Archive | 2017/05/20

Warszawskie getto zobojętnienia.

Warszawskie getto zobojętnienia. Ostatni wywiad z prof. Krzysztofem Dunin-Wąsowiczem

Newsweek Historia


Był żołnierzem AK, współpracownikiem Rady Pomocy Żydom Żegota, więźniem Pawiaka i obozu koncentracyjnego Stutthof. Po wojnie wydał kilkadziesiąt książek z zakresu historii nowożytnej i najnowszej. W czwartek zmarł prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz. W ostatnim wywiadzie, którego udzielił z charakterystyczną wnikliwością opowiedział Newsweekowi Historii jak Polacy reagowali na masakrę getta.

09-05-2013

Newsweek Historia: Kto ratował Żydów? Inteligencja czy raczej prości ludzie?
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz*: Można wyróżnić cztery grupy ludzi, którzy pomagali Żydom w czasie wojny. Pierwsza to osoby, które czyniły to z powodów religijnych, a więc katolicy i część duchowieństwa. Także niektóre zakony przyjmowały żydowskie dzieci pod opiekę. Druga grupa niosła pomoc z powodów światopoglądowych. To przede wszystkim socjaliści wywodzący się z PPS, a także w mniejszej liczbie komuniści oraz zbliżeni do socjalistów liberalni demokraci. Trzecia to ludzie, którzy utrzymywali zawodowe koleżeńskie kontakty z Żydami. Lekarze pomagali swoim przyjaciołom – żydowskim lekarzom, adwokaci adwokatom i tak dalej. Czwarta grupa to ludzie szlachetni. Do tej grupy zaliczyłbym moich rodziców.

Newsweek Historia: Pańska matka została za to uhonorowana medalem Instytutu Yad Vashem.
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz: Przed wojną była kierowniczką szkoły powszechnej, w czasie okupacji zarządzała kuchnią Rady Głównej Opiekuńczej, gdzie wydawano tanie obiady. Pewnego dnia przyszedł do niej Władek Bartoszewski i zapytał, czy mama mogłaby również przekazywać niektórym ludziom pieniądze z Żegoty. Zgodziła się, więc raz w miesiącu zgłaszali się do niej Żydzi, a mama wydawała każdemu tak zwaną kopertówkę z kwotą 500 złotych. Trwało to przez pewien czas, aż na wiosnę 1943 roku przeszedł anonim, w którym było napisane, że mama zarabia na Żydach i że teraz ma zapłacić trzy tysiące złotych za milczenie. To była duża suma! Nie wiedziałem, co robić. Zwróciłem się z prośbą o pomoc do Ludwika Bergera [założyciel batalionu Baszta w AK – przyp. red.], a on powiedział: „Dam ci człowieka do tej sprawy”. Wyznaczył bojowca, Leszka Chechlińskiego, który ustalił, że szantażystą był pewien szmalcownik, Olszewski. Chechliński poszedł za Olszewskim i przed jego domem wpakował mu cały magazynek.

Fot. IPN/Raport Stroopa

Newsweek Historia: Nie miał pan z tego powodu wyrzutów sumienia?
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz: Żadnych. Nigdy. Mama mogła spokojnie zająć się swoją działalnością. Pomagała wtedy nie tylko dorosłym, lecz także żydowskim dzieciom. Gdy zgłaszały się do kuchni, kierowała je do znajomych, skąd trafiały do punktów opieki prowadzonych przez Irenę Sendlerową.

