Na marginesie książki Eli Sidi „Izrael oswojony”

Świeccy ŻydziNa marginesie książki Eli Sidi „Izrael oswojony”

Hanna Volovici
wtorek, 7 styczeń, 2014 – 16:14

Wiecej o ksiazce Eli Sidi na blogu Reunion68

Przeczytałam książkę Eli Sidi „Izrael oswojony” z dużym zainteresowaniem, tym większym, że ja też nie jestem Żydówką. Mogłam więc konfrontować jej spojrzenie na Izrael i jej przeżycia z moimi. Mieszkam tu od roku 1984, przyjechałam do Izraela z Rumunii z mężem Żydem i dwojgiem małych dzieci. Motywy przyjazdu były inne, a także moje „oswajanie się” z Izraelem wyglądało inaczej. Pierwszą ważną różnicą jest to, że Ela wyszła za mąż za Izraelczyka, a ja – za europejskiego Żyda. O Izraelu wiedziałam dość dużo, czytałam o tym kraju, mieszkali tu znajomi z Warszawy, którzy wyemigrowali w roku 1968. Ja wtedy w Warszawie przeżywałam te wydarzenia bardzo intensywnie. Ponadto w Izraelu mieszkała rodzina Leona, mojego męża. Leon odwiedził Izrael w 1980 roku, dużo mi potem opowiadał. Oboje z Leonem musieliśmy nauczyć się żyć w Izraelu, oboje zmagaliśmy sie z trudnościami nauki hebrajskiego, nie byliśmy juz młodzi (gdy tu przyjechaliśmy, Leon mial 45 lat, a ja 40), a ponadto oboje mieliśmy wykształcenie humanistyczne, co bardzo utrudniało naszą adaptację.

Wyjechaliśmy w okresie trudnej do zniesienia dyktatury Ceauşescu. Rumunia nigdy nie zerwała stosunków dyplomatycznych z Izraelem (jako jedyne państwo w bloku wschodnim), więc wyjazd był oficjalnie możliwy i wielu Żydów (często z nieżydowskimi żonami, a także wiele Żydówek z nieżydowskimi mężami) z tego skorzystało.

Jak mnie tu przyjęto jako nie-Żydówkę? Formalnie nie było żadnych kłopotów: i ja, i dzieci dostaliśmy natychmiast obywatelstwo izraelskie i wszystkie inne ulgi należące się emigrantom. Gdy mówiłam znajomym Izraelczykom, że nie jestem Żydówką, pytano mnie: „A co będzie z dziećmi?” Przyznaję, że na początku nie rozumiałam tego pytania, które było właściwie rodzajem ostrzeżenia i w podtekście brzmiało: „Jak twoje dzieci zawrą małżenstwo?”, albo: „Zobaczysz, będą miały kłopoty, gdy dorosną, przeciez nie są Żydami”. Nie zastanawiałam się wtedy, w jaki sposób zawrze małżeństwo mój syn, który miał wówczas dwa lata… Natomiast mój mąż odpowiadał na to spokojnie: „Będą Izraelczykami…” Nie przyszłoby mu do głowy, żeby namawiać mnie na konwersję. Oj, ci zasymilowani Żydzi, oni niczego nie rozumieją…

Pierwszy szok, jaki tu przeżyłam, to była śmierć żołnierza, którego matka była Rosjanką. To było na początku lat 90-tych. Został pochowany „za płotem” wojskowego cmentarza. – A gdyby to był mój syn? – pomyślałam wtedy tak, jak Ela Sidi, gdy opisywała historię Gilada Szalita.

To się zmieniło po paru latach, są teraz „nieżydowskie” kwatery również na cmentarzach wojskowych…

Czasami czułam pewną psychiczną „niewygodę”, gdy mówiłam ludziom, że nie jestem Żydówką, czułam, że w ich oczach „coś jest ze mną nie tak”, ale po kilku latach Izraelczycy zostawili mnie w spokoju, przestali zadawać mi pytania, nie narzekam na brak przyjaciół, ale o tym problemie raczej nie rozmawiam. Zostawiłam to do rozwiązania dla „drugiego pokolenia”… Zresztą nie tylko ja, takich rodzin jest dużo więcej.

Czytaj wiecej TU