Archives

Jak religia próbuje odpierać krytykęW obronie – racjonalnej krytyki islamu


Jak religia próbuje odpierać krytykę – W obronie racjonalnej krytyki islamu

Yamin


Wprowadzenie: Tyrania sacrum w świeckiej epoce

W świecie, który uważa się za coraz bardziej racjonalny, jedyną sferą wciąż spowitą nietykalną świętością pozostaje religia. Podczas gdy chrześcijaństwo i judaizm były bezlitośnie analizowane, krytykowane, parodiowane i dekonstrukowane w nowoczesnym dyskursie zachodnim, sam islam korzysta z ochronnego kokonu nietykalności, egzekwowanego nie tylko przez wiernych, lecz także przez obarczoną poczuciem winy inteligencję, przerażoną możliwością otrzymania etykiety „islamofobii”. Ten wytworzony konsensus nie jest triumfem tolerancji; jest odwrotem od rozumu.

Islamofobia — termin strategicznie zaprojektowany, by zlewać krytykę doktryn islamskich z uprzedzeniami wobec muzułmańskich jednostek — bywa używana jako narzędzie uciszania uzasadnionej kontroli intelektualnej.¹ W rzeczywistości to, co demonizuje się jako islamofobię, jest często racjonalną reakcją na realne ideologie sprzeczne z liberalizmem, feminizmem, prawami człowieka i wartościami świeckimi. Obawiać się konsekwencji systemu wierzeń, gdy konsekwencje te przejawiają się w przemocy, opresji i totalitarnej kontroli, to nie fobia. To rozsądek.

Niedawne wydarzenia uwydatniły ten dysonans. Brutalne ugodzenie nożem Salmana Rushdiego w 2022 roku przez człowieka zradykalizowanego fatwami i indoktrynacją ideologiczną nie było przypadkowym aktem szaleństwa.² Było bezpośrednią konsekwencją traktowania islamskich przepisów o bluźnierstwie poważnie.³ Otwarte świętowanie ataku przez reżim irański, który ogłosił go boską sprawiedliwością, spotkało się z ledwie słyszalnym potępieniem ze strony samozwańczych liberalnych strażników wolności słowa.⁴ Gdzie były protesty w Londynie czy Nowym Jorku w obronie oka i dłoni Rushdiego? Gdzie była solidarność?

Zamiast tego obserwujemy odwróconą moralność: muzułmanie przedstawiani są jako wieczne ofiary niezależnie od kontekstu, a krytycy — zwłaszcza ci wywodzący się ze świata islamskiego, tacy jak Ayaan Hirsi Ali, Maryam Namazie czy Salman Rushdie — piętnowani jako zdrajcy lub bigoci. Obrona islamu, w odróżnieniu od jakiejkolwiek innej religii dzisiaj, postrzegana jest jako moralny imperatyw przez tych, którzy nigdy nie zaakceptowaliby katolickich zakazów aborcji czy ewangelikalnego tłumienia praw osób LGBTQ. Skąd ten podwójny standard? Ponieważ dyskurs jest rządzony przez strach przebrany za empatię.

Obawa przed islamem nie jest irracjonalną nienawiścią, lecz raczej ostatnim bastionem myślenia oświeceniowego — ostatnią linią obrony rozumu przed narastającą falą dogmatu przystrojonego w wrażliwość multikulturową. Analiza niedawnych wydarzeń w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Azji Południowej pokazuje, że krytyka islamskiego dogmatu oraz sprzeciw wobec niego są nie tylko uzasadnione; są konieczne.

Europejskie tchórzostwo: przypadek Francji i ścięcie Samuela Paty’ego

W październiku 2020 roku francuski nauczyciel Samuel Paty został ścięty na ulicy przez osiemnastoletniego czeczeńskiego muzułmanina Abdoullakha Anzorowa po tym, jak Paty pokazał uczniom karykatury proroka Mahometa na lekcji o wolności słowa.⁵ Nauczyciel podjął wszelkie środki ostrożności: umożliwił uczniom opuszczenie sali, przedstawił kontekst i osadził materiał w ramach francuskich wartości republikańskich. To jednak nie miało znaczenia. Jego głowa znalazła się na chodniku, a morderca z dumą opublikował zdjęcia w internecie.⁶ Uzasadnienie Anzorowa? Bluźnierstwo.

Państwo francuskie zareagowało krótkotrwałą retoryczną stanowczością. Prezydent Emmanuel Macron ogłosił, że „islam jest w kryzysie” i powtórzył przywiązanie republiki do świeckich wartości.⁷ Przez chwilę wydawało się, że Zachód wreszcie postawi granicę. Jednak sprzeciw nie nadszedł wyłącznie ze strony islamistów. Zachodni liberałowie, dziennikarze i akademicy oskarżyli Macrona o „islamofobię” i „stygmatyzowanie muzułmanów”.⁸ Zamiast zjednoczyć się w obronie pedagogicznej wolności Paty’ego, międzynarodowe media skupiły się na urażonych uczuciach francuskiej społeczności muzułmańskiej.

Tu leży sedno problemu: człowiek został zdekapitowany za nauczanie wolności wypowiedzi, a rozmowa natychmiast przesunęła się ku temu, jak nie obrażać ideologii, która napędziła morderstwo. To logika społeczeństwa, które utraciło cywilizacyjną pewność siebie. Właściwa reakcja wymagałaby nazwania ideologii stojącej za czynem bez eufemizmów i bez tchórzostwa. Wymagałaby zadania pytania, dlaczego islamskie nauki o bluźnierstwie, męczeństwie i apostazji nadal znajdują brutalny wyraz w społeczeństwach świeckich.

Ale takie pytania są zakazane. Ich zadanie grozi społecznym wykluczeniem, ruiną zawodową lub przemocą fizyczną. Europa utknęła między postchrześcijańskim poczuciem winy a rzeczywistością demograficzną, z którą nie chce się zmierzyć. Rosnący wpływ politycznego islamu w społecznościach imigranckich sparaliżował świeckie rządy, które bardziej obawiają się niepokojów miejskich niż ideologicznej degeneracji. Rezultatem jest de facto prawo o bluźnierstwie — egzekwowane nie przez państwo, lecz przez tłumy, przy cichym wsparciu dziennikarzy i akademików, którzy pomylili tchórzostwo z cnotą.⁹

Apartheid płciowy i mit feminizmu multikulturowego: Iran i Afganistan

Rozważmy sytuację kobiet w Iranie i Afganistanie — dwóch krajach, w których islam nie jest jedynie prywatną wiarą, lecz kręgosłupem systemów prawnych i politycznych. W Iranie policja moralności patroluje ulice niczym średniowieczna inkwizycja, wciągając niezasłonięte kobiety do furgonetek, bijąc je i skazując na więzienie za odsłonięcie włosów czy nałożenie szminki.¹⁰ W Afganistanie talibowie zamienili szkoły dla dziewcząt w ruiny i narzucili system, w którym kobiety nie mogą podróżować bez męskich opiekunów, pracować publicznie ani nawet odwiedzać parków.¹¹

A jednak w zachodnich kręgach feministycznych panuje ogłuszająca cisza. Energia, niegdyś kierowana na potępianie patriarchatu i obronę autonomii kobiet, rozprasza się w banałach o „szacunku dla kultur” i „nienarzucaniu zachodnich wartości”.¹² Ci sami aktywiści, którzy atakują role płciowe w Opowieści podręcznej, odwracają wzrok, gdy rzeczywisty Gilead rządzony jest przez brodatych duchownych cytujących hadisy.

