Archives

Wojna w Iranie. “Trump poddał się naciskowi Izraela”


Wojna w Iranie. “Trump poddał się naciskowi Izraela”

Anna Wyrwik


Anna Wyrwik – Dziennikarka. Ukończyła socjologię i kulturoznawstwo latynoamerykańskie. Publikowała też m.in. w “Tygodniku Przegląd”, “Dwutygodniku”, “Kulturze Liberalnej”, “Przekroju”, “Krytyce Politycznej”, “Twórczości” i na portalu Onet.pl. Zajmuje się literaturą Beat Generation, spaceruje z psem Rogerem, a najbardziej lubi być w podróży.


Uderzenie irańskiej rakiety w Tel Awiwie. (Fot. REUTERS/Gideon Markowicz)

Karolina Cieślik-Jakubiak – iranistka, orientalistka, publicystka. O Bliskim Wschodzie, jego historii, kulturze i społeczeństwie pisała między innymi dla „Tygodnika Polityka”, „Więzi”, „Rzeczpospolitej”, „Glissanda” czy „Magazynu Kontakt”. Interesuje się historią idei, obecnie badając spotkania marksizmu i islamizmu w Iranie. W Wydawnictwie ArtRage prowadzi serię „Rahla” poświęconą literaturze pięknej tłumaczonej z języków regionu Azji Zachodniej i Centralnej oraz Afryki Północnej.


Karolina Cieślik-Jakubiak: – Czerwone linie, o których mówi prezydent USA, trudno interpretować jako amerykańskie. Właściwie dotyczą bezpieczeństwa Izraela.

Co wiemy o ataku USA i Izraela na Iran?

  • Izrael i USA rozpoczęły atak na Iran w sobotę (28.02) rano. 
  • Izraelskie wojsko poinformowało o uderzeniach na setki celów w Iranie
  • Iran odpowiedział atakami rakietowymi na Izrael i amerykańskie bazy w regionie.
  • Rozmowa została przeprowadzona przed komunikatem Donalda Trumpa, który w sobotę wieczorem czasu polskiego poinformował o zabiciu Aliego Chameneiego, duchowego przywódcy Iranu. 

Anna Wyrwik: „Naszym celem jest obrona narodu amerykańskiego poprzez wyeliminowanie bezpośrednich zagrożeń ze strony reżimu irańskiego, okrutnej grupy bardzo twardych, okropnych ludzi” – powiedział w oświadczeniu Donald Trump, podkreślając, że nie można dopuścić, by Teheran „kiedykolwiek miał broń nuklearną”. A tak naprawdę, dlaczego USA i Izrael zaatakowały Iran?

Karolina Cieślik-Jakubiak*: – Moim zdaniem Donald Trump poddał się naciskowi strony izraelskiej i dał się zapędzić w kozi róg. Tematy, które były lub które Stany Zjednoczone bardzo chciały uczynić głównymi podczas negocjacji z Iranem dotyczących nowego nuklearnego dealu, nie były tymi samymi, o których słyszeliśmy chociażby jeszcze w zeszłym roku.

W związku z tym wielu analityków na świecie zadawało podstawowe pytanie – czyje są czerwone linie, o których mówi Donald Trump? Trudno interpretować je jako amerykańskie, ponieważ właściwie dotyczą one bezpieczeństwa Izraela. Chodzi tu zarówno o funkcjonowanie irańskiego programu rakietowego, jak i o współpracę Irańczyków ze swoimi sojusznikami rozpoznanymi jako organizacje terrorystyczne, takimi jak choćby Hezbollah.

Sprzeczne komunikaty. Dlaczego USA i Izrael zaatakowały Iran?

Dlaczego Benjaminowi Netanjahu tak bardzo zależało, by zaatakować Iran i skąd znowu temat programu nuklearnego, skoro – jak twierdził Donald Trump  – w czerwcu 2025 roku w ramach operacji „Midnight Hammer” kluczowe obiekty nuklearne w Iranie zostały zniszczone?

– Od pojawienia się w izraelskiej polityce na początku lat 90. Benjamin Netanjahu miał jedno raison d’être – zaatakować i zniszczyć Iran. Powtarzał to regularnie, zawsze posługując się tym samym argumentem, czyli że Irańczycy są blisko zbudowania bomby atomowej.

Jedynie okres osiągnięcia takiej gotowości – według Netanjahu – się zmieniał, bo czasem mówił, że są o krok od tego, a czasem, że dzielą ich od celu miesiące albo lata. Zważywszy, że Izrael od lat jest zarządzany przez Netanjahu, nie jest dziwne, że obrał taki kurs.

Zwróciłaś uwagę na fakt, że raptem w zeszłym roku otrzymaliśmy od Donalda Trumpa informacje, że po tym, jak Stany Zjednoczone oficjalnie włączyły się w konflikt, program nuklearny został „unicestwiony”. Gdy dzisiaj ponownie słyszymy, że Irańczycy są o krok od osiągnięcia celu umożliwiającego im budowę broni nuklearnej, to – zakładając prawdziwość tego, co sama administracja Waszyngtonu deklarowała jeszcze w zeszłym roku – wydaje się to niemożliwe.

Na dodatek wczoraj omański minister spraw zagranicznych Badr al-Busaidi powiedział po rozmowach w Genewie między przedstawicielami Iranu i USA, że Iran miał zgodzić się na zaprzestanie magazynowania wzbogaconego uranu w takich ilościach, które umożliwiają budowę broni nuklearnej.

