Archives

Israeli Christian Leader: Tucker Carlson ‘Doesn’t Want the Truth,’ Endangers Christians Elsewhere by Lying About Israel


Israeli Christian Leader: Tucker Carlson ‘Doesn’t Want the Truth,’ Endangers Christians Elsewhere by Lying About Israel

Debbie Weiss


Tucker Carlson speaks on first day of AmericaFest 2025 at the Phoenix Convention Center in Phoenix, Arizona, Dec. 18, 2025. Photo: Charles-McClintock Wilson/ZUMA Press Wire via Reuters Connect

Firebrand podcaster Tucker Carlson drew a barrage of heat from Israelis after claiming he was “detained and interrogated” during a brief stop at Ben Gurion Airport on Wednesday, with former Prime Minister Naftali Bennett calling him “a chickens**t” and “a phony” and an Israeli Christian leader describing him as “an enemy of Israel” for lying about the country’s treatment of Christians.

Shadi Khalloul, founder of the Israeli Christian Aramaic Association and a former Knesset candidate, accused the former Fox News host-turned-far-right conspiracy theorist of “destroying Christian-Jewish relations” all over the world and “endangering the persecuted Christian community in the Middle East” by portraying Israel as hostile to Christianity.

“The truth is exactly the opposite,” he said, describing Christians in Israel as enjoying freedom and equal opportunity.

In Khalloul’s telling, Carlson is choosing scenes and storylines that travel well online, then skipping the reporting that might complicate them.

“Tucker Carlson doesn’t want the truth. The truth doesn’t exist in his lexicon,” Khalloul told The Algemeiner.

Earlier this month, Khalloul invited Carlson to a tour of Christian communities and holy sites in Israel, including a meeting with his brother-in-law, the head of the Maronite Church of Israel, but received no response.

“If he [Carlson] was really willing to help, he would come interview us, hear our views, our narrative,” Khalloul said, adding the podcaster would then be able to “expose the oppression of Christians in Lebanon, in Iraq, in Syria, and under the Palestinian Authority by a radical Islamic propaganda agenda,” rather than “talking about me and my community as being persecuted by Israel.”

He pointed to anti-Christian violence in Syria, including a recent church bombing in Damascus, and to the arrest of Maronite official Moussa el-Hajj in Lebanon after he was arrested by Hezbollah operatives at the Lebanese border carrying money and medicine sent from Israel’s Christian community.

Christian communities all over the region are continuing “to shrink while we here are thriving and increasing in numbers and happily living in Israel,” Khalloul said.

Khalloul’s comments came after Carlson spent only a few hours in Israel on Wednesday for an interview with US Ambassador Mike Huckabee and chose not to leave the Ben Gurion Airport facility before flying out of the country.

Bennett described the polemical commentator’s visit as a staged drive-by meant to give him a basis for future anti-Israel commentary.

“Tucker Carlson is a chickens**t,” Bennett posted on the social media platform X.

Carlson, who has been “spouting lies about Israel for the past two years,” didn’t even step foot in the country, Bennett wrote, and instead posted a photo taken in the airport logistics zone to “pretend he’s actually IN Israel (so he can later claim that he’s a serious reporter who toured Israel).”

He “whined” and “made up a story that he’s being supposedly harassed by our security (didn’t happen),” he continued.

“Next time he talks about Israel as if he’s some expert, just remember this guy is a phony!” Bennett concluded.

Carlson’s version, carried by outlets including the New York Post and the Daily Mail, said airport security took passports and “hauled” his executive producer into a room and interrogated him about the interview Carlson had just recorded with Huckabee.

Huckabee pushed back publicly, writing on X: “EVERYONE who comes in/out of Israel (every country for that matter) has passports checked & routinely asked security questions.”

Israel’s Airports Authority also rejected Carlson’s account, saying he and his team were not “detained, delayed, or interrogated” and were only asked “a few routine questions” in a side room inside the VIP lounge “solely to protect their privacy.”

“No unusual incident occurred,” the authority said, adding that it “firmly rejects any other claims.”

Carlson’s airport detention story was “another lie” by “someone who is always inventing stories,” according to Khalloul.

Carlson’s own platform promoted the trip as a fact-finding mission. In a monologue titled “We’re headed to Israel. Here’s why,” his site said he was traveling to “get answers to questions that no one will answer.”

His show page also carried an episode billed as “Israel’s Purging of Christians From the Holy Land and the Plot to Keep Americans From Noticing,” part of a series focused on Christian treatment by the “US-funded Israeli government.”