Gdy muzułmańskie kobiety podnoszą się, by przeciwstawić się tym teokracjom — od Narges Mohammadi w Iranie¹³ po niezliczone afgańskie dziewczęta sprzeciwiające się talibom¹⁴ — często pozostają bez wsparcia ze strony swoich zachodnich odpowiedników. Co gorsza, ich krytycy w świecie muzułmańskim bywają oczerniani jako islamofobi.¹⁵ Odwrócenie jest groteskowe: walka o prawa kobiet w reżimach islamskich przedstawiana jest jako bigoteria, podczas gdy obrona ortodoksji, która je tłamsi, uchodzi za wrażliwość kulturową.

Obawa przed islamem nie jest więc irracjonalna. Jest reakcją na globalny wzorzec religijnego totalitaryzmu, który w sposób nieproporcjonalny szkodzi najbardziej bezbronnym: kobietom, apostatom, mniejszościom i dysydentom. Jeśli w nowoczesnej etyce jest miejsce na strach i odrazę, powinny być one skierowane ku systemom, które normalizują podporządkowanie w imię boskości.

Globalna cisza wobec apostazji: śmierć za odejście od islamu

Jednym z najbardziej mrożących aspektów islamu jest jego stosunek do apostazji. W żadnej innej wielkiej religii odejście od wiary nie jest dziś karane śmiercią.¹⁶ Trzynaście krajów — w tym Iran, Arabia Saudyjska, Afganistan, Pakistan i Somalia — przewiduje karę śmierci lub długie wyroki więzienia za apostazję, opierając się na islamskiej jurysprudencji wywodzącej się z hadisów i szariatu. To nie są marginalne interpretacje; to główny nurt.

W 2020 roku młody Nigeryjczyk Mubarak Bala, przewodniczący Humanist Association of Nigeria, został uwięziony za „bluźnierstwo” po tym, jak wyraził w internecie poglądy ateistyczne.¹⁷ Skazany na dwadzieścia cztery lata w pokazowym procesie, jego sprawa przyciągnęła pewną uwagę międzynarodowych organizacji świeckich, lecz spotkała się z ogłuszającą ciszą ze strony grup muzułmańskich.¹⁸ Żaden znaczący muzułmański duchowny ani instytucja nie wydała fatwy w obronie jego wolności sumienia. Dlaczego? Ponieważ w ramach tradycyjnego islamu porzucenie wiary jest niewybaczalną zbrodnią.

Nawet w świeckich demokracjach byli muzułmanie żyją w strachu. W Wielkiej Brytanii apostaci często spotykają się z ostracyzmem, przemocą „honorową” lub groźbami ze strony własnych rodzin i społeczności. Byli muzułmanie, tacy jak Ali Rizvi, Sarah Haider czy Faisal Saeed Al Mutar, mówili o otrzymywaniu gróźb śmierci — nie od państwa, lecz ze strony prywatnych osób przekonanych, że wypełniają religijny obowiązek, uciszając dysydentów.¹⁹

Tu ponownie termin islamofobia pełni rolę knebla. Wskazywanie, że islam wyjątkowo karze apostazję śmiercią, bywa nazywane rasizmem lub nietolerancją. Lecz nietolerancja nie tkwi w obserwacji, lecz w ideologii będącej jej przedmiotem. Religia, która zabija ludzi za zmianę poglądów, jest nie do pogodzenia z liberalnym światopoglądem. Strach przed islamem w tym kontekście nie jest patologiczny. Jest ochronny. Jest moralny.

Gdzie są odważne liberalne głosy, które deklarują obronę wolności przekonań? Milczą. Boją się. Chowają się za tarczą relatywizmu kulturowego, podczas gdy ich rzekome wartości są deptane pod sztandarem „Allahu Akbar”. Rozsądny lęk przed islamem — to, co jego przeciwnicy nazywają „islamofobią” — jest w istocie naturalną reakcją każdego społeczeństwa, które ceni życie ponad bezprawie, prawdę ponad tyranię, rozum ponad objawienie.

Pakistan, bluźnierstwo i morderstwo rozumu

Pakistan pozostaje idealnym studium przypadku racjonalnych podstaw obaw wobec islamu. To kraj, w którym tłumy linczują dzieci za niefortunne słowa o proroku,²⁰ gdzie całe społeczności chrześcijańskie są morderczo prześladowane na podstawie plotek²¹ i gdzie sam rząd umożliwia i sankcjonuje te barbarzyństwa w prawie.²² Niesławne przepisy o bluźnierstwie, zwłaszcza artykuł 295-C kodeksu karnego Pakistanu, przewidują karę śmierci za każdą zniewagę — rzeczywistą lub domniemaną — wobec Mahometa.

Przypomnijmy sprawę Mashala Khana, studenta uniwersytetu zlinczowanego w 2017 roku przez kolegów, którzy oskarżyli go o bluźnierstwo na Facebooku.²³ Został wyciągnięty z akademika, rozebrany, pobity i zastrzelony. Nigdy nie przedstawiono żadnych dowodów jego rzekomego bluźnierstwa, bo nie były potrzebne. Jego zabójcy — wielu z nich uchwyconych na nagraniach, skandujących religijne hasła nad jego ciałem — byli przez część opinii publicznej traktowani jak bohaterowie.²⁴ Nieliczni, którzy wyrażali oburzenie, szybko byli nazywani zdrajcami lub, jakżeby inaczej, islamofobami.

A co z Asią Bibi, chrześcijańską kobietą skazaną na śmierć w 2010 roku za rzekome picie z tego samego kubka co muzułmanki?²⁵ Jej sprawa ciągnęła się niemal dekadę. Dwóch urzędników, którzy jej bronili — Salman Taseer i Shahbaz Bhatti — zostało zamordowanych.²⁶ Taseer został zastrzelony dwudziestoma siedmioma strzałami przez własnego ochroniarza, który później był czczony przez tysiące jako ghazi (wojownik religijny).²⁷ Na cześć zabójcy nazywano meczety. Podręczniki go wychwalały. To nie był margines; to był główny nurt.

Czy nieracjonalne jest obawiać się ideologii, która usprawiedliwia takie szaleństwo? Czy uprzedzeniem jest odrzucenie systemu wierzeń, którego prawa skazałyby cię na śmierć za podważenie jego boskiego źródła?

Bać się tego to nie uprzedzenie. To przytomność.

