Kadr z filmu Orlęta. Grodno ’39 Fot. Magdalena Górfińska / WFDiF / TVP
Do dyspozycji były karabiny pamiętające drugą połowę XIX w., do których i tak było mało amunicji, oraz pokazane w filmie butelki z benzyną. Pomysłodawcą tej formy walki był pułkownik Bohdan Hulewicz, który na ten cel zarekwirował butelki z rozlewni spirytusowej. Ta skuteczna, jak się okazało, broń, choć świadczyła o pomysłowości Polaków, jednak pokazywała beznadzieję tego państwa.
Liczba obrońców miasta wedle szacunków historyków wynosiła około dwóch tysięcy ludzi – w tym sporo młodzieży. Grodno było przygotowane do obrony w miarę skromnych możliwości – największe zasługi mają tu wiceprezydent Roman Sawicki oraz major Benedykt Serafin. Sprawnie działała szczególnie służba sanitarna i łączność.
Wiele do życzenia pozostawiała natomiast postawa gen. bryg. Józefa Olszyny-Wilczyńskiego, dowódcy III Okręgu Korpusu w Grodnie, który 18 września po prostu wyjechał z miasta, nie wydając żadnych rozkazów ani nie wyznaczając oficera jako dowódcy obrony.
Był wówczas podobno człowiekiem niezdolnym już do kierowania czymkolwiek. Zresztą wyjazd z Grodna na niewiele mu się zdał. Pojmany pod granicą z Litwą został rozstrzelany. Miasto opuścili także prezydent i starosta.
Wobec słabości regularnych wojsk obrona Grodna była czynem mieszkańców, w tym także uczniów, studentów i harcerzy. Wieczorem 20 września do miasta dotarły posiłki dowodzone przez gen. Wacława Przeździeckiego, który przejął komendę w mieście. Polacy opierali się od 20 do 22 września, gdy czołgi w końcu wdarły się do centrum miasta. Nie sposób nie podziwiać młodych ludzi, którzy z poświęceniem, i do tego skutecznie, rzucali butelkami z benzyną w radzieckie czołgi, gdy część dorosłych, i to zajmujących oficjalne stanowiska, opuściła Grodno.
Wedle szacunków w walce zginęło 53 żołnierzy radzieckich, trzy razy więcej było rannych. Polacy zniszczyli kompletnie pięć czołgów i 14 kolejnych uszkodzili. Straty polskie były znacznie większe, sięgające kilkuset zabitych – zwłaszcza że napastnik potem dokonywał egzekucji.
Żydzi, Białorusini? Komuniści!
W niespełna 60-tysięcznym Grodnie w 1939 r. drugą pod względem liczebności społeczność stanowili Żydzi. Relacje między nimi a Polakami zapewne odpowiadały średniej na kresach II RP, z tym że tu jeszcze świeża była pamięć o niedawnym pogromie. W czerwcu 1935 r. Polacy powybijali szyby w ponad 260 domach i sklepach żydowskich, pobili kilkudziesięciu Żydów, spośród których dwóch zmarło. Powodem było zabójstwo Polaka (na tle obyczajowym) przez dwóch Żydów.

Panorama Grodna, na pierwszym planie most na Niemnie, rok 1938 Domena publiczna
W Grodnie oczywiście mieszkali Żydzi religijni oraz syjoniści marzący o własnym państwie, byli też Żydzi zasymilowani, a wśród nich również grupa komunistów. Biorąc jednak pod uwagę liczbę Żydów w Polsce, było ich – trzeba to podkreślić – niewielu. A jednak to właśnie oni do dziś są wykorzystywani, szczególnie przez prawicowych historyków, do kształtowania obrazu reakcji Żydów na wkroczenie Armii Czerwonej. Kalka, według której ogół Żydów witał Sowietów kwiatami i bramami triumfalnymi, okazuje się w polskiej świadomości do dziś nadzwyczaj trwała.
Ryszard Szawłowski publikujący pod pseudonimem Karol Liszewski w wydanej przed laty monografii i dokumentach na temat wkroczenia Związku Radzieckiego do Polski podkreślał, że wśród Żydów istniał spory odłam probolszewicki. „Wielu z nich żywiło zresztą niechęć czy wręcz nienawiść do Polaków i do Polski »w ogóle«” – Żydzi ci mieli ochoczo wstępować do milicji ludowej, aresztować i denuncjować Polaków.
