Archive | September 2022

Actress Sharon Stone Makes ‘Personal Plea’ Against Jew Hatred, Calls for More ‘Love and Kindness’

Actress Sharon Stone Makes ‘Personal Plea’ Against Jew Hatred, Calls for More ‘Love and Kindness’

Shiryn Ghermezian


Actress Sharon Stone speaks at The Algemeiner’s annual gala in New York City.

Film icon Sharon Stone addressed hatred against the Jewish community in a  “divided” America in a video she uploaded Wednesday on Instagram.

The “Basic Instinct” actress, who is not Jewish, recorded herself making a “personal plea” in which she begins by describing a clip she recently watched about an unprovoked attack on a Jewish man.

“I just watched a video of a young man taunting an Orthodox rabbi who had his hands down. And this boy, punched this rabbi and knocked him out for absolutely no reason other than the fact that he was being hateful,” she said. “We’ve reached a point in our country, the United States of American, where we’re becoming divided by people who claim to be politicians, people who claim to be acting in our best and better interests. They’re really not.”

She added, “Love, kindness, humanity, decency, dignity — these are the things that are in the our better interest and in the best interest of our children. We’re called the United States of America for a reason.”



.
Stone also posted an Instagram video last year about combatting hatred and antisemitism.

The “Casino” star has been an avid supporter of Israel over the years and was a close friend of former Israeli president Shimon Peres.

She said at The Algemeiner’s “J100” Gala in 2018 that Israel holds “a very dear place in my heart.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dlaczego dla prawicy prof. Grabowski jest historykiem kontrowersyjnym, a prof. Roszkowski nie

(Fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Wyborcza.pl)


Dlaczego dla prawicy prof. Grabowski jest historykiem kontrowersyjnym, a prof. Roszkowski nie

Mirosław Maciorowski


Wzestawieniu najczęściej cytowanych na świecie polskich badaczy dziejów najnowszych prawicowi historycy w ogóle się nie liczą.


Raport o cytowaniach za lata 1989-2021 firmuje Fundacja im. Janusza Kurtyki, instytucja ściśle współpracująca z Instytutem Pamięci Narodowej (Kurtyka w chwili śmierci w katastrofie smoleńskiej był jego prezesem), a jeszcze ściślej związana z rządzącą prawicą. W jej radzie programowej zasiadają ideolodzy, historycy, politycy i publicyści sympatyzujący z PiS, m.in. profesorowie Andrzej Nowak, Zdzisław Krasnodębski, Jan Żaryn, Sławomir Cenckiewicz, Krzysztof Szwagrzyk i Krzysztof Szczerski, ale też minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau, szef Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Krzysztof Skowroński czy samozwańczy lobbysta rządowy na odcinku pamięci Bronisław Wildstein.

Raport opublikowany na stronie fundacji sygnuje dr Artur Goszczyński przedstawiony jako „specjalista naukowy modułu think tank”, historyk specjalizujący się w dziejach polsko-litewskich za panowania Wazów. Na co dzień pracuje na Uniwersytecie Przyrodniczo-Humanistycznym w Siedlcach.

Na wstępie Goszczyński opisuje metodę badawczą, która – co odnotowano także w podtytule raportu – opiera się na „cytowalności w bazie Google Scholar”.

Autor przeanalizował dorobek 809 polskich naukowców i w ponad 30 tys. prac powstałych w 39 językach stwierdził zaledwie 41 361 cytowań. Zdaniem Goszczyńskiego tak słaby wynik świadczy „o niskim poziomie rozpoznawalności polskich historyków dziejów najnowszych za granicą, na co wpływ może mieć m.in. bariera językowa”.

Jeszcze smutniejsze wnioski z raportu płyną dla badaczy związanych z prawicą, których w czołówce zestawienia Goszczyńskiego w zasadzie nie ma. Jedynym badaczem związanym z rządzącą w Polsce formacją, który się w niej znalazł, jest prof. Wojciech Roszkowski. Ale o nim za chwilę.

Dr Goszczyński osobnymi biogramami wyróżnił badaczy mających na koncie co najmniej 400 cytowań. Czołówka klasyfikacji wygląda następująco:

  1. Prof. Jan Tomasz Gross – 4266
  2. Prof. Andrzej Paczkowski – 1974
  3. Prof. Jacek Kochanowicz (zmarł w 2014) – 1166
  4. Prof. Antoni Dudek – 867
  5. Prof. Krystyna Kersten (zmarła w 2008) – 772
  6. Prof. Włodzimierz Borodziej (zmarł w 2021) – 689
  7. Prof. Jan Grabowski – 635
  8. Prof. Wojciech Roszkowski – 614
  9. Prof. Andrzej Friszke – 610
  10. Prof. Jerzy Jedlicki (zmarł w 2018) – 610
  11. Prof. Marcin Zaremba – 601
  12. Prof. Jerzy Kochanowski – 581
  13. Prof. Jerzy Tomaszewski (zmarł w 2014) – 525
  14. Prof. Grzegorz Motyka – 505
  15. Prof. Barbara Engelking – 491
  16. Prof. Jerzy Holzer (zmarł w 2015) – 485
  17. Prof. Paweł Machcewicz – 473
  18. Prof. Andrzej Chwalba – 445

Cały raport tutaj.

