Archive | June 2017

Przewodzić mimo zwątpienia [Parsza Be-haalotecha]

Przewodzić mimo zwątpienia [Parsza Be-haalotecha]

RABIN JONATHAN SACKS


Winston Churchill. Fot. Wikipedia

BE-HAALOTECHA – 10 CZERWCA 2017/16 SIWAN 5777

Tanach z niezwykłym realizmem opisuje ludzki charakter. Pozytywni bohaterowie Biblii hebrajskiej to nie ponadprzeciętne osobowości, a negatywni niczym nie przypominają archetypicznych czarnych charakterów. Nawet najlepsi zawodzą, a najgorsi często ratują sytuację. Nie znam żadnej temu podobnej literatury religijnej.

To jeden z powodów, dlaczego tak trudno jest mówić jednoznacznie o etyce, opierając się na przykładach z Biblii. Dlatego też, jak twierdzi Rabi Cwi Chajes („Mewo ha-Agadot”), w rabinicznych midraszach często dochodzi do reinterpretacji opowieści w taki sposób, że to, co nosi znamiona dobrego, przedstawiane jest jako w pełni dobre, a co złego, w pełni złe. Z przyczyn czysto edukacyjnych midrasz maluje świat w czarno-białych barwach. Mimo to, dosłowny przekaz pozostaje niezmieniony („wers biblijny nigdy nie odchodzi od swojego literalnego znaczenia”, Szabat 63a) i ważne jest, abyśmy go nie ignorowali.

Wydawać by się mogło, że monoteizm dał początek głębokiemu humanizmowi. Bóg z Biblii hebrajskiej nie przypomina mitycznych bóstw: pół-ludzi, pół-bogów. W rezultacie, w literaturze pogańskich kultur również ludzie przedstawiani byli prawie jak bogowie. Zupełnie przeciwnie jest w monoteizmie, który wyraźnie oddziela Boga i ludzi. Jeśli Bóg jest kompletnie boski, ludzie mogą być kompletnie ludzcy, przedstawieni tak, aby prezentowali pozytywne przymioty, ale i słabości. Łatwiej identyfikować się z bohaterami z Biblii, ponieważ, mimo ich wielkości, nie przestają być ludźmi i nie aspirują do bycia niczym ponad to. Parsza Be-haalotecha stanowi niesamowity przykład słabości, dotykającej nawet największych z religijnych przywódców – poczucia niemocy i rozpaczy.

Kontekst jest nam dobrze znany. Izraelici narzekają na brak różnorodnego jedzenia:

„Pospólstwo zaś, które było między nimi, zaczęło pożądać pożądliwością, zaczęli też znowu płakać i synowie Israela, mówiąc: »Któż nakarmi nas mięsem«. Wspominamy sobie rybę, którąśmy jadali w Micraim darmo – arbuzy i dynie, i łuczek, i cebulę i czosnek; A teraz dusza nasza zawiędła: niema nic, tylko na tę mannę oczy nasze!” (Be-midbar 11:4-6).

To nie jest nowa opowieść. Znamy ją choćby z szesnastego rozdziału księgi Szemot. Jednak w tym przypadku Mojżesz doświadcza prawdziwego załamania. Pyta Boga: „Czemużeś tak źle uczynił słudze Twemu? Czemużem nie znalazł łaski w oczach Twoich, żeś włożył brzemię całego ludu tego na mnie? Azalim ja począł ten cały lud, azalim ja go zrodził […] Nie mogę ja sam unieść całego ludu tego, bo za ciężkim on dla mnie. A jeżeli już tak postępujesz ze mną, raczej mnie zabij, jeżelim znalazł łaskę w oczach Twoich, abym nie widział nieszczęścia mojego” (Be-midbar 11:11-15).

Mojżesz modli się o śmierć! Nie jest jedynym w Tanachu, który to robi. Poza nim odnajdujemy co najmniej trzech innych bohaterów, którzy pragną umrzeć. Pierwszym z nich jest Eliasz, któremu królowa Jezabel grozi śmiercią po jego owocnej konfrontacji z prorokami Baala na górze Karmel:

„I wyrozumiał to i powstał i poszedł gwoli życiu swojemu, i przybył do Beer Szeby, należącej do Judy, i zostawił pachołka swojego tam. Sam zaś udał się do pustyni na dzień drogi, i przyszedł i usiadł pod pewnym krzakiem jałowca, i życzył sobie śmierci, mówiąc: Dosyć żyłem! Teraz, Wiekuisty, zabierz duszę moją, wszak nie lepszy ja od ojców moich” (I Król. 19:3-4).