Szwecja, palenie Koranu i śmierć wolności słowa

W latach 2023–2024 Szwecja i Dania stały się nieoczekiwanymi polami bitwy w globalnej wojnie o wrażliwość religijną. Kilka osób spaliło egzemplarze Koranu podczas publicznych protestów — działania, które, choć prowokacyjne, miały wyraźnie na celu testowanie granic wolności słowa. Reakcja była przewidywalna i groteskowa: międzynarodowe potępienie, ataki na ambasady i groźby przemocy.²⁸

Obywatele Szwecji, świeckiej demokracji o liberalnych tradycjach, zostali oskarżeni o islamofobię przez państwa o większości muzułmańskiej, takie jak Turcja, Iran i Pakistan.²⁹ Na całym świecie islamskim wybuchły masowe protesty.³⁰ Organizacja Współpracy Islamskiej (OIC) wezwała do uznania bluźnierstwa za przestępstwo międzynarodowe.³¹ To nie satyra. To XXI wiek.

Zamiast trwać przy swoim, szwedzcy urzędnicy zaczęli przepraszać. Zaproponowano przepisy ograniczające palenie Koranu — nie dlatego, że narusza ono jakąkolwiek zasadę liberalną, lecz dlatego, że „prowokuje” muzułmanów.³² Po raz kolejny sacrum zażądało i otrzymało szczególną ochronę. Nie było podobnego oburzenia, gdy palono Biblie lub gdy w galeriach sztuki wyśmiewano symbole chrześcijańskie. Tylko jedna religia zdaje się wymagać globalnej zgodności z własnymi tabu.

To sedno problemu: islam nie dąży jedynie do szacunku; domaga się podporządkowania — nie tylko od wiernych, lecz od wszystkich. Jego symbole święte nie są wyłącznie osobiste; są politycznymi narzędziami. Krytyka, kpina czy odrzucenie spotykają się nie z debatą, lecz z odwetem.

To, co demonizuje się jako islamofobię, jest często niczym innym jak odmową ugięcia się. Sprzeciw wobec teokratycznego przymusu, który przebiera się za wrażliwość kulturową nie jest irracjonalny. Odrzucenie religijnego totalitaryzmu nie jest nienawiścią. Jest obowiązkiem każdego trzeźwo myślącego umysłu.

Jeśli cokolwiek udowodniły spalenia Koranu, to to, że przywiązanie Europy do wolności słowa jest papierowe. Zachód drży przed gniewem islamu, jednocześnie gratulując sobie „tolerancji”. Nie ma jednak nic tolerancyjnego w porzucaniu własnych zasad, by uniknąć konfliktu. To nie cnota. To tchórzostwo.

Zakończenie: Prawo do obrażania, obowiązek kwestionowania

Islamofobia, w obecnym rozumieniu, jest kłamstwem — językową pułapką zaprojektowaną tak, by sparaliżować krytykę i karać sprzeciw. Przekształca uzasadnione obawy apostatów, feministek, intelektualistów i wolnomyślicieli w nienawiść. Jest globalnym odpowiednikiem prawa o bluźnierstwie, egzekwowanym nie przez państwo, lecz przez kulturowe tchórzostwo. W istocie jednak najniebezpieczniejsi ludzie na świecie to nie ci, którzy palą Korany czy rysują karykatury. To ci, którzy zabijają za książki lub domagają się krwi za rysunki.

Nie jest przypadkiem, że islam pozostaje jedyną wielką religią świata, której wyznawcy regularnie wszczynają zamieszki, dokonują mordów lub kierują groźby śmierci w odpowiedzi na satyrę. Strach nie jest fobiczny; jest empiryczny. Opiera się na dowodach. Wspierają go fakty. Kształtują go doświadczenia rozciągające się od Teheranu po Tuluzę, od Lahauru po Londyn. Oświecenie nauczyło nas kwestionować wszystko — zwłaszcza autorytet roszczący sobie boską sankcję. Islam, w swoich najbardziej ortodoksyjnych formach, nakazuje podporządkowanie. Te rzeczy nie mogą współistnieć.

Zachód musi dokonać wyboru. Czy będzie dalej pogrążał się w masochistycznym milczeniu, składając rozum w ofierze na ołtarzu relatywizmu kulturowego? Czy też odzyska wartości, które dały mu naukę, prawa człowieka i wolność — wszystkie zrodzone z buntu przeciw religijnej tyranii?

Odmowa uczynienia islamu odpornym na krytykę nie jest przestępstwem moralnym. Jest aktem oporu. Linią wytyczoną w piasku. Ostatnią obroną rozumu.

Niech nie zostanie zatarta.


Źródła:

1. Kenan Malik, From Fatwa to Jihad: The Rushdie Affair and Its Legacy. London, UK: Atlantic Books, 2009.

2. David D. Kirkpatrick, “Salman Rushdie Attack Renews Focus on Longstanding Fatwa.” New York Times, August 13, 2022.

3. Daniel Pipes, “The Rushdie Affair Revisited.” Middle East Quarterly vol. 9, no. 3 (2002), pp. 63–72.

4. Foundation for Defense of Democracies, “Iran’s Response to the Rushdie Stabbing.” Policy Brief, August 2022.

5. Angelique Chrisafis, “French Teacher Beheaded after Showing Pupils Muhammad Cartoons.” The Guardian, October 17, 2020.

6. BBC News, “Samuel Paty: Teacher Beheaded in France.” October 17, 2020.

7. Steven Erlanger, “Macron Says Islam Is in Crisis, Prompting Dispute.” New York Times, October 2, 2020.

8. “Macron, Islam and France’s Crisis.” The Economist, November 2020.

9. Kenan Malik, “The Islamophobia Myth.” Prospect, December 2005.

10. Amnesty International, Iran: Violations of Women’s Rights under Compulsory Veiling Laws. London, UK: AI Report, 2018.

11. Human Rights Watch, Afghanistan: Taliban Curtail Women’s Rights. HRW Report, 2018.

12. Lila Abu-Lughod, Do Muslim Women Need Saving?. Cambridge, MA: Harvard University Press, 2013.

13. Reporters without Borders, “Iranian Activist Narges Mohammadi Faces New Prison Term.” RSF, 2016.

14. UNAMA, Gender Equality in Afghanistan: Progress and Challenges. United Nations, 2019.

15. Maryam Namazie, “Islamophobia: A Convenient Catch-All to Silence Dissent.” Council of Ex-Muslims of Britain, 2012.

16. Pew Research Center, Laws Penalizing Apostasy in the Muslim World. Washington, D.C.: Pew, 2016.

17. Humanists International, “Mubarak Bala Imprisoned for Blasphemy.” Report, 2023.

18. Amnesty International, “Nigeria: Humanist Leader Sentenced.” Press Release, 2023.

19. Ali A. Rizvi, The Atheist Muslim: A Journey from Religion to Reason. New York, NY: St. Martin’s Press, 2016.

20. Human Rights Watch, Pakistan: Disastrous Consequences of Blasphemy Law. HRW Report, 2014.

21. International Crisis Group, Pakistan: The Militant Jihadi Challenge. Asia Report No. 164, 2008.

22. U.S. Commission on International Religious Freedom Pakistan Chapter, Annual Report, 2019.

23. Jon Boone, “Mashal Khan Lynched over Blasphemy Claims.” The Guardian, April 14, 2017.

24. Declan Walsh, “Pakistani Student Killed after Accusation of Blasphemy.” New York Times, April 14, 2017.

25. Salman Masood, “Pakistani Christian Woman Sentenced to Death.” New York Times, November 9, 2010.

26. Saeed Shah, “Pakistan’s Salman Taseer Assassinated.” The Guardian, January 4, 2011

27. “Pakistan Governor’s Killer Executed.” BBC News, March 2016.

