Archive | 2017/06/12

Naprawdę terroryzm nie ma żadnego usprawiedliwienia?

Naprawdę terroryzm nie ma żadnego usprawiedliwienia?

Lucjan Ferus


Dziedziniec najsłynniejszej muzułmańskiej uczelni, uniwersytetu al-Azhar w Kairze.

Zainteresowała mnie niedawna wypowiedź premier Wielkiej Brytanii Theresy May, która po ataku terrorystycznym w Manchesterze powiedziała w mediach: „Nie ma żadnego wytłumaczenia terroryzmu. Nie ma żadnego usprawiedliwienia tego, co wydarzyło się w Manchesterze”. Parę dni później, po zamachu w Londynie przeprowadzonym 4.06 br. przez trzech uzbrojonych w noże terrorystów islamskich, burmistrz Londynu wyraził podobną opinię: „Nie może być żadnego usprawiedliwienia dla tych terrorystów”.

Nie znam się na polityce na tyle, aby wyrażać kategoryczne opinie na temat tych tragicznych wydarzeń, ale wydaje mi się (wg mojej wiedzy), że wypowiadający te zdania mylą się w obu kwestiach: otóż jest wytłumaczenie terroryzmu jak i jego usprawiedliwienie. O pierwszym można się dowiedzieć z artykułu Terroryzm trwa, bo jest skutecznyAlana M. Dershowitza, opublikowanego niedawno w „Listach z naszego sadu”, z którego wynika, iż terroryzm jest stosowany, ponieważ jest nadzwyczaj skuteczny (chodzi m.in. o reakcję mediów światowych, zapewniających mu rozgłos, na którym bardzo zależy inspiratorom zamachów).

A jeśli chodzi o słowa: „Nie ma żadnego usprawiedliwienia tego, co wydarzyło się w Manchesterze”, oraz: „Nie może być żadnego usprawiedliwienia dla tych terrorystów”, to moim zdaniem, wypowiadający te słowa także się mylą. Niestety jest usprawiedliwienie dla tego rodzaju zachowań: jest to usprawiedliwienie religijne. Dopóki muzułmanie są święcie przekonani, że poniższe słowa zapisane w Koranie są autentycznymi wypowiedziami Allaha, będzie to dla nich najwyższe z możliwych usprawiedliwień dla ich czynów, które dla nas wydają się niemoralne, a wręcz zbrodnicze:

„Przekleństwo Boga nad niewierzącymi!” (2:89). Zapłatą dla nich „będzie hańba w życiu tego świata, a w Dniu Zmartwychwstania będą skierowani ku najstraszniejszej karze” (2:85). „I ściągnęli na siebie gniew za gniewem. A niewiernych spotka kara poniżająca” (2:90). „Bóg jest wrogiem dla niewiernych” (2:98). „Ja pozwolę używać nieco życia, potem siłą sprowadzę ich do kary ognia. /../” (2:126). „Zaprawdę, nad tymi, którzy nie uwierzyli i umarli, będąc niewierzącymi – nad nimi przekleństwo Boga, aniołów i ludzi, wszystkich razem! Będzie im ono towarzyszyć na wieki. I kara ich nie będzie zmniejszona, i nie uzyskają żadnej zwłoki” (2:161-62).

„I zabijajcie ich, gdziekolwiek ich spotkacie, i wypędzajcie ich, skąd oni was wypędzili – Prześladowanie jest gorsze niż zabicie. /../ Gdziekolwiek oni będą walczyć przeciwko wam, zabijajcie ich! – Taka jest odpłata niewiernym!” (2:191-193).
„Zaprawdę, tych, którzy nie uwierzyli w znaki Boga – czeka kara straszna! Bóg jest potężny, włada zemstą” (3:4). „Zaprawdę, tym, którzy nie uwierzyli, nie pomogą nic wobec Boga ani ich majątki, ani ich dzieci! Oni będą paliwem dla ognia” (3:10).

