Ukraińska partyzantka 1942 – 1960
GRZEGORZ MOTYKA
Ukraińska Powstańcza Armia Flaga UPA
![]()
Działalność Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii
2006
(…)
Likwidacja OUN-UPA w ZSRR
Główny ciężar walki z OUN i UPA spadł na Wojska Wewnętrzne NKWD. Do 25 marca 1944 r. na Wołyń i Podole przybyły 9 Ordżonikidzka i 10 Suchumska Dywizje Wojsk Wewnętrznych NKWD. Tuż przed przybyciem na Wołyń prowadziły one deportacje ludności czeczeńskiej i kałmuckiej. Oprócz nich przybyły 16 (mp. Sarny), 17 (mp. Lwów), 18,19, 20 (mp. Krzemieniec), 21, 23 (mp. Zbaraż) i 24 (mp. Dubno) Brygady Strzelców Zmotoryzowanych Wojsk Wewnętrznych NKWD, 18 pułk kawalerii, specjalny batalion pancerny Dywizji im. Dzierżyńskiego. Według oficjalnych stanów każda brygada składała się z pięciu batalionów (w sumie 4050 żołnierzy), posiadała pięćdziesiąt czołgów T-60 lub T-70, 50 transporterów opancerzonych, 335 ciężarówek, 45 moździerzy, trzydzieści ckm. Jednak faktyczne stany osobowe w tych jednostkach były niższe od zakładanych. Liczba poszczególnych jednostek i wchodzących w ich skład żołnierzy zmieniały się. Zbigniew Palski liczbę wojsk NKWD w końcu marca 1944 r. ocenia na 37 208 żołnierzy, wyposażonych w 22 czołgi BT-7. Wspierały je wydzielone z 13 Armii 1 Frontu Ukraińskiego kompania ośmiu czołgów T-70 i T-60 oraz dwie kompanie (18 samochodów pancernych) BA-64 i BA-1025. Według Tkaczenki WW NKWD na zachodniej Ukrainie – zapewne nieco później – liczyły 31 540 ludzi. Zdaniem Anatolija Kentija 9 października 1944 r. podziemie na Zachodniej Ukrainie zwalczało 26 304 żołnierzy WW NKWD. Warto wspomnieć, iż choć liczba żołnierzy NKWD stacjonujących w zachodnich obwodach Ukrainy była dość znaczna, to stanowiła jedynie drobny procent wszystkich służących w tym czasie w WW NKWD. W całym ZSRR Wojska Wewnętrzne liczyły 30 grudnia 1945 r. 655 370 żołnierzy (wg planowanych stanów winno być 680 280 ludzi).
Nie były to wszystkie jednostki skierowane do walki z partyzantką ukraińską. Obok Wojsk Wewnętrznych miały z nią walczyć Pograniczne Wojska NKWD. Po wyjściu oddziałów ACz na granicę ZSRR z 22 czerwca 1941 r. Sowieci przeformowali pograniczne pułki do ochrony tyłów (utworzone po napaści Niemiec) z powrotem w Oddziały Pograniczne, których celem była ochrona granicy. Na zachodniej granicy USRR rozlokowano 2, 88, 89, 90, 93, 98 i 104 Oddziały Pograniczne. W walce z ukraińską partyzantką wspierać miał je od września 1944 r. 42 pułk zmotoryzowany. Całością dowodził gen. lejtn. P. W. Burmak. W Podkarpackim Okręgu Granicznym rozlokowano 13, 24, 27, 31, 33 i 87 Oddziały Pograniczne. Okręgiem dowodził gen. mjr I. Demszin. Do końca 1944 r. Sowietom udało się zorganizować pełną ochronę granicy USRR.
Działania sowieckich organów bezpieczeństwa wspierały istriebitielnyje bataliony. IB zostały powołane rozkazem Rady Komisarzy Ludowych z 24 czerwca 1941 r. Ochraniały one ważne obiekty przed dywersantami niemieckimi. W wyjątkowych wypadkach, np. w Leningradzie, brały udział w walkach na froncie. Na Ukrainie zachodniej i Białorusi oraz na Litwie, Łotwie i w Estonii, po odbiciu tych terenów z rąk Niemców, wspomagały działania NKWD obliczone na likwidację podziemia i sowietyzację.