Kolejnym jest Jonasz, po tym, kiedy Bóg wybacza mieszkańcom Niniwy:

„I zmartwiło to Jonasza umartwieniem wielkim, i wspłonął gniew jego: I modlił się do Wiekuistego, i rzekł: O Wiekuisty! Czyżem tego właśnie nie mówił, bawiąc jeszcze na ziemi mojej. Temu o wszak chciałem zapobiedz chroniąc się do Tarszysza: Wiedziałem bowiem, żeś Ty Bóg litościwy i miłosierny, nieskory do gniewu i bogaty w łaskę, a żałujący złego! A teraz o Wiekuisty, zabierzże życie moje odemnie, bo lepszą mi śmierć, niż życie moje!” (Jonasz 4:1-3).

I w końcu Jeremiasz, publicznie upokorzony przez ludzi, którzy źle odczytali intencje jego proroctw:

„Tyś mnie namawiał Wiekuisty, a dałem się namowić; przezwyciężyłeś mnie i pomogłeś; przeto stałem się pośmiewiskiem ustawicznem, każdy urąga mi! […] i tak jest mi słowo Wiekuistego ku pohańbieniu i na szyderstwo ustawiczne. […] Przeklęty dzień, w którym się urodziłem; dzień, którego urodziła mnie matka moja, niechaj zostanie niebłogosławionym! Przeklęty mąż, który zwiastował ojcu mojemu: Urodziło ci się dziecię męzkie […] Czemu z żywota wyszedłem, abym doznawał tylko nędzy i utrapienia, a strawione były w hańbie dni moje!” (Jr 20:7-18).

Jak powiedzielibyśmy po hebrajsku: „lehawdil elef hawdalot” („różnić się tysiącem różnic”) – nie można porównywać bohaterów religijnych opowieści Tanachu i politycznych bohaterów współczesnego świata, jako że pochodzą z historycznie innych światów i innych sfer. Podobny fenomen zaobserwować możemy jednak, analizując jedną z najznakomitszych postaci dwudziestego wieku, Winstona Churchilla. Przez całe życie zmagał się on z momentami dotkliwej depresji, którą nazywał „the black dog”, czarnym psem. Powiedział kiedyś swojej córce: „Osiągnąłem tak wiele, by na końcu nie osiągnąć niczego”. Jednemu z przyjaciół natomiast, że każdego dnia modli się o śmierć. W 1944 roku wyznał lekarzowi, lordowi Moranowi, że trzyma się z dala od peronów kolejowych i unika wyglądania poza burtę statku, bo boi się, że nie odeprze pokusy popełnienia samobójstwa. „Chwilowa rozpacz mogłaby zakończyć wszystko” – wyznał (wszystkie słowa zaczerpnięte są z książki Anthonego Storra „Churchill’s Black Dog”).

PRENUMERATA

Dlaczego zmora porażki tak często nawiedza tych najznamienitszych? Storr w swojej książce prezentuje wiele wnikliwych psychologicznych spostrzeżeń na ten temat, ale nawet na najbardziej ogólnym poziomie dostrzec możemy wspólne cechy, przynajmniej wśród biblijnych proroków. Są to żarliwa chęć zmiany świata, połączoną z głębokim poczuciem własnej niedoskonałości. Mojżesz mówi: „Któż ja jestem, abym poszedł do Faraona, a wywiódł synów Israela z Micraim?” (Szemot 3:11). Jeremiasz zaś: „Otom niezdolny mówić, bom młodzieńcem jeszcze” (Jr 1:6). Jonasz z kolei, próbuje uciec przed swoją misją.

To samo poczucie odpowiedzialności, które pcha proroka do podążania za swym powołaniem, powoduje wielkie poczucie winy, gdy ludzie, do których przemawia, nie stosują się do przekazywanych przez Boga instrukcji. W tym samym poczuciu powołania leży jednak rozwiązanie problemu proroka. Jego wiara to nie wiara w siebie, ale wiara w Boga.

Nie wyznacza on siebie na przywódcę, ponieważ czuje potrzebę przywództwa, ale ponieważ widzi zadanie do wykonania i nikogo innego, kto mógłby je wykonać. Jego wielkość leży nie w nim samym, ale gdzieś poza jego osobą, w poczuciu bycia powołanym do zadania, które musi być wypełnione mimo jego świadomości własnej niedoskonałości.

