Archives

BBC, czyli światowy model publicznego nadawcy


BBC, czyli światowy model publicznego nadawcy

Andrzej Koraszewski


Gdziekolwiek na świecie zastanawiano się, gdzie jest wzorzec publicznego nadawcy, oczywistą odpowiedzią było wskazanie na BBC. Zaczynałem uprawiać dziennikarstwo w komunistycznej Polsce — zachowanie dziennikarskiej uczciwości w komunistycznym kraju wymagało ciągłego unikania wielu tematów (co samo w sobie już naruszało etykę). Dla wielu z nas model dziennikarstwa BBC świecił jak najjaśniejsza gwiazda. Nic dziwnego, że kiedy dostałem pracę w BBC, miałem wrażenie, że dotarłem na dziennikarski Olimp. To była tylko Polska Sekcja, gdzie nie było szans na rozwinięcie skrzydeł, ale pracowałem w instytucji, w której wpajano nam do głów, że naszym zadaniem jest informowanie, że mamy być bezstronni i że elementarny szacunek dla odbiorców nakazuje taką prezentację faktów, iżby słuchacze mogli sobie sami wyrobić opinię.

Produkowane przez BBC materiały instruktażowe dla pracowników to nadal wzór tego, co można nazwać etyką dziennikarską. Od kilku dziesięcioleci praktyka jest daleka od tego ideału.

Jak  pisze Melanie Phillips na łamach The Telegraph, „najnowsze rewelacje pokazują, że BBC zdradziło zasady swojej Karty i jest hańbą dla dziennikarstwa”. Od wielu lat BBC jest oskarżane o mocno lewicowe odchylenie, które bardziej przypomina starczą demencję niż dziecięcą naiwność. (Patrz W. Lenin: Dziecięca choroba lewicowości.)

Znakomita brytyjska dziennikarka odwołuje się jednak do opublikowanego w pierwszych dniach listopada obszernego oświadczenia Michaela Prescotta, który do czerwca 2025 roku był niezależnym doradcą Komitetu ds. Wytycznych i Standardów Redakcyjnych BBC (EGSC).

Prescott wskazuje na skalę i charakter stronniczości, dezinformacji i wręcz kłamstw w doniesieniach BBC. Koncentruje się w swoim oświadczeniu głównie na sztandarowym programie Panorama, pokazując manipulację słowami i obrazami zmierzającą do wywołania fałszywego obrazu w umysłach widzów.

Melanie Phillips cytuje przywołany przez Prescotta przykład takiej manipulacji:

Sztandarowy program publicystyczny Panorama — jak relacjonuje Prescott — połączył dwa fragmenty wystąpienia Trumpa z różnych jego części, by fałszywie zasugerować, że nawoływał on swoich zwolenników do walki na Kapitolu. Panorama przedstawiła jego słowa w następujący sposób:

„Pójdziemy na Kapitol, a ja pójdę z wami, i będziemy walczyć. Walczymy zawzięcie, a jeśli nie będziecie walczyć zawzięcie, nie będziecie już mieć kraju.”

Tymczasem faktyczne słowa Trumpa brzmiały:

„Pójdziemy na Kapitol, a ja pójdę z wami. Wiem, że wszyscy tu obecni wkrótce przemaszerują do budynku Kapitolu, by pokojowo i patriotycznie wyrazić swoje zdanie.”

Tak, to klasyczny przykład dziennikarskiej nieuczciwości. (Z przykrością muszę stwierdzić, że ten sposób wprowadzania opinii publicznej w błąd jest dziś nagminnie stosowany w polskich, wolnych już od komunistycznej cenzury mediach.)

Zdecydowanie najbardziej ostra krytyka BBC dotyczy tendencyjnego (by nie powiedzieć wprost — antysemickiego) sposobu relacjonowania konfliktów na Bliskim Wschodzie.

Prescott zwraca uwagę na systematycznie szokujące działania BBC Arabic. Ta sekcja jest praktycznie tubą Hamasu. Nadaje swoje programy po arabsku, a w świecie arabskim ma dziesiątki milionów słuchaczy.

Jak pisze Melanie Phillips:

W osobnym raporcie dla EGSC odnotowano, że BBC — podobnie jak ONZ i inne media — twierdziła, że 70% wszystkich ofiar śmiertelnych w Gazie to kobiety i dzieci. Był to kluczowy argument tych, którzy demonizują Izrael za rzekomą brutalność. Jednak ONZ ostatecznie skorygowała tę liczbę do 52%. Prescott pisze: “W raporcie dla EGSC ostrzegano, że BBC zbyt długo przypisywała ‘nieuzasadnioną wagę’ twierdzeniu o 70%, mimo że jego wiarygodność była szeroko kwestionowana”.

Dalej wskazuje, że Ahmed Qannan — regularnie pojawiający się w BBC Arabic dziennikarz, który określił napastnika zabijającego czterech cywilów i izraelskiego policjanta mianem „bohatera” — wystąpił na antenie 217 razy od lutego 2024 do kwietnia 2025. Przedstawiany był jako dziennikarz z Gazy, pojawiał się zarówno w radiu BBC Arabic, jak i w programie Gaza Today.

Ahmed Alagha, który określił Izraelczyków jako „mniej niż ludzi”, a Żydów jako „diabły”, wystąpił 522 razy w tym samym okresie — w telewizji, radiu i Gaza Today. Również zawsze przedstawiano go jako dziennikarza.