Wartościować nie będę, a może jednak będę…

Wyniki mówią same za siebie i nie trzeba ich komentować. Jednak przy lekturze raportu dr. Goszczyńskiego trudno oprzeć się wrażeniu, że ustalenie liczby cytatów prac polskich badaczy w obcojęzycznych opracowaniach nie jest w nim najistotniejsze. Kluczowe okazują się bowiem biogramy trojga spośród najobficiej cytowanych na świecie polskich badaczy dziejów XX wieku – prof. Jana Tomasza Grossa, prof. Jana Grabowskiego i prof. Barbary Engelking.

Na ich punkcie prawica od lat ma wręcz obsesję, a raport Fundacji im. Kurtyki jest na to kolejnym dowodem.

Przypomnijmy, że w 2021 r. tzw. Reduta Dobrego Imienia, której szef Maciej Świrski oczywiście też zasiada w Radzie Fundacji Kurtyki, wytoczyła Barbarze Engelking i Janowi Grabowskiemu proces za książkę „Dalej jest noc”, który ostatecznie przegrała.

Natomiast Bronisław Wildstein, co wiemy z jego ujawnionych niedawno maili do Mateusza Morawieckiego, uważa ich oboje za „wrogów Polski”. Sugeruje nawet premierowi wymianę kierownictw instytucji zajmujących się badaniem Holocaustu na „naszych ludzi”. Wildsteinowi najbardziej nie podoba się Centrum Badań nad Zagładą Żydów działające przy Instytucie Filozofii i Socjologii PAN, którym kieruje właśnie prof. Engelking.

Lektura sylwetek Grossa, Grabowskiego i Engelking autorstwa Goszczyńskiego każe przypuszczać, że cały raport powstał wyłącznie po to, by mógł on je napisać.

Wprawdzie zaznacza na wstępie, że nie ma na celu „wartościowania dorobku” badaczy, których umieścił w zestawieniu, oraz „umniejszania ich zainteresowaniom naukowym” (sic!), ale w przypadku tej trójki to robi. I nawet nie ukrywa swoich prawdziwych intencji.

Kreśląc biogram Grabowskiego, Goszczyński pisze bowiem, że forma raportu „ogranicza swobodę jego autora w kwestii podejmowania refleksji na temat charakteru dorobku poszczególnych historyków. Niemniej z uwagi na fakt, iż ich cytowalność czy rozpoznawalność ma istotne znaczenie dla wizerunku Polski za granicą, warto w tym miejscu odbiec nieco od schematu i o takowe się pokusić”.

I pisząc o wspomnianej trójce badaczy, Goszczyński śmiało od schematu odbiega.

Jan Grabowski przyćmiewa ofiarę krwi Polaków

Grabowskiego w zasadzie poucza, jak powinien wykonywać swoją pracę. „Żeby dobrze poznać własną przeszłość, należy mierzyć się również z delikatnymi i trudnymi problemami. W imię tego niekiedy trzeba nawet przywoływać fakty, które z dzisiejszej perspektywy można określić mianem godnych pożałowania. Powinno się jednak dbać o odpowiednie rozłożenie akcentów. Uwydatnianie negatywnych postaw Polaków przy jednoczesnym marginalizowaniu przykładów bezinteresownej pomocy Żydom z ich strony może nieść fatalne skutki dla postrzegania naszego kraju i jego dziejów za granicą. Utrwala to bowiem niesprawiedliwą ocenę ich postaw obecną w dyskursie naukowym, w myśl której podczas II wojny światowej występowali oni wobec Holokaustu jako kaci, gapie i ofiary. Takie ujęcie może sugerować, że wszystkie te sposoby postępowania były powszechne, czemu sprzyjają publikacje koncentrujące się wyłącznie na wybranych przypadkach szmalcownictwa czy kolaboracji. Przyćmiewają one ofiarę krwi i odwagę Polaków oraz mogą prowadzić do błędnej oceny roli Rzeczypospolitej w II wojnie światowej” – pisze dr Goszczyński.

Dalej odnotowuje m.in., że Grabowski w kwestiach spornych między Polską i Izraelem „stawał po stronie Tel Awiwu i odwodził go od podejmowania dialogu z Warszawą w sprawie nowelizacji ustawy o IPN z 2018 r.”.

Tę tezę dokumentuje jednak w kuriozalny sposób. Powołuje się bowiem (w przypisie) na tekst z portalu PolskieRadio24.pl, który jest omówieniem artykułu z izraelskiego „Haareca”. Grabowski rzeczywiście rozmawiał z tym dziennikiem, ale dlaczego Goszczyński nie powołuje się na izraelski oryginał i nie cytuje badacza dokładnie, tylko sięga po tekst ze strony PiS-owskiego radia?

Nie wiadomo też, w jakim celu Goszczyński w ogóle podnosi tę kwestię? Przecież dla cytowalności Grabowskiego jako naukowca, a tego przecież dotyczy raport, nie ma ona żadnego znaczenia.

Prof. Jan Tomasz Gross i vice versa

W sylwetce prof. Jana Tomasza Grossa Goszczyński zastosował manewr oskrzydlający. Zaszedł autora „Sąsiadów” (2000) z prawej flanki przy pomocy – jak pisze – „polemizującego z nim” historyka polonijnego Marka Jana Chodakiewicza.

