Arabska prasa ostro krytykuje administrację Obamy za sprzymierzanie się z Iranem.
Iran strzela do “sunnitów irackich” i “sunnitów syryjskich” ze sposoringiem USA („Al-Watan”, Arabia Saudyjska, 18 marca 2015)
Na tle obecnych negocjacji nuklearnych USA-Iran i wojny z Państwem Islamskim (ISIS) dziesiątki artykułów w prasie arabskiej, a szczególnie prasie saudyjskiej ostro krytykowały w ostatnich tygodniach politykę administracji Obamy w tym regionie – szczególnie politykę wobec Iranu, którą nazywają “destrukcyjną”, “idiotyczną”, “niebezpieczną” i „o wąskich horyzontach”.
Wyrażając niepokój wobec perspektywy porozumienia nuklearnego USA-Iran, które wzmocniłoby Iran kosztem krajów sunnickich, wieloletnich sojuszników USA, niektórzy autorzy pisali, że ponieważ prezydent Obama stara się o porozumienie nuklearne z Iranem dla własnej, osobistej chwały, koszt takiego porozumienia nie ma dla niego znaczenia. Pisali, że Obama nie zważa na działania Iranu i daje mu, a także organizacjom z nim stowarzyszonym, wolną rękę do działania w Syrii, Iraku, Jemenie i Bahrajnie, a robiąc to pozwala Iranowi na dalszą ekspansję w regionie.
Niektórzy autorzy argumentowali, że polityka USA w Iraku i Syrii, która dała Iranowi swobodę działania w tych krajach, spowodowała powstanie ISIS, ponieważ sojusz USA-Iran upokorzył Arabów sunnickich i stworzył optymalne warunki do pojawienia się takich grup.
Jeden z autorów wezwał nawet kraje arabskie i Turcję, by przeciwstawiły się administracji Obamy, udaremniły jej politykę w regionie i wystąpiły ostro przeciwko jakiemukolwiek porozumieniu z Iranem, które nie uniemożliwia mu całkowicie posiadanie broni jądrowej. Inny spekuluje, że kraje regionu będą w lepszej sytuacji, jeśli znajdą kogoś innego niż USA, na kim mogłyby polegać.
Poniżej przedstawiamy przetłumaczone fragmenty kilku artykułów:
Intelektualista saudyjski: Obama sprzymierzył się z milicjami szyickimi przeciwko milicjom sunnickim
Saudyjski komentator polityczny, Chaled Al-Dahil, pisał w wychodzącej w Londynie gazecie „Al-Hayat”, że polityka Obamy w regionie jest destrukcyjna i że Arabowie nie mogą wobec niej zachować milczenia. Napisał, że administracja Obamy daje wolną rękę Iranowi i jego milicjom w Syrii i Iraku i pomaga mu walczyć z organizacjami sannickimi w regionie w celu uspokojenia go przed podpisaniem porozumienia nuklearnego: „…Administracja Obamy rozumie zupełnie dobrze, że wojna z ISIS, tak jak jest ona obecnie prowadzona, ma destrukcyjne reperkusje sekciarskie, które wybuchną każdemu w twarz, jeśli się nimi nikt nie zajmie. Czy ta administracja jednak… zrobiła cokolwiek, by poprawić [sposób], w jaki ta wojna jest prowadzona?… Z pewnością nie! Ta administracja działała i nadal działa sprzecznie z obawami, które sama wyrażała. [Robi to] z powodu swojego pragnienia sprzymierzenia się z Iranem jako część wojny przeciwko ISIS – w sojuszu, który będzie tajny, do osiągnięcia porozumienia nuklearnego [z Iranem] i normalizacji stosunków [USA-Iran].
Obama widzi kilka korzyści w tej wojnie [przeciwko ISIS]: uspokaja Iran i daje mu poczucie, że USA starają się uratować go przed dodatkowym wrogiem [ISIS] po uratowaniu go od Talibanu i od Saddama Husajna. Podobnie, Obama ma nadzieję, że w ten sposób uda mu się przekonać Iran, by uczynić niezbędne ustępstwa w celu dotarcia do wytęsknionego porozumienia nuklearnego.
Jednak Obama posunął się jeszcze dalej” razem z Rosją dał Iranowi wolną rękę w Syrii w popieraniu reżimu syryjskiego i zdławieniu lokalnej opozycji. W ten sposób oportunizm prezydenta amerykańskiego jest bardzo wyraźnie ujawniony. Jako wytrawny prawnik i polityk wie on, że ISIS, jako organizacja sekciarska, jest naturalnym i bezpośrednim wynikiem wojen sekciarskich, które zaczęły się od amerykańskiej inwazji na Irak. [Z drugiej strony] sam prezydent Obama nazwał reżim irański teokratycznym – to jest, reżimem sekciarskim… – ponieważ reżim religijno-polityczny jest z definicji i nieuniknienie reżimem sekciarskim. Ponadto reżim irański sam zdefiniował się jako sekciarski we własnej konstytucji (patrz rozdziały 12, 71 i 115 konstytucji irańskiej). Znaczy to, że… Obama walczy z sekciarskim ISIS [przy pomocy] sekciarskiej polityki i sekciarskich narzędzi…
To prawda, Obama nie jest formalnie sprzymierzony z Iranem na wojnę z ISIS, ale jest sprzymierzony z Iranem de facto… [jak też] z jego milicjami i milicjami pod jego wpływem. Dlatego też administracja Obamy nie zważa na całą militarną i wywiadowczą działalność Iranu w Syrii i Iraku – od wyprawienia wojowników Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) oraz finansowania i szkolenia szyickich milicji Iraku, do walki przeciwko ISIS, czy to przez [irańskie] uderzenia powietrzne przeciwko niemu, czy przez te milicje.
Jest uderzające, że administracja Obamy wysłała ponad 3 tysiące żołnierzy, by szkolili tak zwane Siły [Powszechnej Mobilizacji] – Haszd Szabi – grupę szyickich milicji, które zostały stworzone po załamaniu się armii irackiej i przejęciu Mosulu przez ISIS jesienią zeszłego roku. To jest, administracja Obamy sprzymierzyła się de facto z milicjami szyickimi, by walczyć z milicjami sunnickimi…
Przejęcie Jemenu przez Huti otwiera dodatkowy front w wojnie sunnicko-szyickiej. Czy jest do pomyślenia, że USA mogą zostać partnerem Iranu w wojnie przeciwko sunnitom w Jemenie, jak to zasadniczo już zrobiły w Iraku i Syrii?
Nic nie uzasadnia milczenia wobec tej polityki amerykańskiej, ponieważ jest to główny czynnik, który stworzył terroryzm w Afganistanie. Ten terroryzm nasilił się następnie po inwazji USA na Irak i rozbił [na kilka nurtów] w wyniku milczenia amerykańskiego wobec holokaustu dokonywanego w Syrii przez sojusz rosyjsko-irański z tamtejszym reżimem. Jest złem, że milczymy w obliczu polityki, która wciąga region w bardziej destrukcyjne wojny religijne, tylko dlatego, że pan Obama ma aspiracje do osiągnięcia porozumienia z Irańczykami…” [1]
Czytaj dalej tu: Arabska prasa ostro…
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com