Archives

Jedyne prawo człowieka, którego nikt nie domaga się dla Palestyńczyków


Jedyne prawo człowieka, którego nikt nie domaga się dla Palestyńczyków

Elder of Ziyon


Państwa arabskie go nie przyznają. Autonomia Palestyńska go nie definiuje. A organizacje praw człowieka, które w tym tygodniu domagają się jego poszanowania od Trumpa, ani razu nie domagały się go.

W czwartek prezydent Trump podpisał dwa kolejne rozporządzenia wykonawcze ograniczające prawo do obywatelstwa z tytułu urodzenia, a środowisko organizacji praw człowieka zareagowało oburzeniem. Amnesty International USA stwierdziła w lutym, że zniesienie obywatelstwa z tytułu urodzenia jest „zakorzenione w rasizmie i białej supremacji”. Human Rights Watch opublikowała szereg komunikatów prasowych krytykujących próby Trumpa zmierzające do zniesienia obywatelstwa z tytułu urodzenia dla dzieci nielegalnych imigrantów. ACLU wniosła pozew w ciągu kilku godzin od podpisania pierwszego rozporządzenia wykonawczego w styczniu 2025 roku i w czerwcu wygrała przed Sądem Najwyższym – w orzeczeniu 6 do 3 w sprawie Trump v. Barbara, które potwierdziło obowiązywanie Czternastej Poprawki. Demokratyczni senatorowie i znaczna część środowiska prawników zajmujących się prawem imigracyjnym uznali próbę odmówienia obywatelstwa dzieciom urodzonym w Ameryce za atak na fundamentalne prawo, a środowisko organizacji praw człowieka podzieliło tę ocenę.

Mają rację, że obywatelstwo z tytułu urodzenia jest uznawane za prawo fundamentalne. Jest ono zapisane nie tylko w Czternastej Poprawce, lecz także w Konwencji o ograniczaniu bezpaństwowości z 1961 roku, która zobowiązuje państwa do przyznania obywatelstwa dziecku urodzonemu na ich terytorium, jeśli w przeciwnym razie byłoby ono bezpaństwowcem, oraz w Konwencji o prawach dziecka, ratyfikowanej przez każde państwo arabskie, Państwo Palestyna oraz wszystkie pozostałe kraje na Ziemi z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych.

To bardzo interesujące. Bo jeśli chodzi o Palestyńczyków, żadne państwo arabskie nie pozwala dzieciom urodzonym na swoim terytorium uzyskać obywatelstwa, chyba że jedno lub oboje ich rodziców już je posiada. A organizacje praw człowieka milczą na ten temat bardzo, bardzo wymownie.

Konwencja o prawach dziecka nie wymaga, aby każde państwo przyznawało obywatelstwo każdemu, kto urodzi się w jego granicach. Jeśli istnieje droga do uzyskania obywatelstwa, zazwyczaj z racji obywatelstwa rodziców, państwo nie ma obowiązku przyznawania dziecku własnego obywatelstwa. Artykuł 7 nakłada jednak szczególny obowiązek „w szczególności w przypadku, gdyby brak tych działań spowodował, iż dziecko zostałoby bezpaństwowcem”, co oznacza, że jeśli dziecko nie ma innej możliwości uzyskania obywatelstwa jakiegokolwiek państwa, powinno zostać obywatelem kraju, w którym się urodziło.

Dokładnie tak wygląda sytuacja Palestyńczyków: żadne państwo arabskie nie pozwala dziecku urodzonemu na swoim terytorium uzyskać obywatelstwa, chyba że jedno z rodziców już je posiada, a palestyński rodzic nie ma innego obywatelstwa, które mógłby przekazać dziecku, ponieważ żadne państwo – w tym to, które twierdzi, że reprezentuje Palestyńczyków – nigdy takiego obywatelstwa nie ustanowiło. Amnesty i Human Rights Watch, tak skore do ochrony prawa dzieci nielegalnych imigrantów do obywatelstwa Stanów Zjednoczonych, ani razu nie zażądały, by państwa arabskie respektowały to prawo w odniesieniu do palestyńskich dzieci.