„Religią prawdziwą w oczach Boga jest islam” (3:19). My wrzucimy w serca tych, którzy nie uwierzyli, przerażenie /../ ich miejscem schronienia będzie ogień” (3:151). „Zaprawdę, tych, którzy nie uwierzyli w Nasze znaki, będziemy palić w ogniu. I za każdym razem, kiedy się ich skóra spali, zamienimy im skóry na inne, aby zakosztowali kary. Zaprawdę, Bóg jest potężny, mądry” (4:56). „A ci, którzy nie wierzą i za kłamstwo uznają Nasze znaki, będą mieszkańcami ognia piekielnego” (5:86). Itd. itp.

Kiedy to piszę (6.06 br.) media pokazują młodą kobietę (sąsiadkę jednego z trzech terrorystów-nożowników z Londynu), która relacjonuje swoją rozmowę z jednym z nich: „Powiedziałam mu, iż ani w Biblii, ani w Koranie nie ma takiego Boga, który nakazywałby zabijanie ludzi. Powiedział mi, że dla Allaha zabiłby własną matkę”. Nie wiem skąd wzięło się to jej przekonanie, bowiem faktem jest, że i w Biblii (w Starym Testamencie) i w Koranie znajdujemy takich właśnie bogów: nakazujących zabijanie niewiernych, czyli inaczej wierzących lub myślących, co jest już wystarczającym powodem do ukarania śmiercią.

Według muzułmanów, to sam Bóg islamu dzieli ludzi na wiernych sobie, czyli tych dobrych, którzy zostaną w niebie nagrodzeni za swoją wiernopoddańczą postawę i tych niewiernych, których należy zniszczyć i wytracić; jednym słowem pozabijać, gdyż na nic innego nie zasługują. Czy wola Boga (Allaha) nie jest najlepszym i najwyższym z możliwych usprawiedliwień dla przemocy, terroru i zabijania niewinnych ludzi? Czy człowiek głęboko wierzący w tegoż Boga (a tacy bez wątpienia są muzułmanie), może wyobrazić sobie wyższej rangi usprawiedliwienie dla swych czynów?

Czy owi muzułmańscy nożownicy, zabójcy z Londynu, nie wołali: „To dla Allaha!?”. A inni terroryści przy okazji popełnianych zabójstw, nie wznosili okrzyku: „Allahu akbar!”, czyli „Bóg jest wielki!?” Tak zazwyczaj wyrażane jest to usprawiedliwienie przez terrorystów: oni wierzą, że robią to dla swego Boga, w jego imieniu i dla jego chwały. Ci odrażający mordercy (z naszego punktu widzenia) głęboko wierzą, że to, co napisane jest w ich świętej księdze Koranie, jest autentycznym słowem bożym, którego nakazy powinni skrupulatnie wypełniać, bo dzięki tym „chwalebnym” (w ich mniemaniu) czynom pójdą do raju po śmierci.

A więc tym usprawiedliwieniem ataków terrorystycznych jest niczym nie zachwiana wiara muzułmanów-terrorystów, że to sam Allah przemawia do nich poprzez Koran i w związku z tym oni muszą podporządkować się tym nakazom, gdyż inaczej czeka ich wieczna kara, zamiast obiecanej nagrody. I dopóki w tym przekonaniu będą utwierdzani przez swych duchowych pasterzy w meczetach, ataki terrorystyczne będą się powtarzały, a nawet nasilały z biegiem czasu. Jest to logiczną konsekwencją wpajanej wiary religijnej (islamu), od małego dziecka, a potem przez całe dorosłe życie.

Z punktu widzenia tejże religii jest to najbardziej godne zaufania usprawiedliwienie wszelkiego możliwego zła, jakie można czynić w imieniu tego Boga, które w jego oczach uznawane jest za dobro, mające świadczyć o szczególnej wartości jego wiernych wyznawców. Za co każdy lojalny muzułmanin ma być nagrodzony w niebie życiem wiecznym i szczęśliwym, oraz uznaniem ze strony swego Boga. I żadnymi logicznymi i racjonalnymi argumentami nie sposób podważyć tego przekonania, choć z areligijnego punktu widzenia może się ono wydawać irracjonalne, a wręcz absurdalne.