IB podlegały operacyjnie NKWD. Na ich czele stali oficerowie tej formacji. Formowano je z miejscowej ludności, zajmowały się ochroną miejscowości i majątku państwowego, ochraniały kołchozy, kluby, szkoły, miały uniemożliwiać korzystanie przez partyzantów z pomocy mieszkańców wsi. W każdym mieście rejonowym dodatkowo stacjonował pluton szturmowy IB, wspierający sowieckie akcje czyszczące. W skład IB w założeniu mieli wchodzić ludzie sprawdzeni, “oddani sowieckiej władzy”. W praktyce trafiały tam przeróżne osoby, często sympatyzujące z partyzantką. W latach 1944-1945, jak już wspominałem, w składzie IB znajdowało się wielu Polaków. W końcu 1944 r. IB liczyły już 69 tys. ludzi w oddziałach i 123 570 osób w tzw. grupach wsparcia.
W 1944 r. UPA osiągnęła największy punkt rozwoju. W ponad stu sotniach znajdowało się 25-30 tys. partyzantów. Do tego należy doliczyć jeszcze SKW, bojówki SB OUN oraz te związane jedynie z siatką cywilną OUN, która istniała w znaczącej części ukraińskich wsi. Można przyjąć, iż oddziały UPA miały możliwości mobilizacyjne sięgające 100 tys. ludzi.
Za jedną z najskuteczniejszych metod zwalczania podziemia Sowieci uznawali deportacje w głąb ZSRR rodzin osób powiązanych z partyzantką. Jak to ujął sekretarz obkomu lwowskiego Iwan Hruszeckyj: “Najbardziej bolesny punkt bandytów – to rodzina”. Nic więc dziwnego, że już w lutym 1944 r. Chruszczow zaproponował, aby wysiedlać rodziny członków podziemia. Oznaczony nr 7129 rozkaz dotyczący deportacji mieszkańców Ukrainy zachodniej Ławrientij Beria wydal 31 marca 1944 r. Sprawę traktowano jednak jako na tyle pilną, iż techniczne przygotowania do pierwszych deportacji biegły równolegle do działań legislacyjnych. W myśl pierwotnych zamierzeń pierwsze transporty miały wyruszyć najpóźniej 1 kwietnia 1944 r., jednak ostatecznie deportacje zaczęły się 7 maja 1944 r. Początkowo przewidywano, że wysiedleniu podlegają rodziny “ouenowców i aktywnych powstańców” aresztowanych i zabitych w walce. Szybko jednak rozszerzono kategorie wysiedlanych, rozciągając ją również na tych partyzantów, którzy pozostawali w lesie. Deportacji podlegać miały zatem także rodziny ukrywającego się “aktywu i kierownictwa OUN-UPA”, wg stanowisk: komendanci, ich zastępcy i pracownicy SB, rejonowi i nadrejonowi prowidnycy OUN, sotenni, staniczni, komendanci OUN, kurenni, gospodarczy, referenci łączności, “aktywni uczestnicy band”. Mienie podlegało konfiskacie. Można było zabrać na zesłanie do pięciuset kg rzeczy na rodzinę. W instrukcjach zalecano, by wysiedleńcy zabierali ze sobą odzież, obuwie, żywność. Można też było zabrać zastawy stołowe i rzeczy kuchenne, drobny inwentarz i narzędzia (np. kosy, grabie), pieniądze oraz kosztowności.
Rozszerzenie kategorii wysiedleńców z radością przyjęli dygnitarze partyjni. Jeden z członków kierownictwa obkomu rówieńskiego Wasilkowśkyj cieszył się: “wziąć i wysiedlić rodzinę takiego bandyty który chodzi, strzela, terroryzuje – to będzie bardziej efektywne”.
Ale nawet to nie było dla nich w pełni satysfakcjonujące. Wasyl Begma, sekretarz obwodu rówieńskiego, sugerował wysiedlanie całych wiosek “zarażonych bandytyzmem” i położonych w okolicy masywów leśnych.
Jak już wspominałem, pierwszy transport wyruszył 7 maja 1944 r. Liczył on ok. 2 tys. zesłańców. W pierwszym okresie w wagonie umieszczano ok. dwudziestu osób. Wywołało to protest zastępcy ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR Czernyszewa, po którym “zgodnie z normami” w wagonach umieszczano do 35 osób. I tak niełatwe warunki podróży pogorszyły się z nadejściem zimy. Zdarzały się transporty pozbawione piecyków. Z powodu mrozów w transporcie nr 49339 odprawionym z Tarnopola zmarło dwanaście dzieci, wiele osób zachorowało. Wysiedleńców kierowano m.in. do republiki Korni i obwodu irkuckiego, gdzie zatrudniano ich przy wyrębie lasu i w górnictwie. Do końca 1944 r. deportowano około 13 tys. osób. W 1945 r. wysiedlono 7393 rodziny, czyli 17 497 osób.