Zwątpienie to element przywództwa. Kiedy prorok jest krytykowany i napiętnowany, kiedy jego słowa padają na jałowy grunt, a ludzie wydają się słyszeć tylko to, co chcą usłyszeć, obdarty jest on z ostatnich warstw swej osobowości i zaczyna żyć tylko przydzielonym zadaniem, misją i swoim powołaniem. Wraz z tym rodzi się jego wielkość. Przestaje być ważna krytyka i lekceważenie, istotna jest praca do wykonania i Ten, kto tę pracę zlecił. To wtedy prorok uświadamia sobie znaczenie słów rabiego Tarfona: „Nie od ciebie zależy wypełnienie zadania, ale nie waż się od niego odstąpić” (Awot 2:16).

Nie stawiając, po raz kolejny, znaku równości między świętym i świeckim, zakończę ponadczasowymi słowami Theodora Roosevelta, skierowanymi do studentów Sorbony 23 kwietnia 1910 roku, które wymownie podsumowują wątek wyzwań przywództwa, ale i pokrzepienia, które się za nim kryje:

„Nie krytykowi, należy się uznanie, ani temu, kto wylicza porażki i pokazuje, gdzie ktoś swoje zadanie mógł wykonać lepiej. Zasługa jest tego, kto pozostaje na polu bitwy, kogo twarz wyniszczona jest przez kurz, pot i krew, kto dzielnie walczy mimo błędów i ciągłych porażek. Bo nie ma wysiłku bez potknięć i niepowodzeń. A ten, kto dąży do wypełnienia zamierzonego celu, komu nieobcy jest wielki entuzjazm i wielkie poświęcenie, kto ofiarowuje się słusznej sprawie, kto, jeśli triumfuje, to dokonawszy wielkiego czynu, a jeśli upada, to wiedząc, że podjął wielką próbę, tego dusza nigdy nie będzie zrównana z tymi oziębłymi, lękliwymi duszami, którym nieznane jest ani poczucie zwycięstwa, ani porażki”.

Przywództwo w szlachetnej sprawie może prowadzić do poczucia braku nadziei i zniechęcenia, ale w nim też kryje się lekarstwo na tę rozpacz.


Tłumaczenie: Jolanta Różyło © CHIDUSZ 2017


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


RIGHT FROM WRONG: QUESTIONS OF SOCIETAL CLUELESSNESS

RIGHT FROM WRONG: QUESTIONS OF SOCIETAL CLUELESSNESS

RUTHIE BLUM


Most of the country’s filmmakers are afflicted with societal cluelessness.

 Israelis dance with Israeli national flags during celebrations marking Israel’s 68th Independence Day in Jerusalem. (photo credit:REUTERS)

Last week, I was contacted by a young woman conducting background research for an Israeli documentary on the socio-political fabric of the country.

“We are seeking average Israelis of all stripes and sectors for the program,” she said, asking me if it is true, as she had been told by the person who gave her my phone number, that I am a right-winger. The delicate way in which she broached the subject – as though careful not to cause offense – made me giggle.

“Yes,” I answered, stifling a full-blown laugh. After all, she was merely performing a task she had been assigned.

“I mean, like, really? You’re actually on the Right? I just have to know, so I can chat with you to find out whether you’re appropriate for the program,” she said, revealing she had never heard of me and had not thought to do a Google search before calling.
I replied again in the affirmative, adding that I am secular, rather than religious.

“Even better for our purposes,” she said, noting my supposedly sui generis status with satisfaction.

This is not the first time I have been approached by media outlets to fill the “conservative woman” slot. Nor is it unusual for millennials in the journalism business to ask me to explain who I am and what I think, rather than doing a bit of investigating on their own.

This particular “interview,” however, was noteworthy, because it gave me an additional glimpse into the secluded intellectual and cultural castle many Israelis inhabit without even realizing it, let alone venturing beyond its carefully constructed moat. The woman with whom I spoke – let’s call her Maya – is such a person. Like an anthropologist studying a primitive tribe member considered dangerous by the rest of the civilized world, she advanced with caution.

“How do Israelis view right-wingers?” Maya began, apparently unaware that a majority of the country keeps electing what the Left refers to as a “far Right” government. “How are you different from left-wingers?”