Biorąc powyższe pod uwagę, wypowiedź premier Theresy May nie powinna brzmieć: „Nie ma wytłumaczenia i usprawiedliwienia zamachów terrorystycznych”, bo jak się okazuje są takowe i nie tylko są one uprawomocnione przez świętą księgę religii mającej dobrze ponad miliard wyznawców, ale też są one aprobowane przynajmniej przez ich znaczącą część. Moim zdaniem owa wypowiedź powinna brzmieć nieco inaczej: „My, ludzie Zachodu, nie możemy zaakceptować religijnego wytłumaczenia zamachów terrorystycznych, w których giną nasi niewinni obywatele, ani religijnego usprawiedliwienia obsesyjną wolą Allaha, wyrażaną w licznych wersetach Koranu”.

Na poparcie racjonalności tego twierdzenia można przytoczyć świadectwa zachodniej kultury, która także ucierpiała w swojej historii z powodu totalitarnych rządów katolicyzmu, jego nienasyconej pychy i potrzeby panowania nad całym światem (nazywając to obłudnie ewangelizacją). Oraz chorymi ambicjami papieży do podporządkowania sobie ludzkości w imię swego Boga (a raczej jego fałszywie wykreowanego wizerunku, będącego zakłamaną karykaturą ewangelicznego Jezusa). Ta krwawa, pełna przemocy i hipokryzji historia powinna być przestrogą dla tych wszystkich, którzy próbują iść tą samą drogą, wykorzystując do zdobycia i utrzymania władzy religię i ideę bogów/Boga. Np.:

„Szlachetny Koran mianuje muzułmanów opiekunami ludzkości podczas jej nieletności i przyznaje im prawa suwerenności i dominacji nad światem w celu przeprowadzenia tego wzniosłego zadania. /../ Doszliśmy do wniosku, że jest naszym obowiązkiem ustanowienie suwerenności nad światem i pokierowanie całej ludzkości ku zdrowym nakazom islamu i jego naukom, bez których ludzkość nie może osiągnąć szczęścia” (Hassan al-Banna, założyciel Bractwa Muzułmańskiego).

Można by oczywiście pójść o krok dalej i przestać być niewolnikiem fałszywie pojmowanej „poprawności politycznej”, bowiem powyższy problem jest o wiele prostszy, jeśli się nań spojrzy z religioznawczej perspektywy. Skoro można udowodnić, iż wszystkie religie są dziełem samych ludzi (kapłanów), którzy w bardzo długim procesie kulturotwórczym wykreowali wszystkich naszych bogów na własne podobieństwo i obraz, to by oznaczało, że i Allah jest wytworem ludzkiego rozumu i wyobraźni, a jego rzekome słowa zapisane w Koranie, to po prostu są słowa ludzi, skierowane w określonym celu do innych ludzi. I nie ma w nich niczego boskiego, ani nadprzyrodzonego, poza załatwianiem ziemskich interesów.

Jednakże patrząc na ten „teologiczny” problem z religioznawczej perspektywy musimy także zdeprecjonować „naszego boga”, który w tym kontekście również musi być wytworem ludzkiej wyobraźni. A kogo z naszych wierzących przywódców (przysięgających „tak mi dopomóż Bóg”) na to stać? Dlatego tkwimy w tym gigantycznym, religijno-społecznym zakłamaniu od niepamiętnych czasów i nie zanosi się abyśmy się od niego uwolnili w najbliższej (jak i dalszej) przyszłości. Dzięki RELIGII zbyt dobrze PANUJE SIĘ nad umysłami ludzi, aby rządzący zechcieli zrezygnować z tego doskonałego narzędzia.

Dlatego cytowana wyżej pani premier (lub inni przywódcy) będą używać różnych „skrótów myślowych” czy innych ogólników, zamiast powiedzieć otwarcie: „Nam, ludziom Zachodu, wasza święta księga nawołująca do przemocy, morderstw i zabójstw, wydaje się przez to zbyt mało wiarygodna, aby traktować ją jako autentyczne słowo boże. Cóż to bowiem jest za Bóg, który zachęca i nawołuje do zbrodni, obiecując za to swym wyznawcom nagrodę w życiu przyszłym?! Bóg, który nakazuje jednym stworzeniom zabijać inne swoje stworzenia, tylko dlatego, że w niego nie wierzą? A któżby chciał wierzyć w takiego okrutnego Boga? Takiego „boga” nie możemy akceptować, a jego gorliwych wyznawców musimy się wystrzegać i bać, jako niebezpiecznych dla nas osobników, zagrażających naszej wolności i naszemu życiu”.