Komunikaty są zatem sprzeczne.

Jak na atak USA i Izraela na Iran reagują sami Irańczycy?

– Jeśli chodzi o irańską diasporę, należy pamiętać, że tu opinie co do mieszania się USA w sprawy Iranu są zróżnicowane. Głos części Irańczyków jest wspierany przez organizacje, takie jak Free Iran, które mają wspólne cele z Waszyngtonem.

Zdanie innych jest z kolei nieobecne w mediach mainstreamowych. Ci pierwsi kibicują Stanom Zjednoczonym, niezależnie od środków, jakie te podejmują. Są gotowi na to, by zgodzić się, może nawet entuzjastycznie, na propozycję USA, jaką byłby powrót Rezy Pahlawiego, syna ostatniego szacha Iranu.

Ci drudzy są przeciwko Islamskiej Republice Iranu, ale nie zgadzają się na to, co proponuje Pahlawi, któremu suflują Stany Zjednoczone.

Są demokratami i mówią, że Islamska Republika powinna upaść, ale powinna upaść na rzecz demokracji, która będzie faktycznie reprezentowała Irańczyków.

Nie zaś na rzecz interregnum monarchy, który kompletnie nie zna Iranu, nie rozumie Irańczyków, nie jest w stanie zaproponować im żadnego racjonalnego programu czy przejścia od monarchii do ewentualnej demokracji w przyszłości, nie mówiąc już o programie gospodarczym, który miałby podnieść upadającą od lat irańską gospodarkę.

A co z Irańczykami mieszkającymi w kraju? Donald Trump zaapelował do nich o przejęcie władzy po zakończeniu działań wojskowych, mówiąc: „To prawdopodobnie będzie wasza jedyna szansa na pokolenia”. Benjamin Netanjahu powiedział, by „zrzucili jarzmo tyranii i stworzyli wolny i pokojowy Iran”.

– W tym momencie głosów z Iranu za bardzo nie mamy, ponieważ jest tam prawie całkowity blackout. Dobiegają do nas właściwie tylko obrazki z Teheranu, na których widzimy ludzi stojących w długich korkach do dróg wyjazdowych, próbujących rozpaczliwie ewakuować się ze stolicy. 

Co do słów Trumpa, istnieje jeszcze jedna ich interpretacja, na którą też zwróciłabym uwagę. Można je czytać jako plan na drugą część operacji, która miałaby odbyć się nie rękami Amerykanów czy Izraelczyków, ale samych Irańczyków. Może to jest nawoływanie ze strony czy to Trumpa, czy też Netanjahu, żeby Irańczycy wzięli sprawy w swoje ręce, skorzystali z momentu, który Stany Zjednoczone i Izrael im dają, i ponownie wyszli na ulice, tak jak wyszli na ulice półtora miesiąca temu.

W artykule w „Krytyce Politycznej” cytowałaś irańskiego studenta, Farhana, który powiedział: „władza musi pochodzić od ludu, a nie być narzucana z zewnątrz”. Reza Pahlawi będzie narzucony z zewnątrz, ale czy w ogóle Iran ma dziś jakąś inną opcję niż syna ostatniego szacha?

– Wydaje mi się, że Reza Pahlawi, jako namaszczony przez waszyngtońską administrację i pozostających w bardzo bliskich relacjach również z administracją w Tel Awiwie, jest na pewno jedyną opcją, którą w tym momencie widzieliby sami politycy Stanów Zjednoczonych i Izraela.

Nie jest to jednak kandydat popularny wśród samych mieszkańców Iranu. Również dlatego, że w powszechnej ocenie jest to człowiek niekompetentny. Nie ma zadatków na władcę: jest mało charyzmatyczny, nie mówi językiem konkretów ani językiem faktów, tylko ogólnikami. Nawet wtedy, gdy opowiada – a robił to wielokrotnie – o tym, jak widzi swój powrót na tron, do którego przyznaje sobie naturalne prawo ze względu na to, że siedział na nim jego ojciec.

Wiemy, że jego plan na czas po ewentualnym obaleniu Islamskiej Republiki obejmuje pewien okres monarchii i dopiero w jej następstwie przejście w kierunku demokracji. Według niego wymagałoby to jakiejś przerwy, jakiegoś okresu nauki Irańczyków, jak powinno wyglądać społeczeństwo obywatelskie.

W artykule w „Krytyce Politycznej” cytowałaś irańskiego studenta, Farhana, który powiedział: „władza musi pochodzić od ludu, a nie być narzucana z zewnątrz”. Reza Pahlawi będzie narzucony z zewnątrz, ale czy w ogóle Iran ma dziś jakąś inną opcję niż syna ostatniego szacha?

– Wydaje mi się, że Reza Pahlawi, jako namaszczony przez waszyngtońską administrację i pozostających w bardzo bliskich relacjach również z administracją w Tel Awiwie, jest na pewno jedyną opcją, którą w tym momencie widzieliby sami politycy Stanów Zjednoczonych i Izraela.

Nie jest to jednak kandydat popularny wśród samych mieszkańców Iranu. Również dlatego, że w powszechnej ocenie jest to człowiek niekompetentny. Nie ma zadatków na władcę: jest mało charyzmatyczny, nie mówi językiem konkretów ani językiem faktów, tylko ogólnikami. Nawet wtedy, gdy opowiada – a robił to wielokrotnie – o tym, jak widzi swój powrót na tron, do którego przyznaje sobie naturalne prawo ze względu na to, że siedział na nim jego ojciec.

