Archives

Pułapka nieśmiertelności

Bożeną Keff / archiwum prywatne


Pułapka nieśmiertelności

DAM PLUSZKA


Rozmowa z Bożeną Keff

Kultura polska jest kulturą okaleczonych ludzi, co widać także po tym współczesnym „chamstwie”, głuchym na innych, zawsze owiniętym wokół swojej krzywdy. Co to jest, dlaczego tak trwa i trwa?


ADAM PLUSZKA: Anonsując twoją książkę, wydawca pisze, że to twój debiut beletrystyczny. Po wszystkich książkach, które do tej pory napisałaś, czujesz się debiutantką?

BOŻENA KEFF: I tak, i nie. Z pochodzenia jestem poetką, napisałam trzy książki dyskursywne, trzy poetyckie, ale fikcji literackiej, prozy, faktycznie nie. Pisania prozy naprawdę się uczyłam. Uczyłam się, pisząc, i nie ukrywam, że z jednych rzeczy byłam zadowolona, inne zwyczajnie wyrzucałam. Uczyłam się konstrukcji postaci, czego nie wymaga poezja. W poezji operujesz na poziomie słów i zdań, masz przed oczami przestrzeń kartki czy strony ekranu. W prozie to zupełnie inne przestrzenie, rzeczy dzieją się dużo dłużej, człowiek się pojawia w iluś tam odsłonach i trzeba zadbać o to, żeby była to spójna osoba. Na tym mi szczególnie zależało – chociaż nie uważam, że piszę prozę psychologiczną, to strasznie cierpię od braku umiejętności psychologicznej w polskiej prozie. I uważam, że to jakiś kulturowy problem.

W czym to się przejawia?

W dość płytkich postaciach albo w ogóle w odpływaniu od wszelkiej problematyki, gdzie trzeba by pogłębić psychologię. Zastanawiam się, czy polska proza psychologiczna obecnie w ogóle istnieje. Może to nie jest odpowiedni moment. Może nie musi jej być. Jest to jednak coś, co inni mają na wyposażeniu warsztatu jako rzecz niezbędną i konieczną. Pamiętam, że kiedyś otworzyłam jakiś podręcznik amerykański do pisania scenariuszy filmowych jednego ze znanych reżyserów i on zaczynał od polecenia lektury podstawowej. Była to lektura psychologiczna, Karen Horney chyba, jako podstawa do uczenia się budowania postaci. Chodziło o to, żeby zdobyć podstawy wiedzy psychologicznej, prócz własnych umiejętności. Żeby sytuacja wynikała z postaci, nie zaś żeby postać pasowała do sytuacji.

W takim razie który z polskich pisarzy odrobił lekcję?

Spore wyczucie psychologiczne miały Zapolska, Nałkowska, Kuncewiczowa. Moja ukochana trójka, czyli Gombrowicz, Schulz, Witkacy, są z zupełnie innej parafii. W Polsce jednak nie ma głosu psychologicznego na poziomie wielkiego realizmu, a potem Virginii Woolf, Joyce’a czy pisarzy rosyjskich. Nie twierdzę, że proza psychologiczna to moje powołanie, ale podczas pisania musiałam pilnować motywacji swoich bohaterów, ich konsekwencji. Krótko mówiąc, musisz się nauczyć tego wszystkiego, do czego cię obliguje długość trwania i głębia trwania opowieści, którą tkasz. Jeśli mówimy o dzisiejszej prozie, to nie umiem na to odpowiedzieć. Może ona w ogóle jest w innej sprawie. Moja też.

Zastanawiam się, czy polska proza psychologiczna w ogóle istnieje. Może nie musi jej być. To jednak coś, co inni mają na wyposażeniu warsztatu

Nieśmiertelny to pierwsza beletrystyczna książka Bożeny Keff – autorki znanej z poezji i esejów. W tych opowiadaniach centralną postacią, pojawiającą się w większości utworów, jest Marzanna, która niczym w powieści zmienia się i starzeje, a wraz z nią ewoluują historyczne okoliczności. Jesteśmy świadkami wciąż żywej pamięci po Zagładzie, obserwujemy rok 1968, ale też karnawał Solidarności, wreszcie tworzenie się nowego, liberalnego porządku. Każdy z tych kontekstów jest dla bohaterki Keff na swój sposób nie do zniesienia.


Podczas lektury „Nieśmiertelnego”, zwłaszcza tytułowego opowiadania, zastanawiałem się, na ile kreujesz postaci, a na ile opierasz się na osobach istniejących.

To jest dla mnie samej zaskoczenie już od „Utworu o Matce i Ojczyźnie” – zawsze uważałam, że jeśli będę pisać fikcję, to postaci wymyślę, skonstruuję. I czasem tak jest w „Nieśmiertelnym”. Ale okazało się, że mój talent idzie w inną stronę i nie ma się co z nim spierać. W „Utworze o Matce…”, który jest niewątpliwie biograficzny, osłoniłam się jako postać poematu językiem, który stworzył warstwę ochronną, bohaterka dzięki niemu nie jest w pełni tożsama ze mną. Marzanna, postać z „Nieśmiertelnego”, jest tożsama w tym znaczeniu, że jej życie to fragmenty, migawki z mojego bardzo minionego życia, a postać pisana jest z wewnętrznie ironicznego dystansu. W gruncie rzeczy jest to proza egzystencjalna. Jest w niej i politowanie, i zrozumienie, i pretensja.

Swoją drogą, to bardzo ciekawe, na ile dziś w ogóle oczekujemy – jako pisarze i czytelnicy – postaci wykreowanych w sposób tradycyjny, bo sporo wiemy na temat tego, czym jest społeczeństwo, jak funkcjonuje, co to za twór, tylko że wiemy to bardziej na poziomie abstrakcyjnym. Na poziomie konkretnym mamy opowieść pisarza o samym sobie, tak jak chciał Gombrowicz. Z pewnym zdziwieniem czytałam „Ciała” Annie Ernaux. To nie jest pisarstwo mi bliskie – nie z powodu tematu, tylko temperamentu – ale stwierdziłam, że w gruncie rzeczy robię coś podobnego: na tle historii opowiadam własną historię indywidualną i społeczną, tę, w której żyję i żyłam i która mnie tworzy. Wprawdzie nie tworzę z siebie obiektu społeczno-historycznej analizy, jak Ernaux, lecz poddaję swoją bohaterkę analizie egzystencjalnej. Sama czuję się insiderką-outsiderką, wewnętrzną użytkowniczką polskiej kultury, a jednocześnie zewnętrzną wobec niej osobą, bo nie mam chęci utożsamiać się z nią, z jej wieloma treściami.

Przy wielu puentach odnosiłem wrażenie, że twoi bohaterowie nie mają ruchu, tkwią w ślepym zaułku. Bohaterka „Erica” może wyjechać, ale boi się zostawić matkę i w zasadzie wszystko. Przyjaciółki z „Podróży z Mojrami” jadą nad morze, tyle że cel wyprawy nie ma najmniejszego znaczenia.

Tyle naszej wygranej, na ile umiemy ten ślepy zaułek opisać. Jeśli już możesz to zrobić, pojawia się możliwość ruchu. W pierwszym opowiadaniu Marzanna wie, że nie da rady, jest tchórzem i wykręca się sama przed sobą. Nie dojrzała do tego, żeby porzucić życie, którego nie lubi, ale jeszcze o tym nie do końca wie. Eric ją zaprasza do siebie, do Belgii, a nie do zmiany życia, to ona tak słyszy jego zaproszenie. Albowiem „na złodzieju czapka gore”. Nie żyje w dobrej wierze, w zgodzie ze sobą, w propozycji wyjazdu słyszy coś innego, jak w pomyłce freudowskiej. W „Podróży z Mojrami”, które też lubię, mamy dwie dorosłe kobiety, trójkę dzieci, Syrenkę Bosto, która się psuje, i psa. Jedna z nich, Marzanna, gra dorosłą wobec dzieci. Ale nie jest zbyt dorosła wobec siebie. Podobnie druga. Obie są zanurzone w swoim nieszczęściu. Tak naprawdę to opowiadanie o wesołej podróży, lekturach, przygodach i o tym, jak oszukać śmierć bardzo prostym sposobem, deklamując wierszyki, jedząc pierogi, mimo że ta spirala się zwija i coraz bliżej jesteśmy nieszczęścia i śmierci. Na końcu tego opowiadania Marzanna w nocy słyszy morze, a to żywioł, który otwiera. Ona mówi zresztą, że chce innego życia, a skoro już wiesz, że chcesz innego życia, to jest jakaś diagnoza, może dać czemuś początek. W innym opowiadaniu, „Jolka, Jolka”, Marzanna, wciąż ta sama bohaterka, tylko doroślejsza albo starsza, jest już rozwiedziona, ma inne życie, stoi na własnych nogach, które się jej trzęsą, ale jakoś stoją. Nam wszystkim egzystencjalnie nogi się często trzęsą.

Z czułością traktujesz swoich bohaterów i bohaterki.

