Archives

Libańczycy domagają się pokoju z Izraelem


Libańczycy domagają się pokoju z Izraelem


Hussain Abdul-Hussain


Tłumienie propokojowych głosów w Libanie — przez sądy i zastraszanie ze strony Hezbollahu — podważa wiarygodność kraju na arenie międzynarodowej.

„Przełammy tabu; domagamy się pokoju” — zadeklarował Marcel Ghanem, gospodarz najpopularniejszego talk-show w Libanie. „Domaganie się pokoju [z Izraelem] nie jest przestępstwem” — podkreślił, rzucając wyzwanie utrwalonym narracjom. Marwan Hamade, doświadczony druzyjski parlamentarzysta, wystąpił w stacji I24 News (francuskojęzyczna wersja), by wypowiedzieć się na temat Gazy, dając do zrozumienia, że gotów jest złamać surrealistyczne przepisy libańskiego bojkotu. Publicysta Tony Karam potępił zwodnicze negocjacje z Izraelem i złudzenia zwycięstwa nad nim, pisząc: „Nadszedł czas na polityczną odwagę”. Grupa anonimowych Libańczyków zainicjowała „Lebanon Israel Initiative”, mającą na celu promowanie dialogu i współpracy między sąsiadującymi państwami.

Mimo to państwo libańskie, zastraszone wpływami Hezbollahu, pozostaje głuche na te wezwania do pokoju, a sam dialog penalizuje, rażąco naruszając podstawowe wolności i prawa człowieka. To tłumienie opinii dążących do pojednania podważa demokratyczne fundamenty Libanu.

Hezbollah stosuje różne metody oczerniania libańskich zwolenników pokoju. Prorządowa milicja wspierana przez Iran wylewa jad w mediach społecznościowych — nagrywa filmy, rozpowszechnia je na szeroką skalę, piętnuje zwolenników porozumienia i domaga się ich uwięzienia. Ta zorganizowana kampania ma na celu uciszenie sprzeciwu i utrzymanie kontroli Hezbollahu nad przestrzenią publiczną, przy jednoczesnym forsowaniu hasła: „Izrael to wieczny wróg” jako nienaruszalnej zasady narodowej.

Zastraszanie dotyka wielu, w tym Hamadego — ocalałego z próby zamachu z 2004 roku, prawdopodobnie przeprowadzonego przez ludzi Hezbollahu. Później Hamade złagodził swoje stanowisko, twierdząc, że do udziału w wywiadzie zaprosił go przyjaciel, a on sam sądził, że chodzi o inną stację, a nie izraelski kanał. Ta postawa odzwierciedla paraliżujący wpływ działań Hezbollahu.

W odpowiedzi na niepokorne głosy domagające się pokoju Hezbollah intensyfikuje ataki. Poza nagonką w mediach społecznościowych, prawnik powiązany z Hezbollahem pozywa propokojowych aktywistów do sądu, oskarżając ich o zdradę. Te prawne represje wykorzystują wymiar sprawiedliwości jako broń przeciwko dysydentom, pogłębiając tym samym kryzys wolności słowa.

W Libanie przeciwnicy pokoju często utożsamiają dialog z Izraelem z aktem szpiegostwa. Każdy, kto postuluje pokój, ryzykuje, że zostanie uznany za zdrajcę lub szpiega — to niebezpieczne uproszczenie, które skutecznie tłumi wszelką uzasadnioną debatę.

Tłumienie propokojowych głosów przez libańskie sądy i zastraszanie ze strony Hezbollahu podważają wiarygodność kraju na arenie międzynarodowej.

Niechęć do akceptowania wolności wypowiedzi może wynikać z kulturowej tendencji do utożsamiania sprzeciwu z zdradą. Pewien palestyński bojownik kiedyś powiedział: „Jednym z moich lęków jest to, że zdrada stanie się kiedyś punktem widzenia” — fraza ta bywa używana jako oręż do tłumienia debaty nad uznaniem Izraela. To przekonanie wciąż utrzymuje się wśród niektórych społeczności libańskich, palestyńskich i arabskich, odzwierciedlając szerszy opór wobec otwartego dialogu.

Sprowadzanie sprzeciwu do zdrady to poważne nieporozumienie. O ile dana opinia nie nawołuje do przemocy ani nie wiąże się z działaniami wywiadowczymi, nie powinna być traktowana jako zdradziecka. Wolność słowa, będąca fundamentem społeczeństw otwartych, musi być chroniona. Tymczasem Liban i inne państwa regionu często zawodzą w tej kwestii. Państwo powinno bronić prawa do debaty i zaprzestać prześladowań obywateli utrzymujących kontakty z Izraelczykami. Zagwarantowanie wolności słowa to nie tylko obowiązek prawny, ale i kluczowy krok ku bardziej inkluzywnemu i pokojowemu społeczeństwu.