Chodakiewicz również napisał bowiem książkę o zbrodni w Jedwabnem, choć nie sam. Wspomagali go tak wybitni badacze Holocaustu, jak dziennikarz Tomasz Sommer, naczelny Korwinowskiego „Najwyższego Czasu!”, oraz reżyserka Ewa Stankiewicz, specjalistka od „zamachu smoleńskiego”.

Tekst o Grossie to tak naprawdę dwa w jednym: sylwetka badacza z Uniwersytetu Princeton oraz biogram jego „polemisty” z waszyngtońskiego Institute of World Politics. Goszczyński połowę sylwetki Grossa poświęcił tak naprawdę Chodakiewiczowi. Porównuje ich obu i snuje rozważania, dlaczego „polemista” Grossa ma na koncie tylko 279 cytowań, a sam Gross o prawie 4 tys. więcej. Dochodzi do wniosku, że powodem może być nie renoma czy wiarygodność, tylko „dłuższa obecność Grossa w świecie nauki”.

Między wierszami Goszczyński ubolewa nad różnicą w liczbie cytowań. Pozwala sobie nawet na więcej, bo postanawia skrytykować zagranicznych badaczy i wytłumaczyć im, jak powinni cytować: „Warto zauważyć, że rozbieżności w poglądach obydwu badaczy wymagają, aby osoby powołujące się na publikacje Grossa przedstawiały także punkt widzenia Chodakiewicza i vice versa. Sądząc po różnicy w liczbie cytowań, taka sytuacja nie ma jednak miejsca, co każe zastanowić się nad rzetelnością naukową autorów, ignorujących zdanie tego ostatniego [Chodakiewicza] bądź ewentualnymi przyczynami ideologicznymi, które każą im się przed tym wzbraniać”.

Dlaczego historycy na całym świecie, cytując Grossa, powinni obowiązkowo sięgać też po cytaty z Chodakiewicza? Tego „specjalista naukowy modułu think tank” nie wyjaśnił.

Wojciech Roszkowski. Kontrowersyjne pojęcie kontrowersji

Prof. Barbarze Engelking Goszczyński poświęca z całej trójki najmniej miejsca. Nie musi, bo, jak tłumaczy w jej biogramie, „formułowane przez nią wnioski są bliskie ustaleniom Grossa i Grabowskiego”.

Odnotowuje wprawdzie, że w rankingu Academic Influence za lata 2010-20 została sklasyfikowana na 12. miejscu najbardziej wpływowych historyków, ale od razu zastrzega, że jego badanie „zdaje się jednak nie potwierdzać tak wysokiej oceny”.

Podkreśla za to, że podobnie jak książkom Grossa i Grabowskiego, także „jej publikacjom towarzyszyły kontrowersje oraz głosy krytyk”.

Słowo „kontrowersyjny” wydaje się zresztą w raporcie Goszczyńskiego kluczowe. Nie tylko prof. Engelking uznaje on za badaczkę kontrowersyjną. Tezy Grossa też „posiadają opinię dość kontrowersyjnych” i oczywiście pracom Grabowskiego również „towarzyszą liczne kontrowersje”.

Nie towarzyszą one natomiast pracom Chodakiewicza i to jest kolejny powód, którym można – zdaniem Goszczyńskiego – tłumaczyć jego znikomą cytowalność.

Oczywiście każdy kontrowersyjność może widzieć inaczej. Goszczyński widzi ją w dokonaniach Grossa, Grabowskiego i Engelking, a nie dostrzega w postępowaniu i tekstach prof. Wojciecha Roszkowskiego. Autor krytykowanego od wielu tygodni podręcznika do historii i teraźniejszości w jego raporcie zajął wysokie ósme miejsce z 614 cytowaniami.

Goszczyński tłumaczy, że wysoka cytowalność Roszkowskiego jest „wynikiem ogłoszenia [przez niego] kilku prac przedstawiających dzieje najnowsze Polski i świata w syntetycznej formie”. Jedną z tych prac jest książka „Kierunek targowica. Polska 2005-2015″ (Biały Kruk, 2019), czyli bezpardonowa krytyka rządów Donalda Tuska i PO. Dla Goszczyńskiego nie musi ona być kontrowersyjna, ale dla wielu innych jest.

„Gdybym chciał przedstawić wszystkie manipulacje i nieprawdy zawarte w książce »Kierunek targowica«, musiałbym przepisać z jedną trzecią tej 300-stronicowej książki i na kolejnych 100 stronach prostować stwierdzenia autora” – recenzował to dzieło na naszych łamach Marek Beylin.

A wracając do tekstu samego Goszczyńskiego, to po lekturze książek Roszkowskiego mógłby o nim śmiało napisać to samo, co o Grossie: „Stawiane przezeń tezy posiadają opinię dość kontrowersyjnych, zaś formułowanym przez niego wnioskom zarzucana jest stronniczość”.

Czy dla autora raportu fakt, że Roszkowski od dawna nie jest już wyłącznie historykiem, tylko czynnym politykiem (był europarlamentarzystą PiS), żarliwie uczestniczącym w kreowaniu polityki historycznej prawicy i w zasadzie zajmującym się dziś już tylko publicystyką, a nie pracą badawczą, jest wystarczającym powodem, by określić go mianem „kontrowersyjnego”? Zapewne nie, bo takiego sformułowania w biogramie prof. Roszkowskiego nie znajdziemy.

