Archives

Anty-syjonizm to po prostu błędnie napisany antysemityzm Nie chodzi o Izrael, chodzi o Żydów.


Anty-syjonizm to po prostu błędnie napisany antysemityzm
Nie chodzi o Izrael, chodzi o Żydów.

Daniel Greenfield
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Żydowskich widzów teatru, którzy przybyli, aby obejrzeć „Skrzypka na dachu”, zaczepili w londyńskiej kawiarni bigoci wymachujący flagami OWP. W Los Angeles zamaskowane tłumy w kefijach, które twierdziły, że protestują przeciwko Izraelowi, zaatakowały muzeum Holokaustu i synagogę. Na Brooklynie bandyta krzyczący „Wolna Palestyna” dźgnął nożem idącego ulicą chasydzkiego Żyda.

Stare spory o różnicę między antysemityzmem i antysyjonizmem popadły w taki sam stan, w jakim znalazły się społeczności żydowskie na granicy Gazy i Libanu po 7 października.

Cała infrastruktura intelektualna służąca do przekonywania, że istnieje pewna różnica między sprzeciwianiem się Żydom a sprzeciwianiem się krajowi Żydów, została zniszczona nie przez skoordynowaną debatę lub powszechne przyjęcie definicji antysemityzmu IHRA, ale przez działania lewicy.

Począwszy od administracji Bidena, a skończywszy na kampusach Ivy League, które zapewniały jej siłę roboczą oraz bazę darczyńców i wyborców, lewica powszechnie akceptowała legitymację ruchu antyizraelskiego jako działalność rzekomo moralną, a ruch antyizraelski celebrowano, pisząc „Hamas nadchodzi” na pomnikach w Waszyngtonie, machając flagami Hamasu i Hezbollahu i atakując synagogi.

Grupy pro-izraelskie twierdziły, że nie ma różnicy między antysemityzmem a antysyjonizmem. Grupy antyizraelskie udowodniły słuszność tego twierdzenia. Co ruch antyizraelski musiałby jeszcze zrobić Żydom, aby jego działania zostały oficjalnie uznane za antysemityzm? Wydaje się, że nie ma czerwonej linii.

Niewiele jest rzeczy, które zrobili naziści, czego nie zrobiłby tak zwany ruch antysyjonistyczny, od promowania masowego mordowania Żydów, sporządzania list żydowskich pisarzy do czystki, atakowania domów modlitwy i wzywania do wyeliminowania Żydów z życia publicznego. Szefowie Ivy League, którzy pilnowali poprawności kostiumów na Halloween, argumentowali, że wezwania do kolejnego Holocaustu są naganne w zależności od kontekstu.

Bolszewicy zakazali antysemityzmu w Związku Radzieckim tylko po to, aby zdefiniować każdą formę tożsamości żydowskiej, która nie obejmowała lewicowego aktywizmu, jako syjonistyczną lub w inny sposób reakcyjną. W imię antysyjonizmu ZSRR zakazał języka hebrajskiego i większości przejawów żydowskiej kultury i życia, z wyjątkiem wąskiego wycinka „jidyszyzmu” i kilku ściśle monitorowanych synagog.

Związek Radziecki zrobił to wszystko, oficjalnie zakazując antysemityzmu. Współczesna lewica robi mniej więcej to samo. Oficjalnie odrzuca antysemityzm, a jednocześnie popiera antysyjonizm. Podobnie jak w ZSRR, istnieje grupa lewicowych Żydów, którzy popierają zniszczenie Izraela i są szanowanymi antysyjonistami (przynajmniej na razie) i, jak George Soros, są jedynymi oficjalnymi ofiarami prawicowego antysemityzmu.

Pozostałe 99% Żydów to syjoniści. I można przeciwko nim protestować, można ich nękać, atakować i zabijać.

Ponieważ 99% Żydów to syjoniści, ich synagogi, muzea Holokaustu, a nawet produkcje „Skrzypka na dachu” są dozwolonym celem dla programu dekolonizacji. Kiedy Hamas lub Hezbollah zabijają Żydów, nigdy nie zawracają sobie głowy sprawdzaniem ich poglądów na temat niepodległej żydowskiej ojczyzny. Dlaczego ich sojusznicy, niezależnie od tego, czy noszą dżihadystyczne stroje na czarno, biało lub zielono, czy marksistowskie stroje na czerwono i żółto, mieliby być bardziej skrupulatni, atakując synagogi lub dźgając nożami przypadkowych Żydów na Brooklynie?

Stanowiskiem żydowskim było, że antysyjonizm jest antysemityzmem, a zatem brzydką formą nienawiści. Stanowiskiem antysyjonistycznym jest, że większość Żydów to syjoniści, a zatem antysemityzm jest uzasadniony. Podstawowa różnica zdań nie dotyczy tego, czy istnieje różnica między zabijaniem Żydów a zabijaniem syjonistów, ale tego, czy Żydzi zasługują na śmierć.

Od 7 października stało się jasne, że zwolennicy zabijania Żydów nazywają siebie antysyjonistami. Zmieniając markę antysemityzmu na antysyjonizm, przekształcają akt prześladowania i zabijania mniejszości z haniebnej formy bigoterii w odważną formę progresywizmu. Obieranie za cel ataku grupy mniejszościowej ze względu na jej religię lub przynależność etniczną jest uważane za reakcyjne, ale redefiniując grupę jako ideologię, nagle prześladowanie Żydów staje się szlachetne.

Obozy studenckie, które wykluczałyby czarnoskórych lub latynoskich studentów z kampusu, popełniałyby zbrodnią nienawiści, ale obozy studenckie, w których Żydzi są traktowani jak syjoniści, są zgodne z właściwą stroną historii.

Redefiniowanie Żydów w celu uzasadnienia antysemityzmu nie jest tak innowacyjne, jak chcieliby sądzić lewicowcy.

Antysemityzm zawsze opierał się na redefiniowaniu żydowskiej egzystencji jako nienaturalnej i sztucznej. Żydzi byli potępiani jako kolonizatorzy już w czasach faraona. Termin „antysemityzm”, ukuty przez Wilhelma Marra, niemieckiego socjalistę, podążał za dumną tradycją socjalistów uzasadniających, dlaczego chcieli wyzwolić wszystkich uciskanych w Europie, z wyjątkiem Żydów.

Żydzi, jako semici, nie należeli do Europy. Żydzi, jako Europejczycy, nie należą do Izraela. Żydzi, jako syjoniści, nie należą do postępowych instytucji takich jak Harvard czy Columbia. Dla Żydów, którzy chcą oglądać „Skrzypka na dachu” nie ma miejsca w Londynie, bo to okupanci. Obowiązkiem wszystkich postępowych ludzi dobrej woli jest sprawić, by Żydzi czuli się nieswojo nie tylko kiedy rakiety lecą na Jerozolimę i kiedy palone są żywcem żydowskie rodziny w ich domach, ale także przez atakowanie ich gdziekolwiek na świecie się znajdują. Ponieważ nie chodzi o Izrael.

Podobnie jak antysyjonizm jest przejawem antysemityzmu, tak też nawoływania przeciętnego niemuzułmanina do zniszczenia Izraela nie mają nic wspólnego z niewielkim krajem na Bliskim Wschodzie.

A ma natomiast wszystko wspólne z Żydami.

Obfitość flag OWP i okrzyków o rzekach, morzach i arabskich kolonizatorach muzułmańskich, którzy przyjęli nazwę europejskich kolonizatorów znanych jako Filistyni, są po prostu najnowszą reinkarnacją swastyki i okrzyków na niemieckich ulicach: „Juden Raus!”

Antysyjonizm to błędnie napisany „antysemityzm” przerobiony na potrzeby nowej, bardziej tolerancyjnej epoki, która potrzebuje solidnych dawek ideologicznych sformułowań, zanim będzie mogła dokonać pogromów.

Gdyby Izrael nie istniał, musiałby zostać wymyślony. Europejscy Żydzi wymyślili Izrael na nowo z powodu antysemityzmu. A antysemici mają obsesję na punkcie Izraela, aby móc twierdzić, że są antysyjonistami.

Pogląd, że obecna plaga antysemityzmu nie istniałaby bez Izraela, jest fantazją.

