Wojciech Albiński, “Oświęcimki”
Jakub Nikodem
“Oświęcimki” to trzydzieści dziewięć impresyjnych miniatur poetycko-prozatorskich. Gorzkich, ironicznych, o dużej zawartości absurdu i groteski na centymetr kwadratowy zdania. Napisanych prostym językiem, lecz zmuszających do niełatwej refleksji. Ryzykownych. Co jednak najważniejsze – zaskakująco dobrych.
Muszę się przyznać, że po zapoznaniu się z tytułem i pobieżnym przeczytaniu pierwszego fragmentu, który porównuje Ikeę do obozu koncentracyjnego, miałem wątpliwości, czy nie trzymam w ręku literackiego niewypału. Szybko jednak przekonałem się, że tkwiłem w błędzie. Kiedy Albiński pisze, że “Oświęcim dzisiaj, co już zostało powiedziane tysiąc razy w uczonych książkach, jest metaforą wszystkiego”, rzeczywiście można nabrać uzasadnionych podejrzeń, że hipermarket czy praca w korporacji są niczym Obóz. Na szczęście nie o to autorowi chodzi. Inna jest jego metoda. Choć Albiński ryzykownie balansuje na granicy kiczu, w większości przypadków udaje mu się pozostać bezpretensjonalnym, unikając – nieraz za cenę kilkukrotnej lektury – jałowej metaforyki.
Niemal każdy z tych krótkich utworów oparty jest na skojarzeniu, w którym współczesna codzienność splata się z echami Zagłady, wojny, minionych cierpień i prześladowań. Kolejka w Ikei niczym rampa w obozie śmierci, szpara między ścianami domu to kryjówka dla Żydów, niezliczona ilość ubrań po Openerze jako stosy odzieży zabranej więźniom, wahania waluty na giełdzie – niepozbawione nadziei oczekiwanie w komorze gazowej, zwolnienie z pracy – selekcja, pomysł na własną firmę – plan ucieczki. Dym z komina, wiersz Leopolda Staffa, pociąg, odliczanie w zabawie w chowanego (“zawsze od końca”), zgaśnięcie światła w restauracji, spływ kajakiem, przechadzka po Ursynowie. To skojarzenie nieraz bardzo odległe i zaskakujące. Demonstrują one – za pomocą dystansu, groteski, hiperbolizacji i zaskoczenia – jak bardzo Wojna i Zagłada tkwią w naszej zbiorowej podświadomości, w naszych słownikach, gestach i pamięci ciała. W miejscu, które na zawsze pozostanie kontekstem dla ludobójstwa.
Tak czytane “Oświęcimki” są grą z pamięcią, pamięcią “źle pamiętaną”, bo banalizowaną lub spychaną do podświadomości. Nie jest to więc książka o historii czy też o porównywaniu jej z teraźniejszością. Owe ślady przeszłości są “wirtualne”, tkwią w naszych głowach jako ciągle wypierane i uparcie powracające skojarzenia, które świadczą o nieprzepracowaniu fundamentalnego tematu. Jeśli jakaś diagnoza wyziera między wierszami, to właśnie taka: jesteśmy wyalienowani, pokawałkowani jak ilustrujące książkę kolaże Anny Niesterowicz. Uleczenie naszej ułomnej kondycji ludzkiej (polskiej?) mogłoby się więc dokonać przez zmniejszenie dystansu do tamtych wydarzeń – dzięki wczuciu się, empatii. Oczywiście prawdziwa empatia – poczuć to, co tamci kiedyś czuli – znajduje się poza zasięgiem możliwości naszego doświadczenia i wyobraźni. Dla celów terapeutycznych wystarczy jednak świadome próbowanie, choć wszelkie starania skazane są na porażkę. Dlatego każde porównanie lub skojarzenie musi brzmieć jak gorzki żart (stąd ironia) albo lament (patos), czasem zresztą od siebie nierozróżnialne.
“Wagony jechały, kominy dymiły, ale jaka wspólnota, jak więź. Po jednej stronie wszyscy połączeni jedną więzią, […] a po drugiej stronie bardzo skromnie, mimo rytmu tego zdania, jestem ja. Chciałbym zrozumieć, wczuć się i stać się ich częścią. Rozstąpcie się i wpuśćcie! […] Ale nie mogę, nie było mnie tam i w tej niemożności domknięcia swojej wiedzy godzę się patrzeć na każde okrucieństwo. Chodzę i słucham, podglądacz przy niekończącym się gwałcie. Dlaczego nie ja? Dlaczego nie ja? Nie zasłużyłem?” [“Rodzaj wyższości”]
I jeszcze na koniec:
“Najkrócej mówiąc, zazdroszczę im, że są razem. Wyobrażam sobie, jak później siedzą na walizkach, dzielą się czymś, powiedzmy – pańską skórką. Ja bym chętnie z nimi razem gdzieś poszedł. Nawet jako pies, nawet i do gazu.” [“Nawet do gazu”]
- Autor: Jakub Nikodem, maj 2015
- Wojciech Albiński
- “Oświęcimki”
- Wydawnictwo Nisza Warszawa 2014
- Ilustracje: Anna Niesterowicz
- wymiary: 135mm x 210 mm
- liczba stron: 94
- okładka: miękka
- ISBN: 978-83-62995-35-2
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do:
webmaster@reunion68.com