She continued: “Is there any left-wing position that you would be willing to consider as valid? Have you ever attempted to look at the world through left-wing eyes?”

I could hear Maya jotting down fragments of my replies, mostly without rebutting them. After about 15 minutes, however, she was unable to refrain from protesting the positions she had requested I articulate. Key among these were my assertion that political conservatives tend to oppose big government, high taxes and the notion that the West is responsible for Islamist terrorism, while championing individual liberty and a free-market economy.

Maya was stunned. It clearly had not occurred to her that she was in favor of interference by the government, particularly not one headed by Prime Minister Benjamin Netanyahu. Nor would she ever have said she was happy to take home only half of every shekel she earns to fund such a government’s activities and priorities. Above all, she was certain that only the Left cared about individual liberty, which is why she practically gasped when I referred her to the gay caucus of Netanyahu’s Likud Party.

But it was my description of the right-wing view of free speech that seemed to surprise if not disconcert her the most. Using Culture and Sports Minister Miri Regev’s pronouncements about withdrawing government funding from certain plays – either for their content or for their creators’ refusal to perform in Judea and Samaria – I explained that people like me believe in the right of all citizens to express themselves as they please (with the exception of support for or incitement to violence); we just don’t think this presupposes financing anything and everything with our hard-earned money.

“So you’re saying that the Right doesn’t really support freedom of speech,” Maya concluded.

“On the contrary,” I said, to no avail.

Before wrapping up our chat, Maya suddenly discovered she had neglected to ask a key question on her list: whether I think the Right is more Zionist than the Left. Oy.

My long answer, which involved an overview of the decades since Israel’s establishment – and the way even the definition of Zionism has evolved – led to my short answer.

“Yes,” I said.

Maya thanked me profusely for my “interesting perspective,” which she seemed to consider an oddity or an aberration, rather than a perfectly common, mainstream point of view. It is this aspect of Israeli society – the ability of a small yet prominent segment of the Jewish state to be ignorant of and baffled by the mindframe of the far less visible masses – that would make for a good documentary. Alas, most of the country’s filmmakers are afflicted with precisely this kind of societal cluelessness.

The writer is an editor at the Gatestone Institute.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


The Jews of India!

The Jews of India!

The Fascinating Story of Maharashtra's Jews

Even though they were recently granted minority status, Jews have deep roots in India.

Publicerat av Scroll den 5 juli 2016

They are a tiny minority in this massively populated country. But Jews in Mumbai have lived there for millenia.
Find out how they got there and what languages they picked up Very few Jews are still living in India – most have moved to Israel – but it is fascinating to see the diversity of world Jewry.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Film o antysemityzmie – Francusko-niemiecka telewizja publiczna odmawia pokazania.

Francusko-niemiecka telewizja publiczna odmawia pokazania filmu dokumentalnego o europejskim antysemityzmie – film jest zbyt uczciwy

Elder of Ziyon
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Według wszystkich informacji niezwykły film o antysemityzmie w Europie pod tytułem “Wybrani i wykluczeni – nienawiść do Żydów w Europie”, który zamówiła francusko-niemiecka stacja publiczna, został odłożony na półkę – bo nie był “wyważony”.

Götz Aly z Berliner-Zeitung napisał w zeszłym miesiącu:
Cała ta sprawa cuchnie pod niebiosa. niemiecko-francuska stacja telewizyjna Arte w kwietniu 2015 r. niewielką większością głosów zaakceptowała projekt filmu dokumentalnego o “antysemityzmie w Europie”. Przedstawił go Joachim Schröder ze znanego zespołu produkcyjnego filmowo-telewizyjnego, Preview Production (Munich) razem z Sophie Hafner. Prace nadzorował zespół redakcyjny Arte z Westdeutschen Rundfunk (WDR).

W grudniu 2016 r. odpowiedzialna redaktor, Sabine Rollberg, przejęła film. Od tego czasu Alain Le Diberder, dyrektor programowy Arte, nie dopuszcza do nadania tego 90-minutowego filmu dokumentalnego. Powoływał się na „negatywny głos francuskich członków komisji programowej” i narzekał na brak “równowagi”. Dziwaczny argument. W odróżnieniu od Le Diberder uważam, że antysemityzm nie jest sprawą “równowagi”.(…).

