Archive | June 2024

Hassidic Rapper Nissim Black Explains Why Upcoming Album ‘Glory’ Is ‘Very Different’ From Past Albums

Hassidic Rapper Nissim Black Explains Why Upcoming Album ‘Glory’ Is ‘Very Different’ From Past Albums

Shiryn Ghermezian


Nissim Black. Photo: Provided

American-Israeli Hassidic rapper Nissim Black spoke to The Algemeiner on Monday about his new album dropping next month and how its tone is quite different sonically from his past projects.

Glory, which will be released on July 7, is an infusion of all the different parts of Black’s musical styles in one album, he explained.

“I’m very purpose-driven on this record and nothing sounds the same,” the Love Me singer said. “Every time I thought I was going in one direction, I wanted to go another place and another place. And I wanted to beat myself up and say, ‘Listen, can you just stay grounded somewhere?’ It was a really honest conversation I had with myself and was like no, I can’t. Because I’m all of this. I’m pop, I’m rap, I’m R&B … these are the components that have shaped me musically. On this record you get almost an element of everywhere I’ve ever been, musically, ever. I’ve popped all over the place.”

Glory was originally intended to be released in November 2023, but the release date was pushed following the Oct. 7 Hamas terrorist attacks in southern Israel. Black has not released an album since 2019. At a sneak peak listening party for Glory that took place on Monday night in New York, Black played all 18 tracks from the upcoming album.

“God got me feeling that I’m here for a reason,” Black sings in one song. On another track, he says: “You may have to face some fears/and you may have to shed some tears/and you may have to change some peers/all for you to do God’s will.” In another song, he sings to a friend who attempted to commit suicide, saying, “I heard you tried to take your own life … how can I go on? Please just look up. Life will get better.”

Black told The Algemeiner that a rabbi he became close with in recent years in Beit Shemesh, where the rapper lives, inspired him to name the album Glory. A native of Seattle, where his parents were part of the hip-hop scene, Black explained that he also recently experienced a period in his life when he thought a lot about his purpose in this world.

“I came to the conclusion alone that it was to spread the glory of God in the world. That’s what I’m here [to do],” said the He Is The King singer, who converted to Judaism in 2013. “I’m not here to hide it, to do it in a way where I’m kind of talking about it and nobody knows what I’m saying, I’m the type of person where I was put here to be open about that. [And] when I went to the rabbi, he kept screaming, ‘Glory to God. What he kept saying resonated to me, so I said, ‘The next project I’m doing, is [going to be called] Glory.’ And every time I would come into the beit midrash [study hall], the rabbi would put me on the spot and say, ‘Nissim, you need to make songs l’kavod shemayim [in honor of God].’ For him to be saying that about me, it was a good push.”

While the songs on Glory discuss sanctifying the name of God, they also address other topics, such as being bullied, pretending to be something other than one’s authentic self, mental health, having good friends, and “sticking true to who we are no matter what and allowing God to fight our battles,” Black noted.

“I was trying to capture and bottle some of the emotions and feelings that I’ve had over the years,” he added.

Black’s favorite track on the album is titled Ayeh, from the Hebrew expression “Ayeh Mekom Kevodo,” which means, “where is the glory of God?” In the song, Black sings about someone being in a very dark place in their life, crying out and asking, “God, where are you?”

“Each album is representative of me, of where I am at the time, but this is just another revealed layer,” he said. “Album after album, I’ve been more comfortable to use my singing voice — before I was always very shy about it. I had to strip away the idea growing up in the hood that you are either a rapper or a singer, that you can’t do both. And today, there’s no rules. And the more comfortable I’ve become with myself, I’m more comfortable with the gifts God gave me, so I’m able to use them shamelessly on this album.”

Black has already released two tracks from his upcoming album: Love Me featuring Oryahh, and Hu Hamelech/He Is The King featuring Gad Elbaz.

While speaking to The Algemeiner last year about Glory and other projects, he said about the upcoming album: “I’m really laying out my heart on a platter.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


W obronie krzyża

Dr Anna Strzałkowska

Z zawodu psycholożka i socjolożka, nauczycielka akademicka, aktywna działaczka na rzecz praw człowieka. Koordynatorka prac nad politykami równości w Gdańsku oraz zespołu eksperckiego ds. praw osób LGBT+ w Radzie Konsultacyjnej Strajku Kobiet. Współprzewodnicząca pierwszej kadencji Gdańskiej Rady ds. Równego Traktowania przy Prezydencie Gdańska. Obecnie pracuje w Zespole ds. Praw Człowieka w Związku Miast Polskich. Jest założycielką Stowarzyszenia na rzecz Osób LGBT+ Tolerado oraz Fundacji Tęczowe Rodziny.


