Archives

Wyjaśnienie konfliktu między Żydami a Arabami

EGIPSKI PREZYDENT Gamal Abdel Nasser pośredniczy w zawieszeniu broni między Jaserem Arafatem a królem Jordanii Husajnem podczas nadzwyczajnego szczytu Ligi Arabskiej w Kairze 27 września 1970 r. Nasser zmarł następnego dnia na zawał serca. (źródło: VIA WIKIMEDIA COMMONS)


Wyjaśnienie konfliktu między Żydami a Arabami

Abigal Klein Leichman


Bestsellerowa książka adwokata Alana Dershowitza z 2003 roku The Case for Israel była dla wielu wadliwa już chociażby z tego powodu, że jej autor jest Żydem i Amerykaninem. To temat, którym najlepiej zajmuje się ktoś „z wewnątrz” – i nie Żyd, lecz Arab. Arab obdarzony ciekawością intelektualną, uczciwością, odwagą i warsztatem dziennikarskim. Libańsko-iracki dziennikarz i badacz Hussain Abdul-Hussain spełnia te kryteria.

Jego najnowsza praca z zakresu analizy politycznej i esejów The Arab Case for Israel to książka, którą poleciłabym ponad wszystkie inne każdemu, kto szczerze chce zrozumieć utrwalony konflikt między Żydami a Arabami w Izraelu.

Wychowany w Bejrucie, Bagdadzie i Baalbek, Abdul-Hussain jako dziecko był świadkiem izraelskich nalotów, jako młody człowiek uczestniczył w antyizraelskich protestach, relacjonował wydarzenia na Bliskim Wschodzie dla bejruckiego The Daily Star, a następnie zagłębił się w rygorystyczne badania, które obaliły jego wcześniejsze błędne wyobrażenia.

Argumentacja Abdul-Hussaina na rzecz Izraela opiera się na dekadach osobistych doświadczeń w świecie arabskim, latach pracy w Bejrucie, Kuwejcie i Waszyngtonie jako dziennikarz i analityk polityczny – obecnie jest pracownikiem badawczym w Foundation for Defense of Democracies – oraz autentycznej znajomości świata arabskojęzycznego, źródeł hebrajskich i zachodnich postaw wobec Bliskiego Wschodu.

Jego skrupulatna analiza i wyczerpująco udokumentowana prezentacja faktów historycznych podważają fundamentalne, a zarazem fikcyjne lub oparte na niewiedzy narracje dominujące w arabskich i zachodnich progresywnych dyskusjach o Izraelu. Każdy mógłby dotrzeć do tych informacji, lecz niewielu zadaje sobie ten trud.

Ta niezwykła praca nie jest jedynie demaskowaniem dekad szkodliwej propagandy.

Autor formułuje dwie przekonujące ogólne tezy: że państwo żydowskie jest korzystne dla Arabów oraz że Arabowie nigdy nie przedstawili spójnej alternatywy, skupiając się na wyobrażonej przeszłości zamiast na wyobrażonej przyszłości.

„Palestyńczycy zawsze chcieli cofnąć wskazówki zegara, ale do jakiego momentu właściwie?… Problem Palestyńczyków polegał na tym, że niezależnie od wybranego okresu historycznego nie znaleźliby czasu, w którym Arabowie Palestyny byli suwerenni na tej ziemi” – pisze.

„W całej historii jedynymi miejscowymi, którzy kiedykolwiek byli suwerenni na obszarze między rzeką Jordan a Morzem Śródziemnym, byli… Żydzi.”

A także:

„Palestyńczycy nigdy nie przyznali się do swojej niezdolności wyobrażenia sobie przyszłej, nowoczesnej Palestyny ani do porażki w zbudowaniu choćby jednej nowoczesnej instytucji w swojej historii, nie mówiąc już o stworzeniu i zarządzaniu funkcjonującym państwem, które nie byłoby rodzajem średniowiecznego islamskiego emiratu, jaki Hamas stworzył w Gazie po 2007 roku.”

Arabowie powinni dążyć do pokoju z Izraelem „z przekonania”

Arabowie powinni dążyć do pokoju z Izraelem – pisze – nie „z rozpaczy czy strachu, lecz z przekonania, że jako przyjaciel i sojusznik państwo Izrael jest dla Arabów znacznie bardziej wartościowe niż jego usunięcie i zastąpienie Palestyną, która w najlepszym razie byłaby państwem przeciętnym.”

Gdy Abdul-Hussain przybył do Stanów Zjednoczonych w 2004 roku, uczył się hebrajskiego, aż osiągnął biegłość pozwalającą mu czytać i słuchać Izraelczyków debatujących w ich ojczystym języku.

