Archive | May 2017

Z takimi “syjonistami”, kto potrzebuje wrogów?

Z takimi “syjonistami”, kto potrzebuje wrogów?


Ben-Dror Yemini
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Scena z zamachu terrorystycznego ISIS w Stambule. Turcja popiera Hamas, niemniej uderzył w nią terror. Według Schockena, widocznie Erdoğan także jest syjonistą (Zdjęcie: Reuters)

Kilka dni temu Amos Schocken, wydawca “Haaretz”, tweetował, że istnieje związek między “terrorem islamskim w Europie i europejskim poparciem dla syjonizmu od ponad 100 lat”. Wyjaśnił dalej, że dla terrorystów “ważne” jest “zrównoważenie” rzekomej pro-syjonistycznej postawy Europy i terroryści “pomagają to osiągnąć”.

Jak miło z ich strony. Chcą tylko bardziej sprawiedliwej polityki, która jest nieco mniej syjonistyczna. I choć prawdą jest, że Europejczycy finansują niezliczone antysyjonistyczne NGO, i choć ich przerażająca propaganda oraz „działalność równoważąca” kosztuje życie wielu niewinnych ofiar, Schocken gotów jest dostarczyć usprawiedliwienia.

Moglibyśmy po prostu zignorować te słowa. Moglibyśmy powiedzieć, że wydawca „Haaretz” gdzieś się pogubił. Problem w tym, że takie obłąkane opinie są masowo i nieustannie produkowanym pokarmem ideologicznym. Kiedy rutynowo i często wstrzykują ci truciznę – że Izrael jest podobny do Niemiec z lat 1930., że Izrael jest państwem apartheidu, że Izrael zasługuje na bojkotowanie, że ludzie powinni głosować na antysyjonistyczną partię Wspólnej Listy – wynikiem jest to, że ludzie zaczynają wierzyć, iż terroryzm jest uzasadniony i że wszystkiemu winien jest Izrael.

To nie jest pomyłka; to jest dobrze uporządkowana doktryna. W przeszłości Schocken tweetował, że „kolonializm pokazał, że nie ma wolności dla okupowanych i wydziedziczonych poza drogą terroru”. Wolności? Palestyńczycy odrzucili absolutnie wszystkie propozycje pokojowe, które dałyby im państwo, i zamiast tego wybrali terroryzm. Sprawcy terroru nie są działaczami pokojowymi. Nie dążą do zakończenia okupacji. Dążą do zniszczenia Izraela. Ale nie martwcie się: zawsze będą mieli Schockenów, którzy dostarczą im usprawiedliwienie.

Ta gazeta i jej wydawca mają poważny problem z syjonizmem. W zeszłym tygodniu na pierwszej stronie ta gazeta opublikowała reportaż o „emigracji Żydów do Izraela”. Emigracji – nie imigracji lub aliji.

To nie jest list otwarty do Schockena. Byłaby to strata czasu. Piszę to dla tych, którzy jeszcze nie zwariowali tak jak Schocken, ale którzy mówią sobie, że może, tylko może, jest coś w tym, co on mówi. Że dżihad, który obiera za cel Sztokholm i Niceę, Brukselę i Paryż, może być wynikiem europejskiego poparcia dla syjonizmu. Być może jest to rzeczywiście niekontrolowany impuls, który każdy oświecony człowiek musi zrozumieć, a może nawet usprawiedliwić. W końcu Schocken nie jest sam. Ma po swojej stronie tysiące członków „sił postępu”, którzy szerzą podobne myśli.

No cóż, dla innych, dla tych, którzy jeszcze są otwarci na fakty, powinniśmy napisać, że dżihad – w jego nowym formacie – jest wynikiem wieloletnich inwestycji w islamistyczną edukację. Pakistan i Afganistan nie były oświeconymi i liberalnymi krajami w latach 1960. i 1970., ale zdjęcia z tamtych lat pokazują kobiety w zachodnich ubraniach, bez burki, a nawet bez hidżabu, chodzące w miejscach publicznych. Tak już nie jest. Wszystko zmieniło się. Zmieniło się z powodu olbrzymich ilości pieniędzy saudyjskich, jakie napłynęły do tych krajów w latach 1970. i 1980. w celu stworzenia sieci islamskich uczelni czyli madras. W 1971 r. w Pakistanie było 900 madras. Kilka lat później było już 8 tysięcy oficjalnych madras i 25 tysięcy niezarejestrowanych, jak opisuje w swoich badaniach profesor Vali Nasr z John Hopkins School of Advanced International Studies.