W obronie krzyża

Anna Strzałkowska


Warszawa jako pierwsze miasto w Polsce wprowadza Standardy równego traktowania. Są one realizacją przyjętej kilka lat wcześniej strategii oraz polityki różnorodności społecznej, zgodnie z którymi ma być ona miastem dbającym o prawa wszystkich osób oraz konsekwentnie redukującym obszary wykluczenia i nierównego traktowania. Równy dostęp do miejskich usług i zasobów rozumiany jest tu jako znoszenie nie tylko barier architektonicznych, ale także ekonomicznych, kulturowych i psychologicznych.

Pomimo że jest to dokument wewnętrzny, skierowany od prezydenta miasta do pracowników urzędu, a więc organu samorządu, największe emocje wywołał zapis o tym, że przestrzenie urzędu są miejscami neutralnymi religijnie. Ogłoszeniu Standardów towarzyszy burza medialna. Tytuły prasowe w atmosferze skandalu donoszą, że prezydent Rafał Trzaskowski „wyrzuca krzyże z urzędu”, że rozpoczął „bój o krzyże” i „zaczyna proces opiłowywania katolików”. Sprawa nabrała wagi państwowej. Wypowiedzieli się wszyscy ważni i mniej ważni politycy, prezydenci miast, publicyści, gwiazdy show-biznesu. Wypowiedział się nawet sam Elon Musk. Oceny odnosiły się do leadow medialnych (bo przecież nie treści dokumentu) i były zgodne z linią partyjną lub polityką instytucji, którą dana osoba reprezentowała. Prezes Kaczyński grzmiał o ataku na „wolność religijną” i całą „naszą cywilizację”, która jest „najbardziej życzliwa człowiekowi”. Posłowie PiS natychmiast przygotowali projekt uchwały „w obronie krzyża”, który ich zdaniem „jest symbolem nie tylko wiary, ale także wartości uniwersalnych, obejmujących prawa jednostki, kwestie równości, wolności, prawdy i miłości bliźniego.” Ordo Iuris złożyło doniesienie do prokuratury o możliwości popełnienia przez prezydenta Warszawy przestępstwa. Wypowiedziała się również archidiecezja warszawska, że to dyskryminacja osób wierzących, a dziennikarze mainstreamowych mediów dopytywali, czy dokument, aby na pewno skonsultowano z kurią biskupią.

W odpowiedzi na tak emocjonalną reakcję warto uporządkować fakty oraz odnieść się do zapisów prawa.

Standard, o którym mowa brzmi następująco: „W budynkach urzędu dostępnych dla osób z zewnątrz oraz podczas wydarzeń organizowanych przez urząd nie eksponuje się w przestrzeni (np. na ścianach, na biurkach) żadnych symboli związanych z określoną religią czy wyznaniem” i ma na celu zagwarantowanie konstytucyjnej zasady wyrażonej w art. 25.2, według której „Władze publiczne w Rzeczypospolitej Polskiej zachowują bezstronność w sprawach przekonań religijnych, światopoglądowych i filozoficznych.”

Wprowadzenie Standardów nie narusza konstytucyjnych gwarancji wolności sumienia i religii. W dokumencie znalazł się zapis, że symbole religijne noszone przez osoby pracujące w urzędzie na użytek osobisty są dozwolone. Zasada „uzewnętrzniania” swojej religii nie została w żaden sposób ograniczona. Urzędnicy i urzędniczki wciąż mają prawo nosić symbole religijne np. w formie medalika, tatuażu, opaski na ręku.

W Polsce obowiązuje rozdział państwa od Kościoła, od Kościoła katolickiego, bo inne nie mają politycznego znaczenia ani realnej władzy.