Newsweek Historia: A jakiej części społeczeństwa los Żydów w ogóle nie obchodził?
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz: Moim zdaniem dla jakichś 75 proc. ludności obojętne było to, co działo się za murem getta. Z kolei takich, którzy z różnych powodów – głównie ideologicznych – zwalczali Żydów i wydawali Niemcom, było znacznie mniej, nie więcej niż 10 proc. To właśnie ci niesławni szmalcownicy i sporo drobnomieszczaństwa, które wzbogaciło się na opuszczonych żydowskich domach. To również niektóre elementy endeckie, przede wszystkim Obóz Narodowo-Radykalny, które w swojej prasie nie kryły radości z różnych żydowskich niepowodzeń. Z drugiej strony jakieś 10, może 15 proc. Polaków czynnie angażowało się w niesienie pomocy. Dlatego przekonywanie, jakoby całe społeczeństwo pomagało Żydom, to zwykła mitologia. Podobnie jak nieprawdą jest twierdzenie przeciwne – że wszyscy Polacy zwalczali Żydów.

Newsweek Historia: Tę obojętność, o której pan mówi, uwiecznił Czesław Miłosz w wierszu „Campo di Fiori”. Napisał, że przy murze getta działała karuzela.
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz: 19 kwietnia 1943 roku, czyli w dniu, w którym wybuchło powstanie, jechałem jak zwykle do pracy, do księgarni Arcta na Nowym Świecie. Przejeżdżałem obok getta. Trasa tramwaju prowadziła z Żoliborza wzdłuż Muranowskiej i Bonifraterskiej. Na placu Krasińskich widziałem tę sławną karuzelę. Za murem trwały już walki, a ona jeszcze działała. Nie pamiętam, czy były na niej jakieś dzieci. Pamiętam, że wieczorem już się nie kręciła. Tak więc wszelkie sprzeczki o to, czy działała tego dnia, czy nie, są bezcelowe. Podobnie jak spór o to, czy powstańcy wywiesili w getcie dwie flagi – polską i żydowską, czy nie wywiesili. Widziałem je, kiedy wracałem z pracy. Na placu Muranowskim, w miejscu, gdzie teraz stoi hotel, stał tłum i patrzył na to, co działo się za murem. Ludzie tkwili na ulicy ze zwykłej głupiej ciekawości. Wtedy z budynku gdzieś na drugim piętrze wyłoniło się kilku uzbrojonych Żydów. Wywiesili flagi, krzyczeli do ludzi stojących za murem, żeby się rozeszli, że tylko przeszkadzają, że oni chcą walczyć z Niemcami. A wśród przyglądających się temu Polaków stał oficer niemiecki i strzelał do Żydów.

Fot. IPN/Raport Stroopa

Newsweek Historia: Decyzja o wybuchu powstania w getcie zaskoczyła polskie podziemie?
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz: Mnie zaskoczyła, natomiast zbrojnego oporu należało się spodziewać. Już w styczniu 1943 roku Niemcy próbowali wejść i spacyfikować getto, co im się nie udało. Natknęli się na silną obronę. Żydzi już od jakiegoś czasu zbierali uzbrojenie, a polskie podziemie w miarę możliwości dostarczało im broń. PPS przekazała na przykład 50 rewolwerów z amunicją.

Newsweek Historia: Jak polskie podziemie pomagało żydowskim bojownikom w walkach z Niemcami?
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz: Głównie przez tak zwane akcje solidarnościowe. Urządzono 14 takich akcji przed murem getta, głównie przy ulicy Okopowej i Bonifraterskiej. Siedem AK-owskich, cztery przeprowadzili komuniści, trzy – socjaliści. Chodziło głównie o rozbicie muru i zlikwidowanie rozstawionych wokół getta posterunków niemieckich, ukraińskich, łotewskich oraz litewskich. Takie działania były pewną ulgą dla bojowców żydowskich. Jedna z grup Korpusu Bezpieczeństwa przeszła nawet z placu Muranowskiego kanałami do getta i przez kilka dni walczyła z Niemcami, a Socjalistyczna Organizacja Bojowa wyprowadziła grupę Żydów do lasów wyszkowskich. Niektórzy z nich wstąpili potem do partyzantki.