Wiemy, że jego plan na czas po ewentualnym obaleniu Islamskiej Republiki obejmuje pewien okres monarchii i dopiero w jej następstwie przejście w kierunku demokracji. Według niego wymagałoby to jakiejś przerwy, jakiegoś okresu nauki Irańczyków, jak powinno wyglądać społeczeństwo obywatelskie.

Mówisz, że Iran chce wprowadzić na arenę tej wojny jak największą liczbę aktorów. Kto pierwszy się stawi?

– Myślę, że – jak zawsze w takich okolicznościach – Iran może liczyć na Hezbollah. Wiemy, że Izrael złamał zawieszenie broni i zaatakował również południowy Liban, czyli region, w którym dominuje, i którym faktycznie rządzi Hezbollah.

Wydaje się, że – podobnie jak w poprzednich latach – może liczyć na ruch Huti w Jemenie, który odpowiedziałby za ataki na flankę sojuszniczą wobec Stanów Zjednoczonych w Zatoce. Wbrew powszechnej opinii, Huti nie są od Iranu zależni i nie jest to decyzja automatyczna – skoro zaatakowano Iran, to Ruch Huti na pewno włączy się w działania militarne. Jemeńczycy udowodnili jednak, że mogą stanowić skuteczne wsparcie w potrzebie. Atakując kompleksy naftowe sojuszników USA w regionie Zatoki Perskiej, względnie łatwo zaszkodziliby temu, czego miejscowe potęgi paliw kopalnych boją się najbardziej. Czyli zahamowaliby biznes.

Jak twoim zdaniem zachowają się Chiny i Rosja?

Mówisz, że Iran chce wprowadzić na arenę tej wojny jak największą liczbę aktorów. Kto pierwszy się stawi?

– Myślę, że – jak zawsze w takich okolicznościach – Iran może liczyć na Hezbollah. Wiemy, że Izrael złamał zawieszenie broni i zaatakował również południowy Liban, czyli region, w którym dominuje, i którym faktycznie rządzi Hezbollah.

Wydaje się, że – podobnie jak w poprzednich latach – może liczyć na ruch Huti w Jemenie, który odpowiedziałby za ataki na flankę sojuszniczą wobec Stanów Zjednoczonych w Zatoce. Wbrew powszechnej opinii, Huti nie są od Iranu zależni i nie jest to decyzja automatyczna – skoro zaatakowano Iran, to Ruch Huti na pewno włączy się w działania militarne. Jemeńczycy udowodnili jednak, że mogą stanowić skuteczne wsparcie w potrzebie. Atakując kompleksy naftowe sojuszników USA w regionie Zatoki Perskiej, względnie łatwo zaszkodziliby temu, czego miejscowe potęgi paliw kopalnych boją się najbardziej. Czyli zahamowaliby biznes.

Jak twoim zdaniem zachowają się Chiny i Rosja?

Nie jestem przekonana, czy Iran może liczyć na wsparcie Rosji czy Chin.

Mam w ogóle wrażenie, że często używamy uproszczenia, nazywając Iran i Rosję czy Iran i Chiny państwami sojuszniczymi.

To jest zdecydowanie za duże słowo, bo ta relacja jest bardzo asymetryczna. Tutaj Iran jest zdecydowanie w pozycji klientelistycznej wobec obu tych państw. Wątpię, by Rosja czy Chiny były gotowe w jakikolwiek sposób bezpośrednio wesprzeć Iran w obliczu wojny. Natomiast możliwe są takie działania, jak wsparcie w zakresie samego dostarczania sprzętu i innej technologii wojskowej. Zresztą widzieliśmy je już w poprzednich tygodniach czy miesiącach, ale po prostu teraz mogą być to działania na większą skalę.

Co w tej sytuacji powinny zrobić kraje Unii Europejskiej?

– Naturalną logiką działań Unii Europejskiej, która przecież stanowczo potępiła krwawe tłumienie protestów w Iranie, byłoby również potępienie zbliżającej się wojny. Tym bardziej, że na pewno byłaby ona wbrew interesom obywateli Iranu.

Po pierwsze musieliby doświadczyć jeszcze intensywniejszego przestawienia się na gospodarkę wojenną, co oznaczałoby znacznie większą biedę niż teraz, a przecież już teraz obserwujemy tam sytuację absolutnie kryzysową, nawet wobec lat pikowania w dół irańskiej gospodarki. 

Po drugie w Iranie służba wojskowa jest obowiązkowa, a niepoddanie się jej i ucieczka jest równoznaczna z konsekwencjami prawnymi i dużym utrudnieniem życia w przyszłości. Zaplecze ludzkie w Iranie jest olbrzymie, bo to jest gigantyczny kraj. Jak już wspomniałam, walka byłaby asymetryczna i obliczona na zmęczenie przeciwnika, co oznacza, że Iran nie wahałby się nad ewentualnym poświęceniem – brzydko mówiąc – swojego zasobu ludzkiego. W tym też oczywiście przeciwników Islamskiej Republiki Iranu, którzy zostaliby siłą wcieleni do wojska, czyli tych Irańczyków, za którymi jeszcze niedawno tak intensywnie i głośno się opowiadaliśmy. 

