Włosy trzeba mieć blond

Włosy trzeba mieć blond

Jacek Tomczuk Newsweek Polska


Irena Solska w 1933 r.

“Kryjówka” – reż. Paweł Passini – neTTheatre w Lublinie

Ona ukrywała Żydów, narażając się na śmierć. Jej wnuk donosił Niemcom. Ona przeżyła, on został zastrzelony przez AK. Wojenne losy wybitnej polskiej aktorki Ireny Solskiej są wciąż pełne tajemnic.

Grudzień 2014, strych na warszawskim Powiślu. Wszędzie wełna, w najrozmaitszej formie: laki, swetry, koce. Najwięcej jest nici, rozpięte na wysokości metra nad podłogą tworzą wielką pajęczynę. Za chwilę na strychu zacznie się spektakl “Hideout/Kryjówka”. Reżyser Paweł Passini mówi o wielkim bohaterstwie i równie wielkim milczeniu, jakie je przez lata otaczało. – Polusia wiele opowiadała o kobiecie, która jej pomogła, kiedy wyszła z getta. Dopiero kiedy studiowałem w Akademii Teatralnej, ta historia wróciła, skojarzyłem fakty, to była Solska. TA Irena Solska. Okazało się, że nikt nie wie, co robiła w czasie wojny największa polska aktorka XX wieku, która grała Rachelę w “Weselu” Wyspiańskiego czy Joasa w “Sędziach”.

Warszawa, styczeń 1943 roku, Apolonia Starzec wyszła z getta, by się ukryć po aryjskiej stronie. Miała prawdziwą kenkartę na nazwisko Zofia Dzióbłowska i włosy pofarbowane na platynowo. – Myśli pan, że jestem Żydówką? – odwróciła się i krzyknęła prosto w twarz granatowemu policjantowi, który od dłuższe go czasu za nią szedł. Spuścił wzrok i przeprosił.

Nie miała mieszkania ani pracy, przypadkowo spotkała na ulicy znajomą z getta. “Dostałam adres: Mokotów, ul. Puławska nr 114, róg Malczewskiego, parter” – wspominała 50 lat później. Mieszkanie było na zapleczu sklepu. Małe, skromnie urządzone – pokój, kuchnia, łazienka i ubikacja. Łazienka pełniła funkcję składu wełny.

Otworzyła jej siwa, wysoka, szczupła kobieta. Miała szlachetny profil, piękną długą szyję, wspaniałe włosy i silne objawy choroby Parkinsona. “Mówiła z aktorską manierą – trochę podobnie do Niny Andrycz i Ireny Eichlerówny. Trochę mnie to początkowo dziwiło i zaskakiwało, ale przyzwyczaiłam się. W jej wydaniu nie wydawało mi się to śmieszne ani dziwne. Po prostu była wspaniałą aktorką, która żyła sceną także poza sceną” – wspominała po wojnie Apolonia Starzec.

Kobietą, która otworzyła drzwi, była Irena Solska.

Drżenie głosu

Była gwiazdą Młodej Polski, przełomu XIX i XX wieku, muzą Wyspiańskiego, młodzieńczą miłością Witkacego. Malowali ją Wyczółkowski, Wyspiański, Walery Eljasz-Radzikowski. Była u szczytu aktorskich możliwości, kiedy dopadła ją choroba Parkinsona.

Miała 30 lat, gdy w 1905 roku w listach do znajomych i rodziny po raz pierwszy wspominała o dziwnych drżeniach ciała i leczeniu u neurologów. Objawy okresowo mijały. Nasilenie choroby nastąpiło po roku 1918, kiedy przeszła grypę hiszpankę. – Wtedy nie było leków na opanowanie drżenia. Miała więc drżenia głowy, kręgosłupa. Tak że musiała się o coś opierać. Do tego dochodziło najgorsze – drżenie głosu, które całkowicie ją wykluczyło z zawodu. Bardzo długo starała się występować, zmagała się z chorobą na scenie. Stawała na przykład w ten sposób, że opierała głowę o dekorację, żeby opanować to drżenie – mówi Lidia Kuchtowna, biografka aktorki.

Ostatni raz Solska wystąpiła w 1938 roku w Teatrze Narodowym w Warszawie jako wdowa w “Balladynie”. – Wojna zastała ją już nie na scenie, ale z wysoką pozycją moralną w środowisku aktorskim – mówi Kuchtówna.

Solska miała na utrzymaniu córkę i wnuka. By miała z czego żyć, przyjaciele zorganizowali dla niej przydział spirytusu z Monopolu Spirytusowego, który przysługiwał artystom jako rodzaj zadośćuczynienia za przyłączenie się do bojkotu scen teatralnych. “Ubrana w długi szary płaszcz, w butach, z plecakiem na ramionach, z kosturem w ręce, w chustce jaskrawej na głowie, siwa, już nie ruda. Była tak niezwykła, przykuwająca uwagę, że przechodnie odwracali się za nią, uderzeni jej wyglądem, jej całą oryginalną sylwetką” – pisał o niej pisarz Jerzy Zawieyski w 1939 roku.

polecil: Vlady Rozenbaum

Wełna za spirytus

Tamtego styczniowego dnia 1943 roku Irena Solska nie zadaje Apolonii Starzec żadnych pytań. Za to sama opowiada, czym się zajmuje: zorganizowała rodzaj spółdzielni – sprzedała przydział spirytusu, kupiła wełnę i zaczęła pomagać żonom internowanych oficerów. Przyzwyczajone do tego, że obsługuje je służba, teraz były bliskie postradania zmysłów, ale i śmierci głodowej. Solska wymyśliła sposób, żeby zarabiały i przestały myśleć o swoich nieobecnych mężach: namówiła je na zakup warsztatów tkackich i zajęcie się rękodziełem. Sama siedząc przy telefonie, prowadziła – używając dzisiejszej terminologii – działalność marketingową. Reklamowała towar, przyjmowała zamówienia, organizowała dostawę do odbiorców.

Czytaj dalej tu: Włosy trzeba mieć blond


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com