Obsesja muzułmańskiego skrzydła koalicji anty-syjonistycznej na punkcie Żydów istniała na długo przed odrodzeniem Izraela. A socjaliści rzucali antysemickimi obelgami w stronę Żydów w epoce przedwojennej.

Mahomet nie dokonał etnicznej czystki Żydów w Arabii z powodu państwa Izrael. Ani też Marks, (kiedy Theodor Herzl był jeszcze nastolatkiem), nie wygłaszał tyrady, że „pieniądze są zazdrosnym bogiem Izraela, wobec którego żaden inny bóg nie może istnieć”, ponieważ był tak wściekły na syjonizm.

Czerwono-zielony sojusz marksizmu i islamu zawsze nienawidził Żydów. Zawsze będzie to robić.

Ale wyznawcy Mahometa i Marksa nienawidzą również wielu innych ludzi oprócz Żydów, ponieważ nienawiść jest ich ideologią bardziej niż jakakolwiek wiara czy system ekonomiczny. Destylują i ukierunkowują tę nienawiść wzdłuż linii ideologicznych, ale to nie ich ideologia definiuje ich nienawiść, ale ich nienawiść definiuje ich ideologię. Gdyby nie było Izraela, nadal pojawialiby się pod synagogami i skandowali hasła wzywające do śmierci Żydów, tak jak robili to przed powstaniem Izraela.

Izrael nie jest przyczyną antysemityzmu ani antysyjonizmu marksistów i muzułmanów, jest najlepszą obroną przed nim. Istnienie Izraela ich wścieka, ponieważ utrudnia zabijanie Żydów.

A co mogłoby bardziej tak rozwścieczyć antysemitę udającego antysyjonistę, jak fakt, że Żydzi utrudniają ich zabijanie?


Daniel Greenfield – amerykański publicysta.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Niemożność osiągnięcia pokoju na Bliskim Wschodzie


Niemożność osiągnięcia pokoju na Bliskim Wschodzie


Paul Finlayson
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Uczyłem się matematyki zanim została zainfekowana rasizmem i interseksualnością i zanim numer trzy odkrył, że jest transpłciowy. Wierzę, że 2+2 = 4, nie 5, nie 9, nie 12, nawet jeśli identyfikujesz się jako liczba 12. Mój ojciec był matematykiem i nigdy nie rozumiałem nic z tego, czego uczył; byłem w drużynie matematycznej w szkole i kiedyś zająłem 50. miejsce w prowincji, ale niestety, poszedłem na egzamin końcowy z rachunku różniczkowego i całkowego na uniwersytecie z oceną A, a wyszedłem z oceną C-. Moja kariera matematyczna dobiegła końca, ale jestem z tym pogodzony.

.

To jest jak matematyczna niemożliwość: społeczeństwa, które czerpią energię z poczucia bycia ofiarą i użalania się nad sobą, nie mają potencjału na niezależność, ich paliwo by się wyczerpało i pozostałyby na lodzie. 

Mam nadzieję, że to stwierdzenie 2+2 = 4 nie wywoła kolejnej skargi na mnie o naruszanie praw człowieka; jedna wystarczy. Ale teraz wiem, że nie trzeba odwoływać się do rasy, religii lub przynależności etnicznej, aby zostać nazwanym rasistą, fobem tygodnia itd. Jestem tym wszystkim, a ponieważ nienawidzę Hamasu, nie powinno mi się pozwalać przebywać w towarzystwie młodzieży w wieku uniwersyteckim. Nie wierzysz? Wystarczy zapytać mojego szefa. 

Szukasz logiki i rozsądku? Przestań natychmiast; twój mózg może eksplodować. 

Twoja kariera może być zagrożona z powodu rasizmu, islamofobii i dyskryminacji etnicznej (być może istnieje na to jakieś specjalne, szalone słowo, o którym nie wiem; przepraszam, ale proszę nie składać skarg o łamanie praw człowieka z powodu nieużycia pewnego słowa).

Ale dlaczego zacząłem od tak dziwnego otwarcia? Czy to była matematyka? Mówię, że matematycznie niemożliwe jest, aby 2 + 2 = 5, i niemożliwe jest, aby w tej chwili był pokój między Izraelem a palestyńskimi Arabami z ich obecną mentalnością. 

Nigdy nie będzie pokoju z palestyńskimi Arabami, jeśli się nie zmienią; jest to kwestia ich charakteru kulturowego, kultury opartej na goryczy, zazdrości i nienawiści.  

Są muzułmanami i znają swoje święte księgi. Wiedzą, że Mahomet najpierw miał nadzieję na pokój z Żydami i zwrócił się do nich, ale jego pokój oznaczał, że niemuzułmanie nawracają się lub płaszczą przed nim i jego nowo odkrytą religią, wiecie, tą, która jest ostatecznym testamentem Boga i została napisana przez analfabetę.  

Pod koniec opowieści Mahomet nie był zadowolony z Żydów, a pewna żydowska kobieta nie była zadowolona z niego i z faktu, że jego kumple zamordowali jej rodzinę, więc go otruła, a on umarł. Albo może Mahomet nigdy nie istniał; przerwa między jego rzekomym istnieniem a jego spisanym słowem jest tak długa, że budzi wiele wątpliwości.  

Ale wróćmy do goryczy – ta gorycz żyje w palestyńskich Arabach. Nie mogą znieść myśli o Żydach z sąsiedztwa, o tych Żydach, którzy pomimo prześladowań, niewolnictwa, pogromów i ludobójstw, odnoszą tak wielkie sukcesy jako kultura. Jako goj, gdybym robił show „Culture’s Got Talent”, nacisnąłbym przycisk, który sprawi, że całe to konfetti spadnie, a wszyscy rozczulą się i oczy im zajdą łzami, kiedy Żydzi odstawią swój numer. 

Popularnym przykładem sukcesu tych Żydów jest fakt, że zdobyli oni około jednej czwartej wszystkich Nagród Nobla, i to mimo że światowa populacja, na skutek morderczej furii Hitlera, jest dziś nadal mniejsza od światowej populacji Żydów w 1933 roku.  

Ta niemal matematyczna niemożność pokoju, dobrobytu i sukcesu Palestyńczyków jest związana z charakterem i kulturą, a nie z ziemią. Typowa palestyńska dusza jest w całości wypełniona nienawiścią, żalem i zazdrością. Oczywiście, po obu stronach zawsze są wyjątkowi ludzie, ale taka jest reguła. Nie obalisz tego argumentu, mówiąc, że Palestyńczyk z sąsiedztwa jest uroczy. Normy kulturowe mają znaczenie i nie można ich ignorować z obawy przed urażeniem czyichś uczuć. 

Sprawa palestyńska jest często przedstawiana bez żadnego uznania roli Palestyńczyków w doprowadzeniu do ich sytuacji. Narracja zazwyczaj obwinia siły zewnętrzne, szczególnie Izrael, za ich niedolę. To zewnętrzne umiejscowienie kontroli, termin psychologiczny opisujący, kiedy jednostki czują, że siły zewnętrzne determinują ich los, jest powszechne w retoryce propalestyńskiej. Jednak takie nastawienie neguje znaczący wpływ Palestyńczyków na ich własną sytuację.

Faktem jest, że Palestyńczycy to fundamentalistyczni muzułmanie; są uważani za ekstremistów, nawet przez większość świata arabskiego. W 1991 r. rząd Kuwejtu wydalił prawie 300 tysięcy Palestyńczyków (ale bez protestów na ulicach zachodnich miast, bo nie brali w tym udziału Żydzi), ponieważ Palestyńczycy popierali Saddama Husajna i byli uważani za współwinnych okupacji ich kraju.  

To nie był pierwszy raz, kiedy palestyńscy Arabowie stwarzali problemy – w Jordanii palestyńskie grupy otwarcie wzywały do obalenia jordańskiej monarchii po sześciodniowej wojnie. OWP utrzymywała swoją odrębną armię na jordańskiej ziemi i atakowała obywateli na ulicach, twierdząc, że zbiera pieniądze na atak na Izrael.  