Warto przypomnieć, że umowa zawarta ze Stolicą Apostolską, czyli Konkordat, tylko potwierdza, że „Państwo i Kościół Katolicki są – każde w swej dziedzinie – niezależne i autonomiczne oraz zobowiązują się do pełnego poszanowania tej zasady we wzajemnych stosunkach (…)”

Standardy równego traktowania dotyczą przestrzeni urzędu, czyli miejsca pracy. Jako instytucja publiczna, zgodnie z Kodeksem pracy jest zobowiązana nie tylko do reagowania na dyskryminację, ale również stworzenia takiego miejsca pracy, które minimalizuje prawdopodobieństwo napięć prowadzących do dyskryminacji. Zarządzenie, o którym mowa, jest nie tylko zgodne z obowiązującymi przepisami, ale wręcz z nich wynika – wskazują prawnicy i prawniczki Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego w Polsce.

Równość wobec prawa sprawdza się, wykonując prosty test – czy każda inna grupa miałaby prawo zrobić to samo, co grupa większościowa? Na przykład, czy powołując się na zapis Konstytucji mówiący, że „Kościoły i inne związki wyznaniowe są równouprawnione” przedstawiciele pozostałych religii w Polsce mieliby prawo bez żadnego wniosku, prośby, podania, a nawet rozmowy umieścić swój symbol religijny tam, gdzie wisi dzisiaj krzyż katolicki? Krzyże w Polsce wiszą wszędzie: w urzędach, szkołach, na pocztach, w szpitalnych salach, a nawet na sali sejmowej. W Sejmie krzyż zawisł w 1997 roku. Była to prywatna inicjatywa dwóch posłów, którzy nocą powiesili krucyfiks. Bez żadnego trybu. Wyobraźmy sobie, że obok godła państwowego w miejscach publicznych wiszą krzyże i inne symbole religijne wszystkich związków wyznaniowych i religii w Polsce, a jest ich, lekko licząc, kilkadziesiąt.

Argumentów merytorycznych jest o wiele więcej, ale przecież nie chodzi tu o argumenty ani zapisy prawa. Chodzi o wzbudzenie emocji, o walkę polityczną, o pokazanie siły i tego, kto tu rządzi. Walka nie jest o krzyż, ale o władzę. Krzyż stał się tylko narzędziem tej walki. Sami katolicy i katoliczki widząc tę sytuację, protestują wobec takiego „używania” krzyża. Wierzący zaczęli mówić, że to, co się dzieje w Sejmie i na radach miasta pod krzyżem jest jego największą profanacją, a wieszanie krzyża wszędzie jest jego desakralizacją. Inna sprawa, że krzyż dla wielu grup w Polsce, w szczególności tych najbardziej narażonych na dyskryminację nie jest, jak by chcieli jego partyjni „obrońcy”, symbolem „równości i miłość bliźniego”. Wręcz przeciwnie, jest znakiem władzy, która używa siły i kojarzy się z opresją oraz wykluczeniem. Dowodów na to jest nazbyt wiele, aby je przytaczać, odsyłam tutaj tylko do wyników badań zrealizowanych na zamówienie katolickiego Magazynu Kontakt. Znajdziemy tam obszerną analizę ponad 800 wypowiedzi polskich biskupów rzymskokatolickich, którzy powołując się na krzyż, katechizm i katolicką wiarę mówią najbardziej ksenofobiczne, homofobiczne i wykluczające rzeczy o uchodźcach, migrantach i osobach LGBT+.

Wrzawa medialna wokół standardów i kwestii neutralności światopoglądowej przestrzeni urzędu wybucha podczas kolejnej, kampanii wyborczej, tym razem do parlamentu europejskiego. W takich warunkach sztaby i media poszukują „tematów wyborczych”. Konwencje wyborcze nie wzbudzają już żadnych emocji, a one są konieczne do mobilizacji elektoratu. Wzburzenie moralne i zainteresowanie sprawą zarządzenia Prezydenta Trzaskowskiego umilknie zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów. Co z tego zostanie? Czy zdobędziemy się na dyskusję o uregulowaniu faktycznych stosunków między Rzecząpospolitą Polską a Kościołem Katolickim? Czy wzorem katolickiej Irlandii, o której pisze w swojej książce Marta Abramowicz, Polska wstanie z kolan? („Irlandia wstaje z kolan”, wyd. KP). Irlandczycy rozliczyli kościół ze wszystkich nadużyć, uznając rozdział państwa od Kościoła, głosami wierzących uchwalili małżeństwa dla wszystkich, prawa kobiet, znieśli zakaz rozwodów… Pozostając wiernymi nauce Chrystusa i zachowując swoją katolicką tożsamość odrzucili krzywdzącą władzę instytucji Kościoła katolickiego. Oni tego dokonali głosami zwykłych ludzi, głosami wyborców i wyborczyń. Można.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel Is Helping Palestinians More Than Those Who Condemn Israel