Michael Prescott pokazuje, jak bardzo ostatnie dwa lata pogorszyły już wcześniej skrajnie tendencyjne relacje na temat Bliskiego Wschodu. Wcześniejsze krytyczne raporty były ignorowane przez kierownictwo BBC. Już w drugiej połowie lat osiemdziesiątych mieliśmy zakaz używania słowa „terrorysta” w odniesieniu do palestyńskich „bojowników”.

Tych raportów było wiele. Robert Philpot na łamach Times of Israel przypomina:

W zeszłym roku zespół badaczy kierowany przez brytyjsko-izraelskiego prawnika Trevora Assersona przeanalizował pierwsze cztery miesiące relacji BBC na temat wojny w Gazie, z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji. Ustalono, że nadawca naruszył własne wytyczne redakcyjne ponad 1500 razy w tym kluczowym okresie.

Raport wskazał również, że w materiałach BBC Izrael był powiązany z pojęciem ludobójstwa ponad 14 razy częściej niż Hamas.

Wczesnym momentem zapalnym wojny był komunikat BBC po eksplozji w szpitalu Al-Ahli.

„Setki zabitych lub rannych w wyniku izraelskiego nalotu na szpital w Gazie — informują urzędnicy palestyńscy” — brzmiało doniesienie, które nie precyzowało, że „urzędnicy palestyńscy” oznaczają Hamas. To doniesienie BBC szybko rozprzestrzeniło się w Internecie, m.in. dzięki byłemu arcybiskupowi Canterbury, Justinowi Welby’emu.

Rewelacje BBC zawierały przekaz Hamasu, który był wsparty uprzedzeniami. Jak powiedział odpowiedzialny za to dziennikarz Jeremy Bowen: „trudno sobie wyobrazić, co innego mogło to być, przy takiej sile wybuchu, jak nie izraelski nalot lub seria nalotów”.

Ta jego „trudność” miała oczywistą przyczynę. W rzeczywistości wybuch został spowodowany wystrzeleniem wadliwej rakiety przez Palestyński Islamski Dżihad z terytorium Gazy. Bowen bardzo chciał wierzyć w winę Izraela, a kierownictwo BBC nie miało nic przeciwko jego wierzeniom. Autorytet BBC był wystarczający, by natychmiast kłamstwo powtórzyły dziesiątki tysięcy innych. Gniew ogarnął miasta Bliskiego Wschodu i Europy. W Berlinie i Tunezji zaatakowano synagogi, a planowane spotkanie prezydenta USA Joe Bidena z przywódcami arabskimi w Jordanii zostało odwołane.

Jak przypomina Robert Philpot, w lutym 2024 BBC wyemitowała dokument Gaza: How to Survive a Warzone („Gaza: jak przetrwać w strefie wojny”), pokazujący losy czwórki młodych ludzi dotkniętych wojną. Okazało się, że 13-letni narrator filmu to syn wiceministra rolnictwa Hamasu.

W październiku 2024 roku brytyjski regulator mediów Ofcom uznał, że BBC „poważnie naruszyła” zasady emisji, nie informując, kim jest narrator. Nakazano BBC wygłoszenie w telewizji oświadczenia z przeprosinami — pierwszy taki przypadek od 2009 roku.

Jak pisze dalej Philpot:

W czerwcu 2025 BBC ponownie znalazła się w centrum oskarżeń o antysemityzm — tym razem za niewyłączenie transmisji na żywo z festiwalu muzycznego Glastonbury, podczas której duet Bob Vylan wykrzyczał: „Śmierć, śmierć IDF”.

Występ spotkał się z potępieniem premiera Keira Starmera, minister kultury Lisy Nandy oraz liderów opozycji. Naczelny rabin Wielkiej Brytanii, Ephraim Mirvis, określił ten moment mianem „narodowej hańby”.

Po śmierci Jassera Arafata w 2004 roku Barbara Plett łkała na antenie BBC: „Kiedy helikopter z wyniszczonym starcem unosił się nad jego zrujnowaną kwaterą, zaczęłam płakać”.

W tym samym roku BBC zleciła wewnętrzne dochodzenie w sprawie relacjonowania Bliskiego Wschodu. Raport opracował doświadczony dziennikarz Malcolm Balen. Jego analiza liczyła 20 000 słów, ale nigdy nie została opublikowana, a BBC stoczyła długą batalię prawną, by uniknąć jej ujawnienia w trybie ustawy o wolności informacji.

Bezmiar antysemickich uprzedzeń dziennikarzy BBC doskonale ilustruje prezentacja incydentu z listopada 2021 roku, kiedy tłum zaatakował w Londynie autobus przewożący grupę żydowskich uczniów.

Philpot pisze:

Do incydentu doszło, gdy nastolatkowie jechali wynajętym autobusem przez centrum Londynu, świętując Chanukę. Na nagraniu wideo widać, jak mężczyźni plują w stronę autobusu i obrażają pasażerów, a jeden z nich wykonuje gest przypominający salut nazistowski.

BBC jednak dodała do materiału informację, że na nagraniu słychać było antymuzułmańskie obelgi pochodzące z wnętrza autobusu (później zmieniono to na liczbę pojedynczą: „obelgę”).

