
Legenda o bezpiecznych Żydach
Anna Grabowska (Anne Goldschmid)
Pogrom Żydów w Kielcach, 4 lipca 1946 r.
Przeczytałam właśnie tekst Konstantego Geberta w “Kulturze Liberalnej”, zatytułowany “Pamięć o Zagładzie nie chroni już Żydów”. I już w samym tym zdaniu, w tym “już”, kryje się założenie, które wydaje mi się historycznie wątpliwe, żeby nie powiedzieć po prostu błędne. Bo żeby móc napisać, że pamięć o Zagładzie przestała chronić Żydów, trzeba najpierw udowodnić, że kiedykolwiek ich chroniła. A z tym, kiedy tylko wyjdzie się poza publicystyczną metaforę i zajrzy do historii, zaczynają się poważne kłopoty.
Zagłada była momentem absolutnej bezbronności. Nie początkiem ochrony, lecz jej ostatecznym zaprzeczeniem. Była dowodem na to, że kiedy świat uzna, że Żydzi są problemem, nie chroni ich ani kultura, ani patriotyzm, ani asymilacja, ani wykształcenie, ani zasługi wojenne, ani pozycja społeczna, ani nawet to, że są sąsiadami od pokoleń. Nie chroni ich nic. To jest właśnie lekcja XX wieku. Mówienie więc o tym, że pamięć o Zagładzie przez dziesięciolecia pełniła funkcję tarczy, brzmi raczej jak prywatna opowieść autora niż jak opis realnej historii.
Owszem, po wojnie pojawił się w części Europy Zachodniej krótki okres, jak ja to nazywam – zakłopotania. Ludzie nie chcieli mówić rzeczy, które brzmiałyby jak echo niedawnych oprawców. W języku publicznym powstało pewne tabu. Ale tabu językowe nie jest żadną ochroną, tylko zmianą dekoracji. Antysemityzm nie zniknął. Zmienił kostium, ton i retorykę. Zamiast Żyda pojawił się syjonista. Miejsce biologii zajęła moralna wyższość. A teorie rasowe zastąpiono oskarżeniami o kolonializm, spiski, pieniądze i oczywiście wpływy. Mechanizm pozostał więc ten sam, tylko słowa stały się bardziej eleganckie, bardziej salonowe i bardziej nadające się do druku.
Wystarczy spojrzeć na mapę powojennego świata i zapytać zupełnie zwyczajnie autora: gdzie właściwie ta ochrona miała miejsce? W powojennej Polsce, gdzie dochodziło do pogromów? W Związku Radzieckim, gdzie masowo urządzano antyżydowskie kampanie i oskarżano lekarzy o spiski? A może w 1968 r., kiedy w państwie, które samo uważało się za ofiarę nazizmu, przeprowadzono czystkę antyżydowską pod hasłem walki z syjonizmem? Czy też w krajach arabskich, z których wypędzono setki tysięcy Żydów, odbierając im domy, majątki i obywatelstwo? Z tej perspektywy opowieść o wieloletniej “ochronie” ma retoryczny połysk w zachodnioeuropejskich salonach, ale bardzo źle znosi konfrontację z faktami. Jeśli patrzy się na to z doświadczenia francuskiego, obraz też nie jest szczególnie pocieszający. Owszem, wszystko było “okadrowane” prawnie. Istniały przepisy, instytucje, deklaracje, szkolne lekcje pamięci, oficjalne ceremonie. W języku publicznym antysemityzm był zakazany, kompromitujący i w złym tonie. Ale między tą oficjalną ramą a codziennym doświadczeniem niestety istniała przepaść.
Antysemityzm nie zniknął z życia społecznego tylko dlatego, że przestał być elegancki. Był i jest obecny w drobnych gestach, w żartach, w insynuacjach, w podejrzeniach, w tym nieustannym odruchu przypisywania Żydom zbiorowej winy albo ukrytych interesów. Nie zawsze spektakularnie, nie zawsze w nagłówkach gazet. Często półgębkiem, w komentarzach, w przezwiskach, w tej banalnej, codziennej wrogości, która nie potrzebuje ani ideologii, ani wielkich słów.
W krajach, w których Żydów jest bardzo niewielu, ta ignorancja bywa wręcz uderzająca. Ludzie nie znają żadnego Żyda, ale mają o “Żydach” bardzo wyraźne wyobrażenie. Widzą monolit; czarny kapelusz, pejsy, broda, modlitwa i pieniądze. Taki ludowy rysunek z zeszytu do historii, który nigdy przez nikogo nie został poprawiony. W internecie widać to jak na dłoni, wystarczy mieć żydowskie nazwisko, żeby ktoś nazwał człowieka “pejsatym”, choćby ten ktoś nie miał z chasydyzmem nic wspólnego i nigdy w życiu nie założył czarnego kapelusza. To nie jest zatem nienawiść ideologiczna, to jest po prostu ignorancja. Taka, przy której naprawdę trudno nie odnieść wrażenia, że myślenie utknęło na poziomie instrukcji obsługi czajnika.