Miliony Palestyńczyków urodziły się w Libanie, Syrii, Jordanii i Iraku na przestrzeni czterech pokoleń, a państwa, które ich przyjęły, nigdy nie zaoferowały im obywatelstwa. Amnesty i HRW, które z całą pewnością popierają tę Konwencję, nigdy nie zażądały od państw arabskich przestrzegania Konwencji, którą same podpisały, i przyznania obywatelstwa palestyńskim dzieciom.

Czy jest to zatem prawo człowieka, czy nie?

Pytam o to co najmniej od 2019 roku, kiedy zadałem to pytanie bezpośrednio Sarit Michaeli z B’Tselem na Twitterze: czy zgadza się, że Palestyńczycy powinni mieć możliwość uzyskania pełnego obywatelstwa w arabskich państwach, które ich przyjęły, jeśli tego chcą? Nigdy nie odpowiedziała, ponieważ szczera odpowiedź ujawniłaby stanowisko podzielane przez B’Tselem, HRW i Amnesty, że fikcyjne „prawo do powrotu” prawnuków uchodźców z 1948 roku jest ważniejsze niż rzeczywista bezpaństwowość ludzi żyjących obecnie. (A swoje prawne uzasadnienie „prawa do powrotu” opierają na czymś, co musi być celowym przeinaczeniem rzeczywistej sprawy rozpatrywanej przez MTS.)

A co z samym „Państwem Palestyna”?

Tu robi się jeszcze ciekawiej.


Link do oryginału:

Elder’s Substack
The One Human Right That No One Demands For Palestinians
On Thursday, President Trump signed two more executive orders narrowing birthright citizenship, and the human rights world erupted. Amnesty International USA said in February that ending birthright citizenship was “rooted in racism and white supremacy.” Human Rights Watch has a number of…
Read more

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Koszmar pomysłu Trampa z nuklearną Arabią Saudyjaską

Na zdjęciu: Prezydent USA Donald Trump wita saudyjskiego następcę tronu Mohammeda bin Salmana w Białym Domu w Waszyngtonie, 18 listopada 2025 r. (Zdjęcie: Saul Loeb/AFP via Getty Images)


Koszmar pomysłu Trampa z nuklearną Arabią Saudyjaską

Khaled Abu Toameh
Tłumaczenie: Andrzej Koraszewski


Proponowana przez prezydenta USA Donalda J. Trumpa umowa o cywilnej współpracy nuklearnej z Arabią Saudyjską może okazać się jednym z najniebezpieczniejszych błędów strategicznych w najnowszej amerykańskiej polityce wobec Bliskiego Wschodu. Choć zwolennicy przedstawiają ją jako pokojowe partnerstwo w dziedzinie energetyki, mające na celu wzmocnienie relacji z kluczowym arabskim sojusznikiem, jej długofalowe konsekwencje mogą być katastrofalne. Umowa grozi osłabieniem dekad amerykańskiej polityki nierozprzestrzeniania broni jądrowej, wywołaniem regionalnego wyścigu zbrojeń, ośmieleniem przeciwników Stanów Zjednoczonych oraz stworzeniem zagrożeń dla bezpieczeństwa, których przyszłe pokolenia mogą nie być w stanie odwrócić.

Kongres i amerykańska opinia publiczna powinni odrzucić tę umowę, zanim stworzy ona precedens, który może podważyć światowe wysiłki na rzecz zapobiegania rozprzestrzenianiu broni jądrowej.

Najbardziej kontrowersyjnym elementem proponowanej umowy jest to, że – jak donoszą media – pozwala ona Arabii Saudyjskiej rozwijać krajowe zdolności do wzbogacania uranu w ramach zabezpieczeń, które nie spełniają rygorystycznych standardów dotychczas wymaganych przez Waszyngton. Choć nisko wzbogacony uran służy jako paliwo dla cywilnych reaktorów jądrowych, ta sama technologia może ostatecznie zostać wykorzystana do produkcji wysoko wzbogaconego uranu nadającego się do budowy broni jądrowej.

To zagrożenie nie jest wyłącznie teoretyczne.

Saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman już kilka lat temu wyraził swoje intencje w sposób jednoznaczny. “Arabia Saudyjska nie chce zdobyć żadnej bomby atomowej” – powiedział w 2018 roku. “Ale bez wątpienia, jeśli Iran opracuje bombę atomową, my zrobimy to samo tak szybko, jak to będzie możliwe.”