Tymczasem obejrzałem film i napisałem recenzję. Siłą tego filmu jest intensywność badań i wielość punktów spojrzenia. Jest tam materiał filmowy z wydarzeń organizowanych przez radykalną prawicę i radykalną lewicę w Niemczech i Francji, wywiady z protestanckimi działaczami pokojowymi, sekwencje z Parlamentu Europejskiego, koncertów rokowych i filmów rap. Dokumentuje skorumpowaną, kontrolowaną przez Hamas „administrację” funduszy pomocowych ONZ w Gazie. Le Diberder twierdzi, że filmowi brakuje “szeroko opartej perspektywy”.

Prawdą jest coś odwrotnego. Autorzy pozwalają także wypowiedzieć się studentom z uniwersytetu w Gazie, którzy mówią, że nakazana przez rządzący Hamas nienawiść do Żydów jest odrażająca. Socjalistyczny burmistrz przedmieścia Paryża widzi, że jest na straconej pozycji, pozostawiony przez państwo samemu sobie do walki przeciwko wojującemu antysemityzmowi arabskiemu. Powoduje to, że jego żydowscy obywatele tłumnie opuszczają społeczność, a zasady Republiki wyparowują.

Historyk Michael Wolffsohn również ma pozytywne wrażenia po obejrzeniu tego filmu. Ale redaktor odpowiedzialna, Rollberg, nie mogła zrobić niczego wobec sprzeciwu Francuzów.

Dzięki dobrze podbudowanej badaniami wyrazistości film sprowokował ukrytych antysemitów, którzy poczuli się przyłapani. Nie dopuszczenie filmu w Arte ani programu w WRD jest po prostu cenzurą – czy to z powodu obojętności, tchórzostwa, czy uraz „antysyjonistycznych”.

Na blogu Tapfer im Nirgendwo czytamy:

Po obejrzeniu tego filmu dokumentalnego jestem zdziwiony rozumowaniem zespołu medialnego WDR, który odmówił włączenia tego filmu do swojego nadawanego programu:

„Film tylko częściowo spełnił wymagania, którymi było naświetlenie ‘antysemityzmu w Europie’. WDR popiera krytykę ARTE, że film nie dostarczył tego, do czego został zamówiony”.

Film w pełni dostarcza tego, do zbadania czego został zamówiony. Naświetla obecny antysemityzm w Europie jak nie robi tego żaden inny film dokumentalny! Przedstawia europejskich filozofów, kompozytorów i pisarzy, którzy przez stulecia wyrażali się negatywnie o Żydach. Cytuje pisma chrześcijańskie, których używano do propagowania w Europie nienawiści do Żydów. Sportretowany jest także Marcin Luter, na którego pisma powoływali się później naziści. Julius Streicher, który wyjaśniał nazistowską nienawiść wobec Żydów w swojej publikacji „Der Stürmer”, usprawiedliwiał nienawiść tymi słowami:

„Antysemickie publikacje istniały w Niemczech przez stulecia. Dr Marcin Luter z pewnością siedziałby obok mnie na ławie sądowej. W książce O Żydach i ich kłamstwach dr Marcin Luter pisze, że Żydzi są wężami, że ich synagogi należy spalić, a Żydzi powinni zostać wytępieni”.

Ile średniowiecznej, europejskiej nienawiści do Żydów istnieje dzisiaj można zobaczyć w przemówieniu Mahmuda Abbasa, jakie wygłosił 23 czerwca 2016 r. do parlamentu Unii Europejskiej.

Podczas zarazy chrześcijanie oskarżali Żydów o zatruwanie wody w studniach. Nie były to przypadkowe oskarżenia, bo od stuleci oskarżano Żydów o podstępy, czary i spiski przeciwko chrześcijanom. Z powodu zakorzenionych w zwyczajach żydowskich przepisów o higienie mniej często dotykały ich epidemie niż inne populacje miejskie. Zamiast poszukać przyczyn infekcji i korzyści z czystej wody, chrześcijanie zwrócili się przeciwko Żydom. To było w Średniowieczu. Dzisiaj niezbyt się od tego różni!

23 czerwca 2016 r. Mahmoud Abbas był gościem Parlamentu Europejskiego. W przemówieniu tym testował otwartość Parlamentu Europejskiego na propagandę antyżydowską, wskrzeszając średniowieczne kłamstwo o zatruwaniu studni: twierdził, że pewni rabini zatruwają studnie. Oskarżenie Abbasa było oczywiście kłamstwem, jak to sam przyznał dwa dni później. Niemniej uzyskał pewność, że nienawiść do Żydów jest żywa w dzisiejszej Europie. Na zakończenie przemówienia otrzymał stojącą owację od Parlamentu Europejskiego.