Israel Is Helping Palestinians More Than Those Who Condemn Israel

Alan M. Dershowitz
and Andrew Stein


  • Consider the fact that no Arab or Muslim nation has been willing to accept Palestinian refugees from Gaza. Perhaps these nations recall that anyone who has tried to help the Palestinians has lived to regret it.
  • Perhaps Ireland, Norway and Spain might extend invitations to the Palestinians to become residents there?
  • On April 13, more than 1,000 demonstrators marched through the streets of Hamburg, Germany and demanded that the country become a Caliphate, with Shariah law.
  • The only reason that Ireland, Norway and Spain can safely recognize a Palestinian state is that they do not have to live with the consequences.
  • Many [Arab and Muslim states]… might feel obligated officially to support the Palestinians and a “two-state solution,” but behind closed doors will admit that a Palestinian state is the last thing they want….
  • The truth is that few outside of Israel really care about the plight of the Palestinian people. The demonstrations on college campuses which purport to be “pro-Palestine” are far more about condemning Israel than about helping the Palestinians.
  • Those who claim to support the Palestinians… ought to be urging Arab and Muslim nations to help the Palestinians in material ways. These would include….
  • Until that is done, all the Palestinian people will get are hollow demonstrations on university campuses, empty recognitions from anti-Israel governments, irrelevant United Nations resolutions and bigoted demonization of Israel. None of this helps the Palestinian people. It only encourages more hatred, more terrorism and more war.

Pictured: A truck carrying humanitarian aid for the Gaza Strip crosses the Kerem Shalom border crossing between Israel and Gaza, on May 30, 2024. (Photo by Jack Guez/AFP via Getty Images)

Israel has long been the primary supporter of the Palestinian people, both on the West Bank and in the Gaza Strip. Israelis have opened their borders to Palestinian workers, to whom they pay high wages. They have accepted Palestinian patients, including even terrorists, into their excellent hospitals. Some of the Israeli kibbutz residents who helped Gazans were murdered by them on October 7. Even during the current Gaza war, Israel has provided more food, medicine and humanitarian aid to Palestinians than any country has ever done during wartime.

What have other countries done? Very little. Norway, Ireland and Spain, on May 28, “formally recognized a Palestinian state.” How does that help the Palestinian people? It doesn’t. Indeed, it hurts them by raising unrealistic expectations. The only way a Palestinian state will exist is through hard compromises and the difficult direct negotiations to which the Palestinians agreed in the 1993-1995 Oslo Accords.

Consider the fact that no Arab or Muslim nation has been willing to accept Palestinian refugees from Gaza. Perhaps these nations recall that anyone who has tried to help the Palestinians has lived to regret it. When Jordan took them in, the Palestinians tried to overthrow the government of King Hussein in 1970. The attempted coup, known as Black September, ended with the Palestinians being expelled to Lebanon. Once there, a civil war erupted between the Muslims, backed by the PLO, and the Christians, resulting in the PLO being expelled once again, this time to Tunisia in 1982. After Kuwait offered roughly 400,000 Palestinians visas and jobs, and Iraq invaded Kuwait in 1990,the PLO sided with Iraq. After the liberation of Kuwait, an estimated 200,000 were expelled and another 200,000 were not allowed back.

After Israel forced its own people out of Gaza in 2005 to allow a Palestinian “Singapore on the Mediterranean,” instead, in 2006, the Palestinians elected Hamas, which built more than 350 miles of terror tunnels, a “city under a city.”

No wonder their neighbors prefer not to take Gazans in.

Perhaps Ireland, Norway and Spain might extend invitations to the Palestinians to become residents there?

On April 13, more than 1,000 demonstrators marched through the streets of Hamburg, Germany and demanded that the country become a Caliphate, with Shariah law.

The only reason that Ireland, Norway and Spain can safely recognize a Palestinian state is that they do not have to live with the consequences.

