To plakat amerykańskiego artysty z 1919 roku, stworzony w celu promocji „Palestine Restoration Fund” dla Syjonistycznej Organizacji Ameryki.
Izrael nie jest kolonią. Jest powrotem diaspory
Uri Kurlianchik
To plakat amerykańskiego artysty z 1919 roku, stworzony w celu promocji „Palestine Restoration Fund” dla Syjonistycznej Organizacji Ameryki.
Kolonia to grupa ludzi, którzy osiedlają się na odległym terytorium, aby utrzymywać więzi z krajem macierzystym, zazwyczaj w celu przesyłania do niego zasobów. Kartagina była fenicką kolonią założoną przez kupców z Tyru. Trzynaście Kolonii w Ameryce było koloniami angielskimi założonymi przez osadników z Wielkiej Brytanii. Francuska Algieria była francuską kolonią założoną przez Francję. Kolonia zawsze ma metropolię, która nią kieruje i do której wysyła zasoby. Przykłady: Wielka Brytania w Indiach, Francja w Algierii, Hiszpania w Meksyku, Turcja na Cyprze, ZSRR w Kazachstanie, Chiny w Tybecie.
Na marginesie: przyznaj, że zaskoczyło cię uwzględnienie mocarstw nieeuropejskich. Zabawne, jak we współczesnej akademii zawsze uchodzi im to na sucho. Ciekawe dlaczego…?
Jeśli więc Izrael jest kolonią, to czyją? Którego państwa jest kolonią? Gdzie znajduje się jego metropolia?
Nie istnieje jedno państwo, z którego pochodziłaby większość Żydów imigrujących do Palestyny. Większość przybyła jako imigranci i uchodźcy, bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony krajów, które opuszczali, często uciekając przed przemocą i prześladowaniami.
Ich celem nigdy nie było wzbogacanie odległej metropolii. Chodziło o samostanowienie na terytorium mającym dla Żydów głębokie znaczenie historyczne i religijne. Niepodległość Izraela przypadła na okres dekolonizacji, a nie kolonizacji.
Oczywiście Izrael nie odpowiada współczesnej definicji kolonii. Jednak pierwsi syjoniści czasami używali tego terminu. Dlaczego?
Ponieważ znaczenie słów zmienia się z biegiem czasu.
Ludzie, którzy przybywali z odległych krajów, aby zakładać nowe osady na bagnach i pustyniach, byli kolonistami w tym samym sensie, w jakim kolonistami byliby ludzie osiedlający się na Marsie, ale nie byli kolonizatorami.
Używali słowa „kolonia”, aby opisać coś będącego właściwie przeciwieństwem tego, co dziś określa się tym mianem, czyli formy okupacji. Nawet najbardziej zagorzały krytyk syjonizmu nie może przecież oskarżać ich o okupowanie czegokolwiek w 1880 roku…
Czym więc jest Izrael? Powiedziałbym, że najlepszym określeniem byłby „powrót diaspory”. Choć dziś rzadko się je słyszy, nie jest ono czymś wyjątkowym.
Najbliższymi przykładami, jakie przychodzą mi do głowy, są Liberia i (w mniejszym stopniu) Pakistan.
Powstanie Izraela było reakcją na antysemityzm, tak jak powstanie Liberii było reakcją na rasizm, a Pakistanu – na uprzedzenia religijne. Izrael jest podobny do Liberii o tyle, że prześladowana grupa przeniosła się na odległe terytorium, z którym łączyły ją historyczne więzi, aby stworzyć państwo, w którym będzie wolna od prześladowań. Pakistan z kolei, podobnie jak Izrael, powstał w wyniku migracji wywołanej podziałem obszaru zamieszkanego przez ludność mieszaną.
Wspólnym mianownikiem wszystkich trzech projektów narodowych jest to, że prześladowania i brak własnego państwa skłaniają ludzi do domagania się własnego terytorium. Celem nie jest wzbogacenie odległej ojczyzny-metropolii, lecz stworzenie miejsca, w którym ludzie będą mogli żyć z godnością.
Pozostaje nam więc współczesny wynalazek w postaci „kolonializmu osadniczego”, który nie ma nic wspólnego z pierwotną definicją kolonializmu, lecz zamiast tego łączy dwa słowa, o których lewica uczy nas, że są straszne, tworząc coś bardzo, bardzo strasznego.