Bo społeczność żydowska nie jest żadnym monolitem, jest jedną z najbardziej, powtarzam, najbardziej zróżnicowanych wspólnot na świecie. Żydzi przez stulecia żyli w dziesiątkach krajów i kultur, od Maroka po Litwę, od Jemenu po Francję, od Etiopii po Argentynę itd. Są religijni i zupełnie świeccy, lewicowi i prawicowi, tradycyjni i całkowicie niereligijni. W największych społecznościach żydowskich ogromna część ludzi uważa się za świeckich albo tylko kulturowo związanych z judaizmem. Sprowadzanie całego świata żydowskiego do obrazu chasydów jest więc nie tylko uproszczeniem. Jest zwykłą niewiedzą. Ta sama niewiedza dotyczy dzisiaj Izraela. Cały naród przedstawia się jak jednolity blok, jakby wszyscy myśleli tak samo i ponosili tę samą odpowiedzialność za każdą decyzję rządu. Jakby nie było sporów, protestów, opozycji, wyborów, partii, demonstracji, gazet i debat. Tymczasem Izrael jest demokracją, w której ludzie kłócą się o politykę równie zajadle jak w każdej innej demokracji. Jedni popierają wojnę, inni ją krytykują, jeszcze inni popierają ją niechętnie, z poczucia konieczności. To samo dotyczy diaspory. Wielu Żydów w Europie i Ameryce nie zgadza się z konkretnymi decyzjami rządu. I mają do tego pełne prawo, bo na tym właśnie polega demokracja: jedni się zgadzają, inni nie, a jeszcze inni zmieniają zdanie. Obciążanie całego narodu zbiorową winą i sprowadzanie milionów ludzi do jednego stereotypu jest więc nie tylko moralnie wątpliwe, ale też intelektualnie ubogie. To skrót myślowy, który zastępuje wiedzę emocją i upraszcza złożoną rzeczywistość do poziomu ludowej bajki.
Trudno mówić o jakiejkolwiek “ochronie Żydów” trudno mi w ogóle strawić to niefortunne wyrażenie, skoro dla ogromnej części żydowskiego świata powojenna historia była kolejnym pasmem emigracji, kampanii nienawiści i politycznych czystek. Ochrona istniała co najwyżej w języku zachodnich elit, które przez pewien czas nie chciały brzmieć jak ich niedawni poprzednicy. Ale to nie jest to samo, co realne bezpieczeństwo.
Mylenie tabu językowego z rzeczywistą ochroną jest jednym z największych błędów tej narracji. To, że w niektórych krajach nie wypadało mówić rzeczy jawnie antysemickich, nie oznaczało, że ludzie przestali tak myśleć. Oznaczało tylko, że trzeba było mówić inaczej, bardziej subtelnie, bardziej politycznie i bardziej moralnie.
Antysemityzm został zreformowany, a nie pokonany. Dlatego zdanie, że pamięć o Zagładzie “już” nie chroni Żydów, brzmi jak spóźnione odkrycie. Jakby ktoś dopiero teraz zauważył, że parasol, pod którym rzekomo staliśmy przez dekady, był w istocie tylko dekoracją. Chronił przede wszystkim sumienia tych, którzy chcieli wierzyć, że świat po 1945 roku stał się o wiele lepszy. Żydów chronił znacznie rzadziej. A może wcale.
Żeby w ogóle napisać taki tekst, trzeba najpierw stanąć przed bardzo prostym pytaniem. Zadać je samemu sobie, bez publiczności i bez czytelników. Czy jestem w tym uczciwy. Czy naprawdę wiem, o czym piszę. I czy mam wiedzę i historyczną świadomość, które pozwalają mi stawiać takie tezy, a nie inne.
Bo publicystyka to nie jest tylko kwestia stylu, efektownego tytułu czy trafnej metafory. To także odpowiedzialność za obrazy historii, które wprowadza się do obiegu. Jeżeli ktoś pisze o “ochronie”, która rzekomo istniała przez dekady, powinien najpierw sam przed sobą odpowiedzieć, gdzie dokładnie ją widzi. W jakich krajach. W jakich latach. W jakich biografiach.
Autor powinien zawsze wiedzieć więcej, niż pisze. Powinien mieć w głowie ciężar faktów, których nie zmieścił w tekście, i świadomość wszystkich tych historii, które komplikują jego tezę. Dopiero wtedy zdania nabierają powagi, a nie tylko retorycznego blasku. Bo inaczej bardzo łatwo stworzyć elegancką opowieść, która pięknie i gładko brzmi na papierze, ale rozpada się przy pierwszym kontakcie z rzeczywistością.

Link do tekstu Geberta: Gebert
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com