Liczby wiary

Liczby wiary


Jak wiadomo, antysemityzm jest grzechem. Czytelnik tekstu prof Ireneusza Krzemińskiego w ostatnim numerze „Znaku” powinien więc się zdziwić, że według twardych danych empirycznych wśród wierzących jest ponad dwa razy więcej antysemitów niż wśród niewierzących. Jakoś jednak mnie to specjalnie nie zdziwiło – nie tylko dlatego, że obserwując z oddali obrady nadzwyczajnego synodu, widziałem, jak trudno jest katolickiej elicie odnaleźć w sobie życzliwość wobec innych.

W zasadzie jest to dość naturalne. Często im bardziej ktoś w coś wierzy i coś głosi, tym mocniej jest przekonany, że jego to nie dotyczy. Krzewiciele bezwzględnej równości w rodzaju Mao, Stalina, Pol Pota zawsze opływali w zbytki. Najgłośniejszy polski wyznawca konkurencji i wolnego rynku, Leszek Balcerowicz, od lat odmawia debat ze swymi polemistami, bo woli lokalny autarkiczny monopol w gronie bezkrytycznych wyznawców niż wystawienie się na rynkowy crashtest z konkurencją intelektualną. Natomiast najzagorzalsi tropiciele afer i układów należą do partii, która – jak żadna inna – uwłaszczyła się na popeerelowskim majątku publicznym.

Świat z natury stoi na głowie. Pomyślałem o tym, zanim wracając pociągiem z Krakowa, przeczytałem tekst Krzemińskiego w „Znaku”. Bo parę godzin wcześniej dyskutowałem na temat „etos/ekonomia”. Etos to jak wiadomo z grubsza system wartości. A ekonomia to nauka wyjaśniająca zachowania gospodarujących ludzi. Ekonomiści wpędzili dużą część świata w obecny, niekończący się kryzys, bo ulegli złudzeniu, że wszystko da się policzyć. Całkiem teoretycznie pewnie mieli rację. Ale przecenili ludzkie możliwości. Zamiast liczyć wszystko, liczą to, co umieją policzyć. W swoich rozważaniach uwzględniają więc to, co łatwo policzalne, a nie to, co ważne. Zamiast badać zachowania ludzi, badają zmiany różnych parametrów, które przeważnie mają drugorzędne znaczenie.

Dyskusja odbywała się w ramach małopolskiego Forum dla Kultury. Inwazja myślenia ekonomicznego do świata kultury to dobry przykład świata stojącego na głowie. Bo zmiany i procesy zachodzące w kulturze są trudne do policzenia. W długim okresie można je jakoś zmierzyć (na przykład stwierdzając w badaniach ankietowych, że między 1992 a 2012 r. ubyło w Polsce 30 proc. klasycznych antysemitów), ale bardzo trudno jest stwierdzić, jak na mieszkańców na przykład Szczawnicy wpłynęło zorganizowanie dwunastu spotkań autorskich albo pięciu koncertów. Skoro zaś nie można policzyć tego, co istotne, a ekonomiści i technokraci będący pod ich wpływem każą wszystko liczyć, liczy się cokolwiek. Najprościej jest policzyć, ile osób przyszło na imprezy. Oczywiście im więcej, tym lepiej. Bez względu na to, jakie wynieśli wrażenia, emocje, doświadczenia i co z tego dla ich życia wynikło.

Czytaj dalej tu: Liczby wiary


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com