Oczywiście, że potraktowano by to jako walkę z Bogiem i za bluźnierstwo urągające jego wielkości i rozpętano by nagonkę na taką osobę, a podjudzone tłumy wiernych domagałyby się natychmiastowej śmierci „niewiernego”, wygłaszającego publicznie takie herezje. Na pewno jednym z pierwszych protestujących w tej sprawie byłby papież Franciszek, który także bierze udział w tym monstrualnym zakłamaniu (tak przynajmniej można wnosić z jego niektórych wypowiedzi). A przynajmniej narazilibyśmy się na słuszny zarzut, iż „przyganiał kocioł garnkowi”, czyli nasz Bóg wcale nie był kiedyś lepszy, wystarczy poczytać Stary Testament spływający krwią niezliczonych ofiar, obfitujący w cierpienia i krzywdy niewinnych ludzi, których wina polegała jedynie na tym, iż żyli akurat w takich czasach.

A swoją drogą, ciekawi mnie kiedy wreszcie ludzkość dojrzeje do tego, aby zostały zdelegalizowane te religie, które zachowują w swoich „świętych” księgach fragmenty nawołujące do nienawiści do bliźnich, do nietolerancji, do przemocy, do zabójstw i morderstw, ogólnie mówiąc do zbrodni? Jak długo jeszcze będziemy naiwnie wierzyć, że to nasi żądni krwi „bogowie” przemawiają w tych pismach do nas i żądają tych wszystkich okropności od swych wiernych wyznawców, którzy będą przez nich nagradzani za to w przyszłym życiu? Ile jeszcze musi być popełnionych zabójstw z okrzykiem „Allahu akbar!”, by ludzie zaczęli dostrzegać prawdziwe przyczyny tego problemu?

Dopóki to się nie stanie, ci wszyscy bezlitośni i okrutni zabójcy niewinnych ludzi, będą mogli szczycić się nimbem świętości i uważać się za bohaterów walczących w słusznej sprawie. Jak bardzo jest to zakłamany obraz samych siebie z zafałszowaną hierarchią wartości, najlepiej świadczą fragmenty ostatniej woli i testamentu terrorystki z Hajfy, Hanadi Jaradat (21 osób zabitych, 51 rannych w samobójczym zamachu), który został zamieszczony w artykule także niedawno publikowanym w „Listach z naszego sadu”, pt. Nieudacznicy, tchórze? Nie, idealiści Yigala Carmona:

„Wzniosły powiedział (w Koranie): „I nie uważaj tych, którzy zostali zabici na drodze Allaha, za umarłych. Przeciwnie, oni są żyjący! Oni u swojego Pana otrzymują zaopatrzenie” (Koran 3:169). Zaprawdę słowa Allaha są prawdziwe. Droga rodzino, którą Pan świata nagrodzi, jak obiecał nam wszystkim w Swojej Księdze Świętej /../ Dlatego myślcie o moim poświęceniu w oczekiwaniu nagrody od Allaha /../ Zawsze wierzyłam w to, co jest powiedziane w Świętym Koranie i tęskniłam za rzekami w raju /../ Uznajcie moje poświęcenie w oczekiwaniu nagrody Allaha dla was w życiu następnym /../

Wszyscy jesteśmy przeznaczeni na śmierć i nikt nie żyje na zawsze na tej ziemi. Jednak ten, który jest inteligentny odpowiada na wezwanie Allaha. /../ Wierząc w zasady mojej wiary, odpowiadam na wezwanie. /../ z wolą Allaha znajdę to, co Allah obiecał mnie i wszystkim, którzy przyjmują tę drogę – ogrody, które Allah nam obiecał, w których będziemy żyć wiecznie, z wolą Allaha. /../ Dlatego jest moim obowiązkiem wobec religii Allaha /../ bronić go. Nie mam niczego przed sobą poza tym ciałem i zamienię je w odłamki, które wydrą serce każdego, kto próbuje wykorzenić nas z tego kraju. /../