Mając w pamięci ich interes, Unia Europejska powinna jak najbardziej surowo potępić działania, które zostały podjęte przez Izrael i Stany Zjednoczone.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Liberalny kulturysta wyzwala Izrael i Palestyńczyków


Liberalny kulturysta wyzwala Izrael i Palestyńczyków

Andrzej Koraszewski


„Kultura liberalna” ogłosiła kolejny tekst informujący nas o okrutnych Żydach znęcających się nad Palestyńczykami. Występujący w roli mesjańskiego kulturysty Konstanty Gebert, informuje nas już w tytule o „systemowej przemocy” oraz o osadniczej ideologii, która kolonizuje Izrael. Zawsze miałem wrażenie, że ci propagandowi kulturyści to bardziej papugi niż pawie i nie trzeba być docentem plagiatologii, żeby odkryć zamiłowanie do plagiatów oraz ścieżki zapożyczeń.

Odpowiadał niedawno Jan Hartman na pytanie, czy Polacy są antysemitami. Już samo pytanie wydało mi się troszkę niepoważne, bo Polacy to trochę zapóźnieni w rozwoju Europejczycy i nasz narodowy antysemityzm nigdy nie był własnego chowu. Chrześcijański antyjudaizm przyjęliśmy z dobrodziejstwem teologii zastąpienia, kłamstwami o zabijaniu chrześcijańskich dzieci na macę, o roznoszeniu zaraz, o bogobójstwie i innymi ideami kulturystyki liberalniej. Oświecenie przyniosło nam wolteriańską niechęć do Żydów, bardziej oświeconą, bardziej świecką, bardziej rasistowską niż religijną. Marksizm Marksa dał solidne podstawy do oskarżania Żydów, o to, że są wrogami ludu pracującego, a ta teoria została doprowadzona do perfekcji przez dziadów i ojców naszych dzisiejszych kulturystów liberalnych.

Są całe biblioteki książek autorów próbujących odpowiedzieć na pytanie czym właściwie jest fenomen antysemityzmu. Mam wrażenie, że najkrócej można to ująć tak:

Żyd prezentowany jako antybliźni, Izrael jako Żyd narodów – antyjudaizm, antysemityzm, antysyjonizm to wariacje z powtórzeniami. Antysemityzm w jego wszystkich odmianach to furtka (brama) do prawa do krzywdzenia – rabunku, gwałtu, mordu. Bogobójcy, chciwcy, manipulanci rządzący światem, przeciw nam. ONI. Powiedzenie: “zaczyna się od Żydów, nigdy na nich nie kończy” informuje doskonale, że antysemityzm jest kulturowym mechanizmem wyzwalającym niechęć usprawiedliwiającą gwałt. Dalej możemy sobie filozofować, czy ta potrzeba znalezienia winnego płynie z natury (genów), czy jest efektem frustracji? Tak czy inaczej, poszukiwanie winnego ma trwały wzorzec. Zamiast spojrzeć badawczo w lustro, wygodniej wyjrzeć przez okno, czy pod krzakiem nie siedzi Żyd. Mamy gwarancję, że im bardziej tego potrzebujemy, tym wyraźniej będziemy go widzieć.

Dlaczego dziś ten polski antysemityzm ma dla tak wielu większy urok niż ten berliński z lat 30., czy sowiecki z 60.? Ponieważ jest bardziej szykowny, bardziej światowy, jest pobierany z łam „Guardiana”, „Le Monde”, „The New York Times’a”, z raportów Amnesty Internatinal, HRW i ONZ. Polski kulturysta liberalny chce być światowy i czerpie garściami z kawiarnianych krynic.

Konstanty Gebert serwuje oczekującym z łopotem spragnionych warg sałatkę firmową:

Tydzień temu 85 państw, w tym Polska, potępiło „jednostronne decyzje izraelskie mające na celu rozszerzenie nielegalnej obecności Izraela na Zachodnim Brzegu”. Poszło o rządowe rozporządzenia administracyjne ujawniające rejestry własności ziemi i ułatwiające przejmowanie przez państwo ziem bez ustalonego właściciela. Izraelski rząd nadał sobie także większe uprawnienia w zakresie gospodarki wodnej i ochrony zabytków.

No, no, jeśli „85 państw w tym Polska”, to o czym my mamy dyskutować. To jakby “A imię jego czterdzieści i cztery”. Nie ma powodu zastanawiać, o co chodzi z tym rejestrem, z kim niby miał Izrael o nim dyskutować, co było wcześniej w sprawie rejestrowania własności ziemi na obszarze C Judei i Samarii, na jakiej podstawie kulturysta liberalnie orzeka o nielegalności obecności Izraela i jakie rząd Izraela miał powody do rozszerzenia uprawnień władz w sprawie gospodarki wodnej i zabytków. Tylko pierwszy akapit wypracowania Geberta, a tyle pytań.

Zacznijmy od tego, czy rządy 85 państw, w tym Polski mogą być zainteresowane w systemowym i bezkrytycznym potępianiu Izraela? 55 państw tzw. bloku islamskiego może mieć inne powody do takiego systemowego potępiania niż na przykład Rosja czy Chiny. Jeszcze inne powody mogą mieć postchrześcijańskie kraje Europy Zachodniej, zaś Polska (jak poinformowało mnie swego czasu Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP), potępia zgodnie z wytycznymi UE. Publicysta Kulturystyki liberalnej doskonale o tym wie i świadomie używa stylistyki dobrze znanej z „Notnika lektora” („Notatnik lektora” to było takie czasopismo Wydziału Pracy Ideowo-Wychowawczej KC PZPR przeznaczone dla lektorów podstawowych organizacji partyjnych.)

