Muzułmanom nie potrzeba tolerancji

Muzułmanom nie potrzeba tolerancji

Paul Scheffer


Nie chodzi o to, by większość łaskawie tolerowała mniejszość.

Jakub Majmurek: W ostatnich wyborach europejskich mandaty i zaskakująco dobre rezultaty osiągnęły partie skrajnie prawicowe, populistyczne, antyeuropejskie i antyimigranckie – francuski Front Narodowy, holenderska Partia Wolności czy Partia Niepodległości Zjednoczonego Królestwa. Skąd ich sukces?

Paul Scheffer: Chciałbym na początek uważnie przyjrzeć się słowom, jakimi opisuje pan te partie: „skrajnie prawicowe”, „populistyczne”, „antyimigranckie”. Myślę, że nazywanie tych partii „skrajną prawicą” więcej nam zaciemnia, niż wyjaśnia. Łączą one bowiem w swoich programach wiele postulatów tradycyjnie prawicowych i lewicowych. Wiele z tych partii zgłasza hasła „protekcjonizmu społecznego” – aktywnie zabierają głos w sprawie ochrony europejskiego państwa dobrobytu, podwyższenia wieku emerytalnego. Często ich pomysły na politykę społeczną bliskie są stanowisku związków zawodowych. To przekracza prosty podział na prawicę i lewicę. Z drugiej strony partie te propagują także „kulturowy protekcjonizm”, co tradycyjnie kojarzymy z prawicą. Dlatego bardziej niż jako „partie populistyczne” scharakteryzowałbym je jako „partie protekcjonistyczne” – z całą wieloznacznością, jaką zjawisko protekcjonizmu niesie ze sobą. Partie te reagują na globalizację, bronią status quo. Przedstawiają się jako obrońcy „zwykłych ludzi” przed zepsutymi elitami, które sprzedały się siłom globalizacji i otwierają swoje państwa na zalew emigrantów, którzy podkopują państwo dobrobytu.

Dlaczego „zwykli ludzie” kupują tę narrację?

Bo partie centrowe, zwłaszcza centrolewicowe, nie mają odpowiedzi na ich problemy. Mówią: migracje i globalizacja to zjawiska, których nie jesteśmy w stanie kontrolować. Co nie jest prawdą. Każda migracja bierze się z decyzji politycznych. Jakie są korzenie obecnej imigracji w Europie? Odpowiada za nią dekolonizacja oraz powojenna polityka rządów Europy Zachodniej. Rządy Niemiec Zachodnich w Turcji czy Francji w Maroku aktywnie starały się przyciągnąć migrantów. Chodziło o stworzenie nacisku na europejską siłę roboczą, na związki zawodowe. Migracje nie są czymś, przed czym polityka powinna abdykować. Tylko te partie, o których pan mówi, rzeczywiście tego próbują. Jakkolwiek źle oceniamy ich konkretne pomysły.

Dlaczego jednak imigranci, którzy budzą największą niechęć tych partii, to muzułmanie?

Nie jest to takie trudne do zrozumienia. Jeśli przyjrzymy się historiom migracji, zauważymy, że różnica religijno-kulturowa zawsze generowała konflikty. Weźmy migracje do Stanów Zjednoczonych. Katoliccy migranci z Polski, Włoch, Irlandii wcale nie byli tam powszechnie witani z otwartymi rękami. Trzeba było prawie pół wieku konfliktów, zanim Stany gotowe były zmienić swój obraz – przestać postrzegać się jako kraj w zasadzie wyłącznie protestancki i zaakceptować katolików jako pełnoprawnych obywateli. Z kolei katolicy także musieli wykonać pracę na swojej tożsamości, na nowo określić, co właściwie znaczy być katolikiem w kraju opartym na zasadzie religijnej wolności, gdzie katolicyzm jest tylko jednym z wielu wyznań. Teraz to samo dzieje się w Europie z islamem. Ten proces wymaga adaptacji po obu stronach.

Czytaj dalej tu: Muzułmanom nie potrzeba tolerancji


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com