Wiedeńska krew. O reportażu Elisabeth Åsbrink – Henryk Grynberg

Wiedeńska krew. O reportażu Elisabeth Åsbrink
Henryk Grynberg

[ Tips o artykule nadeslany przez Lusie Holcman ]

„W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” to historyczny reportaż o dwóch twarzach Szwecji w czasie II wojny światowej. To również książka, która historię Holokaustu opowiada z osobistej perspektywy jego ofiar. By pisać w ten sposób, trzeba mieć jednak dobry słuch. Słuch Elisabeth Åsbrink jest nieomylny.

Reportaż z przeszłości pod tytułem „W Lesie Wiedeńskim wciąż szumią drzewa” (Wołowiec 2013), który otrzymał tegoroczną Nagrodę Kapuścińskiego, jest opowieścią epistolarną napisaną na podstawie pięciuset autentycznych, udokumentowanych listów wysłanych w jedną stronę, bo odpowiedzi zginęły wraz z adresatami, z wyjątkiem jednej, która wróciła do nadawcy. Takie listy w jedną stronę są typowe w korespondencji holokaustowej. Adresatem listów, z których Elisabeth Åsbrink zbudowała swoją dramatyczną i wstrząsającą opowieść, był Otto – chłopiec żydowski, którego rodzicom udało się wysłać w 1939 roku z Wiednia do Szwecji dzięki szwedzkiej misji ewangelickiej. W tym czasie – jak pisze autorka – „do szwedzkiej ambasady w Wiedniu płynął nieprzerwany strumień rozpaczy” (s. 76). Według jej informacji szwedzcy „misjonarze załatwili wyjazd z nazistowskich Niemiec (do których należała wówczas Austria – przyp. HG) około trzem tysiącom ludzi” (s. 47). Było to osiągnięciem, bo Szwecja ich nie chciała. Zwłaszcza Żydów. „Osoby uznane za Żydów (pytano o pochodzenie ojca i matki – HG) otwarcie zaliczano do kategorii niepożądanych imigrantów” (s. 31). „Ascetyczne chrześcijaństwo, które ukształtowało Szwecję, wywodziło się od Marcina Lutra” i tradycyjnie „kochało” Niemcy (s. 51) – wyjaśnia autorka.

Jesienią 1938 roku „w samej tylko Smalandii odbyło się siedemdziesiąt wieców”, między innymi przeciwko „planowanemu sprowadzeniu żydowskich dentystów, lekarzy i aptekarzy” (s. 98). Szóstego lutego 1939 roku w Sztokholmie setki „studentów w białych czapkach studenckich przemaszerowało z pochodniami przez miasto”. „Żądali, aby zawody lekarza, dentysty i aptekarza zastrzec wyłącznie dla Szwedów” (tamże). Do ruchu pronazistowskiego „przyłączyło się całe Towarzystwo Szwedzko-Niemieckie gromadzące wyższe sfery mieszczaństwa, lekarzy, prawników i profesorów, działających na rzecz sprawiedliwej oceny Niemiec” (s. 238). Szwedzcy faszyści uczyli się od Hitlera. „Ruch antykomunistyczny nigdy nie osiągnie swego celu, jeśli nie będzie jednocześnie antysemicki” – cytuje autorka ich wodza Pera Engdahla. „Celem” było oczywiście zdobycie władzy, a najpewniejszym środkiem, który go uświęcał – antysemityzm. Na tym „genialnym” wynalazku polegała cała strategia i ideologia Hitlera.

Stolica antysemityzmu

Opowieść zaczyna się, gdy w Wiedniu mieszkało blisko 200 tysięcy „osób uznawanych za Żydów”. „Niektórzy zapominali o swojej żydowskiej przeszłości” i upodabniali się do otoczenia. Niektórzy szukali „przepustki do bezpiecznej chrześcijańskiej większości”, przyjmując chrzest (s. 45), lecz „naziści sprawili, że nawrócenie straciło sens. Dla nich Żyd był zawsze Żydem” (s. 52). Eichmann zaraz po przybyciu do Wiednia zwrócił się do szwedzkiej misji ewangelickiej o „listę wszystkich Żydów, którzy mienią się chrześcijanami” (s. 47). „Taka lista nie istnieje, odparł pastor Hedenquist, bo Kościół nie robi różnicy…” (tamże), ale Eichmann miał swoje sposoby. „Wyjeżdżające do Szwecji dzieci chrzczono taśmowo” (s. 79), lecz wysłano tylko kilkadziesiąt. „Każdego dnia spotykam matki, które biegają po mieście, próbując wyekspediować swoje dzieci z kraju” – pisała do trzynastoletniego Ottona jego matka (s. 120), by go przekonać, że powinien się czuć szczęśliwy, będąc osamotnionym dzieckiem wśród obcych, którzy go nie chcą. Nie chciano lekarzy ani aptekarzy, ale brano dziewczynki jako tanią opiekę do dzieci i pomoc domową „z niewielkim apetytem”. Na wsi nie brakowało ciężkiej pracy dla bezpłatnych parobków, więc Otto, nieprzeciętnie zdolny chłopiec z inteligenckiej rodziny, został parobkiem. Najmłodsze dzieci płakały po nocach, lecz Otto był na tyle dorosły, że po ciężkiej pracy „sen napadał na niego jak ciężka kołdra, którą naciągał na myśli”.

Czytaj wiecej tu: Kultura Liberalna