Jak się okazało, po sprawdzeniu nagrania, rzekoma obelga była w rzeczywistości wołaniem w języku hebrajskim: „Zadzwoń do kogoś, to pilne”.

BBC po raz kolejny puściła w świat kłamstwo.

Kłamstwa przysłowiowego pana Kowalskiego i kłamstwa papieża mogą być identyczne w treści, ale ich ciężar gatunkowy jest zdecydowanie odmienny. Kłamstwa BBC docierają do setek milionów ludzi, są powielane z przekonaniem, że otrzymaliśmy informację od rzetelnej firmy, od instytucji, która jest najlepszym wzorem publicznego nadawcy i za której rzetelność gwarantuje nie tylko zarząd korporacji, ale i rząd Wielkiej Brytanii. Manipulacje i kłamstwa tej instytucji (które nie ograniczają się wyłącznie do jej antysemityzmu) mają znaczący wpływ na jakość dziennikarstwa reszty świata. Ten wzór niestety sparszywiał.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Libańczycy domagają się pokoju z Izraelem


Libańczycy domagają się pokoju z Izraelem


Hussain Abdul-Hussain


Tłumienie propokojowych głosów w Libanie — przez sądy i zastraszanie ze strony Hezbollahu — podważa wiarygodność kraju na arenie międzynarodowej.

„Przełammy tabu; domagamy się pokoju” — zadeklarował Marcel Ghanem, gospodarz najpopularniejszego talk-show w Libanie. „Domaganie się pokoju [z Izraelem] nie jest przestępstwem” — podkreślił, rzucając wyzwanie utrwalonym narracjom. Marwan Hamade, doświadczony druzyjski parlamentarzysta, wystąpił w stacji I24 News (francuskojęzyczna wersja), by wypowiedzieć się na temat Gazy, dając do zrozumienia, że gotów jest złamać surrealistyczne przepisy libańskiego bojkotu. Publicysta Tony Karam potępił zwodnicze negocjacje z Izraelem i złudzenia zwycięstwa nad nim, pisząc: „Nadszedł czas na polityczną odwagę”. Grupa anonimowych Libańczyków zainicjowała „Lebanon Israel Initiative”, mającą na celu promowanie dialogu i współpracy między sąsiadującymi państwami.

Mimo to państwo libańskie, zastraszone wpływami Hezbollahu, pozostaje głuche na te wezwania do pokoju, a sam dialog penalizuje, rażąco naruszając podstawowe wolności i prawa człowieka. To tłumienie opinii dążących do pojednania podważa demokratyczne fundamenty Libanu.

Hezbollah stosuje różne metody oczerniania libańskich zwolenników pokoju. Prorządowa milicja wspierana przez Iran wylewa jad w mediach społecznościowych — nagrywa filmy, rozpowszechnia je na szeroką skalę, piętnuje zwolenników porozumienia i domaga się ich uwięzienia. Ta zorganizowana kampania ma na celu uciszenie sprzeciwu i utrzymanie kontroli Hezbollahu nad przestrzenią publiczną, przy jednoczesnym forsowaniu hasła: „Izrael to wieczny wróg” jako nienaruszalnej zasady narodowej.

Zastraszanie dotyka wielu, w tym Hamadego — ocalałego z próby zamachu z 2004 roku, prawdopodobnie przeprowadzonego przez ludzi Hezbollahu. Później Hamade złagodził swoje stanowisko, twierdząc, że do udziału w wywiadzie zaprosił go przyjaciel, a on sam sądził, że chodzi o inną stację, a nie izraelski kanał. Ta postawa odzwierciedla paraliżujący wpływ działań Hezbollahu.

W odpowiedzi na niepokorne głosy domagające się pokoju Hezbollah intensyfikuje ataki. Poza nagonką w mediach społecznościowych, prawnik powiązany z Hezbollahem pozywa propokojowych aktywistów do sądu, oskarżając ich o zdradę. Te prawne represje wykorzystują wymiar sprawiedliwości jako broń przeciwko dysydentom, pogłębiając tym samym kryzys wolności słowa.

W Libanie przeciwnicy pokoju często utożsamiają dialog z Izraelem z aktem szpiegostwa. Każdy, kto postuluje pokój, ryzykuje, że zostanie uznany za zdrajcę lub szpiega — to niebezpieczne uproszczenie, które skutecznie tłumi wszelką uzasadnioną debatę.

Tłumienie propokojowych głosów przez libańskie sądy i zastraszanie ze strony Hezbollahu podważają wiarygodność kraju na arenie międzynarodowej.

Niechęć do akceptowania wolności wypowiedzi może wynikać z kulturowej tendencji do utożsamiania sprzeciwu z zdradą. Pewien palestyński bojownik kiedyś powiedział: „Jednym z moich lęków jest to, że zdrada stanie się kiedyś punktem widzenia” — fraza ta bywa używana jako oręż do tłumienia debaty nad uznaniem Izraela. To przekonanie wciąż utrzymuje się wśród niektórych społeczności libańskich, palestyńskich i arabskich, odzwierciedlając szerszy opór wobec otwartego dialogu.

