(Zabijanie Żydów) Ważniejsze niż wszystko inne
Sarah Honig

Sir Alexander Cadogan: „Zabijanie Żydów ważniejsze niż wszystko inne”.
Minęła 67. rocznica podjętej przez Zgromadzenie Ogólne ONZ „Rezolucji Podziału”, która jest ze swej natury istotna dla niedawnych decyzji kilku parlamentów europejskich i nowego lewicowego rządu Szwecji, by uznać państwo Palestynę. Rezolucja ONZ z 29 listopada 1947 r. ukazuje tendencyjność i nieposkromioną pychę wszechwiedzących kaznodziei społeczności międzynarodowej.
Sztokholmscy neofici na arenie międzynarodowej – nowo wybrany premier Stefan Lofven i jego minister spraw zagranicznych Margot Wallström – wzięli na siebie obowiązek oświecenia nas, Izraelczyków, o naszym egzystencjalnie trudnym położeniu. Można się spokojnie założyć, że zupełnie nie obchodzi ich zasadnicza dla tej kwestii Rezolucja 181 ONZ.
Moglibyśmy potraktować to posunięcie jako wyrachowaną próbę przypochlebienia się rosnącemu muzułmańskiemu elektoratowi w Szwecji. Bądźmy jednak wyrozumiali i załóżmy, że wszystko to wynika z błędnej akceptacji fałszywego aksjomatu, iż państwo palestyńskie istniało od niepamiętnych czasów i że zostało okrutnie najechane przez akt niesprowokowanej agresji Izraela 5 czerwca 1967 r.
Twierdzi się, że od tego czasu państwo Palestyna jest pod okupacją izraelską. Innymi słowy, Izrael przemocą zlikwidował kwitnącą suwerenność Palestyny. Dzisiaj jest to oczywista, uniwersalnie głoszona ewangelia. Nie potrzeba do tego żadnego uzasadnienia i wszelkie odchylenie od tego poglądu jest świętokradztwem. Takie oszustwo przynosi korzyści, szczególnie kiedy są to korzyści w Realpolitik. Tak więc dysfunkcjonalna rodzina narodów jest pełna szczęścia, przytulając do swej selektywnie miłującej piersi kolejny fikcyjny arabski dodatek.
I tutaj właśnie Rezolucja 181 staje się ważnym kamieniem probierczym. Ukazuje samą podstawę konfliktu między Żydami a Arabami – konfliktu, który jest dużo wcześniejszy niż narodziny Izraela. W tym konflikcie nigdy nie chodziło – i nadal nie chodzi – o państwo palestyńskie.
Nie byłoby żadnego konfliktu, gdyby ustanowienie takiego państwa było ostatecznym celem świata arabskiego. Państwo Arabów palestyńskich mogło ogłosić niepodległość zgodnie z Rezolucją 181 – równocześnie z Izraelem – ale żaden Arab nie chciał o tym nawet słyszeć.
Wcześnie rano 30 listopada 1947 r., zaledwie w kilka godzin po przyjęciu tej rezolucji, embrionalne państwo Izrael zostało wbrew swej woli wepchnięte w Wojnę o Niepodległość.
Początkowo 30 listopada ta wojna nie dawała się odróżnić od tego, co ją poprzedzało – mnóstwo niesprowokowanych ataków Arabów na Żydów, gdzie tylko dawało się urządzić na nich zasadzkę, co miało miejsce głównie na drogach (zamiłowanie to pozostało Arabom nadal w XXI w.) Do zawieszenia broni w 1949 r. zginęło 6 tysięcy Żydów, czyli cały jeden procent oblężonej populacji. I to nie było wszystko. Upust krwi trwał, z przerwami, przez wszystkie kolejne dziesięciolecia. Największą eskalację wywołała w 1993 r. “groźba pokoju” – tego, co fałszywi prorocy prowadzeni przez Szimona Peresa obiecywali nam jakom świt błogiej ery Oslo.
“Ofiary pokoju”, jak określał ich ówczesny premier Icchak Rabin w swej niezrównanej nowomowie orwellowskiej, nadal są składane na ołtarzu ugody, która zasadza się na ustanowieniu państwa palestyńskiego – tego samego państwa, które świat arabski z zajadłą przemocą odrzucił w 1947 r..
Porażka Arabów, kiedy próbowali unicestwić nowonarodzony Izrael i następujące po niej przybranie przez nich pozy uciśnionych niewiniątek, wymazanie z pamięci chętnie dającej się wykołować światowej opinii publicznej tego, co zdarzyło się 67 lat temu na obrzeżach przyziemnej Petach Tikwa – w samym centrum żydowskiego obszaru, w domu, nie zaś w odległym, uzurpatorskim imperium.
Wtedy właśnie Arabowie własną świadomą decyzją rozpoczęli to, co opłakują obecnie jako Nakba – katastrofa, która pozostawiła wielu z nich jako ludzi wywłaszczonych, a Izrael jako państwo suwerenne i odporne powyżej marzeń jego założycieli.
Rezolucja 181, przeciwko której powstał cały świat arabski, proponowała podział zachodniej Palestyny na dwa zintegrowane ekonomicznie państwa – jedno żydowskie i jedno arabskie. Wschodnia Palestyna, stanowiąca niemal 80% całości, została arbitralnie oderwana od Mandatu Brytyjskiego w 1922 r. i wręczona książątku z czegoś, co później otrzymało nazwę Arabii Saudyjskiej. Prezent dla emira Abdullaha został sztucznie nazwany Transjordanią, krajem całkowicie nieznanym w historii ludzkości, którego sfałszowana narodowość jest dzisiaj określana jako jordańska.
Chociaż na papierze Żydzi otrzymali 54% tego, co pozostało, w rzeczywistości były to trzy nie przylegające do siebie okrawki. Największy z nich zawierał pustynię Arawa, wschodnią Negew oraz Negew daleko na południu (do nieistniejącego wówczas Ejlatu). Większość tego księżycowego terenu nie nadawała się pod uprawę i z pewnością nie nadawała się na duże aglomeracje miejskie.
Drugi kawałek był wciśnięty we wschodnią Galileę wokół Jeziora Tyberiadzkiego. Najgęściej zaludniony mini skrawek był niewyobrażalnie wąską kluską wzdłuż Morza Śródziemnego, gdzie mieszkała większość Żydów i który był przeraźliwie narażony na ataki. Wewnątrz niego była arabska enklawa Jaffy, podczas gdy Naharija była pozostawiona poza państwem żydowskim.
Jerozolima i Betlejem miały stanowić “corpus separatum”, strefę międzynarodową mimo faktu, że Jerozolima miała niezaprzeczalną większość żydowską co najmniej od początku XIX w. (wcześniej nie było spisów powszechnych).
Niemniej, zorganizowane chrześcijaństwo nie mogło znieść afrontu żydowskiej dominacji w Mieście Świętym, choć przez 19 lat nie wydawała mu się przeszkadzać inwazja jordańska i okupacja części miasta, wygnanie pod lufami karabinów starożytnej społeczności żydowskiej, zniszczenie żydowskich świątyń i zakazanie Żydom dostępu do ich miejsca Najświętszego ze Świętych.
Czyta wiecej tu: Ważniejsze niż…
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com