„Moim największym zaskoczeniem było to, że – wbrew temu, co większość Arabów i ja sam sądziliśmy – Izraelczycy nie byli obsesyjnie skupieni na zabijaniu Arabów. Żydzi na całym świecie mieli własną historię, która miała sens” – pisze.

Jego badania wykazały, że „kiedy OWP została założona w 1964 roku, jej głównym celem było przyłączenie się do Zjednoczonej Republiki Arabskiej Nassera, która utraciła Syrię w 1961 roku i nie zdołała zaanektować Jemenu po 1962 roku. Palestyna była projektem Nassera – zarówno po to, by zemścić się na jego rywalach, Jordanii i Arabii Saudyjskiej, które utrudniły mu aneksję Jemenu, jak i by zrekompensować utratę Syrii i Jemenu w jego unii. Tak silny był wpływ nasseryzmu na deklarację OWP i Palestyny, że Arabia Saudyjska głosowała wówczas w Lidze Arabskiej przeciwko utworzeniu Palestyny.”

Abdul-Hussain zauważa:

„Od czasu, gdy muzułmanie zdobyli władzę nad Żydami i innymi w regionie, traktowali ich tak samo, jak traktowali siebie nawzajem: poprzez przymus i przemoc. Początkowo było to typowe dla imperiów podporządkowujących sobie podbite ludy. Jednak po upadku Imperium Osmańskiego nabrało to cech nacjonalistycznych – i wtedy dopracowano narrację o Palestynie, przekształcając ją w wyobrażoną narodowość, którą widzimy dziś: taką, która twierdzi, że niesprawiedliwie utraciła suwerenność na rzecz państwa żydowskiego, mimo że nigdy nie istniała jako suwerenne państwo.”

W odniesieniu do wybuchowego tematu Jerozolimy odkrył, że „przez ponad dwa tysiąclecia, odkąd język arabski zaczął się kształtować, nie było żadnej arabskiej ani muzułmańskiej dynastii, która uznawałaby Jerozolimę za swoją stolicę.”

Te i wiele innych odkryć doprowadziły go do przekonania, że „być może jeśli Arabowie, w tym Palestyńczycy, uświadomią sobie, że ich tożsamość narodowa nie jest tak starożytna i niezmienna, jak sądzą, łatwiej będzie im wymienić ją na bardziej użyteczne korzyści, takie jak wyższy poziom życia.”

Abdul-Hussain wzywa Arabów do autorefleksji i znaczącej zmiany punktu widzenia „nie tylko po to, by pozwolić Żydom żyć w pokoju, lecz także dla lepszej przyszłości Palestyńczyków i wszystkich Arabów.”

Jeśli kiedykolwiek zdecydują się „przedłożyć mierzalny wyższy standard życia nad niemierzalne, wytworzone i manipulacyjne pojęcia dumy, godności i suwerenności narodowej, uświadomią sobie, że pokój z Izraelem – a nie jego pokonanie – jest ich prawdziwym zwycięstwem.”

Jakby zdając sobie sprawę z tego, jak naiwnie to brzmi, autor bez ogródek przedstawia poważne bariery kulturowe stojące na drodze do tak radykalnej zmiany.

„To Palestyńczycy muszą zostać wyzwoleni, a nie Palestyna” – stwierdza.

„Społeczeństwo arabskie jest dziś być może jednym z najbardziej brutalnych na świecie… czy to w postaci milicji, bandytów, tajnej policji, zbirów, zbrodni honorowych czy przemocy domowej. Tymczasem teraz, gdy teoria ‘dekolonizacji’ stała się modna w zachodnim środowisku akademickim, niewystarczające tradycje islamskie, które powinny zostać zastąpione nowoczesnymi ideałami, są wychwalane jako rdzenne.”

Abdul-Hussain nie ma też złudzeń co do prawdopodobnej reakcji na swoje pisma. „Nie mam złudzeń co do obelg, inwektyw czy czegoś gorszego, jakie tezy przedstawione w tej książce na mnie sprowadzą” – pisze.

Książka analizuje również szereg powiązanych zagadnień, w tym stale zmieniające się geopolityczne przeszkody dla pokoju („Katar ze swoją soft power oraz islamistyczny Iran z jego milicjami w Libanie, Iraku i Jemenie”); chorowity model pokoju na poziomie rząd–rząd Egiptu i Jordanii w kontraście do zdrowego modelu relacji między ludźmi w ramach Porozumień Abrahamowych; oraz „destrukcyjną politykę, jaką islamizacja przyniosła na scenę amerykańską.”