Commentators on social media pointed out that Carlson’s posting “Greetings from Israel” from an airport logistics zone, then flying out, does not amount to visiting the country in any ordinary sense.

Carlson’s brief trip to Israel contrasts with his interview of Russian President Vladimir Putin in 2024, when he spent multiple days in Russia praising the country on video and infamously marveling at the use of locks on shopping carts — a common feature in Europe.

The podcaster’s visit to Israel also differed from his trip to Doha in December, when he interviewed Qatari Prime Minister Mohammed bin Abdulrahman bin Jassim Al Thani and revealed his plans to purchase a home in the country. Qatar has been a long-time backer of the Muslim Brotherhood, including its Palestinian offshoot Hamas, an internationally designated terrorist group. 

Carlson has ramped up his anti-Israel content over the last year, according to a study released in December by the Jewish People Policy Institute (JPPI), which tracked the prominent far-right podcaster’s disproportionate emphasis on attacking the Jewish state in 2025.

In September, for example, the podcaster appeared to blame the Jewish people for the crucifixion of Jesus and suggest Israel was behind the assassination of American conservative activist Charlie Kirk.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Ustawa o usługach cyfrowych: mechanizm masowej cenzury

(Źródło zdjęcia: iStock)


Ustawa o usługach cyfrowych: mechanizm masowej cenzury

Drieu Godefridi
Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski


Według krytyków unijna Ustawa o usługach cyfrowych (DSA) w praktyce zmusza amerykańskie platformy do pełnienia roli “policji słowa” na rzecz UE, pod nieustanną groźbą dotkliwych sankcji. W ten sposób DSA wywołuje eksterytorialne skutki, wykraczające daleko poza Europę. To kluczowa kwestia: każdy amerykański użytkownik platformy X może zostać przez nią ukarany za wyrażenie opinii. W praktyce DSA stosowany jest więc wobec wszystkich Amerykanów. Ten wymóg stanowi ewidentny przykład imperializmu normatywnego, który charakteryzuje Unię Europejską od ponad dwóch dekad.

Jedyną możliwą techniczną alternatywą byłoby stworzenie oddzielnych platform – X-USA i X-EU – co byłoby zaprzeczeniem samej idei globalnej sieci i internetu jako takiego.

Komisja Sprawiedliwości Izby Reprezentantów USA potępiła ten system jako formę “zorganizowanej cenzury”, w ramach której UE “uzbraja” organizacje pozarządowe, by zmuszały amerykańskie firmy technologiczne do usuwania treści, które są zgodne z prawem USA, ale uznane za “problematyczne” w Europie.

Kary mogą sięgać 6% globalnych obrotów firmy, co w przypadku podmiotów takich jak Meta czy Google oznacza potencjalne miliardy euro. W razie braku współpracy platformy mogą nawet zostać czasowo zablokowane na rynku unijnym.

W środowisku ścisłego egzekwowania przepisów platformy są silnie motywowane do nadmiernej moderacji, by ograniczyć ryzyko regulacyjne, co prowadzi do usuwania treści, które są całkowicie legalne. Mówimy tu o ok. ośmiu milionach postów miesięcznie usuwanych w UE – nie licząc całkowitych banów, np. dla rosyjskich mediów.

Priorytetem jest walka z treściami nielegalnymi. Zgodnie z przepisami UE i prawem krajowym należą do nich mowa nienawiści (np. nawoływanie do przemocy na tle rasowym czy religijnym), treści terrorystyczne, materiały z wykorzystywaniem seksualnym dzieci, towary podrabiane i produkty niebezpieczne… A jednak centralny problem pozostaje: “nienawiść” nie została nigdzie zdefiniowana w przepisach.

Warto podkreślić, że dezinformacja sama w sobie nie jest nielegalna. DSA wymusza więc aktywną cenzurę treści, które są zgodne z prawem – ale nie podobają się europejskim książętom i ich legionom cenzorów.

Amerykańska wolność słowa nie przetrwa w cieniu “Wielkiego Brata” zwanego DSA.

Czym jest DSA?

DSA, przyjęty przez Unię Europejską w 2022 r., a w pełni obowiązujący od lutego 2024 r. w stosunku do tzw. bardzo dużych platform internetowych (VLOP) – takich jak X, Facebook, TikTok czy Google – nie jest oficjalnie przedstawiany jako instrument “zorganizowanej cenzury”. W założeniu ma być ramami regulacyjnymi dla usług cyfrowych, chroniącymi użytkowników przed nielegalnymi treściami, ryzykiem systemowym oraz nieprzejrzystymi praktykami platform.