Egypt, which has its own history of terrorism in the Sinai, has closed its borders to Palestinians. Lebanon has kept much of its Palestinian population in refugee camps for decades. Jordan killed Palestinians who were building a state within a state, during Black September. Saudi Arabia has shut its doors. Qatar has taken a few Gazans in need of medical care but has refused to accept large numbers of refugees.

The preening hypocrisy of the international community and the real thoughts of Arab and Muslim governments — many of which might feel obligated officially to support the Palestinians and a “two-state solution,” but behind closed doors will admit that a Palestinian state is the last thing they want (here and here) — are apparent for all to see. It seems the world prefers to close its eyes.

The civilians who currently live in Rafah could easily be temporarily transported to the safety of Egypt while Israel achieves its legitimate military goal of destroying Hamas, but Egypt, understandably, has refused to cooperate.

The truth is that few outside of Israel really care about the plight of the Palestinian people. The demonstrations on college campuses which purport to be “pro-Palestine” are far more about condemning Israel than about helping the Palestinians. We never see signs calling for a two-state solution, probably because most of these demonstrators do not want Israel to exist. “From the river to the sea” means no Israel and no Jews. If a Palestinian state were to be substituted for Israel in that area, it would be a tyrannical regime. The conflict would be between those who want to see it more like Iran, a theocracy that murders dissidents, or more like China, a communist tyranny that also murders dissidents. As long as Hamas remains a viable military and political force, there is no prospect for a democratic Palestine or a two-state solution.

Those who really want to help Palestinians should be supporting Israel’s efforts to have Hamas stop terrorizing is neighbor and return the hostages. That would end the bloodshed in Gaza and would start a process which might ultimately culminate in a disarmed Palestinian state that recognized Israel as the nation-state of the Jewish people.

So let us stop all the virtue-signaling about Palestine and Palestinians and urge the international community, and especially the Arab and Muslim world, to do something to help Palestinian families. That help can come in the form of education, healthcare, employment opportunities, acceptance of refugees and other humanitarian actions.

It is not the responsibility of Israel to make life better for the Palestinians. Israel withdrew all its soldiers and expelled all its civilians from Gaza in 2005, and it was up to the Gazans to make life better for themselves. But instead they chose Hamas, which turned Gaza into a military base with an underground tunnel system and above-ground rocket launchers. In 2000, 2001 and again in 2007, Israel offered the Palestinians the West Bank and to move toward the creation of a demilitarized Palestinian state, but the Palestinian leadership rejected these opportunities, without even a counter-offer. As an Israeli scholar once put it, “Palestinian leadership does not know how to take yes for an answer.”

Those who claim to support the Palestinians ought to put up or shut up. Instead of constantly attacking Israel for its imperfections, they ought to be urging Arab and Muslim nations to help the Palestinians in material ways. These would include demanding the end of incitement to violence and the end of the Palestinians’ murder-for-hire “pay-for-slay” program, which incentivizes terrorism by paying the terrorists’ families for life if they murder Jews.

Those who really want to help the Palestinians need to place strict conditions on their funding, and demand accountability on how their money is spent — actually enforced. Those who claim to support the Palestinians should insist on revising their textbooks, as Saudi Arabia is now doing, and should establish institutions of democracy, as laid out by Natan Sharansky in 2006 in The Case for Democracy.

First, before a Palestinian state is “recognized,” it is crucial to guide the Palestinians out of a society of fear and into a society of freedom, a government that would include freedom of speech and of the press, equal justice under law, property rights, human rights and, above all, preparing the Palestinians for peace.

Until that is done, all the Palestinian people will get are hollow demonstrations on university campuses, empty recognitions from anti-Israel governments, irrelevant United Nations resolutions and bigoted demonization of Israel. None of this helps the Palestinian people. It only encourages more hatred, more terrorism and more war.


  • Alan Dershowitz is a professor emeritus at Harvard Law School and author of “War Against the Jews: How to End Hamas Barbarism.” Andrew Stein, a Democrat, served as New York City Council president, 1986-1994.

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


IDF signals War Cabinet ‘Ready for war with Hezbollah’; IRGC threatens Israel

IDF signals War Cabinet ‘Ready for war with Hezbollah’; IRGC threatens Israel

TV7 Israel News


1) Hamas rejects the latest Israeli-approved outline for a hostage-release deal.
2) The IDF announces that it is well prepared and ready for war with Hezbollah.
3) Commander of the Islamic Revolutionary Guards Corps pledges ‘Israel would pay for the bloodshed’ of an IRGC Adviser who was killed in an alleged Israeli strike in Syria, earlier this week.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Rafah przypomina nam o nikczemności Hamasu

Zdjęcie zostało po raz pierwszy opublikowane na azjatyckim koncie na Instagramie, na którym udostępniono kilka zdjęć związanych z wojną w Gazie.


