Sondaże nie są dowodami ludobójstwa


Sondaże nie są dowodami ludobójstwa

Andrzej Koraszewski


Jak informuje nas kierownik działu zagranicznego dziennika Rzeczpospolita  Jerzy Haszczyński:
„70 proc. Polaków uważa, że Izrael dopuszcza się w Strefie Gazy ludobójstwa. Jakie znaczenie dla izraelskiego rządu mają takie sondaże? Używa ich jak papieru toaletowego do podcierania tyłków.” To zaledwie początek artykułu pod tytułem „Izraelski dziennikarz: Robimy w Gazie straszne, straszne, straszne rzeczy”. Tym dziennikarzem izraelskim jest oczywiście dziennikarz gazety Haaretz, wściekle lewicowy Josi Melman, który zaczyna swoją opowieść tak: „Rząd Izraela się nie przejmuje, co myślą Polacy, Francuzi, Hiszpanie, reszta świata. Podobnie ze zdaniem połowy Izraelczyków, którzy uważają, że to, co się dzieje w Gazie, jest okropne.”

Nie trzeba długo szukać, żeby dowiedzieć się, że izraelski dziennikarz świadomie wprowadza w błąd na temat rozkładu opinii izraelskiego społeczeństwa. Takie sprawdzenie izraelskich sondaży powinno być łatwe nawet dla absolwenta Wydziału Filozofii w Warszawie (jakim jest p. Haszczyński).

Głosy czytelników w komentarzach pod tym artykułem nie pozostawiają wątpliwości co do tego, jakie jest źródło opinii tych 70 procent Polaków i dlaczego tak wielu dało się przekonać do propagandy Hamasu, masowo powielanej na różnych szacownych łamach.

Porzućmy jednak „Rzeczpospolitą”. Być może masowe postawy i opinie mniej zależą od faktów, a bardziej od tego, gdzie kto szuka informacji.

Dziesiątego września gazeta Washington Post opublikowała artykuł Johna Spencera, wykładowcy West Point, uważanego za jednego z najlepszych specjalistów na świecie w kwestii wojen prowadzonych na terenach miejskich.

John Spencer pisze:

Izrael wezwał do masowej ewakuacji ludności cywilnej z miasta Gaza, co stanowi zapowiedź najbardziej decydującej bitwy tej wojny. W miniony weekend prezydent Donald Trump wydał – jak to ujął na platformie Truth Social – swoje „ostatnie ostrzeżenie” dla Hamasu, ogłaszając, że Izrael zaakceptował warunki rozejmu i że nadszedł czas, aby Hamas uczynił to samo – w przeciwnym razie poniesie konsekwencje. We wtorek Izrael przeprowadził precyzyjne uderzenie na przywódców Hamasu w Dosze.

Zbieg tych wydarzeń podkreśla podstawową prawdę: ostateczna bitwa o Gazę jest nieunikniona.

W miarę jak Izrael przygotowuje się do wejścia do miasta, kampania dezinformacyjna będzie się nasilać. Pojawi się coraz więcej błędnych interpretacji prawa wojennego. Wzrośnie liczba oskarżeń, że oblężenia są nielegalne lub niemoralne. Takie oskarżenia są bezpodstawne.

Amerykański ekspert zwraca uwagę na fakt, że prawa konfliktów zbrojnych dopuszczają oblężenie jako izolację sił przeciwnika w celu odcięcia go od zaopatrzenia, posiłków i możliwości manewru – zwykle w celu zmuszenia do kapitulacji lub umożliwienia decydującego ataku. Prawo zastrzega konieczność podjęcia środków ostrożności mających na celu minimalizację szkód wśród ludności cywilnej. „Oblężenie nie tylko jest zgodne z prawem – może być też najlepszym sposobem na ograniczenie liczby ofiar cywilnych”.

„Podobna taktyka nie jest unikalna dla Gazy. W niemal każdej większej operacji miejskiej ostatnich dekad Stany Zjednoczone i ich sojusznicy otaczali miasta, wzywali cywilów do ewakuacji – a następnie przystępowali do starannie zaplanowanego ataku.

W drugiej bitwie o Faludżę w 2004 roku siły amerykańskie i irackie zastosowały właśnie takie podejście, zanim rozpoczęły największy atak całej wojny w Iraku.

W Tall Afar w 2005 roku wojska USA zbudowały wysoki na trzy metry wał ziemny wokół miasta, ograniczając możliwość wchodzenia i wychodzenia. Mieszkańcom zapewniono bezpieczne drogi ewakuacji, a każda osoba opuszczająca miasto była kontrolowana, by odróżnić cywilów od bojowników Al-Kaidy. Było to tzw. oblężenie „porowate”: cywile mogli odejść, terroryści – nie. Bitwa ta stała się wzorem dla operacji izolowania i oczyszczania miast opanowanych przez ekstremistów.