Ten olbrzymi projekt odniósł sukces. Absolwenci madras są obecnie żołnierzami dżihadu. Nie są większością. W końcu, nigdy nie chodzi o większość. Ale oni nadają ton. Na wczesnym etapie także Stany Zjednoczone pomogły w ich pierwszej reinkarnacji, mudżahedinów, którzy walczyli przeciwko okupacji rosyjskiej. Były także olbrzymie inwestycje saudyjskie w Afryce i w meczety w całej Europie. Ale sytuacja wymknęła się spod kontroli. Obecnie Arabia Saudyjska boi się tej sytuacji bardziej niż boi się swojego największego wroga, Iranu.

Bractwo Muzułmańskie, które zrobiło w Egipcie to, co Arabia Saudyjska zrobiła w Pakistanie, także było w tle. Jego główny ideolog, Sajjid Kutb, znany był z nienawiści wobec Zachodu, który uważał za „absolutne zło”, i Żydów (napisał esej antysemicki Nasza walka z Żydami). Idee Kutba zostały przejęte przez establishment Hamasu i dżihad założony przez Osamę bin Ladena.

Te idee rozprzestrzeniły się także na Zachodzie. Wielka Brytanii, w dobrej wierze stworzyła sieć „ośrodków studiów islamskich”, aby umiarkować muzułmańskich studentów. Profesor Anthony Glees z University of Buckingham odkrył, że Saudyjczycy wpakowali 233 miliony funtów w te ośrodki. Wynikiem, napisał Glees, jest radykalizacja młodych muzułmanów w Wielkiej Brytanii. Miliarder Waleed bin Talal podarował 8 milionów funtów ośrodkowi islamskiemu w Oxford University, 20 milion dolarów Harvardowi, 20 milion dolarów Georgetown University, a także innym ośrodkom akademickim – dla osiągnięcia podobnych celów. Wyniki są przerażające, Różne sondaże pokazują, że obecne pokolenie studentów staje się coraz bardziej zradykalizowane.

Mógłbym kontynuować. Wątpię, by był na świecie choć jeden ruch dżihadystyczny, który nie rozwinął się na saudyjskim kapitale i ich edukacji. Schocken jednak wskazuje palcem na Zachód.

Terroryści – niezależnie od tego, czy są ludźmi wykształconymi w meczetach, czy drobnymi przestępcami, którzy zostali islamistami, głównie w inkubatorze więzień Francji – nie dążą do wolności i równości. Nie są przeciwko Zachodowi z powodu tego, co robi, ale z powodu tego, czym jest: demokratyczny, wolny, liberalny. Nie chcą uczynić Europy bardziej „zrównoważoną”. Chcą narzucić swój nieoświecony reżim na każde miejsce, gdzie postawią stopę. Ich masakry są głównie skierowane na muzułmanów. Jest to „przemysł śmierci”, jak głosił tytuł artykułu napisanego przez założyciela Bractwa Muzułmańskiego, Hassana al-Bannę. Każde miejsce, gdzie sięgnęły komórki radykalnego raka islamskiego – od Libii do Nigerii, od Iraku i Syrii do Somalii i Gazy – jest miejscem, gdzie panuje zniszczenie, śmierć i gruzy. Stosuje się to także do Turcji, która staje się coraz bardziej muzułmańska. Popiera Hamas, ale uderza w nią terror. Według Schockena, turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan, widocznie także jest syjonistą. Dlaczego nie wiedzieliśmy o tym?

Wśród samych muzułmanów toczy się gorący spór między umiarkowanymi i radykałami. Prawdziwie umiarkowani są przeciwko jakiejkolwiek wyrozumiałości i usprawiedliwianiu przemocy i terroru. To oni właśnie ujawnili znaczną część tego, o czym tutaj piszę. Schockenowie stoją po stronie radykałów. Umiarkowani są za przyjęciem uniwersalnych wartości. Radykałowie nalegają na powrót do średniowiecza. Schockenowie dostarczają im usprawiedliwienia.