W końcu w 1970 r. rząd Jordanii miał już dość i po dziesięciu miesiącach walk OWP została wypędzona, ale przedtem terrorystyczna grupa OWP, Czarny Wrzesień, zdążyła zamordować premiera Jordanii. OWP udała się następnie do Libanu i zdestabilizowała Liban, wywołując wojnę domową, z której Liban nigdy się nie podniósł.  

Jak długo naród palestyński wybiera Hamas, nie będzie popularny. W 1992 r. Dania przyjęła 321 Palestyńczyków, a do 2019 r. 64% z nich miało kartotekę kryminalną.  

Historycznie rzecz biorąc, Palestyńczycy i ich arabscy sojusznicy odrzucili Plan Podziału ONZ, który proponował państwo żydowskie i arabskie. Zamiast tego rozpoczęli wojnę, by zapobiec powstaniu Izraela, co doprowadziło do ich obecnego statusu uchodźcy. Ten wybór utrwalenia stanu uchodźczego zamiast integracji uchodźców był celową taktyką przywódców krajów arabskich, aby utrzymać międzynarodową sympatię i wywierać presję na Izrael.

W Jordanii, Libanie i innych krajach arabskich Palestyńczycy żyją w wydzielonych obszarach bez praw politycznych. Ta sytuacja przynosi korzyści palestyńskim przywódcom, podtrzymując kwestię uchodźców, przyciągając międzynarodową pomoc i utrzymując postawę przeciwko Izraelowi. Palestyńscy przywódcy konsekwentnie wybierają konflikt zamiast budowania państwa, odrzucając liczne oferty pokojowe i pielęgnując kulturę przemocy wobec Izraela.

Trwający konflikt w Strefie Gazy jest doskonałym przykładem tej zewnętrznej narracji o winie. Blokada Izraela i Egiptu jest przedstawiana jako niesprawiedliwa opresja, ignorując fakt, że jest to odpowiedź na terroryzm i przemyt broni przez Hamas. Działania Hamasu, popierane przez większość (sprawdź Pew Research) Palestyńczyków, nadal zaostrzają konflikt, a ofiary cywilne często wynikają z taktyki Hamasu polegającej na wykorzystywaniu terenów cywilnych do operacji wojskowych.

Dziwne, że ludzie ciągle mówią o rozwiązaniu w postaci jednego lub dwóch państw. Jedno państwo byłoby samobójstwem demograficznym dla narodu żydowskiego; Hamas jest bardzo popularny w Gazie i na Zachodnim Brzegu. Trudeau marzyłby o takich wynikach sondaży. 

Ale dlaczego ludzie mieliby wybierać i popierać rząd, który planował masakrę 7 października przez 13 lat, pozbawiając swój „ukochany” naród dachu nad głową, pożywienia i opieki medycznej – wszystko po to, aby móc z zimną krwią zamordować ponad 1200 ludzi (co odpowiadałoby ponad 50 tysięcy w USA)? 70% palestyńskich Arabów popiera Hamas, a tylko 5%, według Pew Research, uważa masakrę z 7 października za zbrodnię wojenną. 

Wyobraźcie sobie, że kanadyjskie wojska przeprawiają się z Windsoru do Detroit i mordują ten sam procent Amerykanów, jaki fani Hamasu i Palestyńczyków zamordowali Izraelczyków 7 października. Liczba ofiar wyniosłaby ponad 50 tysięcy, a liczba zakładników wyniosłaby 5000. 

Kara byłaby surowa i nie byłoby żadnych wezwań ani oczekiwań, że Amerykanie po prostu nic nie zrobią, co wydaje się być niewypowiedzianą, oczekiwaną reakcją „krytyków” Izraela. 

Wątpię, żeby następujące rozwiązanie przeszło: „Czy nie możecie po prostu powiedzieć, że jesteście rozczarowani Kanadą i odwołać kilka meczów hokejowych?” USA mają szczęście, że kanadyjskie wojsko nie ma zbyt wiele sprawnego sprzętu i teraz bardziej skupia się na wymianie pistoletów używanych od II wojny światowej i dążeniu do posiadania okrętów podwodnych, które schodzą pod wodę, ale nie pozostają na dnie oceanu na zawsze. 

Rozwiązanie w postaci dwóch państw to zachodnia koncepcja, która nie ma prawie żadnego poparcia ze strony Arabów palestyńskich. Kolejne sondaże pokazują, że Palestyńczycy chcą całego terytorium od Rzeki do Morza. Wszystko albo nic, a biorąc pod uwagę wszystkie oferty ziemi za pokój, począwszy od czasów sprzed powstania Izraela, łatwo powiedzieć, że historia się powtarza. Jeśli piosenka jest inna, to ma tę samą melodię, a refren się nie zmienił.  

Można powiedzieć, że problemem jest system edukacji, system, który od pierwszego dnia w szkole uczy nienawiści do Żydów. Efektem jest to, że po prostu nie potrafią zmusić się do życia obok Żydów, chyba że ci Żydzi płacą podatek dżizja, podatek mający na celu poniżenie i upokorzenie niemuzułmanów, którzy nie mogą siedzieć wyżej niż muzułmanie.  

Psychologicznie nie można budować na kulturze nienawiści. To nie jest kwestia palestyńska; gdyby mężczyzna lub kobieta, bielszy niż Wonder Bread, został wychowany w nienawiści, wychowany w przekonaniu, że zabicie jednej grupy ludzi jest jedynym sposobem na przyniesienie ulgi, nie odniósłby sukcesu w życiu.  

Jeśli Palestyńscy Arabowie jutro dostaną cały Izrael, problem zostanie rozwiązany, prawda? Przecież to tylko kwestia ziemi?  

Oczywiście nigdy się tego nie dowiemy, ale podejrzewam, że ta sama wściekłość, która towarzyszyła wycofaniu się Izraela z Gazy w 2005 r. i zainspirowała Arabów do zniszczenia infrastruktury przemysłowej, która mogła zapewnić miejsca pracy i eksport, pozostanie.  

Dlaczego? Ich dusze były tak przepełnione nienawiścią do Żydów, że nie mogli się powstrzymać; gdyby dostali Izrael w ramach nowego planu, (mimo tego że Żydzi byli na tej ziemi od 3000 lat, a powodem ich rozproszenia było to, że ludzie próbowali ich zabić i musieli uciekać; mimo że 75 lat temu ci mili kulturalni Niemcy i ich miliony sympatyków w Europie Zachodniej i Wschodniej, nie wspominając o Bliskim Wschodzie, a nawet tym „wzorze wszystkich cnót”, Kanadzie, nie poparli ich) – wątpię, żeby stworzyli jakieś państwo. 

Przypomnijmy, że po II wojnie światowej do Kanady, jak powiedział  minister sprawiedliwości Irving Cotler, nazistom łatwiej było imigrować niż Żydom i zauważył, że światowa populacja Żydów jest nadal mniejsza niż 90 lat temu. 

Wyobraź sobie, że Izraelczycy pakują się i oddają cały Izrael. Wyobraź sobie, że plan zakłada, że Izraelczycy przeniosą się do północnego Saskatchewan. Nawet gdyby tak się stało, to w ciągu kilku lat lub szybciej pustynia, która rozkwitła, powróciłaby do formy pustyni, a piętno żydowskości i tak – jeśli historia jest precedensem – spowodowałoby, że Arabowie palestyńscy spaliliby Izrael, zanim zdążyliby rozpocząć swój wspaniały renesans.  

W mgnieniu oka pojawiłyby się nowe palestyńskie twierdzenia, że są ofiarą, a ONZ uchwaliłaby wnioski potępiające żydowską populację północnego Saskatchewan ponieważ zabrali z Izraela urodzajną ziemię. Mogliby powiedzieć, że żydowskie krowy spowodowały tak straszne zmiany klimatyczne, że sprawiły, że dawne państwo Izrael, sąsiadujące z Jordanią, znowu jest pustynią. W ONZ mówiono już głupsze rzeczy. 

Wiktymizacja jest związana z rasizmem niskich oczekiwań; jest związana z ludźmi, którzy nie wierzą w swoją sprawczość. Wszystko jest zawsze winą kogoś innego, a w tym przypadku zawsze obwinia się Żydów.  