Rafah przypomina nam o nikczemności Hamasu

Brendan O’Neill
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Dlaczego tak wielu na Zachodzie zdejmuje odpowiedzialność z Hamasu za katastrofę w Gazie?

Krytycy Izraela chociaż raz mają rację – to okropne, że Rafah zamieniono w strefę wojny. Obrazą ludzkości jest fakt, że miasto do niedawna pełne cywilów uciekających przed zniszczeniami wojennymi w innych częściach Gazy zostało teraz zmienione w piekielne pole bitwy. Ale kto to zrobił? Kto zdecydował się wykorzystać to miejsce schronienia cywilów jako bazę do dalszego prowadzenia wojny? Kto wysłał tam swoich dowódców wojskowych, ukrył tam amunicję, dlaczego stamtąd wystrzelił rakiety i wciągnął tam zakładników? Kto ukrył machinę wojenną wśród kobiet i dzieci w Rafah, wiedząc, że spowoduje to rozlew krwi?

To nie był Izrael. Izrael pomógł ułatwić ewakuację ponad 900 tysięcy cywilów. To był Hamas. Aby zobaczyć zło Hamasu, spójrz na Rafah.

Po wystrzeleniu przez Izrael rakiety, która według informacji Hamasu uderzyła w obóz dla wysiedlonych Palestyńczyków w Rafah, doszło do „światowego oburzenia”. Według ministerstwa zdrowia kierowanego przez Hamas w Gazie zginęło 45 cywilów. Premier Izraela Benjamin Netanjahu nazwał to „tragicznym wypadkiem”. Materiał filmowy z płonącego obozu jest skrajnie ponury. [Ale to nie izraelska rakieta go spowodowała –M.K..] I to Hamas ponosi za to ostateczną odpowiedzialność. To Hamas zmienił Rafah w pierwszą linię frontu w swojej apokaliptycznej wojnie przeciwko Żydom. To Hamas zamienił tę dawną „bezpieczną strefę” w jedną z najmniej bezpiecznych stref na Ziemi. Nic lepiej nie oddaje bezwzględności i cynizmu islamofaszystów niż okrutny los, jaki spotyka obecnie Rafah.

Nie dowiesz się o tym z publicznej dyskusji. Przegląd mediów głównego nurtu lub tweetów „przebudzonych” pozwala wybaczyć myślenie odbiorców mediów, że Izrael atakuje Rafah dla sportu. Zarówno stuknięta lewica, jak i pokręcona prawica nawet nazywają „tragiczny wypadek” w Rafah „Holokaustem w Rafah”. Jest to najbardziej obrzydliwa inwersja Holokaustu, w której słuszny pościg Izraela za faszystami, którzy dokonali pogromu z 7 października, zostaje przemianowany na „faszyzm”; gdzie wojnę z ludobójczymi terrorystami Hamasu ponownie postrzega się jako „ludobójstwo Palestyńczyków”. Wojna to pokój, wolność to niewolnictwo, antyfaszyzm to faszyzm.

Prawda jest taka, że Hamas nie tylko koszmarnym pogromem rozpoczął wojnę między Izraelem a Hamasem – ale także sprowadził ją do Rafah. Świadomie, zdecydowanie i bez choćby przelotnej myśli o wpływie, jaki może to mieć na tamtejszych ludzi. Rzeczywiście, jak niechętnie przyznają niektóre doniesienia prasowe, Hamas zaatakował Izrael z Rafah na kilka godzin przed tym, jak Izrael odpowiedział ogniem rakietami, które być może pośrednio spowodowały ten tragiczny wypadek. Hamas wystrzelił osiem rakiet z Rafah w kierunku Tel Awiwu. Organizacja przechwalała się swoim „poważnym atakiem rakietowym”. Hamas wykorzystywał Rafah jako miejsce działań wojennych. Wiadomo było, jakie będą konsekwencje. Hamas zaprosił wojnę do Rafah i wojna nadeszła.