Idealizacja dżihadu jest chorobą deficytu odporności wolnego świata. Przywódca Partii Pracy w Wielkiej Brytanii zamienił Hamas i Hezbollah w swoich przyjaciół, ruch feministyczny Code Pink spotykał się z wysokimi rangą członkami Hamasu i Talibanu (ruchu, który morduje muzułmanki walczące o edukację) a amerykański Żyd, lingwista Noam Chomsky, odwiedził kwaterę główną Hezbollahu i spotkał się z Hassanem Nasrallahem. Interesujące jest to, że prawicowy rasista, David Duke, były przywódca Ku Klux Klanu, napisał słowa niemal identyczne do słów postępowej lewicy: “Horrory ISIS stworzyła supremacja syjonistyczna”. Te dwie pozornie opozycyjne wobec siebie ideologie, jak wiemy, zawsze gdzieś spotykają się.

Byliśmy już w tej sytuacji. Obskuranci w przeszłości – tak, naziści – obwiniali Żydów za problemy Europy. To był stary antysemityzm. Dzisiejsi obskuranci, głównie na lewicy, twierdzą, że państwo żydowskie jest odpowiedzialne za problemy Europy. To jest nowy antysemityzm. Schocken, mógłbym dodać, definiuje się jako przeciwnik terroryzmu i “syjonista”. A z takimi “syjonistami” jak on, komu potrzebni są wrogowie?


Ben-Dror Jemini

(ur. 1954 w Tel Awiwie) jest prawnikiem, historykiem i publicystą wielu izraelskich dzienników (m.in. Maariw, Jediot Achronot), a także wykładowcą, który zajmuje się m.in. wpływem antyizraelskiej propagandy.
Pochodzi z rodziny Żydów wypędzonych z Jemenu.
Ben-Dror Yemini jest zwolennikiem pogłębiania dialogu z Palestyńczykami. Od wielu lat opowiada się za niepodległym państwem palestyńskim.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


ISRAELI DEFENSE COMPANY UNVEILS 5TH-GENERATION SPIKE MISSILE

ISRAELI DEFENSE COMPANY UNVEILS 5TH-GENERATION SPIKE MISSILE

ANNA AHRONHEIM


Rafael Advanced Defense Systems says the missile is designed for use against new modern targets with a low signature and time-sensitive characteristics.
Spike LR II system. (photo credit:RAFAEL ADVANCED DEFENSE SYSTEMS)

Rafael Advanced Defense Systems has unveiled its fifth-generation Spike multipurpose missile with a significant increase in range and lethality.

According to a statement released Monday by the company, the Spike LR II “is an advanced multipurpose missile, weighing only 12.7 kg., and can be launched from any Spike launcher.” It has a range of 5.5 km. when fired from ground launchers and up to 10 km. when fired from a helicopter.
The Spike LR II, which can be fired from vehicles, helicopters, ships and ground launchers, has advanced electro-optic seekers which include capabilities of a smart target tracker with artificial intelligence features.

Designed for use against new modern targets with a low signature and time-sensitive characteristics, the missile also includes new third-party target allocation (networked-enabled) enhancement with an embedded inertial measurement unit assembly, which allows the missiles to be fired to grid target coordinates, including advanced armor and protection systems. It is one of the only missiles in the world with this capability.
The Spike LR II also has two advanced warhead configurations for increased lethality, the company said. The Tandem HEAT warhead configuration ups the armor penetration capability of the missile by over 30% and the new multipurpose blast warhead, which includes controlled fusing (by the gunner) for control of the desired effect.

“The development of the Spike LR II is based on Rafael’s vast experience in the development of a wide variety of missiles over the years, and was largely possible due to Rafael’s close cooperation with the users at the IDF and other militaries around the world,” said Moshe Elazar, executive vice president and head of Rafael’s land and naval systems division.

The Spike LR II missile, which Elazar says addresses the complex challenges of the modern battlefield, will be presented for the first time at the Paris Air Show in June.

