Archive | September 2022

One-Man Show About Polish Resistance Fighter, World War II Hero Jan Karski Premieres in New York

One-Man Show About Polish Resistance Fighter, World War II Hero Jan Karski Premieres in New York

Shiryn Ghermezian


A sculpture in the Polish city of Krakow showing Holocaust hero Jan Karski. Photo: Screenshot.

An off-Broadway solo performance about the World War II Polish resistance fighter and hero Jan Karski premiered this month at the Polonsky Shakespeare Center in New York City.

“Remember This: The Lesson of Jan Karski, presented by Theatre for a New Audience (TFANA), is a story of “moral courage and individual responsibility” starring Oscar nominee and “Nomadland” actor David Strathairn as Karski, who died in 2000.

Karski was captured by the German invading forces while serving in the Polish army in 1939 but escaped when he was being deported to a POW camp. He went on to serve in the Polish underground resistance.

In 1942, Karski risked his life by transporting a report that provided first-hand eyewitness testimony about the horrors taking place in Nazi-occupied Poland, including in the Warsaw Ghetto and a Nazi-run transit camp. He traveled to London, relayed the report to the Polish government-in-exile, and also met with then-British Prime Minister Winston Churchill and other politicians, journalists, and public figures. Karski afterwards went on to the United States, where he met with US President Franklin D. Roosevelt.

“Remember This: The Lesson of Jan Karski” was created at The Laboratory for Global Performance and Politics at Georgetown University, where Karski earned his doctorate and taught for four decades after World War II. The solo performance is directed by Derek Goldman, who worked with Clark Young on creating a script almost solely based on Karski’s own words with contributions from his former students and colleagues.

“Remember This” premiered in 2019 at Georgetown University and then played in London at the 75th anniversary of the liberation of the Auschwitz concentration camp. It has also been performed in Washington, D.C, and Chicago.

In an address to Holocaust scholars at the US State Department in 1981, Karski, a devout Catholic, said, “My faith makes me say that humanity has committed a second original sin by allowing the Holocaust. This sin will haunt humanity until the end of the world. It haunts me. I want it to stay that way.” The Jan Karski Educational Foundation and the Jan Karski Society were both established in his memory.

“Remember This: The Lesson of Jan Karski” will run at the Polonsky Shakespeare Center through October 9.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Film “Orlęta. Grodno ’39” to fikcja, ale wśród obrońców miasta był prawdziwy żydowski bohater

Kadr z filmu Orlęta. Grodno ’39. To jeden z filmów, które wyprodukowała TVP, więc też o nich informuje (Fot. Magdalena Górfińska / WFDiF / TVP)


Film “Orlęta. Grodno ’39” to fikcja, ale wśród obrońców miasta był prawdziwy żydowski bohater

Andrzej Brzeziecki


Butelki z benzyną rzucane w radzieckie czołgi świadczą tyleż o bohaterstwie mieszkańców Grodna, co o rozpaczliwej sytuacji ówczesnej Polski. Obejrzałem film “Orlęta. Grodno ’39.


Film „Orlęta. Grodno ’39” Krzysztofa Łukaszewicza wzbudza skrajne opinie. Nie podoba się prawicy, nie podoba się środowiskom żydowskim. To, że jest atakowany z dwóch stron, akurat może dobrze o nim świadczyć. Pewnie, jest pełen uproszczeń, skrótów i nieścisłości – bo to film fabularny.  

Byłoby jednak niedobrze, gdyby dyskusja o filmie utknęła na wątku żydowskim. Akurat w tym w filmie antysemityzm Polaków ukazany jest tak wyraźne, że wręcz można się zastanawiać, co żydowski chłopiec, czyli główny bohater Leoś, widział w polskiej kulturze, że tak bardzo chciał się stać jej częścią? 

Spór o historię obrony Grodna i film Łukaszewicza skupił się na relacjach polsko-żydowskich, podczas gdy była to konfrontacja II Rzeczypospolitej ze Związkiem Radzieckim. Dziwne, że w państwie rządzonym od 2015 r. przez ludzi tak przykładających wagę do patriotycznej tradycji nie doczekaliśmy się poważnej, nowoczesnej monografii „wojny polsko-sowieckiej”. Dysponujemy jednak opracowaniami wcześniejszymi, pozwalającymi ujrzeć tę skomplikowaną historię. 

Zardzewiały nóż w niepewnej ręce 

Stalin od 1 września z niepokojem śledził przebieg wydarzeń w Polsce i wokół niej. Najpierw bał się, że Wielka Brytania i Francja skutecznie uderzą na Niemcy. W efekcie będą one miały poważne trudności w walce na dwa fronty i cała awantura, w którą się zaangażował 23 sierpnia, okaże się także i dla niego dość ryzykowna. Wolał jak najdłużej zachować pozycję neutralnego obserwatora. 