Zagadka dla czytelników

Na raport Goszczyńskiego oczywiście poszły publiczne pieniądze. Próbę zdyskredytowania najbardziej znanych polskich badaczy Holocaustu sfinansował, jak czytamy, „Narodowy Instytut Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Rządowego Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018–2030″.

Na koniec zadanie dla Czytelników. Dr Goszczyński we wstępie do raportu wyjaśnia, po co w ogóle go sporządził. Otóż powstał on – uwaga! – „w ramach zadania publicznego »Punkt styczności – eliminacja deficytów modułu think tankowego Fundacji im. Janusza Kurtyki w celu zwiększenia wpływu na polityki publiczne w obszarze polityki pamięci«”.

Kilka razy czytałem tę frazę i zajęło mi sporo czasu, zanim zrozumiałem, że chodzi po prostu o propagandę.

Ale być może właśnie to jedno zdanie najlepiej tłumaczy, dlaczego prawicowych historyków dziejów najnowszych nikt na świecie nie chce cytować.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Obama and the Power of Social Media and Technology

Obama and the Power of Social Media and Technology

Jennifer Aaker, Victoria Chang


Download the PDF file .


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Top German Antisemitism Official Calls for Tighter Control of Documenta Artshow in Wake of Anti-Jewish Exhibits

Top German Antisemitism Official Calls for Tighter Control of Documenta Artshow in Wake of Anti-Jewish Exhibits

Algemeiner Staff


Felix Klein, the German Government Commissioner on Antisemitism. Photo: Reuters/Wolfgang Kumm

The head of the German federal government’s office for combating antisemitism has vociferously condemned the Documenta festival of contemporary art in the city of Kassel over a series of scandals involving antisemitic works of art.

“The Documenta shows how completely unchecked Israel-related antisemitism came to Germany from another country,” Felix Klein — the federal government’s antisemitism commissioner — observed in a newspaper interview on Friday.

Beset by widespread criticism of the antisemitic artworks that were either removed or haphazardly covered over at this year’s festival — curated by ruangrupa, an Indonesian artists collective — Documenta’s management team has faced severe criticism of its approach to antisemitism since January, when revelations of ruangrupa’s support for the so-called “Boycott, Divestment and Sanctions” (BDS) campaign targeting Israel first emerged.

Subsequently, the Documenta festival featured a mural containing classic antisemitic caricatures, a triptych featuring a man wearing a kipah proffering large bags of money, a brochure featuring antisemitic drawings of Israeli soldiers and a row over the statements of Hamja Ahsan, a British artist exhibiting at the festival, who praised the BDS movement and slammed German Chancellor Olaf Scholz, who canceled a visit to the festival in protest at the presence of antisemitic works, as a “fascist pig.”

According to Klein, some of the artworks “could also have been in the Nazi hate newspaper Der Stürmer.” He urged due consideration of “criminal consequences” for the exhibition organizers. Antisemitic incitement and mocking or denying the Holocaust is illegal in Germany. In future, the federal government, which funds the festival, should have a greater role in organizing it, by appointing a supervisory board to review works proposed for exhibition, Klein said.

Klein also urged the full implementation of the May 2019 resolution of the Bundestag, Germany’s parliament, that classified the BDS campaign as antisemitic.

“We must take action against the BDS movement with all political and social means,” he declared.

Klein further warned that antisemitic feeling could surge in Germany later this year, amid a growing economic crisis and shortages of heating fuel during the winter as a result of Russia’s invasion of Ukraine.

“Unfortunately, blaming Jews for crises is a pattern in Germany,” Klein stated. “You can feel that something is brewing,”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Nie mieliśmy szans wygrać wojny z Niemcami, ale mogliśmy ją sensowniej rozegrać

Dr hab. Aleksander Woźny: – Niemiecki gen. Wilhelm Adam, patrząc na mapę, powiedział wprost sojuszniczemu dyplomacie w Berlinie, że na miejscu polskiego szefa Sztabu Generalnego nie przespałby spokojnie ani jednej nocy. Na zdjęciu polscy żołnierze w niemieckiej niewoli, wrzesień 1939 r. (Bundesarchiv, Bild 183-E10750 / Hoffmann / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 DE , via Wikimedia Commons)


Nie mieliśmy szans wygrać wojny z Niemcami, ale mogliśmy ją sensowniej rozegrać

Andrzej Brzeziecki


Wojsko Polskie stać było na sformowanie jednej brygady motorowo-pancernej. Druga była tworzona w czerwcu, a jej dowódca płk Stefan Rowecki nie miał nawet prawa jazdy.


Rozmowa z dr. hab. Aleksandrem Woźnym, historykiem i politologiem
Andrzej Brzeziecki: W marcu 1939 r. jeden z agentów Jana Henryka Żychonia z Ekspozytury 3 informował o niemieckiej delegacji z Franzem von Papenem na czele, która przybyła do Moskwy na rozmowy. Wkrótce sygnałów o zbliżeniu obu państw było więcej, a jednak Warszawa je bagatelizowała. Dlaczego?

.