No to teraz po kolei. Liberalne orzeczenie Geberta o nielegalnej obecności Izraela w Judei i Samarii ignoruje istnienie Porozumień z Oslo, które czynią tę obecność całkowicie legalną. Porozumienia nie są jeszcze prawem międzynarodowym, były tymczasowym uzgodnieniem, które miało wygasnąć w momencie uzgodnienia granic i podpisania traktatu. Gebert wie, że również premier Rabin nie zamierzał rezygnować z korekty tych granic uwzględniających bezpieczeństwo Izraela. Wie również, że reprezentująca Palestyńczyków Organizacja Wyzwolenia Palestyny ani na moment nie planowała ustalenia granic ani podpisania traktatu pokojowego z Izraelem. Tak więc, nasz kulturysta kłamie i wie, że kłamie.

A jak to jest z tym rejestrem własności ziemskiej? Odpowiedź zależy od tego, czy zadajemy to pytanie sztucznej inteligencji, dziennikarzom Al Dżaziry, czy szukamy odpowiedzi w prasie podporządkowanej władzom w Ramallah, czy sprawdzamy historię i powody podane przez władze izraelskie.

Piętnastego lutego 2026 r. rząd Izraela zatwierdził nowy proces rejestracji gruntów na obszarze C w Judei i Samarii. Ta sprawa był dyskutowana od bardzo dawna i jest spóźniona o dziesięciolecia.

„Do 1967 roku jedynie około jedna trzecia wszystkich gruntów na Zachodnim Brzegu została formalnie zarejestrowana w procesach prowadzonych w okresie mandatu brytyjskiego, a następnie pod kontrolą Jordanii w latach 1949–1967” – czytamy w artykule na łamach „Times of Israel”. Brak rejestru własności ziemskiej paraliżuje możliwości zarządzania ekonomią, transportem, osadnictwem, gospodarką wodną, itp. Efektem jest dzika gospodarka ziemią, powodująca konflikty i blokująca rozwój.

Czy wprowadzenie rejestracji własności ziemskiej jest równoznaczne z aneksją (jak twierdzą niektórzy)? Nie, rząd Izraela nie zerwał Porozumień z Oslo, aczkolwiek po 7 października 2023 nadzieje na dotarcie do traktatu pokojowego z Autonomią Palestyńską traktowane są jako absurdalne i pojawiły się żądania powrotu do sytuacji sprzed 1995 roku. (Również władze Autonomii Palestyńskiej wielokrotnie zapowiadały możliwość zerwania tych porozumień.) Uporządkowany rejestr własności ziemskiej to działanie, które w każdym kraju uznawane jest za normalne oczywiste i konieczne. Izrael legalnie zarządza obszarem C., którego dalszy rozwój bez takiego rejestru jest tragicznie utrudniony.

Czy zatem wprowadzenie rejestru gruntów będzie sprzyjać umocnieniu żydowskiej obecności na tym obszarze? Zacznijmy od tego, że w przeszłości kolejne rządy izraelskie bardzo stanowczo zwalczały nielegalne osadnictwo żydowskie na tych terenach i mniej stanowczo osadnictwo arabskie (silnie wspierane przez UE). Uporządkowanie rejestracji gruntów może sprzyjać bardziej liberalnemu traktowaniu legalnego osadnictwa żydowskiego niż arabskiego. To są jednak tylko spekulacje. Ustawa zastrzega „poszanowanie prawa lokalnego w możliwie najszerszym zakresie”, co oznacza poszanowanie prawa zasiedzenia. Tak więc, rejestr gruntów może być i zapewne będzie korzystny również dla arabskich mieszkańców, kładąc kres niepewności co jest czyje i na jaką własność można zaciągać kredyty hipoteczne, co jest fundamentalnym warunkiem gospodarczego rozwoju.

Innymi słowy „dyskusja” o tym, że rejestracja gruntów to forma aneksji jest wyłącznie propagandową gimnastyką, w której kulturyści w rodzaju Konstantego Geberta są olimpijczykami.

Czytanie reszty tego wypracowania na łamach „Kultury liberalnej” jest stratą czasu. Mamy tu obwieszczenia takie jak to:

Mieszkający na Zachodnim Brzegu Palestyńczycy systematycznie padają ofiarą przemocy ze strony osadników, którzy podpalają plony i domy, zaczepiają, biją i okradają ludzi z niemal całkowitą bezkarnością.

Mamy opowieści o „kolonizacji Izraela” gdzie ten autor pisze:

Ten stan usankcjonowanego bezprawia oznacza, że państwo odmawia pełnienia obowiązków, jakie na nim jako mocarstwie okupacyjnym spoczywają. Czyli przede wszystkim ochrony bezpieczeństwa mieszkańców, niezależnie od narodowości czy wyznania. Państwo, owszem, broni bezpieczeństwa, ale jedynie żydowskich mieszkańców. Na skutek walk z palestyńskimi terrorystami zginęło w ubiegłym roku 225 Palestyńczyków.

Wojsko podaje, że 96 procent ofiar to terroryści, ale liczby tej nie sposób sprawdzić. Terroryści zabili z kolei w ubiegłym roku dwudziestu Żydów, o połowę mniej niż rok wcześniej. Do tej statystyki należy jednak doliczyć ofiary śmiertelne terroru ze strony osadników: dziewięciu zabitych w 2025 roku.

Gebert udaje, że nic nie wie o zapowiedziach władcy Iranu „Uzbroimy Zachodni Brzeg tak jak uzbroiliśmy Gazę”. Udaje, że nic nie wie o sile Hamasu i Islamskiego Dżihadu na terenach Judei i Samarii, ani o ideologii Organizacji Wyzwolenia Palestyny. To jego stara praktyka, od której ani nie chce, ani nie może się uwolnić.

