Dlaczego „Ida” tak gniewa.

Dlaczego „Ida” tak gniewa. Częściowe podsumowanie dyskusji o filmie Pawła Pawlikowskiego

Karolina Wigura


IDA_IMG_6165

Dopiero wraz z licznymi recenzjami, pozytywnymi i krytycznymi, „Ida” Pawła Pawlikowskiego, jest obrazem skończonym. Wraz z nimi film rysuje mapę punktów zapalnych w debacie o stosunkach polsko-żydowskich w XX w., szczególnie w czasie II wojny światowej. I daje pojęcie o temperaturze dyskusji, która w Polsce w związku z tą tematyką panuje.

Historię młodej kobiety, która tuż przed złożeniem ślubów zakonnych dowiaduje się, że jest Żydówką*, najpierw obsypano nagrodami na kilku festiwalach, na czele z gdyńskim. Niedługo potem w prasie i na portalach internetowych na nowo rozgorzała ożywiona dyskusja o relacjach polsko-żydowskich.

Kłamstwo, uroda i polityka

Pierwszy zasadniczy spór o „Idę” rozgrywa się na linii estetyka-polityka. Z jednej strony krytycy tacy jak Tadeusz Sobolewski czy Krzysztof Varga uważają, że jest to film wysmakowany i prosty – w najlepszym tego słowa znaczeniu. Że trzeba docenić piękno kadru i urodę grających w nim aktorek: obok młodziutkiej Agaty Trzebuchowskiej znakomita jest u Pawlikowskiego Agata Kulesza, obsadzona w roli ciotki głównej bohaterki – Wandy Gruz (wzorowanej, jak sugerują niektórzy, na stalinowskiej prokuratorce Helenie Wolińskiej-Brus). I że nie jest to opowieść dziejąca się w historii, a raczej w nieprzeniknionej teraźniejszości. Z drugiej strony, m.in. Agnieszka Graff i Helena Datner wyrażały rozczarowanie, że „Ida” nie jest „politycznym filmem o historii”.

Sam Pawlikowski, gdyby zajrzeć do wywiadów, które ukazały się ostatnio w polskiej prasie, być może przychylałby się do twierdzenia, że „Ida” ma być opowieścią o Polakach i Żydach tak piękną, że czysto alegoryczną, wyniesieniem historii do poziomu moralitetu. Jak mówił, chciał zrobić film o osobie tak bardzo żyjącej w stanie łaski, że niezrozumiałej dla osób obdarzonych wiarą mniejszą niż ona. Czy mu się to udało? Trudno powiedzieć, bo główna bohaterka pokazana jest w sposób bardzo zewnętrzny, jeśli nie behawioralny. Niewiele mówi, wśród komentarzy na temat filmu pojawiały się twierdzenia, że jest bardziej medium niż bohaterką z krwi i kości. Pewne jej zachowania są zastanawiające, jak choćby wtedy, gdy ksiądz dający jej nocleg w swojej parafii pyta, czy ma ona coś wspólnego z Lebensteinami (czyli z jej rodziną). Ida odpowiada pewnym głosem: nie. Zatem kłamie? A może się zapiera?

Ale jeśli pójdziemy tropem samej debaty o filmie, to trzeba powiedzieć, że ustawienie dyskusji na osi estetyka-polityka wydaje się wynikiem nieporozumienia, i to z dwóch powodów. Po pierwsze, nie sposób zrobić filmu o stosunkach polsko-żydowskich, który nie dotyczyłby historii i wyborów moralnych. Film o zakonnicy-Żydówce i jej ciotce – stalinowskiej prokuratorce – naturalnie wpisuje się w trwającą od wielu lat dyskusję i trudno utrzymywać, że pozostaje poza nią. W tym sensie nie zgadzam się z Krzysztofem Świrkiem, który pisał, że jeśli istnieje jakiś klucz do tego filmu, to jest to klucz artystyczny, a nie historyczny czy rozliczeniowy. Ale, po drugie, warto mówić o „Idzie” jako filmie o historii i wyborach moralnych, a nie dziele politycznym lub niepolitycznym. Nie warto rozszerzać pojęcia polityki do tego stopnia, że obejmuje wszystko (a zatem, być może, nie obejmuje niczego).

Chrystianizacja Zagłady

Druga linia sporu związanego z „Idą” dotyczy zarzutu, że film ten chrystianizuje Zagładę Żydów. Tego argumentu używają choćby Agnieszka Graff i Anna Zawadzka. Ostrzem krytyki Graff jest stwierdzenie, że film ten opowiada bardziej o „wierze (katolickiej), niż o Zagładzie (Żydów)”. Narzędziem opowieści jest estetyka, zdaniem Graff tak bardzo wyrafinowana, że odwodząca widza od myślenia, budująca atmosferę, w której nawet scena odnalezienia szczątków rodziny Idy i jej ciotki Wandy ulega odpolitycznieniu. Ta estetyka, zamiast do refleksji nad stosunkami polsko-żydowskimi, prowadzi wprost do sfery świętości, argumentuje Graff. „Punktem wyjścia i ostatnim ogniwem tych poszukiwań nie jest tu ani zbrodnia, ani żydowska czy polska tożsamość, lecz wiara, która ma to wszystko unieważnić. Film domyka naszą rozmowę o historii, o tym, co tu się stało ponad pół wieku temu, przez przywołanie sacrum: oto witraż, oto klasztor, oto figura Jezusa itd.”.

Czytaj dalej tu: Dlaczego „Ida” tak gniewa.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com