Jednak coraz więcej krytyków – zwłaszcza w USA, m.in. Elon Musk oraz republikańscy kongresmeni – postrzega DSA jako mechanizm masowej cenzury. Ich zdaniem ustawa narzuca biurokratyczny nadzór nad wolnością wypowiedzi i umożliwia selektywne tłumienie poglądów opozycyjnych.

Na wstępie trzeba zaznaczyć, że DSA dotyczy wszystkich pośredników cyfrowych (platform, dostawców hostingu i powiązanych usług), choć obowiązki są znacznie bardziej rygorystyczne wobec VLOP-ów, czyli platform mających ponad 45 milionów użytkowników miesięcznie w UE.

Kto cenzuruje? (Zaangażowane podmioty)

Cenzura – przemianowana na “moderację” – nie jest bezpośrednio sprawowana przez UE ani przez rządy krajowe. Została delegowana na same platformy, które działają pod ścisłym nadzorem administracji krajowych. Efektem jest zdecentralizowany, lecz silnie kontrolowany system, który krytycy określają jako biurokratyczną “industrializację moderacji”.

Platformy cyfrowe są głównymi wykonawcami tej polityki. Mają one obowiązek aktywnie moderować treści, a w przypadku VLOP-ów wymagania są szczególnie surowe. Muszą one przeprowadzać analizy “ryzyk systemowych”, takich jak rozpowszechnianie dezinformacji, oraz wdrażać proaktywne działania, w tym algorytmy wykrywające i zespoły moderatorów. Platformy poniżej progu 45 milionów użytkowników mają mniej obowiązków, ale i tak muszą reagować na zgłoszenia.

Komisja Europejska pełni rolę głównego nadzorcy VLOP-ów. Może wszczynać postępowania, żądać dostępu do danych i nakładać grzywny. Przykładowo, w grudniu 2025 r. nałożono na X karę 120 mln euro za rzekomy brak przejrzystości w praktykach moderacyjnych – zwłaszcza dotyczących tzw. “niebieskich znaczników”, które miały ostrzegać przed treściami rzekomo promującymi dezinformację.

UE wyznacza też tzw. “zaufanych sygnalistów” – zazwyczaj są to organizacje pozarządowe, których zgłoszenia muszą być traktowane priorytetowo. W oficjalnym wykazie figurują organizacje uznawane za lewicowe lub skrajnie lewicowe, jak HateAid (Niemcy) czy UNIA (Belgia).

Każde państwo członkowskie UE wyznacza krajowego koordynatora ds. usług cyfrowych (DSC) – np. ARCOM we Francji czy BNetzA w Niemczech – który nadzoruje platformy niebędące VLOP-ami i współpracuje z UE. To oni zajmują się skargami lokalnymi i nakładają sankcje. Najbardziej restrykcyjne kraje, jak Niemcy i Francja, mają nieproporcjonalny wpływ na cały system, co prowadzi do obniżania standardów wolności słowa w całej UE – treść zgłoszona w jednym kraju jest w praktyce zgłaszana w całej Unii.

Dodatkowo, każda osoba może zgłosić treść przez mechanizm “zgłoś i działaj” (notice-and-action). Zaufani sygnaliści, akredytowani przez DSC, mają uprzywilejowaną pozycję: ich zgłoszenia są traktowane priorytetowo i często skutkują szybkimi usunięciami.

W grudniu 2025 r. Stany Zjednoczone zakazały wjazdu pięciu Europejczykom, w tym byłemu komisarzowi Thierry’emu Bretonowi, za wywieranie presji na amerykańskie platformy internetowe.

Jak to działa? (Mechanizmy)

DSA tworzy szczegółowy, zorganizowany proces, który krytycy porównują do taśmy produkcyjnej cenzury.

  1. Zgłoś i działaj: Każdy może zgłosić treść jako nielegalną. Platformy muszą ją szybko przeanalizować – często w ciągu 24–48 godzin. W przypadku VLOP-ów wykorzystywane są również algorytmy AI do skanowania treści.
  2. Analiza ryzyka systemowego: VLOP-y muszą przeprowadzać coroczne audyty ryzyka, w dziedzinach takich jak dezinformacja, zagrożenia dla zdrowia psychicznego czy procesów demokratycznych, oraz wdrażać środki zaradcze, np. depriorytetyzację postów.
  3. Obowiązki w zakresie przejrzystości: Platformy muszą uzasadniać każdą decyzję o usunięciu treści (art. 17 DSA), publikować półroczne raporty (np. 41,4 mln usuniętych treści w UE w I połowie 2025) i oferować mechanizmy odwoławcze. W praktyce są one nieprzejrzyste i powolne, co zachęca do prewencyjnej cenzury.