28. “Muslim Nations Condemn Quran Burning in Sweden.” Al Jazeera, July 23, 2023.

29. “Turkey Accuses Sweden of Islamophobia.” Reuters, July 2023.

30. “Protests across Muslim World after Quran Burning.” The Guardian, July 2023.

31. Organization of Islamic Cooperation (OIC), Resolution on Combating Blasphemy. Jeddah, SA: OIC Secretariat, 2023.

32. Swedish Parliament, Proposed Amendments to Public Order Act. Bill No. 2023/24:KU5.


Link do oryginału: https://secularhumanism.org/2026/03/in-defense-of-rational-criticism-of-islam/?emci=b18da59e-4913-f111-a69a-000d3a57593f&emdi=2685ebca-0d2d-f111-9a48-000d3a14b640&ceid=772890

Free Inquiry, April/May 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Seminarium naukowe EHRI: “Precz z Żydami!! czyli co obnaża zakopiańska mikrohistoria”


Seminarium naukowe EHRI: “Precz z Żydami!! czyli co obnaża zakopiańska mikrohistoria”

Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma


Zakopane to na mapie Polski miejsce wyjątkowe: odcięta od świata podhalańska wioska, otoczona „bajecznym światem Tatr”, która stała się „perłą Polski i jej płucami” opisaną w nieprzebranej ilości literatury. Tym, na co zwróciłam uwagę jako pierwsza, była historia ocalałych z Zagłady żydowskich dzieci atakowanych i prześladowanych w Zakopanem zaraz po wojnie.

Aby poznać przyczynę, dla której w tej idyllicznej, ale i idealizowanej niewielkiej miejscowości żydowski sierociniec musiał mieć ochronę i karabiny na werandach odsłaniałam kolejne warstwy i elementy historii, którą okazał się projekt „odżydzenia” Zakopanego propagowany i realizowany od momentu jego odkrycia, angażujący przedstawicieli ogólnonarodowych elit kulturalnych i politycznych, władze lokalne i miejscowych aktywistów oraz górali. W swoim wystąpieniu omówię hasła głoszone, wykrzykiwane, wypisywane i omawiane na salonach w Zakopanem lat trzydziestych i czterdziestych. Opowiem o ich twórcach, propagatorach i działaniach, które podejmowali w imię walki z „zażydzeniem” lub dla swoich korzyści płynących z „odżydzenia” Zakopanego w czasie Zagłady i zaraz po niej.

Karolina Panz – dr, socjolożka, członkini Centrum Badań nad Zagładą Żydów, adiunkta w Instytucie Slawistyki PAN. Mieszka na Podhalu, od kilkunastu lat bada losy tamtejszych Żydów w czasie Zagłady i okresie powojennym oraz angażuje się w działania na rzecz przywracania pamięci o nich. Wielokrotnie nagradzana za działalność społeczną i odwagę w poruszaniu trudnych tematów historycznych. W 2020 r. jej dysertacja o Żydach Nowego Targu zdobyła I nagrodę w Konkursie im. Majera Bałabana na najlepszą pracę doktorską o Żydach i Izraelu oraz I nagrodę w Konkursie im. Inki Brodzkiej-Wald na najlepszą pracę doktorską z dziedziny humanistyki. Stypendystka Claims Conference Saul Kagan Fellowship in Advanced Shoah Studies (2024/2025). Obecnie kieruje projektem NCN „Oblicza przemytu na pograniczu polsko-słowackim w latach 1918-1949”. Ostatnio ukazała się jej książka: Chciałabym opowiedzieć, jak zginęło miasto…. Zagłada żydowskich mieszkańców Nowego Targu”.


Seminarium organizowane jest w ramach EHRI-PL i dofinansowane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na zadanie „Działania bieżące Polskiego Węzła Krajowego EHRI-PL – konsorcjum EHRI-ERIC realizowane przez Żydowski Instytut Historyczny im. Emanuela Ringelbluma [ŻIH] na lata 2025– 2027 wraz z partnerami krajowymi”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Assessing the ceasefire and the criticisms of Trump and Netanyahu


Assessing the ceasefire and the criticisms of Trump and Netanyahu

Alex Traiman


Pundits can claim that Iran and its terror proxies have won a war, even if it has no grounding in reality. If this is what Hamas, Hezbollah and Tehran consider a victory, then they should continue winning this way for the next 100 years.

Israeli Air Force and U.S. Air Force fighter jets fly together during a joint exercise. Credit: IDF Spokesperson’s Unit.

Despite pummeling Iran, the leaders of the world’s two strongest air forces are fending off criticism from political opponents amid a two-week ceasefire. Results on the battlefield appear to be taking a backseat to political machinations.

The analysis of wars is changing in the 24-hour media and social-media cycle. Tweets and press briefings can be more powerful weapons than missiles. How a particular post lands and reverberates can have just as powerful an influence on a war’s outcome.

Not so long ago, world leaders were not bombing via social media. This is particularly true of terror sponsors and their proxies. Public statements affect military posture. Wars—and, more importantly, the perception of wars—are judged mercilessly, minute-to-minute, by commentators without military experience and with limited understanding of how diplomacy actually works.

Pundits can claim that Iran and its terror proxies have won a war, and millions around the world can buy into a warped narrative, even when not grounded in reality.

Immense war gains

Even if the military operation ends with the current ceasefire, the gains have been immense.

Together, the air forces of the United States and Israel struck thousands of targets with precision. The air forces neutralized Iran’s known and covert nuclear sites, as well as its ballistic missile production facilities—the two prevailing objectives of the war.

The dual existential threats of a nuclear weapon and tens of thousands of ballistic missiles capable of overwhelming Israel’s multilayer missile defense appear to have been eliminated.

The United States reports that Iran’s ballistic missile and drone capabilities have been degraded by 90%. Additionally, the Israel Defense Forces report that 70% of Iran’s ballistic-missile launchers have been destroyed. Missiles cannot be fired without launchers, which are significantly more complex to produce than the missiles themselves.