Gdy zorientował się, że zachodni sojusznicy Polski nie kwapią się z odsieczą, zaczął z kolei niepokoić się zbyt szybkim postępem wojsk Hitlera. Mogły one zepchnąć Polaków na wschód, zająć wyznaczone cele i wtedy Stalin musiałby się sam uporać z pozostałymi polskimi oddziałami. Berlin ponaglał i pytał się o termin uderzenia, Stalin jednak czekał, aż  Polacy się wykrwawią, by wtedy wbić im nóż w plecy.

Może podświadomie czuł dla nich respekt wyniesiony z walk w 1920 r., a może zdawał sobie sprawę, choćby częściowo, w jakim stanie jest jego armia? W końca sam ją do tego stanu doprowadził szaloną czystką, która kosztowała życie więcej radzieckich dowódców niż jakakolwiek z wojen. Tak czy inaczej wydany w końcu rozkaz dla radzieckich wojsk dotyczył rozbicia polskich wojsk, a nie rzekomego wyzwolenia bratnich narodów Białorusinów i Ukraińców.  

W Armii Czerwonej panował jednak totalny chaos. Jednostki wyznaczone do zajęcia Polski nie miały pełnych stanów osobowych. Brakowało także sprzętu i paliwa. Bywało, że żołnierze nie mieli nawet mundurów i nosili cywilne ubrania, łykowe kapcie – niektórzy chodzili nawet boso. 

Radzieckie czołgi były przestarzałe i awaryjne. W efekcie więcej ich Armia Czerwona straciła w wyniku awarii niż w czasie walk z Polakami. Lotnictwo, które wyznaczono do ataku na Polskę, wciąż posługiwało się stareńkimi i powolnymi dwupłatowcami. Sprawiały one pilotom kłopoty. W przeddzień ataku w wyniku zderzenia z innym samolotem zginął pod Orszą as lotnictwa i dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego Siergiej Gricewiec.

Morale żołnierzy też pozostawiało sporo do życzenia. Jeden z pracowników polskiej ambasady na chwilę przed 17 września był świadkiem wiecu w parku Gorkiego w Moskwie. W założeniu miał on wywołać nastroje antypolskie, ale zebrani, słysząc o cierpieniach braci Białorusinów i Ukraińców, uznali, że ich Armia Czerwona wkrótce zacznie wojnę z wrednymi Niemcami – w tym duchu wznosili okrzyki. W samej armii także nie rozumiano sensu uderzenia na Polskę. Świadczą o tym dokumenty wewnętrzne, w których odnotowywano „niewłaściwe opinie”. Padały głosy, że atak na Polskę jest sprzeczny z naukami Lenina i Stalina, z ideami pokojowej polityki Związku Radzieckiego i że krok ten zrównuje moralnie “ojczyznę proletariatu” z III Rzeszą.      

Jeden z obrońców Grodna wspominał, że już w czasie walk dwóch czerwonoarmistów właściwie poddało się Polakom ze słowami: „My Ukraińcy, nie będziemy wojować za władzę sowiecką”. 

Reżyser filmu o obronie Grodna Krzysztof Łukaszewicz nie zdecydował się pokazać tych niuansów – ani biedy radzieckiego wojska, ani wątpliwości części żołnierzy wobec najeżdżania Polski. 

Butelki z benzyną i karabiny sprzed wieku 

Gdy 17 września Armia Czerwona, licząca około pół miliona żołnierzy, wkroczyła do Polski, jej największym wrogiem był kompetencyjny chaos i braki w zaopatrzeniu. Wojska pancerne co jakiś czas musiały się zatrzymywać, by czekać na paliwo i części zamienne. Wygłodzonych żołnierzy od walki z polskimi burżujami bardziej interesowały słodycze i inne smakołyki dostępne w sklepach. Decyzję, kto właściwie ma szturmować Grodno, co rusz zmieniano, co wywoływało konsternację dowódców jednostek.  

Niestety Polacy też nie mieli czego przeciwstawić najeźdźcom. Grodno, które przed wojną było całkiem sporym ośrodkiem wojskowym, teraz mogło stanowić łatwy łup. Wojska wcześniej rzucono na zachód, do walki z Niemcami, a potem wysłano także żołnierzy do obrony Lwowa. Potencjał obronny miasta także bardzo ucierpiał w wyniku nalotów niemieckich – niemal w połowie zniszczone zostały składy broni i amunicji. 

W efekcie ostały się tylko 24 ciężkie karabiny maszynowe i dwa działa Bofors – ale były to działa przeciwlotnicze, a nie przeciwpancerne. 

Kadr z filmu Orlęta. Grodno '39

Kadr z filmu Orlęta. Grodno ’39  Fot. Magdalena Górfińska / WFDiF / TVP

Do dyspozycji były karabiny pamiętające drugą połowę XIX w., do których i tak było mało amunicji, oraz pokazane w filmie butelki z benzyną. Pomysłodawcą tej formy walki był pułkownik Bohdan Hulewicz, który na ten cel zarekwirował butelki z rozlewni spirytusowej. Ta skuteczna, jak się okazało, broń, choć świadczyła o pomysłowości Polaków, jednak pokazywała beznadzieję tego państwa.  