Rafael has three missiles in the Spike family, Spike NLOS, Spike ER, Spike MR/LR and Spike SR, and has supplied over 27,000 Spike missiles and systems to over 26 countries, including to the Philippines, Lithuania, Australia and India, where they are used by armies on various naval and land system platforms.

In March an Israel Navy unmanned vessel fired a Spike interceptor missile from a Protector unmanned surface vehicle during a test by Rafael systems. According to the company, the model’s missiles can intercept rocket-propelled grenades and other incoming projectiles.

“This new capability allows pinpoint attack of land or naval targets, enabling safe vessel operation, with no risk to the operating force, from a remote command and control room or from aboard other naval platforms,” read a statement by Rafael.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


O co spierali się czytelnicy Grossa?

O co spierali się czytelnicy Grossa?
Recenzja książki „Niechciana debata”
Magdaleny Nowickiej-Franczak

Magdalena Saryusz-Wolska


Analiza dyskusji wywołanych przez Grossa odsłania całą paletę tematów zastępczych. Magdalena Nowicka-Franczak bada, o czym pisano i mówiono po ukazaniu się „Sąsiadów”, „Strachu” i „Złotych żniw”. Dowodzi, że opisane w tych książkach fakty rzadko stały w centrum debaty.

Mogiła-pomnik, na cmentarzu żydowskim, Jedwabne. Fot. Fotonews. Źródło: Wikimedia Commons

Biorąc do ręki książkę „Niechciana debata. Spór o książki Jana Tomasza Grossa”, pomyślałam: cóż nowego można powiedzieć na ten temat? O pracach Grossa, a zwłaszcza o „Sąsiadach”, historycy, socjologowie i politolodzy zapisali już setki stron. Od dawna wydaje nam się, że wiemy, kto jest „za”, a kto „przeciw” i dlaczego. Lektura wstępu wzmocniła moją podejrzliwość, bo autorka już na pierwszych stronach formułuje tezę, że wysoka temperatura dyskusji wynikała m.in. z niejasnego statusu Grossa: Polak, Żyd czy Amerykanin; historyk, socjolog czy publicysta? Punkt wyjścia nie był więc szczególnie zaskakujący, ale – jak mawia Charlie Brown, bohater komiksowych „Fistaszków” – it’s not how you start, it’s how you finish.

Analiza w czasach post-prawdy

Przebrnąwszy przez nieco przydługi rozdział teoretyczny, dotarłam do zasadniczej części książki. Okazała się ona solidną i metodologicznie spójną analizą dyskursu, który kształtował się w reakcji na publikacje „Sąsiadów” (2000), „Strachu” (2006 /2008) i „Złotych żniw” (2011). Są także soczyste odwołania do „pojedwabieńskich” filmów, jak „Pokłosie” (2012) i „Ida” (2013), oraz do aktualnych dyskusji, jak choćby do tej wokół przekształceń Muzeum II Wojny światowej. Mówiąc, że jest to praca „solidna” i „metodologiczne spójna”, nie uciekam się bynajmniej do zwyczajowych formułek z naukowych recenzji. Nowicka-Franczak zebrała prawie trzysta wypowiedzi z tzw. mediów głównego nurtu, czyli największych dzienników i tygodników, audycji radiowych i telewizyjnych.

Wychodząc od teorii dyskursu Michela Foucaulta (to znów nic zaskakującego) oraz koncepcji bycia „nie-na-miejscu” Edwarda Saida (co już oczywiste nie jest), autorka przeanalizowała swoje źródła słowo po słowie (a w wypadku audycji telewizyjnych także gest po geście), identyfikując stosowane w nich strategie retoryczne. Po latach zmagania się ze skutkami Grossowych publikacji część wniosków można było łatwo przewidzieć. Jednak intuicja to coś innego niż naukowo ugruntowane diagnozy. Empiryczny fundament opinii ma ogromne znaczenie w czasach post-prawdy i faktów alternatywnych. Książka zawiera ponadto wiele spostrzeżeń, które dotychczas umykały naszej uwadze. Nowicka-Franczak pokazała np. różnice między opiniami Adama Michnika o Grossie kierowanymi do polskiego i zagranicznego czytelnika. Adresując swoje słowa do międzynarodowych odbiorców, naczelny „Gazety Wyborczej” bardziej wspierał Grossa, porównując go z najwybitniejszymi światowymi intelektualistami, czego nie robił w polskich tekstach (s. 188, 194–195).