‘Capital-V military victory’

U.S. Secretary of Defense Pete Hegseth said this week that “‘Operation Epic Fury’ was a historic and overwhelming victory on the battlefield, a capital-V military victory,” adding that it “decimated Iran’s military and rendered it combat-ineffective for years to come.”

U.S. President Donald Trump said the war had been a “total and complete victory. 100%. No question about it.”

British broadcaster Piers Morgan responded to Hegseth’s assessment by claiming that “America/Israel may have won the war on the battlefield, but Iran won the war on the waterways, paralyzed the world’s energy supplies, and caused huge global economic damage. That’s why President Trump has moved to do a deal. It’s not a ‘historic victory’ or anything like it.”

Other commentators have made similar claims.

Trump responded on Truth Social that “the Fake News Media has lost total credibility, not that they had any to begin with. Because of their massive Trump Derangement Syndrome (Sometimes referred to as TDS!), they love saying that Iran is ‘winning’ when, in fact, everyone knows that they are LOSING, and LOSING BIG!”

He cited the destruction of Iranian naval and air capabilities, air-defense systems, radar, and missile and drone factories, as well as the loss of senior leadership figures.

‘Battle is not yet over’

Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu has gone to great lengths to present the war gains to the Israeli public, but has stopped short of calling the campaign the “total victory” that he has vowed to lead at earlier points in the war, telling Israelis this week that “the battle is not yet over.”

Netanyahu stated that the war has provided “massive achievements,” calling it a “historic change,” noting that Israel and the United States “crushed the nuclear program. We crushed the missiles, and we crushed the regime.”

Many Israelis are wary that a ceasefire is a good idea or can hold beyond the stated two-week time frame—even as Israeli parents are glad to send their children back to school after a six-week hiatus.

Within Israel, longtime opponents of Netanyahu have been quick to call the ceasefire a defeat for the allies.

Opposition leader Yair Lapid called the ceasefire a “military success turned into a diplomatic disaster.” This is the same Lapid, who in October 2022—while serving as a temporary caretaker prime minister with limited powers ahead of an election—gave away a valuable strategic natural gas reserve in strategic waters to Lebanon, to supposedly “stave off” a war with Hezbollah.

A senior defense correspondent for Israel’s Channel 13 said that Netanyahu’s claims that Iran is weaker than ever are “half-truths,” alleging that “Iran came out stronger from this war” and has emerged as a regional power.

It is no coincidence that those who have been criticizing Netanyahu for years are the ones criticizing him now. Israel is heading to an election before the end of the year.

Israel’s major diplomatic achievement

Flying side-by-side for six weeks with the U.S. Air Force—the most powerful in the world by orders of magnitude—against a common enemy represents a major diplomatic achievement for Israel. It reflects decades of efforts by Netanyahu to strengthen U.S.-Israel ties and highlight the dangers posed by a nuclear Iran.

There is no way that Israel could have possibly achieved the level of destruction inflicted on Iran on its own without the United States. Aside from military bases across the region, aircraft carriers, naval attack vessels and fighter jets, the United States brought dozens of refueling planes into the theater.

Israel, by contrast, has only a limited refueling fleet. Throughout the military campaign, Israeli jets were continuously connected to American refueling planes over the region. Without that refueling capacity, Israel would have been able to fly just a fraction of sorties.

What the two air forces accomplished together would have taken Israel months had it gone alone. And Israel likely would have been forced to absorb incoming ballistic missiles for the duration.

Israeli resilience

The resilience of the Israeli home front is a significant component of the nation’s defense, and a critical calculation when determining the length of any campaign. Israel’s ability to sustain an extended war is directly linked to the civilian population’s readiness to head in and out of bomb shelters.

Israelis put up valiantly with Iran’s ballistic-missile fire. But parents of school-age children were celebrating when the ceasefire was reached, and the homefront command announced that school would resume after a six-week hiatus.

Bombing alongside the United States shortened the campaign’s timeframe dramatically.

Any Israeli prime minister would have chosen to bomb together with America, even if it was known from the outset that the United States would only commit to a conflict of four to six weeks, and possibly end the campaign before a complete Iranian surrender.

Those who criticize Netanyahu for the (so-far temporary) ceasefire that Trump declared take for granted that Trump committed to fly alongside Israel to begin with.

Furthermore, the notion that Israel was blindsided by the ceasefire declared in place by Trump is absurd. The level of coordination, both military and diplomatic, between the two allies is unprecedented. Earlier in the conflict, Netanyahu and Trump each intimated that they were speaking on a daily basis.

Israel as a top-flight ally

Bombing side by side with the United States has had benefits beyond the Iranian theater. Firstly, the United States has seen firsthand how exceptional Israel’s air force is. America has been duly impressed with Israel’s pilots—not a single Israeli plane or pilot was lost in six weeks of war.

Plus, America has marveled at Israeli upgrades to the American-made hardware it uses. This includes significant software enhancements, as well as the rigging of Israel’s F35i Adir fighter jets to carry more fuel, dramatically extending the plane’s flight range.

Israel has also demonstrated how valuable it is as an intelligence gatherer and provider. The United States has relied heavily on Israeli intelligence, including on its own portion of air missions. It is widely believed that Israeli intelligence in the Middle East is at far-superior levels to that of the United States.

Hegseth has repeatedly praised Israel’s performance as an ally, particularly notable given its relatively small size compared to the United States. Israel, with only 10 million citizens, is the size of just one of America’s smallest states: New Jersey.

Former Israeli Ambassador to the United States Ron Dermer often posited that Israel would prove to be America’s most important ally in the current decade. Those predictions have never proved more prescient.

Many choose to grade U.S.-Israel relations on the political relationships between Netanyahu and Trump, Speaker of the House Mike Johnson and Republicans on one side versus Netanyahu and former presidents Barack Obama and Joe Biden, former Vice President Kamala Harris and Democrats on the other side. Yet, this is a short-sided understanding of the relationship.

Deep behind the politics is a military-intelligence alliance unlike any other. No American ally could have possibly flown as competently alongside the U.S. Air Force and provided as much valuable intelligence as Israel. As much as Israel-bashers would like for America to distance itself from the Jewish state, the joint air campaign further cements the alliance.

‘Roaring Lion,’ not paper tiger

Beyond Washington, other countries are closely watching Israel’s military performance. Joint operations with the United States have strengthened Israel’s reputation as a regional power. Israel’s adversaries have observed that the Jewish state is a “Roaring Lion”—the name of Israel’s operation—rather than a paper tiger. Gulf states are likely to take note of Israel’s demonstrated willingness to defend regional security interests.

Israel’s prowess and capabilities stand in stark comparison to those of European nations.

Trump and Secretary of State Marco Rubio have expressed their profound disappointment with European powers, particularly the United Kingdom, France and Spain, while the United States is threatening the breakup of the NATO alliance and shuttering American bases across Europe.

Yet European powers, in particular Germany, are signing up not only to utilize Israel’s proven, sophisticated missile defense systems, but even to manufacture Israeli interceptors. Spoiler: even Spain, one of the most vocal Israel bashers, contracts advanced Israeli weapons systems via Germany.