Newsweek Historia: Do konspiracji trafił pan w wieku osiemnastu lat, dzięki Ludwikowi Bergerowi, założycielowi Batalionu „Baszta” Armii Krajowej. Kiedy zaczął pan pomagać Żydom?
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz: W 1942 roku poznałem Władysława Bartoszewskiego, który nieco wcześniej wyszedł z Auschwitz. Zbliżyliśmy się do siebie mimo różnic ideologicznych. On – katolik, ja – socjalista. Tak zostałem współpracownikiem Żegoty. Obaj byliśmy wielkimi bibliofilami. Pracowałem wówczas w księgarni Arcta na Nowym Świecie. Przed świętami Bożego Narodzenia zaangażowano do dodatkowej pracy uciekinierów ze Lwowa. Wśród nich był Żyd nazwiskiem Moryc Gelber, używający nazwiska Aleksander Artymowicz. Pomagał w księgarni, nocował na zapleczu. Ale jego fałszywa tożsamość była nie do utrzymania na dłuższą metę, więc poprosił nas o pomoc. Bartoszewski najpierw umieścił go w jednym z konspiracyjnych mieszkań na Nowym Mieście, a następnie w lokalu Zofii Kossak-Szczuckiej na ulicy Noakowskiego. Mieszkanie to w pewnym momencie okazało się jednak spalone. W ręce Niemców wpadł krewny Kossak-Szczuckiej, który znał ten adres i trzeba było przenieść Artymowicza gdzieś indziej. Był jednak problem. Artymowicz wyglądał fatalnie z konspiracyjnego punktu widzenia.

Newsweek Historia: Zwracał na siebie uwagę?
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz: Można było łatwo rozpoznać w nim Żyda. Miał charakterystyczne cechy wyglądu, od razu wzbudziłby zainteresowanie Niemców i szmalcowników. Nie mógł tak po prostu wyjść na ulicę. Ale wpadliśmy z Władkiem na pewien pomysł. Pojechaliśmy do niego, obandażowaliśmy mu twarz tak, by zasłonić uszy i nos, i zawołaliśmy dorożkę. Dorożkarz domyślał się, kogo wieziemy, strasznie się bał, ale kazaliśmy mu jechać.

Newsweek Historia: Dlaczego akurat dorożką?
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz: Wyprawa tramwajem nie wchodziła w grę, za daleko i zbyt duże ryzyko rozpoznania. Nie było więc wyjścia. Wsiedliśmy do dorożki, posadziliśmy Artymowicza w środku, żeby wyglądało, że niby wieziemy chorego i przejechaliśmy tak przez całe miasto, aż do następnego lokalu, na Nowym Zjeździe, gdzie został na kolejne kilka miesięcy. Nosiłem mu jedzenie i pieniądze. Artymowicz przeżył, po wojnie wyjechał do Francji, a potem do Ameryki. Przyjął nazwisko Artman, korespondowaliśmy przez pewien czas. Oprócz Artymowicza zajmowałem się jeszcze innymi Żydami. Jeden z nich nazywał się Tejchorn, a używał nazwiska Motyka. Pochodził z Drohobycza, był przedwojennym podchorążym. Chciał pomóc w konspiracji, więc skontaktowałem go z PPS Wolność Równość Niepodległość, a oni zatrudnili go jako instruktora wojskowego. Szkolił chłopców z WRN, ale niestety ktoś na niego doniósł i Niemcy zrobili nalot na dom, w którym się ukrywał. Wygarnęli wszystkich, rozpoznali go, zginął na Pawiaku. Motyka miał dziecko i żonę, która pracowała jako służąca na Żoliborzu. Miała „lepszy” wygląd, była tlenioną blondynką, ale po kilku miesiącach pracodawca zorientował się, że jest Żydówką i wymówił jej zatrudnienie wraz z mieszkaniem. Wtedy zwróciła się do mnie. Znalazłem jej lokal, przynosiłem pieniądze. Chyba przeżyła, ale nie odezwała się po wojnie. Był jeszcze jeden Żyd, nazwiskiem Rubin, też ze Lwowa, znajomy Artymowicza. Ukrywał się na Żoliborzu, jemu też dawałem pieniądze. Przeżył.

