Mikołaj Grynberg: W tym miejscu pękło

Mikołaj Grynberg: W tym miejscu pękło

Katarzyna Kubisiowska


Mikołaj Grynberg

W najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego” Katarzyna Kubisiowska rozmawia z Mikołaj Grynbergiem, autorem właśnie wydanej książki „Oskarżam Auschwitz”. „Kiedy te straszne historie zaczęły do mnie docierać, pomyślałem, że każdy dorosły człowiek musi w którymś momencie trafić do obozu” – mówi Grynberg.

Ka­ta­rzy­na Ku­bi­siow­ska:  Mi­ko­łaj, czy Ty je­steś szczę­śli­wym czło­wie­kiem?

Mi­ko­łaj Gryn­berg: Szczę­ścia­rzem je­stem, to na pewno: mogę zaj­mo­wać się tym czym chcę, mam żonę, dzie­ci, tatę, mia­łem mamę i dziad­ków. Co nie zna­czy, że czę­sto się uśmie­cham.

Kie­dyś uśmie­cha­łeś się czę­ściej?

Kie­dyś byłem bła­znem, wy­głu­pia­łem się, a wszy­scy wokół się śmia­li, to było ab­so­lut­nie na­tu­ral­ne.

Smu­tek po­ja­wił się po śmier­ci mamy?

Wtedy roz­sy­pał mi się świat i przez lata cięż­ko go było po­zbie­rać. Mama zgi­nę­ła w wy­pad­ku sa­mo­cho­do­wym w roku 2002. Do jej śmier­ci dużo prze­by­wa­li­śmy razem, ga­da­li­śmy, by­li­śmy za­przy­jaź­nie­ni. W su­te­re­nie na Żo­li­bo­rzu wy­naj­mo­wa­li­śmy pra­cow­nię, mama przy­cho­dzi­ła tam ry­so­wać i szyć, zaj­mo­wa­ła się pro­jek­to­wa­niem ubrań.

Po jej śmier­ci Mi­ko­łaj Ło­ziń­ski spre­zen­to­wał mi ne­ga­tyw z jej por­tre­tem. Je­cha­li kie­dyś razem po­cią­giem, Mi­ko­łaj zro­bił mamie zdję­cie. Za­czą­łem robić od­bit­ki i cią­gle coś było nie tak, mama nie wy­glą­da­ła na nich jak żywa. Za­wie­si­łem całą pra­cow­nię zdję­cia­mi, jak w fil­mie o ja­kimś czu­bie i przez rok tam nie przy­cho­dzi­łem. Potem ją zli­kwi­do­wa­łem.

A potem jeź­dzi­łeś po całym świe­cie i fo­to­gra­fo­wa­łeś ko­bie­ty. Z tego zro­dził się album „Dużo ko­biet”.

Do­pie­ro wtedy uro­dzi­łem się jako autor. Wresz­cie po­czu­łem, że mam coś do po­wie­dze­nia. Wcze­śnie byłem fo­to­gra­fem re­kla­mo­wym i za­ra­bia­łem kupę kasy. Kiedy za­czą­łem robić swoje rzezy, na­tych­miast dra­stycz­nie zbied­nia­łem. Ale czu­łem się au­to­rem.

Rok przed śmier­cią mama mó­wi­ła mi, że się mar­twi, że nie robię tego co bym chciał. Gdy umar­ła za­pa­dłem się. Ale to on spo­wo­do­wał, że do­ko­pa­łem się do rze­czy przed­tem prze­ze mnie igno­ro­wa­nych, które były czę­ścią pej­za­żu ro­dzin­ne­go.

Cho­dzi o hi­sto­rie z prze­szło­ści?

Ta mojej mamy nie na­le­ża­ła do spek­ta­ku­lar­nych. Jej ro­dzi­ce zo­sta­li de­por­to­wa­ni z Fran­cji – dzia­dek w 1942 r. za udział w ruchu oporu i bycie Żydem, a bab­cia – rok póź­niej za to samo. Oby­dwo­je tra­fi­li do Au­schwitz. Moją trzy­let­nią mamę po­cząt­ko­wo przy­gar­nę­ła kon­sjerż­ka, potem opie­ko­wa­li się nią roz­ma­ici opo­zy­cjo­ni­ści, w końcu tra­fi­ła do róż­nych fran­cu­skich domów dziec­ka. Była też w jed­nym pro­wa­dzo­nym przez wnuka Ka­ro­la Mark­sa.

Babci udało się przejść marsz śmier­ci. Dzia­dek 8 maja 45 roku w Ber­gen Bel­sen zmarł na tyfus.

To tylko fragment wywiadu. Całość w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego”.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com