Dr hab. Aleksander Woźny: Żychoń wspominał o tym w sprawozdaniu we Francji w listopadzie 1939 r. – meldunku nie widziałem w archiwach. Była to istotna informacja jak wiele innych, które pozyskiwał wywiad na temat relacji Berlin – Moskwa. Żychoń kierował ważną ekspozyturą zachodniego wywiadu płytkiego. Jego sprawozdania, raporty i informacje trafiały do Samodzielnego Referatu Studiów „Niemcy” i jeśli np. po konfrontacji z innymi doniesieniami nie uznano ich za ważne, nie były przekazywane wyżej.

Franz von Papen (1879-1969) - konserwatywny polityk niemiecki (Partia Centrum) i dyplomata

Franz von Papen (1879-1969) – konserwatywny polityk niemiecki (Partia Centrum) i dyplomata  Bundesarchiv, Bild 183-1988-0113-500 / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 DE , via Wikimedia Commons
W maju ppłk Antoni Szymański, attaché wojskowy w Berlinie, po rozmowie z gen. Karlem Bodenschatzem informował o możliwości porozumienia Hitlera ze Stalinem. Generał ostrzegał, że Hitler gotów jest się sprzymierzyć z samym diabłem.

– Generał Karl Bodenschatz ujawnił celowo tę informację. Szymański wysłał natychmiast depeszę szyfrową i wtedy zareagowano: został wezwany do Warszawy. Niestety, szef Sztabu Głównego gen. Wacław Stachiewicz mu nie uwierzył. Marszałek Edward Śmigły-Rydz, generalny inspektor Sił Zbrojnych, nakazał jednak sprawdzenie tej informacji wywiadom zachodniemu i wschodniemu. Meldunki napłynęły, ale nie wywołały zaniepokojenia. Z biegiem czasu przestały być pierwszoplanowe dla kierownictwa wojska.

Niemcy długi czas pozyskiwali Polskę do wspólnej wojny ze Związkiem Sowieckim. Stąd częste wizyty m.in. Hermanna Göringa w Polsce. Towarzyszyło im wiele gestów, np. podarowanie prezydentowi RP i generalnemu inspektorowi specjalnych samochodów. W końcu na początku 1939 r. Adolf Hitler w rozmowach z ministrem Józefem Beckiem usztywnił negocjacyjne stanowisko. Wypowiedzenie deklaracji z 1934 r. nastąpiło po ujawnieniu brytyjskich gwarancji.

Jaki wpływ miały informacje Oddziału II SG na politykę Józefa Becka? Szymański nawet rozmawiał z szefem polskiej dyplomacji.

– Jadąc z nim w pociągu w maju 1939 r., informował, że Wehrmacht osiągnął gotowość marszową. Minister Beck miał też informacje z placówek dyplomatycznych. Choćby placówka w Oslo meldowała, że Niemcy doprowadzą do porozumienia z Moskwą. Tym informacjom Beck też nie dawał jednak wiary. W kontekście stosunków ze wschodnim sąsiadem opierał się na informacjach ambasadora w Moskwie Wacława Grzybowskiego, które były uspokajające. W maju 1939 r. pojawił się nagle przejazdem w Polsce zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych Władimir Potiomkin, który zapewniał Becka, że Związek Sowiecki jest przyjaźnie nastawiony do Polski. Mało tego – 2 czerwca Moskwa przysłała do Warszawy nowego ambasadora Nikołaja Szaronowa. Poprzednik przed dwoma laty został odwołany – padł ofiarą czystki – i placówka była nieobsadzona. W MSZ zinterpretowano to jako gest przyjazny i starania o unormowanie dwustronnych stosunków. Beck w to wierzył.

Władimir Potiomkin (1874-1946) - radziecki dyplomata i historyk, poseł w Atenach, Rzymie, Paryżu, w latach 1937-40 zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR

Władimir Potiomkin (1874-1946) – radziecki dyplomata i historyk, poseł w Atenach, Rzymie, Paryżu, w latach 1937-40 zastępca ludowego komisarza spraw zagranicznych ZSRR  Agence de presse Meurisse, Public domain
Biografowie Becka Marek Kornat i Mariusz Wołos piszą, że właściwie nie wiadomo, jak kształtowała się współpraca między Beckiem a Oddziałem II, ale to raczej wywiad sugerował się ocenami MSZ. Zgadza się pan z tym?

– Nie. Problem jest skomplikowany. Widziałem dokumenty opracowane przez pracowników służby konsularnej i dyplomatycznej w archiwach wojskowych. Nie przypuszczam, by Oddział II SG sugerował się ocenami MSZ. Wywiad powinien dostarczyć informacji do podejmowania ważnych decyzji wojskowych i politycznych. Przypomnę, że bez wsparcia MSZ nie byłoby możliwe odbudowanie wywiadu zachodniego w 1934 r., czyli po aresztowaniu Jerzego Sosnowskiego. Referaty studyjne korzystały z raportów politycznych, gospodarczych, prasowych, konsularnych i z ambasad za pośrednictwem attaché. Niekiedy w rozdzielnikach MSZ i Oddziału II SG można natrafić na wskazania co do wzajemnego przesyłania opracowań lub sprawozdań. Istniały też kanały nieformalne lub przyjacielskie w placówkach MSZ. Obie instytucje więc współpracowały.

