Archive | March 2020

Żydzi?! Dobrzy Polacy nie chcą mieć jakichkolwiek związków z tym strasznym słowem

Żydzi?! Dobrzy Polacy nie chcą mieć jakichkolwiek związków z tym strasznym słowem

Paweł Smoleński


Mirosław Tryczyk (Fot. Łukasz Giza)

Za co do piachu? Za męczeństwo Pana Jezusa. Za krew na macę. Dla zysku, wzbogacenia się, wreszcie dla przyjemności i władzy, nawet tej leżącej tuż wyżej progu całkowitego upodlenia. Każdy człowiek – który ma rozum i serce – wie, że takie pojmowanie świata to zbrodnicza brednia.

Wszystko już wiemy. Niewiedzą niczego nie uda się wytłumaczyć. Podmieńmy Różę na Sarę, a nawet na swojską Zosię czy Basię. Zamieńmy Joska na Chaima, Jurka lub Stasia, a i tak niewiele się zmieni. Zamiast Szczuczyna weźmy Radziłów lub Jedwabne, zmieńmy Mazowsze na Podlasie lub Podkarpacie, Lubelszczyznę.

Zawsze to będzie łąka za wsią, lasek, stodoła. Poorane lub młodzieńcze twarze kobiet i mężczyzn. Dzieci stojące opodal, niektóre płaczą, zapamiętają na całe życie. Dłonie sękate, wygięte ciężką pracą, choć niemal zawsze, najczęściej w drugim rzędzie, są łapki jakiegoś proboszcza lub wikariusza, którzy z Ukrzyżowanym (tak myśleli) podobno nie mają żadnego problemu, natomiast z narodem jego i rodzicielki, w końcu Królowej, ale też Matki Bolesnej – jak najbardziej. Na wszystko patrzy uśmiechnięte słonko nad Polską. Ruscy – bezbożnicy – weszli i wreszcie wyszli (1941 r.), Niemcy – herody – weszli i wreszcie wyszli (1944 r.), znów Ruscy weszli (1944 r.), jakoś wyjść nie mogą, ale, chwalmy Opatrzność, przecież są puste domy, dobre garnki, pierzyny, świeczniki (może srebrne?), a w ziemi złote zęby, pierścionki, carskie, złote świnki.

Do kompletu musi być urąganie, szarpanie za włosy, pejsy i brody, plucie i bicie. Gwałt nie zaszkodzi, może być nad zbiorową mogiłą, na chwilę przed strzałem, bo kobiety to zawsze trofeum paskudnych czasów. Potem jest żagiew, obrzynek, siekiera, kłonica, szpadel. W łeb, do piachu, co chętnie suflują z ambony (często nie wprost, a czasem bez ogródek), w gazetach, w politycznych przemówieniach i w szepcie sąsiedzkiej plotki.

Za co do piachu? Za męczeństwo Pana Jezusa. Za krew na macę. Dla zysku, wzbogacenia się, wreszcie dla przyjemności i władzy, nawet tej leżącej tuż wyżej progu całkowitego upodlenia. Każdy człowiek – który ma rozum i serce – wie, że takie pojmowanie świata to zbrodnicza brednia. Ale co zrobić, kiedy podobnie myślą bliscy. Kiedy w dziejach familii wychodzi jakaś rysa, zaprzeczają, kluczą, lecz nade wszystko boją się, żeby sąsiedzi, koledzy, sklepowa czy listonosz nie nazwali ich, choćby za plecami, tym okropnym słowem na „Ż”. Najpewniej o tym jest książka Mirosława Tryczyka.

Prof. Joanna Tokarska-Bakir nazwała ją reportażem „z frontu pamięci”. Akurat się mylisz, droga Joanno. To zapis „frontu niepamięci”, wyparcia, celowego zapomnienia. Dobrzy ludzie nie chcą mieć jakichkolwiek afiliacji ze słowem na „Ż”. Bo są dobrzy, nic nie zrobili, a w końcu śmierć na krzyżu Joszki Dawidowicza też swoje waży.