Obszerna część poświęcona historii regionu – aż po czasy współczesne – powinna być obowiązkową lekturą w każdej amerykańskiej instytucji szkolnictwa wyższego. Dobrze udokumentowano, że studenci i wykładowcy uczestniczący w antyizraelskich demonstracjach niewiele wiedzą o Izraelu, jego sąsiadach i o tym, jak konflikt zmieniał się na przestrzeni czasu. Uważam się za osobę dość dobrze poinformowaną, a mimo to wiele nauczyłam się z tej części, zwłaszcza o wewnętrznych uwarunkowaniach politycznych kształtujących działania sąsiadów Izraela.

The Arab Case for Israel jest wypełniona po brzegi cytatami wartymi przytoczenia. Wybierając kilka do zaprezentowania na tej ograniczonej przestrzeni, skupiłam się na tych dotyczących wzrostu islamizmu i jego konsekwencji:

„Wraz z tym, jak islamizm zastąpił arabski nacjonalizm, islamistyczna niechęć do Żydów zastąpiła antysemityzm arabskiego nacjonalizmu. … Arabowie przeszli od dążenia do odzyskania arabskiej prowincji Palestyny i przyłączenia jej do wyobrażonego większego narodu arabskiego do prowadzenia zero-jedynkowej wojny religijnej między islamem a judaizmem.”

„Irańczycy przejęli od Egipcjan ideę, że islam nie jest jedynie religią, lecz całościowym kodeksem społecznym i politycznym, przewyższającym wszystkie inne światowe doktryny.”

„Hezbollah nie został utworzony, by wyzwolić Liban ani Palestynę. Powstał jako jedno z ramion islamistycznego Iranu w jego globalnej walce przeciwko Ameryce i Zachodowi.”

„Aktywiści arabskiego i muzułmańskiego pochodzenia w USA wyraźnie popierają islamizm jako system nadrzędny wobec demokracji i zachodnich ideałów. … Wojna z Izraelem, liberalną demokracją, jest jednym z ich frontów… [i] dla arabskich islamistów prowadzących walkę z Zachodem wewnątrz krajów zachodnich jest jedynie krokiem na drodze do realizacji wizji zniszczenia zachodniej cywilizacji jako całości.”

Choć znaczna część książki może pozostawić czytelnika bez nadziei na przezwyciężenie złożonej sieci nienawiści, intryg i polityki w kierunku ideału wzajemnego zrozumienia i pokoju na Bliskim Wschodzie, na jej kartach pojawiają się także pewne przebłyski pozytywów.

W rozdziale o Porozumieniach Abrahamowych Abdel-Hussain pisze: „Setki tysięcy Arabów, których kraje nie utrzymują stosunków z Izraelem, mieszkają w ZEA, a wielu z nich ma teraz okazję zobaczyć Izraelczyków z bliska – jako zwykłych ludzi, takich jak oni sami. Takie doświadczenia uczłowieczyły Izraelczyków i Izrael w oczach wielu moich przyjaciół i członków rodziny mieszkających w Dubaju i Abu Zabi.”

Abdel-Hussain przyznaje, że jego obserwacje dotyczące pojawiających się kwestii, takich jak Syria po Assadzie, z konieczności są niepełne lub szybko się dezaktualizują w obliczu dynamicznych wydarzeń na świecie. Książka ukazała się 26 lutego, a już tydzień później rozdział o Iranie mógłby wymagać poważnej aktualizacji. Niemniej jednak przedstawione przez autora tło historyczne i wgląd „od środka” pozostają pouczające i wartościowe.

Czy ta ważna książka rzeczywiście przyczyni się do poszerzenia wiedzy, a być może nawet zmiany poglądów – zwłaszcza w mediach i na kampusach uniwersyteckich – czy też jej wpływ pozostanie ograniczony do proizraelskiej „bańki”, dopiero się okaże. Tak czy inaczej, osoby szczerze pragnące lepiej zrozumieć ten trudny do rozwiązania konflikt powinny umieścić The Arab Case for Israel na szczycie swojej listy lektur.


THE ARAB CASE FOR ISRAEL AND OTHER ESSAYS FROM A DISTANT CONFLICT
Hussain Abdul-Hussain
Wicked Son / Z3 Institute for Jewish Priorities
330 stron; 18,99 USD

Link do oryginału: https://www.jpost.com/middle-east/article-892537?utm_source=substack&utm_medium=email

Jerusalem Post 12 kwietnia 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Papież Leon odwiedza muzułmański pomnik dżihadystów – upamiętniający zabójców chrześcijan


Papież Leon odwiedza muzułmański pomnik dżihadystów – upamiętniający zabójców chrześcijan

Daniel Greenfield


Pomnik Męczenników, Algier — autor: Bachounda, Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0

Wyobraźmy sobie, że Hamas wygrałby 7 października, a ofiarami byliby chrześcijanie. Tak właśnie stało się w Algierii. Islamscy i marksistowscy Postowscy terroryści podczas wojny algierskiej prowadzili bezwzględną kampanię przeciwko ludności niemuzułmańskiej. W tym także Żydom.