Sprowadzanie sprzeciwu do zdrady to poważne nieporozumienie. O ile dana opinia nie nawołuje do przemocy ani nie wiąże się z działaniami wywiadowczymi, nie powinna być traktowana jako zdradziecka. Wolność słowa, będąca fundamentem społeczeństw otwartych, musi być chroniona. Tymczasem Liban i inne państwa regionu często zawodzą w tej kwestii. Państwo powinno bronić prawa do debaty i zaprzestać prześladowań obywateli utrzymujących kontakty z Izraelczykami. Zagwarantowanie wolności słowa to nie tylko obowiązek prawny, ale i kluczowy krok ku bardziej inkluzywnemu i pokojowemu społeczeństwu.

Jeszcze gorsze od nękania ze strony Hezbollahu jest słabość libańskiego państwa. Zamiast bronić „wolności wypowiedzi” gwarantowanej przez konstytucję, Liban lawiruje — udaje, że dąży do pokoju, aby zadowolić Waszyngton, a jednocześnie stara się nie rozjuszyć Hezbollahu. Taka dwulicowość podważa zaufanie społeczne i blokuje postęp.

Gdy libańscy urzędnicy mówią o rozmowach z Izraelem — często mylnie interpretowanych jako gesty pokojowe — mają na myśli „rozmowy pośrednie” za pośrednictwem amerykańskich mediatorów w celu „rozwiązania sporów” — czyli eufemizm oznaczający wyznaczanie granic i tymczasowe zawieszenie broni, a nie prawdziwe pojednanie.

Od czasu do czasu Liban precyzuje, że dąży do zawieszenia broni z Izraelem, deklarując, że pokój zostanie podpisany dopiero po utworzeniu państwa palestyńskiego, co jest zgodne z polityką Ligi Arabskiej. Takie stanowisko podporządkowuje interesy Libanu szerszej agendzie regionalnej.

Pięćdziesiąt sześć lat po oddaniu suwerenności palestyńskim bojownikom w 1969 roku, a później Hezbollahowi, Liban wciąż przedkłada palestyńskie interesy nad własne. Palestyńczycy uczynili z Libanu punkt wypadowy do ataków na Izrael, co doprowadziło do niszczących represji i wywołało wojnę domową, która na trwałe naznaczyła kraj.

Liban poświęcił dla sprawy palestyńskiej więcej niż sami Palestyńczycy — przyjmując uchodźców i znosząc konflikty. Nadszedł czas, by uznać Izrael, podpisać traktat pokojowy i znormalizować stosunki. Taka polityka przyniosłaby stabilność, przyciągnęła inwestycje zagraniczne i ożywiła gospodarkę Libanu. Ghanem wezwał kraj do postawienia własnych interesów na pierwszym miejscu — nawet jeśli oznaczałoby to przełamanie wieloletniego tabu dotyczącego Palestyny.

Dopóki Bejrut nie przestanie penalizować prawa swoich obywateli do swobodnych kontaktów z Izraelczykami — o ile nie mają one charakteru szpiegowskiego — i nie uzna pokoju za opcję polityczną, a nie niepodważalny dogmat tożsamości narodowej, postęp będzie niemożliwy. Państwo musi stworzyć warunki do swobodnej wymiany myśli, bez groźby represji.

Propokojowe głosy w Libanie brzmią coraz donośniej, odzwierciedlając tęsknotę za zmianą. Oby pokój z Izraelem, oparty na wzajemnym szacunku i współpracy, nadszedł wkrótce, zapowiadając nową erę stabilizacji i dobrobytu.


Link do oryginału: https://thisisbeirut.com.lb/articles/1327912/the-lebanese-demand-peace-with-israel?utm_source=substack&;utm_medium=email

Hussain Abdul-Hussain – Iracko-libański dziennikarz mieszkający w Waszyngtonie. Pracuje jako analityk w instytucie Fundacji Defence of Democrecies. Wcześniej pracował w utworzonej przez amerykański Kongres Arabic TV, przed tym był reporterem w wychodzącej w Bejrucie The Daily Star. Jest absolwentem Amerykańskiego Uniwersytetu w Bejrucie, gdzie studiował historię Bliskiego Wschodu.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Two Soldiers Killed by Terror Operatives in IDF-Controlled Southern Gaza’s Rafah City, Violating Ceasefire

Two Soldiers Killed by Terror Operatives in IDF-Controlled Southern Gaza’s Rafah City, Violating Ceasefire

i24 News and Algemeiner Staff


Yaniv Kula (left), and Itay Yavetz (right). Photo: IDF

Two IDF soldiers were killed in Sunday morning’s attack by Palestinian terror operatives in southern Gaza’s Rafah, within the IDF-controlled Yellow Line.

The fallen soldiers are named Maj. Yaniv Kula, 26 (left), and Staff Sgt. Itay Yavetz, 21 (right).

Both served in the Nahal Brigade’s 932nd Battalion and are from the central Israeli city of Modiin.

According to an initial IDF investigation, a cell of terror operatives emerged from a tunnel in the area and fired RPGs at an excavation vehicle, killing the two soldiers.

In response to the attack, the Israeli Air Force and ground troops immediately carried out strikes in the area. Later, the IDF carried out a wave of airstrikes in southern Gaza, including against a tunnel system previously used by Hamas to hold hostages.

The IDF said, following Hamas ceasefire violations, it struck dozens of Hamas targets over the past few hours with over 120 munitions. Targets included six kilometers of underground terrorist infrastructure, firing posts and weapons storage facilities.