Liczba obrońców miasta wedle szacunków historyków wynosiła około dwóch tysięcy ludzi – w tym sporo młodzieży. Grodno było przygotowane do obrony w miarę skromnych możliwości – największe zasługi mają tu wiceprezydent Roman Sawicki oraz major Benedykt Serafin. Sprawnie działała szczególnie służba sanitarna i  łączność.  

Wiele do życzenia pozostawiała natomiast postawa gen. bryg. Józefa Olszyny-Wilczyńskiego, dowódcy III Okręgu Korpusu w Grodnie, który 18 września po prostu wyjechał z miasta, nie wydając żadnych rozkazów ani nie wyznaczając oficera jako dowódcy obrony.

Był wówczas podobno człowiekiem niezdolnym już do kierowania czymkolwiek. Zresztą wyjazd z Grodna na niewiele mu się zdał. Pojmany pod granicą z Litwą został rozstrzelany. Miasto opuścili także prezydent i starosta. 

Wobec słabości regularnych wojsk obrona Grodna była czynem mieszkańców, w tym także uczniów, studentów i harcerzy. Wieczorem 20 września do miasta dotarły posiłki dowodzone przez gen. Wacława Przeździeckiego, który przejął komendę w mieście. Polacy opierali się od 20 do 22 września, gdy czołgi w końcu wdarły się do centrum miasta. Nie sposób nie podziwiać młodych ludzi, którzy z poświęceniem, i do tego skutecznie, rzucali butelkami z benzyną w radzieckie czołgi, gdy część dorosłych, i to zajmujących oficjalne stanowiska, opuściła Grodno.  

Wedle szacunków w walce zginęło 53 żołnierzy radzieckich, trzy razy więcej było rannych. Polacy zniszczyli kompletnie pięć czołgów i 14 kolejnych uszkodzili. Straty polskie były znacznie większe, sięgające kilkuset zabitych – zwłaszcza że napastnik potem dokonywał egzekucji. 

 Żydzi, Białorusini? Komuniści!

W niespełna 60-tysięcznym Grodnie w 1939 r. drugą pod względem liczebności społeczność stanowili Żydzi. Relacje między nimi a Polakami zapewne odpowiadały średniej na kresach II RP, z tym że tu jeszcze świeża była pamięć o niedawnym pogromie. W czerwcu 1935 r. Polacy powybijali szyby w ponad 260 domach i sklepach żydowskich, pobili kilkudziesięciu Żydów, spośród których dwóch zmarło. Powodem było zabójstwo Polaka (na tle obyczajowym) przez dwóch Żydów.  

Panorama Grodna, na pierwszym planie most na Niemnie, rok 1938
Panorama Grodna, na pierwszym planie most na Niemnie, rok 1938  Domena publiczna

W Grodnie oczywiście mieszkali Żydzi religijni oraz syjoniści marzący o własnym państwie, byli też Żydzi zasymilowani, a wśród nich również grupa komunistów. Biorąc jednak pod uwagę liczbę Żydów w Polsce, było ich – trzeba to podkreślić – niewielu. A jednak to właśnie oni do dziś są wykorzystywani, szczególnie przez prawicowych historyków, do kształtowania obrazu reakcji Żydów na wkroczenie Armii Czerwonej. Kalka, według której ogół Żydów witał Sowietów kwiatami i bramami triumfalnymi, okazuje się w polskiej świadomości do dziś nadzwyczaj trwała.  

Ryszard Szawłowski publikujący pod pseudonimem Karol Liszewski w wydanej przed laty monografii i dokumentach na temat wkroczenia Związku Radzieckiego do Polski podkreślał, że wśród Żydów istniał spory odłam probolszewicki. „Wielu z nich żywiło zresztą niechęć czy wręcz nienawiść do Polaków i do Polski »w ogóle«” – Żydzi ci mieli ochoczo wstępować do milicji ludowej, aresztować i denuncjować Polaków. 

Szawłowski uważa, że komunistyczny odłam Żydów w Grodnie zorganizował coś na kształt powstania w celu zajęcia miasta. Podobna dywersja miała miejsce w nieodległym Skidlu. W obu przypadkach polskie siły zdołały stłumić komunistyczną akcję. 

Ciekawe, że we współczesnej rosyjskiej publicystyce, a właściwie propagandzie historycznej, te same działania przypisuje się… Białorusinom. Oto Aleksandr Szirokorad, znany ze swych antypolskich publikacji choćby na temat Katynia, w książce pod znaczącym tytułem „Ruś i Polska. Tysiącletnia wendetta” pisze, owszem, o powstaniu w Grodnie, ale Białorusinów, którym udało się opanować więzienie i uwolnić więźniów politycznych. Według niego Polacy, pacyfikując ten zryw, zabili 26 powstańców. Także w Skidlu za broń chwycić mieli „białoruscy chłopi”. 