Okrucieństwa muzułmańskich terrorystów obejmowały podcinanie gardeł kobietom oraz mordowanie niemowląt przez roztrzaskiwanie ich głów o ściany. Masakry osiągnęły kulminację w rzezi w Oranie, podczas której skorumpowany reżim de Gaulle’a odmówił ochrony chrześcijan i Żydów przed muzułmańskim tłumem.

Kościół katolicki praktycznie zniknął w Algierii po islamskim przejęciu władzy. Wśród zabitych byli także zamordowani członkowie Kościoła.

Pamięć o przemocy podczas algierskiego konfliktu w latach 90. stanowi centralny element tożsamości Kościoła katolickiego w tym kraju. W tym okresie zginęło wielu duchownych oraz osób zakonnych – kobiet i mężczyzn – w tym mnisi zamordowani podczas masakry w opactwie Tibhirine w 1996 roku oraz biskup Oranu Pierre Claverie. Katolicki mnich Jean-Pierre Schumacher pozostał, by opowiedzieć o niesławnej masakrze z 1996 roku w algierskim klasztorze Tibhirine, w której siedmiu jego współbraci zostało brutalnie zabitych.

Stanowisko Kościoła wobec tych masakr bywało surrealistyczne — jednocześnie oddające cześć ofiarom i ich zabójcom.

Biskup Pierre Claverie oraz jego 18 towarzyszy, którzy ponieśli męczeńską śmierć w Algierii z rąk islamistów w latach 1994–1996, zostali w sobotę beatyfikowani podczas mszy w Oranie.

Arcybiskup Algieru Paul Desfarges wspomniał o „tysiącach ofiar algierskiej wojny domowej”, nazywając je anonimowymi bohaterami.

„Nie chcieliśmy beatyfikacji tylko wśród chrześcijan, ponieważ ci bracia i siostry zginęli wśród dziesiątek i dziesiątek tysięcy algierskich muzułmanów” – stwierdził.

Populacja Algierii jest niemal w całości muzułmańska.

… ponieważ chrześcijanie zostali zabici lub wypędzeni.

Krewni beatyfikowanych zostali przyjęci przez muzułmańskich dostojników w Wielkim Meczecie Ibn Badisa, gdzie imam Mostapha Jaber powiedział: „My, muzułmanie, łączymy to wydarzenie z wielką radością.”

Papież Leon, pomiędzy krytykowaniem prezydenta Trumpa za przeciwstawianie się islamskiemu terroryzmowi, oddał hołd zabójcom.

.
Podczas swojego pierwszego publicznego wystąpienia w Algierii papież Leon XIV odwiedził Pomnik Męczenników „Maqam Echahid”, który upamiętnia tych, którzy stracili życie w wojnie o niepodległość Algierii w latach 1954–1962.

Wizyta przy pomniku jest momentem oddania hołdu historii Algierii oraz duchowi tych, którzy walczyli o niepodległość, godność i suwerenność.

Papież Leon podkreślił, że osoby upamiętnione na pomniku „już udzieliły swojej odpowiedzi. Straciły życie, ale czyniąc to, oddały je z miłości do własnego narodu.”

Ich narodu, czyli… arabskich muzułmanów. Istotnie kochali swój naród i nienawidzili narodu papieża Leona. Papież Leon nienawidzi własnego narodu i kocha ich muzułmańskich zabójców.

Warto zauważyć, że Pomnik Męczenników nie upamiętnia tych, którzy „stracili życie” w wojnie. Upamiętnia terrorystów i zabójców.

Pod „Pomnikiem” znajduje się Muzeum El Mujahid. To oznacza dżihadystów. To jest złowrogie szaleństwo. Ale podobnie wyglądało traktowanie własnych obywateli przez Francję w Algierii, działania rządu brytyjskiego wobec dziewcząt gwałconych przez pakistańskie muzułmańskie gangi groomingowe oraz traktowanie Amerykanów sprzeciwiających się islamskiemu terroryzmowi po 11 września.

Największą sztuczką zła jest udawanie, że stoi po stronie pokoju, nawet gdy wzmacnia potwory i zabójców.