Wiadomo ze źródeł pośrednich, że w 1939 r. Beck rozmawiał z generalnym inspektorem na temat stanu armii. Był z tych rozmów zadowolony. Ale co z tego, jeśli informacje od płk. Szymańskiego uznawał za przesadzone!

Ku zaskoczeniu opinii międzynarodowej 23 sierpnia 1939 r. oficjalnie podpisano jawny pakt Ribbentrop-Mołotow. Czy z tego faktu można było wysnuć dalej idące wnioski co do zmowy dwóch mocarstw?

– Szymański meldował, że do wojny z III Rzeszą dojdzie latem i jeśli do tego dodamy informacje o rozmowach niemiecko-sowieckich także na temat podziału stref w Europie Wschodniej, to można było wiele wydedukować. Nikt przecież nie podpisuje takiego paktu bez spodziewanych korzyści. Zaraz po 23 sierpnia agencje niemieckie komunikowały m.in. Depresion in Warschau. Wywiad zachodni i KOP oraz Policja Państwowa odnotowały niepokoje we wschodniej Galicji. Niemcy, którzy dotychczas powstrzymywali Ukraińców, teraz zachęcali do siania niepokojów i dywersji.

Amerykanie i Francuzi szybko dowiedzieli się o tajnym załączniku do paktu, Polacy nie… Wspomniani biografowie Becka twierdzą, że wywiad nie mógł zdobyć takiej informacji, bo „tajemnicy paktu Hitler-Stalin nie mogła zdobyć żadna służba wywiadowcza własnym wysiłkiem”. To prawda?

– Pytanie tylko, co by ta wiedza o tajnym porozumieniu zmieniła?

Wywiad polski już 22 sierpnia 1939 r. otrzymał informacje z Paryża z placówki Lecomte, że „przyjaciele” coś wiedzą.

Wiele lat po wojnie pracownik niemieckiej ambasady w Moskwie Hans von Herwarth opisał, że 24 sierpnia pokazał amerykańskiemu dyplomacie pakt wraz załącznikiem. Wcześniej jednak rozmawiał z francuskim dyplomatą, którego ostrzegł o możliwości dwustronnych rozmów. O tym, co pisała prasa niemiecka, generalny inspektor wiedział z codziennych przeglądów, ale nie podejmował decyzji. Rozwinięcie Armii Czerwonej było znane od jesieni 1938 r., gdy WP zajmowało Zaolzie. O sytuacji nadgranicznej meldował wywiad KOP. Ale przed 17 września 1939 r. kierownik Referatu „Wschód” kpt. Jerzy Niezbrzycki nie przekazywał żadnych niepokojących informacji.

Pierwszy z lewej: Hans von Herwarth (1904-99) - niemiecki dyplomata i wojskowy. Zdjęcie z 1987 r.

Pierwszy z lewej: Hans von Herwarth (1904-99) – niemiecki dyplomata i wojskowy. Zdjęcie z 1987 r.  Bundesarchiv, B 145 Bild-F075055-0012 / Schaack, Lothar / CC-BY-SA, CC BY-SA 3.0 DE, via Wikimedia Commons
Dlaczego?

– Zajęty był czym innym i nie pilnował spraw służbowych. W tym czasie trwał proces mjr. Jerzego Sosnowskiego. Kapitan Niezbrzycki był tam biegłym, choć o pracy w Niemczech niewiele wiedział. Kierownik studyjnego Referatu „Rosja” ppłk dypl. Olgierd Giedroyć podał, że o pakcie dowiedział się z prasy!

Czyli do końca nie zakładano interwencji ZSRR, choć m.in. wywiad KOP ostrzegał o ruchach wojsk przy granicy.

– W planie mobilizacyjnym wywiadu była miejscowość Wasylkowice, leżąca 12 km od granicy sowieckiej, dyslokowano tam rzut ciężki Oddziału II Sztabu Naczelnego Wodza. Cóż tu dodać? Dyslokowano tam ośrodki zapasowe dla jednostek rezerwowych. We wrześniu ambasador Szaronow został wezwany do kraju i zapewniał Becka, że będzie zachęcać władze do udzielenia Polsce pomocy materiałowej. Z aprobatą ministra wyjechał z nim oficer łącznikowy WP. Naczelny Wódz ze sztabem byli przekonani, że Związek Sowiecki nie uderzy.

6 września 1939 r. Niezbrzycki miał jednak wyrazić obawę, że Sowieci wejdą do gry.

– Co można było zrobić tego dnia? Nic. Wywiad KOP informował tuż przed 17 września, że słychać cięcie drutów kolczastych na granicy. Znów brak reakcji.

Gauleiter NSDAP na Pomorzu Albert Forster wizytuje zdobyty Tczew, 6 września 1939.

Gauleiter NSDAP na Pomorzu Albert Forster wizytuje zdobyty Tczew, 6 września 1939.   Fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe.
Wróćmy do wiosny i lata 1939 r. Afera Sosnowskiego pociągnęła za sobą poważne zmiany personalne w Oddziale II. To nie mogło pomóc pracy wywiadu.

– Rzeczywiście. Stanowiska straciło 12 oficerów, m.in. szef Oddziału II SG płk dypl. Tadeusz Pełczyński, szef Wydziału IIa Stefan Mayer, kierownik Referatu „Zachód” mjr dr Adam Świtkowski. Było to wynikiem raportu komisji gen. Tadeusza Kutrzeby.