O wartości pracy świadczy też konsekwentne i równomierne sięganie do wypowiedzi „pro-Grossowych”, „anty-Grossowych” oraz ambiwalentnych, których jest bodaj najwięcej. Pamiętamy dziś głosy sprzyjające Grossowi (na przykład Joanny Tokarskiej-Bakir), pamiętamy opinie skrajnie wrogie (na przykład Piotra Gontarczyka), ale – przynajmniej początkowo – debata nie była tak spolaryzowana i układała się w pewne kontinuum. Z przykładów przytoczonych przez Nowicką-Franczak wynika, że Gross spotkał się w Polsce z większą krytyką niż aprobatą, a jego zwolennicy często formułowali zgodę w trybie: „tak, ale” (np. Paweł Machcewicz). Autorka pokazuje, że podział debatujących na dwa obozy jest uproszczony.

W dyskursie wyłoniły się bowiem co najmniej cztery typy retoryk. Zarzuty formułowane wobec „Sąsiadów” Nowicka-Franczak przypisuje do kategorii: 1) „głosu samozwańczego historyka” i 2) „głosu nie-Polaka”, poparcie zaś do 3) „głosu interweniującego w Historię” lub 4) „głosu poruszyciela sumień”. Debaty wokół „Strachu” i „Złotych żniw” wprowadzały już tylko nieznaczne zmiany do powyższej typologizacji (s. 345).

W gazetach główna oś sporu przebiegała, rzez jasna, na linii „Gazeta Wyborcza” (za Grossem) – „Rzeczpospolita” (przeciw Grossowi), ale autorka wskazuje na kilka ciekawych pęknięć tego podziału, przełamując uproszczone wyobrażenia o krajobrazie medialnym w Polsce. Przypomina na przykład, że „Rzeczpospolita” przedrukowała wstęp Michnika do niemieckiego wydania „Sąsiadów” , a „Wyborcza” wiele razy zamieszczała opinie wobec Grossa krytyczne. Z największym oporem ze strony tzw. mediów lewicowo-liberalnych Gross spotkał się po publikacji artykułu dla Project Syndicate, przedrukowanego w dzienniku „Die Welt”, w którym twierdził, że Polacy zabili w czasie drugiej wojny światowej więcej Żydów niż Niemców. Sprawa ta pokazała, że „w obrachunkowym dyskursie też jest pewien punkt graniczny, którego przekroczenie powoduje, że samokrytyka przekształca się w samoobronę” (s. 386).

Debata, ale nie o historię

O ile pod koniec 2000 r., gdy rozpoczęła się debata o „Sąsiadach”, dyskutanci spierali się o to, kto i dlaczego zabił Żydów z Jedwabnego (wielu z nich od początku używało dyskredytującego języka i argumentów ad personam), o tyle z biegiem czasu na pierwszy plan wysunęły się sprawy tożsamościowe, nie zaś dyskusje o pogromach czy przywłaszczaniu żydowskiego mienia przez Polaków. Można to tłumaczyć faktem, że „Sąsiedzi” opisywali wydarzenie nowe dla szerokiej publiczności (ale nie dla wielu historyków), „Strach” i „Złote żniwa” odwoływały się zaś do znanych historii. W kolejnych odsłonach sporu opinia publiczna nie była już szczególnie zainteresowana historią, lecz tym, czy Gross jest Polakiem czy Żydem (mało kto dopuszczał myśl, że można być jednym i drugim), a jeśli jednak Żydem, to czy ma prawo oceniać Polaków. Do udziału w takiej dyskusji nie potrzeba wiedzy ani warsztatu naukowego. Niektórzy zresztą wprost deklarowali: „«Strachu» Grossa jeszcze nie czytałem, pomimo to nie boję się o tej książce pisać” (Jerzy Urban, s. 209).