Link do oryginału: https://jihadwatch.org/2026/04/pope-leo-visits-muslim-jihadist-memorial-to-killers-of-christians

Jihad Watch, 15 kwietnia 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Erdogan’s Turkey Weaponizes Judicial Mechanisms Against Israel


Erdogan’s Turkey Weaponizes Judicial Mechanisms Against Israel

Ioannis E. Kotoulas


Turkish President Tayyip Erdogan is welcomed by Qatar’s Emir Sheikh Tamim bin Hamad al-Thani in Doha, Qatar, Oct. 22, 2025. Photo: Murat Kula/Turkish Presidential Press Office/Handout via REUTERS

As the US and Israel are attempting to eradicate the nuclear threat of Iran’s Islamist regime with Operation Epic Fury and Operation Roaring Lion, usual suspect Turkey — a nominal NATO ally of the US — undermines their efforts. Turkey has been a close ally of the Iranian Islamist regime and Hamas’ most vocal supporter on an international level. Ever since Hamas launched a horrific attack on Israeli civilians on October 7, 2023, Turkey has been opposing Israel. Now Turkey resorts to renewed threats against Israel by weaponizing its judicial mechanisms.

On Apr. 10, the regime-affiliated Istanbul Chief Public Prosecutor’s Office filed indictments against 35 top Israeli officials, including Prime Minister Benjamin Netanyahu, Defense Minister Israel Katz, National Security Minister Itamar Ben Gvir, and IDF Chief of Staff Lt. Gen. Eyal Zamir. seeking a total of more than 4,500 years in prison.

The indictments relate to Israel’s Oct. 1, 2025, interception of the Global Sumud Flotilla that was trying to breach the Israeli blockade of Islamist Hamas in Gaza. The indictment seeks aggravated life sentences as well as prison terms ranging from 1,102 years and 9 months to 4,596 years for each suspect on charges, including “crimes against humanity,” “genocide,” “deprivation of liberty,” “torture,” “damage to property,” “qualified looting,” and “obstructing, hijacking or detaining transportation vehicles.”

The supposed investigation is said to unfold within the framework of the United Nations Convention on the Law of the Sea (UNCLOS), which Turkey itself has not signed.

Israeli Premier Benjamin Netanyahu did not hold back in his response, accusing Erdogan of massacring Kurds in his own country. “Israel under my leadership will continue to fight Iran’s terror regime and its proxies, unlike Erdogan who accommodates them and massacred his own Kurdish citizens,” he wrote on X. The persecution of the Kurdish population, both inside Turkey and in neighboring countries — Syria and Iraq — by Turkish authorities, has been going on for decades. Turkey’s Foreign Ministry repeated well-known tropes of anti-Israeli propaganda, calling the Israeli premier “the Hitler of our time.”

Israeli Defense Minister Israel Katz, a vocal critic of Turkey’s aggression, also lashed out at Erdogan on X, calling him a “paper tiger.” “Erdogan, who did not respond to missile fire from Iran into Turkish territory and has proven to be a paper tiger, is now fleeing into the realm of antisemitism and calling for show trials in Turkey against Israel’s political and military leadership,” he said. “What an absurdity. A man of the Muslim Brotherhood, who massacred the Kurds, accuses Israel — defending itself against his Hamas allies — of genocide,” Katz added. “Israel will continue to defend itself with strength and determination — and he would do well to remain silent.”

Israel has established a trilateral cooperation on security, defense, and energy with Greece and Cyprus, two European states that function as Israel’s necessary strategic depth in its greater Islamic neighborhood. In an interview with state-affiliated Anadolu news agency on Apr. 13, Turkish Foreign Minister Hakan Fidan criticized Greece and Cyprus over their cooperation with Israel, warning it could heighten regional tensions. The Turkish official also claimed that Israel “may seek to characterize Turkey as a new adversary after Iran, as it cannot survive without an enemy.” Greece’s Foreign Ministry replied promptly that it owes no explanations to Turkey over its long-standing alliance with Israel.

Turkish aggressive rhetoric against Israel, Greece, and Cyprus have recurred time after time.

Turkish President Recep Tayyip Erdogan has repeatedly threatened to use military force against all three states. In this context, Israel’s growing cooperation with Greece and Cyprus is essential in lifting Israel out of its Arab surroundings and engaging with a greater Mediterranean and pro-Western security environment.

“Turkey’s latest wave of anti-Israeli rhetoric following the Israel–Greece–Cyprus cooperation mechanisms reflect a familiar pattern rather than a sudden shift. Ankara views the deepening cooperation among these three states as a direct challenge to its regional influence in the Eastern Mediterranean. Israel’s growing strategic relationship with Greece and Cyprus in the Eastern Mediterranean gives Israel an alternative regional anchor that is not dependent on Arab consensus, and it opens pathways for security cooperation that can survive diplomatic storms in the Middle East. For Turkey in particular, the Israel–Greece–Cyprus triangle is a constant reminder that Israel has options, and that attempts to corner Israel politically can push it deeper into partnerships that Turkey cannot easily penetrate,” US national security lawyer, geopolitical analyst, and fellow at the Jerusalem Center for Public Affairs Irina Tsukerman, told the Investigative Project on Terrorism (IPT).