Kiedy siedzi to głęboko i przechodzi z pokolenia na pokolenie, trudno jest zmienić mentalność martyrologii. Pamiętam rozmowę z pewnym facetem w Calgary. Powiedział, że jego rodzice nigdy nie pracowali, a myśl o szukaniu pracy była mu obca. Spojrzał na mnie dziwnie, kiedy o tym wspomniałem.  

Nie oznacza to, że Arabowie palestyńscy są leniwi. Nie o to chodzi. Chodzi o to, że kiedy masz przywódców, którzy śpiewają syrenią pieśń i zawsze obwiniają Żydów, stosunkowo łatwo jest zdobyć serca Arabów. 

I nie będzie łatwo sprawić, żeby przestali śpiewać.  

Łatwo jest, gdy mieszkasz w Katarze czy Iranie; niezbyt dotyczy cię to osobiście, zarabiasz miliardy na przemycie broni do Gazy, a jeśli ciągle głosisz martyrologię, masz łatwe narzędzie, by utrzymać ludzi pod kontrolą. 

Wyobraźcie sobie potęgę Hamasu, wciąż tak bardzo kochanego w Gazie – mimo że od lat kradną pieniądze zwykłych ludzi, pozostawiając swoich ukochanych w nędzy.   

Mimo że miliardy dolarów zainwestowano w system tuneli, który ma dwa główne cele: zapewnić dzielnym wojownikom miejsce do ukrycia się, pozostawiając na powierzchni stare kobiety i dzieci, gdzie mogą zostać zabici lub zranieni, oraz rozwinąć sieć przemytu materiałów i narzędzi, dzięki którym będą mogli realizować swoją obsesję zabijania Żydów.  

Tak, obywatele Gazy są niesamowicie lojalni. 

Czy uważasz, że niektórzy zwolennicy Trumpa lub Trudeau są przesadni, nieracjonalni i pokochaliby któregokolwiek z tych polityków, gdyby zaczęli strzelać do dzieci? Tacy lojaliści nie umywają się do Gazańczyków i mieszkańców Zachodniego Brzegu; ich rząd właśnie wysłał swoich żołnierzy, nie wspominając o wszystkich przypadkowych Palestyńczykach, którzy dołączyli; ta mieszanka terrorystów Hamasu i maruderów wtargnęła do Izraela, aby mordować niewinnych, im więcej, tym lepiej, i miała nadzieję wywołać reakcję, nie taką jak reakcja Amerykanów po Pearl Harbor, kiedy po prostu powiedzieli, nie ma problemu, nie zrobimy nic, aby bronić naszego naszych obywateli. Nie będziemy zrzucać bomb na wasze miasta ani walczyć z wami w całej Azji Wschodniej.  

Oj, to chyba jest alternatywna historia. 


Zostałem zawieszony w obowiązkach profesora i od razu zaznaczam, że mój oskarżyciel uważa, że w Gazie nie ma tuneli; to po prostu grupa przeczulonych Żydów, którzy się podniecają i obrażają na coś, co jest po prostu skomplikowanym systemem kanalizacyjnym. To jest karykatura, którą zamieścił palestyński fanatyk (zamieszcza około dziesięciu antyizraelskich wiadomości/memów dziennie; nie wiem, jak znajduje czas na nauczanie). 

Ale wróćmy do matematyki: 2 + 2 nie zmierza do 5 ani 6. Są kraje muzułmańskie, które podpisały porozumienia pokojowe z Izraelem; spójrz na Egipt i Porozumienia Abrahamowe; to nie tylko kwestia religijna. Spójrz na większość Bliskiego Wschodu w latach 50. i 60.; wyglądał jak europejski, a były to kraje muzułmańskie. 

Wracamy do tego samego problemu: dusza, która jest pełna goryczy i krzyczy „Obwiniaj żydostwo”, nie ma miejsca na spokój; są i byli warunkowani, nauczani lub kształtowani w mentalności czystej ofiary, która mówi, że całe ich nieszczęście i frustracje można rozwiązać, zabijając Żydów. Nie ma miejsca na nadzieję, gdy wszyscy inni są winni, ponieważ nie masz żadnej kontroli. 

Ale cóż, ci Żydzi po prostu nie chcą umierać, więc jest pewien impas. 2 + 2 nie da się zsumować do pięciu, bez względu na to, ile rezolucji przeciwko Izraelowi uchwalą środowiska akademickie, ONZ i małe, nieistotne rady miejskie. 


Paul Finlayson – kanadyjski nauczyciel akademicki, wykładowca marketingu na University of Guelph-Humber, obecnie zawieszony na sześć miesięcy w związku z zarzutem uporczywego dementowania kłamstw o Izraelu.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Jak to jest z tym narodem wybranym?

Kraje arabskie z wielu powodów postanowiły wycofać rezolucję potępiającą Izrael. /  (Źródło zdjęcia: https://www.youtube.com/watch?v=vtrGUVFzO-Y)


Jak to jest z tym narodem wybranym?

Andrzej Koraszewski


Znęcający się nad Biblią ateiści z najwyższą pogardą piszą o „narodzie wybranym”. Patrzą ze zdumieniem i oburzeniem, kiedy ktoś próbuje im uświadomić, że są wiernymi dziećmi Kościoła. Przyjaciel potknął się w wojowniczej argumentacji, przywołując znanego autora, który stwierdził, że wszystkie religie monoteistyczne uprawiają prozelityzm i zmierzają do podboju świata. Oczywiście ów cytowany autorytet wymienił na pierwszym miejscu judaizm. Zapytałem o żydowskie zakony misjonarzy, o narody podbite mieczem lub nawrócone słowem na judaizm. Okazało się, że przyjaciel był świadomy, że nie ma niczego takiego jak żydowski prozelityzm i że próby konwersji na judaizm (w odróżnieniu od konwersji na chrześcijaństwo czy islam) spotykają się ze zniechęcaniem i piętrowymi trudnościami.

Na czym zatem polega problem? Prosta sprawa. Chrześcijanie i muzułmanie są bardzo zagniewani, że ukradziony plemienny bóg wybrał ich, a nie nas. Starożytni plemienni bogowie mieli dziwny obyczaj wybierania swoich plemion. To ich bóg/bogowie stworzył świat i ludzi i im zapewniał opiekę. Zwycięskie wojny kończyły się zazwyczaj upokorzeniem boga pokonanych wrogów przez palenie rzeźb, niszczenie świątyń i wyśmiewanie niemocy boskiego opiekuna.   

Z bezliku narodów wybranych wybrano do prześladowań jeden, w ramach sprzeciwu wobec straszliwej niesprawiedliwości, że my porzuciliśmy naszych bogów dla ich boga, który zachował się tak samo jak nasi bogowie i bóg jeden wie, dlaczego wybrał sobie tych, którzy go sobie wymyślili.        

Sprawa byłaby przezabawna, gdyby nie miliony trupów. Chrześcijanie mordowali Żydów w ramach aspiracji do bycia (wybranym przez izraelskiego Boga) Izraelem. Ten uderzający absurd powtórzył się, kiedy pojawił się „ostatni prorok” czyli Mahomet, ponownie sięgając po cudzą księgę w celu stworzenia własnej religii mającej podbić i podporządkować sobie cały świat. 

Fakt, że cudze legendy przejęły nasze umysły, byłby mało znaczący, gdyby Żydzi wyginęli tak, jak to zrobili Sumerowie, czy inne narody, które włożyły swój wkład w początki opartej na rolnictwie i piśmie cywilizacji. Ale Żydzi trwali, nadal wierząc i praktykując swoją religię, która jest kamieniem węgielnym dwóch najbardziej krwawych religii monoteistycznych.

Przyprawianie gęby judaizmowi stało się filarem teologii chrześcijańskiej i zmieniało najpiękniejszą zasadę tej religii – poszanowanie bliźniego – w pośmiewisko. Zaszargany obraz Żyda w literaturze chrześcijańskiej stanowił bramę pozwalającą na zawieszenie miłości bliźniego, na gwałt, rabunek i mord z boską przychylnością kapłanów. W chrześcijaństwie i islamie Żydzi są narodem wybranym do nienawidzenia.

