Dlaczego Bractwo Muzułmańskie jest zagrożeniem dla Ameryki


Dlaczego Bractwo Muzułmańskie jest zagrożeniem dla Ameryki

Rachel Avraham


To ono dało początek Hamasowi, Al-Kaidzie i ISIS.

Przez dekady Stany Zjednoczone żyły w niebezpiecznej iluzji — że Bractwo Muzułmańskie, dzięki swojej wygładzonej retoryce i starannie wykreowanej „umiarkowanej” fasadzie, różni się od skrajnych ideologii, które zdestabilizowały całe regiony. Przekonanie to utrzymywało się nie dlatego, że było poparte analizami wywiadowczymi, lecz dlatego, że było wygodne. Umożliwiało decydentom udawanie, że Bractwo to „reformatorska” alternatywa dla dżihadyzmu, a nie jego ideologiczna kuźnia.

Sytuacja się zmienia. Najnowsze raporty europejskich służb wywiadowczych — z Francji, Belgii oraz bezprecedensowe sprawozdanie UE zaprezentowane 20 listopada — zburzyły tę fasadę. 23 listopada ponad 70 międzynarodowych ekspertów i działaczy na rzecz praw człowieka zebrało się w Hadze, przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym, przekazując jednoznaczny i pilny komunikat: Bractwo Muzułmańskie to nie ruch społeczny ani aktor społeczeństwa obywatelskiego. To globalna sieć destabilizacyjna — i Zachód nie może sobie dłużej pozwalać na jej ignorowanie.

Dla Waszyngtonu powinien to być sygnał alarmowy. Ameryka nie jest odporna. A zagrożenie, jakie Bractwo stanowi dla bezpieczeństwa narodowego USA, nie jest ani abstrakcyjne, ani odległe — jest strukturalne, ideologiczne i zakorzenione.

Doktryna założycielska Bractwa Muzułmańskiego jest jednoznaczna: zastąpić demokratyczne rządy islamskim porządkiem politycznym — stopniowo, poprzez cierpliwą infiltrację. Własne dokumenty Bractwa — w tym niesławny „Memorandum Wyjaśniające” z 1991 roku, ujawnione podczas procesu Holy Land Foundation — opisują jego misję w Ameryce jako „cywilizacyjno-dżihadystyczny proces” mający na celu zniszczenie cywilizacji zachodniej od środka.

To nie komentarz. To dowód złożony w federalnym sądzie USA. A mimo to Bractwu udało się zdobyć wpływy w amerykańskich instytucjach politycznych, akademickich i społecznych, promując się jako głos umiarkowany — strategia ta została jednoznacznie opisana przez byłego holenderskiego polityka Henry’ego Van Bommela w Hadze, który zaznaczył, że długofalowym celem ruchu jest „eliminacja cywilizacji zachodniej od wewnątrz poprzez wpływ ideologiczny i zaangażowanie polityczne”.

Dla amerykańskich decydentów ten język nie powinien być obcy. Brzmi on dokładnie tak, jak od lat ostrzegają przedstawiciele amerykańskich służb kontrterrorystycznych: Bractwo to nie koniec drogi, lecz kanał przepływu. To ono tworzy ideologiczne rusztowanie, na którym budują bardziej brutalni aktorzy — od Al-Kaidy, przez ISIS, po Hamas.

Ameryka stoi dziś w obliczu potrójnej podatności.

Po pierwsze, niespotykana sieć organizacji przykrywek umożliwia Bractwu wpływanie na wybory lokalne, koalicje międzywyznaniowe, kampusy uniwersyteckie i społeczności diaspory, pozostając przy tym poza zasięgiem prawa. W odróżnieniu od jawnych organizacji ekstremistycznych, Bractwo nie rekrutuje zamachowców, lecz osoby wpływowe, doradców, darczyńców i operatywnych politycznie działaczy. Jego zagrożenie nie kryje się na ulicach, lecz w salach konferencyjnych.

Po drugie, Bractwo doskonale potrafi wykorzystać otwartość demokracji jako broń. Dr Julio Levit Koldorf ujął to trafnie w Hadze: zachodni progresywiści, nieświadomi prawdziwych celów ruchu, „ślepo umożliwiają działanie totalitarnej ideologii, która sprzeciwia się demokracji, prawom człowieka, równości płci, prawom osób LGBTQ+ i świeckiemu państwu”.

Amerykański dyskurs publiczny — od działów DEI po sieci aktywistyczne — został przesiąknięty narracjami, które odzwierciedlają przekaz Bractwa, szczególnie w kwestiach dotyczących Izraela, Bliskiego Wschodu i legitymacji norm liberalnych.

Po trzecie, Bractwo dostarcza ideologicznego uzasadnienia dla islamistycznego ekstremizmu, który ostatecznie uderza bezpośrednio w Amerykę. Każda organizacja terrorystyczna powiązana z islamem politycznym, którą USA uznały za terrorystyczną — od Hamasu po niektóre odłamy Al-Kaidy — czerpie swoje ideologiczne korzenie z nauk Bractwa. Choć Bractwo może powstrzymywać się od bezpośredniej przemocy, to dostarcza światopoglądu, który ją legitymizuje.

Co istotne, zagrożenie nie dotyczy muzułmanów w Ameryce. Dotyczy amerykańskiej demokracji. Jak zauważył Ramon Rahangmetan w swoim przemówieniu: „To nie jest wystąpienie o islamie czy społecznościach muzułmańskich. To przemówienie o ruchu politycznym, który europejskie służby wywiadowcze identyfikują jako długofalowe ideologiczne zagrożenie dla spójności demokratycznej”.

Bractwo doskonale wykorzystuje zjawisko utożsamiania — sugerując, że krytyka jego ideologii politycznej to atak na sam islam. Taka manipulacja pozwoliła mu skryć się za amerykańskim pluralizmem, wykorzystując wyjątkowo tolerancyjne społeczeństwo do promowania nietolerancyjnego programu.

Ameryka nie może sobie pozwolić na bierność. USA już teraz dysponują podstawami prawnymi do działania. Takie kraje jak Egipt, Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Austria uznały Bractwo Muzułmańskie za organizację terrorystyczną. Waszyngton posiada wystarczające dowody, by przeprowadzić własną analizę, a najnowsze informacje wywiadowcze z Europy potwierdzają, że zagrożenie nie ogranicza się do Bliskiego Wschodu — ma charakter międzynarodowy.

Prawdziwe pytanie nie brzmi już: czy Bractwo jest niebezpieczne? Tylko: czy Ameryka ma wolę polityczną, by je tak traktować? Stawka nie mogłaby być wyższa. Ruch, którego celem jest erozja systemów demokratycznych, nie może swobodnie w nich funkcjonować. A kraj, który nie rozpoznaje ideologicznej dywersji, zostanie przez nią ukształtowany.

Bractwo Muzułmańskie testuje odporność społeczeństwa amerykańskiego. Waszyngton musi zdecydować, czy odpowie z jasnością — czy z zaprzeczeniem. Ameryka nie może zwalczać globalnego ekstremizmu, jednocześnie oferując schronienie jego architektom.


Link do oryginału: https://www.frontpagemag.com/why-the-muslim-brotherhood-is-a-threat-to-america/?utm_source=FrontPage+Magazine&;utm_campaign=c31023c861-EMAIL_CAMPAIGN_2025_11_28_05_56&utm_medium=email&utm_term=0_57e32c1dad-c31023c861-520618396&mc_cid=c31023c861&mc_eid=5cd77c7fa1

Fron Page Magazine, 28 listopada 2025


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com