Szawłowski podkreślał żydowskie pochodzenie komunistycznych dywersantów. Pytanie tylko, czy biorąc pod uwagę żydowską tożsamość i religijność oraz komunistyczną ideologię, w której ateizm i internacjonalizm odgrywają taką rolę, podkreślanie żydowskich korzeni wśród komunistów ma sens?  

Autor jednej z bardziej znanych relacji o obronie Grodna Sławomir Weraksa, wówczas student Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, wspominając o tłumieniu dywersji, wymieniał komunistów i czerwonych, nie skupiając się na ich pochodzeniu.  

Kto witał czerwonych z radością 

Najbardziej znana relacja wyszła jednak spod pióra inż. Grażyny Lipińskiej, do 1939 r. dyrektorki szkół zawodowych w Grodnie. Jej wspomnienia pt. „Jeśli zapomnę o nich” ukazały się w latach 80. w emigracyjnym wydawnictwie we Francji. Później już Szawłowski zarzucił wydawcy manipulowanie tekstem polegające na wycięciu bądź zniekształceniu fragmentów świadczących o żydowskim wsparciu dla radzieckiego napastnika.  

Według Lipińskiej Żydzi już 18 września, podszywając się pod ochotniczych obrońców miasta, próbowali wyłudzić broń z koszar. Ale i ona wspominała o lekarzu Żydzie, który był „zapatrzony w młodych podoficerów” i starał im się pomóc ze łzami w oczach. Szawłowski uznał za charakterystyczne, że ten fragment świadczący o Żydach pozytywnie akurat wydawca zachował. 

Najciekawsze, że sama Lipińska padła ofiarą antysemickich uprzedzeń. Tak przynajmniej wynika z relacji innego obrońcy, nauczyciela i działacza harcerskiego Brunona Hlebowicza. On to podczas patrolowania Grodna spostrzegł skuloną małą postać kobiecą przy trupie radzieckiego żołnierza. Wokół młodzi chłopcy wołali: „Bij ją, bo to Żydówka, szpieg”. Hlebowicz zdołał uratować kobietę przed linczem, zapewniając, że ją zna i że jest to Polka. A była to właśnie Lipińska.  

To także Lipińska opisała historię Tadeusza Jasińskiego, 13-letniego chłopca, którego najeźdźca miał przywiązać do czołgu i wykorzystać w charakterze żywej tarczy. W filmie pojawia się ten wątek, aczkolwiek zmodyfikowany i dostosowany do fabuły. Tam bowiem chłopak pali się żywcem, w relacji Lipińskiej zdołano go nawet ciężko rannego dostarczyć do szpitala, gdzie zmarł w objęciach matki, próbującej go pocieszyć informacjami o nadchodzącej odsieczy. 

Relacja Lipińskiej wywołała wściekły atak Szirokorada, który nazwał ją bajeczką. „Każdy może pójść w muzeum i zobaczyć, że na T-26 czy T-37 nie da się przymocować człowieka, nie zakrywając widoczności mechanika-kierowcy” – pisze rosyjski autor. 

Szirokarad przekonuje, że ciało człowieka nie nadaje się na ochronę czołgu, jakby nie rozumiejąc, że nie chodziło o wytrzymałość materiału, ale o psychiczny efekt.  

Centrum Grodna, ulica Azorska, rok 1937Centrum Grodna, ulica Azorska, rok 1937  Domena publiczna

Rosyjski autor, który podważa relację Lipińskiej, powołuje się za to na relację radzieckich czołgistów, wedle których pewien nastolatek ostrzegł ich, że pod mostem, na którym chcieli wjechać, podłożone są miny. 

Szirokorad, który obśmiewa polskie upamiętnianie obrony Grodna, pisze: „Bardzo już »mały Katyń« przypomina ten wielki. Chłopcy wskazujący drogę czołgistom przeobrazili się w ofiary rosyjskich sadystów”.  

Pisze także, że najzabawniejsze jest to, że chłopcy z Grodna naprawdę bywali w radzieckich czołgach – tyle że w środku. Jako przewodnicy, wskazujący drogę i strategiczne punkty. Młodzieńcy ci mieli opuścić miasto jeszcze przed wojną. Co do tego polskie świadectwa są zgodne i znane są trzy nazwiska: Aleksandrowicz, Lifszyc i Margolis. 

Lifszyc, który miał wcześniej zabić w Grodnie marynarza nożem na jakiejś zabawie, teraz, po wzięciu do niewoli, został zabity kolbą przez jednego z nastoletnich obrońców miasta. Aleksandrowicz został pojmany i groziła mu podobna śmierć jak w przypadku Lifszyca, ale uratowali go oficerowie policji, „co wywołało niezadowolenie wśród tłumu” – jak pisze Szawłowski. Margolis zginął w czasie walk.