Czy to oznacza, że sami Żydzi przestali wierzyć, że są narodem wybranym? Judaizm ma dziesiątki odmian (jako społeczeństwo zarówno w Izraelu, jak i w diasporze należą do najbardziej zlaicyzowanych), wśród wierzących interpretacja owego „wybrania” jest traktowana raczej jako jakiś obowiązek niż powód do dumy i poczucia wyższości. Moja, bardzo powierzchowna, obserwacja wskazuje na absurdalność zarzutów o rzekomą pogardę dla gojów. Jako jednostki bywają aroganccy (również wzajemnie wobec siebie), ale jako społeczeństwo cechuje ich tolerancja i życzliwość. (Co najlepiej widać po stosunku do ludzi innych wyznań żyjących w kraju, w którym Żydzi są większością.) Nie bardzo interesują mnie ich interpretacje określenia „naród wybrany”, ponieważ robakiem niszczącym moją kulturę są chrześcijańskie, islamskie, komunistyczne, ateistyczne, faszystowskie, drobnomieszczańskie i akademickie pretensje do „narodu wybranego”, a pokraczne harce wokół tego pojęcia wskazują na patologiczną potrzebę nienawiści, do której teologia zastąpienia otwierała bogato rzeźbioną bramę.

Twierdzenie, że wszystkie drogi antysemitów prowadzą do Rzymu jest pewną przesadą. Moskwa jako „trzeci Rzym” znakomicie zdała egzamin, dzisiejsze korzenie antysemityzmu są silnie splecione i trudno odróżnić, które odruchy serca płyną z tradycji chrześcijańskiej, a które z tradycji laickiej (z silnym rosyjskim akcentem).   

Kiedy czytam wpis na koncie X amerykańskiego profesora (specjalisty od stosunków politycznych w Ameryce Łacińskiej), zastanawiam się nad wędrówką idei, które zrodziły ten rodzaj zwierzęcej, rasistowskiej nienawiści. Profesor Danny Shaw napisał:

“These Zi^nists are straight Babylon swine. We need to protest their neighborhoods…Why are you racist arrogant bullies?…Zionism is beyond a mental illness; it’s genocidal disease.”

[Ci syjoniści to zwykłe babilońskie świnie. Musimy protestować przeciwko ich sąsiedztwu… Dlaczego jesteście rasistowskimi, aroganckimi łajdakami?… Syjonizm jest gorszy od choroby psychicznej, to ludobójcza choroba.]

Jeśli masz trudności z dopatrzeniem się antysemityzmu w tym wpisie to powinieneś w tym miejscu przerwać lekturę, jeśli wierzysz w opowieści Hiszpanów, Francuzów, Portugalczyków, Belgów, Holendrów, Brytyjczyków, że Izrael jest mocarstwem kolonialnym i nie wybuchasz śmiechem, to możliwe, że nie masz poczucia humoru. W Polsce doświadczyliśmy kolonializmu Rosji i Niemiec, (sami wcześniej zajęliśmy zachodnią Ukrainę, Białoruś i Litwę, mieliśmy szczerą ochotę na kawałek Afryki), szczycimy się, że nasi odepchnęli Turków spod Wiednia. Muzułmanie zniewolili więcej narodów niż Brytyjczycy, ale dziś Izrael jest uważany za mocarstwo kolonialne. Ile takich „mocarstw kolonialnych” zmieściłoby się w Polsce? 15? Czy znasz imperium kolonialne, które w kolonii ma groby swoich przodków sprzed podboju? To duża sztuka.

Amerykański multimiliarder Mohamad Hadid stwierdził niedawno, że izraelscy Żydzi nie mają genetycznego powiązania ze starożytnymi Hebrajczykami. Nie tylko nie przestudiował raportów z badań, ale nawet nie zajrzał do Wikipedii. (Sam Hadid opowiadał, że jego ojciec uciekł w 1948 roku z terenów dzisiejszego Izraela, bo nie chciał żyć pod żydowską okupacją.) Sprawa jest o tyle jasna, że muzułmański naród wybrany przez Allaha ma klarowny zakaz życia pod niemuzułmańską władzą, a szczególnie pod władzą żydowską. Łamią ten zakaz w razie potrzeby, nie tracąc nadziei na podbicie niewiernych.        

Z koncepcją narodu wybranego do nienawiści łączy się jakiś paranoiczny lęk. 15 maja 2024r. prezydent Turcji obwieścił, że jeśli Izraelowi uda się pokonać Hamas, to potem „skupi się” na Turcji. Erdogan powiedział: „Izrael nie zatrzyma się w Gazie i jeśli nie zostanie zatrzymany, to zbójeckie państwo w końcu obierze za cel Anatolię zgodnie ze swoimi złudzeniami co do ziemi obiecanej”. W tej sytuacji turecki prezydent zapewnił, że Turcja nadal będzie wspierała Hamas, „który walczy o niepodległość swojego kraju i broni Anatolii”.

Czy Erdogan jest świadomy absurdalności tego co plecie, czy choroba zaszła już tak daleko, że sam w to wierzy? Adolf Hitler prawdopodobnie rzeczywiście wierzył w zagrożenie ze strony „narodu wybranego”. (Jordańczycy tak bardzo wierzyli w żydowskie legendy, że po zajęciu wschodniej Jerozolimy w 1948 roku zamurowali bramę do starego miasta, przez którą ma podobno powrócić mesjasz.)         

Światli pracownicy carskiej Ochrany produkując fałszywkę pod tytułem Protokoły mędrców Syjonu, byli bardziej świadomi tego, że kłamią, niż Erdogan czy Hitler. Umberto Ecco w swojej znakomitej powieści Cmentarz w Pradze przypisuje inicjatorowi Protokołów mędrców Syjonu (Piotrowi Iwanowiczowi Raczkowskiemu, który nadzorował zagraniczne placówki Ochrany), następujące słowa:

„Lud jest niezadowolony i kieruje swą niechęć przeciwko carowi. Potrzebuje wroga. Nie ma sensu szukać wroga daleko. Wróg, aby był rozpoznawalny i aby się go bano, musi być w domu, musi stać na progu. Oto dlaczego Żydzi. Boska opatrzność dała nam ich, więc na miłość boską wykorzystajmy to i módlmy się, aby zawsze był jakiś Żyd, aby się go bać i by go nienawidzić. Wróg jest potrzebny, aby dać ludowi nadzieję. Nikogo nie kocha się przez całe życie. Ale nienawidzić można. Nienawiść rozgrzewa serce”.

Literacka fikcja? Z pewnością, ale intryga w postaci wyprodukowania fałszywego dokumentu mającego podburzyć antysemickie nastroje, wyraźnie wskazuje na mocne osadzenie tego poglądu nadzorcy zagranicznych placówek Ochrany w rzeczywistości.    

Niemiecki historyk Götz Aly złośliwie twierdzi, że to co najbardziej ludzi u diasporowych Żydów drażniło, to pęd do wiedzy i pracowitość. Pisał o niechęci gnuśnych do pracowitych wzmacniającej zarzuty o pychę „narodu wybranego”. Pracowitość i zaradność Chińczyków i Hindusów mieszkających wśród narodów chrześcijańskich i islamskich również często była powodem rozruchów, podpaleń, rabunków i mordów, ale jak się wydaje nie towarzyszyła temu zakorzeniona w kulturze ideologia nienawiści. Aly przypomina, że rozpad wielonarodowych imperiów w Europie i dążenie do odrodzenia państw narodowych z konieczności prowadziło do idei narodowej czystości, prowadzącej często do ludobójczej niechęci do etnicznych mniejszości, a to wzmacniało istniejące już wcześniej zapotrzebowanie na arcywroga, do którego nienawiść mogła wzmocnić ideę etnicznej i religijnej czystości jako fundamentu państwa narodowego.  

Czy mieliśmy w Polsce naszą własną wersję Protokołów mędrców Syjonu? Można wskazać kilku kandydatów, wśród których ciekawa jest broszura Andrzeja Niemojewskiego (wydana w 1918 roku), pod tytułem  Prawo żydowskie o gojach.

Andrzej Niemojewski, szlachcic, urodzony w 1864 roku, prawnik, poeta, znany głównie jako wolnomyśliciel i antyklerykał (twórca teorii o astrologicznym pochodzeniu chrześcijaństwa),  początkowo socjalista, ale po rewolucji październikowej przeszedł do obozu narodowców, a uporczywy antysemityzm prześladował go od najmłodszych lat.