Oskarża władze Izraela, że nie radzi sobie z arabską przestępczością skierowaną przeciwko innym Arabom, jakby nie wiedział jak witany jest izraelski ambulans przyjeżdżający do arabskiego miasteczka z pomocą dla ciężko chorego Araba. Propagandysta jest zawsze konsekwentny. Chciałby jednak najpierw zdekolonizować Izrael.

W rejestrze polskich antysemitów Konstanty Gebert zasługuje na honorowe miejsce. Nigdy nie szczędzi sił i talentu na produkcję materiałów przydatnych w pracy aktywistów z podstawowych kółek przyjaciół nienawiści do Izraela.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel, US strike Iran


Israel, US strike Iran

Charles Bybelezer, Adam Haskel


Defense Minister Israel Katz warned that a missile and drone attack targeting Israeli civilians was expected “in the immediate future.”

A plume of smoke rises following an explosion in Tehran on Feb. 28, 2026. Photo by AFP via Getty Images.

The Israel Defense Forces launched a preemptive strike against Iran on Saturday morning to neutralize threats against the Jewish state, Defense Minister Israel Katz announced.

He signed an order declaring a special state of emergency across the entire country.

The Israeli military later confirmed that Iran fired ballistic missiles, and that defense systems were operating to intercept the enemy projectiles.

President Donald Trump said in a video posted to Truth Social that the United States military began “major combat operations” in Iran.

“Our objective is to defend the American people by eliminating imminent threats from the Iranian regime, a vicious group of very hard, terrible people. Its menacing activities directly endanger the United States, our troops, our bases overseas and our allies throughout the world,” he said.

“For 47 years, the Iranian regime has chanted ‘Death to America’ and waged an unending campaign of bloodshed and mass murder targeting the United States, our troops, and the innocent people in many, many countries,” Trump continued.

The U.S. president noted that Iran is the “world’s number one state sponsor of terror, and just recently killed tens of thousands of its own citizens on the streets as they protested.

“It has always been the policy of the United States, in particular my administration, that this terrorist regime can never have a nuclear weapon. I’ll say it again: they can never have a nuclear weapon.”

Trump, on the 10th day of his deadline for Iran, added, “For decades, and decades, they rejected every opportunity to renounce their nuclear ambitions, and we can’t take it anymore.”


.

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu on Saturday said the operation was launched to remove “the existential threat posed by the terrorist regime in Iran,” while thanking our “great friend, President Donald Trump, for his historic leadership.”

Netanyahu stressed that for decades, the ayatollah “has spilled our blood, murdered many Americans, and massacred its own people. This murderous terrorist regime must not arm itself with nuclear weapons that would allow it to threaten all of humanity,” he said.

“Our joint action will create the conditions for the courageous Iranian people to take their destiny into their own hands. The time has come for all segments of the Iranian people—the Persians, the Kurds, the Azeris, the Baluchis and the Ahwazis—to throw off the yoke of tyranny and bring about a free and peace-loving Iran,” continued Netanyahu.

The prime minister emphasized that in the coming days the Israeli home front will be required to demonstrate “endurance and fortitude.”

“Together we will stand, together we will fight, and together we will ensure the eternity of Israel,” he said.

According to Iranian media, explosions were heard in Tehran and other cities, targeting the Ministry of Intelligence, the Ministry of Defense, the office of Supreme Leader Ali Khamenei, and the Atomic Energy Organization of Iran.

The Parchin military complex, located 19 miles southeast of Tehran, was also reportedly attacked. There were also reports in Iran of cyberattacks.

The IDF operation was codenamed “Lion’s Roar.” June’s 12-day operation against the Islamic Republic was named “Rising Lion.”

Following a situational assessment, the IDF announced immediate changes to Home Front Command guidelines, moving all areas of the country from Full Activity to Essential Activity.

Under the guidelines, educational activities, gatherings, and workplaces are prohibited, except in essential sectors.

The warning came as sirens blared throughout Israel and alerts were sent to cell phones.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israel Shores Up Air Defenses, Expected to Hit Iran Launchers Early to Ease Stockpile Strain


Israel Shores Up Air Defenses, Expected to Hit Iran Launchers Early to Ease Stockpile Strain

Debbie Weiss


An Israeli air defense system intercepts a ballistic missile barrage launched from Iran to central Israel during the missile attack, June 20, 2026. Photo: Eli Basri / SOPA Images via Reuters Connect

Israel is slated to spend billions shoring up its air defenses against another Iranian missile campaign, and with dwindling interceptor stockpiles a subject of speculation and growing concern, missile-defense experts say the next round of escalation would likely place more weight on offensive action.

With the prospect of another confrontation on the horizon as negotiations between the US and Iran look increasingly unstable, the debate over the volume and price of interceptors in a major exchange has resurfaced. During the 12-day war in June, Israeli media reported that in some cases the Air Force did not intercept Iranian missiles because of limitations in interceptor availability — allegations the defense establishment has denied.

Missile-defense analyst Tal Inbar said while Israel keeps its remaining interceptor inventory and replenishment pace a secret, domestic production levels have ramped up significantly since June.

Still, he said Israel drew lessons from the war and has adopted “adaptive tactics,” including putting more emphasis on early strikes designed to cut the number of missiles that need to be intercepted.