Jeszcze gorsze od nękania ze strony Hezbollahu jest słabość libańskiego państwa. Zamiast bronić „wolności wypowiedzi” gwarantowanej przez konstytucję, Liban lawiruje — udaje, że dąży do pokoju, aby zadowolić Waszyngton, a jednocześnie stara się nie rozjuszyć Hezbollahu. Taka dwulicowość podważa zaufanie społeczne i blokuje postęp.

Gdy libańscy urzędnicy mówią o rozmowach z Izraelem — często mylnie interpretowanych jako gesty pokojowe — mają na myśli „rozmowy pośrednie” za pośrednictwem amerykańskich mediatorów w celu „rozwiązania sporów” — czyli eufemizm oznaczający wyznaczanie granic i tymczasowe zawieszenie broni, a nie prawdziwe pojednanie.

Od czasu do czasu Liban precyzuje, że dąży do zawieszenia broni z Izraelem, deklarując, że pokój zostanie podpisany dopiero po utworzeniu państwa palestyńskiego, co jest zgodne z polityką Ligi Arabskiej. Takie stanowisko podporządkowuje interesy Libanu szerszej agendzie regionalnej.

Pięćdziesiąt sześć lat po oddaniu suwerenności palestyńskim bojownikom w 1969 roku, a później Hezbollahowi, Liban wciąż przedkłada palestyńskie interesy nad własne. Palestyńczycy uczynili z Libanu punkt wypadowy do ataków na Izrael, co doprowadziło do niszczących represji i wywołało wojnę domową, która na trwałe naznaczyła kraj.

Liban poświęcił dla sprawy palestyńskiej więcej niż sami Palestyńczycy — przyjmując uchodźców i znosząc konflikty. Nadszedł czas, by uznać Izrael, podpisać traktat pokojowy i znormalizować stosunki. Taka polityka przyniosłaby stabilność, przyciągnęła inwestycje zagraniczne i ożywiła gospodarkę Libanu. Ghanem wezwał kraj do postawienia własnych interesów na pierwszym miejscu — nawet jeśli oznaczałoby to przełamanie wieloletniego tabu dotyczącego Palestyny.

Dopóki Bejrut nie przestanie penalizować prawa swoich obywateli do swobodnych kontaktów z Izraelczykami — o ile nie mają one charakteru szpiegowskiego — i nie uzna pokoju za opcję polityczną, a nie niepodważalny dogmat tożsamości narodowej, postęp będzie niemożliwy. Państwo musi stworzyć warunki do swobodnej wymiany myśli, bez groźby represji.

Propokojowe głosy w Libanie brzmią coraz donośniej, odzwierciedlając tęsknotę za zmianą. Oby pokój z Izraelem, oparty na wzajemnym szacunku i współpracy, nadszedł wkrótce, zapowiadając nową erę stabilizacji i dobrobytu.


Link do oryginału: https://thisisbeirut.com.lb/articles/1327912/the-lebanese-demand-peace-with-israel?utm_source=substack&;utm_medium=email

Hussain Abdul-Hussain – Iracko-libański dziennikarz mieszkający w Waszyngtonie. Pracuje jako analityk w instytucie Fundacji Defence of Democrecies. Wcześniej pracował w utworzonej przez amerykański Kongres Arabic TV, przed tym był reporterem w wychodzącej w Bejrucie The Daily Star. Jest absolwentem Amerykańskiego Uniwersytetu w Bejrucie, gdzie studiował historię Bliskiego Wschodu.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Two Soldiers Killed by Terror Operatives in IDF-Controlled Southern Gaza’s Rafah City, Violating Ceasefire

Two Soldiers Killed by Terror Operatives in IDF-Controlled Southern Gaza’s Rafah City, Violating Ceasefire

i24 News and Algemeiner Staff


Yaniv Kula (left), and Itay Yavetz (right). Photo: IDF

Two IDF soldiers were killed in Sunday morning’s attack by Palestinian terror operatives in southern Gaza’s Rafah, within the IDF-controlled Yellow Line.

The fallen soldiers are named Maj. Yaniv Kula, 26 (left), and Staff Sgt. Itay Yavetz, 21 (right).

Both served in the Nahal Brigade’s 932nd Battalion and are from the central Israeli city of Modiin.

According to an initial IDF investigation, a cell of terror operatives emerged from a tunnel in the area and fired RPGs at an excavation vehicle, killing the two soldiers.

In response to the attack, the Israeli Air Force and ground troops immediately carried out strikes in the area. Later, the IDF carried out a wave of airstrikes in southern Gaza, including against a tunnel system previously used by Hamas to hold hostages.

The IDF said, following Hamas ceasefire violations, it struck dozens of Hamas targets over the past few hours with over 120 munitions. Targets included six kilometers of underground terrorist infrastructure, firing posts and weapons storage facilities.

Additionally, the Israel political echelon has decided to stop the entry of humanitarian aid into the Gaza Strip in light of Hamas’s ongoing ceasefire violations.

Prime Minister Benjamin Netanyahu has officially named Israel’s ongoing conflict with Hamas “The War of Redemption,” saying it marks the nation’s resurgence following the October 7 attacks and two years of fighting in Gaza.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Znajdujemy się w moralnej paralaksie

.