Żydowski chłopak bohaterem 

Film Łukaszewicza opowiada historię fikcyjnego żydowskiego bohatera, ale Grodno miało swego prawdziwego żydowskiego bohatera. Relację o tym znajdujemy w opracowaniu Szawłowskiego. Wedle Zenona Ungara, wówczas ucznia gimnazjum im. Mickiewicza, w oddziale kaprala podchorążego Woźniaka jako ochotnicy służyli także jego dwaj koledzy Chaim Margolis i Oszer Szereszewski. Pierwszy był synem dyrektora fabryki tytoniu, drugi – właściciela drukarni. To właśnie Margolis (nosił to samo nazwisko co chłopiec, który miał wskazywać drogę Sowietom) wraz z Woźniakiem, gdy ich oddział został zauważony przez napastników, pozorując chęć poddania się, podeszli z granatami pod radzieckie czołgi oraz grupę milicji ludowej składającej się przeważnie z młodzieży żydowskiej. Ungar relacjonował: „obaj z wysoko podniesionymi rękami szli w stronę czołgów i milicji, która miała skierowane na nich karabiny. Odległość od nas do Rosjan i milicji nie była większa niż 10-15 metrów. Woźniak i Margolis byli już pomiędzy czołgami. Wolno zacząłem sobie zdawać sprawę, co zamierzają. Mały rosyjski oficer wysunął się spoza czołgu na ich spotkanie. I nagle błysk! Huk! Dym”. 

Gdy Ungar zdołał uciec w bezpieczne miejsce, obejrzał się wokół. „Prócz podchorążego i Margolisa wszyscy byli ze mną”. Dodajmy, że Woźniak, przed wojną nauczyciel, wyraźnie powiedział, że pójdzie w kierunku czołgów sam, a wszyscy chłopcy, gdy nastąpi wybuch, mają uciekać przez dziurę w płocie. Margolis, nastoletni żydowski chłopak, poświęcił więc życie za Polskę i przyjaciół świadomie i dobrowolnie.  


Korzystałem m.in. z : Czesław K. Grzelak, “Kresy w czerwieni 1939” (Warszawa 1998), Roger Moorhouse, “Polska 1939. Pierwsi przeciw Hitlerowi” (Kraków 2019), Ryszard Szawłowski, “Wojna polsko-bolszewicka 1939. Tom 1 i Tom 2″ (Warszawa 1997), Aleksandr Szirokorad, ‘Ruś i Polsza. Tysjaczeletniaja wendetta” (Moskwa 2011).   


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Lapid tells UN Palestinian state right for Israel but can’t be terror base

Lapid tells UN Palestinian state right for Israel but can’t be terror base

TOVAH LAZAROFF


Prime Minister Yair Lapid tells UN General Assembly that Iran will only be stopped with credible military threat

.
Israel’s Prime Minister Yair Lapid addresses the 77th session of the United Nations General Assembly at the UN headquarters in New York City on September 22, 2022. / (photo credit: TIMOTHY A. CLARY/AFP via Getty Images))

The future Palestinian state that will exist next to Israel must be peaceful and not terror-based, Prime Minister Yair Lapid told the United Nations General Assembly on Thursday afternoon, just before returning to Israel.

“If that condition is met then the best path  forward is “an agreement with the Palestinians, based on two states for two peoples,” Lapid said.

This “is the right thing for Israel’s security, for Israel’s economy and for the future of our children.”

His statement about a future Palestinian state and his affirmation of a two-state resolution to the conflict, markers the strongest language that an Israeli premier has used with regard to Palestinian sovereignty since the days of former Prime Minister Ehud Olmert. It is the first since 2016 that an Israeli leader has spoken of the two-state solution when addressing the UNGA.

“Despite all the obstacles, still today a large majority of Israelis support the vision of this two-state solution. I am one of them,” Lapid said. 

“We have only one condition: That a future Palestinian state will be a peaceful one.

That it will not become another terror base from which to threaten the well-being, and the very existence of Israel,” Lapid said.

“Peace is not a compromise. It is the most courageous decision we can make. 

Lapid arrived in New York on Tuesday morning to join the world leaders gathered for the high-level opening sessions of the 77th UNGA. He arrived at a time when it appeared that US President Joe Biden’s efforts to revive the 2015 Iran deal had come to a standstill. In his meetings with the world leaders and the in his speech to the plenum, Lapid said that the time had come to abandon that document and to negotiate a new deal.

“The only way to prevent Iran from getting a nuclear weapon, is to put a credible military threat on the table,” Lapid said.

“And then – and only then – to negotiate a Longer and Stronger deal with them. 

“It needs to be made clear to Iran, that if it advances its nuclear program, the world will not respond with words, but with military force. 

“Every time a threat like that was put on the table in the past, Iran stopped, and retreated,” Lapid said.

He linked Iran’s threats to annihilate the Jewish state with Holocaust in which six million Jews were killed.