The ceasefire may not hold

Meanwhile, the war may not be over. Even if the ceasefire holds longer than the proposed 14-day window, fighting may resume in the not-too-distant future.

Trump declared a 14-day ceasefire to give Iran the chance to negotiate a way out of the punishment it has absorbed for the past six weeks. But negotiations between Trump and Iran have a recent track record of ending without a settlement, followed by an immediate military campaign.

Back in April 2024, Trump gave Iran a 60-day window to negotiate the end to its nuclear program. On the 61st day, the “12-day war” was underway. Israel launched “Operation Rising Lion,” which culminated with America’s “Operation Midnight Hammer” and the bombing of Iran’s nuclear facilities at Fordow, Natanz and Isfahan.

In February, after America and Israel watched Iran attempt to restart its nuclear program and accelerate its ballistic-missile production, Trump again gave Iran 10 days to negotiate. When negotiations broke down, “Operation Epic Fury” was launched.

The president is now giving Iran 14 days to negotiate. For Iran, the third time may not be the charm.

Possible benefits of negotiations

Entering into negotiations—however likely or unlikely they are to succeed—may provide benefits. For one, America wants to figure out how badly the chain of command in Iran was broken and if the faction it is currently negotiating with has consolidated control over the country.

If Iran completely stops firing ballistic missiles and drones across the region and allows boats to sail unimpeded through the Straits of Hormuz for 14 days, then it is clear they are in control. Once control is established, negotiations can determine whether Iran’s new top leaders are more reasonable actors.

Trump would be pleased if the new top echelons recognize that nuclear ambitions and ballistic missiles will be the permanent downfall of the Islamic Republic. As Netanyahu stated during previous rounds of negotiations with Iran, as well as with Hamas, either they can disarm the easy way or be disarmed the hard way.

Shifting leverage

Where Netanyahu may have exhibited a tactical edge over Trump is that he has consistently favored negotiating while the enemy remains under fire. Trump and Hegseth have insisted that Iran “begged” America for a ceasefire. That may be true. But the moment a ceasefire is declared, Iran’s perceived leverage changes.

Iran’s leaders may now be hedging that Trump is as eager for the war to stop as they are. In their view, that levels the playing field. It may soon prove to be a deadly gamble, and fighting may quickly resume.

Yet at the same time, statements made in public often differ substantially from closed-door realities. Iran’s present leadership may prove to be slightly more reasonable than their predecessors.

Of course, even if a diplomatic accommodation is reached, in the Middle East, negotiated settlements are often not worth the paper they are printed on. See: Iran’s signing of the Nuclear Non-Proliferation Treaty.

Opponents who never admit defeat

Washington and Jerusalem are confronting adversaries with a culture of martyrdom. To those who relish martyrdom and ideology, death and destruction do not equal downfall in their calculation. They refuse to admit defeat, even when punished to the point of near-obliteration.

Take Hamas in Gaza, for example. In a two-year military campaign since the terrorist operatives invaded and attacked southern Israel on Oct. 7, 2023, the IDF has destroyed 70% of the buildings in the Strip. Most of Gaza’s population lives in tents.

Hamas no longer has rockets to fire at Israel. More than half of the terror-tunnel infrastructure it built, much of it funded by Tehran, has been destroyed. Hamas poses zero military threat to the Israeli home front and won’t for many years. Israel now controls more than half of the entire Gaza Strip.

But Hamas claims to have won because a few thousand terrorists still run around with machine guns and continue to dominate the suffering, unarmed population.

If this is what Hamas, Hezbollah and the Islamic Republic of Iran consider a victory, then they should continue winning this way for the next 100 years.

On the road to regime change?

For Israel, a major stated goal was regime change. The opening strike of the war eliminated Supreme Leader Ayatollah Ali Khamenei. Unlike the killing of Hamas leader Yahya Sinwar and the assassination of Hezbollah Chief Hassan Nasrallah, Khamenei was an official head of state. Israel similarly assassinated Secretary of the Supreme National Security Council Ali Larijani and numerous other members of Iran’s repressive and fanatical leadership.

As of this writing, it appears that a remnant of the regime remains. What is not known is how long they will be able to hold on to power.

The regime held in place by the Islamic Revolution Guards Corps was already at its weakest point in decades before Operation Epic Fury. Supporters and critics of the war alike posited that it was unreasonable to expect regime change from the air. Unwilling or unable to place troops inside Iran to fight the IRGC on the ground, it remains to be seen whether the regime will ultimately crash.

If it is to fall, it will be at the hands of the Iranians themselves. Millions protested against the regime earlier this year, with the IRGC and Basij shock troops mowing down tens of thousands of defenseless protesters.

Throughout the air campaign, Iranians were urged by Israel, the United States and former Crown Prince of Iran Reza Pahlavi to stay out of the streets. If the ceasefire holds, calls may come for Iranians to resume domestic protests and riots.

Arming the opposition

Just as in Gaza, where Hamas continues to cling to power due to its monopoly on machine guns, the IRGC maintains a significant coercive capacity inside Iran. Trump intimated last week that the United States had attempted to provide weapons to Iranian opposition elements, possibly through Kurdish intermediaries, but that the weapons did not reach their intended recipients.

In a statement to reporters, Trump stated that America had sent “a lot of guns” that were “supposed to go to the people so they could fight back against these thugs.”

He went on to accuse the transfer agents of not delivering the weapons to their intended destination. “The people that they sent them to kept them,” adding, “So I’m very upset with a certain group of people, and they’re going to pay a big price for that.”

Hopefully, the guns will soon find their intended destination. Should the regime fall in the months ahead, all of Israel’s goals would have been reached.


Alex Traiman is the CEO and Jerusalem bureau chief of the Jewish News Syndicate (JNS) and host of “Jerusalem Minute.” A seasoned Israeli journalist, documentary filmmaker and startup consultant, he is an expert on Israeli politics and U.S.-Israel relations. He has interviewed top political figures, including Israeli leaders, U.S. senators and national security officials with insights featured on major networks like BBC, Bloomberg, CBS, NBC, Fox and Newsmax. A former NCAA champion fencer and Yeshiva University Sports Hall of Fame member, he made aliyah in 2004, and lives in Jerusalem with his wife and five children.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Israeli Artist Forced to Close Mexico City Exhibit for ‘Safety Reasons’ After Antisemitic Harassment, Vandalism


Israeli Artist Forced to Close Mexico City Exhibit for ‘Safety Reasons’ After Antisemitic Harassment, Vandalism

Shiryn Ghermezian


Pro-Palestinian protesters and vandals hold a flag during a demonstration against Amir Fattal, an openly Zionist Israeli graphic artist. They later spray-painted the facade of the private KÖNIG GALERIE gallery, where he was exhibiting some of his AI-generated works. Photo: Gerardo Vieyra / SOPA Images via Reuters Connect

An Israeli artist based in Berlin was forced to close his solo exhibition at a Mexico City gallery a week earlier than planned following continued antisemitic harassment, a protest at his exhibit, and vandalism of the gallery.