Szawłowski uważa, że komunistyczny odłam Żydów w Grodnie zorganizował coś na kształt powstania w celu zajęcia miasta. Podobna dywersja miała miejsce w nieodległym Skidlu. W obu przypadkach polskie siły zdołały stłumić komunistyczną akcję.
Ciekawe, że we współczesnej rosyjskiej publicystyce, a właściwie propagandzie historycznej, te same działania przypisuje się… Białorusinom. Oto Aleksandr Szirokorad, znany ze swych antypolskich publikacji choćby na temat Katynia, w książce pod znaczącym tytułem „Ruś i Polska. Tysiącletnia wendetta” pisze, owszem, o powstaniu w Grodnie, ale Białorusinów, którym udało się opanować więzienie i uwolnić więźniów politycznych. Według niego Polacy, pacyfikując ten zryw, zabili 26 powstańców. Także w Skidlu za broń chwycić mieli „białoruscy chłopi”.
Szawłowski podkreślał żydowskie pochodzenie komunistycznych dywersantów. Pytanie tylko, czy biorąc pod uwagę żydowską tożsamość i religijność oraz komunistyczną ideologię, w której ateizm i internacjonalizm odgrywają taką rolę, podkreślanie żydowskich korzeni wśród komunistów ma sens?
Autor jednej z bardziej znanych relacji o obronie Grodna Sławomir Weraksa, wówczas student Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie, wspominając o tłumieniu dywersji, wymieniał komunistów i czerwonych, nie skupiając się na ich pochodzeniu.
Kto witał czerwonych z radością
Najbardziej znana relacja wyszła jednak spod pióra inż. Grażyny Lipińskiej, do 1939 r. dyrektorki szkół zawodowych w Grodnie. Jej wspomnienia pt. „Jeśli zapomnę o nich” ukazały się w latach 80. w emigracyjnym wydawnictwie we Francji. Później już Szawłowski zarzucił wydawcy manipulowanie tekstem polegające na wycięciu bądź zniekształceniu fragmentów świadczących o żydowskim wsparciu dla radzieckiego napastnika.
Według Lipińskiej Żydzi już 18 września, podszywając się pod ochotniczych obrońców miasta, próbowali wyłudzić broń z koszar. Ale i ona wspominała o lekarzu Żydzie, który był „zapatrzony w młodych podoficerów” i starał im się pomóc ze łzami w oczach. Szawłowski uznał za charakterystyczne, że ten fragment świadczący o Żydach pozytywnie akurat wydawca zachował.
Najciekawsze, że sama Lipińska padła ofiarą antysemickich uprzedzeń. Tak przynajmniej wynika z relacji innego obrońcy, nauczyciela i działacza harcerskiego Brunona Hlebowicza. On to podczas patrolowania Grodna spostrzegł skuloną małą postać kobiecą przy trupie radzieckiego żołnierza. Wokół młodzi chłopcy wołali: „Bij ją, bo to Żydówka, szpieg”. Hlebowicz zdołał uratować kobietę przed linczem, zapewniając, że ją zna i że jest to Polka. A była to właśnie Lipińska.
To także Lipińska opisała historię Tadeusza Jasińskiego, 13-letniego chłopca, którego najeźdźca miał przywiązać do czołgu i wykorzystać w charakterze żywej tarczy. W filmie pojawia się ten wątek, aczkolwiek zmodyfikowany i dostosowany do fabuły. Tam bowiem chłopak pali się żywcem, w relacji Lipińskiej zdołano go nawet ciężko rannego dostarczyć do szpitala, gdzie zmarł w objęciach matki, próbującej go pocieszyć informacjami o nadchodzącej odsieczy.
Relacja Lipińskiej wywołała wściekły atak Szirokorada, który nazwał ją bajeczką. „Każdy może pójść w muzeum i zobaczyć, że na T-26 czy T-37 nie da się przymocować człowieka, nie zakrywając widoczności mechanika-kierowcy” – pisze rosyjski autor.