“There is an ongoing operation, if a war starts, to find and hit the launchers in Iran,” he told The Algemeiner. “Every missile that we can destroy over Iran is one less missile that we have to intercept, so we won’t deplete our interceptor arsenal.”

Israel’s air defenses range from Iron Dome, built for short-range rockets such as those fired from Gaza and Lebanon, to David’s Sling for medium-range threats and the Arrow systems for long-range ballistic missiles such as those launched from Iran, a distance of nearly 1,000 miles. Iron Dome interceptors are generally estimated to cost in the tens of thousands of dollars, while Arrow interceptors can run into the millions per unit, meaning a sustained Iranian barrage could translate into billions of dollars in defensive fire.

US defenses face their own resupply strain after multiyear demand tied in part to Ukraine. Aegis-equipped US ships have also been intercepting missiles and drones over the Red Sea, adding to demand for US interceptors. For example, during the 12-day war, THAAD batteries in the region fired more than 150 interceptors in under two weeks, about a quarter of the system’s lifetime production. The Pentagon has since moved to expand interceptor output across multiple systems as well as THAAD, including Patriot and SM-3.

According to a Wall Street Journal report published over the course of the war, both the US and Israel’s anti-ballistic Arrow system were running low on interceptors.

Israel Aerospace Industries (IAI) said it had increased production. Arrow-4, which is set to replace Arrow-2 for within-atmosphere interceptions, is also in the latter stages of development and is scheduled for deployment in the coming months, IAI CEO Boaz Levy said last week, “increasing Israel’s interception success rates.” Arrow-3 is “exo-atmospheric,” designed to engage ballistic missiles outside the atmosphere.

Advisers to US President Donald Trump have privately pushed for Israel to strike Iran ahead of any US action, Politico reported on Thursday, citing two people familiar with the discussions, with one saying “the politics are a lot better if the Israelis go first.”

US Vice President JD Vance said Thursday there was “no chance” a strike against Iran would turn into a protracted war, the Washington Post reported.

USS Gerald R. Ford, the world’s largest aircraft carrier, arrived at Israel’s coast on Friday.

Israel has also been preparing for the likelihood that Hezbollah, the Iran-backed terrorist group in Lebanon, would join any confrontation. Over the past week the Israeli military has intensified strikes on Hezbollah-linked operatives and infrastructure, including launch sites and weapons stockpiles, as part of an effort to weaken the Iranian proxy group’s ability to join the Islamic Republic in a war. Twelve senior operatives were killed this month alone, Israel’s Channel 12 reported.

According to Inbar, who is a senior research fellow at the Missile Defense Advocacy Alliance, the cost to Iran as the attacker is far lower per unit, creating an economic asymmetry that becomes more consequential the longer a barrage lasts. “Almost every time, an interceptor costs more than the missile that you want to intercept,” he said. “Defense is much more expensive than offense.”

Still, he cautioned that the comparison ignores the damage prevented by interceptors. “You cannot compare the price of the Arrow 3 to you losing a hospital or a power plant.”

The latest round of US-Iran diplomacy produced conflicting assessments, with mediator Oman saying there was “significant progress” during Thursday’s talks in Geneva while the Journal reported that the sides were “still far apart on key issues.”

In comments published Friday, Iranian Foreign Minister Abbas said any deal would require Washington to drop “excessive demands.”

Meanwhile, Hebrew-language media cited unnamed senior officials as saying that a US strike was once again starting to look more probable in the coming days. US Central Command chief Navy Adm. Brad Cooper briefed Trump on Thursday on potential military options against Iran, according to ABC news.

The US on Friday authorized “non-emergency” staffers at its embassy in Jerusalem to leave the country citing “safety risks.”

Also on Friday, Canada urged its citizens to “leave Iran now,” warning that hostilities could start with “no warning.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Dwa potępienia, jeden moralny upadek


Dwa potępienia, jeden moralny upadek

First One Through


Według jakiegokolwiek zwykłego standardu moralnego zamordowanie wiernych w domu modlitwy powinno wywołać oczywistą reakcję: należy nazwać zbrodnię zbrodnią, domagać się sprawiedliwości, stanąć po stronie ludzi i rządu będących celem ataku. Bez zastrzeżeń. Bez równoważenia. Bez politycznych klauzul.

Organizacja Narodów Zjednoczonych tak właśnie postępuje — chyba że ofiarami są izraelscy Żydzi.

Wystarczy przeczytać dwa oświadczenia wydane przez António Guterresa po dwóch atakach na miejsca kultu: jednym na meczet w Pakistanie, drugim na synagogę w Jerozolimie. Kontrast ujawnia całkowity moralny upadek w sercu tej światowej instytucji.

Ma to tym większe znaczenie, że oświadczenie dotyczące Jerozolimy wydano jeszcze przed odpowiedzią Izraela na 7 października 2023 r. Przed wojną z Hamasem. Przed kontrofensywami. Przed choćby jednym izraelskim działaniem militarnym, które ONZ miała później przywoływać jako uzasadnienie swojej postawy.

Powściągliwości nie wzywano z powodu działań Izraela. Wzywano do niej unikając wezwania do sprawiedliwości.

Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, Czcionka, numer

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.

Oświadczenie Sekretarza Generalnego ONZ António Guterresa z lutego 2026 r. w sprawie zamachu bombowego na meczet w Pakistanie

W przypadku Pakistanu Sekretarz Generalny „z całą stanowczością potępia” atak na wiernych. Domaga się, aby sprawcy zostali „zidentyfikowani i postawieni przed wymiarem sprawiedliwości”. Zapewnia o „solidarności Organizacji Narodów Zjednoczonych z rządem i narodem Pakistanu” oraz jednoznacznie umieszcza tę zbrodnię w kontekście globalnej walki z terroryzmem i brutalnym ekstremizmem.