Organy UE i DSC prowadzą też kontrole, np. poprzez “tajemnicze zakupy”, by sprawdzić przestrzeganie przepisów, jak w przypadku handlu nielegalnymi produktami na Temu.

Wysokość grzywien może sięgnąć 6% globalnego obrotu firmy. W razie braku współpracy możliwa jest tymczasowa blokada platformy na terenie UE.

Na jakiej podstawie? (Kryteria “moderacji”)

Kryteria moderacji nie są jednolite ani jasno określone. Opierają się na prawie unijnym i krajowym, co sprawia, że system jest nieprzejrzysty i podatny na nadużycia. Termin “nienawiść” nie ma spójnej definicji, co pozwala na jego dowolną interpretację.

Nielegalne treści to priorytet. Należą do nich: mowa nienawiści, treści terrorystyczne, wykorzystywanie dzieci, podróbki, niebezpieczne produkty (np. “lalki pedofilskie” na Temu).

Ale to, co uznaje się za “nienawiść”, zależy od ideologicznej interpretacji. Nazwanie polityka “skrajną prawicą” nie jest ścigane, natomiast wskazywanie na związki między islamską imigracją a antysemityzmem – już tak.

W rzeczywistości pojęcie “nienawiści” jest używane jako pretekst do cenzurowania opinii niezgodnych z lewicową ortodoksją.

W USA obowiązuje zasada: państwo nie może zakazywać wypowiedzi wzywających do użycia siły lub łamania prawa, chyba że mają one na celu i są zdolne do wywołania bezpośrednich działań bezprawnych. Jest to ochrona wynikająca z Pierwszej Poprawki.

Druga kategoria dotyczy “ryzyka systemowego”, tylko dla VLOP-ów. Obejmuje szkody dla nieletnich, przemoc, uzależniające treści czy dezinformację – np. dotyczącą zdrowia publicznego, wyborów czy szczepionek. Te treści nie są nielegalne, ale uznawane za szkodliwe, co prowadzi do ich degradowania lub cenzury.

W 2025 roku stu ekspertów ds. wolności słowa ostrzegło, że DSA doprowadzi do “rozbicia globalnej wolności słowa”.

Amerykańska wolność słowa nie przetrwa w cieniu “Wielkiego Brata” zwanego DSA.


Drieu Godefridi – prawnik (Université Saint-Louis, Uniwersytet w Louvain), filozof, doktor teorii prawa (Sorbonne – Paris IV). Przedsiębiorca, dyrektor europejskiej grupy edukacyjnej oraz PAN Medias Group. Autor książki The Green Reich (2020).

Oryginał angielski: The Digital Services Act: A Mechanism of Mass Censorship


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Iran Races to Rebuild Missile Arsenal, Israel Tests Upgraded Defenses Amid Fragile US Nuclear Talks


Iran Races to Rebuild Missile Arsenal, Israel Tests Upgraded Defenses Amid Fragile US Nuclear Talks

Ailin Vilches Arguello


Iranian missiles are displayed in a park in Tehran, Iran, Jan. 31, 2026. Photo: Majid Asgaripour/WANA (West Asia News Agency) via REUTERS

As the prospect of renewed conflict looms, Iran is scrambling to restore its battered missile capabilities while Israel tests upgraded air defenses and accelerates military preparations for a potential confrontation.

Iran had 25 key sites housing long-range ballistic missile capabilities, 19 of which were struck during last June’s 12-day war, when the US and Israel bombed the regime’s nuclear facilities, according to Israel’s Channel 14.

The outlet’s latest report, drawing on satellite imagery, research by the Alma Institute for Middle Eastern Studies, and confirmations from security officials, reveals that all sites were equipped with underground infrastructure and suffered extensive surface and subterranean damage.

Yet, with the shadow of a new conflict looming, Iran has rushed to restore its shattered defense capabilities, reportedly completing some partial repairs already.

As of last month, the country’s main launch bases — whose surfaces suffered moderate to severe damage — appear to show clear signs of recovery and resumed operational activity.

Israeli officials estimate that the Islamist regime now possesses at least twice the missile arsenal it deployed in past attacks.

However, Iran’s missile launch capacity remains limited by shortages of launchers and rocket fuel, even as it reportedly works to restore these critical components as well.