Na dodatek ten Tryczyk jest tak bardzo współczesny. Skąd wiem? Pisze – to w końcu prawda, ale prawda najpewniej pozbawiona celu, zupełnie bez sensu, taka prawda, że za bardzo prawdziwa i dlatego nie nasza. Styl dzisiejszego życia publicznego, ciężkie położenie ekonomiczne, a ponadto specjalna wrażliwość dzisiejszej młodzieży na sprawy publiczne – powodują w sumie, że stan podniecenia nastrojów trwa w permanencji. Hasła radykalnie narodowe wniknęły już zbyt głęboko i szeroko w rzesze tej młodej generacji – pisał w 1937 r. cytowany przez Tryczyka sanacyjny wojewoda białostocki, urzędnik reżimu, który za Żydami co najmniej nie przepadał.

Jak to dobrze – powiem cynicznie – że jednak wojewoda białostocki umarł.

Dobrze dla niego, bo dzisiaj nie zrobiłby kariery. Zamiast ostrzegać przed hasłami radykalnie narodowymi, musiałby cieszyć się z powołania na stołek wiceministra cyfryzacji Adama Andruszkiewicza, pucołowatego młodzieńca, wcześniej szefa „judeosceptycznej” Młodzieży Wszechpolskiej. Andruszkiewicz to akurat koleżka z Grajewa (to obszar zainteresowań Tryczyka, gdzie lubiano pogonić Żydów), więc może jest coś na rzeczy w bzdurnym powiedzeniu o „antysemityzmie wyssanym z mlekiem matki”? Musiałby dać wywiad do państwowej telewizji, jak bardzo podobają mu się młode rodziny z dziećmi idące w hołdzie Niepodległej, a faszystów tam ani, ani, tylko żwawe, wygolone osiłki patriotyczne.

Mirosław Tryczyk napisał książkę o ludziach, którzy mają odwagę pamiętać. Uwaga, panowie i panie. Jeszcze mogą dać wam popalić.


Drzazga. Kłamstwa silniejsze niż śmierć‘, Mirosław Tryczyk, Znak Literanova Fot. materiały wydawnictwa

Mirosław Tryczyk – doktor nauk humanistycznych, filozof. Autor książki Miasta śmierci.

Dziadkowie brali udział w zbrodniach. Rodzice milczeli. Wnuki muszą o tym opowiedzieć, by ich dzieci tego nie powtórzyły.

Mirosław Tryczyk odkrył, że jego dziadek, ten sam, któremu uwielbiał siadać na kolanach, uwikłany był w zbrodnie na niewinnych osobach. Jak się uporać z taką prawdą?

Autor rusza w Polskę śladem osób sobie podobnych. Które odkryły grzechy przodków i szukają języka, by o nich opowiedzieć. Trudno przyznać się do tego, że nie radzimy sobie z prawdą o naszej historii, o naszych najbliższych. Jak kochać tych, którzy zabijali?

To książka o ludziach, którzy mają odwagę pamiętać i nie chcą już milczeć. Bo wyparte poczucie winy jest jak drzazga, która jątrzy ranę.

Tryczyk przyznaje, że członkowie jego rodziny uwikłani byli w mordy na Żydach. Zrywając w ten sposób z przyjętym w Polsce decorum, ustanawia niespotykany w naszym piśmiennictwie standard szczerości, umożliwiając wypowiedzenie prawdy zablokowanej przez fałszywe lojalności. Jego postawa udziela się rozmówcom, zachęcając ich do podobnej otwartości. To reportaż „z frontu pamięci”.

prof. Joanna Tokarska-Bakir


Paweł Smoleński, pisarz, publicysta, reporter „Gazety Wyborczej”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Erdogan’s Attempts to Blackmail Europe are Doomed to Fail