A ja mam wrażenie, że raczej ich lubię. Ale czułość? To jest lubienie, do którego wkrada się coś lirycznego, zmysłowego, czasem niespokojnego, a to chyba dostaje u mnie tylko bohaterka o imieniu Ada. Lubię ich, bo są ze sobą bezpieczni i lubią się nawzajem, przynajmniej niektórzy, niektóre raczej. I przynajmniej Marzanna dorośleje.

Powiedziałaś, że Marzanna dorośleje, jest starsza. A ja się zastanawiam, na ile można dojrzeć. I czy można w ogóle zmądrzeć na czas.

Też się nad tym zastanawiam, jednakowoż załącza się pytanie: czy jakakolwiek uniwersalna mądrość istnieje? Podejmuję ten wątek w „Nieśmiertelnym”, pada tam zdanie: „Czy jestem mniej osadzona w istnieniu niż mistrz zen, który medytuje oddechem, osadzony w chwili, w tu i teraz; czy bardziej umrę?”. Krótko mówiąc, co jest tą mądrością? Khalil Gibran napisał kiedyś książkę pod tytułem „Prorok”, z prawdami uniwersalnymi, mądrą, ale nieużyteczną dla tych, którzy sami nie doszli do tych zasad, do tych prawd. Możemy założyć, że ktoś powie: „No, głupia narratorka. Mówi, żeby się buntować przeciwko śmierci, bo z punktu widzenia świadomości my sobie z nią nie radzimy, też coś”. Ktoś inny powie, że trzeba być dojrzałym jak stoik. Stoicy w końcu byli w zgodzie z tym, co się wydarza, i wiedzieli, że nie ma co fikać. Ale myśmy przerabiali już różne romantyzmy i awangardy i po prostu fikanie nam weszło w nawyk. I fikamy. Nie jesteśmy pokorni wobec wspaniałości Boga i istnienia, bo brak tej wspaniałości wielokrotnie był przerabiany i tylko ludzie bezrefleksyjni mogą być wdzięczni i zachwyceni, nawet ci religijni.

W całej swojej twórczości skupiasz się na nietolerancji, na jej różnych odcieniach. Twoja nowa książka również opowiada o wyobcowaniu i zaszczuciu. Dlaczego podjęłaś ten sam temat, tylko w innej formie?

Bo to jest mój temat. Żyję w nietolerancyjnej polskiej kulturze. Jeśli spojrzeć na prawa kobiet, to właściwie można tylko sobie wydrzeć włosy z głowy, nie mówiąc o prawach osób LGBTQ+. A wykluczenie ekonomiczne, a bieda? A polski rasizm? A jak spojrzeć na to, co dotyczy Żydów, a właściwie antysemityzmu, bo Żydów jako istotnej mniejszości w Polsce nie ma, to wtedy rzeczywistość, w której żyjesz, raz za razem wybucha kwiatami z drutów kolczastych i rani cię, podobnie jak uchodźców na granicy. W opowiadaniach pojawia się to mimochodem: a tu jakiś przezroczysty język antysemityzmu, że jakiś Żydek coś namalował, a to „Rzydy” napisane na drzwiach, a to pan, któremu Waleria otworzyła bagażnik samochodu, on zaś z wdzięczności opowiedział tę piękną historię, na dnie której byli Żydzi, którzy wszystkim rządzą. To jest przerażające. Bo to nie pojawia się przelotnie ani nie manifestuje się lekko. Nie. To jest głęboko wryte, ukorzenione w wiekach średnich polskiej katolickiej kultury, to być może hemoglobina krwiobiegu naszej kultury lub potas czy cynk i potas potrzebny do jej funkcjonowania.

W trzecim moim ulubionym opowiadaniu, „Córczance”, bohaterką jest lesbijka, która trafiła do szpitala i musi ukrywać swoją tożsamość płciową po to, żeby nikt nie zrobił jej krzywdy. Czy twoim zdaniem Polska jest krajem niebezpiecznym?

Jeżeli ludzie nie czują się bezpieczni, i to z jakiegokolwiek powodu – że mają jakąś cechę, która ich odróżnia, albo cechę, która ich piętnuje – to jest to niebezpieczny kraj. Kiedyś uczestniczyłam w panelu, którego temat brzmiał: Czy pochodzenie z mniejszości w Polsce jest sportem ekstremalnym? Był tam między innymi młody rabin z Łodzi. Powiedział: „Oczywiście, jest to sport ekstremalny, tylko że ja jestem chłopak z Bałut, umiem skląć tak, jak tu się klnie, i w razie czego przyłożę”, a był kwadratowy. I dodał: „Ja to mogę podjąć, ale to wcale nie znaczy, że polecam wszystkim”. Więc tak, jest to sport ekstremalny, bo dopóki nie masz ustawowo zagwarantowanych praw i ochrony, dopóki nie będąc na przykład członkinią Kościoła katolickiego, płacisz na niego i żyjesz w orbicie jego wpływu, to żyjesz w szarej strefie. To kraj niebezpieczny dla twojej wrażliwości, na przykład dla poczucia tego, co się ludziom należy. Albo gdy patrzysz na to, co się dzieje na polsko-białoruskiej granicy. Bo patrzysz i myślisz: ile już osób leży w tej ziemi, w tym lesie? Sto? Sto pięćdziesiąt? Obok tych kości żydowskich? Czy dla podtrzymania tradycji trzeba dołożyć nowe? A tu jeszcze rząd ogłasza powrót do strefy buforowej. Jest to kraj niebezpieczny również dlatego, że rozumie bezpieczeństwo jako dodawanie siły tym, którzy ją mają, i odbieranie jej tym, którzy są jej pozbawieni.

Ile już osób leży w tej ziemi, w tym lesie? Obok tych kości żydowskich? Czy dla podtrzymania tradycji trzeba dołożyć nowe? A tu jeszcze rząd ogłasza powrót do strefy buforowej

W tym kontekście wypisałem sobie cytat z twojej książki. „Kiedy tyka w nim Polak, to jest to bomba zegarowa i w końcu nastąpi długa nacjonalistyczna eksplozja”. Pojawia się ono w opowiadaniu „Bruno”, a sam tytułowy bohater to fascynująca postać: student filozofii, gej, Żyd, który zmienia się w katolicki beton. Widzisz go jako alegorię Polski?

Alegorię? Mam ochotę powiedzieć „nie”, ale po chwili wcale nie jestem pewna. Dla wielu (z tych niewielu) Żydów z tak zwanej opozycji demokratycznej był konieczny jakiś rodzaj stopienia się, zlania się z większością. Na katolicyzm ruchu Solidarność mogli odpowiedzieć powrotem do judaizmu, bo Żyd religijny wskazuje na to, że nie ma nic wspólnego z „żydokomuną”. Można też było zostać katolikiem lub chrześcijaninem. Rzadko lewicową osobą żydowską, bo to jednak budzi podejrzenie co do kontynuacji jakichś tradycji podejrzanych, bolszewickich, a niechby i mieńszewickich. I to nadal wskazuje na to, jakim Polska jest straszliwym skansenem. Jak bardzo nie ma tu miejsca dla tych, którzy idą „własną drogą / zawsze obok”, że zacytuję Marię Peszek.

Żydokomuna jest rozumiana jako synonim wszelkiego zła, jakiegoś prześladowczego radykalizmu, katów AK i innych patriotów, bardziej wyklętych. Ale przecież nie wiemy dziś, o czym mówimy, kiedy mówimy o „komunizmie”: czy o PRL-u, czy o jakimś momencie PRL-u, o takiej dekadzie, kwakiej dekadzie, a może o ideologii? O czym, do cholery, mówimy, gdy mówimy o „złym komunizmie”? Tak mi niedawno powiedział pewien gość, gdy mówiliśmy o rozporządzeniu Trzaskowskiego, by przestrzeni publicznej przywrócić świeckość: „Zdejmujemy krzyże, a przecież tak robiono za komunizmu, a komunizm był zły”. Był zły i koniec. Początek, środek i koniec. Och, jak mało ambitnie. Wracając do „Bruna” – to historia o tym, że pod koniec XX wieku w Polsce, w której jest Żydów tyle co kot napłakał, nadal obowiązuje wzorzec asymilacyjny z przełomu XIX i XX wieku. Upodobnij się, nie upieraj się przy lewicowości swoich przodków, zaznacz tym lojalność, to może cię przyjmiemy. No i dobrze. Budzą cię w środku nocy i pytają, kim jesteś – no, ja to ja, Bożena Keff, a ty pewnie – Adam Pluszka. Jeśli najpierw kojarzysz siebie jako tożsamego z pewną zbiorowością, a nie ze sobą, to jest to bardzo niepokojące, to właśnie ta tykająca bomba. Z tożsamością jak to z tożsamością: ludzie chcą przede wszystkim być w porządku lub jeszcze więcej: dobrzy, szlachetni, rzadko chcą być zbirami. „Polak” to raczej sztywna tożsamość. Może eksplodować, zwłaszcza kiedy się ją skrytykuje. Ale cóż, ten znajomy opierał się o tego „Polaka”, którym czuł się zawsze, nawet we śnie. A o kogo ma się oprzeć Bruno? O ojca komunistę, co nikomu nic złego nie zrobił i zginął w powstaniu w getcie, ale o którym nie można powiedzieć całej prawdy?

Dlaczego nie można?