Tak wygląda moralna jasność.

Tymczasem w Jerozolimie, gdy w 2023 roku — w Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu — zamordowano Żydów przed synagogą, usłyszeliśmy szept. Sekretarz Generalny „potępia” atak. Składa kondolencje. Zauważa, że atakowanie miejsca kultu jest odrażające. A następnie zmienia ton — nie w kierunku sprawiedliwości, nie w kierunku odpowiedzialności, nie w kierunku solidarności z państwem zobowiązanym do ochrony swoich obywateli.

Przechodzi do powściągliwości.

Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, Czcionka, numer

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.

Oświadczenie Sekretarza Generalnego ONZ António Guterresa ze stycznia 2023 r. w sprawie zabójstwa Żydów przed synagogą w Jerozolimie

Synagoga staje się geograficznym szczegółem. Morderstwa zostają włączone w „obecną eskalację w Izraelu i na okupowanym terytorium palestyńskim”. Nie ma żądania ścigania zabójców. Nie ma solidarności z rządem Izraela. Nie ma uznania, że odstraszanie wymaga konsekwencji.

To nie jest dyplomatyczna ostrożność. To moralna abdykacja.

Nie zaczęło się to wraz z Guterresem

Gdyby był to jedynie idiosynkratyczny rys jednego Sekretarza Generalnego zbliżającego się do końca swojej dziesięcioletniej kadencji, można by to zbyć jako kwestię tonu lub temperamentu. Tak jednak nie jest.

W 2014 roku, po tym jak arabscy terroryści wtargnęli do synagogi w Jerozolimie, uzbrojeni w tasaki do mięsa, i zarąbali żydowskich wiernych, Ban Ki-moon wydał oświadczenie o dokładnie tej samej strukturze.

Obraz zawierający tekst, zrzut ekranu, Czcionka, dokument

Zawartość wygenerowana przez AI może być niepoprawna.

Oświadczenie Sekretarza Generalnego ONZ Ban Ki-moona ze stycznia 2014 r. w sprawie zamordowania Żydów w synagodze w Jerozolimie

„Zdecydowanie potępia” atak. Składa kondolencje. A następnie — natychmiast — przechodzi „ponad dzisiejszym nagannym incydentem”, by mówić o „starciach między palestyńską młodzieżą a izraelskimi siłami bezpieczeństwa”. Masakra zostaje zatopiona w „sytuacji”. Zabójcy znikają w kontekście.

Nie ma wezwania do postawienia sprawców przed wymiarem sprawiedliwości.
Nie ma solidarności z rządem Izraela.
Nie ma potwierdzenia obowiązku Izraela do wyeliminowania zagrożenia.

Zamiast tego Ban Ki-moon wzywa przywódców „po obu stronach” do działania, apeluje do wszystkich stron o unikanie „prowokacyjnej retoryki” i przedstawia rzeź Żydów w synagodze jako destabilizujący element konfliktu — nie jako terroryzm wymagający eliminacji.

Inny Sekretarz Generalny. Ta sama choreografia.

Wyjaśnienie nie jest tajemnicą, ponieważ Organizacja Narodów Zjednoczonych nie przedstawia palestyńskiej przemocy jako ekstremizmu.

Ekstremizm, w doktrynie ONZ, to coś, co dzieje się gdzie indziej — wobec państw walczących z dżihadystami, powstańcami czy transnarodowymi siatkami terrorystycznymi. Palestyńskie morderstwo natomiast traktowane jest jako wyraz walki politycznej: osadzane w kontekście krzywd, łagodzone narracją, wchłaniane w permanentny spór. To przemoc, którą należy zarządzać, a nie pokonać.

Dlatego w Pakistanie domaga się sprawiedliwości, a w Jerozolimie — powściągliwości. Jedno mieści się w ramach pojęcia ekstremizmu według ONZ. Drugie nie.

„Powściągliwość” w tym kontekście nie jest apelem o pokój. Jest wetem wobec sprawiedliwości.

Gdy mordowani są Żydzi, ONZ dopuszcza żałobę, lecz odmawia sprawczości. Kondolencje składa się rodzinom, podczas gdy legitymizacja żydowskiej samoobrony i żydowskiej suwerenności zostaje po cichu wstrzymana. Oferuje się współczucie — lecz wyraźnie brakuje solidarności z państwem.

Globalna instytucja powołana w cieniu Holokaustu nie potrafi powiedzieć wprost, że Żydzi zamordowani w synagogach zasługują na tę samą moralną reakcję jak każda inna. Nie potrafi powiedzieć, że żydowska suwerenność jest pełnoprawna. Nie potrafi powiedzieć, że po żydowskim rozlewie krwi musi nastąpić sprawiedliwość.

A bezpaństwowi Arabowie z Palestyny — jej wieczni „uchodźcy” — muszą otrzymać rozgrzeszenie.

Izrael powinien wyciągnąć jedyny wniosek, który ma znaczenie: Organizacja Narodów Zjednoczonych nie jest moralnym kompasem ani organizacją humanitarną. Jest wyłącznie instrumentem politycznym.


Link do oryginału: https://primarybowman.com/2026/02/09/two-condemnations-one-moral-collapse/?utm_source=substack&utm_medium=email

First One Through (Israel Analysis), 9 lutego 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com