Wbrew obiegowym opiniom spór nie mógł doprowadzić do przewartościowania polskiej pamięci zbiorowej, bo nie był sporem o fakty, które Gross opisuje, tylko o to, kim autor jest i czy ma prawo to robić. Wątpliwości co do przełomowego charakteru dyskusji wynikają też z nazwy debaty. W języku potocznym mówi się, że była to „debata o Jedwabnem”. Nowicka-Franczak zauważa w związku z tym: „zbrodnia zostaje symbolicznie zamknięta w konkretnym momencie czasowym, staje się pojedynczym punktem na mapie, a więc wydaje się incydentalna” (s. 161). Posługiwanie się synekdochami i elipsami sprawia, że zasadnicza kwestia, czyli historyczny fakt mordowania żydów przez Polaków, często pozostaje nienazwana wprost.

Zwłaszcza „anty-Grossowcy” obstawali przy wierze, że Polacy (niejako z natury) pewnych rzeczy nie robią: nie zabijają i – co istotniejsze – nie kalają własnego gniazda. Skoro więc Gross napisał to, co napisał, to albo nie jest Polakiem (czyli jest Żydem), albo to, co mówi o Polakach, nie może być prawdą. Dyskusje na temat jego tożsamości sprzyjały zarazem pomijaniu zasadniczego tematu, czyli polskiego antysemityzmu. Nowicka-Franczak pokazuje, że w pułapkę tę wpadali nawet najbardziej przychylni Grossowi badacze. Gdy po publikacji „Złotych żniw” wrócił temat tożsamości autora, Timothy Snyder bronił go, mówiąc: „Mówienie, że Jan Tomasz Gross jest Żydem, jest […] próbą uciekania przed własną historią poprzez marginalizację tego, kto próbuje zacząć dyskusję. […] Kluczowe pytanie brzmi: czy jego argumenty są dobre czy złe; interpretacje są dobre czy złe?”. W kolejnym zdaniu dodawał jednak: „Gross jest polskim inteligentem” (s. 288), akcentując – wbrew własnemu postulatowi – jego tożsamość.

Oskarżenia formułowane wobec wspólnoty narodowej okazują się bardziej nośnie niż zarzuty wobec innych grup, np. wobec klas społecznych. W „Niechcianej debacie” przytoczona jest telewizyjna wypowiedź Joanny Tokarskiej-Bakir: „Chłopi to taka dziwna warstwa społeczna, z którą nikt się nie identyfikuje, w związku z tym można na nich wszystko zwalać. […] Chłopstwo jest jedyną grupą, która została publicznie naznaczona za mordy na Żydach, które popełniały wszystkie warstwy w Polsce.” (s. 298). W „Sąsiadach” czytamy opis zbrodni, której dopuszczają się katoliccy, chłopscy, polscy mieszkańcy Jedwabnego, ale punktem zapalnym debaty okazuje się właśnie ich polskość. W ten sposób – na zasadzie pars pro toto – kontrowersja zostaje przeniesiona na poziom całej wspólnoty narodowej, a diagnoza dotycząca minionych wydarzeń przekładana jest na współczesne oceny moralne.

Konsekwencje debaty

Na początku lat dwutysięcznych, gdy polskie negocjacje akcesyjne z UE toczyły się pełną parą, rozrachunek z ciemnymi kartami własnej historii traktowany był jako świadectwo dojrzałości, wejściówka na Zachód. W 2000 r., czyli w tym samym czasie, w którym Gross opisywał mord na Żydach w Jedwabnem, Maria Janion mówiła: „Do Europy – tak, ale z naszymi umarłymi”. Charakteryzując ten typ dyskursu, Nowicka-Franczak pisze: „Ukrytym przekazem jest tu postulat dopasowania debat o przeszłości do zachodnioeuropejskich standardów racjonalnego dyskutowania w sferze publicznej – postulat zapewne słuszny [w innym miejscu autorka twierdzi też, że «życzeniowy»], ale przesłaniający istotę tego, o co się w Polsce spieramy” (s. 24). Okazuje się, że spieramy się raczej o teraźniejszość niż o przeszłość; o to, kim jesteśmy, a nie o to, kim byliśmy. Analiza pokazuje też, że „pluralizm pamięci” skazany jest w realiach polskiego dyskursu publicznego na porażkę, gdyż aktorzy sfery publicznej chcą na ogół, by przyznano im rację absolutną, odmawiając innym prawa do odmiennego zdania.