No właśnie ja także zadaję takie głupie pytania. Dlaczego nie? Bo ojciec był komunistą, a to znaczy, że był po złej stronie! Nie mógł być patriotą! Do starych stereotypów doszły nowsze i klops, nie wolno, bo będzie napaść, podejrzenia. W polskim dyskursie publicznym jest tyle tabu. Pamiętam, że raz zgłupiałam, kiedy w rozmowie z odwieczną przyjaciółką feministką powiedziałam, że w PRL-u było niezłe prawo pracy i kobiety były dobrze chronione, miały pełne prawo do aborcji, na co ona mówi do mnie: „Ty byś chciała, żeby PRL wrócił?”. Feministka. A to przecież nie o to chodzi. Nie można, bo pewne słowa, pojęcia obłożone są tabu. Powiesz, że ojciec był komunistą, to może spytają: A jakiego ty chcesz komunizmu? A może nie chcesz żadnego, chcesz tylko powiedzieć prawdę o ojcu czy matce.

Do starych stereotypów doszły nowsze i klops, nie wolno, bo będzie napaść, podejrzenia. W polskim dyskursie publicznym jest tyle tabu

O czym jeszcze nie możemy mówić?

O tradycjach lewicowych. O swoim ciele, o seksie, o uczuciach, tych osobistych, o ambicjach, zwłaszcza dużych. Już nie chodzi o „żydokomunę”, twór mitologiczny uważany powszechnie za realny, ale w ogóle o polskie lewicowe tradycje. O tym, że na przykład Sendlerowa była raczej komunistką niż świętą katolicką (patrz: Bikont). Część rzeczy, których nie można było wyartykułować lub które były zbyt sztampowo, użytkowo artykułowane, wraca, i bardzo dobrze. Wracają chłopi i chłopki. Koszmarna pańszczyzna. Bardzo bym chciała, żeby tych chłopów i chłopki pokazać jeszcze w kontekście długich konsekwencji tego okaleczonego wzorca, okaleczonego przez to człowieka. Kultura polska jest kulturą okaleczonych ludzi, co widać także po tym współczesnym „chamstwie”, głuchym na innych, zawsze owiniętym wokół swojej krzywdy, chamstwie macho, mizoginicznym, antysemickim, ono ma związki z tym historycznym, chłopskim chamstwem (patrz: „Chamstwo” Kacpra Pobłockiego). Co to jest, dlaczego tak trwa i trwa?

Jedna z twoich bohaterek mówi, że ma alergię na słowa Bóg, Kościół, ojczyzna, patriotyzm i honor. Dla jednych są to rzeczy ważne, w innych wzbudzają co najmniej nieufność albo niepokój.

No tak, ponieważ one po 1989 roku są używane jako wykluczające. Siedziałam kiedyś w okolicach kina Muranów na skwerku Pamięci Ofiar Stalinizmu. Może z powodu nazwy nie jest to jakieś bardzo fajne miejsce do siedzenia, ale jest zielono, ładnie, są ławki, i stoi tam kamień, a na tym kamieniu jest napisane, że jest to skwer ofiar stalinizmu wiernych hasłu Bóg – Honor – Ojczyzna. Ale innych nie. I dlatego Marzanna mówi, że ma alergię na te hasła. One są jak wierszyk: „Kim ty jesteś? Polak mały” – rymowanka, która definiuje dziecko i wiąże je tymi definicjami jak baleron sznurkami. I od razu włącza mi się dalszy ciąg, ale z „Dnia świra” Marka Koterskiego. „Polak mały, mały zawistny i podły” – proszę, i jemu się tak kojarzy. I między innymi dlatego, pośród tej niechęci do analizy własnej, nieskorygowanej politycznie historii, używam takich pojęć jak choćby „żydokomuna” neutralnie, opisowo, w proteście przeciwko temu, że zanim tym pojęciom, tej żydokomunie zajrzy się w zęby, to zapyta, o co w tym chodziło, jakieś racje może miała? Już jest wykluczona, wykopana, oskarżona, zesłana i ogólnie wiadomo, że zabiła Chrystusa, zrobiła rewolucję francuską i bolszewicką.

Myślisz, że dokąd to zmierza? Twoi bohaterowie nie są szczęśliwi, nie są bezpieczni i są w punkcie, w którym woleliby nie być. I Polska jest w takim punkcie.

Pewnie tak jest, że zazwyczaj jesteś w punkcie, w którym wolałbyś nie być. Nawet Goethe’owskie „chwilo, trwaj” może przyprawić o ból głowy, bo ileż ona może trwać? Nawet jeśli będę się napawać tym i owym, to wszystko ma swoje granice. Ja w ogóle, o czym zresztą piszę, jestem sartrystką, jestem człowiekiem w projektach, jak nie mam planu, projektu na jutro i na za rok, to jestem przygnębiona. Nie za bardzo umiem żyć tu i teraz, no, teraz bardziej, ale to już kwestia wieku, weszłam w starość. Przy czym nie jestem chyba skrajną pesymistką i nie uważam, że moi bohaterowie nie mają przyszłości, bo ona jest wiadoma, nazywa się Nieśmiertelny! Ha, ha! A poza tym jest sieć powiązań pomiędzy ludźmi i zwierzętami, i ta sieć jest siecią egzystencji. Co do Polski, to było widać przez osiem lat, w jakim jest punkcie, a dzisiejszy punkt też jest chybotliwy. Ale cały świat tak ma. Nie wiemy, w jakim jesteśmy punkcie, bo nasze projekty na dziś i jutro są za słabe. Planeta się pali, a my nie za bardzo wiemy, czy w ogóle chcemy ją gasić.

Nie wiemy, w jakim jesteśmy punkcie, bo nasze projekty na dziś i jutro są za słabe. Planeta się pali, a my nie za bardzo wiemy, czy w ogóle chcemy ją gasić

Ja z kolei tutaj widzę optymizm, w relacjach ze zwierzętami. Podoba mi się postać chłopca, któremu dorosły podpowiada, żeby przypalił robaka lupą, a on odpowiada: „Robalowi włos z głowy nie spadnie”. Albo gdy Marzanna i Waleria starają się uwolnić psa z łańcucha. Albo gdy w tytułowym opowiadaniu trwa bunt przeciwko śmierci najbliższej osoby, z którą spędziło się za mało czasu. I pojawia się pytanie, czy zwierzęta są od tego, żebyśmy stali się ludźmi?

Myślę, że w dużym stopniu tak. Tylko oczywiście należałoby je uwolnić także od nas. Nie mam na myśli oczywiście psów czy kotów, tylko zwierzęta hodowane jako mięso. Jako. Bo to jest straszne.

Ale pochodzimy wszyscy z kultury – nieważne, czy jesteśmy religijni czy niereligijni – w której funkcjonuje bardzo archaiczny, głęboko osadzony w mentalności i w języku podział na duszę i ciało, ducha i materię. I jest jasne, że po stronie duszy i ducha jest człowiek, a zwierzę po stronie ciała, materii. Chodziło o to, że człowiek musiał się lokować dużo wyżej od zwierząt – to dla teologów było niesłychanie istotne, w końcu mamy duszę nieśmiertelną, a zwierzęta na pewno jej nie mają. Może to pomsta za te czasy, kiedy dzikie zwierzęta miały nad hominidami kolosalną przewagę, nie wiem. Teraz trzeba zyskać – nie odzyskać, ale zyskać – to śmiertelne ciało, które się ma wspólne ze zwierzętami, dzięki czemu rodzi się nadzieja na poszerzenie naszego świata. Może gdybyśmy myśleli od dziecka, że natura jest także wewnątrz nas, że nie jest ani brzydka, ani ładna, a może tylko ładna, bylibyśmy jakimiś innymi stworzeniami.

Opowiadanie zamykające zbiór, „Twoje serce”, nie jest napisane z perspektywy istoty pozaludzkiej, ale empatycznie przemodelowałaś w nim język: nie ma pana, pani ani opiekuna, jest małpa Ady. Czy to też odpowiedź na pytanie, jak człowieka uwrażliwić?

Chodzi bardziej o równość, która ma wiele wspólnego z uwrażliwieniem. Nie myślałam o tym teoretycznie, pisałam na odruchu, bo pies Ada była psem niesłychanie zindywidualizowanym i moją kochaną przyjaciółką. I ja wcale nie czułam się specjalnie inna od niej, w zasadzie jakoś podobna. Być może mają tak ludzie, którzy żyją blisko ze zwierzętami, że gdy patrzą na kota albo gdy ja patrzę na mordę mojego psa, to nie czuję, że to jest inny gatunek. Owszem, wygląda inaczej niż ja, ale zasadniczo jesteśmy w pryncypiach tacy podobni.

Mnie jako osobę dorosłą wychował kot Łysy. Pokazał, co jest w życiu najważniejsze – że on jest na pierwszym miejscu, na drugim też on i na trzecim. On i jego potrzeby. Pokazał mi, że nie jestem pępkiem świata i że liczy się to, co mogę dla niego zrobić, czyli, jak się okazało, co mogę zrobić dla innych.