Lapid swore that Israel would do everything it could to safeguard its citizens and to stop Iran destroying its state.

‘We will do whatever it takes: Iran will not get a nuclear weapon. We will not stand by while there are those who try to kill us. Not again. Never Again,” he said.

Lapid charged that was fueling global and regional terrorism, particularly against Israel and that the UN had failed to act when faced with this threat.

“Iran has declared time and time again that it is interested in the “total destruction” of the State of Israel. 

“And this building is silent,” Lapid said evoking the accusation often made against the global community that also stood silent during the Holocaust.

This is not the only way the United Nations  had failed Israel, Lapid said. It has allowed its institution to be used as a platform by which to spread falsehoods against the Jewish state.

Israel is not a “guest in this building,” Lapid said, explaining that “Israel is a proud sovereign nation” and “an equal member of the United Nations. 

The United Nations actions toward Israel could be construed as antisemitism, Lapid said. 

“Antisemitism is the willingness to believe the worst about the Jews, without questioning. Antisemitism is judging Israel by a different standard than any other country,” Lapid said.

He ended on a note of hope by referencing the Abraham Accords, under whose rubric Israel normalized ties with four Arab countries, the United Arab Emirates, Morocco, Bahrain and Sudan in 2020.

He called on other Muslim and Arab countries to also normalize ties with Israel.

Israel seeks peace with our neighbors. 

“We call upon every Muslim country — from Saudi Arabia to Indonesia — to recognize that, and to come talk to us. Our hand is outstretched for peace.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Tisha Be’av: What’s changed over time for Jews and Israel?

Tisha Be’av: What’s changed over time for Jews and Israel?

AHARON E. WEXLER


This Tisha Be’Av, we mourn, not because of our situation today but because we tie ourselves to the past and see ourselves as a link to it; but we also see ourselves as a link to the future.

.
‘THE JETSONS’ world of the future is the world we already inhabit.
(photo credit: MARK ANDERSON/FLICKR)

I recently saw a meme pop up on my Facebook feed a few times. It shows a picture of the airplane flown by the Wright brothers at Kitty Hawk and another picture of a man on the moon and makes the rather remarkable point that only 66 years separate those two photos. It made me immediately think about that famous picture of the liquidation of the Warsaw Ghetto; you know, the one where the boy is raising his hands in terror while the SS officer points a machine gun at him.

It is far more remarkable to me that less than 25 years separate between that photograph and David Rubinger’s photo of the soldiers liberating the Western Wall in the Six Day War. (By the way, that SS officer, identified as Josef Blosche, would live to see both Jerusalem liberated and a man walk on the moon! Blosche was only executed for his crimes on July 29, 1969.)

I share this with you because this Shabbat marks the 1,952nd year since the destruction of the Temple on the 9th of Av in the year 70 CE. (Because of the sanctity of the Sabbath, there is no mourning on that day and all observances and commemorations of that catastrophe are pushed off till the next day.) If you think about it, there are less than 50 generations separating us from Jerusalem’s destruction. This is but a blink in the eye of human history.

We live in a generation of incredible fast-paced change.

Did you know that according to “the Internet” (and we all know everything written there is true) George Jetson was born this week on July 31, 2022? The world of the future depicted in the cartoon show, The Jetsons, is the world we already inhabit even though it is set 40 years from now.

These changes are happening so swiftly that it is difficult to navigate them and adjust the scripts of our lives to accommodate those changes. The return to the Land of Israel and Jewish Sovereignty is one such change, and it is really hard to understand how to fit Israel into our lives as Jews. So much of Judaism as we know it today was forged in the Exile and in response to the harsh conditions of Exile that it makes incorporating Israel a very difficult task.

‘THE DESTRUCTION of the Temple of Jerusalem,’ Francesco Hayez, 1867 (credit: Wikimedia Commons)

Does the return of the Jews to the Land of Israel mean we are in the messianic age? On the one hand the messianic age had always been defined by that return, on the other hand, we are not yet beating any swords in plough shares.

Keep in mind that the actual return to Zion has been beyond anyone’s imagination. We are stronger and more powerful militarily and economically than most countries in the world. Israel is flourishing in ways unimaginable even 25 years ago! Had Israel been established as some third world country where kids played kick-the-can in the streets while raw sewage flowed beside them, one could still point to Israel as the fulfillment of biblical prophecy. And yet, while we are so beyond that, we still have not had any real change in Jewish practice.

BUT IS that, perhaps, a good thing?

I get that there is a real disconnect in praying for the restoration of Israel while standing in the Knesset. I also get that mourning for the Temple’s destruction in modern Jerusalem seems incongruous and yet I feel privileged to do so.

As history does change, these rituals help anchor us to our past which in turn gives us a compass for the future. One of the most important missions we have as Jews is to prevent ourselves from becoming unrecognizable to our future selves. That does not mean we cannot change but that change must be evolutionary and not revolutionary. Thomas Jefferson would have been startled to have seen a black man sitting in his seat in the White House, consulting a female member of his cabinet, but if we were to explain to him that we have now expanded his words that “all men are created equal” to include every human being, I think he would be very happy.