W „Niechcianej debacie” totalizacja dyskursu nie jest wyjaśniana „przeczuleniem” komentatorów na „antypolskie” argumenty. Nowicka-Franczak twierdzi, że „terapia szokowa” była intencją Grossa. Analizując język jego wypowiedzi, dochodzi do wniosku, że jego adwersarze dali się złapać w zastawioną przez niego pułapkę. Przy bliższym spojrzeniu okazuje się, że to Gross kontrolował przebieg debaty: formułując konfrontacyjne tezy, wprowadzał temat polskiego antysemityzmu do sfery publicznej, a publikując kolejne książki, wytyczał następne etapy dyskusji. Niejasny jest natomiast długotrwały rezultat tych działań. Nowicka-Franczak nie zajmuje się wprawdzie recepcją analizowanych debat, ale zestawia je z wynikami badań sondażowych. Wyłania się z nich obraz społeczeństwa, które ma trwałe i oporne na zmianę przekonania o historii polsko-żydowskiej; które woli wierzyć, że Polacy pomagali Żydom i szuka usprawiedliwień dla zachowań noszących znamiona zbrodni (s. 377). Choć dzięki Grossowi media podjęły problem polskiego antysemityzmu, to wielu odbiorców odrzuciło tę wiedzę.

Od kilku lat polscy badacze podejmują temat backlashu, czyli obronnego mechanizmu pamięci w kierunku przywrócenia jej poprzedniego kształtu. Zaowocowało to narracjami o polskim bohaterstwie i o pomocy Żydom (s.307). O ile udowodnienie wpływu książek Grossa na ogólne postawy Polaków jest trudne, to backlash w sferze publicznej można łatwo pokazać. Zwolennicy afirmatywnej polityki historycznej otwarcie twierdzą, że upamiętnianie Sprawiedliwych wśród Narodów świata jest reakcją na „antypolskie” narracje. Rodzi to oczywiście pytania, czy książki Grossa rzeczywiście przyczyniły się do przepracowania historii w Polsce, czy też na dłuższą metę doprowadziły do blokady dyskursu. Nowicka-Franczak podejmuje tę kwestię jedynie na marginesie, zauważa natomiast, że rozmowy o polskim antysemityzmie odbywają się dziś w coraz bardziej zamkniętych gronach. Sprowadzają się do „przekonywania już przekonanych, będąc symptomem szerszego rozpadu debaty publicznej na rodzaj «zabawy w podgrupach»” (s. 362).

Oprócz wielu wymienionych wyżej zalet książki trzeba też wskazać wadę. Otóż między rokiem 2000, gdy ukazali się „Sąsiedzi”, a rokiem 2012, gdy wygasała debata o „Złotych żniwach”, dokonała się ogromna zmiana medialna. Nowicka-Franczak koncentruje się na mediach głównego nurtu, czyli na prasie, radiu i telewizji. Tymczasem w 2012 r. medium głównego nurtu był raczej internet. Do dyskusji dołączali szeregowi internauci, przełamując monopol intelektualistów. Jest oczywiste, że włączenie tych wypowiedzi do analizy wymagałoby zmiany metodologii, ale konsekwentne pomijanie cyfryzacji debaty uważam za błąd, tym bardziej, że autorka deklaruje konieczność analizy dyspozytywu, czyli wyjścia „poza sferę czysto dyskursywną albo czysto instytucjonalną i włączenie w obręb refleksji szerokiego wachlarza technik władzy” (s. 63).

Pewien niedosyt pozostawia także analiza społecznej i politycznej roli historyków. Polskie debaty wokół książek Grossa – zwłaszcza wokół ich anglojęzycznych wydań – odsłoniły strach konserwatywnych elit politycznych przed krytyczną historiografią. Wielu polityków i publicystów uznaje, że pisanie o mordowaniu Żydów w Jedwabnem jest tym samym, co mówienie o „polskich obozach koncentracyjnych”. Między innymi w reakcji na „Sąsiadów” ukształtowała się konserwatywna polityka historyczna, polegająca na promocji bohaterstwa i ofiar dokonywanych przez Polaków oraz na przemilczaniu ciemnych kart własnej przeszłości. Rodzi to obawy dzielenia historii na tę lepszego i gorszego sortu.