To, co mówisz, jest dla mnie przejmujące, ale też znaczy, że ty mogłeś przyjąć tę jego naukę. Ktoś inny mógłby zlekceważyć. W „Twoim sercu” małpa Ady zostaje ze strasznym wyrzutem sumienia: nie zrozumiała, że pies poprosił o ratunek, że gdy Ada weszła do łóżka, chciała być razem ze wszystkimi, bo się źle czuła, a małpa zachowała się jak paniusia i powiedziała: „Adusiu! Adusiu, chyba wiesz, gdzie kto śpi”. Bo nic nie pojęła. Z drugiej strony myślę, że nie wiemy takich rzeczy z góry. Sami się uczymy i sami żałujemy. I mówię to jako osoba, która długie lata w nosie miała istoty pozaludzkie, rośliny i zwierzęta, ja byłam czysto miejskim człowiekiem. Dopiero z czasem, dzięki przyjaciołom, którzy dawali mi na lato swoje siedziby wśród przyrody, i dzięki zwierzętom, pomyślałam, że sami się wymazujemy ze świata, do którego należymy.

Może gdybyśmy myśleli od dziecka, że natura jest także wewnątrz nas, że nie jest ani brzydka, ani ładna, a może tylko ładna, bylibyśmy jakimiś innymi stworzeniami

Bo człowiek nie jest nieśmiertelny.

No, nieśmiertelność jest anomalią, tak jak bohater filmu „Nieśmiertelny” był anomalią. Czy bym nią pogardziła, gdyby była oferta? Sama nie wiem. Wampir jest nieśmiertelny, a to straszna anomalia, jak zresztą wszystkie upiory i demony. Nie sposób się z tym mierzyć, tak jak bardzo trudno mierzyć się z własnym nieistnieniem, skoro mamy świadomość, która funkcjonuje tylko i jedynie w istnieniu. Kiedy bohaterka tytułowego opowiadania idzie do łazienki, tam sobie robi lekki makijaż, żeby wyglądać lepiej – wszystko to robi pod czujnym okiem Nieśmiertelnego, bo gdyby tego oka nie było, to czy by nas tak bardzo przejmowało, że mamy zmarszczkę albo coś nam obwisło? Starość dotyczy wszystkich, a jest tak obciążona estetycznie. Dlaczego? Może właśnie z powodu idei tych zawsze pięknych herosów, tych nieśmiertelnych właśnie, tych babilońskich, greckich, hinduistycznych bogiń i bogów, tego Szkota z filmu. To ona sama, bohaterka, na siebie tak patrzy, tym spojrzeniem Nieśmiertelnego, młodego boga, ideału, który dręczy nas naszą niższością w każdej mitologii. A może gdybyśmy się z naturą trochę zbliżyli, to byśmy się z tej pułapki zaczęli wydostawać?


Bożena Keff – Uprawia poezję, prozę, twórczość akademicką i publicystykę. Jest również wykładowczynią. Pisze nieustająco, ale dość rzadko publikuje, bo choć szuka, to nieczęsto znajduje ten rodzaj refleksji i formę, które uważa za godne utrwalenia. Tłumaczy (z angielskiego) i bywa tłumaczona. Jest autorką wszechstronną. Opublikowała tom wierszy „Nie jest gotowy” (2000), esej „Postać z cieniem” (nominacja do Nagrody Nike 2000), esej „Barykady”. Kroniki obsesyjne (2006), książkę poetycką „Utwór o Matce i Ojczyźnie” (nominacja do Nagrody Nike 2008), studium naukowe „Antysemityzm. Niezamknięta historia” (2013), esej „Strażnicy fatum” (nominacja do Nagrody Nike 2021). Wydany w roku 2024 „Nieśmiertelny” jest zbiorem tekstów zarówno beletrystycznych, jak i eseistycznych


logo

Tekst powstał we współpracy z miastem stołecznym Warszawą, fundatorem i organizatorem Nagrody Literackiej m.st. Warszawy.


Adam Pluszka – Ur. 1976, poeta, prozaik, tłumacz, redaktor, krytyk literacki i filmowy. Autor książki „Wte i wewte. Z tłumaczami o przekładach” (Gdańsk 2016). Redaktor prowadzący w Wydawnictwie Marginesy. Mieszka w Warszawie z żoną i trzema kotami. Stale współpracuje z dwutygodnik.com.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


After synagogue arson, Mississippi mayor decries bias based on faith, race, ethnicity, sexual identity


After synagogue arson, Mississippi mayor decries bias based on faith, race, ethnicity, sexual identity

JNS Staff, Larry Brook, Southern Jewish Life


“Acts of antisemitism, racism and religious hatred are attacks on Jackson as a whole and will be treated as acts of terror against residents’ safety and freedom to worship,” the Jackson mayor stated.

The sanctuary of Beth Israel Congregation, a Reform synagogue in Jackson, Miss., which reportedly was not damaged in a fire on Jan. 10, 2026. Credit: Courtesy of Southern Jewish Life magazine.

John Horhn, mayor of Jackson, Miss., stated on Sunday that a fire had “occurred” at Beth Israel Congregation, a Reform synagogue, and the city’s lone Jewish house of worship, which traces its origin to 1860.

The city’s fire department responded “quickly” to the fire, which broke out at about 3 a.m., and “contained the blaze and extinguished the fire,” the mayor said, describing the attack on a Jewish house of worship in broad terms.

No one was injured in the fire, reportedly.

“Acts of antisemitism, racism and religious hatred are attacks on Jackson as a whole and will be treated as acts of terror against residents’ safety and freedom to worship,” the mayor stated. “Targeting people because of their faith, race, ethnicity or sexual orientation is morally wrong, un-American and completely incompatible with the values of this city.”

The mayor added that the city stands with “Beth Israel and the Jewish community, and we’ll do everything we can to support them and hold accountable anyone who tries to spread fear and hate here.”

The work of the fire department, including its arson investigation division, and local representatives from federal agencies, including the FBI and the Bureau of Alcohol, Tobacco, Firearms and Explosives, “led to the swift arrest of a suspect,” the mayor said.

The city’s fire department echoed the mayor’s remarks. Tyree Jones, chief of the Jackson Police Department and sheriff of Hinds County, stated that “what happened at Beth Israel is unacceptable.”

“When a place of worship is targeted, it affects more than one congregation. It shakes the entire community,” he said.

The American Jewish Committee stated that it is “outraged by the arson attack that severely damaged Beth Israel Congregation, the largest synagogue in Mississippi.”

“While no one was hurt, the synagogue was extensively damaged, several Torah scrolls were destroyed, and the congregation—the only synagogue in Jackson—was forced to cancel services indefinitely,” the AJC said. “This hateful act is only the most recent symptom of the dangerous rising antisemitism facing Jewish communities across the country and around the world.”

Library at Beth Israel Congregation, a Reform synagogue in Jackson, Miss., which was damaged in a fire on Jan. 10, 2026. Credit: Courtesy of Beth Israel Congregation.

‘Unusable at this time’

In an email to the congregation on Saturday morning, Zach Shemper, president of the synagogue, wrote that there was “significant” soot and smoke throughout much of the building.

Some two hours before the unnamed suspect was arrested on Saturday evening, the synagogue sent an email to its congregation urging that everyone refrain from speculating about the cause of the fire. After the announcement of the arrest, Beth Israel wrote to congregants that the “building has been secured but is unusable at this time and will have to have extensive assessment, clean up and repair.”

Beth Israel also houses the offices of the Goldring/Woldenberg Institute of Southern Jewish Life, which provides services to Jewish communities in 13 states, with a focus on smaller communities.

Michele Schipper, CEO of the institute and a past Beth Israel president, said the institute’s offices and the sanctuary were not damaged, and the Torah scrolls were removed for safekeeping.

Two Torah scrolls, which were in the library’s ark, were destroyed. A Torah that was saved during the Holocaust and displayed in a glass case in a hallway was not damaged.

According to reports, a drone flown over the building during the investigation determined that the source of the fire wasn’t a lightning strike during thunderstorms that night.

On Friday night, the congregation held its board installation at the 6:15 p.m. service, with a reception following. There is usually a service and Torah study on Shabbat morning at the synagogue, but the one scheduled for that day had been canceled ahead of time. The congregation also holds Sunday school classes.

Next Shabbat, the congregation has an adult bat mitzvah scheduled for Tamar Sharp.

The building, dedicated in March 1967, has a diamond-shaped layout with offices and a library on one end, classrooms and other rooms along the sides, and the sanctuary and social hall in the center of the building, with a movable wall in between.

The lobby area near the library and office, one of the points of the diamond, was completely burned out.

Ben Russell, a congregant serving as student rabbi while attending rabbinical school, said that “words cannot adequately express the grief and anguish we feel.”

He cited the community’s strength. “This is a moment for our entire community,” he said, “to come together in mutual love and support.”

Russell reported a “profound outpouring” of care from the wider Jewish world, with donations, gifts of books, and “words of prayer and encouragement” that “remind us that we do not stand alone.”

Beth Israel was the site of a Klan bombing on Sept. 18, 1967, damaging the office of Rabbi Perry Nussbaum and part of the library.

In April 2020, Gates of Prayer in New Iberia, La., had a fire after a lightning strike.