Bitwa o Mosul w latach 2016–2017 to najbliższy analogiczny przypadek do planowanej operacji izraelskiej. Miasto liczące ponad milion mieszkańców przez dwa lata znajdowało się pod kontrolą Państwa Islamskiego. Początkowo cywilom nakazano pozostać na miejscu, co uczyniło z nich żywe tarcze. W połowie walk polityka się zmieniła i setki tysięcy osób uciekły – mimo że bojownicy próbowali ich powstrzymać. Pomoc humanitarna była dostarczana poza strefą walk, ponieważ wszystko, co trafiłoby do miasta, zostałoby przejęte przez terrorystów. Oczyszczenie Mosulu z sił Państwa Islamskiego zajęło dziewięć miesięcy.”

Spencer zwraca uwagę na fakt, iż mimo że Hamas jest dziś znacznie osłabiony, a armia izraelska jest i lepiej wyszkolona, i lepiej uzbrojona niż armia iracka, miasto Gaza jest twierdzą z podziemnymi tunelami, Hamas nadal korzysta z żywych tarcz i grozi cywilom karami za opuszczanie miasta, co jest oczywistą zbrodnią wojenną.

„Izrael, przeciwnie, przez całą wojnę stosował pełen katalog środków ostrożności przewidzianych przez prawo międzynarodowe: rozdawał ulotki i wykonywał połączenia telefoniczne z ostrzeżeniami, wyznaczał trasy ewakuacyjne, ogłaszał przerwy humanitarne – zarówno po to, by umożliwić cywilom ucieczkę do bezpiecznych stref, jak i by pomoc mogła dotrzeć poza strefy walk.”

W ocenie tej wojny, podobnie jak każdej innej, istotne są pytania, czy jest to agresja, czy działanie obronne? Czy to działanie jest legalne, czy nielegalne, moralne, czy niemoralne, a wreszcie, czy z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa jest konieczne?

„Biorąc pod uwagę dotychczasowe działania Izraela, atak na Gazę będzie legalny, moralny i konieczny. IDF działa tak, jak każda nowoczesna armia walcząca z wrogiem zakorzenionym w gęsto zabudowanych miastach.

Zakończenie wojny zależy od tego, czy Hamas uwolni zakładników i zrezygnuje z kontroli nad Gazą. Żadne państwo nie może pozwolić, by organizacja terrorystyczna miała bezpieczną przystań w gęsto zaludnionym mieście, przetrzymując zakładników i wystrzeliwując dziesiątki tysięcy rakiet. Jeśli bojownicy Hamasu odmówią, Izrael ma pełne prawo dokończyć oblężenie i przeprowadzić atak do momentu ich pokonania” – konkluduje John Spencer.

Powróćmy do naszej „Rzeczpospolitej”, która po raz kolejny buduje postawy i opinie świadomie oraz z premedytacją, przekazując narrację Hamasu, na domiar złego zamaskowaną głosem izraelskiego „dziennikarza”. „Rzeczpospolita” nie poinformowała, że Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości nie orzekł, iż Izrael popełnił ludobójstwo – orzekł, że oskarżenie wniesione przez RPA może mieć jakieś podstawy, a Izrael może (w jakiejś przyszłości) popełnić ludobójstwo. Mętne orzeczenia MTS pozwoliły na kształtowanie opinii publicznej i powoływanie się potem na sondaże przez działających w złej woli dziennikarzy światowej (w tym polskiej) prasy.

Oczywiście dziennikarze tacy jak Jerzy Haszczyński nie odpowiadają na proste pytania o przykład działania polskiej, brytyjskiej, francuskiej, amerykańskiej lub innej armii, która dokonałaby takich wysiłków oszczędzania ofiar cywilnych, jakich dokonuje armia izraelska w Gazie. Izrael nie używa głodu jako broni, ale ani dziennikarz „Rzeczpospolitej”, ani izraelski „dziennikarz” nie podaje i nie może podać żadnego przykładu zaopatrywania ludności wroga w żywność i medykamenty w takich ilościach, jak to robi Izrael w Gazie.
Izraelscy żołnierze nie strzelają do dzieci – chyba że są to uzbrojone dzieci, nastoletni żołnierze, których wykorzystywanie w walkach jest kolejną zbrodnią wojenną Hamasu.

„Rzeczpospolita” została założona przed wojną przez Stanisława Strońskiego (profesora romanistyki pochodzenia żydowskiego), gorącego zwolennika Mussoliniego i włoskiego faszyzmu. Nie ma jednak obowiązku, by aż tak wiernie trzymać się tradycji.


Webmaster: Nie wszyscy wiedza ze wlasciciel Haaretz mieszka w Londynie, a ta uznawana ze “najlepsza Izraelska Gazete” ma tylko troche ponad 4% czytelnikow w samym Izraelu. Tak wiec gdyby nie Arabowie, Antysemici, faszysci i swiatowi “globalisci-komunisci” ktorzy lapczywie wchlaniaja gazete, Haaretz by nie przezyl jako zwykla Izraelska gazeta.  


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com