Znajdujemy się w moralnej paralaksie

Lucy Tabrizi


Gdy świat rozpadł się na dwoje, antysemityzm znalazł dom po obu stronach

Pamiętacie tę słynną sukienkę, którą jedni widzieli jako niebiesko-czarną, a inni jako biało-złotą? Patrzyliśmy na te same piksele, a jednak dostrzegaliśmy różne kolory. Percepcja, jak się okazuje, to aktywny proces wnioskowania: mózg zgaduje źródło światła i koryguje obraz.¹ Jeśli zakładasz ciepłe, sztuczne oświetlenie, sukienka wygląda na białą i złotą; jeśli zimne światło dzienne — na niebieską wpadającą w czerń. Drobne zmienne — co wcześniej oglądałeś, ile światła dziennego miałeś, niewielkie różnice w oku — mogą przesunąć te domysły. Dwie osoby mogą widzieć różne kolory, ponieważ ich mózgi dokonują różnych, ale rozsądnych założeń — i każda z nich jest pewna swojej racji.

Często o tym myślę w kontekście polityki. Dwoje ludzi może patrzeć na te same fakty i dojść do zupełnie przeciwnych wniosków, ukształtowanych przez doświadczenia i założenia niewidoczne dla drugiej strony. Filtrujemy rzeczywistość przez własne soczewki, a mimo to rozmawiamy, jakbyśmy żyli tym samym życiem i widzieli te same dowody. To pewien rodzaj arogancji.

Jak już wspominałam, jestem dzieckiem lewicy. Wychowana w liberalnym domu, przez lata angażowałam się w kampanie na rzecz zwierząt, środowiska i spraw, które miały uczynić świat bardziej sprawiedliwym. Dziś czuję się politycznie bezdomna, może gdzieś niedaleko centrum. Ale dla moich dawnych aktywistycznych znajomych to oznacza, że padłam ofiarą „radykalizacji alt-prawicy”. Paradoks polega na tym, że nadal widzę długi odcinek drogi na prawo ode mnie, co sugeruje, że lewica stała się tak zamknięta, że każdy, kto się od niej oddali, natychmiast zostaje uznany za heretyka — niezrozumiały byt w ich moralnym kosmosie.

Cyfrowe komory echa stały się tak spolaryzowane, że trudno nie ulec wrażeniu, iż antyzachodnie boty pracują w nadgodzinach, by sabotować debatę publiczną.² Pociąg do bycia kolejnym trybikiem tej machiny, do pogoni za tanim dreszczem „moralnej racji”, przeważa dziś nad impulsem, by dostrzec własne ślepe punkty.

Przewiń przeciwną polityczną bańkę informacyjną, a poczujesz się, jakbyś oglądał równoległą rzeczywistość: po lewej alarm wywołują Trump, naloty ICE (ICE, dosł. z ang. Urząd Celno-Imigracyjny – A.K.) i pełzający autorytaryzm; po prawej — upadek kultury, masowa migracja i widmo globalistycznych elit. Każda strona tworzy własną apokalipsę i obwinia drugą o jej wywołanie. Obie oskarżają się nawzajem o dwumyślenie, o życie w dystopii rodem z Roku 1984, o bycie bohaterem własnego odcinka Czarnego lustra. Każda strona upiera się, że to ona widzi rzeczywistość jasno, podczas gdy ta druga tonie w propagandzie. Podział stał się tak absolutny, że — przynajmniej w sieci — jedna strona może widzieć Donalda Trumpa jako faszystowskiego następcę Hitlera, a druga jako największego obrońcę Żydów i przyjaciela Izraela w historii.

Słowa, które kiedyś niosły wspólne znaczenie, stały się narzędziami projekcji, naginanymi do ideologii, która nas ogarnęła. Żyjemy w epoce postprawdy, gdzie język nie opisuje już rzeczywistości, lecz ją odgrywa. Jak już kiedyś pisałam, potrzeba zdumiewającego poziomu ignorancji historycznej, by przedstawiać Żydów jednocześnie jako ofiary i sprawców nazizmu — i to z niezachwianą moralną pewnością.

To właśnie w temacie antysemityzmu linia podziału między lewicą a prawicą staje się najbardziej wybuchowa, bo każda strona jest przekonana, że cały problem leży po drugiej stronie. Tymczasem antysemityzm wyprzedza samą koncepcję polityki lewicowej i prawicowej. Jest starszy od naszych ideologii, starszy niż państwa, które dziś go używają jako broni. Autorytarne i spiskowe instynkty obu stron czerpią z tych samych pradawnych mitów, podłączając je do własnych ideologicznych obwodów. Gdy antysemityzm rośnie po jednej stronie, rezonuje po drugiej, wzmacniając iluzję, że nienawiść płynie tylko w jedną stronę. Badanie opublikowane w Nature w 2023 roku wykazało, że najsilniejszym wskaźnikiem wiary w antysemickie poglądy nie jest tożsamość polityczna, lecz myślenie spiskowe — postawa występująca na obu ekstremach i rosnąca w czasach niepewności i zamętu.³

Na lewicy antysemityzm niemal zawsze przybiera postać antysyjonizmu. Twierdzi, że sprzeciwia się państwu, a nie narodowi, lecz przystosowuje stare antysemickie stereotypy do nowoczesnych, lewicowych ram władzy, przywileju i oporu. Żydzi zostają przedstawieni jako biali, kolonialni ciemięzcy; Izrael jako wcielenie zachodniego imperializmu; żydowska samoobrona jako dowód dominacji. Nienawiść zostaje zracjonalizowana, przebrana za solidarność z uciśnionymi — ale schemat jest niezmiennie starodawny.