Sowieci uciekali się również do organizowania publicznych egzekucji. 15 listopada 1944 r. Chruszczow zaproponował, by powołać wojskowe sądy polowe przy WW NKWD, które w trybie doraźnym prowadziłyby pokazowe procesy na oczach miejscowej ludności. Chruszczow zgłosił też pomysł, aby skazanych na karę śmierci członków UPA nie rozstrzeliwać, a wieszać. 2 grudnia 1944 r. Beria odrzucił sugestię powołania sądów polowych, lecz skierował na Ukrainę zachodnią – w celu przyspieszenia procesów – dwie sesje wyjazdowe Kolegium Wojskowego Sądu Najwyższego ZSRR. Jedna miała obsługiwać Wołyń i obwód tarnopolski, zaś druga resztę Galicji i obwód czerniowiecki. Niebawem zachodnie obwody USRR stały się widownią procesów i publicznych egzekucji. W połowie grudnia 1944 r. we wsi Dobrosyn w Żółkiewskiem powieszono miejscowego komendanta SB Z. Brucha. Przypatrywało się jej z konieczności ok. pięćdziesięciu rolników. W końcu roku w Busku na rynku powieszono trzy osoby, z których jedna, R. Falinśkyj – zdaniem J. Kyryczuka – nie miała nic wspólnego z ruchem oporu. Na piersiach powieszono im kartki z napisem “Za zdradę narodu ukraińskiego”. W końcu 1944 r. tylko w obwodzie stanisławowskim Sowieci wykonali publiczne egzekucje na 28 osobach – trzy z nich powieszono w Stanisławowie. Podobne egzekucje miały miejsce w innych obwodach. 9 stycznia 1945 r. w Drohobyczu powieszono dwóch partyzantów, a w Borysławiu jednego. Ciał partyzantów powieszonych w Olesku przez dłuższy czas nie zdejmowano. Zdarzały się wypadki egzekucji kobiet. By osiągnąć odpowiedni efekt zastraszenia, Sowieci zmuszali miejscową ludność do przyglądania się egzekucjom. Nie wyłączano z tego także młodzieży szkolnej. Tak opisywał egzekucję w Brzeżanach piętnastoletni uczeń sowieckiej diesiatilietki: “Cała szkoła musiała iść oglądać egzekucję. Staliśmy tam, na rynku. Ja byłem jakieś 50 metrów od tego miejsca. Ten człowiek miał na piersiach deskę z nazwiskiem: Iwan Lew. Mówiono, że gdy go złapano, miał przy sobie trofea, 53 ludzkich uszu, odciętych zabitym, prawdopodobnie Rosjanom i Polakom. Pośrodku rynku zatrzymała się duża ciężarówka, studebaker. Na platformie, przy samym brzegu, stał mężczyzna w otoczeniu elegancko ubranych oficerów NKWD, w białych futrzanych kurtkach. Rosyjski sędzia odczytał wyrok. Samochód odjechał, a mężczyzna został na szubienicy. Jego ciało huśtało się w przód i tył. Wisiało tam jeszcze dwa dni”.
Jeden z partyzantów, Iwan Fanga – chory na tyfus, został aresztowany. Tak opisywał to, co było dalej: “Zrobili mi w Brzeżanach proces i skazali. Czekałem na egzekucję. Prawie dwa tygodnie spędziłem w celi śmierci. Pewnej niedzieli zabrali nas trzech, związali sznurami i wyprowadzili z więzienia. Ludzie właśnie wychodzili z cerkwi i cały tłum zaczął iść za nami. Nagle zobaczyłem tam moją matkę. Próbowała dać mi trochę mleka, ale jeden z żołnierzy uderzył ją w głowę i upadła. Mleko wylało się na chodnik. Ludzie pomogli jej wstać. Całą twarz miała we krwi”.