W swojej broszurce o grozie istnienia Żydów (ostatnie wznowienie w wersji cyfrowej 2020 r.) Andrzej Niemojewski pisał, że Żydzi są społeczeństwem zamkniętym, i „nie wolno goja uczyć zakonu”. Żydzi kłamią, Żydzi oszukują, Żydzi pogardzają, mordują, mają zakaz zwracania długu, o którym wierzyciel zapomniał, w stosunku do gojów mogą łamać wszystkie prawa. To „dzieło” nie nabrało wielkiego rozgłosu (chociaż było wznawiane przed wojną), a jest ciekawe ze względu na fakt, że jest jedną z pierwszych ateistycznych publikacji antysemickich, oczywiście opierających się na „źródłach” katolickich, które są nie tylko kłamliwe, ale rażąco sprzeczne z duchem judaizmu. (Nawiasem mówiąc antysemickie wypowiedzi Stanisława Staszica również należały już raczej do oświeceniowego, laickiego, nurtu. Staszic był pod silnym wpływem Woltera i próbował „naukowo” podbudować swoje uprzedzenia rasowe.)

Od Niemojewskiego zdecydowanie bardziej popularnym piewcą rasowej i religijnej nienawiści był ksiądz Stanisław Trzeciak, gorący wielbiciel Hitlera, który w sierpniu 1944 roku zginął z rąk hitlerowców. Jego słynna rozprawa pod tytułem Talmud o gojach a kwestia żydowska w Polsce w zasadzie zawierała ten sam gatunek bełkotu, te same kłamstwa i tę samą paranoiczną trwogę przed „narodem wybranym” jaką oferował swoim czytelnikom Niemojewski.   

Książka wznowiona w roku 2024 przez CapitalBook, reklamujący się jako „imperium dobrych książek”.Książka wznowiona w roku 2024 przez CapitalBook, reklamujący się jako „imperium dobrych książek”.

Oczywiście ksiądz Trzeciak nie zdobył międzynarodowej sławy, a nasi propagatorzy nienawiści z konieczności odsyłali czytelników do wielkiej literatury światowej takiej jak wspomniane Protokoły mędrców Syjonu lub Mein Kampf, które z czasem miały wzmacniać pozycje z antysyjonistycznej literatury radzieckiej.  

Upadek Związku Radzieckiego nie zakończył radzieckich wpływów. Można powiedzieć,  że zgoła przeciwnie, teraz radzieckie idee uwolnione z piętna zimnowojennej propagandy nabrały wiatru w żagle, przybierając nową formę – nienawiści do Izraela i jego mieszkańców, którą można zgrabnie połączyć z obchodami pamięci o pomordowanych, ze współczuciem dla tych, którym Żydzi utrudniają mordowanie Żydów, z niechęcią do kapitalizmu, wolności i demokracji.

Nowy antysemityzm jest równie intersekcjonalny jak stary. Chimera karmionej kłamstwami nienawiści jest doskonałym zwierzęciem pociągowym, które można zaprząc do każdego wozu. (Tyle że dziś są to chimery mechaniczne, wsparte silnikami nowoczesnych środków przekazu, Wikipediami, sztuczną inteligencją i nieodłącznym mądrym telefonem, który dostarcza właściwych filmików w domu, w plenerze, w szkole i w miejscu pracy.)          

Naród wybrany do nienawiści jest jeden i pokazują to zarówno statystyki rezolucji Organizacji Narodów Zjednoczonych, badania aktywności mediów, kazania w świątyniach, literatura piękna (w której czarne charaktery z jakiegoś powodu niezwykle często nazywają się Frankenstein lub podobnie), literatura „naukowa” i zwroty zakorzenione w różnych językach. Zasada jest prosta – Antychryst jest jeden i nie należy się rozpraszać.             

Żyjemy w czasach, w których studio telewizyjne jest kościołem, a media amboną. Wielu obserwatorów, (jak również badacze treści przekazywanych przez media), zwracało uwagę na fakt, że maleńki Izrael i jeszcze  mniejsza „Palestyna”, przebija w mediach Rosję i Chiny, nie wspominając o Indiach i całej Afryce. Ten apetyt na wiadomości o „narodzie wybranym” jest jednoznacznie antyizraelski. Jest również zdecydowanie częściej lewicowy niż prawicowy, chociaż te nurty w wielu punktach się zlewają.        

„Wiadomości” o Izraelu są nieustanną inwersją rzeczywistości. Izrael oskarżany jest dokładnie o te zbrodnie, które są popełniane wobec niego i wobec innych. Na forum międzynarodowym demokratyczne kraje popierają antyizraelskie oskarżenia przedstawiane przez tyranie takie jak Rosja i Chiny, Republika Południowej Afryki, czy Wenezuela, a kiedy próbują udawać przyzwoitość, wstrzymują się od głosu.  

Najnowsza sprawa jest nawet dość zabawna. Od lat kraje arabskie zgłaszają propozycje rezolucji WHO potępiających Izrael za rzekomo niedostatecznie dobrą opiekę zdrowotną nad izraelskimi Arabami i za niedostatecznie dobrą opiekę medyczną, którą organizują sobie w swojej Autonomii Palestyńczycy. Rok po roku zabawa udawała się bez żadnych niespodzianek, więc i w tym roku rutynowo kraje arabskie (z poparciem Chin, Kuby i Rosji) zgłosiły potrzebę takiej rezolucji. Przedstawiciel Izraela brzydko się zachował i zaproponował  poprawkę, która „wzywa do natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia wszystkich zakładników przetrzymywanych w Gazie, w tym dzieci, kobiet i osób starszych, oraz potępia wykorzystywania przez grupy zbrojne obiektów służby zdrowia, w tym szpitali i karetek pogotowia, co zagraża ludności cywilnej”.

Poprawka przeszła większością 50 głosów przeciw 44, (przy 31 wstrzymujących się), co spowodowało wycofanie rezolucji na wniosek jej pierwotnych wnioskodawców.   

Potępienie narodu wybranego w żadnym przypadku nie może naruszać zasady intersekcjonalnej wyłączności, tego bowiem wymaga tradycja i braterstwo narodów.   

Paulina Celnik, izraelska socjolożka z polskim korzeniami, napisała książkę pod znamiennym tytułem Naród nie wybrany. Stwierdza w niej, że to właśnie świecki syjonizm i socjalizm umożliwiły powstanie nowoczesnego Izraela. Towarzyszyła temu nadzieja, że Żydzi przestaną być wreszcie narodem wybranym i będą traktowani jak każdy innych naród. Okazało się, że takiej opcji nie ma. Naród wybrany okazał się zbyt potrzebny, by można było zrezygnować z wielowiekowej tradycji.


Andrzej Koraszewski

Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.

Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.  Facebook


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Netanyahu’s office pushes back on White House claim Israel, Hamas must compromise more for deal

Netanyahu’s office pushes back on White House claim Israel, Hamas must compromise more for deal

Andrew Bernard


Hamas has yet to respond to Israel’s proposed deal, according to the Israeli prime minister’s office.

.
U.S. National Security Council spokesman John Kirby speaks to reporters at the White House, Oct. 3, 2023. Photo by Oliver Contreras/White House.

The Israeli prime minister’s office said on Wednesday that Hamas has yet to respond to the Jewish state’s proposed ceasefire and hostage release deal, shortly after the White House said that Israel and Hamas must compromise more.

John Kirby, the White House national security communications advisor, told reporters at a briefing that ceasefire negotiations are “as close as we’ve ever been” to achieving a breakthrough.

“The gaps are narrow enough that they can be closed,” he said. “What we’re talking about here is recognizing the fact that we’ve come an awful long way. There is a good proposal before both sides, and they need to both accept that proposal so we can get this in place.”

Asked whether a deal is being impeded by Hamas or by Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu, Kirby said that both sides must compromise.

“The deal hasn’t been accepted, because neither side has signed up to it,” Kirby said. “We believe that both sides need to do the final bit of work here, to come to a conclusion on this thing.”