Ta nienawiść jest udokumentowana, ale Arte i WDR odmawiają pokazania tego. Film pokazuje także demonstracje nowej prawicy, gdzie szerzy się najbardziej nikczemne teorie spiskowe. Twórcom filmu powiedziano, że za Stanami Zjednoczonymi Ameryki stoi tajna siła: światowy spisek amerykańsko-syjonistyczny. Syjonizm definiuje się jako mafię finansową, która promuje i czerpie zyski z cierpienia na całym świecie. Jeden z demonstrantów powiedział: „Wszystko napisane w Protokołach mędrców Syjonu okazało się jak dotąd prawdą. Więc nawet jeśli protokoły są fałszywką, ktoś miał dobry pomyślunek i był dobrym prorokiem!”

Protokoły mędrców Syjonu to traktat antysemicki, który był popularny wśród nazistów i nadal wymieniany jest w Karcie Hamasu, której Artykuł 7 wzywa do eksterminacji całego narodu żydowskiego. Nic więc dziwnego, że filmowcy natknęli się na Fuada Afne’go, który krzyczał do mikrofonu, że jest “przysięgłym antysyjonistą”.

Film zajmuje się związkiem między ruchami nacjonalistycznymi niemieckim i palestyńskim i przedstawia ich zdumiewające paralele. W filmie przedstawiony jest Mohammed Amin al-Husseini, Mufti Jerozolimy, którego ideologicznie i finansowo wspierał Adolf Hitler. Mohammed Amin al-Husseini stworzył bośniacko-islamskie jednostki Wehrmachtu i Waffen-SS. Zorganizował ekstradycję kilku tysięcy Żydów do Rzeszy Niemieckiej. Był również zaangażowany w Radio Zesen, radiostację niemieckiego Reichu, która szerzyła ideologię nazistowską w świecie arabskim.

Kiedy filmowcy odwiedzili Strefę Gazy, żeby zobaczyć, czy nadal są tam ślady szerzonego przez Niemcy antysemityzmu, dokonali przerażającego odkrycia: nienawiść do Żydów w Strefie Gazy i w Autonomii Palestyńskiej jest finansowana przez Niemcy i Europę. To jest prawdopodobnie najbardziej przerażające odkrycie pokazane w tym filmie dokumentalnym! Pieniądze z “Bread for the World”, “Misereor” i Unii Europejskiej idą na finansowanie nienawiści do Żydów na Bliskim Wschodzie. Film opowiada również, jak fundusze z Europy i Narodów Zjednoczonych używane są do krzywdzenia dzieci arabskich przez zmuszanie ich do służenia jako żywe tarcze. Zdjęcia z Gazy – nigdy poprzednio nie pokazywane w telewizji publicznej – są w tym kontekście szczególnie ważne. Jest skandalem, że te zdjęcia nadal ukrywa się przed widzami, głównie dlatego, że film pokazuje, jak Jürgen Todenhöfer, reporter z Bliskiego Wschodu, popularny w publicznej telewizji, stronniczy w donoszeniu z Gazy, w rzeczywistości jest histerycznym propagandzistą.

Film pokazuje także Palestyńczyków i Arabów, którym Europejczycy grożą, jeśli odmawiają świadczenia przeciwko Izraelowi. Jest tojeden z najtrudniejszych momentów w filmie, kiedy słucha się Arabów palestyńskich, którzy żyją w pokoju z Żydami i opowiadają, jak Europejczycy zamienili ich życie w piekło z powodu ich odmowy nienawidzenia Izraela.

Personel telewizji publicznej przedstawił następujące wymówki, wszystkie bez podstaw:

„Film jest prowokacją!“
„Film dolewa oliwy do ognia!“
„Filmu nie należy pokazywać z powodu terroryzmu.“
„Film jest antyprotestancki, antymuzułmański i proizraelski.”
„Film jest stronniczy.“

Nie, ten film nie jest antyprotestancki ani antymuzułmański. Popiera muzułmanów i chrześcijan, którzy chcą żyć w pokoju z Żydami. Nie, ten film nie dolewa oliwy do ognia; ujawnia tylko pogląd, który jak dotąd jest konsekwentnie ukrywany przed publicznością. Prawdą jest jednak, że film jest bezkompromisowy. Tak, ten film potępia nienawiść do Żydów. Ale takiego potępienia nie można zamienić w zarzut. To jest absurdalne!

