muzyczne, jak choćby zamykany właśnie Pardon, To Tu. Nie bez znaczenia jest też działalność sceny muzycznej Muzeum POLIN. Rahpael Rogiński, Mikołaj Trzaska,  Paweł Szamburski, Ola Bilińska, Wacław Zimpel, Jarosław Bester,  Karolina Cicha – twórców eksperymentujących z tradycyjnymi żydowskimi brzmieniami jest dziś mnóstwo. Każdy oczywiście interpretuje muzykę w swój własny, autorski sposób. Ta wystawa pokazuje jeszcze jedną ciekawą rzecz: nowa muzyka żydowska jest dziś tworzona głównie przez nie-Żydów, także dla nie-Żydów i staje się częścią sfery uniwersalnej.


IDA ŚWIERKOCKA Ur. 1988, dziennikarka i redaktorka. Absolwentka kulturoznawstwa i socjologii. Współpracuje m.in. z „Wysokimi Obcasami” i magazynem „Skarpa”. Pracuje nad książką o przedwojennej Warszawie.


Tekst dostępny na licencji Creative Commons BY-NC-ND 3.0 PL (Uznanie autorstwa-Użycie niekomercyjne-Bez utworów zależnych). 


Tamara Sztyma – Ur. 1975, historyczka sztuki i kuratorka wystaw; absolwentka historii sztuki UW, podyplomowych studiów żydowskich w Oxford Centre for Hebrew and Jewish Studies oraz studiów doktoranckich z zakresu nauk o sztuce na UMK. Od 2013 roku pracuje jako kuratorka wystaw w Muzeum POLIN. W latach 2008–2013 pracowała w zespole przygotowującym wystawę stałą tego muzeum, gdzie zajmowała się galerią międzywojenną.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com