Irena Gelblum w konspiracji. Do śmierci

Irena Gelblum w konspiracji. Do śmierci

Joanna Szczęsna


 



 

Przyjaciele z tamtych czasów uszanowali jej decyzję i jeśli w ogóle wspominali Irkę Gelblum, nie mówili, że zmieniła tożsamość

Chciała, by widziano w niej dziennikarkę, tłumaczkę i poetkę, tę zaś część swojej biografii, w której była nieustraszoną, pełną fantazji łączniczką Żydowskiej Organizacji Bojowej i odznaczoną Krzyżem Walecznych uczestniczką powstania warszawskiego – po prostu amputowała. Przyjaciele z tamtych czasów uszanowali jej decyzję i jeśli w ogóle wspominali Irenę Gelblum, nie mówili – przynajmniej publicznie – że zmieniła tożsamość.

O jej istnieniu dowiedziałam się w początkach lat 90. od Marka Edelmana, który mówił o niej per “Irka wariatka”. Ale z uznaniem: – Cóż to był za numer. Piękna dziewczyna, a do tego nie wiedziała, co to strach. Miała czarny, błyszczący płaszcz, do tego kapelusz z wielkim rondem i tak wystrojona wkraczała do przedziału dla Niemców, by już po chwili zasnąć z głową na ramieniu jakiegoś oficera Wehrmachtu.

Bohaterska szczęściara

Opuściła getto kilka miesięcy przed powstaniem kwietniowym, wyprowadziła ją Luba Zylberg, przyjaciółka z pracy w gettowym urzędzie pocztowym. Za murami zostawiła starszego brata i rodziców. Nic niemal o nich nie wiadomo; o matce przetrwało wspomnienie, że nosiła zawsze białe rękawiczki, co uznawano za ekstrawagancję. Irena nigdy już ich nie zobaczy.

Trzeba było mieć tupet, by z fałszywą kenkartą i metryką szukać pracy w niemieckim urzędzie, ale dzięki temu zdobyła prawdziwy ausweis, i to z gapą na pieczątce. Wtedy chyba po raz pierwszy odjęła sobie trochę lat, niedużo, zaledwie dwa. Wynajęły z Lubą – wedle papierów Marysią Kowalską – mieszkanko na poddaszu kamienicy na Pańskiej 5. Załatwiły budowę skrytki na kilka osób.

Wkrótce znaleźli tam schronienie członkowie komendy ŻOB – Antek Cukierman, Cywia Lubetkin, Marek Edelman – a też Kazik Ratajzer, 19-latek, który uratował ich oraz kilkudziesięciu powstańców, organizując ucieczkę kanałami z płonącego już getta.

Irena zakochuje się w Kaziku i zostają parą.

Na parterze kamienicy jest knajpa, gdzie przesiaduje szemrane towarzystwo: szmuglerzy, szantażyści, złodzieje. “Wobec całego tego towarzystwa Irka odstawiała pewną siebie facetkę, w bliskich stosunkach z co ważniejszymi Niemcami. Ubierała się elegancko, nawet wyzywająco, i ku rozpaczy współtowarzyszy dla większego fasonu wracała po godzinie policyjnej”. To cytat z książki “Mur miał dwie strony” Heleny Balickiej-Kozłowskiej, Polki, która pomagała Żydom i miała z Irką konspiracyjne kontakty.

Kiedyś Edelman dał Irce 10 tys. dolarów, nie pamięta, czy to były pieniądze ŻOB-u, czy Żegoty, żeby wymieniła je na tzw. czarnej giełdzie, która mieściła się na Królewskiej. – Kontrahent ulotnił się z pieniędzmi i wydawało się, że szukaj wiatru w polu – opowiadał mi. – Ale nie z Irką takie numery, nie odpuściła, chodziła tam tak długo, aż dopadła oszusta, przyłożyła mu, zatargała do szefa giełdy, który kazał oddać forsę. Była naprawdę ostra.

Jej brawura i zimna krew odegrały niemałą rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa mieszkańcom Pańskiej. Z odwagą stawiała czoło szmalcownikom, jej pewność siebie zbijała ich z tropu. Zaczepiona na ulicy nie wahała się wezwać na pomoc policjanta. Gdy banda szmalcowników ograbiła ich mieszkanie, poskarżyła się dozorcy, że pod pretekstem rekwizycji mienia żydowskiego pozbawiono ją całego dobytku. Była tak przekonująca w swoim oburzeniu na pomysł, jakoby miała przechowywać u siebie jakichś Żydów, że współczuła jej cała kamienica, a nawet niemiecki pracodawca.

Czytaj dalej tu: Irena Gelblum w konspiracji. Do śmierci


Dom Wydawniczy poleca nową książkę “Wybór Ireny” Remigiusz Grzeli

 

 

Wybór Ireny – Grzela Remigiusz

Są takie życiorysy, w których nic się nie zgadza. Fikcja miesza się z prawdą, a prawda z roku na rok coraz bardziej się kamufluje. Bywa, że w końcu łatwiej uwierzyć w fikcję niż w prawdę o sobie. Czas mija, świadkowie odchodzą, fakty gubią się, a to, co zostaje, to fragmenty opowieści.

Ta książka jest opowiadaniem o braku miłości, zemście i nieistnieniu, ale przede wszystkim o fascynującej kobiecie, której życie było pełne fikcji, tajemnic i mitów. Choć była w nim też prawda. To ona łączyła Irenę z ludźmi, którzy znali ją od początku: Antkiem Cukiermanem, Cywią Lubetkin, Kazikiem Ratajzerem, Markiem Edelmanem, Aliną Margolis. Ta brawurowa łączniczka Żydowskiej Organizacji Bojowej, uczestniczka powstania warszawskiego, bez wątpienia bohaterka, zdecydowała się wymazać siebie – swój wojenny los, swoje pochodzenie – ze wspomnień i z książek historycznych. Wybrała nieistnienie. Zmieniła rok urodzenia, narodowość, poglądy, a nawet głos. Nie rozpoznawała prawie nikogo z dawnych przyjaciół. Była Ireną Gelblum, Ireną Waniewicz a w końcu stała się włoską poetką Ireną Conti. Grała ją perfekcyjnie, przez całą dobę. Przez całe lata.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com