Te słowa powinny były zakończyć wszelką dyskusję na temat dopuszczenia wzbogacania uranu na terytorium Arabii Saudyjskiej. Ujawniają one, że Rijad postrzega cywilne zdolności nuklearne nie tylko jako projekt energetyczny, lecz również jako potencjalne strategiczne zabezpieczenie przed Iranem.

Zwolennicy umowy argumentują, że królestwo pozostaje bliskim partnerem Stanów Zjednoczonych, a porozumienie zawiera wystarczające zabezpieczenia. Historia uczy jednak czegoś innego: rządy się zmieniają, reżimy upadają, sojusze się rozpadają, a dzisiejszy przyjaciel – nawet jeśli jest uczestnikiem Porozumień Abrahamowych – jutro może już nie być sojusznikiem.

Arabia Saudyjska wielokrotnie padała ofiarą ataków terrorystycznych Al-Kaidy i ISIS. Jest także krajem urodzenia Osamy bin Ladena, a 15 z 19 terrorystów, którzy przeprowadzili zamachy z 11 września 2001 roku, było obywatelami Arabii Saudyjskiej. Choć rząd saudyjski konsekwentnie zaprzeczał jakiemukolwiek udziałowi w tych zamachach, historia królestwa sugeruje coś innego.

Utrzymujące się zagrożenie ze strony islamistycznego ekstremizmu nadal istnieje.

W latach 2003–2006 Al-Kaida prowadziła krwawą rebelię na terytorium królestwa, atakując instytucje państwowe, cudzoziemców oraz infrastrukturę krytyczną. ISIS przyznało się do przeprowadzenia ataków na meczety, siły bezpieczeństwa i ludność cywilną w Arabii Saudyjskiej.

Choć saudyjskim władzom w dużej mierze udało się stłumić działalność tych organizacji, sam fakt ich istnienia podkreśla trwałą rzeczywistość: ekstremistyczne ugrupowania islamistyczne nadal postrzegają królestwo zarówno jako pole walki, jak i cenną zdobycz. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak będzie wyglądał krajobraz polityczny Arabii Saudyjskiej za 20 lub 30 lat. Przyszły okres niestabilności, kryzys sukcesyjny lub upadek reżimu może doprowadzić do przejęcia wrażliwych obiektów nuklearnych, technologii lub materiałów przez podmioty, których cele są zasadniczo wrogie Stanom Zjednoczonym i ich sojusznikom.

Największym zagrożeniem nie jest zatem następca tronu Mohammed bin Salman ani obecne saudyjskie przywództwo. Największym zagrożeniem jest niepewność dotycząca tego, kto będzie rządził królestwem za kilkadziesiąt lat. Technologia jądrowa przetrwa znacznie dłużej niż jakikolwiek ustrój polityczny.

Żaden amerykański prezydent nie może zagwarantować, że ród Saudów będzie rządził wiecznie. Przewrót polityczny, wewnętrzna niestabilność, a nawet gwałtowne obalenie monarchii mogą pewnego dnia sprawić, że instalacje do wzbogacania uranu, naukowcy zajmujący się energetyką jądrową, wrażliwe technologie i materiały nadające się do produkcji broni trafią w ręce islamistycznych terrorystów.

Gdy wrażliwa technologia jądrowa wymknie się spod kontroli państwa, nie da się jej po prostu odzyskać. Organizacje terrorystyczne mogłyby same wykorzystać wiedzę lub materiały jądrowe albo sprzedać je na światowym czarnym rynku zbójeckim reżimom lub innym aktorom niepaństwowym. Taki scenariusz stanowiłby nieodwracalny koszmar dla międzynarodowych działań w zakresie zwalczania terroryzmu i nierozprzestrzeniania broni jądrowej.

Proponowana umowa odchodzi również od “złotego standardu”, który od dziesięcioleci wyznacza amerykańską współpracę cywilną w dziedzinie energetyki jądrowej. Na mocy amerykańsko-emirackiej umowy nuklearnej z 2009 roku Abu Zabi zaakceptowało surowe warunki zakazujące krajowego wzbogacania uranu i przerobu wypalonego paliwa, jednocześnie zgadzając się na kompleksowy międzynarodowy nadzór. Ograniczenia te znacząco zmniejszyły ryzyko proliferacji.