Na prawicy antysemityzm przyjmuje postać spiskowego nacjonalizmu. Żydzi są przedstawiani jako podstępni, ukryta ręka globalizmu, finansów i moralnego rozkładu. To szczególnie wyraźne w mitologii wokół George’a Sorosa, węgiersko-żydowskiego filantropa często ukazywanego jako kukiełkowy mistrz sterujący wszystkimi społecznymi napięciami. W 2025 roku Donald Trump publicznie wezwał do postawienia Sorosa i jego syna w stan oskarżenia pod zarzutem działalności mafijnej (RICO), twierdząc, że wspierali brutalne protesty — twierdzenia te nie zostały poparte żadnymi dowodami.⁴ To potężne przypomnienie, że poparcie dla Izraela, nawet wyrażane głośno, nie chroni przed przyjmowaniem antysemickich podejrzeń.

Obie formy stanowią swoje odbicie. Lewica potępia Żydów za zbyt dużą władzę; prawica pogardza nimi za zbyt duży wpływ. Jedna obwinia ich za budowanie państw, druga za ich rozkład. Lewica widzi w Żydach ciemięzców, symbole zachodniej dominacji; prawica przedstawia ich jako deprawatorów, agentów upadku. Jedna postrzega żydowski sukces jako przywilej, druga jako zagrożenie. W obu narracjach Żydzi stają się kosmicznymi złoczyńcami: albo przeszkadzają w budowie utopii, albo próbują ją zniszczyć. To widoczna forma efektu podkowy: dwa ideologiczne ekstrema spotykają się w tym samym punkcie nienawiści, każde przekonane, że jest przeciwieństwem drugiego — a przecież patrzą w to samo lustro.


Widzimy to wyraźnie w sposobie, w jaki zachodni krajobraz polityczny interpretuje wojnę w Gazie. Wszyscy patrzymy na te same obrazy zniszczonych budynków, dzieci pokrytych pyłem, rodzin zawodzących w gruzach — a mimo to wyciągamy całkowicie odmienne wnioski moralne. Dla wielu osób po lewej stronie to niepodważalny dowód na syjonistyczne okrucieństwo, kolonialną dominację, wręcz ludobójstwo. Niektórzy z populistycznej prawicy zaczynają dziś mówić tym samym językiem, jakby Izrael był agresorem w wojnie, której sam nie rozpoczął. Każda strona konstruuje własnych złoczyńców i własną moralną hierarchię, ale oba ekstrema wpatrują się tak intensywnie w Izrael, że umyka im ideologia napędzająca jego wrogów.

Dla ludzi takich jak ja, którzy również odczuwają przerażenie i żal, te same obrazy ukazują coś zupełnie innego: tragiczny skutek groteskowej strategii teokratycznej milicji, która rozpoczęła tę wojnę, ukrywa się wśród cywilów i filmuje ich cierpienie, by uczynić z niego broń. Każdy zawalony budynek i każde martwe dziecko przestają być tragedią, a stają się paliwem dla machiny propagandowej. Piksele są te same, ale światło, które na nie rzucamy, różni się diametralnie.

Skupiam się bardziej na antysemityzmie lewicy nie dlatego, że przeszłam na drugą stronę politycznego spektrum, lecz dlatego, że znam tę stronę od środka. Widziałam, jak ten antysemityzm ukrywa się za moralnym językiem i rozwija w przestrzeniach przekonanych o własnej prawości. Ta perspektywa pozwala mi dostrzegać to, czego inni na lewicy nie widzą lub nie chcą zobaczyć. Dla wielu antysemityzm to patologia prawicy — obecna na wiecach MAGA czy w czatach neonazistów. Gdy jednak pojawia się po ich własnej stronie, zwłaszcza u młodego mężczyzny z imigranckim pochodzeniem, natychmiast zostaje zakwalifikowany jako coś zupełnie innego.

Antysemityzm prawicy, choć nadal niebezpieczny, od dawna znajduje się na marginesie politycznym — pozbawiony instytucjonalnej legitymacji w wyniku denazyfikacji Niemiec po II wojnie światowej oraz szerszego moralnego rozrachunku, który objął Europę. Jednak w ostatnim czasie osoby takie jak Candace Owens pomogły przywrócić go do głównego nurtu debaty publicznej, przepakowując stare teorie spiskowe w populistyczny język.