Film dokumentalny „Wybrani i wykluczeni – nienawiść do Żydów w Europie” przez dziewięćdziesiąt minut pokazuje, jak nienawiść do Żydów pojawiła się w Europie, została zbrutalizowana przez Lutra i uzasadniana przez filozofów, pisarzy i kompozytorów, a wreszcie jak naziści zamienili ją w przemysłowe morderstwo masowe. Film pokazuje, jak wyeksportowano tę nienawiść do świata arabskiego i jak wraca obecnie w Europie w postaci brutalnej krytyki Izraela, finansowana przez organizacje europejskie, nie wahająca się już przed prześladowaniem i morderstwem. Po obejrzeniu tego filmu rozumie się wniosek, że Arabowie w Europie nie przeciwstawialiby się Żydom, gdyby nie zostali przekonani, że jest to ich obowiązkiem, by okazać solidarność z ich braćmi w wierze w Palestynie. „Ale powiedziano im, że to konieczne”.

Propagandzistami nienawiści są ludzie z Europy: chrześcijanie z „Bread for the World“ i „Misereor“, działacze lewicowi i prawicowi i politycy z Unii Europejskiej. Swoją część dokładają także dziennikarze i redaktorzy z wielkich korporacji publicznych. Film pokazuje, jak publiczne stacje telewizyjne są stronnicze w taki sposób, że w efekcie podsycają antysemityzm. W “I accuse” udokumentowałem długą listę stronniczego informowania przeciwko Izraelowi przez telewizję publiczną.

Potem naprawdę rzecz staje się drażliwa: publiczny nadawca, który zamówił film dokumentalny o antysemityzmie w Europie. Film pokazuje jasno, że sposób informowania o Izraelu przez stacje publicznego nadawcy jest w także częściowo odpowiedzialny za eksplozję nienawiści do Żydów. Co więc robi? Decyduje, że film nie dostarczył tego, co miał dostarczyć.

Mogło to być tylko ciche zażenowanie. Ale jest to skandal publicznej telewizji!

Ten artykuł po niemiecku znacznie bardziej szczegółowo opisuje zarówno treść filmu, jak kontrowersję. Francuski nadawca był przeciwny filmowi od początku. Jest jednak jasne, że sieć telewizyjna, która zamówiła film, wierzy, że wolno informować wyłącznie o prawicowym antysemityzmie – jego lewicowa odmiana po prostu jest strefa zakazaną.


Elder of Ziyon
Amerykański bloger, którego codzienny przegląd światowego antysemityzmu i antysyjonizmu jest jednym z najlepszych i najrzetelnieszych źródeł informacji o brunatnej zarazie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Arab leaders did plan to eliminate Israel in Six-Day War

Arab leaders did plan to eliminate Israel in Six-Day War

Ben-Dror Yemini


During the 1967 war, Israel seized Egyptian and Jordanian operational documents with clear orders to annihilate the civil population. Nevertheless, different academics are distorting the facts in a bid to turn the Arabs into victims and Israel into an aggressor. Here’s the real story.

More than anything else, the Six-Day War has turned into a rewritten war. A sea of publications deal with what happened at the time. Gamal Abdel Nasser’s Egypt, the revisionists assert, had no ability to fight Israel, and anyway, he had no intention to do so.

It’s true that he made threats. It’s true that he sent more and more divisions to Sinai. It’s true that he expelled the United Nations observers. It’s true that he incited the masses in Arab countries. It’s true that the Arab regimes rattled their sabers and prepared for war. It’s true that he closed the Straits of Tiran. It’s true that Israel was besieged from its southern side. It’s true that this was a serious violation of international law. It’s true that it was a “casus belli” (a case of war).

IDF forces at the Western Wall during Six-Day War. When there is a narrative, who needs facts? (Photo: Bamahane)

All that doesn’t matter, however, because there is a mega-narrative that obligates the forces of progress to exempt the Arabs from responsibility and point the accusing finger at Israel. And when there is a narrative, who needs facts? After all, according to the mega-narrative, Israel had expansionist plans, so it seized the opportunity. Different scholars are distorting the facts in a bid to turn the Arabs into victims and Israel into an aggressor.

Excuse us for winning
I was a child, an elementary school student. I remember fear, a lot of fear. There were no shelters in the house I lived in. It was clear that there would be bombings, so we dug pits in the yard.