Według doniesień umowa z Arabią Saudyjską rezygnuje z wielu z tych zabezpieczeń. Podobno nie wymaga również od Rijadu przyjęcia Protokołu dodatkowego Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), który umożliwia inspektorom przeprowadzanie niezapowiedzianych kontroli w niezgłoszonych obiektach w celu wykrywania tajnych działań nuklearnych.

Jeżeli Waszyngton obniży własne standardy wobec Arabii Saudyjskiej, inne państwa nieuchronnie zażądają identycznego traktowania.

Zjednoczone Emiraty Arabskie prawdopodobnie będą chciały renegocjować własną umowę. Turcja i Egipt niemal na pewno zażądają podobnych uprawnień. Rosja i Chiny mogą wykorzystać amerykański precedens jako uzasadnienie dla słabszych zabezpieczeń we własnych partnerstwach nuklearnych na Bliskim Wschodzie i poza nim.

Zamiast wzmacniać światowy reżim nierozprzestrzeniania broni jądrowej, Stany Zjednoczone osłabiłyby go własnymi rękami.

Umowa podważa również zdolność Waszyngtonu do przeciwstawiania się ambicjom nuklearnym Iranu. Od lat kolejne amerykańskie administracje podkreślają, że Iran nigdy nie powinien mieć prawa do wzbogacania uranu bez rygorystycznego międzynarodowego nadzoru, ponieważ wzbogacanie stanowi drogę do pozyskania broni jądrowej. Jeśli Arabia Saudyjska otrzyma takie same możliwości na mniej wymagających warunkach, Teheran natychmiast oskarży Waszyngton o stosowanie podwójnych standardów.

Rzeczywiście, irańscy urzędnicy już zaczęli wysuwać dokładnie taki argument. Rzecznik irańskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Ali Zeinivand oświadczył niedawno, że jeśli rozpocznie się regionalny wyścig zbrojeń, Iran będzie miał “większą swobodę działania niż ktokolwiek inny”, jednocześnie oskarżając Stany Zjednoczone o dyskryminację polegającą na pozwalaniu niektórym państwom rozwijać zdolności nuklearne przy jednoczesnym odmawianiu tego prawa innym.

Stany Zjednoczone nie mogą wiarygodnie domagać się od Iranu rezygnacji z możliwości, które jednocześnie są gotowe przyznać Arabii Saudyjskiej.

Umowa grozi również wywołaniem niebezpiecznego regionalnego wyścigu zbrojeń nuklearnych. Iran wielokrotnie sygnalizował, że odpowie na saudyjskie postępy w dziedzinie energetyki jądrowej. Turcja już ostrzegła, że może zostać zmuszona do rozwijania podobnych zdolności, jeśli Iran wejdzie w posiadanie broni jądrowej. Egipt bez wątpienia znalazłby się pod presją, by uczynić to samo.

Być może najbardziej niepokojącym aspektem tej umowy jest to, że oddziela ona cywilną współpracę nuklearną od szerszych celów dyplomatycznych.

Administracja Trumpa postrzega cywilną pomoc nuklearną jako narzędzie nacisku mające doprowadzić do normalizacji stosunków między Arabią Saudyjską a Izraelem w ramach Porozumień Abrahamowych.

Pokoju nie powinno się jednak kupować za cenę strategicznych ustępstw zagrażających bezpieczeństwu międzynarodowemu.

Pokój z Izraelem nie jest nagrodą przyznawaną przez państwa arabskie czy muzułmańskie. Nie jest czymś, co powinno wymagać amerykańskich “łapówek” w postaci technologii nuklearnych lub strategicznych zachęt.

Pokój leży w interesie samej Arabii Saudyjskiej. Zwiększa stabilność regionalną, wzmacnia rozwój gospodarczy, przyciąga zagraniczne inwestycje i poprawia bezpieczeństwo wszystkich stron. Państwa arabskie i muzułmańskie powinny dążyć do pokoju z Izraelem dlatego, że przynosi on korzyści ich własnym społeczeństwom – a nie dlatego, że Waszyngton oferuje niebezpieczne ustępstwa.