Lewicowa wersja antysemityzmu, w przeciwieństwie do tego, została wchłonięta przez instytucje, edukację i kulturę — miejsca, które kształtują samo pojęcie moralności. Globalny indeks ADL z 2024 roku wykazał, że postawy antysemickie na lewicy rosły szybciej niż na prawicy od roku 2020⁵, co potwierdza to, co widzę na co dzień: że antysemityzm przeszedł z marginesu do głównego nurtu środowisk progresywnych. A jednak, paradoksalnie, wzrost ten następuje w czasie, gdy wielu po lewej stronie upiera się, że Izrael nie jest w ogóle krytykowany, a zachodni dyskurs zdominowany jest przez proizraelskie narracje — twierdzenie równie oderwane od rzeczywistości jak teoria płaskiej Ziemi.

Sondaż YouGov–Campaign Against Antisemitism z 2024 roku wykazał, że wyborcy Zielonych i Partii Pracy znacznie częściej zgadzają się z antysemickimi stwierdzeniami niż osoby o poglądach prawicowych, a raport ADL z 2023 roku ostrzegł, że antysemityzm lewicy jest coraz bardziej normalizowany poprzez retorykę antysyjonistyczną.⁶ Zgadza się to z moimi doświadczeniami — z rozmów z liberalnymi znajomymi, którzy uważają się za całkowicie wolnych od uprzedzeń.

To, co kiedyś czaiło się na marginesach teorii spiskowych, dziś maszeruje w świetle dnia jako moralna cnota, płynnie posługująca się językiem „wyzwolenia” i „sprawiedliwości”. Nie tyle wdarło się do moich dawnych aktywistycznych przestrzeni, co je skolonizowało — ironia zupełnie pomijana przez tych, którzy skandują hasła o dekolonizacji. Listy otwarte, okupacje kampusów i instytucje kultury regularnie powtarzają język, który niegdyś występował wyłącznie w broszurach skrajnej prawicy — dowód na to, jak głęboko te idee przeniknęły do kulturowego krwioobiegu.

Gdy widzę kolejną pro-palestyńską demonstrację, która udaje akt solidarności, a w rzeczywistości obnosi się ze starożytną nienawiścią, przypominam sobie, jak niebezpiecznie cienka stała się granica między protestem a prześladowaniem. W Jom Kipur, najświętszy dzień żydowskiego roku, dwóch wiernych zostało dźgniętych nożem w synagodze w Manchesterze⁷ — a tego samego dnia te same tłumy znów wyszły na ulice, skandując hasła o „globalnej intifadzie” — eufemizmie na kolejną falę przemocy.

Czasami czuję się jak część malejącej mniejszości, która wciąż jest zszokowana skalą ślepej hipokryzji, uchodzącej dziś za moralne przywództwo. To jak patrzeć na Keira Starmera, który z kamienną twarzą wyraża „oburzenie” z powodu ataku na synagogę, po tym jak przez tygodnie pozwalał na zalewanie ulic przez te same antysemickie tłumy. To nie są pokojowe manifestacje solidarności — to marsze, w których okrzyki „globalizuj intifadę” rozbrzmiewają przez brytyjskie miasta.

Zaledwie kilka tygodni temu jego rząd uznał państwo palestyńskie — w efekcie legitymizując podmioty odpowiedzialne za największą masakrę Żydów w ciągu jednego dnia od czasu Holokaustu, które nadal przetrzymują zakładników i otwarcie głoszą, że mordowanie Żydów to boski obowiązek. Starmer obiecywał: „Zrobimy wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo naszej społeczności żydowskiej”, ale to zapewnienie brzmi pusto, skoro Żydzi w Londynie są proszeni o unikanie centrum miasta w dni protestów, bo sama ich obecność uznawana jest za „prowokacyjną”, podczas gdy marsze odbywają się bez zakłóceń, a gloryfikujący terrorystów traktowani są jak moralni zwycięzcy. Przywódcy żydowscy, parlamentarzyści i organizacje społeczne alarmują od prawie dwóch lat — najwyraźniej na próżno. Czego się spodziewał?

Ci, którzy stoją po drugiej stronie tej debaty, naprawdę nie dostrzegają związku, o którym mówię. Są zbyt zajęci udowadnianiem, że antysyjonizm nie jest antysemityzmem, by zauważyć dziwną globalną obsesję na punkcie Izraela — lub unikalny standard moralny, który zbiorowo karze Żydów za działania ich państwa. A potem udają zaskoczonych, gdy Żydzi są atakowani lub mordowani. Udostępniają współczesne wersje krwawych oszczerstw w nowoczesnych czcionkach, skandują „dekolonizacja” i odmawiają Żydom tego samego prawa do samostanowienia, którego domagają się dla wszystkich innych.

To nie jest próba udawania, że Izrael jest wolny od moralnego zepsucia. Tak, jego przywództwo obejmuje fanatyków i cyników, a kraj rządzony jest dziś przez najbardziej prawicową koalicję w swojej historii. Ale to nadal nie wyjaśnia gorączkowej globalnej fiksacji ani powtarzanych na okrągło antysemickich narracji, których nie potrafią porzucić ani lewica, ani prawica.