Additionally, the Israel political echelon has decided to stop the entry of humanitarian aid into the Gaza Strip in light of Hamas’s ongoing ceasefire violations.

Prime Minister Benjamin Netanyahu has officially named Israel’s ongoing conflict with Hamas “The War of Redemption,” saying it marks the nation’s resurgence following the October 7 attacks and two years of fighting in Gaza.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Znajdujemy się w moralnej paralaksie

.


Znajdujemy się w moralnej paralaksie

Lucy Tabrizi


Gdy świat rozpadł się na dwoje, antysemityzm znalazł dom po obu stronach

Pamiętacie tę słynną sukienkę, którą jedni widzieli jako niebiesko-czarną, a inni jako biało-złotą? Patrzyliśmy na te same piksele, a jednak dostrzegaliśmy różne kolory. Percepcja, jak się okazuje, to aktywny proces wnioskowania: mózg zgaduje źródło światła i koryguje obraz.¹ Jeśli zakładasz ciepłe, sztuczne oświetlenie, sukienka wygląda na białą i złotą; jeśli zimne światło dzienne — na niebieską wpadającą w czerń. Drobne zmienne — co wcześniej oglądałeś, ile światła dziennego miałeś, niewielkie różnice w oku — mogą przesunąć te domysły. Dwie osoby mogą widzieć różne kolory, ponieważ ich mózgi dokonują różnych, ale rozsądnych założeń — i każda z nich jest pewna swojej racji.

Często o tym myślę w kontekście polityki. Dwoje ludzi może patrzeć na te same fakty i dojść do zupełnie przeciwnych wniosków, ukształtowanych przez doświadczenia i założenia niewidoczne dla drugiej strony. Filtrujemy rzeczywistość przez własne soczewki, a mimo to rozmawiamy, jakbyśmy żyli tym samym życiem i widzieli te same dowody. To pewien rodzaj arogancji.

Jak już wspominałam, jestem dzieckiem lewicy. Wychowana w liberalnym domu, przez lata angażowałam się w kampanie na rzecz zwierząt, środowiska i spraw, które miały uczynić świat bardziej sprawiedliwym. Dziś czuję się politycznie bezdomna, może gdzieś niedaleko centrum. Ale dla moich dawnych aktywistycznych znajomych to oznacza, że padłam ofiarą „radykalizacji alt-prawicy”. Paradoks polega na tym, że nadal widzę długi odcinek drogi na prawo ode mnie, co sugeruje, że lewica stała się tak zamknięta, że każdy, kto się od niej oddali, natychmiast zostaje uznany za heretyka — niezrozumiały byt w ich moralnym kosmosie.

Cyfrowe komory echa stały się tak spolaryzowane, że trudno nie ulec wrażeniu, iż antyzachodnie boty pracują w nadgodzinach, by sabotować debatę publiczną.² Pociąg do bycia kolejnym trybikiem tej machiny, do pogoni za tanim dreszczem „moralnej racji”, przeważa dziś nad impulsem, by dostrzec własne ślepe punkty.

Przewiń przeciwną polityczną bańkę informacyjną, a poczujesz się, jakbyś oglądał równoległą rzeczywistość: po lewej alarm wywołują Trump, naloty ICE (ICE, dosł. z ang. Urząd Celno-Imigracyjny – A.K.) i pełzający autorytaryzm; po prawej — upadek kultury, masowa migracja i widmo globalistycznych elit. Każda strona tworzy własną apokalipsę i obwinia drugą o jej wywołanie. Obie oskarżają się nawzajem o dwumyślenie, o życie w dystopii rodem z Roku 1984, o bycie bohaterem własnego odcinka Czarnego lustra. Każda strona upiera się, że to ona widzi rzeczywistość jasno, podczas gdy ta druga tonie w propagandzie. Podział stał się tak absolutny, że — przynajmniej w sieci — jedna strona może widzieć Donalda Trumpa jako faszystowskiego następcę Hitlera, a druga jako największego obrońcę Żydów i przyjaciela Izraela w historii.

Słowa, które kiedyś niosły wspólne znaczenie, stały się narzędziami projekcji, naginanymi do ideologii, która nas ogarnęła. Żyjemy w epoce postprawdy, gdzie język nie opisuje już rzeczywistości, lecz ją odgrywa. Jak już kiedyś pisałam, potrzeba zdumiewającego poziomu ignorancji historycznej, by przedstawiać Żydów jednocześnie jako ofiary i sprawców nazizmu — i to z niezachwianą moralną pewnością.

To właśnie w temacie antysemityzmu linia podziału między lewicą a prawicą staje się najbardziej wybuchowa, bo każda strona jest przekonana, że cały problem leży po drugiej stronie. Tymczasem antysemityzm wyprzedza samą koncepcję polityki lewicowej i prawicowej. Jest starszy od naszych ideologii, starszy niż państwa, które dziś go używają jako broni. Autorytarne i spiskowe instynkty obu stron czerpią z tych samych pradawnych mitów, podłączając je do własnych ideologicznych obwodów. Gdy antysemityzm rośnie po jednej stronie, rezonuje po drugiej, wzmacniając iluzję, że nienawiść płynie tylko w jedną stronę. Badanie opublikowane w Nature w 2023 roku wykazało, że najsilniejszym wskaźnikiem wiary w antysemickie poglądy nie jest tożsamość polityczna, lecz myślenie spiskowe — postawa występująca na obu ekstremach i rosnąca w czasach niepewności i zamętu.³

Na lewicy antysemityzm niemal zawsze przybiera postać antysyjonizmu. Twierdzi, że sprzeciwia się państwu, a nie narodowi, lecz przystosowuje stare antysemickie stereotypy do nowoczesnych, lewicowych ram władzy, przywileju i oporu. Żydzi zostają przedstawieni jako biali, kolonialni ciemięzcy; Izrael jako wcielenie zachodniego imperializmu; żydowska samoobrona jako dowód dominacji. Nienawiść zostaje zracjonalizowana, przebrana za solidarność z uciśnionymi — ale schemat jest niezmiennie starodawny.