Zdaniem J. Kyryczuka odwaga wykazywana przez skazańców wbrew sowieckim intencjom wzmacniała ducha oporu. Zapewne czasami tak rzeczywiście było. Ale z innych opisów raczej widać jedynie przerażenie. Adam Rotfeld, który przynosił paczki do więzienia w Przemyślanach, tak opisywał swoje wrażenia: “Więzienie mieściło się w gmachu NKWD. Przed jego wejściem wisiało dwóch młodych mężczyzn bez spodni, z genitaliami na wierzchu. Nigdy tego nie zapomnę. Zabili ich i powiesili. Zdjęli im spodnie, żeby ich po śmierci jeszcze bardziej poniżyć. Na koszulach mieli przyczepione karteczki »Walczyłem przeciwko władzy radzieckiej«”. I jeszcze fragment z książki Szymona Redlicha, dotyczący wspominanej egzekucji w Brzeżanach: “Karol Codogni (…) zapamiętał, że banderowiec został powieszony naprzeciwko (…) przedwojennego sklepu bławatnego. »Wisiał tam jeszcze parę dni. Kiedy go wieszali, musiał oddać mocz, bo z jego spodni wisiał potem sopel lodu«. Karol zapamiętał też ciała banderowców wystawiane na widok publiczny na ulicy Słowackiego. »Przywozili ich rano i opierali o ścianę. Potem przychodziły kobiety z okolicznych wiosek i rozpoznawały swoich bliskich. Było mnóstwo krzyku. Sowietom chodziło o dwie rzeczy: chcieli zastraszyć Ukraińców, a jednocześnie dowiedzieć się, z których rodzin pochodzili zabici. Wielu krewnych zesłano następnie na Syberię«”.
Główny ciężar zwalczania partyzantki wziął na siebie “miecz partii” – NKWD i NKGB. Bezpośrednią walką z UPA zajmowały się Wojska Wewnętrzne NKWD, które zaraz po zajęciu terenu przez ACz prowadziły operacje czyszczące, nazywane przez partyzantów czerwoną miotłą. Początkowo dużymi siłami otaczano większe kompleksy leśne, które dokładnie przeszukiwano. Dało to liczące się rezultaty. Do sierpnia 1944 r. obławami objęto cały Wołyń. Następnie, w miarę postępu Armii Czerwonej, obejmowały one Galicję Wschodnią. W listopadzie 1944 r. Sowieci przystąpili do czesania Czarnego Lasu, jednej z głównych siedzib oddziałów partyzanckich. Choć początkowe efekty operacji nie były zachęcające, Czarny Las przestał być dla partyzantów bezpieczną kryjówką.
W listopadzie 1944 r. Sowietom udało się przechwycić rozkaz “Szełesta”, nakazujący zmianę taktyki UPA i wyznaczenie poszczególnym oddziałom rejonów działania. Sowieci natychmiast postanowili zmienić zasady akcji przeciwpartyzanckich. Od tej pory postanowiono przeszukiwany rejon podzielić na dziesięć-piętnaście części. Każda z nich obejmowała dwie-trzy wsie. Za każdy taki odcinek odpowiadała kompania w sile 80-120 ludzi. Operacja miała się rozpoczynać jednocześnie we wszystkich miejscowościach. Najpierw zbierano wszystkich mieszkańców i kategorycznego żądano ujawnienia się wszystkich, którzy “zawinili wobec władzy radzieckiej”. Następnie enkawudyści mieli drobiazgowo przeszukiwać kolejno wszystkie domy i zabudowania gospodarcze. Miano zwracać uwagę na ewentualne wejścia do schronów. Każde obejście można było przeszukiwać nawet kilka razy. Taka obława miała trwać non stop przez pięć-siedem dni. Chyba po raz pierwszy nową taktykę zastosował dowódca 17 Brygady płk Nowiczichin w grudniu 1944 r.