Fot. IPN/Raport Stroopa

Newsweek Historia: Z jednej strony mówi pan o braku zainteresowania losem Żydów w społeczeństwie, z drugiej mamy zupełnie inną postawę żołnierzy podziemia. Skąd ta rozbieżność?
Prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz: Duży mur między społecznościami polską a żydowską wzniosła przedwojenna propaganda endecka. W budowaniu poczucia obcości wobec Żydów odegrała ona ogromną rolę, co bardzo utrudniało nam akcję niesienia pomocy. Większość środowiska żydowskiego trudno było uratować, jego członkowie byli słabo zasymilowani, nie znali dobrze języka polskiego, Niemcy i szmalcownicy łatwo ich rozpoznawali. Poza tym, co trzeba podkreślić, część Polaków dorobiła się na Holokauście. Dlatego ta bierność wobec tragedii była tak mocno zakorzeniona.


Krzysztof Dunin-Wąsowicz (1923-2013) był profesorem historii w IH PAN, autorem kilkudziesięciu książek i kilkuset prac naukowych z historii nowożytnej i najnowszej. Badacz m.in. dziejów polskiego ruchu socjalistycznego i ludowego, Powstania Styczniowego, varsavianista. Podczas wojny żołnierz AK, współpracownik Rady Pomocy Żydom Żegota, więzień Pawiaka i KL Stutthof. Po wojnie działacz Związku Niezależnej Młodzieży Socjalistycznej i PPS.
Wraz z matką, Janiną Dunin-Wąsowiczową został odznaczony medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

Tekst pochodzi z kwietniowego wydania miesięcznika “Newsweek Historia”. W kioskach, salonach prasowych i na tabletach można natomiast znaleźć majową edycję magazynu. Piszemy w niej m.in o skarbach zrabowanych przez III Rzeszę, ktore do dziś nie zostały oddane przez władze Niemiec.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


50 lat temu wygnano z Polski Żydów. Wokół marca’68

Polin Obcy w domu.
Wokół marca ’68


W roku 2018 przypada 50. rocznica wydarzeń Marca ’68. Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN planuje opowiedzieć o Marcu ’68 i jego następstwach poprzez narracyjno-historyczną wystawę, przywracając pamięć o przyczynach i skutkach antysemickiej kampanii. Wystawa zostanie otwarta 8 marca 2018 roku.

Zagadnienie Marca ‘68 będzie tłem do prezentacji nieznanych historii i losów polskich Żydów po opuszczeniu Polski, a także punktem wyjścia do Państwa udziału w naszym przedsięwzięciu.

Rozpoczynamy społeczną akcję zbierania pamiątek historycznych i opowieści świadków tamtych wydarzeń.
Zachęcamy do podzielenia się z nami przedmiotami oraz opowieściami związanymi bezpośrednio z nimi. Szczególne znaczenie mają dla nas przedmioty związane bezpośrednio z wydarzeniami marcowymi, takie jak listy, fotografie, pamiętniki, dokumenty związane z wyjazdem, utratą pracy, emigracją, przedmioty codziennego użytku zabrane w drogę lub zostawione przyjaciołom w Polsce.