Mój drogi, ukochany ojcze, proszę, honoruj moje pragnienie i patrz na moje poświęcenie w oczekiwaniu nagrody Allaha dla ciebie w życiu następnym. /../ Droga matko /../ Uznaj moje poświęcenie i oczekuj na nagrodę Allaha dla ciebie w życiu następnym. /../ Obyście zawsze byli ze mnie zadowoleni, moi rodzice, au revoir w ogrodach raju. Allah powiedział: „Niechże walczą na drodze Allaha ci, którzy za życie tego świata kupują życie ostateczne! A kto walczy na drodze Allaha i zostanie zabity albo zwycięży, otrzyma od Nas nagrodę ogromną” (Koran 4:74)”.

Z owego „testamentu” widać wyraźnie mechanizm działania religijnego usprawiedliwienia zamachów terrorystycznych (tego, które wg zachodnich polityków nie istnieje): taki terrorysta wierzy, że po samobójczej śmierci (a przy okazji śmierci wielu osób) zostanie nagrodzony przez Allaha za swoją heroiczną postawę wiecznym pobytem w raju. Takiej samej nagrody spodziewa się dla swojej najbliższej rodziny, bo ponoć Allah im to zagwarantował. I jego sumienia nie obciąża fakt, że „ma krew na rękach”, bo przyczynił się do śmierci wielu niewinnych osób, za co powinien trafić do piekła. Nie! W jego religii jest inaczej: tam Bóg nie karze za zabójstwo bliźniego, a wręcz odwrotnie: nagradza morderców sowicie.

Kiedyś, jedna z Czytelniczek „Listów z naszego sadu”, zbulwersowana moim ateistycznym światopoglądem, dała mi do zrozumienia, iż „nie powinienem korzystać z wiedzy MNIEJ WIEDZĄCYCH. I tu jest u Pana ten przysłowiowy „pies pogrzebany”! To, że ci inni „mądrale” wykolegowali Pana mózg i stąd tak opacznie Pan to wszystko odczytuje”. Ergo: muszę odłożyć książki tych „mniej wiedzących” i zacząć wierzyć w dobrego Boga Biblii.

Rozpatrując ten problem w powyższym kontekście, warto byłoby się zastanowić jacy to „mądrale” byli bardziej cwani i „mniej wiedzący” i kto lepiej wyszedł na tych „wykolegowaniach” swego mózgu? Czy ja, będąc ateistą nie wierzącym w bogów i życie pozagrobowe, ale nie muszącym też zabijać innych ludzi w imię swoich areligijnych poglądów lub w ich obronie? Czy np. ci wszyscy, którzy aby dostać się do upragnionego raju muszą zabić jak najwięcej niewinnych ludzi (a przy okazji i siebie), by przypodobać się swemu wymagającemu Bogu i zasłużyć u niego na to wyróżnienie? Czy cena jaką ich Bóg każe im płacić za obietnice wiecznego życia w niebie (w raju) jest naprawdę tego warta?

Moim zdaniem nie jest i nigdy dobrowolnie nie zgodziłbym się na jej zapłacenie. Od razu bowiem bym przyjął, iż niemożliwością jest, aby to Bóg wymagał ode mnie takiego absurdalnego zachowania: miałbym zabijać jego inne, niewinne stworzenia i jeszcze za to być przez niego nagrodzonym?! I to niby miałoby być godne boga? Dla mnie niewiarygodne! Może dlatego jestem ateistą, który może korzystać z rozumu, a nie np. fanatykiem religijnym, który chcąc się dostać do raju za wszelką cenę, godzi się na popełnienie wszelkiego zła, nie zadając sobie przy tym najważniejszego pytania (bodajże Otokara Brzeziny): A cóż, jeśłi tam nic nie ma?,.. a ja jestem tylko jedną z licznych ofiar „wykolegowanych” przez cwanych oszustów, którzy używają religii do panowania nad umysłami nieświadomych ludzi?