As Tehran works to rebuild its strategic threat against the Jewish state amid rising regional tensions, Israel has successfully upgraded its missile defense systems and expanded its arsenal of anti-missile batteries, effectively reinforcing its deterrence capabilities.

On Wednesday, the Israeli Ministry of Defense announced a successful test of the “David’s Sling” air-defense system, designed to intercept Iranian ballistic missiles with advanced evasive capabilities.

Built on operational lessons from last year’s war, Israeli officials said the upgraded system can intercept cruise missiles, ballistic missiles, aircraft, and drones at medium and long ranges, reaching altitudes of 50 to 70 kilometers (31 to 43 miles).

From the Arrow system to the Iron Dome, Israel is bolstering its defense capabilities with extensive logistical preparations to maintain operational readiness during prolonged and intense missile attacks, the Ministry of Defense said in a statement.

At the top of the country’s operational defense pyramid is the Arrow system, a strategic, exo-atmospheric shield designed to intercept long-range ballistic missiles while they are still outside the atmosphere, neutralizing threats at a distance and preventing environmental damage or the impact of unconventional warheads

Serving as the middle layer of Israel’s missile defense, the newly upgraded David’s Sling system works alongside the Iron Dome, which protects the home front and civilian settlements.

The country is also introducing the laser system Iron Beam, or “Magen Or,” capable of intercepting missiles quickly, accurately, and more efficiently than conventional systems

These latest developments come as regional tensions escalate over Iran’s nuclear program and fragile negotiations with the United States, raising concerns about a renewed conflict in the region. 

Washington and Tehran resumed negotiations last Friday in Oman, marking the first direct engagement between US and Iranian officials since nuclear talks collapsed after the 12-day war in June.

With the chances of a deal still uncertain, US President Donald Trump has simultaneously launched a massive military buildup in the Gulf, pressuring the Iranian regime to return to the negotiating table if it wants to prevent a potential conflict.

On Wednesday, Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu met with Trump to discuss the prospects of a potential nuclear agreement with Tehran and the next steps in the talks. Israeli officials have said they want any agreement with Iran to include zero enrichment of uranium, limits on ballistic missiles, and a pullback of the regime’s support for terrorist groups across the Middle East.

“There was nothing definitive reached other than I insisted that negotiations with Iran continue to see whether or not a Deal can be consummated. If it cannot, we will just have to see what the outcome will be,” Trump wrote in a post on Truth Social after their meeting. 

“Last time Iran decided that they were better off not making a deal, they were hit with Midnight Hammer — that did not work well for them,” he continued, referring to the US operation to bomb Iranian nuclear sites in June. “Hopefully this time they will be more reasonable and responsible.”

Trump also told Axios in a Tuesday interview that he is considering deploying a second aircraft carrier strike group to the Middle East to prepare for military action if negotiations with Iran fail.

“Either we will make a deal or we will have to do something very tough like last time,” Trump said. 

According to multiple media reports, Washington has set three conditions for a nuclear agreement with Iran: halting uranium enrichment, restricting the country’s ballistic missile program, and ending the regime’s support for terrorist groups and other proxies throughout the Middle East.

However, Iran has long said all three demands are unacceptable, but two Iranian officials told Reuters its Islamist, authoritarian rulers view the ballistic missile program, not uranium enrichment, as the bigger issue.

In recent days, the US has indicated it is primarily concerned with the nuclear program, leaving some observers concerned that the Trump administration will strike a deal that’s too narrow in scope.

The Iranian government has already publicly rejected any transfer of uranium out of the country and ruled out negotiations over its ballistic missile program or support for proxy forces.

Cautious optimism about diplomacy has also been shaken by reported clashes between US and Iranian forces at sea as tensions rise.

Last week, the US military said it shot down an Iranian drone that had “aggressively” approached the aircraft carrier Abraham Lincoln in the Arabian Sea. Hours later, forces from Iran’s Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC) harassed a US-flagged, US-crewed merchant vessel in the Strait of Hormuz.

Trump initially threatened to intervene in Iran if the regime killed anti-government protesters who took to the streets across the country in late December and early January. However, the Iranian government proceeded to crush the protests with a brutal crackdown, reportedly killing tens of thousands of people.

The US subsequently began its military buildup in the region, and Trump called on the regime to begin negotiations.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Legenda o bezpiecznych Żydach


Legenda o bezpiecznych Żydach

Anna Grabowska (Anne Goldschmid)


Pogrom Żydów w Kielcach, 4 lipca 1946 r.