To właśnie niebezpieczeństwo problemu z sukienką w skali makro. Przynosimy ze sobą różne założenia do tej samej sceny i dochodzimy do odwrotnych wniosków. Skutkiem jest nie tylko niezrozumienie, ale całkowite moralne odwrócenie — bez wspólnego mostu, który mógłby połączyć podzielone strony.

Gdy cywilizacja traci to, co ją spaja — wspólne poczucie prawdy i moralnej rzeczywistości wykraczającej poza jednostkę — zaczyna się rozpadać. Nadal powtarzamy, że chcemy pokoju, sprawiedliwości i ochrony najsłabszych. Ale pozbawieni wspólnego znaczenia tych słów, tworzymy prywatne moralności i nazywamy je prawdą. W rezultacie żyjemy w świecie, gdzie nawet ci, którzy mają dobre intencje, zwracają się przeciwko sobie — nie dlatego, że przestali się przejmować, ale dlatego, że już nie widzą tego samego światła. Piksele wciąż tam są; to oświetlenie zgasło.


Przypisy:

1 Wallisch, Pascal. “Illuminating The Dress.” Journal of Vision 17(4), 2017.

2 Brookings Institution. “The Bots of Polarization: Coordinated Online Disinformation in the West.” 2023.

3 Van Prooijen, Jan-Willem et al. “Conspiracy Beliefs and Antisemitism.” Nature Human Behaviour 7, 1341–1352 (2023).

4 Reuters. “Trump Calls for RICO Charges Against Soros Family.” March 2024.

5 Anti-Defamation League. Global 100 Index: 2024 Update.

6 (a) YouGov / Campaign Against Antisemitism, Antisemitism in Britain 2024.

  (b) Anti-Defamation League Europe, Antisemitism in Europe 2023 Report.

7 BBC News. “Manchester Synagogue Stabbings on Yom Kippur Under Investigation as Hate Crime.” October 2025.

Link do oryginału: https://lucytabrizi.substack.com/p/were-in-a-moral-parallax

Notes From The Ruins, 10 października 2025


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Top Israeli Diplomat Blasts Spain Over Anti-Israel Rhetoric, Rising Antisemitism


Top Israeli Diplomat Blasts Spain Over Anti-Israel Rhetoric, Rising Antisemitism

Ailin Vilches Arguello


Dana Erlich, the Chargé d’Affaires of the Israeli Embassy in Spain, signs the guestbook at the headquarters of the Community of Madrid. Photo: David Canales / SOPA Images

Israel has once again accused the Spanish government of fueling antisemitism through its anti-Israel rhetoric and alleged incitement of hatred, the latest escalation in the tense relationship between Jerusalem and Madrid.

In an interview with N12 News, Israel’s acting ambassador to Spain, Dana Erlich, said the Spanish government’s stance on Israel is motivated not by solidarity with the Palestinian cause but by a desire to harm the Jewish state.

“We are in a truly difficult situation with the Spanish government,” Erlich said. “I came here without illusions about the current government’s stance or what could be achieved. But I arrived with the belief that all is not lost and that there is still room for dialogue and a diversity of opinions.”

Since the start of the war in Gaza, Spain has become one of Israel’s fiercest critics, a stance that has only intensified in recent months, coinciding with a shocking rise in antisemitic incidents targeting the local Jewish community — from violent assaults and vandalism to protests and legal actions.

“It is important to clearly distinguish the current Spanish government from the rest of the country, including the broader political sphere, opposition parties, the media, and civil society organizations,” Erlich said.

The Israeli diplomat stressed that most Spaniards do not view Israel as an enemy, and that the government’s stance is not representative of the country as a whole.

“We cannot let this government’s anti-Israel stance hold us back; we must step up our efforts and increase our visibility,” Erlich said.

Since assuming her role earlier this year, Erlich has worked to maintain meetings, personal contacts, and engagement in cultural, economic, and academic arenas, despite government efforts to hinder such activities.

Spanish Prime Minister Pedro Sánchez has increasingly faced backlash from his country’s political leaders and the Jewish community, who accuse him of fueling antisemitic hostility.

These criticisms intensified following incidents at the Vuelta a España cycling race, with political leaders claiming he has repeatedly incited hatred through his anti-Israel rhetoric and exploitation of the Palestinian cause.

“Like in many other parts of the world, we are deeply concerned about the rise of antisemitism here,” Erlich said. “What is even more alarming is the authorities’ failure to recognize or acknowledge this increase.”

“Antisemitism has existed for a long time, but here in particular, rhetoric and criticism of Israel often spill over into generalizations and the demonization of all Israelis,” the Israeli diplomat continued.

“Spain is a signatory to the Declaration on Combating Antisemitism, yet this blanket generalization and targeting of all Israelis violates the Declaration — and fits the very definition of antisemitism,” Erlich said.

Since the start of the war in Gaza, Spain has launched a fierce anti-Israel campaign aimed at undermining the Jewish state on the international stage.

