O Litwie, co Polaka nie chciała (ale Zydow liczy sie do dzis jako “Polskich Zydow”)
Gorzki triumf ministra Becka
Andrzej Krajewski,
Defilada w rocznicę wyzwolenia Wilna, 1933 r. Na trybunie marszałek Józef Piłsudski
Ten antypolonizm skutecznie podsycało polskie MSZ, ponawiając na forum Ligi Narodów akcje w obronie praw polskiej mniejszości – faktycznie ograniczanych przez litewskie władze. Dyplomatyczna wojna trwała do 1926 r., gdy w litewskim parlamencie przewagę nad chadekami uzyskała koalicja ludowców z socjaldemokratami. Polskiej mniejszości pozwolono znów otwierać szkoły z językiem ojczystym, rozpoczęto też całkiem obiecujące negocjacje z jej przywódcami.
W Polsce po przewrocie majowym Piłsudski również zaczął dawać do zrozumienia, iż myśli o zmianie polityki. Ale w grudniu 1926 r. na Litwie doszło do zamachu stanu. Władze przejął Antanas Smetona i jego prawa ręka Augustinas Voldemaras. Obaj uznali, że ocieplenie stosunków z Polską przyniesie konieczność zrzeczenia się Wilna, a z historycznej stolicy nie zamierzali rezygnować.
Pokój, którego nie było
Wkrótce Polacy dali Kownu pretekst do zmiany kursu politycznego. Z okazji siódmej rocznicy wyzwolenia Wilna do miasta 8 października 1927 r. przyjechali gen. Lucjan Żeligowski i marszałek Józef Piłsudski. Litwini odebrali to jako bolesny policzek. Premier Voldemaras nakazał mobilizację sił zbrojnych, jednocześnie ogłaszając, iż jego kraj znajduje się w stanie wojny z Polską. Żadnych działań zbrojnych jednak nie podjęto, poprzestając na skardze do Rady Ligi Narodów.
Wzajemne oskarżanie się na forum Ligi było codziennością, ale tym razem Warszawa zareagowała nietypowo. Na Wileńszczyznę przerzucono dodatkowe oddziały wojskowe, a do Genewy osobiście pofatygował się marszałek Piłsudski. Tam podczas posiedzenia Rady Ligi Narodów publicznie „zmasakrował” Voldemarasa. Obecny 10 grudnia 1927 r. w Genewie dyplomata Jan Gawroński odnotował, iż Piłsudski przerwał wystąpienie litewskiego premiera i „powiedział zebranym, że nie ma czasu na długie dyskusje – i że przyjechał tu tylko, by się dowiedzieć, czy szef litewskiego rządu chce z Polską wojny czy pokoju”. Na sali zapadło głuche milczenie. „Waldemaras (Voldemaras – przyp. aut.) zahukany, zażenowany, zakłopotany nieprzewidzianym dylematem, wyjąkał: »Pokoju«, na to Piłsudski: »To mi wystarczy. Wobec tego nie będę tu już potrzebny. Do widzenia panom«”. Marszałek po prostu wyszedł. „Teatralna ta scena zrobiła oczywiście ogromne wrażenie na obecnych dyplomatach, nienawykłych do gwałtownych odruchów” – odnotował Gawroński. A zapewne jeszcze większe na po raz kolejny upokarzanych Litwinach. Ci zaś zastygli w swoim bezsilnym uporze.
Podczas pamiętnego posiedzenia Rady Ligi Narodów przyjęto rezolucję zobowiązującą Polskę i Litwę do negocjacji w celu „dobrego porozumienia”. Przez następne lata polska dyplomacja usiłowała wymusić zawarcie traktatu oznaczającego zaakceptowanie istniejącego stanu rzeczy. Litwini sabotowali negocjacje, grając na zwłokę.
Ostatecznie strona polska postawiła na swoim w 1938 r. W nocy z 10 na 11 marca podczas wymiany ognia z litewską strażą graniczną zginął żołnierz Korpusu Ochrony Pogranicza Stanisław Serafin. Dzień później III Rzesza dokonała Anschlussu Austrii. Marszałek Edward Rydz-Śmigły i szef MSZ płk Józef Beck uznali, że nadarza się okazja do zdecydowanych działań, gdy światowa opinia publiczna skupia uwagę na Adolfie Hitlerze. Do tego stanowiska przekonali wahającego się prezydenta Ignacego Mościckiego.
Ultimatum, jakie przesłano do Wilna, było jednym z najbardziej osobliwych w historii dyplomacji. Jeden kraj żądał od drugiego tylko nawiązania stosunków dyplomatycznych, grożąc, iż „brak odpowiedzi lub jakiekolwiek dodatki czy zastrzeżenia będą przez Rząd Polski uważane za odmowę. W tym negatywnym wypadku Rząd Polski własnymi środkami zabezpieczy słuszne interesy swego Państwa”.
Kowno rozpaczliwie szukało wsparcia u europejskich mocarstw, a gdy te okazały swój brak zainteresowania groźbą polskiej inwazji, skapitulowało. Wymiana not dyplomatycznych zawiązujących oficjalne kontakty między Litwą a Polską nastąpiła 19 marca 1938 r. w Tallinie. Pułkownik Beck triumfował, ignorując fakt, iż zyskiwał nie sojusznika, lecz śmiertelnego wroga, gotowego na pakt z samym diabłem, żeby tylko wreszcie odegrać się za lata klęsk i upokorzeń.
Czytaj dalej tu: O Litwie, co Polaka…
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com