Od jakiegoś czasu Hamas czyni z Rafah główną bazę swojej ludobójczej krucjaty przeciwko państwu żydowskiemu. Nękany przez IDF w reszcie Strefy Gazy, Hamas ukrył się w Rafah, „bezpiecznym” miejscu dalszego prowadzenia wojny. Izrael uważa, że Hamasowi pozostało sześć batalionów i że cztery z nich działają z Rafah. Z Rafah wystrzelono wiele rakiet. Jedna zabiła czterech żołnierzy IDF. Inne spadły na terytorium Izraela, miały zabijać Żydów. W Rafah przetrzymywani są izraelscy zakładnicy. Hamas wykorzystuje Rafah jako bazę do prowokowania, szantażowania i ataków na państwo żydowskie. Jeśli nienawidzisz tego, co zdarzyło się w Rafah, jeśli nienawidzisz tego, że miasto zostało wciągnięte w wir wojny, powinieneś nienawidzić Hamasu.

Oczywiście elokwentni moraliści z Zachodu, hałaśliwi propagatorzy leniwego, poprawnego myślenia, wolą nienawidzić Izraela. Obwiniają Izrael za wszystko, nawet za rzeczy, które zrobił Hamas, takie właśnie jak skazanie Rafah na wojnę. Katastrofa w Rafah powinna była otworzyć oczy zachodnich opiniotwórców na zło Hamasu. Na orzeźwiającą prawdę, że jest to ruch tak pozbawiony podstawowej przyzwoitości, że chce ukryć się wśród infrastruktury humanitarnej, wykorzystać miasto wyznaczone jako przestrzeń bezpieczną od wojny. IDF z pewnością ma rację, że wykorzystywanie przez Hamas Rafah do przechowywania broni, przetrzymywania zakładników i strzelania rakietami stanowi „systematyczną eksploatację obiektów i przestrzeni humanitarnych”.

A mimo to wielu na Zachodzie, zwłaszcza tych o „przebudzonych” przekonaniach, nie uważa Hamasu za odpowiedzialnego za cokolwiek. Ich zbiorowy oskarżający palec stale wskazuje na Izrael. Bez wątpienia uważają to stanowisko za „postępowe”, a nawet „antyimperialistyczne”, ale tak naprawdę w ich nieustannym uniewinnianiu Hamasu ujawnia się ponury nurt rasowego paternalizmu. Wydaje się, że ich pogląd jest taki, że Izrael jest jedynym znaczącym aktorem w tym konflikcie, a Palestyńczycy są tylko ofiarami. Izrael podejmuje decyzje, Palestyńczycy ponoszą konsekwencje – kropka.

To gadanie całkowicie pozbawia palestyńską stronę sprawczości. Uwalnia to także od winy faszystów z Hamasu. Reprezentuje globalizację polityki tożsamości, według której tylko siły „białe” mogą być pociągane do odpowiedzialności za to, co robią, podczas gdy siły „nie-białe” należy usprawiedliwiać, wyjaśniać ich czyny i wybaczać. Za dętym antykolonializmem izraelofobicznej lewicy kryje się obrzydliwie kolonialne przekonanie, że Arabowie to w zasadzie przerośnięte dzieci, których nigdy nie należy osądzać – nawet wtedy, gdy niewielka część tego narodu rozpocznie pogrom przeciwko państwu żydowskiemu i wywoła wojnę na  palestyńskich terytoriach. Spójrzcie na podwójny rasizm „przebudzonej” lewicy: rasizm polegający na nienawiści do państwa żydowskiego ponad wszystko inne i rasizm polegający na odmowie potępienia Palestyńczyków za cokolwiek i kiedykolwiek. Rasizm nierealistycznych oczekiwań wobec Izraela i rasizm braku oczekiwań wobec Palestyńczyków.

Widzimy to często w zachodnich relacjach z wojny Izrael-Hamas – niewidzialność Hamasu. Pomyśl o tym, jak rzadko słyszymy o operacjach Hamasu. O jego ostrzeliwaniu żołnierzy IDF. O jego minach-pułapkach w rozległej sieci tuneli. Także o wystrzeliwaniu rakiet na Izrael. I, co najważniejsze, ilu jego walczących ludzi zostało zabitych przez IDF. Media głównego nurtu nie poczyniły żadnych wysiłków, aby dowiedzieć się, ile spośród palestyńskich ofiar śmiertelnych w tej wojnie stanowili uzbrojeni faszyści z Hamasu, zabici w ramach rozpoczętej przez nich wojny przeciwko państwu żydowskiemu. Obserwatorzy, którzy postrzegają Izrael jako jedynego aktora w regionie godnego potępienia, wymazują Hamas z katastrofy, której sam był autorem. To oszukańcza propaganda wojenna udająca reportaż.