The relations of Turkey and Hamas have run deep for decades, and have been thoroughly documented by IPT in various analyses (here and here). Erdogan’s Turkey has an ambiguous relationship with extremist Islamist ideology, having supported the Islamic State and other terrorist Islamist organizations in Syria and Libya. The Turkish government supports the notorious Muslim Brotherhood, designated by the US as a foreign terrorist organization. Erdogan himself has repeatedly met with the leadership of Hamas in Turkey.

According to Israel’s Shin Bet, Hamas has established a command post in Turkey which it uses to recruit operatives and oversee operations in the Middle East and specifically in the West Bank against Israel. In September 2023, just weeks before the October 7 assault, Israeli customs authorities seized 16 tons of explosive material sent from Turkey to Gaza, hidden behind packages of construction supplies.

In many instances after the October 7 attack, Turkish Erdogan has lauded Hamas as “a liberation group, ‘mujahideen’ waging a battle to protect its lands and people.” Just weeks after the horrific attack, Erdogan cancelled a planned visit to Israel. Turkey suspended its trade with Israel, closed its airspace to Israeli planes, and issued arrest warrants for 37 Israeli officials, including Netanyahu.

Erdogan has treated Hamas as a sort of bulwark for Turkish interests, claiming in various instances that if the Islamist organization were to be eradicated, then Israel would come for Turkey next. Meanwhile, state-affiliated Turkish media continue to portray Israel as a “number one threat” for Turkey, while they always describe Hamas as a “Palestinian resistance movement.” Even after the October 7 attacks, the Turkish leadership called for an Islamic alliance against Israel, effectively a call to jihad.


IPT Senior Fellow Ioannis E. Kotoulas (Ph.D. in History, Ph.D. in Geopolitics) is Adjunct Lecturer in Geopolitics at the University of Athens, Greece. A version of this article was originally published by IPT.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Izrael kontra Turcja: niebezpieczna rywalizacja regionalnych gigantów [DIE WELT]

Premier Izraela Benjamin Netanjahu podczas konferencji prasowej w Jerozolimie, 19 marca 2026 r., w trakcie konfliktu amerykańsko-izraelskiego z Iranem. (Fot. REUTERS/Ronen Zvulun)


Izrael kontra Turcja: niebezpieczna rywalizacja regionalnych gigantów [DIE WELT]

Carolina Drüten


Kryzys na Bliskim Wschodzie uwypuklił rywalizację między Ankarą a Jerozolimą. Oba państwa walczą o pozycję najważniejszej siły w regionie i postrzegają się nawzajem jako zagrożenie. Obawy przed ewentualnym starciem zbrojnym rosną.

embed

Mieszkańcy Turcji są całkiem zadowoleni ze sposobu, w jaki ich rząd radzi sobie z kryzysem wokół wojny w Iranie. Jak wynika z sondażu przeprowadzonego przez instytut Metropoll, w ciągu ostatnich dwunastu lat poparcie dla tureckiej polityki wobec Bliskiego i Środkowego Wschodu nigdy nie było tak wysokie jak obecnie. Prawie połowa respondentów oceniła kurs Ankary jako słuszny. W poprzednich sondażach liczba zwolenników oscylowała zwykle wokół 37 proc.

Minister spraw zagranicznych Hakan Fidan był zaangażowany w przygotowania amerykańsko-irańskich rozmów w Islamabadzie. Pod koniec marca wziął udział w konferencji z udziałem przedstawicieli Pakistanu, Egiptu i Arabii Saudyjskiej, którego celem było zainicjowanie bezpośredniego dialogu między Waszyngtonem a Teheranem. Ponadto Turcja jest w grupie państw, które przekazują wiadomości między Waszyngtonem a Teheranem.

Z drugiej strony rząd Erdogana ostro krytykuje trzecią stronę w wojnie z Iranem: Izrael. Jak ostry jest obecnie ton, pokazuje wymiana ciosów między obydwoma rządami w zeszłym tygodniu.

11 kwietnia prokuratura generalna w Stambule oskarżyła 35 osób – w tym izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu – w związku z izraelską operacją wojskową przeciwko międzynarodowemu konwojowi statków, który miał dostarczyć pomoc humanitarną do Strefy Gazy.

W odpowiedzi Netanjahu publicznie zaatakował Erdogana, zarzucając mu „pomoc reżimowi terrorystycznemu w Iranie” oraz represjonowanie własnej ludności kurdyjskiej.