Myślę, że jeśli już ktoś decyduje się odbierać życie innym ludziom, które z racji swej niepowtarzalności jest najcenniejszą rzeczą, jaką los pozwala nam doświadczyć, powinien mieć daleko idącą pewność w tej kwestii, a nie tylko kierować się wiarą, że prawdą jest to, co mówią jego „święte” księgi z zamierzchłej przeszłości i to, co wtłaczają mu do głowy, jego „duchowi przewodnicy”. Bo być może te ofiary ze swojego i cudzego życia są tylko im potrzebne do osiągnięcia i utrzymania władzy nad masami,.. i nic poza tym? I tak naprawdę, dając z siebie wszystko, nie otrzymują oni nic w zamian,.. poza obietnicami, których prawdziwości nie sposób zweryfikować.

Takie mam zdanie w tym względzie, będąc osobnikiem niewierzącym, a więc wg religijnej hierarchii wartości kimś gorszym. Pytanie tylko: dla kogo gorszym? Dla któregoś z naszych „bogów”, czy dla tych, którzy w ich imieniu rządzą ludźmi? Oto jest pytanie!

Czerwiec 2017 r.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


W obronie dobrego imienia Jana Grabowskiego

W obronie dobrego imienia Jana Grabowskiego

 

CENTRUM BADAŃ NAD ZAGŁADĄ ŻYDÓW IFIS PAN


Oświadczenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów wobec bezpardonowego i absurdalnego ataku skierowanego przez Redutę Dobrego Imienia – Polską Ligę przeciw Zniesławieniom wobec naszego kolegi i współpracownika prof. Jana Grabowskiego


Reduta Dobrego Imienia – Polska Liga przeciw Zniesławieniom 7 czerwca w swoim oświadczeniu zaatakowała naszego kolegę i współpracownika w sposób tyleż bezpardonowy, co absurdalny. Nie możemy pozostawić tego ataku bez odpowiedzi.

Wyraźnie deklarowaną intencją Reduty jest nie tylko odmówienie prof. Janowi Grabowskiemu kompetencji naukowych, badawczej rzetelności i moralnej przyzwoitości, lecz także wyprowadzenie z błędu historyków z całego świata, którzy — wg Reduty bezpodstawnie i niesłusznie — uważają go za „cenionego na świecie badacza historii Holocaustu”, co Reduta jednak szczerze przyznaje. Oświadczenie Reduty „w sprawie działalności Jana Grabowskiego” oraz „Stanowisko naukowców polskich skupionych wokół Reduty” poparte 134 podpisami dyskredytuje zatem za jednym zamachem i Jana Grabowskiego, i wszystkich historyków na całym świecie zajmujących się badaniem Holokaustu, uznając ich za ślepych, głuchych i mało rozgarniętych. Trzeba przyznać, że to szarża iście ułańska, ale szarża z szablami na czołgi.

Sygnatariusze listu piszą, że „Grabowski nie przestrzega podstawowych zasad rzetelności badacza”, że „buduje konstrukcje propagandowe”, zamiast „dążyć do prawdy”, że „eliminuje kluczowe fakty”, że to, co robi „nie ma nic wspólnego z nauką”, że jest „rozsadnikiem kłamstwa w międzynarodowym życiu publicznym i naukowym”, czym sprzeniewierza się „powołaniu naukowca”. Sygnatariusze listu: „stanowczo sprzeciwiają się tworzeniu i rozpowszechnianiu przez Jana Grabowskiego fałszywego i krzywdzącego obrazu Polski i Polaków podczas II wojny światowej oraz obarczaniu Narodu Polskiego winą za zbrodnię Holocaustu”. Wzywają Grabowskiego „do zaprzestania szkalowania Narodu Polskiego i do przyjęcia postawy godnej pracownika naukowego, która polega na służbie prawdzie”.

Tyle pięknych słów, szczególnie dużo słowa „prawda”, a jednak cały ten wywód mało ma wspólnego z prawdą. Trudno udowadniać, że nie jest się wielbłądem, dlatego w tym liście czynić tego nie będziemy. Jesteśmy natomiast gotowi na akademicką debatę z kompetentnymi historykami.