U.S. President Joe Biden said in June that “Hamas is now the only obstacle to a complete ceasefire,” a sentiment that other U.S. officials subsequently echoed. The change in the U.S. description of negotiations—attributing a need for compromise on both sides—led to widespread speculation that Israel changed the terms of the proposal, or that Israeli military actions in Gaza and the killing of Ismail Haniyeh in Iran may be hindering a deal.

Netanyahu’s office stated on Wednesday that Hamas hasn’t responded to Israel’s latest proposal. “Israel has already given a clear offer, and sent the negotiating delegation to Cairo last Saturday,” it said. “Until this moment, no response was received from Hamas.”

U.S. Secretary of State Antony Blinken also said on Tuesday that “the negotiations have now reached a final stage.”

Sources reportedly close to the negotiations told Israeli media that they were surprised by Washington’s apparent optimism on a timeline.

Intense diplomacy

Washington is engaged in “intense diplomacy” to prevent an Iranian retaliatory strike on Israel after the killing of Haniyeh, Kirby said. He reiterated the Biden administration’s commitment to defending Israel.

“We don’t want to see an escalation,” he said. “If there is one, my goodness, we’re going to be ready to defend Israel and defend ourselves as appropriate.”

Iranian proxy forces like Hezbollah and the Houthis had only limited involvement in Iran’s ballistic missile attack on Israel in April, with Iran firing much of the ordinance from its own territory.

Kirby added that the United States is prepared for a renewed strike from Iran to include a wider array of proxy forces.

“It would be foolhardy for us to assume that they wouldn’t be,” he said. “We’ve got to prepare for all contingencies, and we are.”

Asked if Iran may have changed its calculus about retaliation in recent days, Kirby declined to comment on U.S. intelligence assessments.

“I’m sure as hell not capable of getting inside the supreme leader’s thinking,” he said.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Wystąpienie, które poruszyło świat


Wystąpienie, które poruszyło świat

Andrzej Koraszewski


Przywódcy Senatu i Izby Reprezentantów zaprosili 31 maja premiera Izraela Benjamina Netanjahu do wystąpienia na wspólnym posiedzeniu Kongresu. List z zaproszeniem Netanjahu podpisali: republikański przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson, demokratyczny lider większości w Senacie Chuck Schumer, republikański lider Senatu Mitch McConnell i demokratyczny lider Izby Reprezentantów Hakeem Jeffries.

Wielu interpretowało to zaproszenie jako próbę wsparcia kampanii prezydenckiej Republikanów. Czy przyłączenie się do tego zaproszenia przedstawicieli Demokratów było dobrą miną do złej gry? Premier Netanjahu zrobił wszystko, co było w jego mocy, aby to jego wystąpienie nie mogło być interpretowane jako jakaś ingerencja w amerykańskie sprawy wewnętrzne.

W dotychczasowej historii żaden przywódca innego kraju nie występował przed Kongresem USA czterokrotnie. Możemy się zastanawiać, dlaczego przywódca tego maleńkiego kraju jest uważany za tak ważną postać? Dlaczego Izrael jest tak ważny w amerykańskiej polityce?

Przemówienie Benjamina Netanjahu było nadawane przez praktycznie wszystkie stacje telewizyjne (było również bardzo uważnie obserwowane przez świat arabski). W dzień później komentowały je wszystkie media.

Część amerykańskich polityków postanowiła zbojkotować to wystąpienie, zdecydowana większość tych, którzy byli na sali, co chwila oklaskiwała go na stojąco. Zdaniem jednych, było to wystąpienie wybitnego  męża stanu o stanie świata, zdaniem innych, nikomu niepotrzebny cyrk. Te reakcje pokazują, jak bardzo Izrael dzieli, a może tylko jak ogniskuje najważniejsze problemy dzisiejszego świata? 

Co właściwie powiedział Amerykanom wykształcony na amerykańskim uniwersytecie izraelski premier, który jest prawdopodobnie najbardziej amerykańskim politykiem wśród przywódców krajów demokratycznych poza Ameryką.     

***

Rozpoczął premier Netanjahu swoje wystąpienie od stwierdzenia, że świat stoi dziś na skrzyżowaniu dróg, że nie jest to starcie między cywilizacjami, a zderzenie cywilizacji z barbarzyństwem. Nie wspomniał Chin, ani Rosji, mówił o „osi Iranu”, o walce między tymi, którzy gloryfikują śmierć, i tymi, którzy uświęcają życie. Zwycięstwo cywilizacji – powiedział – wymaga, aby Ameryka i Izrael stały razem.

Ktokolwiek uznaje, że żadnego zagrożenia ze strony barbarzyńców nie ma, automatycznie musi uznać, że całe wystąpienie izraelskiego premiera nie miało sensu. Podczas swojego wystąpienia, Netanjahu powtarzał wielokrotnie, że celem barbarzyńców jest Ameryka i jej wartości, celem barbarzyńców jest wolność. Izrael jest dziś najbardziej wysuniętą placówką obrońców tych wartości, które reprezentuje Ameryka.

Izraelski premier przypomniał, że atak 7 października stanowił w maleńkim Izraelu odpowiednik ataku na Amerykę, który pociągnąłby za sobą 20 razy więcej ofiar niż atak islamskich terrorystów 11 września 2001 r.         

Ten atak świadczył raz jeszcze o naturze barbarzyńców. Izraelskiemu premierowi towarzyszyła uwolniona zakładniczka, Noa Argamani, dziadkowie porwanych do Gazy dzieci, weterani bitwy 7 października: pochodzący z Etiopii żołnierz, który na wiadomość o najeździe złapał za karabin i nie mając żadnego środka lokomocji biegł kilkanaście kilometrów, żeby bronić rodaków, inny żołnierz, który stracił tego dnia rękę, ale planuje powrót na stanowisko dowódcy kompanii, żołnierz muzułmanin, który walczył jak wielu innych muzułmańskich obywateli i odznaczył się nadzwyczajną odwagą.

Po tym wstępie Netanjahu dziękował prezydentowi Bidenowi, mówiąc o poparciu Ameryki i osobistym zaangażowaniu prezydenta Bidena, które miało ogromne znaczenie. Powrócił do prezentacji głównego problemu.

„Pokonanie naszych brutalnych wrogów wymaga zarówno odwagi, jak i jasności. Jasność zaczyna się od poznania różnicy między dobrem a złem. Jednak niewiarygodnie wielu protestujących przeciwko Izraelowi staje po stronie zła. Stają po stronie Hamasu. Stają po stronie gwałcicieli i morderców.”

Netanjahu nie dzielił tych, którzy stają po stronie Hamasu, na tych, którzy zapowiadają dżihad do dnia, kiedy cały świat będzie chwalił Allaha i powtarzają, że 7 października był punktem zwrotny w tym kierunku; na takich, którzy zapewniają, że Hamas nigdy nie popełnił żadnego złego czynu, a zbrodnie popełnia Izrael; na takich, którzy milczą o zbrodniach Hamasu i twierdzą, że bronią tylko dzieci i kobiet, i na takich, którym tylko podoba się takie ładne hasło od „rzeki do morza”. Mówił, że Iran organizuje i finansuje protesty, że ci protestujący często nie mają żadnej wiedzy historycznej, że winni są ich nauczyciele, rektorzy uczelni, którzy pozwalają na wezwania do ludobójstwa. Powróciły rytualne oszczerstwa powtarzane dziś przez takie instytucje jak Międzynarodowy Trybunał Karny, oskarżający Izrael o głodzenie mieszkańców Gazy, czy o celowe atakowanie cywilów. Izrael wpuścił do Gazy 40 tysięcy ciężarówek z pomocą humanitarną, Izrael systematycznie ostrzega ludność cywilną przed uderzeniami na cele militarne, które systematycznie umieszczane są między cywilną ludnością.

„Dla Izraela każda śmierć cywila jest tragedią. Dla Hamasu to strategia. Oni naprawdę chcą, żeby palestyńscy cywile umierali, żeby Izrael mógł być oczerniany w międzynarodowych mediach i żeby wywierano na niego presję, żeby zakończył wojnę, zanim zostanie wygrana.”