Przeczytałam właśnie tekst Konstantego Geberta w “Kulturze Liberalnej”, zatytułowany “Pamięć o Zagładzie nie chroni już Żydów”. I już w samym tym zdaniu, w tym “już”, kryje się założenie, które wydaje mi się historycznie wątpliwe, żeby nie powiedzieć po prostu błędne. Bo żeby móc napisać, że pamięć o Zagładzie przestała chronić Żydów, trzeba najpierw udowodnić, że kiedykolwiek ich chroniła. A z tym, kiedy tylko wyjdzie się poza publicystyczną metaforę i zajrzy do historii, zaczynają się poważne kłopoty.

Zagłada była momentem absolutnej bezbronności. Nie początkiem ochrony, lecz jej ostatecznym zaprzeczeniem. Była dowodem na to, że kiedy świat uzna, że Żydzi są problemem, nie chroni ich ani kultura, ani patriotyzm, ani asymilacja, ani wykształcenie, ani zasługi wojenne, ani pozycja społeczna, ani nawet to, że są sąsiadami od pokoleń. Nie chroni ich nic. To jest właśnie lekcja XX wieku. Mówienie więc o tym, że pamięć o Zagładzie przez dziesięciolecia pełniła funkcję tarczy, brzmi raczej jak prywatna opowieść autora niż jak opis realnej historii.

Owszem, po wojnie pojawił się w części Europy Zachodniej krótki okres, jak ja to nazywam – zakłopotania. Ludzie nie chcieli mówić rzeczy, które brzmiałyby jak echo niedawnych oprawców. W języku publicznym powstało pewne tabu. Ale tabu językowe nie jest żadną ochroną, tylko zmianą dekoracji. Antysemityzm nie zniknął. Zmienił kostium, ton i retorykę. Zamiast Żyda pojawił się syjonista. Miejsce biologii zajęła moralna wyższość. A teorie rasowe zastąpiono oskarżeniami o kolonializm, spiski, pieniądze i oczywiście wpływy. Mechanizm pozostał więc ten sam, tylko słowa stały się bardziej eleganckie, bardziej salonowe i bardziej nadające się do druku.

Wystarczy spojrzeć na mapę powojennego świata i zapytać zupełnie zwyczajnie autora: gdzie właściwie ta ochrona miała miejsce? W powojennej Polsce, gdzie dochodziło do pogromów? W Związku Radzieckim, gdzie masowo urządzano antyżydowskie kampanie i oskarżano lekarzy o spiski? A może w 1968 r., kiedy w państwie, które samo uważało się za ofiarę nazizmu, przeprowadzono czystkę antyżydowską pod hasłem walki z syjonizmem? Czy też w krajach arabskich, z których wypędzono setki tysięcy Żydów, odbierając im domy, majątki i obywatelstwo? Z tej perspektywy opowieść o wieloletniej “ochronie” ma retoryczny połysk w zachodnioeuropejskich salonach, ale bardzo źle znosi konfrontację z faktami. Jeśli patrzy się na to z doświadczenia francuskiego, obraz też nie jest szczególnie pocieszający. Owszem, wszystko było “okadrowane” prawnie. Istniały przepisy, instytucje, deklaracje, szkolne lekcje pamięci, oficjalne ceremonie. W języku publicznym antysemityzm był zakazany, kompromitujący i w złym tonie. Ale między tą oficjalną ramą a codziennym doświadczeniem niestety istniała przepaść.

Antysemityzm nie zniknął z życia społecznego tylko dlatego, że przestał być elegancki. Był i jest obecny w drobnych gestach, w żartach, w insynuacjach, w podejrzeniach, w tym nieustannym odruchu przypisywania Żydom zbiorowej winy albo ukrytych interesów. Nie zawsze spektakularnie, nie zawsze w nagłówkach gazet. Często półgębkiem, w komentarzach, w przezwiskach, w tej banalnej, codziennej wrogości, która nie potrzebuje ani ideologii, ani wielkich słów.

W krajach, w których Żydów jest bardzo niewielu, ta ignorancja bywa wręcz uderzająca. Ludzie nie znają żadnego Żyda, ale mają o “Żydach” bardzo wyraźne wyobrażenie. Widzą monolit; czarny kapelusz, pejsy, broda, modlitwa i pieniądze. Taki ludowy rysunek z zeszytu do historii, który nigdy przez nikogo nie został poprawiony. W internecie widać to jak na dłoni, wystarczy mieć żydowskie nazwisko, żeby ktoś nazwał człowieka “pejsatym”, choćby ten ktoś nie miał z chasydyzmem nic wspólnego i nigdy w życiu nie założył czarnego kapelusza. To nie jest zatem nienawiść ideologiczna, to jest po prostu ignorancja. Taka, przy której naprawdę trudno nie odnieść wrażenia, że myślenie utknęło na poziomie instrukcji obsługi czajnika.