Erdogan’s Attempts to Blackmail Europe are Doomed to Fail

Con Coughlin


  • If the current crisis facing Turkey is entirely of Mr Erdogan’s own making, that has not prevented the Turkish president from trying to deflect attention away from his own mishandling of the conflict by seeking to provoke a new migrant crisis in Europe.
  • When Turkey took the controversial decision last year to purchase Russia’s state-of-the-art S-400 anti-aircraft missile system, Mr Erdogan calculated that it would herald new era of friendly cooperation with Ankara’s long-standing rival in Moscow even if, by pressing ahead with the deal, the Turks risked jeopardising their relationship with NATO, which bitterly opposed the deal.
  • Russians now find themselves in a direct confrontation with Turkish forces in Idlib province, where the Turks are trying to protect a number of Islamist militias committed to overthrowing the Assad regime… [A]s the recent escalation in fighting has demonstrated, the Russians’ main priority is to support the Assad regime.
  • Mr Erdogan is also about to discover that there has been a hardening of attitudes among European leaders about dealing with unwanted migrants since the Turkish leader last used his blackmail tactics five years ago…. These days, senior politicians in Mrs Merkel’s centre-right Christian Democrats take a more hard-nosed approach to the migrant issue, with one senior party member warning the migrants this week, “There is no point coming to Germany. We cannot take you in.”

If Turkish President Recep Tayyip Erdogan believes he can bully European leaders by provoking a fresh migrant crisis in southern Europe, then he would be well-advised to think again. (Photo by Adem Altan/AFP via Getty Images)

If Turkish President Recep Tayyip Erdogan believes he can bully European leaders by provoking a fresh migrant crisis in southern Europe, then he would be well-advised to think again.

Ankara’s announcement that it is once again opening the floodgates to allow millions of refugees from Syria’s brutal civil war to travel to south-eastern Europe in search of refuge has been taken to persuade European leaders to back Turkey’s increasingly desperate situation in Syria.

Having launched an ill-considered military offensive against the Assad regime in northern Syria, Mr Erdogan now finds himself facing the consequences of his action, with regime forces, backed by Russia and Iran, waging a highly effective campaign against the Turks, which has so far resulted in the deaths of scores of Turkish troops.

In addition, Turkey’s decision to deploy thousands of troops to Idlib province in northern Syria has resulted in a fresh wave of refugees fleeing across the border into southern Turkey, where Turkish officials are already struggling to cope with the estimated four million Syrian refugees that have already sought sanctuary in the sprawling refugee camps.

One of the main reasons that Mr Erdogan now finds himself facing this difficult predicament is that he has badly underestimated the nature of his relationship with Russian President Vladimir Putin.

When Turkey took the controversial decision last year to purchase Russia’s state-of-the-art S-400 anti-aircraft missile system, Mr Erdogan calculated that it would herald new era of friendly cooperation with Ankara’s long-standing rival in Moscow even if, by pressing ahead with the deal, the Turks risked jeopardising their relationship with NATO, which bitterly opposed the deal.

There was certainly an expectation in Ankara that improved relations with Moscow would result in better cooperation between the two countries on the post-conflict settlement in Syria, especially regarding Turkey’s desire to establish a safe zone in northern Syria.

Yet, as the recent escalation in fighting has demonstrated, the Russians’ main priority is to support the Assad regime in its attempts to regain control of the last remaining rebel stronghold in northern Syria. Thus the Russians now find themselves in a direct confrontation with Turkish forces in Idlib province, where the Turks are trying to protect a number of Islamist militias committed to overthrowing the Assad regime.

If the current crisis facing Turkey is entirely of Mr Erdogan’s own making, that has not prevented the Turkish president from trying to deflect attention away from his own mishandling of the conflict by seeking to provoke a new migrant crisis in Europe.

Mr Erdogan used this tactic to great effect five years ago when, in response to Turkey’s decision to allow more than a million Syrian refugees to travel to Europe, he succeeded in persuading the European Union to pledge six billion euros to Ankara in return for allowing the refugees to remain on Syrian soil.