By coincidence, the next day, in nearby Lafayette, the former Yeshurun Synagogue building burned down. That congregation had merged and closed that building in the 1990s, and the church that took over the building moved out in 2016. The building had been abandoned since then and often attracted squatters.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Cuba Defiant After Trump Says Island to Receive No More Venezuelan Oil or Money


Cuba Defiant After Trump Says Island to Receive No More Venezuelan Oil or Money

Reuters and Algemeiner Staff


A view shows part of Havana as U.S.-Cuba tensions rise after U.S. President Donald Trump vowed to stop Venezuelan oil and money from reaching Cuba and suggested the communist-run island to strike a deal with Washington, in Havana, Cuba, January 11, 2026. REUTERS/Norlys Perez

US President Donald Trump on Sunday said no more Venezuelan oil or money will go to Cuba and suggested the Communist-run island should strike a deal with Washington, ramping up pressure on the long-time US nemesis and provoking defiant words from the island’s leadership.

Venezuela is Cuba’s biggest oil supplier, but no cargoes have departed from Venezuelan ports to the Caribbean country since the capture of Venezuelan President Nicolas Maduro by US forces in early January amid a strict US oil blockade on the OPEC country, shipping data shows.

Meanwhile, Caracas and Washington are progressing on a $2 billion deal to supply up to 50 million barrels of Venezuelan oil to the US with proceeds to be deposited in US Treasury-supervised accounts, a major test of the emerging relationship between Trump and interim President Delcy Rodriguez.

“THERE WILL BE NO MORE OIL OR MONEY GOING TO CUBA – ZERO! I strongly suggest they make a deal, BEFORE IT IS TOO LATE,” Trump wrote on his Truth Social platform on Sunday.

“Cuba lived, for many years, on large amounts of OIL and MONEY from Venezuela,” Trump added.

Cuban President Miguel Diaz-Canel rejected Trump’s threat on social media, suggesting the US had no moral authority to force a deal on Cuba.

“Cuba is a free, independent, and sovereign nation. Nobody dictates what we do,” Diaz-Canel said on X. “Cuba does not attack; it has been attacked by the US for 66 years, and it does not threaten; it prepares, ready to defend the homeland to the last drop of blood.”

The US president did not elaborate on his suggested deal.

But Trump’s push on Cuba represents the latest escalation in his move to bring regional powers in line with the United States and underscores the seriousness of the administration’s ambition to dominate the Western Hemisphere.

Trump’s top officials, including Secretary of State Marco Rubio, have made no secret of their expectation that the recent US intervention in Venezuela could push Cuba over the edge.

US officials have hardened their rhetoric against Cuba in recent weeks, though the two countries have been at odds since former leader Fidel Castro’s 1959 revolution.

CUBA DEFENDS IMPORT RIGHTS

Cuban Foreign Minister Bruno Rodriguez said in another post on X on Sunday that Cuba had the right to import fuel from any suppliers willing to export it. He also denied that Cuba had received financial or other “material” compensation in return for security services provided to any country.

Thirty-two members of Cuba’s armed forces and intelligence services were killed during the US raid on Venezuela. Cuba said those killed were responsible for “security and defense” but did not provide details on the arrangement between the two long-time allies.

Cuba relies on imported crude and fuel mainly provided by Venezuela, and Mexico in smaller volumes, purchased on the open market to keep its power generators and vehicles running.

As its operational refining capacity dwindled in recent years, Venezuela’s supply of crude and fuel to Cuba has fallen. But the South American country is still the largest provider with some 26,500 barrels per day exported last year, according to ship tracking data and internal documents of state-run PDVSA, which covered roughly 50 percent of Cuba’s oil deficit.

Havana produce vendor Alberto Jimenez, 45, said Cuba would not back down in the face of Trump’s threat.

“That doesn’t scare me. Not at all. The Cuban people are prepared for anything,” Jimenez said.

It’s hard for many Cubans to imagine a situation much worse. The island’s government has been struggling to keep the lights on. A majority live without electricity for much of the day, and even the capital Havana has seen its economy crippled by hours-long rolling blackouts.

Shortages of food, fuel and medicine have put Cubans on edge and have prompted a record-breaking exodus, primarily to the United States, in the past five years.

MEXICO BECOMES KEY SUPPLIER

Mexico has emerged in recent weeks as a critical alternative oil supplier to the island, but the supply remains small, according to the shipping data.

Mexican President Claudia Sheinbaum last week said her country had not increased supply volumes, but given recent political events in Venezuela, Mexico had turned into an “important supplier” of crude to Cuba.

US intelligence has painted a grim picture of Cuba’s economic and political situation, but its assessments offer no clear support for Trump’s prediction that the island is “ready to fall,” Reuters reported on Saturday, citing three people familiar with the confidential assessments.

The CIA’s view is that key sectors of the Cuban economy, such as agriculture and tourism, are severely strained by frequent blackouts, trade sanctions and other problems. The potential loss of oil imports and other support from Venezuela could make governing more difficult for Diaz-Canel.

Havana resident and parking attendant Maria Elena Sabina, a 58-year-old born shortly after Castro took power, said it was time for Cuba’s leaders to make changes amid so much suffering.

“There’s no electricity here, no gas, not even liquefied gas. There’s nothing here,” Sabina said. “So yes, a change is needed, a change is needed, and quickly.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Szef NATO: Wzdragacie się przed przemysłem zbrojeniowym? OK, za 5-10 lat będziecie mówić po rosyjsku

Manewry NATO w Estonii (Kaitseliit/Wikipedia na licencji C.C.2.0)


Szef NATO: Wzdragacie się przed przemysłem zbrojeniowym? OK, za 5-10 lat będziecie mówić po rosyjsku

Lionel Jullien


Mark Rutte: Putin stracił już 1,1 miliona żołnierzy w Ukrainie, zabitych i ciężko rannych. Co miesiąc traci 25 tysięcy następnych.

Lionel Jullien, Arte, Francja: Goededag, Mark Rutte. Dziękujemy za przyjęcie w kwaterze głównej NATO w Brukseli. Jest ze mną dwóch kolegów: Philippe Regnier z belgijskiego dziennik „Le Soir” oraz Zoltán Molnar z węgierskiego portalu informacyjnego Telex. Będą też pytania od innych naszych partnerów.


Mark Rutte, sekretarz generalny NATO: Witajcie.

Kiedy może dojść do porozumienia pokojowego między Rosją a Ukrainą?

– Trudno przewidzieć, bez Rosjan to nie nastąpi. Amerykanie, Europejczycy i Ukraińcy usiłują do tego doprowadzić, pracując całą dobę. Wiele już zrobiono w sprawie gwarancji bezpieczeństwa – żeby Ukraina pozostała silna także po zawarciu układu pokojowego albo długoterminowego rozejmu. Żeby Rosjanom nie przyszło do głowy ponownie jej zaatakować.

Rosjanie całkowicie odrzucają możliwość rozmieszczenia w Ukrainie oddziałów europejskich jako gwarancji bezpieczeństwa.

– Już dawno przestałem próbować pojąć, co Rosjanie mówią albo czego nie mówią. Teraz koncentrujemy się na tym, żeby spisać solidny pakiet ustaleń. Oczywiście, wymaga to kompromisów. Nie da się zakończyć wojny bez ustępstw. Jednak w sprawie gwarancji bezpieczeństwa i odbudowy Ukrainy zdołaliśmy w ostatnich tygodniach osiągnąć duży postęp pod przywództwem prezydenta Trumpa. To on przełamał impas z Rosjanami, nikt inny nie mógł tego zrobić. To jego zasługa.

Fot. Martyna Niećko / Agencja Wyborcza.pl

Europa od początku próbowała uczestniczyć w rokowaniach. Czy jednak teraz Waszyngton traktuje Europejczyków poważnie? Czy mają istotny wpływ na te negocjacje?

– Amerykanie traktują Europejczyków serio. Rzeczywiście przez 70 lat Amerykanów frustrowało, że nie płacimy tyle samo na wspólną obronę. Ale szczególnie od czerwcowego szczytu NATO w Hadze Europa ruszyła naprzód. Wspólnie z Kanadą postanowiła płacić za amerykańskie uzbrojenie dostarczane Ukrainie. Europejska koalicja chętnych pod przywództwem Francji, Wielkiej Brytanii i Niemiec będzie też uczestniczyła w zapewnieniu bezpieczeństwa Ukrainy, jeśli dojdzie do układu pokojowego albo długoterminowego zawieszenia broni. Ponadto Europejczycy wzmacniają zbiorową obronę wschodniej flanki za pomocą programu Wschodnia Straż. Wszystko to zwiększa wiarygodność Europy w NATO, również w oczach Amerykanów.

Ukraina zgodziła się zrezygnować z aspiracji do członkostwa w NATO, więc trwa dyskusja o siłach pokojowych pod wodzą Europejczyków. Jakie to mają być oddziały, czy będą funkcjonować poza strukturami NATO?

– Zarówno traktat waszyngtoński, jak i szczyt NATO z 2024 roku uznają drogę Ukrainy do NATO za nieodwracalną. To się nie zmienia. Jednakże kilka krajów, w tym Węgry i Stany Zjednoczone, oświadczyły, że obecnie tego nie popierają, mają pełne prawo. Dlatego trzeba szukać rozwiązań alternatywnych – czyli gwarancji bezpieczeństwa.