Na prawicy antysemityzm przyjmuje postać spiskowego nacjonalizmu. Żydzi są przedstawiani jako podstępni, ukryta ręka globalizmu, finansów i moralnego rozkładu. To szczególnie wyraźne w mitologii wokół George’a Sorosa, węgiersko-żydowskiego filantropa często ukazywanego jako kukiełkowy mistrz sterujący wszystkimi społecznymi napięciami. W 2025 roku Donald Trump publicznie wezwał do postawienia Sorosa i jego syna w stan oskarżenia pod zarzutem działalności mafijnej (RICO), twierdząc, że wspierali brutalne protesty — twierdzenia te nie zostały poparte żadnymi dowodami.⁴ To potężne przypomnienie, że poparcie dla Izraela, nawet wyrażane głośno, nie chroni przed przyjmowaniem antysemickich podejrzeń.

Obie formy stanowią swoje odbicie. Lewica potępia Żydów za zbyt dużą władzę; prawica pogardza nimi za zbyt duży wpływ. Jedna obwinia ich za budowanie państw, druga za ich rozkład. Lewica widzi w Żydach ciemięzców, symbole zachodniej dominacji; prawica przedstawia ich jako deprawatorów, agentów upadku. Jedna postrzega żydowski sukces jako przywilej, druga jako zagrożenie. W obu narracjach Żydzi stają się kosmicznymi złoczyńcami: albo przeszkadzają w budowie utopii, albo próbują ją zniszczyć. To widoczna forma efektu podkowy: dwa ideologiczne ekstrema spotykają się w tym samym punkcie nienawiści, każde przekonane, że jest przeciwieństwem drugiego — a przecież patrzą w to samo lustro.


Widzimy to wyraźnie w sposobie, w jaki zachodni krajobraz polityczny interpretuje wojnę w Gazie. Wszyscy patrzymy na te same obrazy zniszczonych budynków, dzieci pokrytych pyłem, rodzin zawodzących w gruzach — a mimo to wyciągamy całkowicie odmienne wnioski moralne. Dla wielu osób po lewej stronie to niepodważalny dowód na syjonistyczne okrucieństwo, kolonialną dominację, wręcz ludobójstwo. Niektórzy z populistycznej prawicy zaczynają dziś mówić tym samym językiem, jakby Izrael był agresorem w wojnie, której sam nie rozpoczął. Każda strona konstruuje własnych złoczyńców i własną moralną hierarchię, ale oba ekstrema wpatrują się tak intensywnie w Izrael, że umyka im ideologia napędzająca jego wrogów.

Dla ludzi takich jak ja, którzy również odczuwają przerażenie i żal, te same obrazy ukazują coś zupełnie innego: tragiczny skutek groteskowej strategii teokratycznej milicji, która rozpoczęła tę wojnę, ukrywa się wśród cywilów i filmuje ich cierpienie, by uczynić z niego broń. Każdy zawalony budynek i każde martwe dziecko przestają być tragedią, a stają się paliwem dla machiny propagandowej. Piksele są te same, ale światło, które na nie rzucamy, różni się diametralnie.

Skupiam się bardziej na antysemityzmie lewicy nie dlatego, że przeszłam na drugą stronę politycznego spektrum, lecz dlatego, że znam tę stronę od środka. Widziałam, jak ten antysemityzm ukrywa się za moralnym językiem i rozwija w przestrzeniach przekonanych o własnej prawości. Ta perspektywa pozwala mi dostrzegać to, czego inni na lewicy nie widzą lub nie chcą zobaczyć. Dla wielu antysemityzm to patologia prawicy — obecna na wiecach MAGA czy w czatach neonazistów. Gdy jednak pojawia się po ich własnej stronie, zwłaszcza u młodego mężczyzny z imigranckim pochodzeniem, natychmiast zostaje zakwalifikowany jako coś zupełnie innego.

Antysemityzm prawicy, choć nadal niebezpieczny, od dawna znajduje się na marginesie politycznym — pozbawiony instytucjonalnej legitymacji w wyniku denazyfikacji Niemiec po II wojnie światowej oraz szerszego moralnego rozrachunku, który objął Europę. Jednak w ostatnim czasie osoby takie jak Candace Owens pomogły przywrócić go do głównego nurtu debaty publicznej, przepakowując stare teorie spiskowe w populistyczny język.