Artist and curator Amir Fattal shared the news on Instagram about the closing of his exhibit, “I’m Just Here For The Pool,” at the König contemporary art gallery. The show opened on Feb. 3 and was expected to close on April 1, according to the gallery.

On March 26, pro-Palestinian activists spray-painted antisemitic and anti-Israel messages and symbols across the outer walls of the König gallery. Swastikas, Star of Davids, the word “Nazi,” and more offensive messages were spray-painted along with the number “666.” The number is used by the Aryan Brotherhood, a white supremacist group, and it signifies the “number of the beast,” according to the Anti-Defamation League. On the door of the gallery, a vandal carved a swastika and the phrase “acqui hay terroristas,” which translates in English to “here there are terrorists.” The same phrase was written in chalk on the street in front of the gallery, according to photos shared by Reuters. .

On March 21, during a guided tour of the gallery, roughly 15 demonstrators gathered outside, chanted against Fattal, and called him “a murderer” and “a Mossad agent,” according to Artnet.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Trzydzieści lat temu Izrael deportował przywódców Hamasu. Świat zmusił Izrael do przyjęcia ich z powrotem


Trzydzieści lat temu Izrael deportował przywódców Hamasu. Świat zmusił Izrael do przyjęcia ich z powrotem

Daniel Greenfield
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


„Deportować nadzieję na pokój?” – zdumiewał się ”Newsweek”. Ich nadzieją na pokój był Hamas.

Był rok 1992. Administracja Clintona próbowała nakłonić premiera Izraela Icchaka Rabina do podpisania porozumienia o procesie pokojowym w celu utworzenia państwa „palestyńskiego”, ale terroryści z Hamasu nie przestali zabijać Izraelczyków.

15-letnia Helena Rapp została śmiertelnie dźgnięta nożem na przystanku autobusowym w drodze do szkoły. Kilka dni później islamski terrorysta zamordował rabina Szimona Birana, ojca czwórki dzieci.

Zirytowany ostatnimi zabójstwami premier Rabin wsadził 417 islamistycznych terrorystów, w tym czołowych przywódców Hamasu, do autobusów i wyrzucił ich po libańskiej stronie granicy.

Autobusów było sześć i byli w nich przywódca Hamasu Ismael Hanija, współzałożyciel Hamasu Abdel Aziz al-Rantisi, który miał ślubować, „na Allaha, nie zostawimy ani jednego Żyda w Palestynie”, Abu Osama, który pomógł opracować kartę Hamasu wzywającą do eksterminacji Żydów, współzałożyciele Hamasu Mohammed Taha, Hammad Al-Hasanat i Mahmoud Zahar, którzy głosił „Zalegalizowali zabijanie ich ludzi na całym świecie przez zabijanie naszych ludzi”, Hamad Al-Bitawi, który twierdził, że „dżihad jest zbiorowym obowiązkiem” wraz z Abdullahem al-Szamim, przywódcą Islamskiego Dżihadu, i wieloma innymi obecnymi i przeszłymi islamskimi przywódcami terrorystycznymi deportowanymi do Libanu.

„New York Times” zatytułował swoje relacje Ousted Arabs Shiver and Wait in Lebanese Limbo [Wypędzeni Arabowie drżą i czekają w libańskim limbo]. „Newsweek” również ze współczuciem opisał, jak terroryści z Hamasu „drżeli z zimna”. „Washington Post” starannie opisywał „ślady na skórze” po kajdankach. Associated Press szczegółowo relacjonowała przypadki biegunki, która zamieniła wypróżnienia islamskich terrorystów w temat godny międzynarodowego nagłośnienia.

W rzeczywistości terroryści z Hamasu i Islamskiego Dżihadu zostali wyposażeni przez Izrael w płaszcze, koce, jedzenie i po 50 dolarów na osobę: więcej niż wystarczająco, aby kupić wszystko, czego potrzebowali w Libanie.

„Jesteśmy spragnieni, zmarznięci i głodni” — powiedział dr Abdul-Aziz Rantisi — tak „Times” rozpoczął swój artykuł. Wspomniał, że Rantisi planuje strajk głodowy, a nie, że jest przywódcą terrorystów.

„Los Angeles Times” pisał, że naruszono „wolność słowa” terrorystów. Pytali ich o „określenie warunków członkostwa w Hamasie” i poinformowali, że „wielu z nich odpowiedziało: ‘Modlić się i być dobrymi muzułmanami’”.

W ten sposób media przedstawiły Amerykanom islamską organizację terrorystyczną.

Czerwony Krzyż, który po 7 października 2023 r. nie odwiedził izraelskich zakładników, w tym dzieci i starszych kobiet przetrzymywanych przez Hamas, szybko pojawił się na miejscu z „trzema ciężarówkami namiotów, żywności, koców i pościeli”. Organizacja pomocowa rozstawiła namioty dla terrorystów z Hamasu, którzy najwyraźniej byli zbyt leniwi lub niekompetentni, żeby rozstawić własne namioty.

Szef UNRWA wyruszył z Wiednia, aby odwiedzić wypędzonych terrorystów z Hamasu.

Bernard Pfefferle, lokalny główny delegat Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, szlochał: „Oni nie przetrwają zimy w ten sposób”.

W rzeczywistości przetrwali całkiem nieźle.

Podsekretarz generalny ONZ James OC Jonah, Bernard Kouchner, francuski minister ds. humanitarnych i wielu innych zagranicznych dygnitarzy odwiedziło terrorystów z Hamasu.

Ambasador Francji Daniel Husson poprosił o spotkanie z terrorystami z Hamasu, by „wyrazić współczucie Francji dla ich sprawy”.

Amnesty International zorganizowała kampanię pisania listów, w której narzekano, że deportowani z Hamasu „żyją w namiotach w mroźnych warunkach” i domagano się „bezpiecznego powrotu deportowanych do Izraela”. B’Tselem, proterrorystyczna grupa „praw człowieka” działająca w Izraelu, potępiła deportacje jako „rażące naruszenie praw człowieka”. Podczas ataków 7 października Vivian Silver, członkini zarządu B’Tselem, została zabita przez terrorystów, obronie których poświęciła całe swoje życie.

B’Tselem była jedną z proterrorystycznych grup, które pierwotnie zaskarżyły deportacje do Sądu Najwyższego Izraela, próbując zatrzymać Hamas w Izraelu.

Media nieustannie relacjonowały o sprawie deportowanych z Hamasu w sposób, w jaki nie relacjonowały o ich ofiarach. W sumie Abdel Aziz al-Rantisi zorganizował rekordowe 1500 konferencji prasowych. Za każdym razem, gdy islamscy terroryści kichnęli, był tam korespondent, który o tym pisał, fotograf, który robił zdjęcia i aktywista praw człowieka, który potępiał Izrael.

Nawet jeśli wszystko, co mówili, było kłamstwem.