Podarowane muzeum pamiątki staną się ważnym elementem planowanej wystawy, budując część instalacji zatytułowanej „Archiwum Marca”. Aby powstało, jedna ze ścian górnej sali wystaw czasowych naszego Muzeum zamieni się w ogromną gablotę, do której zwiedzający będą mogli na bieżąco dokładać obiekty oryginalne związane z wydarzeniami Marca ’68. Część z nich chcemy zebrać jeszcze przed wystawą, część uzupełni gablotę już w trakcie trwania ekspozycji. W ten sposób stworzymy swoisty epilog wystawy, miejsce na refleksję nad różnymi aspektami doświadczenia Marca, nad emocjami, które się z nim wiążą. Narracja historyczna, która doprowadzi widza do „Archiwum Marca” dotyczyć będzie przyczyn i przebiegu kampanii antysemickiej i samego procesu wyjazdów. Opowiemy również o nowym życiu poza Polską tych, którzy wyjechali, jak i o tych, którzy podjęli trudną decyzję o pozostaniu w Polsce.

Podarowane przez Państwa przedmioty będą mogły wejść w skład kolekcji Muzeum Historii Żydów Polskich. Przyjęte jako dary, zostaną należycie zabezpieczone w warunkach pozwalających na zachowanie ich dla przyszłych pokoleń, ale jednocześnie udostępnienie ich dla badaczy, w internetowej Centralnej Bazie Judaików czy na kolejnych wystawach.

Wierzymy, że w przestrzeniach wystawienniczych Państwa historie i zwykłe przedmioty, niegdyś pamiątki osobiste, staną się dziś muzealiami.
Liczymy na Państwa odzew i chęć współtworzenia partycypacyjnej wystawy w Muzeum Historii Żydów Polskich.

Zachęcamy do kontaktu z pracownikami Działu Zbiorów odpowiedzialnymi za zbieranie pamiątek, telefonicznie lub e-mailowo:
Aleksandra Przeździecka-Kujałowicz ( 22 37 93 715, aprzezdziecka@polin.pl)
i
Przemysław Kaniecki (22 47 10 326, pkaniecki@polin.pl)
lub z kuratorkami wystawy,
Natalią Romik i Justyną Koszarską-Szulc ( jkoszarska@polin.pl, 22-379-37-18).


Drodzy Reunczycy. Pracownicy Muzeum Polin otrzymuja informacjie i materially od wielu osob. Aby moc oszacowac materialy, czy tez wyslac ewentualne podziekowania musza dokladnie wiedzic – jak informacja o 50’tej rocznicy “marca’68” do Was trafila. Niezapomnijcie wiec przy korespondencji, czy wizycie w Muzeum Polin zaznaczyc, ze jestescie czlonkami Reunion’68 !!!


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com

 


Jewish Culture Festival 2017 – 2nd – 7th of June 2017

Jewish Culture Festival 2017 – 2nd – 7th of June 2017

 We are proud to invite you to the Jewish Culture Festival of the Jewish Community in Copenhagen. In 2017, we are organizing the 7th anniversary of the Jewish Culture Festival in Denmark. During the past six years, the festival has developed from a local event to an event outside the walls.

The program for the 7th Jewish Culture Festival is still in the making. The full programme will be published in the spring, but until then you can follow the upcoming events here, and on our Facebook page. The festival will take place from Friday, 2nd June until Wednesday, June 7. During this week, our audience will experience exciting concerts, lectures and debates.

Den 7. Jødiske Kulturfestival er i fuld gang med at blive planlagt. Vi vil løbende præsentere årets begivenheder her på siden og på facebook. Festivalen vil i år finde sted fra fredag den 2. juni til onsdag den 7. juni. Publikum kan som altid glæde sig til nogle dage fyldt med spændende koncerter, foredrag og debatter.

De sidste 6 års festivaler har været en kæmpesucces med stort antal besøgende. Det skyldes, at den jødiske kulturfestival præsenterer et unikt billede af et jødisk samfund med et væld af kulturtilbud på det højeste plan. Et samlet tilbud, som ellers er svært at opleve andre steder. Festivalen har udviklet sig til at være på størrelse med store europæiske jødiske kulturfestivaler, selvom den jødiske befolkning i Danmark er meget lille. Festivalen henvender sig til alle, der interesserer sig for jødisk kultur, men også til dem, der ikke har megen kendskab til den.

 


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com