Oswajanie izraelskiej rzeczywistości
Tomasz Kobylański rozmawia z Elą Sidi
Zdjęcia: Kaśka Sikora
W Izraelu mieszka pani od ponad 20 lat. Jak do tego doszło, że pani tam wyjechała?Zawsze wydawało mi się, że nie mogłabym zostawić rodziny, Polski i wyjechać na dłużej, choć interesowały mnie inne kraje, życie innych ludzi mówiących innymi językami, a od dziecka zastanawiało mnie jak wygląda życie w innych państwach. Zadawałam sobie pytania, czym różnią się od nas Polaków, i w czym są podobni do nas obcokrajowcy, jak wyglądałoby moje życie gdybym urodziła się w innym kraju. Ponieważ żyłam w socjalistycznej Polsce i miałam możliwość wyjazdu wyłącznie do państw podobnych do tych, jakie znałam z mojej ojczyzny czasów przedsolidarnościowych, kapitalistyczne, wolne, demokratyczne kraje, mityczny Zachód – pociągały mnie swą odmiennością. Wracając jednak do pańskiego pytania: nie jestem Żydówką i nie mam żydowskich korzeni, dlatego też moja emigracja do Izraela n
ie była typową emigracją zwaną przez Żydów aliją, powrotem do ojczyzny ojców – czyli rodzajem misji narodowo-religijnej; nie była też wymuszona antysemityzmem, tak jak zdarzyło się to w przypadku emigracji marcowej z lat 1968-1969. Moją emigrację do Izraela określiłabym jako romantyczną: nie planowałam jej, nie śniłam o niej, a wręcz odwrotnie – przyszła sama. Moja koleżanka ze studiów, która wybierała się do Izraela, zaproponowała mi wspólny, wyjazd w czasie studenckich wakacji. To był rok 1989. Dzięki funkcjonującej od dwóch lat w Polsce sekcji interesów Izraela przy ambasadzie Holandii otrzymałam wizę, spakowałam się i… poleciałyśmy.
czytaj wiecej tu … Oswajanie izraelskiej rzeczywistości