„WYDALONYM PALESTYŃCZYKOM BRAKUJE WODY”, krzyczał nagłówek w „Washington Post”. W tym samym artykule gazeta wspomniała, że czerpią wodę ze strumienia. Autorzy innych artykułów narzekali, że kończy im się woda, podczas gdy byli otoczeni śniegiem.

W jednym z artykułów Associated Press opisano deportowanego, który jadł śniadanie składające się z dżemu, sera i chleba lub fasoli i ciecierzycy z sosem cytrynowym, a następnie lunch składający się z tuńczyka lub sardynek, po czym narzekał: „Mam już dość tego jedzenia. Jem tylko po to, żeby przeżyć”.

W rzeczywistości Hamas i islamscy terroryści mieli mnóstwo jedzenia i wody. W pewnym momencie nawet artykuł w „New York Times” przyznał, że „w czwartek Palestyńczycy powiedzieli, że pościli w ciągu dnia, aby zachować zapasy żywności, które skurczyły się do makaronu i ziemniaków, a woda pitna całkowicie zniknęła. Jednak dzisiaj reporter Associated Press powiedział, że deportowani mężczyźni gotowali ryż, ciecierzycę i konserwy mięsne, a niektórzy jedli jajka”.

Tydzień po deportacji „New York Times” twierdził, że terroryści z Hamasu za kilka dni zaczną „umierać na zapalenie płuc”.  Żaden z nich jakoś nie umarł nawet po siedmiu miesiącach.

W rzeczywistości organizowali wystawne uczty religijne z terrorystami z Hezbollahu i irańskiego IRGC. Miasteczko namiotowe stało się enklawą pełną telewizorów, faksów, kserokopiarek, telefonów komórkowych, lodówek wypełnionych napojami gazowanymi i z anteną satelitarną, z pomocą której odbierane były irańskie programy telewizyjne.

Izrael wydalił terrorystów z Hamasu do Libanu, ale libański rząd sprzymierzony z  Hezbollahem odmówił ich przyjęcia i zablokował drogę czołgami, aby uniemożliwić im wyjazd. Libański nie pozwalał na wjazd terrorystów z Hamasu, ale pozwalał reporterom i ekipom filmowym udokumentować „drżenie z zimna” przywódców Hamasu.

W obliczu zapowiedzi egipskiej polityki blokady Gazy, Liban uniemożliwił terrorystom z Hamasu wjazd do Libanu. A społeczność międzynarodowa i media zrzuciły winę na Izrael, a nie na Liban, który uniemożliwiał im wjazd na swoje terytorium.

Rada Bezpieczeństwa ONZ jednogłośnie przyjęła rezolucję nr 799 potępiającą deportacje terrorystów z Hamasu i domagającą się, aby Izrael „zapewnił bezpieczny i natychmiastowy powrót na okupowane terytoria wszystkim deportowanym”.

Pierwsza administracja Busha zagłosowała za rezolucją, mimo że wzruszyła ramionami, gdy rok wcześniej Kuwejtczycy wydalili 200 tysięcy „Palestyńczyków” przy użyciu czołgów i wojska.

„Myślę, że oczekujemy trochę za dużo, jeśli prosimy ludzi w Kuwejcie, aby przyjęli życzliwie tych, którzy szpiegowali ich rodaków, którzy brutalnie traktowali tam rodziny i tym podobne rzeczy” — powiedział wówczas prezydent George HW Bush. 

Izraelczycy mieli jednak życzliwie traktować terrorystów z Hamasu, którzy ich masakrowali. Administracja Busha „stanowczo potępiła” deportacje. Bill Clinton nie był lepszy.

„Podzielam gniew, frustrację i oburzenie narodu izraelskiego. I rozumiem, co czują. Muszą bardzo stanowczo rozprawić się z tą grupą Hamas, która najwyraźniej jest nastawiona na wszelkiego rodzaju działania terrorystyczne” — powiedział Clinton, który wkrótce miał objąć urząd. Dodając jednak: „Z drugiej strony obawiam się, że ta deportacja może pójść za daleko i zagrozić rozmowom pokojowym”.

„Nie jesteśmy pewni, czy prezydent-elekt Clinton i jego zespół w pełni rozumieją niebezpieczeństwo ze strony fundamentalizmu islamskiego” – powiedział premier Rabin przed spotkaniem z Billem Clintonem.

Premier Rabin deportował terrorystów z Hamasu i Islamskiego Dżihadu tylko tymczasowo na dwa lata, aby poprawić swój wizerunek w kraju i zyskać trochę czasu na spokojne negocjacje pokojowe. Jego koalicja partii lewicowych i skrajnie lewicowych wkrótce rozpadła się, a część poparła  bardziej lewicową koalicję przyszłego premiera Szimona Peresa. „Nikt nie cieszy się z cierpienia tych ludzi – powiedział Peres. – Izrael ich deportował, ale nie miał zamiaru ich skrzywdzić”. Lewicowa koalicja partii Meretz nazwała deportację Hamasu „rażącym naruszeniem praw człowieka”.

Pod presją administracji Clintona, która ostrzegała, że nie ochroni Izraela przed sankcjami ONZ, oraz członków jego własnej lewicowej koalicji, Rabin zaproponował powrót terrorystów z Hamasu, jeśli obiecają, że „zaprzestaną terroru i przemocy na czas negocjacji pokojowych”. Terroryści odmówili złożenia takiej obietnicy. Mimo to  Rabin zgodził się przyjąć ponad setkę z nich natychmiast, a resztę po roku. Hamas zaczął powracać do Izraela w 1993 roku.

Terroryści z Hamasu zgodzili się na powrót tylko dlatego, że telewizja nie relacjonowała już wystarczająco często ich wyczynów.

„Wśród powodów podanych przez deportowanych Palestyńczyków, dla których zaakceptowali oni działania Izraela mające na celu umożliwienie połowie z nich powrotu na Zachodni Brzeg i do Strefy Gazy, znalazł się nie brak pożywienia i schronienia, ale brak relacji ze strony mediów informacyjnych, w tym telewizji” – donosił „New York Times”.

30 lat temu Izrael wydalił przywódców Hamasu i Islamskiego Dżihadu, a następnie przyjął ich z powrotem.

Dwa tygodnie po tym, jak Rabin zgodził się przyjąć z powrotem terrorystów z Hamasu, Grupa Islamska, która, podobnie jak Hamas, wyłoniła się z Bractwa Muzułmańskiego dokonała zamachu bombowego na World Trade Center.

„Nasza walka z morderczym islamskim terrorem ma również na celu obudzenie uśpionego świata. Wzywamy wszystkie narody i wszystkich ludzi, aby poświęcili uwagę prawdziwemu i poważnemu niebezpieczeństwu, które zagraża pokojowi świata w nadchodzących latach. Niebezpieczeństwo śmierci jest u naszego progu”, ostrzegał wówczas premier Rabin. Ale świat nadal spał. Spał również Izrael.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com