Film zbyt straszny, by pokazać go publiczności

Film zbyt straszny, by pokazać go publiczności

Stuart Jeffries


Kadr z filmu "Night Will Fall"

Kadr z filmu “Night Will Fall”

“Wiosną 1945 roku – opowiada narrator, a w tle widać idylliczny kadr z niemieckiej wsi – wojska alianckie posuwające się w głąb Niemiec dotarły do Bergen-Belsen. Brytyjscy żołnierze mijali schludne, uporządkowane sady i zadbane farmy, które cieszyły oko i wzbudzały szacunek dla tutejszych mieszkańców. Przynajmniej do chwili, gdy goście poczuli ten zapach…”.

Bern­ste­in ze­brał wy­jąt­ko­wy ze­spół, w skład któ­re­go wszedł przy­szły mi­ni­ster w la­bu­rzy­stow­skim rzą­dzie Ri­chard Cros­sman, autor li­rycz­ne­go sce­na­riu­sza, i Al­fred Hitch­cock, który z po­wo­du tego filmu przy­le­ciał spe­cjal­nie z Hol­ly­wo­od. Razem za­bra­li się do pracy nad do­ku­men­tem za­ty­tu­ło­wa­nym “Ger­man Con­cen­tra­tion Camps Fac­tu­al Su­rvey” (Nie­miec­kie obozy kon­cen­tra­cyj­ne – fak­to­gra­fia). Na­pły­wa­ły do nich wciąż nowe rolki fil­mów wy­sy­ła­nych przez bry­tyj­skich, ame­ry­kań­skich i ra­dziec­kich ka­me­rzy­stów, ob­ra­zy na­krę­co­ne w 11 obo­zach śmier­ci, m.​in. w Au­schwitz, Bu­chen­wal­dzie, Da­chau i Ber­gen-Bel­sen. Oprócz zwłok zdję­cia uka­zy­wa­ły wy­nisz­czo­ne ciała oca­la­łych i ludz­kie szcząt­ki w pie­cach.

W na­gra­niu z Maj­dan­ka po­ka­za­no ol­brzy­mie torby z wło­sa­mi po­cho­dzą­cy­mi od za­mor­do­wa­nych. Sta­ran­nie je sor­to­wa­no i wa­żo­no, żeby “nic się nie zmar­no­wa­ło”, in­for­mu­je nar­ra­tor i przy­po­mi­na, że wy­ko­rzy­sty­wa­no rów­nież zęby ofiar. Bern­ste­ina za­in­te­re­so­wał jesz­cze stos oku­la­rów. “Za­kła­da­jąc, że co dzie­sią­ty czło­wiek nosi oku­la­ry, to jak licz­ną grupę ludzi po­win­ni­śmy sobie teraz wy­obra­zić?” – pada py­ta­nie w fil­mie.

Niezwykłe przedsięwzięcie

W 70 lat po tych zda­rze­niach re­ży­ser i an­tro­po­log André Sin­ger przy­go­to­wał do­ku­ment “Night Will Fall” (Za­pad­nie noc), opo­wia­da­ją­cy o nie­zwy­kłym przed­się­wzię­ciu, jakim było sfil­mo­wa­nie obo­zów oraz pró­bu­ją­cy wy­ja­śnić losy pro­jek­tu Bern­ste­ina. Sin­ger do­tarł do nie­któ­rych oca­la­łych więź­niów, któ­rzy zna­leź­li się na kli­szach w 1945 roku, i prze­pro­wa­dził z nimi wy­wia­dy. W tej gru­pie zna­la­zła się Anita La­sker-Wal­l­fisch, dziś w wieku 89 lat, pa­mię­ta­ją­ca dzień, w któ­rym Bry­tyj­czy­cy wkro­czy­li do Bel­sen-Ber­gen. – Nie mo­gli­śmy w to uwie­rzyć. Nie­spo­dzie­wa­nie usły­sze­li­śmy język an­giel­ski. “Pro­szę za­cho­wać spo­kój. Nie opusz­czaj­cie obozu. Pomoc jest już w dro­dze”. Coś ta­kie­go nam mó­wio­no – wspo­mi­na.

La­sker-Wal­l­fisch i jej sio­stra Re­na­te do Bel­sen-Ber­gen tra­fi­ły z Au­schwitz, po­dró­żu­jąc wraz z wy­co­fu­ją­cy­mi się przed Armią Czer­wo­ną Niem­ca­mi. Obie dziew­czy­ny wy­stę­po­wa­ły w obo­zo­wej or­kie­strze, przy­gry­wa­jąc rano na wio­lon­cze­li wy­cho­dzą­cym do pracy więź­niom i wie­czo­rem, gdy wra­ca­li. Przy­go­to­wy­wa­ły też kon­cer­ty dla SS. – Trud­no to wszyst­ko opi­sać – La­sker-Wal­l­fisch wspo­mi­na dzień swo­je­go wy­zwo­le­nia. – Całe lata szy­ko­wa­ły­śmy się na śmierć, a nagle oni przy­szli po nas. Mia­łam wtedy 19 lat. Każdy bry­tyj­ski żoł­nierz był dla mnie bo­giem. Nie tego się spo­dzie­wa­łam – nie tego, że prze­ży­ję – opo­wia­da. Po woj­nie sio­stry za­miesz­ka­ły w Wiel­kiej Bry­ta­nii. Anita zna­la­zła pracę w En­glish Cham­ber Or­che­stra i zo­sta­ła uzna­ną so­list­ką.