Occasionally, we are reminded of the sound of thunder from Cairo to remind us of the annihilation threats. But in fact, they were much more serious. Both the Arab League and the leaders of all neighboring states announced in an unequivocal manner that the plan was annihilation. I repeat: Annihilation. Arrogant talk? Considering the fact that the Arab and Muslim world was engaged in endless self and mutual massacres, it was pretty clear that what they were doing to themselves—and it’s still going on—they would also do to Israel.

We must remember one thing, therefore: The alternative to victory was annihilation. So excuse us for winning. Because an occupation without an annihilation is preferable to an annihilation without an occupation.

‘Our goal is clear: To wipe Israel off the map’
The Arab states never accepted the State of Israel’s existence, not for a moment. There was no occupation from 1949 to 1967, but a Palestinian state wasn’t established, because the leaders of the Arab world didn’t want another state. They wanted Israel. They didn’t hide their intentions for a minute.

The new stage began in 1964. On the backdrop of a conflict over the water sources, the Arab League convened in Cairo and announced: “… collective Arab military preparations, when they are completed, will constitute the ultimate practical means for the final liquidation of Israel.”

Two years went by, and then-defense minister Hafez Assad, who went on to become Syria’s president, declared: “Strike the enemy’s settlements, turn them into dust, pave the Arab roads with the skulls of Jews.” And to erase any doubt, he added: “We are determined to saturate this earth with your (Israeli) blood, to throw you into the sea.”

Six-Day War. Those who rewrite history are winning

Nine days before the war broke out, Nasser said: “The Arab people want to fight. Our basic aim is the destruction of the State of Israel.” Two more days passed before Iraq’s president, Abdul Rahman Arif, joined the threats: “This is our chance…our goal is clear: To wipe Israel off the map.”

Two days before the war broke out, PLO founder and leader Ahmad Shukieri said: “Whoever survives will stay in Palestine, but in my opinion, no one will remain alive.” Yes, that was the atmosphere. Does anyone still seriously think that those were just declarations? Does anyone think that their intention was an enlightened occupation? Does anyone think that there would not have been a mass slaughter like the one Egypt carried out in Yemen and later on in Biafra?

Hussein: No annihilation orders, ‘as far as I know’
In order to understand that these were not false statements, it should be noted that in a meeting held after the war between Israel’s Ambassador to London Aharon Remez and British Foreign Secretary George Brown, Remez said that Israel had seized documents of the Jordanian army on operational orders, from May 25 and 26, about two weeks before the war’s outbreak, which included orders to exterminate the civil population in the communities that were planned to be occupied as well. They believed at the time that it was indeed going to happen.

It isn’t clear, Remez said at the time, whether Hussein was aware of these orders, but they were very similar to the annihilation orders issued by the Egyptian army. This appears both in Michael Oren’s book about the Six-Day war and in Miriam Joyce’s book about Hussein’s relations with the United States and Britain, as well as in Dr. Moshe Elad’s book (“Core Issues in the Israeli-Palestinian conflict”). At first, Hussein rejected the claims about the annihilation orders out of hand, but later added: “As far as I know.”

Clear and simple facts
The days passed. The threats increased. More and more forces were sent to Sinai. More Arab countries joined the war coalition. It’s unclear whether Nasser really wanted a war, Oren wrote in his book. But he and the Arab countries did everything in their power to deteriorate the situation. Nasser’s appetite kept growing, and immediately after blocking the straits, he declared: “If we managed to restore the conditions that existed before 1956 (the Straits of Tiran are blocked), God will surely help us and urge us to restore the situation that existed in 1948.”

The late Yitzhak Rabin, who served as IDF chief of staff at the time, told the government that “it will be a difficult war… There will be many losses.” He estimated that 50,000 people would be killed. And Oren, who had read almost every document that had been declassified, concluded: “The documentation shows that Israel wanted to prevent a war with all its might, and that up to the eve of the battles it tried to stop the war in every possible way—even at a heavy strategic and economic cost for the state.” These are the facts. But those who rewrite history are winning.

The political debate over the Israeli control of the territories has led to a situation in which political opinions disrupt the factual research. The political debate is important. It’s certainly legitimate. But there is no need to rewrite history to justify a political stance. It should be the other way around: Facts should influence political views. And the facts are clear and simple: The Arab states’ leaders did not only settle for declarations on an expected annihilation, they even prepared operational orders.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com