Tureckie MSZ zareagowało z kolei oświadczeniem, w którym nazwało Netanjahu „Hitlerem naszych czasów”.

Izrael chce obalić lub osłabić reżim w Iranie, Turcja nie ma w tym interesu

Ta mieszanka dyplomacji i retorycznych ataków nie jest niczym nowym. Radzenie sobie z niejednoznacznościami i wykorzystywanie ich w polityce to jedne z kluczowych kompetencji Erdogana. Jednak strukturalna rywalizacja między Turcją a Izraelem utrwaliła się w ostatnich latach. Wojna z Iranem tylko ją uwypukla. Obecnie oba kraje postrzegają się jako zagrożenie dla własnego bezpieczeństwa.

Przykład Iranu: rząd izraelski pod przewodnictwem Netanjahu dąży do scenariusza, w którym reżim w Teheranie zostanie albo obalony, albo tak osłabiony, że nie będzie już stanowił egzystencjalnego zagrożenia dla Izraela. Netanjahu akceptuje próżnię władzy i chaos, który niemal nieuchronnie by nastąpił, gdyby ten cel został zrealizowany. Jego zdaniem słaby, chaotyczny Iran jest łatwiejszy do opanowania niż stabilny reżim, który jest coraz bliżej zbudowania własnej broni jądrowej.

Turcja natomiast chce zapobiec scenariuszowi pogrążenia się Iranu w chaosie. Nie dlatego, że postrzega Teheran jako sojusznika – na przykład w Syrii oba kraje mają sprzeczne interesy – ale dlatego, że irański reżim jest dla niej mniejszym złem. Gdyby upadł, powstałaby przestrzeń dla Kurdów, którzy mogliby dzięki temu uzyskać więcej autonomii. Ankara postrzega te dążenia jako zagrożenie dla bezpieczeństwa.

Kolejnym aspektem jest napływ uchodźców, oczywista konsekwencja kryzysu w Iranie. Kraj liczy około 90 milionów mieszkańców – cztery razy więcej niż Syria przed rozpoczęciem wojny domowej. W Syrii w wyniku walk za granicę uciekło ponad sześć milionów ludzi, wywołując tym samym największy kryzys uchodźczy ostatnich dziesięcioleci. Konsekwencje tego kryzysu są odczuwalne w Turcji do dziś.

Nie tylko spojrzenie na Iran dzieli Netanjahu i Erdogana

Również w Syrii Ankara i Jerozolima dążyły w ostatnich latach do sprzecznych celów. Turcja jest jednym z najważniejszych zwolenników nowego przywódcy Ahmeda asz-Szara i stawia na jak najbardziej stabilne, centralnie zarządzane państwo.

Kryją się za tym podobne motywy jak w przypadku Iranu: Ankara chce zapobiec umocnieniu się kurdyjskich obszarów autonomicznych, a jednocześnie powstrzymać nowe fale uchodźców.

Dyplomacyjnego w Antalyi, Turcja, 17 kwietnia 2026 r. Fot. REUTERS/Turkish Presidential Press Office

Izrael natomiast nie ufa nowym władzom w Damaszku i zarzuca im, że kierują się niebezpieczną islamistyczną ideologią. Z tego punktu widzenia łatwiej byłoby utrzymać w ryzach zdecentralizowaną Syrię ze słabymi władzami.

Te sprzeczności nie są odosobnionym przypadkiem. Wskazują one na zasadniczą różnicę w tym, jak oba państwa rozumieją bezpieczeństwo i porządek w regionie – oraz swoją własną rolę w tej strukturze.

Z punktu widzenia Ankary Izrael uzasadnia niemal każde poszerzenie swojego pola manewru militarnego własnym bezpieczeństwem – nawet jeśli odbywa się to kosztem integralności terytorialnej innych państw. Izrael utworzył na przykład strefy buforowe w Libanie, w Syrii i w Strefie Gazy; na palestyńskim Zachodnim Brzegu znacznie rozszerzono działalność osadniczą.

Turcja stanie się nowym wrogiem Izraela?

W połowie marca turecki minister spraw zagranicznych Fidan powiedział w wywiadzie dla agencji informacyjnej Anadolu, że po wojnie z Iranem Izrael „nie będzie mógł żyć bez wroga”. Według tureckiej interpretacji następna w kolejności jest Ankara. Izrael ma próbować teraz ogłosić Turcję nowym wrogiem.

Również Erdogan powiedział w 2024 r., że po zwycięstwie nad Hamasem Izrael „nie ograniczy się do Strefy Gazy”, ale prędzej czy później weźmie na celownik również Turcję.