Szirokarad przekonuje, że ciało człowieka nie nadaje się na ochronę czołgu, jakby nie rozumiejąc, że nie chodziło o wytrzymałość materiału, ale o psychiczny efekt.
Centrum Grodna, ulica Azorska, rok 1937 Domena publiczna
Rosyjski autor, który podważa relację Lipińskiej, powołuje się za to na relację radzieckich czołgistów, wedle których pewien nastolatek ostrzegł ich, że pod mostem, na którym chcieli wjechać, podłożone są miny.
Szirokorad, który obśmiewa polskie upamiętnianie obrony Grodna, pisze: „Bardzo już »mały Katyń« przypomina ten wielki. Chłopcy wskazujący drogę czołgistom przeobrazili się w ofiary rosyjskich sadystów”.
Pisze także, że najzabawniejsze jest to, że chłopcy z Grodna naprawdę bywali w radzieckich czołgach – tyle że w środku. Jako przewodnicy, wskazujący drogę i strategiczne punkty. Młodzieńcy ci mieli opuścić miasto jeszcze przed wojną. Co do tego polskie świadectwa są zgodne i znane są trzy nazwiska: Aleksandrowicz, Lifszyc i Margolis.
Lifszyc, który miał wcześniej zabić w Grodnie marynarza nożem na jakiejś zabawie, teraz, po wzięciu do niewoli, został zabity kolbą przez jednego z nastoletnich obrońców miasta. Aleksandrowicz został pojmany i groziła mu podobna śmierć jak w przypadku Lifszyca, ale uratowali go oficerowie policji, „co wywołało niezadowolenie wśród tłumu” – jak pisze Szawłowski. Margolis zginął w czasie walk.
Żydowski chłopak bohaterem
Film Łukaszewicza opowiada historię fikcyjnego żydowskiego bohatera, ale Grodno miało swego prawdziwego żydowskiego bohatera. Relację o tym znajdujemy w opracowaniu Szawłowskiego. Wedle Zenona Ungara, wówczas ucznia gimnazjum im. Mickiewicza, w oddziale kaprala podchorążego Woźniaka jako ochotnicy służyli także jego dwaj koledzy Chaim Margolis i Oszer Szereszewski. Pierwszy był synem dyrektora fabryki tytoniu, drugi – właściciela drukarni. To właśnie Margolis (nosił to samo nazwisko co chłopiec, który miał wskazywać drogę Sowietom) wraz z Woźniakiem, gdy ich oddział został zauważony przez napastników, pozorując chęć poddania się, podeszli z granatami pod radzieckie czołgi oraz grupę milicji ludowej składającej się przeważnie z młodzieży żydowskiej. Ungar relacjonował: „obaj z wysoko podniesionymi rękami szli w stronę czołgów i milicji, która miała skierowane na nich karabiny. Odległość od nas do Rosjan i milicji nie była większa niż 10-15 metrów. Woźniak i Margolis byli już pomiędzy czołgami. Wolno zacząłem sobie zdawać sprawę, co zamierzają. Mały rosyjski oficer wysunął się spoza czołgu na ich spotkanie. I nagle błysk! Huk! Dym”.
Gdy Ungar zdołał uciec w bezpieczne miejsce, obejrzał się wokół. „Prócz podchorążego i Margolisa wszyscy byli ze mną”. Dodajmy, że Woźniak, przed wojną nauczyciel, wyraźnie powiedział, że pójdzie w kierunku czołgów sam, a wszyscy chłopcy, gdy nastąpi wybuch, mają uciekać przez dziurę w płocie. Margolis, nastoletni żydowski chłopak, poświęcił więc życie za Polskę i przyjaciół świadomie i dobrowolnie.
Korzystałem m.in. z : Czesław K. Grzelak, “Kresy w czerwieni 1939” (Warszawa 1998), Roger Moorhouse, “Polska 1939. Pierwsi przeciw Hitlerowi” (Kraków 2019), Ryszard Szawłowski, “Wojna polsko-bolszewicka 1939. Tom 1 i Tom 2″ (Warszawa 1997), Aleksandr Szirokorad, ‘Ruś i Polsza. Tysjaczeletniaja wendetta” (Moskwa 2011).