Niektórzy historycy wątpią w jego istnienie.

– Nie ma go w archiwach, ale generalny inspektor nie mógł podjąć takich decyzji personalnych na podstawie ustnej rekomendacji. Zaczęło się od grypsu mjr. Sosnowskiego, którego kontrwywiad nielegalnie przetrzymywał, po tym jak Niemcy go wymienili na swoich szpiegów. Dotarł on do marszałka Śmigłego, który nakazał zbadanie sprawy i wymógł proces majora. W pierwszej instancji wyrok był skazujący, oficer się odwoływał. Tymczasem wywiad przejął płk dypl. Marian Smoleński. Jednak Stefan Mayer dalej doradzał swemu następcy, pułkownikowi Wilhelmowi Heinrichowi.

Następca Świtkowskiego, major Tadeusz Szumowski, zaczął od objazdowego przejęcia placówek w Europie. Na początku marca 1939 r. w wagonie restauracyjnym z Wiednia do Lipska podsłuchał rozmowę oficerów SS, którzy wspomnieli, że 15 marca Wehrmacht wkroczy do Pragi. Natychmiast wysłał depeszę, którą oceniono jako przejaw panikarstwa. Po potwierdzeniu Sztab Główny był w szoku, ale Oddział II SG teraz otrzymał niemal nieograniczone fundusze na prowadzenie wywiadu. Pośpiesznie opracowano wytyczne do organizacji sieci strategicznej i operacyjnej. Dobrym pomysłem, jeszcze mjr. Świtkowskiego, było utworzenie szeregu placówek limitrofowych w państwach sąsiadujących z III Rzeszą.

Polacy dokładnie rozpoznali niemieckie przygotowania do wojny?

– Tak, wystarczająco dokładnie. Wywiad meldował od lata 1939 r. o wzmożonych ruchach jednostek Wehrmachtu wzdłuż polskich granic. Referat „Zachód” po 1934 r. zbierał informacje na podstawie osobistych obserwacji oficerów i wielu innych źródeł. Taka praca wykluczała pomyłki dyslokacyjne. Oficerowie znali język, kończyli niemieckie lub austriackie szkoły, walczyli na frontach Wielkiej Wojny. Na przykład Szczęsny-Choynacki śledził kolumny pancerne i zmotoryzowane, notował ich numery i znaki taktyczne.

Zewsząd do zachodniej centrali wywiadu napływały informacje o koncentracji nad polską granicą jednostek taktycznych różnych rodzajów wojsk.

25 sierpnia otrzymano meldunek, że dywizje pancerne dostały wojenne kody i pasma radiowe. Agresję zwiastowały pozyskane karty mobilizacyjne z miejscem stawiennictwa, np. Poznań. Świadczyło to o pewności zwycięstwa. Dynamiczny por. Marian Długołęcki z placówki wywiadu w Breslau (Wrocław) urwał się obserwacji Gestapo, dotarł do Berlina i przekazał ppłk. Szymańskiemu informację o koncentracji oddziałów pancernych w rejonie Kreuzburga (Kluczborka) i transportach nowych czołgów przez Oppeln (Opole) do granicy państwowej. Ten i wiele innych meldunków składało się na w miarę dokładny obraz niemieckiej koncentracji.

Niemcy pod koniec sierpnia 1939 r. nie kryli się z maskowaniem jednostek taktycznych. Mieli przewagę materiałowo-sprzętową. Na Pomorzu koncentrację do agresji, zamiast agentów Ekspozytury 3, obserwowali ppłk A. Szymański i radca Stefan Lubomirski. Służba w wywiadzie w tamtym czasie obfitowała w dramatyczne przypadki. W pobliżu Berlina na samochód polskiego oficera najechał wóz obserwacyjny Gestapo. W Breslau porucznik Długołęcki uskoczył przed uderzeniem.

Rozpoznanie było dobre, ale według pana jeszcze w sierpniu 1939 r. marszałek Rydz  -Śmigły nawet nie wyobrażał sobie rozwoju przyszłej sytuacji wojennej.

– Musiał mieć wyobrażenie! Zaakceptował jednak liniowe dyslokowanie armii wzdłuż granic z III Rzeszą. Płytka obrona była łatwa do przełamania. To najlepszy dowód, że zignorował informacje Referatu „Zachód” zwiastujące kierunki uderzeń. Jeszcze w maju 1939 r. wyraził zgodę na brak ograniczonej „szczerości” w rozmowach negocjacyjnych z delegacją brytyjską. Błędna była decyzja dyslokacji Korpusu Interwencyjnego do „szachowania” Wolnego Miasta Gdańska. Generalny inspektor nie słuchał sugestii gen. Tadeusza Kutrzeby w kwestiach operacyjnych i łączności w WP. To nie jest tak, że z perspektywy czasu łatwo krytykować przywódców II RP. Beck miał dostęp do informacji, a marsz. Rydz -Śmigły znał potęgę niemiecką, wyposażenie Wehrmachtu, doktrynę użycia, kierunki natarć. Nie wyzyskał wiedzy, którą dostarczył wywiad. Wygrać wojny nie mieliśmy szans, mogliśmy ją sensowniej rozegrać.