Narracja ta znajduje oddźwięk wśród tureckiej ludności. Sondaże od lat pokazują skrajnie negatywny wizerunek Izraela. Według badania przeprowadzonego przez Pew Research Center w czerwcu ubiegłego roku 93 procent respondentów w Turcji ma negatywny stosunek do państwa żydowskiego. Ponad jedna trzecia Turków postrzega Izrael jako największe zagrożenie dla własnego kraju.

Wzajemna nieufność

Ta nieufność ma charakter wzajemny. „Jerusalem Post” cytował niedawno izraelskiego analityka Yoniego Ben Menachema, który stwierdził: „Turcja to nowy Iran”. Za tym stoi przekonanie, że po ewentualnym osłabieniu Teheranu Ankara może próbować przejąć wiodącą rolę w regionie.

Upadek osi szyickiej ma spowodować bowiem powstanie próżni, którą Turcja wraz z Arabią Saudyjską, Egiptem i Pakistanem chce wypełnić, tworząc „sunnicki blok władzy” – cytuje się Menachema.

Nie jest to przejściowa różnica zdań wyłaniająca się między Turcją a Izraelem. To raczej trwała rywalizacja dwóch regionalnych mocarstw, które coraz bardziej postrzegają siebie nawzajem jako strategicznych przeciwników. Im bardziej obie strony będą chciały przeforsować swoje interesy, tym większe będzie ryzyko, że rywalizacja w pewnym momencie przerodzi się w jakąś formę konfrontacji.


Tłumaczył Bartosz T. Wieliński

tytuł oraz śródtytuły są od polskiej redakcji


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


2026 Tribeca Film Festival to Screen World Premiere of Israeli Films, Including Noga Erez Documentary


2026 Tribeca Film Festival to Screen World Premiere of Israeli Films, Including Noga Erez Documentary

Shiryn Ghermezian


A still from “What Is To Come.” Photo: Tribeca Film Festival

Organizers of the 2026 Tribeca Film Festival announced on Thursday the official lineup for this year’s event in June and it includes the world premiere of three Israeli co-productions.

“What Is to Come” will be screened as part of the festival’s International Narrative Competition. The drama from Israel and the United Kingdom is about a woman named Yehudit who unexpectedly loses her husband and is forced to start over on her own. “In the process, she finds that abrupt and painful detours can lead to bright roads,” according to a synopsis of the film. The feature is directed and written by Ruthy Pribar, and stars Ronit Yudkevitch, Yaakov Zada Danielm and Tovit Adis Semay. “What Is to Come” will make its world premiere on June 8.

Pribar’s debut feature film “Asia” screened at the Tribeca Film Festival in 2020 and won three awards, including the Nora Ephron Prize for Pribar, a best actress award for Shira Haas, and best cinematography for Daniella Nowitz. The film also won nine Ophir Awards in Israel.

“Moishe Badhan (or The Tale of a Wedding Entertainer),” will also make its world premiere at the Tribeca Film Festival this year, in the Viewpoints section. Directed by Gidi Dar and written by Shuli Rand, the co-production from Israel and the US is a comedy-drama about a disgraced Hasidic wedding-comedian who is trying to gather enough funds to marry off his daughter. The cast includes Shuli Rand, Tal Friedman, and American Jewish comedian Elon Gold, who is also an executive producer on the film. The world premiere will take place on June 4.

The 2026 Tribeca Film Festival will also feature the world premiere of the documentary “Noga,” about Israeli alternative pop singer Noga Erez. The movie, which was directed and co-produced by Jono and Benji Bergmann, is a c0-production from Austria, Germany, Israel, and the US. It examines how Erez “must redefine her role as an artist on a global stage” after the Israel-Hamas war breaks out in 2023. The film’s world premiere on June 7 will be followed by an acoustic performance by Erez and her longtime partner in music and life Ori Rousso.

Erez is performing twice at the Coachella Valley Music and Arts Festival this month. She has never performed at the festival before and has made history as the first Israeli singer to take to the stage at the annual event in Indio, California.

The 2026 Tribeca Film Festival will run from June 3-14. The event will feature 118 feature films including 103 world premieres, which is the most in the history of the festival, and 86 short films. The festival this year will represent 143 filmmakers, including 55 first-time directors, spanning 44 countries.

“Tribeca began 25 years ago as an act of healing, a mission to reunite our community through the power of storytelling. Today, that purpose feels more urgent than ever,” said Jane Rosenthal, co-chair and co-founder of the Tribeca Festival. “This year’s incredible feature and short film lineup includes stories from filmmakers who make us think, feel, laugh, cry, and ask why. Tribeca remains dedicated to the artists’ voices and diverse perspectives that challenge us to see one another more clearly.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com