Garść refleksji o proporcjonalności
Andrzej Koraszewski

Daniela Passenta lubię i szanuję, co oznacza, że niezależnie o czym pisze, czytam, żeby wiedzieć, co sądzi. Jeden z niedawno czytanych jego tekstów traktował o Muzeum Historii Żydów Polskich. Mało tego, że nie ma takiego muzeum, które mogłoby pomieścić tę historię, ale uczciwie mówiąc mam alergię na muzea i pomniki. (Oczywiście nie na wszystkie muzea i nie na wszystkie pomniki.)
Chwilami mam wrażenie, że wciskanie historii w kamień jest doskonałym sposobem na usprawiedliwienie braku odwagi spojrzenia na rzeczywistość i dostrzeżenia, że wczorajsze upiory wracają ze zdwojoną mocą.
Spędziłem prawie trzydzieści lat na Zachodzie i po powrocie do Polski osiadłem w maleńkim miasteczku, które jest bardzo osobliwym Muzeum Historii Żydów Polskich. Dobrzyń nad Wisłą, miasto do którego, jak uczono nas w szkole, Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków, żeby pomogli bronić granic chrześcijaństwa przed ciągłymi atakami pogańskich Prusów i Litwinów. Dziś Dobrzyń jest muzeum milczenia, nie jedynym, jednym z tysięcy.
Jak się wydaje, wszystko wyglądało nieco inaczej, Dobrzyń został podarowany przez Konrada Zakonowi Braci Dobrzyńskich, którzy nie radzili sobie z jego obroną i ówczesny Mistrz Zakonu Krzyżackiego zaproponował im połączenie się. W efekcie Krzyżacy uznali, że wraz z Zakonem Braci Dobrzyńskich nabyli prawa do miasta, zaś Konrad Mazowiecki był zdania, że skoro Zakon Braci Dobrzyńskich przestał być jednostką samodzielną, darowizna traci moc i 19 października 1235 roku, decyzją papieża, Dobrzyń powrócił pod władzę mazowieckiego księcia. Jest to o tyle istotne, że od tamtej pory Dobrzyń jest silnie obecny w świadomości historyków i polityków niemieckich, nie tylko z powodu tamtego incydentu, ale i późniejszych losów miasta, które wielokrotnie przechodziło z rąk do rąk.
Dobrzyń był tak silnie obecny w niemieckiej świadomości, że długo przed 1 września 1939 roku gotowe były plany utworzenia z niego dużego miasta garnizonowego.
W doskonale udokumentowanej pracy licencjackiej z 2013 roku, Agnieszka Witkowska pisze:
„Na początku września 1939 roku do Dobrzynia wkroczyły oddziały armii niemieckiej.
Jeszcze w tym miesiącu ludność żydowska otrzymała nakaz opuszczenia miasta. Prawdopodobnie wysiedlono ją gromadami do Kutna, Włocławka i Żychlina, umieszczając w tamtejszych gettach. Według M. Krajewskiego pewna grupa ludności żydowskiej z Dobrzynia trafiła do bydgoskich koszar 15 PAL, a następnie została rozstrzelana w Tryszczynie lub w Rynkowie, niedaleko Bydgoszczy.
Według relacji mieszkańców Dobrzynia, Niemcy zachowywali się niezwykle brutalnie w stosunku do ludności żydowskiej. Wiadomo, iż nad Wisłą hitlerowcy rozstrzelali grupę Żydów – ich ciała wrzucono do rzeki. Prawdopodobnie Niemcy zamordowali także kilkoro Żydów, siłą zmuszonych do rozbiórki synagogi.
Dnia 24 września oddziały niemieckie podpaliły dobrzyńską bóżnicę i beit midrasz, spłonął także sztybel chasydów z Gur. Ludność żydowska została wypędzona z miasta w pierwszych dniach października 1939 roku, jako ostatni opuścił Dobrzyń rabin Josek Wolf Sender.”
Tak zakończyła się historia dobrzyńskiej gminy żydowskiej, której początki sięgały osadnictwa żydowskiego w XIV wieku i o której były zapisy w dokumentach historycznych od początku XVI wieku.
Czytaj dalej tu: Garść refleksji o proporcjonalności
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com