A co mógł właściwie zrobić? Przecież III Rzesza była potęgą gospodarczą, a Polska była biedna.

– Latem 1939 r. już nic nie można było zrobić. Obowiązywał plan „Zachód”. Od 1936 r. kierownictwo wojska uczyniło dużo, by modernizować armię. Jednak wciąż opierano się na piechocie i kawalerii. Istniało silne lobby dla 11 brygad kawalerii, która była niezwykle kosztowną bronią. Zacofanie armii wynikało z ubóstwa państwa. Wojsko Polskie stać było na sformowanie jednej brygady motorowo-pancernej. Druga była tworzona w czerwcu, jej dowódca płk Stefan Rowecki nie miał prawa jazdy… Niemiecki gen. Wilhelm Adam, patrząc na mapę, powiedział wprost sojuszniczemu dyplomacie w Berlinie, że na miejscu polskiego szefa Sztabu Generalnego nie przespałby spokojnie ani jednej nocy. Czechy nie istniały od połowy marca, a Słowacja była od Niemiec uzależniona. Generalny inspektor czekał trzy miesiące i dopiero w lipcu nakazał sformować Armię „Karpaty”. Oddział II sztabu Armii „Kraków” meldował systematycznie, że na Słowacji oddziały robocze Wehrmachtu budują drogi dofrontowe do granicy z Polską. Inna sprawa, że obszar Słowacji niemal do ostatnich dni podlegał Referatowi „Wschód”, który nie informował o zagrożeniu z południa. Oficerowie referatu nie znali języka niemieckiego, struktury, oznaczeń taktycznych itp.

Mapa Europy w 1939 r. przed niemiecką napaścią na Polskę
Mapa Europy w 1939 r. przed niemiecką napaścią na Polskę  Various, Public domain

Za to Referat „Wschód” lokował XIX Korpus Pancerny słynnego potem gen. Heinza Guderiana na Morawach.

– To jedna z większych kompromitacji referatu wschodniego. Kierownik Referatu „Zachód” mjr T. Szumowski twierdził już wówczas, że był to błąd dyslokacyjny, gdyż miał informacje, iż oficerowie 3. Dywizji Pancernej mają stawić się na sztabowe ćwiczenia aplikacyjne w Prusach Wschodnich. Szef sztabu gen. Wacław Stachiewicz nie przyjmował do końca tej informacji do wiadomości. XIX Korpus Pancerny rozbił we wrześniu 1939 r. Armię „Pomorze”.

Jan Henryk Żychoń też nie wiedział o tym korpusie, choć koncentrował się on na terenie, który miała obserwować ekspozytura w Bydgoszczy.

– To jeden z większych jego błędów operacyjnych. Podobnie jak niedostrzeżenie przygotowań do akcji dywersyjnej w Bydgoszczy, chociaż za kontrwywiadowcze rozpoznanie obszaru odpowiadał SRI w Toruniu. Żychoń, świetny oficer wywiadu, działał zdecydowanie ofensywnie, miał agentów w niektórych centralnych urzędach wojskowych III Rzeszy i odnosił sukcesy. Jednak zaniedbał przedpole operacyjne. Major Szumowski i referat studyjny z jego sprawozdań i meldunków nie wychwycili informacji, że na Pomorzu Zachodnim koncentrował się XIX Korpus Pancerny. Dowódca Armii „Pomorze” generał Władysław Borntowski był skazany na Ekspozyturę 3. Mógł stawiać jej pytania w kontekście koncentracji jednostek Wehrmachtu przed agresją.

A co Niemcy wiedzieli o polskim wojsku?

– Rozpoznanie jednostek polskich było znacznie słabsze. Potwierdza to mapa operacyjna OKH z 31 sierpnia 1939 r. Abwehra miała nieograniczone fundusze, pozyskiwała informatorów m.in. wśród mniejszości niemieckiej. Słabsze rozpoznanie nie miało jednak większego znaczenia w związku z olbrzymią przewagą sprzętowo-materiałową Wehrmachtu. Nie wpłynęło na przebieg wojny we wrześniu 1939 r. Z dokumentów agencyjnych wiadomo, że niemieccy oficerowie rezerwy w czasie odczytów uniwersyteckich oceniali żołnierza polskiego wysoko ze względu na wytrzymałość fizyczną. Podkreślano dobre wyszkolenie taktyczne oddziałów, ale słabą techniczną liniową i zaopatrzeniową mobilność.

Uzbrojenie armii polskiej było prymitywniejsze od czeskiej.

Ogólna ocena: „Polska w stosunku do Niemiec jest prawie bezbronna. Polak mógłby wprawdzie zasłonić Niemcy przed rosyjską inwazją”.


Dr hab. prof. nadzw. Aleksander Woźny – jest historykiem i politologiem. Wykładał na Uniwersytecie Opolskim i Pedagogicznym w Krakowie. Specjalizuje się w historii najnowszej i wojskowości (w tym wywiadu wojskowego). Wcześniej kierował Muzeum Czynu Powstańczego (Góra Świętej Anny). Wydał m.in. “Niemieckie przygotowania do wojny z Polską w ocenach polskich naczelnych władz wojskowych w latach 1933-1939” (Warszawa 2000)


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com