Moralna mgła XXI wieku


Moralna mgła XXI wieku

Andrzej Koraszewski


„Nie sprzeciwiaj się swoim czasom, po prostu nie sprzeciwiaj się swoim czasom, jeśli chcesz mieć spokojne życie”.

– Saul Bellow

Richard Landes przypomniał mi wydarzenie sprzed bez mała dwudziestu lat – brytyjski pisarz i nauczyciel akademicki Martin Amis był w 2007 roku uczestnikiem debaty w Instytucie Sztuki Nowoczesnej w Londynie. W wypełnionej po brzegi sali siedzieli przedstawiciele najbardziej wyrobionej brytyjskiej inteligencji. W pewnym momencie Amis zwrócił się do zgromadzonych z prośbą, żeby osoby, które czują się moralnie lepsze od talibów, podniosły rękę. Sala zamarła, po chwili tu i ówdzie ludzie nieśmiało podnosili ręce. Szacuje się, że około jednej trzeciej obecnych zdobyła się na tę heroiczną odwagę. Martin Amis nazwał to „moralnym paraliżem”.

Amis o polityce pisał rzadko. Uczył literatury, był dobrym pisarzem. W jednym ze swoich ostatnich esejów pisał, że większość dobrych powieści pisana jest przez ludzi patrzących na świat z ironią. Opowieść jest komiczna, ponieważ życie jest komiczne.

Martin Amis zmarł w maju 2023 roku. Jego pytanie zadane prawie 20 lat temu skomplikowało mu resztę życia. Od tamtej chwili pojawił się nienapisany przez nikogo „zapis” na jego nazwisko. Awangarda uciśnionych mas uznała go za wroga salonowego ludu.

Polityczny islam (obawiam się, że apolityczny islam jest równie rzadki jak diamenty) jest jedną z odmian totalitaryzmu, a wszelkie ruchy totalitarne dążą do podboju świata, obiecują powszechne braterstwo po wymordowaniu wrogów jedynie słusznej idei, pozbawiają jednostki prawa do samodzielnego myślenia. Amis pisał wiele o komunizmie i nazizmie, dostrzegał totalitarny charakter islamu, który tym różni się od innych totalitarnych idei, że mizoginizm jest jego niezwykle silnym i ważnym elementem.

(Nawiasem mówiąc, prawdopodobnie były już muzułmanin Imtiaz Mahmood, który prowadzi popularne konto na X pod pseudonimem ImtiazMadmood, w jednym z wpisów zauważa, że Mahomet po latach niepowodzeń niespodziewanie zaczął zyskiwać popularność, kiedy włączył do swojej teologii prawo do zachowywania niewolnic seksualnych zdobytych w rabunkach i podbojach).

Amis podkreślał, że wszelkie ruchy totalitarne apelują do najgorszych ludzkich instynktów – donosicielstwa, rabunku, sadyzmu i mordu, drapieżnictwa seksualnego.

We wspomnieniach napisanych bezpośrednio po śmierci pisarza brytyjski publicysta Nick Cohen opisywał swoje spotkanie z Martinem Amisem wkrótce po jego wystąpieniu w Instytucie Sztuki Nowoczesnej. Pisarz opowiadał, że wstrząśnięty reakcją tej publiczności zaczął wyjaśniać, iż chodzi w tym wszystkim o coś więcej niż tylko o to, że talibowie oblewają kwasem twarze kobiet, które nie noszą zasłon, ani wyłącznie o to, że wykonują wyroki śmierci na nauczycielach za przestępstwo polegające na uczeniu dziewcząt czytania i pisania, a na dodatek zasłaniają okna domów, w których pracują kobiety, tak aby musiały żyć bez światła słonecznego. Wyjaśniał, że na sali zgromadzeni są ludzie deklarujący, iż są przeciwnikami seksizmu i rasizmu, ale nie mogą ani na chwilę odłożyć na bok swojego postmodernistycznego relatywizmu i przyznać, że są od islamskich seksistów i rasistów odrobinę lepsi.

Tym stwierdzeniem pisarz ostatecznie przypieczętował swoją zbrodnię. Z sali padło pytanie: „A co z Izraelem?”.

Amis odpowiedział, że ludzie wykształceni powinni być zdolni do pogodzenia pragnienia sprawiedliwego rozwiązania kwestii palestyńskiej ze zrozumieniem, że Izrael jest małym krajem otoczonym przez wrogów, którzy chcą wymazać go z mapy.

Nick Cohen opisywał tę rozmowę o wydarzeniach z 2007 roku w maju 2023 roku – zaledwie kilka miesięcy przed ludobójczym najazdem Palestyńczyków z Gazy na ludność izraelską i ponowną kulminacją ogólnoświatowego antysemityzmu, przebranego tym razem za antysyjonizm. Cohen pisał:

„Dla osób niezorientowanych muszę w tym miejscu wyjaśnić, że we współczesnych kręgach lewicowych Izrael jest Szatanem, z którego złowrodzy Żydzi kontrolują – jeśli nie cały świat, jak utrzymywał Adolf Hitler, to przynajmniej politykę zagraniczną Stanów Zjednoczonych. Jeśli ktoś krytykuje islamistyczną skrajną prawicę, natychmiast pojawia się podejrzenie, że jest naiwnym narzędziem «syjonistycznego» spisku”.