Yet, to judge by the initial response from European leaders to Mr Erdogan’s latest attempt to blackmail them, it seems that, this time around, the Turkish leader’s ploy is unlikely to deliver the desired result.

For a start, a meeting of NATO ambassadors called last week to discuss the increasingly vulnerable position of Turkish forces in Syria ended with expressions of sympathy for the Turks, but little else. Other NATO member states are simply not interested in getting involved in a conflict that might result in them being involved in a direct military confrontation with Moscow.

Mr Erdogan is also about to discover that there has been a hardening of attitudes among European leaders about dealing with unwanted migrants since the Turkish leader last used his blackmail tactics five years ago.

At a meeting of EU ambassadors this week to discuss the migrant crisis, officials expressed their outrage at Ankara’s behaviour.

Nor can Mr Erdogan expect any support from Germany, where German Chancellor Angela Merkel responded to the last migrant crisis by opening Germany’s doors to an estimated one million refugees, a decision that seriously undermined her political popularity.

These days, senior politicians in Mrs Merkel’s centre-right Christian Democrats take a more hard-nosed approach to the migrant issue, with one senior party member warning the migrants this week, “There is no point coming to Germany. We cannot take you in.”

Europe might have fallen for Mr Erdogan’s bully-boy tactics in the past. But all the evidence from the latest migrant crisis suggests they are not about to do so again.


Con Coughlin is the Telegraph‘s Defence and Foreign Affairs Editor and a Distinguished Senior Fellow at Gatestone Institute.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


TV7 Israel News 04.03.20

Battles in Syria intensify; Israel-U.S. launch joint military drill – TV7 Israel News 04.03.20

  TV7 Israel News


1) With a final and formal outcome of Israel’s national elections imminent, Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu’s right wing-Ultra Orthodox bloc drops one mandate in favor of main political rival, Blue and White Chairperson Benny Gantz.

2) Fierce battles continue to plague the war-torn northwestern Idlib region, the Turkish military is backing Jihadist Sunni-Muslim militants in efforts to repel an advance by the Syrian army, which is backed by Shi’ite-Muslim Iranian proxies and Russian aerial support.

3) Greece warns that the current migrant crisis “is no longer a refugee problem,” but rather “a blatant attempt by Turkey to use desperate people to promote its geopolitical agenda and to divert attention from the horrible situation in Syria.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Od chasyda do anarchisty. Po ponad 60 latach ukazała się książka o ekstremalnie radykalnych Żydach

Od chasyda do anarchisty. Po ponad 60 latach ukazała się książka o ekstremalnie radykalnych Żydach

Igor Rakowski-Kło


Eliezer Hirszauge i okładka jego książki ‘Spełniające się marzenie. Wspomnienia o ruchu anarchistycznym w Polsce 1928-1946’ (Fot. Wikimedia Commons/Oficyna Bractwo Trojka)

“Autor Eliezer Hirszauge wystawił swoją książką niezniszczalny pomnik ekstremalnie radykalnemu sektorowi polskich Żydów, którzy tak bezlitośnie zostali wyrżnięci przez zezwierzęconych niemieckich nazistów i ich pomocników, bękarty i podłe kreatury, odpady po innych narodach” – pisał Aba Gordin, żydowski anarchista.

Anarchiści na warszawskiej ulicy mieli przechlapane. Konkurowali z polskimi i żydowskimi partiami socjalistycznymi, które działały legalnie i miały swoje parlamentarne reprezentacje, oraz z komunistami, którzy wprawdzie musieli się ukrywać, lecz dysponowali funduszami przysyłanymi z Moskwy: Właściciele drukarni, którym udawało się w spokoju poświęcić trochę czasu na wypełnienie zamówienia, za komunistyczne „czerwońce” kupowali sobie kilkupiętrowe domy – pisze Eliezer Hirszauge. Anarchistyczna Federacja Polski zamiast krajowych patronów lub zagranicznych fundatorów miała na karku policję, która tropiła ich, aresztowała i rekwirowała prasę oraz książki wychodzące poza państwową cenzurą.