Wśród 134 sygnatariuszy nie ma nikogo, kto zajmowałby się historią Holokaustu. Ci wszyscy ekonomiści, językoznawcy, onkolodzy, chemicy, fizycy jądrowi, inżynierowie, konstruktorzy urządzeń elektromechanicznych, geolodzy środowiskowi, etnomuzykolodzy, teatrolodzy oraz księża profesorowie występują w roli specjalistów od Holokaustu, a nie potrafią nawet poprawnie zacytować źródeł, na które się powołują, ani podać poprawnej nazwy organizacji ratującej Żydów, na którą się powołują.

Na końcu pani Mira Wszelaka, prezes Reduty, pisze: „Mam nadzieję, że pseudofakty, (…) nie zastąpią prawdy”. W pełni podzielamy troskę pani prezes o prawdę i dzielimy razem z nią nadzieję, że pseudo-fakty nigdy prawdy nie zastąpią. Takie właśnie przesłanie przyświeca całej działalności badawczej i edukacyjnej prof. Jana Grabowskiego.

CENTRUM BADAŃ NAD ZAGŁADĄ ŻYDÓW IFIS PAN
/prof. dr hab. Barbara Engelking/
/prof. dr hab. Jacek Leociak/
/dr hab. prof. IFiS Dariusz Libionka/
/dr Agnieszka Haska/
/mgr Marta Janczewska/
/mgr Jakub Petelewicz/
/mgr Alina Skibińska/


In defence of Jan Grabowski’s good name

On 7 June the Polish League Against Defamation in it’s statement attacked our colleague and associate in a manner as brutal as it is absurd. We cannot leave this attack without a response.

The League clearly declares the intention to question Prof. Grabowski’s scholarly competence, academic integrity and moral decency, as well as to correct the error of historians from all over the world, who – according to the League – are mistaken in regarding him as an ” inter-nationally-renowned Holocaust researcher “, which the League frankly acknowledges. The League’s statement “concerning the activities of Jan Grabowski ” and the ” The standpoint of Polish scholars affiliated with the Polish League Against Defamation”, supported by 134 signatures thus discredits at once both Jan Grabowski and all the historians all over the world that study the Holocaust, treating them as blind, deaf and not very intelligent. Clearly a charge of a light brigade.

The signatories say that “Grabowski fails to adhere to the fundamental rules of re-searcher’s credibility”, that he “creates propagandistic constructions” instead of providing “an honest picture, that he “eliminates crucial facts”, that what he does “has nothing to do with science”, that he “a carrier for lies in the international public and academic life”, thus he “runs against the principles of the academic vocation”. The signatories of the letter: “strongly op-pose Jan Grabowski’s dissemination of a false and wrongful image of Poland and Polish people during World War II in placing the blame for the Holocaust upon the Polish Nation”. They “urge Jan Grabowski to stop slandering the Polish Nation and adopt an attitude befitting a re-searcher, which is to serve the truth.”

So many beautiful words, particularly frequent is the occurrence of “truth”, but the entire argument is hardly accurate. It is pointless to try to demonstrate that “one is not a camel”, as a Polish saying goes, so we will not. We are however ready to engage in a scholarly debate with competent historians.

None of the 134 signatories is a Holocaust historian. All these economists, linguists, oncologists, chemists, nuclear physicists, engineers, constructors of electromechanical appliances, environmental geologists, ethnomusicologists, theatrologists and priest professors present themselves as Holocaust experts, but cannot even quote sources they refer to or to give the correct name of the organisation that rescued Jews, which they mention.

In conclusion, Mira Wszelaka, the League’s president writes: “I hope that the pseudo-facts that Grabowski is trying to promote will not replace the truth.” We totally agree with the president’s care for truth and we share her hope that pseudo-facts will never replace the truth. This precisely is the message of Professor Grabowski’s research and educational activity.

POLISH CENTRE FOR HOLOCAUST RESEARCH OF THE INSTITUTE OF PHILOSOHY AND SOCIOLOGY OF THE POLISH ACASDEMY OF SCIENCES
/prof. dr hab. Barbara Engelking/
/prof. dr hab. Jacek Leociak/
/dr hab. prof. IFiS Dariusz Libionka/
/dr Agnieszka Haska/
/mgr Marta Janczewska/
/mgr Jakub Petelewicz/
/mgr Alina Skibińska


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


THE DARK SIDE OF THE RAINBOW

THE DARK SIDE OF THE RAINBOW

HEN MAZZIG


These are dark times in the Middle East, especially for the LGBT communities.

