Zapiski człowieka kontrowersyjnego
Andrzej Koraszewski

Od czasu do czasu różni ludzie odczuwają głęboką potrzebę przyklejenia etykietki. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że nasza strona jest „żenująco islamofobiczna”. Strasznie zdenerwowaliśmy czytelniczkę, która nie mogła się w żaden sposób pogodzić ze stwierdzeniem, że ateiści w krajach muzułmańskich są prześladowani. Ta niesłychanie kontrowersyjna teza pojawiła się w moim streszczeniu liczącego kilkanaście stron tekstu marokańskiego dziennikarza, Ahmeda Benchemsi, który pisał o zjawisku „niewidzialnych ateistów” w muzułmańskim świecie oraz, oczywiście, o przyczynach, dla których są oni niewidzialni.
Nie trzeba bardzo głębokich studiów, żeby dowiedzieć się w ilu krajach ateizm spotyka się z prawnymi represjami, jakie formy przybierają te represje, jak wyglądają naciski pozaprawne. Te opisy znajdowały się w moim streszczeniu, a sprawdzenie przywoływanych w artykule faktów wymagało zaledwie kilku kliknięć.
Czytelniczka pisała: „Znam irackich ateistów, jeden z nich nawet kandydował na prezydenta w ostatnich wyborach, pochodzi z szanowanej ateistycznej rodziny bagdadzkiej, jest aktywnym działaczem partii socjaldemokratycznej. Nikt ich za ateizm nie prześladuje.”
Ten wpis przypomniał mi Juliana Hochfelda znakomitego socjologa, człowieka o niesamowitym uroku, który bezpośrednio po zakończeniu wojny, bardzo skutecznie przekonywał Brytyjczyków w Londynie, że w opanowanej przez komunistów Polsce nikt nikogo nie prześladuje. Zetknąłem się z nim w 1957 roku, kiedy był już niemal dysydentem, gwiazdą na firmamencie orędowników socjalistycznej demokracji. O jego pracy w Londynie bezpośrednio po wojnie dowiedziałem się wiele lat później, już po jego śmierci i, ku własnemu zdumieniu, nigdy nie straciłem do niego sympatii, pamiętałem ciepłego, mądrego człowieka, o którym wiedziałem, że przyklejał łatki kontrowersyjności ludziom ujawniającym zbrodnie nowego, komunistycznego reżimu. Był wspaniałym człowiekiem, miał jedną wadę – nie był uczciwy ani wobec samego siebie, ani wobec innych. Miał jednak dobre intencje i zdolność oszukiwania samego siebie. Ta zdolność pozwalała mu być zastępcą członka KC PZPR i posłem na Sejm w najgorszym stalinowskim okresie.
Właśnie przeczytałem w Washington Post artykuł pod ciekawym tytułem: „Organizatorzy wydarzenia nie przeprosili po udaremnionym zamachu w Teksasie”. Przetarłem oczy, ludzi chciano zabić, a oni mają przeprosić? Dziennikarka „Washington Post”, Sandhya Somashekhar, nie ma w tej sprawie wątpliwości. Pamela Geller organizując wystawę karykatur Mahometa jest winna zbrodni sprowokowania morderców. Pamela Geller jest zatem ekstremistką i islamofobką! Koniec kropka, nie ma o czym rozmawiać. To bardzo kontrowersyjna postać! Dopiero co zorganizowała akcję publicznego pokazywania na autobusach pełnego nienawiści cytatu działacza Hamasu, który mówił, że „Zabijanie Żydów jest modlitwą przybliżającą nas do Allaha”. Oskarżono ją o mowę nienawiści. Nie, nie o ujawnianie mowy nienawiści, to Pamela Geller oskarżona jest o mowę nienawiści i Pamela Geller oskarżona jest o spowodowanie zamachu na nią. Za zamach na organizatorów wystawy odpowiedzialność przyjęło Państwo Islamskie, ale organizatorzy tej kontrowersyjnej wystawy rysunków powinni przeprosić za prowokowanie Państwa Islamskiego! Na marginesie tej publikacji inny amerykański dziennikarz, Rich Lowry zastanawia się w niszowym magazynie „Politico”, czy należy również oczekiwać przeprosin od Malali Yousafzai, która wzburzyła Talibów swoim chodzeniem do szkoły i bezczelnym publicznym upominaniem się o prawo muzułmańskich dziewczynek do nauki? A co z Koptami, którym obcięto głowy? Czyż nie byli winni zbrodni modlenia się do niewłaściwego Boga? Sympatie wielkich tego świata do zbrodniarzy wyrażane są ostrożnie, przy pomocy tak niewinnych zabiegów jak właśnie stempelek „kontrowersyjności” przyklejany ich krytykom. Kontrowersyjna jest Ayaan Hirsi Ali, Sam Harris, kontrowersyjni są muzułmańscy liberałowie. „Nie drażnić zwierząt”. To wyrażane innymi słowami hasło ukrywa pomieszanie strachu i rasizmu. Nienawiści do każdego, kto odważa się mówić głośno, że zbrodnia jest zbrodnią, starannie zamaskowanej pogardy dla zbrodniarzy, którzy przecież nie ponoszą winy za to co robią i ubieranie się w szaty moralistów broniących sprawiedliwości i społecznego ładu. To wszystko zanurzone w kłamstwie, żeby ukryć wyciągnięte na światło dzienne fakty.
Inny szacowny dziennik amerykański, „New York Daily News” opublikował artykuł pod tytułem: „Wyczyn Pameli Geller z karykaturami Proroka Mahometa w Teksasie pokazuje jak nienawiść znowu podnosi swój ohydny łeb”. Oczywiście nienawiść dotyczy organizatorów wystawy, a nie tych, którzy próbowali ich zabić. Autorka artykułu bez zażenowania porównuje Geller do ISIS i Al-Kaidy, pisząc że podobnie „tarzają się w nienawiści”.
Do akcji włączył się również „New York Times” pisząc:
Charlie Hebdo to pismo, które zawsze charakteryzowała satyra na polityków i religie, czy to katolicką, żydowską, czy islam. Natomiast za wystawą w Teksasie kryje się Pamela Geller, antyislamska aktywistka, z długą historią deklaracji i działań motywowanych czystą nienawiścią do islamu.
Czytaj dalej tu: Zapiski człowieka kontrowersyjnego
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com