Końcowym rezultatem tego nieuczciwego przedstawiania Rafah jako miejsca zbrodni dokonywanej przez Izrael jest to, że Hamas zyskuje moralną przykrywkę, aby móc kontynuować wojnę z Żydami. Kiedy Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości wyniośle żąda, aby Izrael trzymał się z daleka od Rafah, zasadniczo mówi: „Pozostawcie Rafah Hamasowi”. Kiedy administracja Bidena potępia Izrael za „niszczycielski” atak rakietowy na Rafah, nieświadomie ośmiela terrorystów z Rafah, którzy pierwsi zaatakowali Izrael. A kiedy główny prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego porównuje Hamas do IRA i mówi, że Wielka Brytania nie zbombardowała Belfastu w latach siedemdziesiątych i dlatego Izrael nie powinien dzisiaj bombardować Rafah, demonstruje szokujący analfabetyzm historyczny i moralny globalistycznych elit; ich niezdolność do zrozumienia, jak egzystencjalne jest zagrożenie, jakie Hamas stanowi dla Izraela i jak bezbronna jest sama cywilizacja zachodnia wobec zagrożenia ze strony radykalnego islamu. 

Jeśli na tym etapie wojny Izrael-Hamas nie potępiacie Hamasu, jeśli nie wzywacie go do oddania zakładników i poddania się Izraelowi, to jasne jest, że waszą troską nie jest ratowanie życia Palestyńczyków, ale upokorzenie państwa żydowskiego. Nie walczycie o zakończenie wojny – dajecie osłonę zbrodniom Hamasu. Wszyscy moralni ludzie, którzy podobnie jak Spiked chcą ocalić Rafah i resztę Palestyńczyków przed dalszą przemocą, powinni za priorytet uznawać całkowitą i ostateczną klęskę Hamasu.


Od redakcji „Listów z naszego sadu”

Artykuł pisany przed ustaleniami armii izraelskiej. Dwie rakiety wystrzelone przez Izrael uderzyły w komórkę Hamasu znajdującą się w znacznej odległości od namiotowego obozu przesiedleńców, likwidując dwóch wysokich dowódców Hamasu. Były to rakiety precyzyjne o małej szerokości rażenia i nie mogły spowodować pożaru w odległym obozie. Pierwsze hipoteza, że odłamek uderzył w zbiornik paliwa szybko się rozpadła, palestyńskie nagrania i podsłuchane rozmowy telefoniczne wskazują, że w pobliżu obozu wybuchł wyładowany amunicją samochód terrorystów. Prawdopodobieństwo, że ten wybuch spowodował odłamek izraelskiej rakiety jest bliskie zera. Nadal są tu poważne niejasności. Pierwsza reakcja premiera Netanjahu była typowa. Ponieważ nie możemy niczego wykluczyć, zakładamy, że mógł się zdarzyć wypadek spowodowany przez nasz ogień rakietowy. Podobnie jak w przypadku szpitala Al-Ahli, na oskarżenie, że szpital został zburzony i zginęły setki ludzi – Izrael odpowiedział: nie znamy faktów, musimy zbadać co się stało. Ówczesny polski wiceminister, MSZ, Paweł Jabłoński natychmiast napisał:

„Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla bombardowania szpitala Al-Ahli w Gazie, w którym zginęły setki niewinnych cywilów. Odpowiedzialni za tę zbrodnię muszą ponieść sprawiedliwą karę.”Z ważnych przyczyn państwowych przestał domagać sięsprawiedliwej kary, kiedy ponad wszelką wątpliwość okazało się, że na parking szpitala spadła wadliwa palestyńska rakieta i zginęło dziesięciokrotnie mniej ludzi niż kłamało ministerstwo Hamasu.

Również w tym przypadku wiemy już ponad wszelką wątpliwość, że żadna izraelska rakieta nie uderzyła w obóz przesiedleńców, a przyczyny tragicznego pożaru nadal nie są do końca jasne.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com