Bo społeczność żydowska nie jest żadnym monolitem, jest jedną z najbardziej, powtarzam, najbardziej zróżnicowanych wspólnot na świecie. Żydzi przez stulecia żyli w dziesiątkach krajów i kultur, od Maroka po Litwę, od Jemenu po Francję, od Etiopii po Argentynę itd. Są religijni i zupełnie świeccy, lewicowi i prawicowi, tradycyjni i całkowicie niereligijni. W największych społecznościach żydowskich ogromna część ludzi uważa się za świeckich albo tylko kulturowo związanych z judaizmem. Sprowadzanie całego świata żydowskiego do obrazu chasydów jest więc nie tylko uproszczeniem. Jest zwykłą niewiedzą. Ta sama niewiedza dotyczy dzisiaj Izraela. Cały naród przedstawia się jak jednolity blok, jakby wszyscy myśleli tak samo i ponosili tę samą odpowiedzialność za każdą decyzję rządu. Jakby nie było sporów, protestów, opozycji, wyborów, partii, demonstracji, gazet i debat. Tymczasem Izrael jest demokracją, w której ludzie kłócą się o politykę równie zajadle jak w każdej innej demokracji. Jedni popierają wojnę, inni ją krytykują, jeszcze inni popierają ją niechętnie, z poczucia konieczności. To samo dotyczy diaspory. Wielu Żydów w Europie i Ameryce nie zgadza się z konkretnymi decyzjami rządu. I mają do tego pełne prawo, bo na tym właśnie polega demokracja: jedni się zgadzają, inni nie, a jeszcze inni zmieniają zdanie. Obciążanie całego narodu zbiorową winą i sprowadzanie milionów ludzi do jednego stereotypu jest więc nie tylko moralnie wątpliwe, ale też intelektualnie ubogie. To skrót myślowy, który zastępuje wiedzę emocją i upraszcza złożoną rzeczywistość do poziomu ludowej bajki.

Trudno mówić o jakiejkolwiek “ochronie Żydów” trudno mi w ogóle strawić to niefortunne wyrażenie, skoro dla ogromnej części żydowskiego świata powojenna historia była kolejnym pasmem emigracji, kampanii nienawiści i politycznych czystek. Ochrona istniała co najwyżej w języku zachodnich elit, które przez pewien czas nie chciały brzmieć jak ich niedawni poprzednicy. Ale to nie jest to samo, co realne bezpieczeństwo.

Mylenie tabu językowego z rzeczywistą ochroną jest jednym z największych błędów tej narracji. To, że w niektórych krajach nie wypadało mówić rzeczy jawnie antysemickich, nie oznaczało, że ludzie przestali tak myśleć. Oznaczało tylko, że trzeba było mówić inaczej, bardziej subtelnie, bardziej politycznie i bardziej moralnie.

Antysemityzm został zreformowany, a nie pokonany. Dlatego zdanie, że pamięć o Zagładzie “już” nie chroni Żydów, brzmi jak spóźnione odkrycie. Jakby ktoś dopiero teraz zauważył, że parasol, pod którym rzekomo staliśmy przez dekady, był w istocie tylko dekoracją. Chronił przede wszystkim sumienia tych, którzy chcieli wierzyć, że świat po 1945 roku stał się o wiele lepszy. Żydów chronił znacznie rzadziej. A może wcale.

Żeby w ogóle napisać taki tekst, trzeba najpierw stanąć przed bardzo prostym pytaniem. Zadać je samemu sobie, bez publiczności i bez czytelników. Czy jestem w tym uczciwy. Czy naprawdę wiem, o czym piszę. I czy mam wiedzę i historyczną świadomość, które pozwalają mi stawiać takie tezy, a nie inne.

Bo publicystyka to nie jest tylko kwestia stylu, efektownego tytułu czy trafnej metafory. To także odpowiedzialność za obrazy historii, które wprowadza się do obiegu. Jeżeli ktoś pisze o “ochronie”, która rzekomo istniała przez dekady, powinien najpierw sam przed sobą odpowiedzieć, gdzie dokładnie ją widzi. W jakich krajach. W jakich latach. W jakich biografiach.