Po siódmym października 2023 roku pytanie, czy czujesz się moralnie lepszy od Hamasu, zostałoby uznane za otwarte popieranie żydowskiego ludobójstwa w Gazie i wszędzie indziej.

Kilka dni temu przyjaciel wspomniał mi w rozmowie telefonicznej, że dwóch jego dobrych znajomych (niezależnie od siebie) powiedziało, że przestali zaglądać na moją stronę, ponieważ zajmuję się wyłącznie obroną Izraela.

Wzruszyłem ramionami – dziesiątki razy pisałem, że nie zajmuję się i nigdy nie zajmowałem się obroną Izraela. Tym zajmuje się Izraelska Armia Obronna, ja bronię tylko siebie przed duchem naszych czasów, w tym przed tymi, którzy, czy to dla świętego spokoju, czy z jakiegoś głębokiego przekonania, uważają, że krytyka islamu jest obroną Izraela, że uczciwy feminizm jest obroną Izraela, że krytyka złego i nieuczciwego dziennikarstwa jest obroną Izraela, że krytyka takich instytucji jak ONZ, Amnesty International, Human Rights Watch czy Lekarze Bez Granic to obrona Izraela. Z ciekawości rzuciłem okiem na czołówkę mojego Substacka – z widocznych ośmiu zapowiedzi tekstów jedna traktowała o Izraelu.

Oczywiście doskonale rozumiem odczucia tych dwóch byłych czytelników, jak i inaczej sformułowane wyjaśnienia dwóch moich przyjaciół, którzy też przyznali, że rzadziej zaglądają na moją stronę – świadomie uciekając od koszmaru.

Z wielu stron słyszymy ostrzeżenia o zagrożeniu zachodniej cywilizacji i o tym, jak bardzo tsunami antysemityzmu jest dziś siłą napędową mobilizującą świadomych czy nie w pełni świadomych wrogów wolności. Obawiam się, że ich najważniejszymi sojusznikami są ci, którzy nie odważają się podnieść rąk i patrzą z niechęcią oraz znudzeniem na tych, którzy je podnoszą.

Jest jesień, poranki są mgliste. To jest również jesień mojego życia, w którym święty spokój nigdy nie był priorytetem.

(1) Facebook href=”https://www.facebook.com/renata.zawadzkabendor

P.S. Renata Zawadzka-Ben Dor przeniosła na swoją stronę Facebooka początek artykułu znanego londyńskiego publicysty Jake’a Wallisa Simonsa: „Islamistyczny koń trojański w amerykańskiej polityce” (reszta tego artykułu jest za paywall). Komentarze pod tym przeniesionym tekstem stanowią osobliwe post scriptum do mojego felietonu.

Prosta warszawska antysemitka, która kocha psy niczego nie owija w bawełnę i pisze:

„Jak Izrael uruchamiając qszelkie możliwe siły i metody doprowadza USA do wojny , tak naprawdę wyłącznie w interesie Izraela to jest dobrze. Gdy czyni to po wielokroć jeszcze lepiej. Gdy podatki najbiedniejszych Amerykanów, bo w USA podatki płacą najbiedniejsi, finansują ludobójstwo w Gazie to bardzo dobrze. Ale kiedy jeden muzułmański senator elektorat mówi dość to już zaczyna się na niego nagonka. Problem polega na tym, że on nie jest sam. Są jego wyborcy i miliardy ludzi na świecie, które też mówią dość. Widzicie jednego muzułmanina nie widzicie ludzi wszystkich wyznań, bo nie liczycie się ze światem i jego opinią. Pora żebyście bronili się sami.”

Wojciech Kozlowski (bywalec salonów, chyba związany z muzyką, ale jego profil dominują głównie zdjęcia jego twarzy, pisze wzburzony:

„Jaka taka szlachetna osoba jak Pani może udostępniać takie nienawistne i rasistowskie wpisy Koraszewskiego. Przecież to co on pisze to zaprzeczenie wszystkiego o co Pani walczy w Polsce. Jakby Pani Brauna udostępniała.”

Andrzej Pałys (absolwent historii sztuki i poeta) pisze:

„Bigoteria Koraszewskiego przekracza tatrzańskie wierchy, nie przeszkadza mu, że dotychczasowy rząd izraelski współtworzą dwie partie religijnych i (jednocześnie) nacjonalistycznych fanatyków, ale rozdziera szaty nad jednym muzułmańskim senatorem z Michigan. Komedia.”

Daniel Wroblewski (architekt) stwierdza:

„Wyznawcy Allacha w USA to trochę mniej niz 1%. Rzeczywiście zagrozenie dla demokracji mniejsze niż….dziki na ulicach Warszawy dla bezpieczeństwa ludności, czyli właściwie żadne. Dla jasności – nie popieram ŻADNEJ religii w polityce!”

Tu przynajmniej możemy podejrzewać, że komentujący przeczytał to, co komentuje, chociaż przy tak mizernym rozeznaniu, mógłby zdawać sobie sprawę, że lepiej pytać, niż bawić się w stanowcze wyrokowanie. Miejmy nadzieję, że w swoim własnym zawodzie jest bardziej rzetelny i bardziej rozsądny. Architekt to poważny zawód.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com