In one of its latest attempts to curb Israel’s defensive campaign against the Palestinian terrorist group Hamas, Madrid has decided to block US military planes and ships from using Spanish bases to transport weapons and equipment to Jerusalem.

Last month, Sánchez also unveiled new policies targeting Israel over the war in Gaza, including an arms embargo and a ban on certain Israeli goods.

The Spanish government announced it would bar entry to individuals involved in what it called a “genocide against Palestinians,” block Israel-bound ships and aircraft carrying weapons from Spanish ports and airspace, and enforce an embargo on products from Israeli communities in the West Bank.

Spain has also canceled a €700 million ($825 million) deal for Israeli-designed rocket launchers, as the government conducts a broader review to systematically phase out Israeli weapons and technology from its armed forces.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Recognition of Palestinian statehood at the UN is not just a failure of diplomacy


Recognition of Palestinian statehood at the UN is not just a failure of diplomacy

Alex Traiman


International institutions, hostile movements, demographic changes and digital manipulation have created an environment where Israel’s battlefield victories in the war on terror translate into diplomatic defeats in the war for public opinion.

The American flag flies at the headquarters of the United Nations in New York City, July 20, 2018. Credit: U.S. State Department.

This week at the U.N. General Assembly, more than a dozen countries, led by France, are preparing to recognize a Palestinian state less than two years after the Palestinians carried out the worst massacre of Jews in modern history on Oct. 7, 2023. Palestinian statehood would represent the ultimate reward for the most horrific terrorism, the very antithesis of the land for peace formula.

How could this happen as Israel fights a bitter war against Hamas and Iranian terror proxies on seven fronts, and with Israel’s greatest diplomat, Benjamin Netanyahu, at the helm?

Early diplomatic successes

At the beginning of the war, Netanyahu demonstrated his longstanding diplomatic acumen.

Immediately following the Oct. 7 massacre, Israel’s longest-tenured prime minister lobbied world leaders, including U.S. President Joe Biden, French President Emmanuel Macron, German Chancellor Olaf Scholz, British Prime Minister Rishi Sunak, European Commission President Ursula von der Leyen, Italian Prime Minister Giorgia Meloni and others, to show their support for the Jewish state as Israel prepared its military response to eliminate Hamas.

These visits demonstrated that, in the immediate aftermath of the Hamas and Palestinian atrocities against civilians, Israel could command sympathy, solidarity and public support of the Western world’s most powerful leaders.

Battlefield victories, diplomatic backlash

But as Israel shifted from defense to offense, the diplomatic tide quickly turned. Israel’s unprecedented military campaign has devastated Gaza, displaced hundreds of thousands, dealt severe blows to Hezbollah, eliminated Iran’s nuclear program, demilitarized Syria and struck hard at terrorists in Yemen and Qatar.

Yet these decisive battlefield victories have not generated any admiration abroad. Instead, they have provoked an unprecedented campaign of delegitimization and demonization of Israel.

The United Nations and institutional bias

The crisis is amplified by the longstanding hostility of international institutions toward the world’s only Jewish state. The infamous 1975 U.N. resolution declaring “Zionism is racism” was orchestrated by the Arab League, which continues to dominate bloc voting in the General Assembly. Decades later, Israel remains singled out more than any other nation, condemned in resolutions year after year, while true aggressors are ignored.

Since then, U.N.-affiliated bodies have repeatedly denigrated Israel. For example, the United Nations Relief and Works Agency for Palestine Refugees (UNRWA) has acted as a front group for Hamas, sustaining Palestinian refugee status indefinitely, unlike any other refugee crisis anywhere else in the world. The U.N. Human Rights Council reserves a permanent agenda item against Israel, the only country to have such status. The U.N. Educational, Scientific and Cultural Organization (UNESCO) routinely attempts to erase Jewish ties to Jerusalem, the Cave of the Patriarchs (Machpelah) in Hebron, and other holy sites.

Just this week, a U.N. investigative commission alleged that Israel has committed genocide in Gaza, following the International Court of Justice hearing a case against Israel for genocide. This comes despite Israel taking steps never before done by any military in the history of urban warfare to reduce civilian casualties and to feed an enemy population. The International Criminal Court has gone as far as to issue an arrest warrant for Netanyahu himself—to prevent Israel’s prime minister from traveling freely to defend his nation abroad.

The United States is one of only a few countries where Netanyahu can safely disembark without fear of arrest. When the prime minister flies to New York, the “Wing of Zion” plane will have to take an extra-long route to avoid flying in the airspace of countries in Europe and elsewhere that have pledged to arrest him. As a result, journalists and members of his entourage are being made to fly commercially to New York City for Netanyahu’s upcoming address at the United Nations. This is to reduce the weight of the flight and ensure that there is enough fuel onboard in case of the need for an emergency landing.

The diplomatic assault on a democratic country and an ally of the West is unprecedented. It is the product of institutionalized hostility and a carefully plotted plan to isolate Israel.