Hirszauge w książce „Spełniające się marzenie. Wspomnienia o ruchu anarchistycznym w Polsce 1928-1946” opisał tamten świat potajemnych zebrań, miejsc działających pod przykryciem i towarzyskich kodów, które pozwalały identyfikować towarzyszy walki o uwolnienie świata z kajdan etatyzmu, centralizmu i państwowego dozoru.

Bomby literackie od anarchistów

Publikacja po raz pierwszy ukazała się w 1953 r. w Izraelu. Adrian Sekura i Michał Przyborowski we wstępie piszą, że to jedyna monografia opisująca dzieje ruchu anarchistycznego w II RP. To trochę za duże słowo, bo Hirszauge nie mógł stworzyć kompletnego obrazu polskiego anarchizmu. Wobec wojennej pożogi, która pochłonęła i świadków, i dokumenty, autor mógł bazować głównie na swojej pamięci i pojedynczych rozproszonych po świecie przyjaciołach z dawnych lat. Powstał więc obraz głównie żydowskiego środowiska anarchistycznego skupionego w stolicy. W mniejszym stopniu czytelnik może się zapoznać z krakowskimi czy łódzkimi zwolennikami Michaiła Bakunina czy Piotra Kropotkina.

Ale osobista perspektywa tylko dodaje książce wiarygodności. Pochodzący z chasydzkiej rodziny Hirszauge pokazuje na własnym przykładzie rozpolitykowaną żydowską młodzież, która nawet w Bibliotece Judaistycznej obok Wielkiej Synagogi potajemnie czytała pisma teoretyków anarchizmu. Ubrana w jedwabne chałaty i aksamitne kapelusze udawała się na formacyjne spotkania, podczas których dyskutowała o ideach, które miałyby pchnąć świat na lepsze tory. Później, gdy zrzuciła tradycyjne ubrania, co jej rodziny nie przyjmowały łatwo, włączała się w robotę na warszawskiej ulicy. Jej sednem było rozprowadzanie wśród warszawskiego proletariatu „bomb literackich”, takich jak miesięcznik „Walka Klas”.

Hirszauge jako zecer i wydawca był w samym centrum produkcji i kolportażu nielegalnych materiałów. Opisał też różnice między grupami działaczy. Chłopcy, którzy zwykle bardzo wcześnie byli posyłani do fabryk, dość często nie potrafili mówić po polsku i pozostawali przy domowym języku – jidysz. Zupełnie inna była sytuacja towarzyszek: językiem codziennym był dla nich polski. Większość rodziców, zgodnie ze starym żydowskim zwyczajem, starała się nie nakładać zbyt wcześnie na dziewczęta obowiązku zarabiania na swoje utrzymanie i dłużej chodziły one do szkoły nawet w najbiedniejszych warstwach.

Skłonność płci pięknej do polonizacji była ogólnym zjawiskiem w środowisku żydowskich robotników, nie mówiąc już o kręgach mieszczańskich, gdzie polonizacja nosiła charakter snobizmu.

Faktem jest jednak, że bardziej poważne towarzyszki starały się znać i używać jidysz, aby zbliżyć się do żydowskich mas. Dlatego w kręgach studenckich, gdzie nie istniał problem językowy, panowało całkowite zlanie się polskich i żydowskich towarzyszy i grupy te były tworzone jedynie według podziału na instytucje nauczania.