Lewicowa wersja antysemityzmu, w przeciwieństwie do tego, została wchłonięta przez instytucje, edukację i kulturę — miejsca, które kształtują samo pojęcie moralności. Globalny indeks ADL z 2024 roku wykazał, że postawy antysemickie na lewicy rosły szybciej niż na prawicy od roku 2020⁵, co potwierdza to, co widzę na co dzień: że antysemityzm przeszedł z marginesu do głównego nurtu środowisk progresywnych. A jednak, paradoksalnie, wzrost ten następuje w czasie, gdy wielu po lewej stronie upiera się, że Izrael nie jest w ogóle krytykowany, a zachodni dyskurs zdominowany jest przez proizraelskie narracje — twierdzenie równie oderwane od rzeczywistości jak teoria płaskiej Ziemi.

Sondaż YouGov–Campaign Against Antisemitism z 2024 roku wykazał, że wyborcy Zielonych i Partii Pracy znacznie częściej zgadzają się z antysemickimi stwierdzeniami niż osoby o poglądach prawicowych, a raport ADL z 2023 roku ostrzegł, że antysemityzm lewicy jest coraz bardziej normalizowany poprzez retorykę antysyjonistyczną.⁶ Zgadza się to z moimi doświadczeniami — z rozmów z liberalnymi znajomymi, którzy uważają się za całkowicie wolnych od uprzedzeń.

To, co kiedyś czaiło się na marginesach teorii spiskowych, dziś maszeruje w świetle dnia jako moralna cnota, płynnie posługująca się językiem „wyzwolenia” i „sprawiedliwości”. Nie tyle wdarło się do moich dawnych aktywistycznych przestrzeni, co je skolonizowało — ironia zupełnie pomijana przez tych, którzy skandują hasła o dekolonizacji. Listy otwarte, okupacje kampusów i instytucje kultury regularnie powtarzają język, który niegdyś występował wyłącznie w broszurach skrajnej prawicy — dowód na to, jak głęboko te idee przeniknęły do kulturowego krwioobiegu.

Gdy widzę kolejną pro-palestyńską demonstrację, która udaje akt solidarności, a w rzeczywistości obnosi się ze starożytną nienawiścią, przypominam sobie, jak niebezpiecznie cienka stała się granica między protestem a prześladowaniem. W Jom Kipur, najświętszy dzień żydowskiego roku, dwóch wiernych zostało dźgniętych nożem w synagodze w Manchesterze⁷ — a tego samego dnia te same tłumy znów wyszły na ulice, skandując hasła o „globalnej intifadzie” — eufemizmie na kolejną falę przemocy.

Czasami czuję się jak część malejącej mniejszości, która wciąż jest zszokowana skalą ślepej hipokryzji, uchodzącej dziś za moralne przywództwo. To jak patrzeć na Keira Starmera, który z kamienną twarzą wyraża „oburzenie” z powodu ataku na synagogę, po tym jak przez tygodnie pozwalał na zalewanie ulic przez te same antysemickie tłumy. To nie są pokojowe manifestacje solidarności — to marsze, w których okrzyki „globalizuj intifadę” rozbrzmiewają przez brytyjskie miasta.

Zaledwie kilka tygodni temu jego rząd uznał państwo palestyńskie — w efekcie legitymizując podmioty odpowiedzialne za największą masakrę Żydów w ciągu jednego dnia od czasu Holokaustu, które nadal przetrzymują zakładników i otwarcie głoszą, że mordowanie Żydów to boski obowiązek. Starmer obiecywał: „Zrobimy wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo naszej społeczności żydowskiej”, ale to zapewnienie brzmi pusto, skoro Żydzi w Londynie są proszeni o unikanie centrum miasta w dni protestów, bo sama ich obecność uznawana jest za „prowokacyjną”, podczas gdy marsze odbywają się bez zakłóceń, a gloryfikujący terrorystów traktowani są jak moralni zwycięzcy. Przywódcy żydowscy, parlamentarzyści i organizacje społeczne alarmują od prawie dwóch lat — najwyraźniej na próżno. Czego się spodziewał?

Ci, którzy stoją po drugiej stronie tej debaty, naprawdę nie dostrzegają związku, o którym mówię. Są zbyt zajęci udowadnianiem, że antysyjonizm nie jest antysemityzmem, by zauważyć dziwną globalną obsesję na punkcie Izraela — lub unikalny standard moralny, który zbiorowo karze Żydów za działania ich państwa. A potem udają zaskoczonych, gdy Żydzi są atakowani lub mordowani. Udostępniają współczesne wersje krwawych oszczerstw w nowoczesnych czcionkach, skandują „dekolonizacja” i odmawiają Żydom tego samego prawa do samostanowienia, którego domagają się dla wszystkich innych.

To nie jest próba udawania, że Izrael jest wolny od moralnego zepsucia. Tak, jego przywództwo obejmuje fanatyków i cyników, a kraj rządzony jest dziś przez najbardziej prawicową koalicję w swojej historii. Ale to nadal nie wyjaśnia gorączkowej globalnej fiksacji ani powtarzanych na okrągło antysemickich narracji, których nie potrafią porzucić ani lewica, ani prawica.

To właśnie niebezpieczeństwo problemu z sukienką w skali makro. Przynosimy ze sobą różne założenia do tej samej sceny i dochodzimy do odwrotnych wniosków. Skutkiem jest nie tylko niezrozumienie, ale całkowite moralne odwrócenie — bez wspólnego mostu, który mógłby połączyć podzielone strony.