The Talmud imagines Moses magically transported to the classroom of Rabbi Akiva 1,000 years in the future and Moses cannot follow the lecture. He is growing frustrated until a student raises his hand and asks as to the source of a particular teaching to which Rabbi Akiva replies that it was a tradition handed to Moses at Sinai. At that point, Moses breathed a sigh of relief when he realized that what Rabbi Akiva was teaching was the evolution of the very same Torah taught by Moses.

It is our ties to the past that allow us to move forward and we can do so with confidence because of how firmly connected we are to what came before us. I think this is one of the hallmarks of Orthodoxy as well. If Rabbi Akiva would be transported to our time, I have no doubt that the synagogue, study hall, and home he would feel most comfortable in would be Orthodox. Yes, he too would be taken aback by some of our practices, but we would be able to open the Talmud together and trace the interpretation and observances through the development of Halacha through the millennia.

This Tisha Be’Av, we mourn, not because of our situation today but because we tie ourselves to the past and see ourselves as a link to it; but, more importantly, we also see ourselves as a link to the future. Our acceptance of the Torah in our day is really only a responsibility to give it over to the next generation. We mourn, not just for a distant past but to remain true to ourselves and our progeny. ■


The writer holds a doctorate in Jewish philosophy and teaches in post-high-school yeshivot and midrashot in Jerusalem.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Od dziecka chłonąłem niechęć do Niemca. Aż przyszedł list od pani Helgi

Paweł Smoleński: ‘Chłonąłem tę Babciną niechęć na cmentarzu w Zaduszki i przy wigilijnym stole, podczas rodzinnych obiadów, spacerów i wakacji albo kiedy rozmawiała z moją Mamą. Aż do pewnego listu, który przyszedł na adres Babci w końcu lat 70.’. Na zdjęciu listonosz podczas


Od dziecka chłonąłem niechęć do Niemca. Aż przyszedł list od pani Helgi

Paweł Smoleński


Babcia spakowała manatki, a nim uciekła, usmażyła Niemcom placków ziemniaczanych, bo uważała, że nie wolno iść w nieznane z pustym brzuchem.


Moja Babcia ich nie znosiła i dźwigała w sobie tę niechęć aż po grobową deskę. Z czasem gniew w niej łagodniał, lecz nigdy nie wywietrzał. Miała ku niemu powody, bo gdy 1 września 1939 r. urodziła wytęsknioną córkę, moją Mamę, w pakiecie dostała też wojnę.

Niemcy zabrali jej mojego Dziadka, który wcześniej ze względu na gapiostwo uniknął poboru. Podczas ćwiczeń zepsuł armatę, a szkody miał spłacać bodaj do końca lat 50. Gapiostwo nie uchroniło Dziadka przed koncentrakiem, jak wielu innych nauczycieli uniwersyteckich. Pisał do domu listy, z musu po niemiecku, cięte nożyczkami przez esesmańską cenzurę obozu w Mauthausen. Aż nadszedł ten ostatni, wykaligrafowany innym charakterem, że już nigdy nie wróci. 

Tego samego roku Babcia straciła bratową, rozstrzelaną w ruinach warszawskiego getta, a chwilę później najmłodszego brata, któremu zachciało się być podchorążym AK.

Niechęć do Niemca

Chłonąłem tę Babciną niechęć na cmentarzu w Zaduszki i przy wigilijnym stole, podczas rodzinnych obiadów, spacerów i wakacji albo kiedy rozmawiała z moją Mamą. Aż do pewnego listu, który przyszedł na adres Babci w końcu lat 70.

W jasnogranatowej kopercie z zagranicznymi znaczkami były raptem dwie białe kartki zapisane czarnym atramentem. Babcia nie rozumiała, więc przy lekturze musiała jej pomóc sąsiadka. List napisała pani Helga z miasteczka na niemieckiej prowincji. Wyjaśniła, że w jej kongregacji wierni Kościoła luterańskiego umyślili, że nie wolno im zapomnieć. Przepatrzyli część dokumentów z Mauthausen.

Kto chciał, mógł wylosować nazwisko jednego polskiego więźnia, a jeśli ten nie przeżył, odszukać jego rodzinę. Pisano do nich listy z prośbą o wybaczenie.

Kongregacja uskładała też parę groszy dla poszkodowanych. Niewiele, choć jak na biedującą PRL zebrało się na kilka emerytur; nie byli to w końcu ludzie zamożni.