Pierwszą linię bezpieczeństwa powinny stanowić siły zbrojne Ukrainy. Trzeba inwestować w nie nawet po ewentualnym porozumieniu pokojowym. Drugą linię utworzy koalicja chętnych pod przywództwem Europy. Dopiero rozstrzygamy, na czym ma polegać, więc nie podam wszystkich szczegółów, ale oczywiście będzie powiązana z armią ukraińską i trzecim członem, czyli USA. W sierpniu prezydent Trump postanowił, że Stany się zaangażują. Teraz nad tym pracujemy i notujemy ostatnio wielki postęp. Jak skończymy, podamy szczegóły.

Jaka będzie rola NATO, jeśli…

– NATO już teraz odgrywa istotną rolę, zwłaszcza poprzez NSATU (NATO Security Assistance and Training for Ukraine) z dowództwem w Wiesbaden. Koordynujemy tam wszystkie dostawy uzbrojenia dla Ukrainy i szkolenie jej żołnierzy. Wykorzystujemy doświadczenia wojny w Ukrainie w natowsko-ukraińskiej organizacji JATEC (Joint Analysis, Training And Education Centre) z siedzibą w Polsce w Bydgoszczy.

Dalsze zaangażowane państw NATO, dowództwa w Wiesbaden oraz JATEC-u określimy, gdy dojdzie do układu pokojowego lub długoterminowego rozejmu.

Uczestniczył pan w ostatnich dyskusjach z Ukraińcami, Amerykanami i Europejczykami w Berlinie. Jaki ma być udział USA w gwarancjach bezpieczeństwa?

– Nie mogę tu podać wielu szczegółów, bo są dopiero uzgadniane, a poza tym – pokój nie będzie możliwy bez decyzji Rosjan. Wszystko będzie jawne, dopiero kiedy zostanie zawarty układ pokojowy. Zapewniam jednak, że dążenia mamy w pełni zgodne: Ukraińcy, Europejczycy, Kanadyjczycy i Amerykanie. Jeśli Ukraina nie wejdzie do NATO, to musimy jej udzielić takich gwarancji, że Putin nie zacznie wojny na nowo. Nie możemy powtórzyć fatalnych układów mińskich.

Prezydent Zełenski zawiesza aspiracje Ukrainy do NATO. Czy to nie wpisuje się w retorykę Putina, że „specjalną operację wojskową” musiał rozpocząć, żeby odeprzeć „agresywne NATO”?

– To absolutnie obłąkańcze twierdzenie, bo NATO jest sojuszem obronnym. Może do niego przystąpić wprawdzie każde państwo z obszaru euroatlantyckiego, co jednak nie następuje automatycznie. Debata w NATO o członkostwie Ukrainy trwa od dawna, ale Węgry i inne kraje, również USA i Niemcy, mają tu, ogólnie biorąc, zastrzeżenia.

Putin stracił już 1,1 mln żołnierzy w Ukrainie, zabitych i ciężko rannych. Co miesiąc traci następnych 25 tys. – wciąż niby z obawy, że pewnego dnia Ukraina wejdzie do NATO. Mimo że dyskusja o tym w ramach NATO nie jest zakończona. Dziwne. Dowodzi to jednak, że nie można być w stosunku do Rosji naiwnym, skoro dyktator poświęca w tym celu ponad milion swoich poddanych.

Jak zapewnić Ukrainie finansowanie obrony w ciągu następnych kilku lat? Europa nie uzgodniła użycia zamrożonych aktywów rosyjskich…

– To decyzja Unii Europejskiej… Ja skupiam się na potrzebach. Na wojnę z najeźdźcą Ukraina potrzebuje w 2026 roku w sumie 120 mld euro, przy czym 60 mld wyciśnie sama, a następnych 60 mld musi dostać od nas. Wchodzi tu także broń od USA warta ponad 15 mld dolarów, za którą zapłacą sojusznicy kanadyjscy i europejscy.

Jeśli nie z rosyjskich aktywów, to pieniądze te muszą pochodzić z innych źródeł. Nasze przesłanie musi być jasne: wspieramy Ukrainę tak czy inaczej. Putin ma wiedzieć, że jej nie opuścimy. Gdyby przejął kontrolę nad Ukrainą, nasze własne wydatki obronne radykalnie by wzrosły, a już dzisiaj je zwiększamy do 5 proc. PKB ogółem, przy czym do 3,5 proc. ściśle na wojsko.

Broniąc Ukrainy, bronimy naszych wartości, ale także naszych interesów. To jest kosztowne. Wymaga poważnej dyskusji dotyczącej budżetów państw, wydatków socjalnych, na emerytury itd. Gdyby Putin wziął całą Ukrainę, mielibyśmy u granic rozzuchwaloną Rosję. A nie sposób mieć wiarygodnej obrony Europy, wydając tylko 3,5 proc. na armię.

Wicepremier i minister obrony narodowej Polski Władysław Kosiniak-Kamysz oraz Sekretarz Generalny NATO Mark Rutte ściskają sobie dłonie podczas konferencji prasowej w Ośrodku Szkolenia Wojsk Lądowych w Bemowie Piskim koło Orzysza w Polsce, 18 grudnia 2025 r. Fot. REUTERS/Kacper Pempel

Ukraina ma olbrzymi problem ze stanem liczebnym wojska na froncie. Jak NATO może pomóc, żeby jej armia osiągnęła 800 tys. żołnierzy?

– Jestem pod wrażeniem, jak Ukraińcy potrafią uzupełniać liczebność swoich wojsk. Rosja traci wspomniane 25 tys. żołnierzy miesięcznie w Donbasie na obłąkańczej wojnie, którą wywołała, i też ma problemy z utrzymaniem liczebności wojsk. Dotyczy to zatem obu stron, ale Ukraińcy są tu niezwykle kreatywni. Naszą rolą, Europejczyków, Kanadyjczyków i Amerykanów, jest zapewnienie, że dostaną wszelki potrzebny sprzęt, uzbrojenie i dane wywiadowcze, aby mogli walczyć.

Ale Tomahawków nie dostaną.

– No tak, zawsze są spory o ten czy inny rodzaj broni. Nie znajdziecie jednak żadnego generała, który z pewnością orzeknie, że jeden system uzbrojenia zmieni przebieg wojny. Oczywiście, każdy jest jakoś przydatny, ale ostatecznie dostarczenie go Ukrainie zależy od decyzji poszczególnych sojuszników.

Szef NATO: Rosja zagraża nam na lądzie, w powietrzu i na morzu

Czy obywatele Europy powinni przygotowywać się na wojnę, która wkrótce może wybuchnąć?

– Tylko jeśli nie wdrożymy decyzji szczytu NATO w Hadze. Nie będziemy natomiast musieli nadmiernie się obawiać, jeżeli zrobimy dwie rzeczy. Po pierwsze, wszyscy w sposób wiarygodny zobowiążemy się wydawać na obronność 5 proc., w tym na armię 3,5 proc., do roku 2035. Po drugie, jeżeli wszyscy zadbamy o to, żeby Ukraina nie przegrała tej wojny, żeby Rosja nie zajęła całej Ukrainy (bo wtedy te 5 proc. byłoby dalece niewystarczające). Zrealizowanie tych dwu zobowiązań sprawi, że staniemy się silniejsi nie tylko teraz, ale także w przyszłości.

Jednak pańskie wystąpienie w Berlinie 1 grudnia było alarmistyczne – że Rosja może zaatakować kraj NATO w ciągu najbliższych pięciu lat.

– Chodzi o to, żeby europejscy obywatele i politycy uświadomili sobie konieczność decyzji dotyczących obronności. Koniecznych, ponieważ – powtarzam – dyktator Putin poświęcił ponad milion żołnierzy, ale zajął zaledwie 1 proc. Ukrainy. Traci 25 tys. ludzi miesięcznie, ale nie zdołał zdobyć całego Pokrowska liczącego 60 tys. mieszkańców.

Wydaje 40 proc. budżetu Rosji na wojnę, to 10 proc. dochodu narodowego, cała jej gospodarka jest nastawiona na wojnę. Rosja zagraża nam na lądzie, w powietrzu i na morzu. Przeprowadza coraz więcej ataków hybrydowych na terytorium NATO, bezczelne loty dronów nad Polskę czy MiG-ów 31 – nad Estonię.

Inwestuje w najnowsze technologie militarne. Rakiety, które ostatnio Rosja wyprodukowała, dotrą do Europy w ciągu 5 do 10 minut – z pięciokrotną prędkością dźwięku. Nie da się ich zestrzelić za pomocą konwencjonalnej obrony powietrznej.

Dlatego przeświadczenie, że np. Bruksela, Londyn czy Walencja nie leżą na linii frontu, jest błędne. Wszyscy jesteśmy na flance wschodniej. Odległość między Wilnem a Walencją to 5 minut. Dzisiaj jesteśmy silniejsi, dzisiaj jeszcze nas nie napadnie, bo wie, że stawimy zbrojny opór i przegra. Ale w 2027, 2029, 2031… Posłuchajcie, co mówią rozmaite europejskie agencje wywiadowcze. Rok 2031 jest jutro, 2029 – dziś po południu, 2027 – teraz.