Mimo że książkę Nowickiej-Franczak trudno czytać do poduszki, ponieważ autorka miejscami posługuje się dość zawiłym językiem, porzuca argumenty, by później do nich powrócić, jest to ważna pozycja. „Niechciana debata” pokazuje spory o publikacje Grossa na bogatym materiale empirycznym, w złożony i kompleksowy sposób. Autorka unika emocjonalnego tonu, aczkolwiek nie jest całkiem bezstronna. Między słowami można wyczytać, że jej sympatia leży po stronie historii krytycznej, rzeczowego rozliczenia z przeszłością. Mimo to wszystkim uczestnikom debaty z równą konsekwencją wytyka retoryczne uproszczenia i nadmierną etnizację dyskusji. Nowicka-Franczak zaciera czarno-biały obraz „pro-Grossowców” i „anty-Grossowców”, pokazując wiele odcieni szarości w debatach o jego książkach.


Książka:
Magdalena Nowicka-Franczak, „Niechciana debata. Spór o książki Jana Tomasza Grossa”, Wydawnictwo Sedno, Warszawa 2017.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


KIRKUT-TARNOW.PL


KIRKUT-TARNOW.PL

Committee for Protection of Jewish Heritage in Tarnów

Committee for Protection of Jewish Heritage in Tarnów has existed since 1988. It is affiliated with the Regional Museum in Tarnów.
The Committee has no employees and relies solely on dedicated volunteers. Currently, the chairman and a dedicated assistant work in Tarnow organizing most of the activities of the Committee.

For specific activities, such as the Memorial Days of Galician Jews (also known as Galicjaner Shtetl Days) as well as projects of restoration in the cemetery and other works of remembrance, additional stakeholders help with the Committee’s activities.
The supporters of the activities of the Committee come from around the world. Their point of contact often is the Jewish Tarnow Facebook group. We invite all interested in Jewish history and Tarnow to join the group.

Fields of activities

– Science, culture, ecology.
– Culture, art, protection of cultural and national heritage.
– Protection of historical monuments, heritage.
– Identity, national tradition.
– supporting and promoting national tradition, cultivating the national consciousness, civic and cultural.

Komitet Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej

Komitet Opieki nad Zabytkami Kultury Żydowskiej w Tarnowie istnieje od 1988 r. Jest stowarzyszeniem afiliowanym przy Muzeum Okręgowym w Tarnowie.

Komitet nie zatrudnia pracowników, a wszelkie formy aktywności opiera na działaniach wolontariuszy. Aktualnie regularny wolontariat w Komitecie pełni prezes i jedna dodatkowa osoba. Na potrzeby konkretnych działań, np. organizacji Dni Pamięci Żydów Galicyjskich Galicjaner Sztetl, porządkowania cmentarza i innych prac – w działalność Komitetu włączają się także inni zainteresowani.

Dużą rolę pełnią nasi Rodacy, Potomkowie Żydów Tarnowskich, którzy gromadzą się wokół Komitetu, tworząc szczególną sieć wpierającą jego działania, zarówno emocjonalnie, jak i finansowo. Udzielają się oni także na forum internetowym, pośrednicząc w poszukiwaniach genealogicznych i historycznych oraz podtrzymując więzi wśród wszystkich zaangażowanych w działania Komitetu.

Punktem kontaktowym jest założona przez nas na Facebooku zamknięta grupa Jewish.Tarnow, do której zapraszamy wszystkich zainteresowanych żydowską historią Tarnowa i regionu.

Obszary działań

– Nauka, kultura, ekologia
– Kultura, sztuka, ochrona dóbr kultury i dziedzictwa narodowego
– Ochrona zabytków, dziedzictwo.
– Tożsamość, tradycja narodowa
– Podtrzymywanie i upowszechnianie tradycji narodowej, pielęgnowanie polskości, rozwój świadomości narodowej, obywatelskiej i kulturowej.

twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com