Gdy wzbogacanie uranu rozprzestrzeni się na Bliskim Wschodzie, jego powstrzymanie nie będzie łatwe. Gdy regionalne mocarstwa rozpoczną rywalizację o zdolności nuklearne, może już nie być odwrotu. Stany Zjednoczone nie powinny stać się architektem kolejnego bliskowschodniego wyścigu zbrojeń nuklearnych.


Khaled Abu Toameh jest wielokrotnie nagradzanym dziennikarzem mieszkającym w Jerozolimie.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


In upset, anti-Israel democratic socialist loses Wisconsin governor primary


In upset, anti-Israel democratic socialist loses Wisconsin governor primary

Andrew Bernard


State Assembly member Francesca Hong, who has accused Israel of “genocide,” lost the Democratic primary after polls suggested that she held a double-digit lead.

Wisconsin Democratic gubernatorial candidate Francesca Hong speaks to supporters during an election-night party on Aug. 11, 2026 in Madison, Wis. Credit: Scott Olson/Getty Images

Milwaukee County executive David Crowley won an upset victory over state Assembly member Francesca Hong in the Wisconsin Democratic gubernatorial primary after pre-election polling suggested that Hong, a member of the Democratic Socialists of America, held a double-digit lead.

Hong, 37, had accused Israel of “genocide” and appeared on podcasts with anti-Israel left-wing influencers, including Hasan Piker.

As a state lawmaker, she introduced legislation to repeal Wisconsin’s law opposing the movement to boycott Israel and opposed the state’s adoption of the International Holocaust Remembrance Alliance’s working definition of Jew-hatred.

With an estimated 98% of votes counted, Crowley had 313,321 votes (39.8%) to Hong’s 310,110 votes (39.4%), according to the Associated Press, which called the race early in the morning on Wednesday.

In the closing days of the campaign, Hong disavowed some of her previously held far-left positions, including police abolition and calling Thanksgiving a “colonizer holiday,” and did not make her views on Israel a focus of the campaign.

She nonetheless held to a “tax the rich” platform with calls for abolishing the U.S. Immigration and Customs Enforcement agency and a one-year ban on data-center construction.

Hong’s record of outlandish views prompted the Republican Governors Association to spend $3.6 million backing her in the final days of the primary in the apparent belief that she would be the weakest Democratic candidate in the general election.

Her defeat will likely raise further questions about the electability of anti-Israel progressives in statewide races after Dr. Abdul El-Sayed, former Detroit health director, eked out a win in the Democratic Senate primary in Michigan last week by about 15,000 votes.

Crowley, a more moderate candidate who has not repeatedly condemned the Jewish state and who briefly withdrew from the race in July, will now face off against Rep. Tom Tiffany (R-Wis.) in November in the race to succeed Gov. Tony Evers, a Democrat who decided not to seek a third term.

Garren Randolph, Crowley’s campaign manager, stated on Wednesday morning that “from day one, this campaign has been about what comes next for Wisconsin: making life more affordable, strengthening our schools, creating good-paying jobs and making sure opportunity reaches every corner of our state.”

“The choice in November has always been clear,” he added. “We can move Wisconsin forward with leadership focused on solving problems, or we can bring the division and extremism of Tom Tiffany and Donald Trump to Wisconsin.”

Tiffany stated that “this fight is bigger than any one party. It’s bigger than any one candidate.”

“This fight is about Wisconsin and protecting the state we know and love,” he said. “Let’s move Wisconsin forward, together.”

After midnight local time, it was reported that Milwaukee County had misplaced absentee vote tallies, which were supposed to be recorded on five memory drives. Results were delayed due to that mishap.

Tiffany, the only substantial Republican in the primary race, had 465,948 votes (95.3%) at press time, with about 98% of votes counted.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Gal Gadot Discusses Courage, Vulnerability, Motherhood in New Interview for ‘The Runner’


Gal Gadot Discusses Courage, Vulnerability, Motherhood in New Interview for ‘The Runner’

Shiryn Ghermezian


Gal Gadot in “The Runner.” Photo: Amazon MGM Studios324

Israeli actress Gal Gadot talked about the kind of courage she finds inspiring, vulnerability, and being a “lioness” wanting to protect her children in a new interview published on Wednesday.