Zasadniczo kolonializm osadniczy oznacza, że silniejsze państwo rozszerza swoją obecność na terytorium słabszego państwa, wypierając jego pierwotnych mieszkańców. Na pierwszy rzut oka wydaje się to bardziej trafnym określeniem, lecz podobnie jak nazywanie Izraela kolonią, rozpada się przy nawet najbardziej pobieżnej analizie.
Żydzi są nieprzerwanie i udokumentowanie obecni na Ziemi Izraela od tysięcy lat. Współczesna ludność arabska wywodzi się z różnych fal migracji i podbojów na przestrzeni wieków. Z pewnością ma w sobie pewien udział ludności rdzennej, ale ma również wiele obcego pochodzenia.
Jeśli „rdzenny” oznacza „pierwotni mieszkańcy”, odpowiedź jest głęboko niejednoznaczna na ziemi, która przez tysiąclecia była dziesiątki razy podbijana i ponownie zasiedlana. W gruncie rzeczy wszyscy mieszkańcy tego regionu są dziś mieszaniną różnych pochodzeń.
Obecnie Izrael jest suwerennym państwem ludzi, którzy się tam osiedlili. Żydzi, którzy osiedlili się w Palestynie, stali się narodem samorządnym, a nie placówką zagranicznego imperium.
Konflikt między Żydami a Arabami w Izraelu rozpoczął się jako wojna domowa i w pewnym sensie nadal nią jest, choć przekształcił się w coś wyjątkowego z powodu wyjątkowego uporu Izraela, by nie wypędzić wrogiej ludności, jak uczynił niemal każdy inny kraj w poprzednim stuleciu.
Tak właśnie powstawała większość narodów w historii: poprzez migrację, wyparcie wcześniejszych mieszkańców i ustanowienie własnej suwerenności. Rosja, Turcja, Wielka Brytania, Francja, Hiszpania – wszystkie ukształtowały się w ten sposób, a mimo to żadnego z tych państw nie określa się mianem kolonii.
Jeżeli Izrael jest kolonią osadniczą, to wszystkie państwa nią są, co czyni ten termin pozbawionym znaczenia.
Jest jeszcze kwestia intencji.
Kolonializm osadniczy zakłada celową, wspieraną przez państwo eliminację ludności rodzimej w interesie państwa kolonizującego. Imigracja syjonistyczna nie była sponsorowana przez żadne państwo.
Żydzi prywatnie kupowali ziemię i od podstaw budowali własne instytucje. Ich zamiarem było przetrwanie i samostanowienie, a nie eliminacja Arabów żyjących wokół nich. Większość wczesnych syjonistów wyraźnie opowiadała się za współistnieniem, choć bardzo niewielu Arabów podzielało tę wizję.
Wysiedlenia były konsekwencją wojny stoczonej między dwoma narodami – zderzenia dwóch sprzecznych dążeń narodowych. Nie było w tym nic wyjątkowego w epoce, w której miliony ludzi zostały przesiedlone w ramach ogromnych wymian ludności w Europie i Azji, z których żadna nie była przez środowiska akademickie określana mianem kolonializmu osadniczego.
Widzieliśmy to w Algierii, Indonezji, Czechosłowacji, Jugosławii, Turcji, Grecji, na Cyprze, w Bułgarii, Bhutanie i niezliczonych innych miejscach. O większości tych wydarzeń dziś się nie pamięta, ponieważ całe populacje zostały wypędzone i problem został rozwiązany.
Wreszcie kolonializm osadniczy napędzany jest przez siłę: dominująca grupa rozszerza swoją władzę kosztem słabszej.
Żydzi przybywający do Palestyny, zwłaszcza po Zagładzie, należeli do najbardziej prześladowanych i bezbronnych ludzi na świecie, a nie do przedstawicieli ekspandującego imperium, które projektowało swoją potęgę na zewnątrz.
Ich zwycięstwo nad pięcioma najeżdżającymi armiami państw arabskich było niczym innym jak cudem. Ich decyzja, by nie zrobić tego, co w XX wieku zrobiło tak wiele innych państw, i nie dokonać transferu wrogiej ludności, była niczym innym jak szaleństwem.
Mimo to Izrael nie jest kolonią. Jest powrotem diaspory.
Link do oryginału:
Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com