Większość Amerykanów nie dała się nabrać na tę propagandę Hamasu. Wielu jednak chce wierzyć w każde kłamstwo o Żydach. Netanjahu przywołał opinię pułkownika Johna Spencera, szefa studiów w West Point nad wojnami na terenach miast. Jego zdaniem „Izrael wdrożył więcej środków ostrożności mających na celu zapobieganie krzywdzeniu ludności cywilnej niż jakakolwiek inna armia w historii, wykraczając poza wymogi prawa międzynarodowego”.

Zapowiadano, że jeśli armia izraelska wejdzie do Rafah to zginą dziesiątki tysięcy cywilów. Nic takiego się nie stało, ponieważ Izrael zdołał ewakuować cywilów, a wojsko podejmowało nadzwyczajne środki ostrożności. Jedyne ofiary cywilne spowodowane były wtórnym wybuchem magazynu hamasowskiej amunicji. Izraelscy żołnierze zasługują na podziw i pochwały, a nie na potępienie.  

Na pochwały – powiedział premier Izraela – zasługują dziś ci, którzy sprzeciwiają się fałszywym oskarżeniom ze strony Międzynarodowego Trybunału Karnego i podobnych instytucji, które próbują uniemożliwić Izraelowi walkę z terrorem. Za tym terrorem na Bliskim Wschodzie stoi przede wszystkim Iran.

„I to nie powinno nikogo dziwić. Ajatollah Chomeini przyrzekł, kiedy zakładał Republikę Islamską: ‘Będziemy eksportować naszą rewolucję na cały świat. Będziemy eksportować rewolucję islamską na cały świat’. Teraz zadajcie sobie pytanie, który kraj ostatecznie stanie na drodze maniakalnych planów Iranu, by narzucić światu radykalny islam? Odpowiedź jest jasna: to Ameryka, strażnik zachodniej cywilizacji i największa potęga świata. Dlatego Iran postrzega Amerykę jako swojego największego wroga.”

Izraelski premier przywołał słowa polityka Hezbollahu, który otwarcie powiedział: „To nie jest wojna z Izraelem. Izrael jest jedynie narzędziem. Główna wojna, prawdziwa wojna, toczy się z Ameryką”.

Islamscy władcy Iranu walczyli z Ameryką od pierwszego dnia po przejęciu władzy. Zajęli amerykańską ambasadę i trzymali amerykańskich zakładników przez 444 dni. Atakują Amerykę głównie przez swoich najemników. „W Bejrucie zabili 241 amerykańskich żołnierzy. W Afryce zbombardowali amerykańskie ambasady. W Iraku dostarczyli materiały wybuchowe, aby okaleczyć i zabić tysiące amerykańskich żołnierzy. Do Ameryki wysłali szwadrony śmierci. Wysłali szwadrony śmierci tutaj, aby zamordować byłego sekretarza stanu i byłego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego.”

Dla Iranu ważne jest jednak opanowanie najpierw Bliskiego Wschodu, ale tu na ich drodze stoi Izrael.

„Dlatego tłumy w Teheranie skandują ‘Śmierć Izraelowi’, zanim zaczynają skandować ‘Śmierć Ameryce’. Dla Iranu Izrael jest pierwszy, Ameryka jest następna. Więc kiedy Izrael walczy z Hamasem, w rzeczywistości walczymy z Iranem. Kiedy walczymy z Hezbollahem, walczymy z Iranem. Kiedy walczymy z Huti, walczymy z Iranem. A kiedy walczymy z Iranem, walczymy z najbardziej radykalnym i morderczym wrogiem Stanów Zjednoczonych Ameryki.”

Izraelski premier wielokrotnie podkreślał, że walcząc z irańskim planami podboju świata, Izrael walczy w obronie Ameryki i reszty zachodniego świata, że próbując powstrzymać Iran przed wejściem w posiadanie bomb atomowych, Izrael broni nie tylko siebie.

„Pokonanie Hamasu przez Izrael będzie potężnym ciosem dla osi terroru Iranu. Inna część tej osi, Hezbollah, zaatakował Izrael 8 października, dzień po ataku Hamasu. Wystrzelił przeciwko nam tysiące pocisków i dronów. 80 000 naszych obywateli w północnym Izraelu musiało opuścić swoje domy, stając się uchodźcami na własnej ziemi. Jesteśmy zobowiązani do umożliwienia im powrotu do ich domów. Wolimy osiągnąć to dyplomatycznie. Ale pozwólcie mi powiedzieć jasno: Izrael zrobi wszystko, co konieczne, aby przywrócić bezpieczeństwo na naszej północnej granicy i bezpiecznie przywrócić naszym ludziom ich domy.”

Premier Izraela przypomniał, że przez dziesięciolecia Ameryka zapewniała Izraelowi hojną pomoc wojskową, a wdzięczny Izrael zapewnił Ameryce kluczowe informacje wywiadowcze, które uratowały wiele istnień ludzkich. Teraz jest jednak szczególny moment.

„Podczas II wojny światowej, gdy Wielka Brytania walczyła na głównym froncie zachodniej cywilizacji, Winston Churchill zwrócił się do Amerykanów słynnymi słowami: ‘Dajcie nam narzędzia, a my skończymy robotę’. Dzisiaj, gdy Izrael walczy na głównym froncie zachodniej cywilizacji, ja również zwracam się do Ameryki: ‘Dajcie nam narzędzia szybciej, a my skończymy robotę szybciej’.”

Netanjahu zapewnił, że Izrael nie dąży do wysiedlenia mieszkańców Gazy, że po tej wojnie Gaza powinna mieć cywilną administrację sprawowaną przez Palestyńczyków, ale musi być zdemilitaryzowana i zderadykalizowana. Zarządzać nią  mogą tylko Palestyńczycy, którzy nie dążą do zniszczenia Izraela. To nie jest zbyt wielkie wymaganie.

„Nowe pokolenie Palestyńczyków nie może już być uczone nienawiści do Żydów, ale raczej, że może żyć z nami w pokoju. Te dwa słowa, demilitaryzacja i deradykalizacja, te dwa pojęcia zostały zastosowane do Niemiec i Japonii po II wojnie światowej, co doprowadziło do dziesięcioleci pokoju, dobrobytu i bezpieczeństwa.”

Po drugiej wojnie światowej Ameryka stworzyła sojusz sił demokratycznych, żeby przeciwstawić się rosnącemu zagrożeniu ze strony ZSRR, dziś ponownie potrzebny jest taki sojusz. Netanjahu nazwał go Sojuszem Abrahama. Jego zapowiedź widzieliśmy 14 kwietnia 2024 r., kiedy Stany Zjednoczone i kilka innych krajów zachodnich pomogło zneutralizować zmasowany atak rakietowy Islamskiej Republiki Iranu na Izrael.

Premier Izraela przypomniał, że dla wolnych ludzi na całym świecie Ameryka pozostaje latarnią wolności, którą jej niezwykli założyciele wyobrazili sobie w 1776 roku. Kończąc swoje wystąpienie powiedział:

„W imieniu ludu Izraela przyszedłem tu dzisiaj, aby powiedzieć: Dziękuję ci, Ameryko. Dziękuję za twoje wsparcie i solidarność. Dziękuję za to, że stałaś z Izraelem w godzinie naszej potrzeby. Razem obronimy naszą wspólną cywilizację. Razem zapewnimy świetlaną przyszłość dla obu naszych narodów.”

***
To wystąpienie wzbudziło wiele złej krwi. Zdaniem byłej przewodniczącej Izby Reprezentantów, Nancy Pelosi, było to najgorsze wystąpienie zagranicznego polityka w Kongresie USA, zdaniem byłego komunistycznego kandydata na stanowisko prezydenta USA, Berniego Sandersa, pozwolono w Kongresie wystąpić zbrodniarzowi wojennemu, zdaniem tych, którzy podzielają opinię, że dziś zachodnia cywilizacja zagrożona jest przez barbarzyńców z Islamskiej Republiki Iranu, Hamasu, Hezbollahu, ISIS, Al-Kaidy, Boko Haram i innych, którzy z okrzykiem Allahu Akbar obcinają głowy niewiernym, to przemówienie było dzwonem alarmowym, niesłychanie ważnym nie tyko dla mieszkańców Ameryki.

Dziś każdy, kto chce mieć własne zdanie, może posłuchać tego wystąpienia lub przeczytać jego zapis i osądzić je samodzielnie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com