Gdy cywilizacja traci to, co ją spaja — wspólne poczucie prawdy i moralnej rzeczywistości wykraczającej poza jednostkę — zaczyna się rozpadać. Nadal powtarzamy, że chcemy pokoju, sprawiedliwości i ochrony najsłabszych. Ale pozbawieni wspólnego znaczenia tych słów, tworzymy prywatne moralności i nazywamy je prawdą. W rezultacie żyjemy w świecie, gdzie nawet ci, którzy mają dobre intencje, zwracają się przeciwko sobie — nie dlatego, że przestali się przejmować, ale dlatego, że już nie widzą tego samego światła. Piksele wciąż tam są; to oświetlenie zgasło.


Przypisy:

1 Wallisch, Pascal. “Illuminating The Dress.” Journal of Vision 17(4), 2017.

2 Brookings Institution. “The Bots of Polarization: Coordinated Online Disinformation in the West.” 2023.

3 Van Prooijen, Jan-Willem et al. “Conspiracy Beliefs and Antisemitism.” Nature Human Behaviour 7, 1341–1352 (2023).

4 Reuters. “Trump Calls for RICO Charges Against Soros Family.” March 2024.

5 Anti-Defamation League. Global 100 Index: 2024 Update.

6 (a) YouGov / Campaign Against Antisemitism, Antisemitism in Britain 2024.

  (b) Anti-Defamation League Europe, Antisemitism in Europe 2023 Report.

7 BBC News. “Manchester Synagogue Stabbings on Yom Kippur Under Investigation as Hate Crime.” October 2025.

Link do oryginału: https://lucytabrizi.substack.com/p/were-in-a-moral-parallax

Notes From The Ruins, 10 października 2025


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Top Israeli Diplomat Blasts Spain Over Anti-Israel Rhetoric, Rising Antisemitism


Top Israeli Diplomat Blasts Spain Over Anti-Israel Rhetoric, Rising Antisemitism

Ailin Vilches Arguello


Dana Erlich, the Chargé d’Affaires of the Israeli Embassy in Spain, signs the guestbook at the headquarters of the Community of Madrid. Photo: David Canales / SOPA Images

Israel has once again accused the Spanish government of fueling antisemitism through its anti-Israel rhetoric and alleged incitement of hatred, the latest escalation in the tense relationship between Jerusalem and Madrid.

In an interview with N12 News, Israel’s acting ambassador to Spain, Dana Erlich, said the Spanish government’s stance on Israel is motivated not by solidarity with the Palestinian cause but by a desire to harm the Jewish state.

“We are in a truly difficult situation with the Spanish government,” Erlich said. “I came here without illusions about the current government’s stance or what could be achieved. But I arrived with the belief that all is not lost and that there is still room for dialogue and a diversity of opinions.”

Since the start of the war in Gaza, Spain has become one of Israel’s fiercest critics, a stance that has only intensified in recent months, coinciding with a shocking rise in antisemitic incidents targeting the local Jewish community — from violent assaults and vandalism to protests and legal actions.

“It is important to clearly distinguish the current Spanish government from the rest of the country, including the broader political sphere, opposition parties, the media, and civil society organizations,” Erlich said.

The Israeli diplomat stressed that most Spaniards do not view Israel as an enemy, and that the government’s stance is not representative of the country as a whole.

“We cannot let this government’s anti-Israel stance hold us back; we must step up our efforts and increase our visibility,” Erlich said.

Since assuming her role earlier this year, Erlich has worked to maintain meetings, personal contacts, and engagement in cultural, economic, and academic arenas, despite government efforts to hinder such activities.

Spanish Prime Minister Pedro Sánchez has increasingly faced backlash from his country’s political leaders and the Jewish community, who accuse him of fueling antisemitic hostility.

These criticisms intensified following incidents at the Vuelta a España cycling race, with political leaders claiming he has repeatedly incited hatred through his anti-Israel rhetoric and exploitation of the Palestinian cause.

“Like in many other parts of the world, we are deeply concerned about the rise of antisemitism here,” Erlich said. “What is even more alarming is the authorities’ failure to recognize or acknowledge this increase.”

“Antisemitism has existed for a long time, but here in particular, rhetoric and criticism of Israel often spill over into generalizations and the demonization of all Israelis,” the Israeli diplomat continued.

“Spain is a signatory to the Declaration on Combating Antisemitism, yet this blanket generalization and targeting of all Israelis violates the Declaration — and fits the very definition of antisemitism,” Erlich said.

Since the start of the war in Gaza, Spain has launched a fierce anti-Israel campaign aimed at undermining the Jewish state on the international stage.

In one of its latest attempts to curb Israel’s defensive campaign against the Palestinian terrorist group Hamas, Madrid has decided to block US military planes and ships from using Spanish bases to transport weapons and equipment to Jerusalem.

Last month, Sánchez also unveiled new policies targeting Israel over the war in Gaza, including an arms embargo and a ban on certain Israeli goods.

The Spanish government announced it would bar entry to individuals involved in what it called a “genocide against Palestinians,” block Israel-bound ships and aircraft carrying weapons from Spanish ports and airspace, and enforce an embargo on products from Israeli communities in the West Bank.

Spain has also canceled a €700 million ($825 million) deal for Israeli-designed rocket launchers, as the government conducts a broader review to systematically phase out Israeli weapons and technology from its armed forces.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com