Nie możemy być naiwni, musimy być gotowi. Wypełnijmy zobowiązania wobec Ukrainy i co do wydatków zbrojeniowych. Wtedy będziemy żyli w pokoju, jeśli nie – możemy mieć wojnę. Takie jest moje przesłanie.

Może pan przesadza, w końcu NATO jest supermocarstwem w porównaniu z Rosją. A te większe wydatki przyniosą zyski tylko przemysłowi zbrojeniowemu.

– Dlatego zadbajmy, żeby rozbudowa przemysłu zbrojeniowego dawała „dywidendę obronną”, tak jak to robi Belgia i kilka innych krajów. Ale jak się wzdragacie przed tymi wydatkami, bo nadmiernie urośnie przemysł zbrojeniowy, to nie wydawajcie, ale w takim razie pogódźcie się z tym, że za 5 czy 10 lat będziecie mówić po rosyjsku.   

Prosta sprawa, nie mogę tego ująć w przyjemniejszy sposób. Ten facet i cały ten rosyjski system żyją fałszywą wizją historii, dlatego szykują się, żeby odzyskać kontrolę nad dawnymi terytoriami Związku Sowieckiego, odzyskać jego wpływy w Europie Wschodniej i Zachodniej. Dlatego wydają na zbrojenia 200 mld rocznie. I dlatego Belgia, Niemcy, Niderlandy, my wszyscy musimy zwiększyć wydatki na obronę. Belgia, Hiszpania i wszystkie inne kraje, które jeszcze nie osiągają 2 proc. PKB, muszą to zrobić jak najszybciej. W przypadku Belgii oznacza to od 4 do 5 mld euro więcej na zapewnienie krajowi bezpieczeństwa. Tutaj, w Brukseli, mamy kwaterę NATO i siedzibę Unii – ta stolica musi być bezpieczna, całe NATO również.

Szef NATO: bez Trumpa nie przełamalibyśmy impasu z Putinem

Węgierski minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó oskarżył pana o wzywanie do wojny. Węgry regularnie nazywają pana i innych przywódców zachodnich „podżegaczami wojennymi”. Czy ma pan znośne relacje z premierem Orbánem?

– Owszem, ale takie komentarze lekceważę, choć odnotowuję. Węgry wydają na obronę tyle, ile powinny, są nadal ważnym sojusznikiem w NATO. Węgry przyjęły zobowiązania szczytu w Hadze, jestem przekonany, że je wypełnią. Na Węgrzech macie doskonałą bazę przemysłu obronnego, a na swoim terytorium – wysuniętą jednostkę wojsk lądowych. Pod względem zbiorowej obrony Węgry są zatem istotnym sojusznikiem. Nie zawsze się zgadzamy, ale to normalne w demokracjach.

Od października 2024 jako sekretarz generalny NATO utrzymuje pan przyjazne stosunki z USA. Czy udaje się to z prezydentem Donaldem Trumpem?

– Tak. Nie tylko dlatego, że go lubię, a poznaliśmy się w jego poprzedniej kadencji, kiedy ja byłem premierem Niderlandów. Także dlatego, że dzięki Trumpowi weszliśmy, mam nadzieję, na drogę do pokoju w Ukrainie. Zaczął już parę tygodni po objęciu urzędu, pierwszy telefon w lutym, a potem dzień w dzień, tydzień po tygodniu popycha ze swoim zespołem ten proces pokojowy. Zasługuje na uznanie.     

Jest skrajnie bezpośredni w stosunku do sojuszników w NATO: Hej, Stany są w pełni zaangażowane w NATO, ale mamy tu ważne oczekiwania. Zaczęło się od Eisenhowera, ten uwierający kamyk w bucie…  Żebyście wreszcie więcej płacili na obronę, zaczęli dorównywać Stanom Zjednoczonym. Hej, musicie z powodu Rosji, z powodu Chin rozbudowujących swoją armię oraz współpracy wojskowej Chin, Rosji, Korei Północnej i Iranu. Dla zapewnienia bezpieczeństwa musimy wydawać 5 proc. PKB, w tym 3,5 proc. na samą armię. A właśnie 3,5 proc. dorównuje Stanom Zjednoczonym.

Dlatego uważam szczyt w Hadze za wielki sukces, którego byśmy bez Trumpa nie osiągnęli. I dlatego mamy szczęście, że jest prezydentem USA.

Ale przecież ogłoszona niedawno amerykańska narodowa strategia bezpieczeństwa (NSS)…

– Ta strategia to, po pierwsze, pełne zaangażowanie USA w bezpieczeństwo Europy, po drugie – w NATO, po trzecie – jak najściślejsza współpraca w ramach NATO Stanów, Europy i Kanady. Przekonanie, że USA są bezpieczne, dopóki bezpieczny jest obszar atlantycki, Europa i Arktyka. A NATO jest niezbędne na wszystkich trzech frontach – i dla bezpieczeństwa samej Ameryki. Wszystko to zawiera się w NSS.

Ale w NSS jest też rodzaj pogardy dla Unii Europejskiej, wsparcie dla partii skrajnie prawicowych, populizmu itp. Próba podzielenia nas. I jeszcze to, co tu, w NATO, w lutym zapowiedział sekretarz wojny Pete Hegseth – że USA już nie zapewnią konwencjonalnej obrony Starego Kontynentu.

– Nie tylko o tym mówi NSS. Zresztą on ma rację, że Europa musi zwiększyć wysiłek obronny. I to robimy. Niemcy wydadzą do roku 2029 o 100 mld więcej, niż wydawały do roku 2021. Cała Europa również zwiększa odpowiedzialność za wspólną obronę europejskiej części NATO. Jednak Stany Zjednoczone jasno stwierdzają, że zarówno w sprawie obrony jądrowej, jak i konwencjonalnej dochowują w Europie traktatu północnoatlantyckiego.

Nie tylko dlatego, że jesteśmy podobni. Owszem, jesteśmy w relacjach przyjaźni jako demokracje, mające wolne media, podzielające te same wartości. Ale także dlatego, że same Stany Zjednoczone rozumieją konieczność silnego NATO, bo to leży w ich interesie – dla bezpieczeństwa Arktyki, Atlantyku i Europy. W tej chwili na europejskim terytorium NATO stacjonuje 85 tys. żołnierzy amerykańskich. Stanowi to ogromną inwestycję ze strony USA. Gdy zatem Pete Hegseth domaga się, żebyśmy więcej wzięli na siebie, to ma słuszność. To po prostu logiczne.

Ale czy ten amerykański kontyngent pozostanie mniej więcej taki sam?

– Nie wiem dokładnie, jakie to będą liczby. Wiem jednak, że wszystkie te inwestycje, które teraz podejmujemy, dadzą nam nowe zdolności samodzielnego działania. To logiczne, ponieważ Stany Zjednoczone muszą kontrolować zmieniającą się sytuację na Pacyfiku.

Wszystkie teatry aktualnych i potencjalnych konfliktów są zresztą powiązane ze sobą. Jeśli Chiny dokonają inwazji na Tajwan, to pewnie Xi Jinping zadzwoni do swego mniejszego kolegi, Putina, żeby nas związał militarnie po tej stronie Eurazji.

Z tego też powodu USA długoterminowo inwestowały w Europę. Wydawały 3,5 proc. PKB na obronność; podczas gdy Europejczycy – przeciętnie 1,5-2 proc.; np. Belgia – 1,4 proc., Niderlandy – 1,56 proc., Niemcy – 1,5 proc. Jednak teraz to się radykalnie zmienia, NATO jest dzisiaj silniejsze niż kiedykolwiek od upadku muru berlińskiego. I to w dużej mierze dzięki Trumpowi.

Nasz włoski partner, „Internazionale”, pyta: Czy po ogłoszeniu nowej amerykańskiej strategii bezpieczeństwa NATO nie stało się zbędne? Czy pańska posada nie przestała być potrzebna?

– Przeciwnie, NSS opowiada się za bezpieczeństwem Europy, pełną współpracą w ramach NATO także z Kanadą, a to czyni nasz sojusz jeszcze ważniejszym.

Czy rozwój zdolności obronnych Unii Europejskiej odbywa się równolegle z rozwojem zdolności NATO? Czym NATO różni się pod tym względem?

– NATO i Unia współpracują najściślej w historii. A to dlatego, że świetnie rozumiemy, co się dzieje w „śródmieściu” – bo tak tutaj, na obrzeżach Brukseli, mówimy o Unii, która ma siedzibę na Placu Schumanna w centrum. Mamy podział pracy: NATO potrafi podejmować decyzje co do wymaganych zdolności, zachowania standardów, systemów dowodzenia i nadzoru, zapewnienia ludziom w mundurach tego, czego trzeba. Natomiast UE potrafi powiązać ze sobą gałęzie przemysłu, żeby zbudować bazę dla produkcji zbrojeniowej.