Sowiecka Polska to nie ojczyzna dla Żydów

Po wybuchu drugiej wojny światowej Hirszauge wraz z żoną przedostał się na tereny zajęte przez Armię Czerwoną. Jako anarchiści negatywnie nastawieni do centralizmu nie mieli złudzeń na temat państwa rządzonego przez Stalina. Odwrotnie niż część Polaków i Żydów, którzy garnęli się do radzieckich posad: Polscy komuniści i ich sympatycy – jak również miejscowi uchodźcy – wyrywali się do tych wymarzonych przez siebie pozycji komisarzy. Zanim nadszedł „aparat” ze Związku Radzieckiego, władze okupanta przyjmowały ich z otwartymi ramionami. Charakterystyczne, że wielu z kręgów mieszczańskich, zwłaszcza typów z kręgu „etatyzmu”, również stawiło się do służby nowemu reżimowi, o ile oczywiście widzieli w tym cele biznesowe. Część żydowskiej inteligencji, pisarzy i artystów, pchała się w te otwarte drzwi do kariery.

Za „talerz lepszej zupy” schowali do kieszeni „dawne teorie” i wykorzystali swoje talenty na rzecz „socjalistycznej” inwazji.

W tym przypadku jest mi wiadome, że nasi towarzysze, którzy znaleźli się wtedy na „wyzwolonych” terenach ukraińskich i białoruskich, a także ci, którzy przybyli później ze strony niemieckiej, pod naciskiem tamtejszych pogromów, nie objęli u sowietów żadnych „przywódczych” urzędów.

Eliezer i Dina, której wspomnienia są częścią polskiego wydania książki, odmówili przyjęcia radzieckiego obywatelstwa. W ramach represji zostali zesłani na Ural, a później do Kazachstanu. Eliezer pracował m.in. jako górnik za pół kilo chleba dziennie oraz w kołchozie na plantacji (Dina pisze o wacie, ale prawdopodobnie chodziło o bawełnę, która jest uprawiana w tamtym rejonie; być może to błąd w tłumaczeniu). Wielu jego towarzyszy próbowało prowadzić agitację tak samo, jak robili to w Polsce. NKWD mordowało ich albo skazywało na zsyłkę.

Mimo że Eliezer uważał państwo Stalina za absurd i zło, został wzięty w kamasze. Przeszedł z Armią Czerwoną szlak od Stalingradu do Warszawy. Na miejscu okazało się, że większość ich przyjaciół zginęła w gettach i obozach zagłady. Losy niektórych Hirszauge przytoczył w książce. Z goryczą autor opisał pojedyncze przykłady anarchistów, którzy najęli się w stalinowskiej Polsce.

Dla Eliezera i Diny nie było miejsca w kraju: „Nowa” Polska – grób naszego dawnego otoczenia z pogłębionym antysemityzmem i „sowietyzacją” – przez większość żydowskich towarzyszy nie była już więcej uważana za ojczyznę. Małżeństwo wyjechało do Izraela, gdzie on zmarł w 1954 r.

***

„Spełniające się marzenie” nie jest napisane w porywający sposób, ale jest książką nie do zastąpienia. Jej niezaprzeczalny atut to odmalowanie galerii żywych postaci z ruchu anarchistycznego, o których wiedza – wobec ich niejawnej działalności i wojennych zniszczeń – już na zawsze pozostanie niepełna.

Eliezer Hirszauge

Spełniające się marzenie. Wspomnienia o ruchu anarchistycznym w Polsce 1928-1946

Tłum. Magdalena Siek

Oficyna Bractwo Trojka


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Bernie Sanders says he is a proud Jew, but he is not good for Israel

Bernie Sanders says he is a proud Jew, but he is not good for Israel

MICAH D. HALPERN


The “Bernie Sanders proud Jew” phenomenon does not portend well for the Jewish future, certainly with regard to US Jews and their relationship to Israel.

SUPPORTERS OF DEMOCRATIC 2020 US presidential candidate Senator Bernie Sanders wave signs during a campaign rally in Los Angeles, Sunday. /(photo credit: KYLE GRILLOT/REUTERS)

The leading Democratic contender for the party’s nomination is Bernie Sanders, a Jew from Brooklyn. He declares, in a newly released campaign video, that he is a proud Jew. To quote Bernie: “I’m very proud to be Jewish and look forward to becoming the first Jewish president in the history of this country.”