In the upcoming film “The Runner,” Gadot stars as Maia, a successful lawyer whose son is kidnapped. She is subsequently forced to sprint through the streets of London and obey a series of commands in order to save her abducted child.

Gadot graces the cover of Modern Luxury‘s September 2026 issue and in her cover story — which was shot at The Jaffa Hotel in Tel Aviv, Israel — she talked about her starring role in the psychological thriller.

“Maia isn’t a superhero. She doesn’t have all the answers. She makes mistakes, she doubts herself, she gets scared, and yet she keeps moving forward,” Gadot told the magazine. “I think that’s the kind of courage I find most inspiring. Real courage isn’t the absence of fear; it’s choosing to keep going despite it.”

In the film’s trailer, viewers see Maia being fearful, for her son’s life and what she must do to save him. Gadot told Modern Luxury her character doesn’t hide her fear and said, “Some of the smartest, strongest people I know are also deeply vulnerable because they have so much to lose. Maia is brilliant, analytical, and capable, but when her family is threatened, every decision becomes emotional. To me, vulnerability doesn’t weaken intelligence. It gives it stakes.”

The mother-of-four also told the magazine being a parent helped her tap into a different emotional connection with her character.

“I think the moment you become a mother, you also become a lioness,” she explained. “Nothing matters more than your children. No matter where we come from or what we believe, I think every parent shares the same instinct: to keep their children safe. And the greatest fear any mother carries is the thought of not being able to protect them. That’s the fear Maia lives with throughout this story.”

She said motherhood “has probably become the deepest emotional well I have. It gives me access to emotions that are impossible to imagine intellectually; you simply feel them.”

Gadot prepared for her role in “The Runner” by training with former Olympian Malachi Davis and previously said the project is the most physical film she’s ever done. Gadot also broke her foot weeks before filming was complete. “The Runner” is directed by Kevin Macdonald and also stars Damian Lewis. It will be released on Prime Video on Sept. 2. Watch the trailer below.
.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Kim jest Judith Butler?

„They” jako bardzo queerowa artystka performansu



Kim jest Judith Butler?

Phyllis Chesler


Kim jest Judith Butler? Czy naprawdę trzeba o to pytać?

Butler to akademicka gwiazda ostatnich trzech dekad, nasz rodzimy Lacan, artystka performansu par excellence.

Butler znana jest z rozwijania tezy, że płeć biologiczna i płeć kulturowa nie istnieją jako obiektywne kategorie, że wszystko jest konstruktem społecznym oraz że płeć jest odgrywana, a nie uwarunkowana biologicznie. W pewnym sensie dla Butler nic nie jest naprawdę realne; liczy się jedynie to, co ktoś odczuwa lub deklaruje. Rzeczywistość jest czymś, czym można się „bawić”, przynajmniej na poziomie języka. W konsekwencji, w jej ujęciu jedynie gramatyka ma znaczenie, a Butler domaga się, by zwracać się do niej zaimkiem „they”, a nie „he” czy „she”, ponieważ obie te kategorie są – jej zdaniem – pojęciami, a nawet zniewagami, które w gruncie rzeczy nie istnieją. Jej pisarstwo jest postmodernistyczne, niejasne, chwilami wręcz niezrozumiałe, zawsze afektowane i dominujące. Wybrana przez nią tożsamość sama w sobie stanowi queerowy performans. Dawniej określono by ją jako butch dyke albo lesbijkę, która nie nosi makijażu, ma bardzo krótko obcięte włosy i mogłaby uchodzić za mężczyznę. (Nie ma w tym oczywiście nic nagannego, choć może to zaskakiwać).

Butler zdobyła międzynarodową sławę w 1990 roku po opublikowaniu książki Gender Trouble: Feminism and the Subversion of Identity. Choć uzyskała doktorat z filozofii, znana jest również ze swojego antysyjonizmu oraz przekonania, że Żydzi powinni funkcjonować jako bezpaństwowa i narażona na niebezpieczeństwa społeczność, ponieważ – jej zdaniem – jest to bardziej moralny sposób bycia Żydem. Właśnie sprawdziłam hasło Butler w Wikipedii i z niepokojem zauważyłam, że redaktorzy przyjęli jej żądanie, aby opisywać ją za pomocą zaimka „they”. W tym krótkim szkicu nie będę już stosować się do tych instrukcji.