18.11.2025. Amerykańscy żołnierze przekazali Polakom system antydronowy MEROPS. Szkolenie w Ośrodku Szkolenia Poligonowego Wojsk Lądowych – Dęba w Nowej Dębie Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Wyborcza.pl

Mocno nad tym pracuje Andrius Kubilius, unijny komisarz ds. obronności, z przewodniczącą Ursulą von der Leyen. Chodzi o pieniądze, a to domena Unii, oraz o to, żeby po unijnej stronie NATO wszystko zostało zrobione. Członkami Unii są 23 państwa należące do NATO, więc w dużym stopniu się pokrywamy, ale unikamy dublowania wysiłków, każda strona robi to, co umie najlepiej. Kiedy niespodziewanie zmieniają się zadania i cele w NATO albo w UE, dzwonimy do siebie: hej, stop, czekajcie, musimy pieniądze wydawać rozsądnie.

Szef NATO: Rosjanie prowadzą wojnę hybrydową już na całym terytorium NATO

Mamy dwa pytania od naszych partnerów. Tygodnik „Ir” z Łotwy pyta: Po ataku rosyjskich dronów na terytorium Polski NATO ogłosiło nową operację pod nazwą Wschodnia Straż. Jakie są jej efekty po kilku miesiącach? Hiszpańska gazeta „El Pais” pyta: W jaki sposób NATO odpiera wojnę hybrydową, którą Rosja prowadzi przeciwko Europie? 

– Wschodnią Straż polecił zorganizować naczelny dowódca NATO w Europie zaraz po wrześniowym wtargnięciu dronów nad Polskę. Operacja ma dwa cele. Po pierwsze, skoordynować wszystkie zasoby NATO na flance wschodniej, zapewnić obronę całej linii od Morza Czarnego do jej północnego krańca. Po drugie, przyspieszyć wdrożenie technologii dronowej i obrony antydronowej, korzystając zwłaszcza z cennych doświadczeń Ukraińców. Po to jest właśnie ten natowsko-ukraiński ośrodek JATEC w Bydgoszczy, to tam szybko te technologie wdrażamy.

A wojnę hybrydową Rosjanie prowadzą już na całym terytorium NATO. Służby wywiadowcze i poszczególne rządy to potwierdzają – jak w przypadku ataku rosyjskich cyberprzestępców z grupy Qilin na brytyjskie szpitale należące do National Health Service czy też zakłócanie nawigacji lotniczej nad Bałtykiem. Nie mogę tu podawać szczegółów, ale zapewniam, że NATO robi wszystko, żeby takim atakom zapobiegać i je odpierać.

Jeszcze ostatnie pytanie od kolegów z Balkan Insight: Jak poważne jest zagrożenie ze strony prorosyjskich sił w takich krajach, jak Bośnia i Hercegowina bądź Czarnogóra?

– NATO ma bliskie kontakty z naszym sojusznikiem, Czarnogórą, angażuje się także w bezpieczeństwo Bośni i Hercegowiny oraz Kosowa. Nie możemy dopuścić do próżni strategicznej na obszarze zachodnich Bałkanów. W Kosowie działa misja KFOR, NATO jest uczestnikiem rokowań między Prisztiną i Belgradem zmierzających do złagodzenia napięć. Z Czarnogórą pracujemy nad obroną przed atakami hybrydowymi.

Czy jednak nie powinniśmy być bardziej ofensywni w tej wojnie hybrydowej prowadzonej przez Rosję? Nie powinniśmy jakoś kontratakować?

– Oczywiście, NATO jest sojuszem obronnym, ale robimy wszystko, co konieczne dla naszego bezpieczeństwa. Nie jesteśmy naiwni, wiemy, co się dzieje, wszelkimi sposobami odstraszamy naszych przeciwników.

Czy wie pan, czym konkretnie Rosjanie grożą Belgii z powodu europejskiej dyskusji dotyczącej użycia na pomoc Ukrainie ich aktywów, zamrożonych w firmie Euroclear?

– Niestety, o takich sprawach mówić nie mogę, przepraszam.


Tłumaczenie i redakcja: Piotr Stasiński

Wywiad powstał w ramach partnerstwa medialnego EMOVE Hub i zostanie udostępniony w dziewięciu językach. Koordynatorem projektu jest europejska platforma ARTE. W skład konsorcjum poza “Gazetą Wyborczą” wchodzą także: “El País” (Hiszpania), “Internazionale” (Włochy), “Ir”, (Łotwa), “Kathimerini” (Grecja), “Le Soir” (Belgia), Telex (Węgry) i BIRN. W wywiadzie korespondencyjnie udział brała także Patrycja Maciejewicz z “Gazety Wyborczej”. Ich współpraca jest dofinansowana przez UE dzięki inicjatywie DG CNCT, która zachęca do tworzenia „Europejskich centrów medialnych” w ramach unijnych Działań Multimedialnych.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Actor Proposes Casting Anti-Israel Star Melissa Barrera to Replace Gal Gadot in Next ‘Wonder Woman’ Film


Actor Proposes Casting Anti-Israel Star Melissa Barrera to Replace Gal Gadot in Next ‘Wonder Woman’ Film

Shiryn Ghermezian


(L-R) Simu Liu and Melissa Barrera attend ‘The Copenhagen Test’ Season 2025 New York Screening, at the Whitby, New York, NY, December 16, 2025. Photo: Anthony Behar/Sipa USA via Reuters Connect

Canadian actor Simu Liu [Född: 19 april 1989 (ålder 36 år), Harbin, Kina ] said he thinks Mexican actress Melissa Barrera, his costar on “The Copenhagen Test,” would be a great Wonder Woman to replace Israeli actress Gal Gadot in the upcoming DC Universe film by James Gunn about Diana Prince.

“James Gunn or anybody else out there, I think she really pushes herself,” said Liu, who starred in Marvel’s “Shang-Chi and the Legend of the Ten Rings,” during a recent interview with JoBlo. “There were a couple of moments during stunt training where I was like ‘That’s Wonder Woman-esque.’ I’m just throwing it out there. I don’t know who’s watching or listening to this interview, but I just think she’s a total badass. And she puts in the work.”

Barrera came under fire in November 2023 for sharing posts on social media that accused Israel of genocide and criticized the Jewish state during its war against Hamas terrorists in the Gaza Strip, following their deadly rampage across southern Israel on Oct. 7 of that year. The actress uploaded posts on Instagram that described Israel as a “colonized” land and suggested that the Jewish state controls the media. She reshared a post that accused Israel of “genocide and ethnic cleansing,” and also shared posts from other accounts that featured messages calling for “every civil institution” to boycott the country. She additionally shared a post that includes claims about manipulating facts related to the Holocaust “to boost the Israeli arms industry,” according to the BBC.

“Gaza is currently being treated like a concentration camp,” Barrera wrote in one post on her Instagram Story in 2023. “Cornering everyone together, with no where to go, no electricity no water … People have learnt nothing from our histories. And just like our histories, people are still silently watching it all happen. THIS IS GENOCIDE & ETHNIC CLEANSING [sic].”

Barrera was fired from the film “Scream 7” following her social media posts against Israel. In a statement to Variety magazine, a spokesman for the movie’s production company Spyglass said its stance was “unequivocally clear.”

“We have zero tolerance for antisemitism or the incitement of hate in any form, including false references to genocide, ethnic cleansing, Holocaust distortion, or anything that flagrantly crosses the line into hate speech,” the statement noted.

Hours after her firing was announced, Barrera shared a statement on Instagram claiming that she condemns antisemitism and Islamophobia, and all forms of hate and prejudice.

“Every person on this earth … deserves equal human rights, dignity and, of course, freedom,” she added. “I believe a group of people are NOT their leadership, and that no governing body should be above criticism. I pray day and night for no more deaths, for no more violence, and for peaceful co-existence. I will continue to speak out for those that need it most and continue to advocate for peace and safety, for human rights and freedom. Silence is not an option for me.”

Barrera and Liu were among the many celebrities who signed an open letter by Artists4Ceasefire in October 2023 that called for an immediate ceasefire to end the Israel-Hamas war, a release of the hostages taken by the terrorist organization after its invasion of Israel on Oct. 7, and an end to “the bombing in Gaza.” The letter makes no mention of the Hamas terrorist organization by name, which slaughtered 1,200 Israelis, took more than 200 civilian hostages from Israel. and led to the start of the Israel-Hamas war.

A new DCU film about Wonder Woman is currently in development and it will feature a new lead actress to replace Gadot. The Israeli actress starred in two solo films as the Amazonian superhero: “Wonder Woman” in 2017 and “Wonder Woman 1984” in 2020. A director has yet to be hired for the next Wonder Woman movie, but its screenwriter will be Ana Nogueira. Gadot first appeared as Wonder Woman in 2016’s “Batman v Superman: Dawn of Justice.” She also played the character in 2017’s “Justice League” and Zack Snyder’s “Justice League” in 2021, and made brief cameos in “Shazam! Fury of the Gods” and “The Flash,” both in 2023.

Liu is not the first to nominate Barrera as the next Wonder Woman. Several publications have ranked her among the top contenders for the role, and she addressed the topic in an interview with the online publication A Shot Magazine in April 2025.

“I think whoever gets the role, I just hope that they can embody the essence of the character because I think that those movies, whether they’re Marvel or DC, their reach is so big,” she said. “And because those artists that get those roles will inevitably get a built-in fanbase and have the eyes and the ears of so many people, I think that it would be nice if they did something actually positive with the influence that they have to at least be a good example of the kind of human being that you wanna be in the world, instead of just using it for self-serving purposes.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com