Tel Aviv City Hall lights up for pride‏ – June 6, 2017. (photo credit:BECKY BROTHMAN)

As pride month begins around the world, I am disappointed to admit that even as an openly queer individual, I cannot fully celebrate it with my international LGBT community, as fractions of my community are still fighting against me. From a community that has established itself on the grounds of fighting for equality and acceptance, it baffles me as to how so many of the members of my community can practice the very same bigotry that we are fighting against. And why? Simply because of my nationality.

Being an Israeli secular Jew, half African, half Iraqi and queer, I know oppression all too well. I’ve experienced the challenges of acceptance at every stage of my life. I always fought against LGBT phobia, racism and all other forms of bigotry.

Being who I am, I felt like I never had any other option.

But when I was first attacked by members of the international LGBT community for my nationality I was caught off guard. Yes, my own family, of people who know first-hand how difficult it is to be who you are, are joining a campaign to persecute me because of where I born.

This group from within the LGBT community is promoting a campaign against “pinkwashing,” which they describe as Israel using its LGBT community to whitewash the conflict with our neighboring Arab and Muslim countries, and most obviously the Palestinians. As an ex-humanitarian officer in the IDF, someone who worked in the West Bank with Palestinians on a daily basis between 2007 to 2012, I know how challenging this conflict is and fully support a two-state solution.

But what does this conflict have to do with the progress that the Israeli LGBT community has made, and why can’t we celebrate it? Some even go as far as attacking LGBT activists that support Israel, as they did last week in New York. Or calling on LGBT leaders and artists who planned to attend the Israeli Pride Parade to cancel their visit – to culturally isolate my country and its LGBT community until the conflict is over.

It does not make any sense, but these calls are increasing and are somehow becoming a legitimate matter to discuss. It is twisted.

One of my closest American liberal friends told me recently that I should accept the fact that because of the actions of our leaders, my country will not be able to celebrate its LGBT community. Given that I, too, am very critical of my country’s government actions and politics, I can fully understand their frustration with the current Israeli leadership.

And yet, to use the same logic, if the leader of a country is a racist, sexist, patriarchal bigot that was quoted saying terrible things about women, is in favor of banning Muslims from entering his country and mocks the disabled, should we all boycott this country’s people? Should we urge the world to boycott its pride events because of him? Or should we back them, celebrate them and promote this community within a country that deserves our support? Instead of supporting the Israeli LGBT community, that is in need of their support, there are LGBT activists around the world who instead decide to join a campaign tailored by people with a clear political agenda. Bodies which have nothing to do with our struggle for justice. A campaign which was established by several Gulf state-supported, media and strategy groups. Their goal is simple: to exploit the international LGBT community to fight their own political war against Israel.

Activists in my own community are being used to fight on the side of dictatorial, anti-gay Arab leaders with whom they have nothing in common.

Why would an LGBT activist choose to fight for a political issue and not an LGBT issue? When you decide to use your LGBT identity to fight against Israel’s LGBT community, for a political cause, it makes you the “pinkwasher” – not the Israeli government.

These are dark times in the Middle East, especially for the LGBT communities. Minorities are under daily attacks and the LGBT community is under daily attack in most Arab and Muslim countries – where being gay may get you the death penalty.

Today more than ever, we must be united as one community.

There are enough issues to polarize the public debate, many political issues to discuss and to solve. Many Israelis, such as myself, are devoting their time and effort to coming up with a solution to this complex conflict. Israelis work day and night to bring peace about. But this conflict has nothing to do with our struggle as LGBT people, and to use our identity to fight for political issues is wrong and dangerous.

We need the LGBT community’s voice, not to attack us, but to support us, to celebrate our achievements. This is what we are all about – coming together against discrimination, against bigotry, against hate.


The author is a strategic communications consultant and activist from Tel Aviv. @HenMazzig


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com