Babcia i pani Helga się zakoleżankowały

Babcia (przy pomocy sąsiadki) odpisała pani Heldze wyniośle i raczej arogancko. Pytała, jak to możliwe, że po tylu latach przypomniała sobie o bracie lub kuzynie, który był w Mauthausen wachmanem, a może lekarzem mordercą. Pani Helga spokojnie odpowiedziała, że nie znała nikogo wśród załogi obozu, ale jej bliscy jednak walczyli za Hitlera i tysiącletnią Rzeszę. Nie tłumaczyła się, przepraszała: te kilkaset marek to żadne zadośćuczynienie, bo zadośćuczynić nie podobna, ale niekiedy bywa tak, że w inny sposób nie da się wyrazić żalu i poczucia winy.

I Babcię te przeprosiny, ta szczerość, że pani Helga nie umie inaczej, choć bardzo by chciała, jakoś dziwnie wzruszyły i zastanowiły.

I tak dwie starsze panie, których nie łączyły narodowość, język ani wyznanie, zaś różniły wspomnienia i wojenne losy, wymieniały się korespondencją raz na dwa-trzy miesiące. W listach z Polski do Niemiec i z Niemiec do Polski było to samo: o rodzinie, chorobach czy wnukach, którzy zdali maturę i poszli na studia. I o pomidorach hodowanych w doniczkach i o tym, czym najlepiej zmywać nagrobne pomniki, nawet symboliczne, bo innych pani Helga też nie miała pod opieką. Babcia i pani Helga się zakoleżankowały.

Buty przysłali przyzwoici ludzie

W stanie wojennym Babcia o nic nie prosiła. Lecz w listach od pani Helgi pojawiły się pytania – jak i w czym pomóc. Kongregacyjna wspólnota zaczęła zbierać dary: twardy ser i ryż, makarony, butle oleju, siatkowe torebki pomarańczy i mandarynek, niedostępne u nas lekarstwa. Na Boże Narodzenie czekoladowy mikołaj, na Wielkanoc – zając. Plus obowiązkowe przypomnienie – szło w obie strony – że już czas pikować siewki pomidorowych krzaczków.

W jednej paczce przyszły buty. Takie, do których nieudolnie aspirowały polskie podróbki, zwane wówczas adidasami. Z białej skóry, sznurowane wysoko, przeszyte czarnymi paskami, cholewka zakrywająca kostkę, jak u koszykarzy z NBA. Piękne, z wysokiej półki, o takich marzyli ubrani w dżinsy niedorośli młodzieńcy z Niemiec, a więc tym bardziej ich rówieśnicy z Polski. Babcia wyjęła buty z pudełka, odwinęła z mętnej bibuły i powiedziała: – Noś, wnusiu. Przysłali je w prezencie przyzwoici ludzie.

Placki ziemniaczane dla niemieckich żołnierzy

Zobaczmy: w krótkim tekście są aż trzy śmierci. O bliskich pani Helgi nic nie napiszę, bo nic o nich nie wiem. Ale dołóżmy jeszcze jedną. To śmierć mojego drugiego Dziadka gdzieś w mazowieckich lasach. Druga Babcia pochowała Dziadka na prawdziwym, rzymskokatolickim cmentarzu, a potem chodziła od wsi do wsi, trzymając za rękę mojego kilkuletniego Tatę, licząc na wsparcie dobrych ludzi. Nigdy się nie zawiodła. Ale też nigdy o tym nie opowiadała.

Z jednym wyjątkiem. Słychać już było sowieckie armaty, gdy w okno chałupy, gdzie ukrywała się moja Babcia, zastukał Niemiec, najpewniej oficer, bo wiedział więcej niż inni. Ostrzegł: – Uciekajcie od razu, gdy wyjdziemy z wioski. Luzują nas własowcy, nie dadzą żyć nikomu.

Babcia spakowała manatki, a nim uciekła, usmażyła Niemcom placków ziemniaczanych, bo uważała, że nie wolno iść w nieznane z pustym brzuchem.

Ci Niemcy byli tak przestraszeni, tak młodzi jak mój Dziadek.

Najpewniej wojenny postępek mojej Babci jawi się dzisiejszym oberpatriotom i ich wodzowi jako zdrada główna. Niemcom nie wolno dać nic, nigdy i w żadnych okolicznościach, wolno natomiast chcieć od nich niemożliwego.

Druga Babcia do końca życia, a było trudne i pod górkę, nie miała nikomu za złe. Nie szarpałaby kasy, nawet od Niemca, tak samo jak Babcia pierwsza, bardziej zawzięta. I nie z tego powodu, że kasa nierealna.

W chwilach samoumartwiania wywołam w pamięci posła Arkadiusza Mularczyka – rocznik ’71 – który rozprawia z bólem o II wojnie i bardzo się wtedy rumieni. Pasują do jego twarzy groźne miny prezesa Kaczyńskiego – również rocznik powojenny – który o II wojnie wie tyle samo, co o stanie wojennym; trzeba spać, by się nie narazić. Słyszę ich wrzaskliwe, głupie żądania wobec Niemiec. Co poradzę, że wolę wierzyć Babciom.


Paweł Smoleński – Reporter, publicysta, od 1989 roku dziennikarz “Gazety Wyborczej”.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com