Co zadziwiające, podobnie jak każdy islamski dżihadysta, Butler opowiada się za rozwiązaniem jednopaństwowym – i to mimo długiej historii systematycznego nakładania specjalnych podatków na Żydów, ich zubożania, mordowania i wypędzania przez arabskich muzułmanów; mimo że Bliski Wschód zdominowany przez Arabów i muzułmanów od dawna został praktycznie oczyszczony z ludności żydowskiej (Judenrein); mimo że arabscy przywódcy wielokrotnie odrzucali możliwość utworzenia państwa palestyńskiego.

Dla Butler takie fakty nie istnieją; woli abstrakcyjne rozwiązanie od bardzo niebezpiecznej rzeczywistości. W jej przekonaniu syjonizm jest praktyką rasistowską, europejską i kolonialną. Popierała różne formy ruchu BDS (Bojkot, Wycofanie Inwestycji i Sankcje), krytykowała Izrael za to, co nazywa „murem apartheidu” (a nie barierą bezpieczeństwa), oraz niezwykle ostro potępiała Izrael za prowadzone przez niego wojny obronne.

To twarda Żydówka, ciesząca się ogromnym uznaniem zarówno w Berlinie, jak i w Berkeley.

W swojej książce z 2012 roku Parting Ways: Jewishness and the Critique of Zionism zauważa, że wielu ważnych żydowskich myślicieli XIX wieku również sprzeciwiało się syjonizmowi i nie było to wówczas postrzegane jako antysemityzm. Jak pisze Corinne E. Blackmer w znakomitej książce z 2020 roku Queering Anti-Zionism: Academic Freedom, LGBT Intellectuals, and Israel/Palestine Campus Activism:

„Z faktu, że Żydzi doświadczali znacznej przemocy sponsorowanej przez państwa, prześladowań i dyskryminacji w galucie [diasporze], czego kulminacją był nie tylko Holokaust, ale również przymusowe wypędzenie niemal miliona Żydów Mizrachi [Żydów z krajów arabskich] z ich odwiecznych domów na Bliskim Wschodzie… można wyciągnąć dwa możliwe wnioski. Jedynym realistycznym sposobem zapewnienia Żydom przetrwania jest posiadanie własnego państwa.”

Jednak według Butler rzekoma, nieudowodniona i wyolbrzymiona krzywda wyrządzona arabskim muzułmańskim Palestyńczykom wymaga dziś rozwiązania jednopaństwowego – państwa, w którym Żydzi mieliby, zgodnie z jej wizją, dokonać „przebudowy własnej tożsamości”, stając się częściowo hybrydowymi muzułmańskimi i chrześcijańskimi Arabami oraz odrzucając syjonizm. Blackmer opisuje tę propozycję następująco:

„Tak jak Herzl mylił się, dochodząc do wniosku, że utworzenie państwa żydowskiego położy kres antysemityzmowi, tak Butler myli się, twierdząc, że likwidacja syjonizmu zakończy nienawiść do Żydów… Butler pragnie, aby Wielka Palestyna stała się bytem zamieszkiwanym przez Żydów i Palestyńczyków, którzy zdekonstruowali swoje odrębne, jednonarodowe tożsamości, a następnie odbudowali je jako tożsamości dwunarodowe.”

Złośliwa prowokacja Butler ociera się o szaleństwo. I właśnie dlatego stała się tak popularna i tak szeroko podziwiana. Butler dosłownie „bawi się” ludzkim życiem, pozostając jednak w bezpiecznej odległości od konsekwencji.

Przynajmniej nie identyfikuje się jako Palestynka. Butler wspięła się na szczyty akademickiej sławy, podążając śladami Derridy i Lacana oraz ogłaszając się osobą „queer”. Za ten drobny przejaw powściągliwości pozostaję wdzięczna.


Link do oryginału:

Phyllis’s Newsletter
Who is Judith Butler?
Who is Judith Butler? Does one really need to ask…

Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com