 

Los sióstr był jed­nak wy­jąt­ko­wy. – Po­wi­nie­nem był o tym wie­dzieć, lecz nie wie­dzia­łem – twier­dzi Sin­ger. – Wielu z tych, któ­rych wtedy ura­to­wa­no, po­zo­sta­wa­ło w obo­zach nawet pięć lat po ich wy­zwo­le­niu. Czę­sto nie mieli dokąd pójść, z całą pew­no­ścią nie mogli po­je­chać do Wiel­kiej Bry­ta­nii czy USA. Nie chcie­li­śmy ich.

Myślał, że anioły przyjmują go do nieba

Sin­ger miał oka­zję roz­ma­wiać z jesz­cze jed­nym wy­bit­nym byłym więź­niem obozu, Chor­wa­tem Bran­ko Lu­sti­giem. W Bel­sen był dziec­kiem, w do­dat­ku tak scho­ro­wa­nym, że kiedy usły­szał dudy szkoc­kich żoł­nie­rzy, są­dził, że to gra­ją­ce na trąb­kach anio­ły przyj­mu­ją go do nieba. Wiele lat póź­niej Ste­ven Spiel­berg po­pro­sił Lu­sti­ga, by zo­stał pro­du­cen­tem “Listy Schin­dle­ra”.

Chor­wac­ki fil­mo­wiec dzie­li się z nami wła­sną teo­rią do­ty­czą­cą re­zy­gna­cji Bry­tyj­czy­ków z do­ku­men­tu Bern­ste­ina. – W tam­tym cza­sie Wy­spia­rze mieli prze­cież aż nadto pro­ble­mów z Ży­da­mi – za­uwa­ża. Lon­dyn mu­siał po­ra­dzić sobie z ru­chem sy­jo­ni­stów za­bie­ga­ją­cych o utwo­rze­nie ży­dow­skie­go pań­stwa w bry­tyj­skim man­da­cie, Pa­le­sty­nie, a uka­za­nie Za­gła­dy w całej jej po­twor­no­ści mogło tylko pod­sy­cić te rosz­cze­nia.

Sin­ger przy­zna­je, że miał już nie­przy­jem­no­ści z po­wo­du po­wo­ły­wa­nia się na teo­rię Lu­sti­ga. – Powód, dla któ­re­go film tra­fił do kosza, nie zo­stał do­brze udo­ku­men­to­wa­ny, ale nie­wy­klu­czo­ne, że Bran­ko tra­fił w sedno – za­uwa­ża. I przy­po­mi­na, że w 1945 roku urząd mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych objął Er­nest Bevin, nie­chęt­ny idei Izra­ela. Ale w tej spra­wie brak twar­dych do­wo­dów. – Je­dy­nym za­cho­wa­nym do­ku­men­tem jest no­tat­ka Fo­re­ign Of­fi­ce, gdzie na­pi­sa­no, że re­ali­za­cja “tak okrut­ne­go filmu” jest nie naj­lep­szym po­my­słem – po­da­je re­ży­ser. To stwier­dze­nie mogło też wią­zać się z ży­wio­nym przez Bry­tyj­czy­ków prze­ko­na­niem, że z po­wo­du ro­sną­cej po­tę­gi ZSRR Niem­ców trze­ba ho­łu­bić jako po­ten­cjal­nych so­jusz­ni­ków. Czy fak­tycz­nie po­ka­za­nie filmu Bern­ste­ina wi­dow­ni mo­gło­by do­pro­wa­dzić do izo­la­cji Nie­miec i prze­wa­gi Rosji ra­dziec­kiej w ra­mach zim­nej wojny? Sin­ger ma co do tego wąt­pli­wo­ści.

Powstała próżnia po wycofanym filmie

Tego dy­le­ma­tu nie roz­strzy­gnie­my. Do­ku­ment o obo­zach zo­stał odło­żo­ny na 70 lat na półkę, a Ber­ste­in zmarł w 1993 roku z uczu­ciem żalu, że swego pro­jek­tu nie do­pro­wa­dził do końca.

Nie­mniej jed­nak uję­cia z ob­ra­zu Ber­ste­ina oka­za­ły się cen­nym ma­te­ria­łem dla oskar­że­nia w pro­ce­sach w No­rym­ber­dze i Lüne­bur­gu w 1945 roku. Anita La­sker-Wal­l­fisch opo­wia­da, jak w Lüne­bur­gu przy­szło jej ze­zna­wać prze­ciw­ko m.​in. Jo­se­fo­wi Kra­me­ro­wi, ko­men­dan­to­wi z Ber­gen-Bel­sen, zwa­ne­mu “be­stią z Bel­sen”. Jej słowa zna­la­zły wspar­cie w ma­te­ria­le fil­mo­wym i wy­trą­ci­ły oskar­żo­ne­mu z rąk pod­sta­wo­wy ar­gu­ment: – Kra­mer utrzy­my­wał, że nie miał żyw­no­ści, którą mógł­by prze­ka­zać więź­niom i to dla­te­go lu­dzie ci byli w tak bar­dzo złym sta­nie. Na­gra­nia po­ka­za­ły, że to nie­praw­da – opo­wia­da Sin­ger. Kra­mer oraz inni ofi­ce­ro­wie z Ber­gen-Bel­sen jesz­cze w tam­tym roku zo­sta­li po­wie­sze­ni. (…)

Czytaj dalej tu: Film zbyt straszny…


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com