The video, which was released on Sanders’s Twitter feed on February 17, is narrated by Joel Rubin, head of Jewish Outreach for the Sanders for President Campaign. Rubin also happens to be the cofounder of J Street. The video intersperses Bernie’s speeches and images with Rubin’s narration and file clips of hate groups. Included in those hate groups are Nazis.

The video takes it a step further, actually, a step too far. In his “proud to be a Jew” video, Rubin explicitly claims that the president of the United States, Donald J. Trump, is “a white nationalist.” I couldn’t make that up but apparently the Bernie campaign can. The exact quote is, “We have a white nationalist sitting in the White House.”

In an interview with The New York Times editorial board Sanders explained his position on being Jewish and referred to the op-ed essay on how to fight antisemitism. Sanders published the column in The Jewish Currents, a Jewish communist paper.

The Jewish Currents published the op-ed in November, and since then, the candidate has often referenced the very long piece as if it was his Jewish manifesto. The Times interview actually links to The Jewish Currents column.

This “Jewish” Bernie is a newly re-invented and re-configured Bernie. Despite his very obvious Jewishness, from his name to his accent, for the longest time Sanders stayed far away from stepping into issues that touched on anything that smacked of being Jewish.

The change we are now privy to was constructed to modulate Sanders’s oft-voiced rhetoric, which has become increasingly critical of Israel and the Jewish community. In a recent debate on live national TV, Sanders called Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu “a racist.”

As the chances of actually receiving his party’s nomination move from pipe dream to definite possibility, Sanders needs to buttress Jewish criticism against him and try to prevent Jews from leaving him and the Democratic Party. He is also hoping to continue to get Jewish-contributor dollars.

ALMOST EVERY major Jewish organization has raised serious questions about Sanders and his supporters’ priorities and their support of Israel. The very backbone of the established Jewish community has expressed concern about Sanders’s view of Israel. That’s not what he needs. He needs voters, hundreds of thousands of voters, to think that being Jewish is encapsulated in his ideology. What he has is a support base built of the Jewish young adult community, most of them under 35 years old.

These Jews find it refreshing that someone – aka Bernie – is challenging the Jewish establishment and challenging Israel. Sanders is very popular among the Jewish young adult community exactly because he is not toeing the establishment line.

The most recent example of flaunting long-held US-Jewish political tradition is a tweet from Sanders in which he writes that he will not be attending the annual AIPAC Conference in Washington, DC. Why? Because, he wrote, AIPAC promotes bigotry and is anti-Palestinian.

Sanders explained, “The Israeli people have the right to live in peace and security. So do the Palestinian people. I remain concerned about the platform of AIPAC that provides for leaders who express bigotry and oppose basic Palestinian rights. For that reason I will not attend their conference.”
He continued, “As president, I will support the rights of both Israelis and Palestinians and do everything possible to bring peace and security to the region.”

The “Bernie Sanders proud Jew” phenomenon does not portend well for the Jewish future, certainly with regard to US Jews and their relationship to Israel. The special relationship between Israel and the United States is simply not there with Sanders.

If anything, he tries much harder than his fellow presidential contenders to accommodate the Palestinians.

Bernie, a true socialist, wants to make everyone equal. He wants to even the playing field. The people most injured when the playing field is evened are your special friends. When the other side is raised, the special-friend side is lowered.

Bernie Sanders may have spent several months living on a kibbutz in Israel, as he likes to remind the Jewish world, but his heart is not with Jerusalem. As he made clear when the subject of Israel came up in one of the last Democratic presidential debates, if Bernie Sanders does become the first Jewish president of the United States, the US Embassy my not stay in Jerusalem. Jerusalem is not in his heart.


The author is a political commentator. He hosts the TV show Thinking Out Loud on JBS TV. Follow him on Twitter @MicahHalpern.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com