Autor powinien zawsze wiedzieć więcej, niż pisze. Powinien mieć w głowie ciężar faktów, których nie zmieścił w tekście, i świadomość wszystkich tych historii, które komplikują jego tezę. Dopiero wtedy zdania nabierają powagi, a nie tylko retorycznego blasku. Bo inaczej bardzo łatwo stworzyć elegancką opowieść, która pięknie i gładko brzmi na papierze, ale rozpada się przy pierwszym kontakcie z rzeczywistością.


Link do tekstu Geberta: Gebert


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


US Military Preparing for Potentially Weeks-Long Iran Operations


US Military Preparing for Potentially Weeks-Long Iran Operations

Reuters and Algemeiner Staff


FILE PHOTO: An Iranian woman holding a poster depicting Iran’s Supreme Leader Ayatollah Ali Khamenei walks under a large flag during the 47th anniversary of the Islamic Revolution in Tehran, Iran February 11, 2026. Majid Asgaripour/WANA (West Asia News Agency) via REUTERS/File Photo

The US military is preparing for the possibility of sustained, weeks-long operations against Iran if President Donald Trump orders an attack, two US officials told Reuters, in what could become a far more serious conflict than previously seen between the countries.

The disclosure by the officials, who spoke on condition of anonymity due to the sensitive nature of the planning, raises the stakes for the diplomacy underway between the United States and Iran.

US envoys Steve Witkoff and Jared Kushner will hold negotiations with Iran on Tuesday in Geneva, with representatives from Oman acting as mediators. US Secretary of State Marco Rubio cautioned on Saturday that while Trump’s preference was to reach a deal with Tehran, “that’s very hard to do.”

Meanwhile, Trump has amassed military forces in the region, raising fears of new military action. US officials said on Friday the Pentagon was sending an additional aircraft carrier to the Middle East, adding thousands more troops along with fighter aircraft, guided-missile destroyers and other firepower capable of waging attacks and defending against them.

Trump, speaking to US troops on Friday at a base in North Carolina, openly floated the possibility of regime change in Iran, saying it “seems like that would be the best thing that could happen.” He declined to share who he wanted to take over Iran, but said “there are people.”

“For 47 years, they’ve been talking and talking and talking,” Trump said.

Trump has long voiced skepticism about sending ground troops into Iran, saying last year “the last thing you want to do is ground forces,” and the kinds of US firepower arrayed in the Middle East so far suggest options for strikes primarily by air and naval forces. In Venezuela, Trump demonstrated a willingness to rely also on special operations forces to seize that country’s president, Nicolas Maduro, in a raid last month.

Asked for comment on the preparations for a potentially sustained US military operation, White House spokesperson Anna Kelly said: “President Trump has all options on the table with regard to Iran.”

“He listens to a variety of perspectives on any given issue, but makes the final decision based on what is best for our country and national security,” Kelly said.

The Pentagon declined to comment.

The United States sent two aircraft carriers to the region last year, when it carried out strikes against Iranian nuclear sites.

However, June’s “Midnight Hammer” operation was essentially a one-off US attack, with stealth bombers flying from the United States to strike Iranian nuclear facilities. Iran staged a very limited retaliatory strike on a US base in Qatar.

RISKS INCREASING

The planning underway this time is more complex, the officials said.

In a sustained campaign, the US military could hit Iranian state and security facilities, not just nuclear infrastructure, one of the officials said. The official declined to provide specific detail.

Experts say the risks to US forces would be far greater in such an operation against Iran, which boasts a formidable arsenal of missiles. Retaliatory Iranian strikes also increase the risk of a regional conflict.

The same official said the United States fully expected Iran to retaliate, leading to back-and-forth strikes and reprisals over a period of time.

The White House and Pentagon did not respond to questions about the risks of retaliation or regional conflict.

Trump has repeatedly threatened to bomb Iran over its nuclear and ballistic missile programs and crushing of internal dissent. On Thursday, he warned the alternative to a diplomatic solution would “be very traumatic, very traumatic.”

Iran’s Revolutionary Guards have warned that in case of strikes on Iranian territory, they could retaliate against any US military base.

The US maintains bases throughout the Middle East, including in Jordan, Kuwait, Saudi Arabia, Qatar, Bahrain, the United Arab Emirates and Turkey.

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu met Trump for talks in Washington on Wednesday, saying that if an agreement with Iran were reached, “it must include the elements that are vital to Israel.”

Iran has said it is prepared to discuss curbs on its nuclear program in exchange for lifting sanctions, but has ruled out linking the issue to missiles.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com