The long delegitimization campaign

For decades, Israel’s enemies have invested heavily in delegitimizing the Jewish state. Gulf states, in particular, Qatar, have funded Middle East studies programs at top North American universities. Oftentimes, Title VI universities were selected, as they receive taxpayer funding to create social studies textbooks for grade schools.

Palestinian-organized “Israel Apartheid Week” has been a fixture on campuses for more than 25 years. Rather than confront this adversarial behavior head-on, major American Jewish organizations, including Hillel, instructed Jewish students to ignore the anti-Israel spectacle, arguing that it was just a fringe element on the campuses. Soon after, Hillel, which is on campus to serve Jewish students, opted for what it called an “open tent,” welcoming organizations actively partnering with anti-Israel campus groups like Students for Justice in Palestine.

What began as a fringe has turned mainstream. Soon after Oct. 7, violent intimidation of Jewish students on campuses across America reached dangerous levels that continued through the 2023-24 academic year.

The boycott Israel movement

More than a decade ago, Palestinians launched the Boycott, Divestment and Sanctions (BDS) movement to lay the groundwork for cultural and economic boycotts against Israel. The Jewish state has pushed back hard against efforts to promote boycotts, but not hard enough. The idea has taken hold.

Western governments are now beginning to institutionalize boycotts, including but not limited to arms embargos. The situation has grown so dire that this week, Netanyahu acknowledged that Israel may need to become a “Super Sparta,” an isolated economy.

Europe’s demographic transformation

Also this week, in an address to American legislators, Netanyahu asserted that the rapid turn against Israel in Europe is in part due to mass Muslim immigration over the years. Across the continent, virulent pro-Palestinian, anti-Israel demonstrations attended by thousands have dominated public squares since Oct. 7.

Weak European leaders, including a lame-duck French President Emmanuel Macron, are increasingly shaping foreign policy to appease growing domestic constituencies that are hostile to Israel. Such leaders fear unrest in their own cities if they appear to be closely aligned with Israel or indifferent to Palestinian suffering.

It is demographic and political pressures—not faulty diplomacy —that explain why European states like France, Belgium, Spain and Malta are now leading the push for Palestinian recognition at the United Nations.

Digital warfare

Israel also failed to prepare the digital battlefield for a major conflict. Netanyahu calls the information battlefield the eighth front of the war. In reality, it may be the first front—specifically because this is the front where the enemies of Israel believe they have an advantage.

Mainstream media, including most of the world’s largest news agencies, have long displayed anti-Israel bias. Qatar’s Al Jazeera news network leads the charge, funded to the tune of hundreds of millions of dollars per year. Major news agencies like the Associated Press and Reuters have footholds in Gaza. Together, these organizations provide articles to thousands of publications around the globe.

Yet today, these news agencies are supported by the world’s most powerful algorithms on social media. Anti-Israel actors manipulate algorithms and flood platforms with bot-driven content. These viral campaigns spread faster and more widely than any official diplomatic rebuttal, creating an overwhelming chorus of condemnation that traditional statecraft cannot match.

Internal divisions

Compounding the challenge is Israel’s own internal disunity, coupled with harmful and counterproductive messaging. Amid an existential battle for survival, former prime ministers, generals and intelligence officials routinely undermine Israel, its war aims and the government on the world stage.

How can Israel contradict claims of genocide and war crimes when disgraced left-wing leaders go on international news programs and make those same claims? Some of the world’s worst antisemites are simply letting left-wing Israelis do their work for them.

The Israeli left has intentionally aligned itself with international critics, motivated less by national defense than by the political aim of removing Netanyahu, as well as religious and nationalist parties from government.

Turning the tide

Israel is confronting not a failure of diplomacy, but the success of its enemies’ long game. International institutions, hostile movements, demographic changes and digital manipulation have combined to create an environment where Israel’s battlefield victories in the war on terror translate into diplomatic defeats in the war for public opinion.

Israel’s international troubles are not likely to be solved by acrobatics on the foreign-policy stage. Israel’s real challenge is to mount its own well-funded, long-term, multifront campaigns—diplomatic, cultural, technological, digital, legal—to defeat its attackers.

The spectacle of the United Nations preparing to reward Palestinians with statehood recognition after the atrocities of Oct. 7 is not the result of failed diplomacy by Israel’s government. On the contrary, it is evidence that Netanyahu alone cannot overcome the decades-long campaigns, demographic shifts and institutional biases that have been carefully cultivated to ensure that Israel would lose the diplomatic battle before it even began.


Alex Traiman is the CEO and Jerusalem bureau chief of the Jewish News Syndicate (JNS) and host of “Jerusalem Minute.” A seasoned Israeli journalist, documentary filmmaker and startup consultant, he is an expert on Israeli politics and U.S.-Israel relations. He has interviewed top political figures, including Israeli leaders, U.S. senators and national security officials with insights featured on major networks like BBC, Bloomberg, CBS, NBC, Fox and Newsmax. A former NCAA champion fencer and Yeshiva University Sports Hall of Fame member, he made aliyah in 2004, and lives in Jerusalem with his wife and five children.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com