Wojska NKWD stosowały także różnego rodzaju podstępy. Jednym z nich było prowokowanie UPA do ataku w miejscach, gdzie zorganizowano zasadzki. Były to tzw. primanki. Na trasach szczególnie często atakowanych przez UPA pozorowano np. uszkodzenie samochodu. Część żołnierzy pozostawała w ukryciu w ciężarówce z bronią gotową do strzału, część zaś krzątała się wokół maszyny. Czasami samochód ze słabą ochroną “psuł się” w miejscu, gdzie inna grupa Sowietów skrycie już wcześniej zajęła stanowiska. Organizowano zasadzki także np. przy sklepach wiejskich, zaraz po przywiezieniu dostawy towarów, czy przy ciężarówkach z zaopatrzeniem, których kierowcy “nieroztropnie” pozostali we wsi na noc. Stosowanie tego typu podstępów zalecał m.in. dowódca Ukraińskiego Okręgu gen. Fadiejew w rozkazie nr 0048 z 18 grudnia 1945 r., ale stosowano je jeszcze przed jego wydaniem. Akcje te wymagały wiele cierpliwości. Siłą rzeczy tylko niektóre mogły przynieść powodzenie. Warto wymienić niektóre z nich. 2 grudnia we wsi Zakrywcy był przeprowadzany spis ludności. Po zakończeniu pracy pozostali tu dwaj przeprowadzający go rachmistrze, m.in. rejonowy instruktor Komsomołu Kuzniecowa. W miejscu ich noclegu Sowieci w tajemnicy zorganizowali zasadzkę. W nocy dwóch członków SB próbowało zlikwidować rachmistrzów, ale zostali schwytani. Natychmiast ich przesłuchano. Śledztwo przyniosło szybki rezultat, choć pozostaje tajemnicą, jak wyglądało. Dzięki zeznaniom jeńców schwytano kolejnych dwóch esbistów, a jednego zabito. 8 grudnia 1945 r. Sowieci zorganizowali udaną zasadzkę przy sklepie, do którego dowieziono towary we wsi Łuczincy rej. Bursztyn. Zabito trzech i złapano dwóch partyzantów, zdobyto trzy peemy i pistolet. Sowieci mieli jednego rannego. Sowieci organizowali także zasadzki przy trupach zabitych partyzantów czy wokół nocującego we wsi agenta. 4 grudnia 1945 r. grupa operacyjna NKWD zabiła we wsi Uście obwód tarnopolski trzech upowców. Ciała ich pozostawiono w miejscu śmierci porzucone, wokół jednak zorganizowano potajemnie zasadzkę. Jeszcze tej samej nocy zginęło w niej następnych trzech partyzantów. Wykryty przez podziemie agent “Oleg”, mieszkający w Rudce obwód drohobycki, 6 grudnia 1945 r. udał się do domu rodziców do wsi Nowy Ostrów. Koło domu Sowieci zorganizowali zasadzkę. Zginęło w niej trzech członków SB, którzy przyszli w nocy wykonać wyrok.
Sowieci nie uciekali się jednak jedynie do nagiej siły, ale podejmowali próby zjednania sobie miejscowej ludności. W wiosce Siedliska Burkunie, żonie partyzanta, której połóg trwał już osiemnaście godzin, wezwani wojskowi pomogli urodzić bliźnięta. W efekcie kobieta już następnego dnia, 28 stycznia 1945 r., przekonała męża do ujawnienia się.
W partii często krytykowano WW NKWD za nieskuteczność. Enkawudyści odrzucali takie zarzuty, wskazując, iż wiele ich niepowodzeń wynika z braku sprawdzonych informacji otrzymywanych od NKGB i NKWD. Generał Bragin w trakcie narady w obwodzie rówieńskim na takie zarzuty dość przytomnie zwrócił uwagę pracownikom obkomu, że bez Wojsk Wewnętrznych partia nie utrzymałaby się w terenie, a jego żołnierze walczą “cierpiąc niewygody, nie dojadając, nie dosypiając, ryzykując swoim życiem”. Ze swojej strony Bragin stwierdził że wojska NKWD przejawiają zbytni “humanizm”. “Boimy się czasem – powiedział – spalić dom, gdy tymczasem należy go spalić bez wahania. Nie mówię, że powinniśmy przed sobą postawić cel palenia domów – człowiek radziecki nigdy tak nie rozwiązuje problemów, ale wtedy, kiedy to jest konieczne, w gorącej minucie, wówczas należy tak zrobić”. I dalej zaznaczył, że jeśli takie fakty się pojawią “nie mówię o masowych podpaleniach, to proszę się z tym liczyć, że pojawił się taki moment i że koniecznie trzeba było tak zrobić”.
Dotykamy tu problemu postępowania wojsk sowieckich i pracowników aparatu wobec ludności cywilnej. Różne sowieckie samowole, jak się wydaje, można pogrupować na kilka rodzajów. Pierwszy, to zjawisko “zemsty żołnierzy”. Sowieci wchodzili na tereny, na których, jak zapewniała ich propaganda, powinni być witani z otwartymi ramionami. Tymczasem spotykali się z nieufnością miejscowej ludności, musieli uważać na każdym kroku, by nie paść ofiarą partyzantów. Nieostrożność taką łatwo mogli przypłacić życiem – tak się zresztą często zdarzało. 21 października 1944 r. do wsi Kryweńky rej. Probużna obwód Tarnopol przybyło piętnastu enkawudystów, by wysiedlić “rodziny bandytów”. Zaatakowani przez partyzantów, stracili trzech ludzi i wycofali się. Następnego dnia przybył oddział dowodzony przez mjr. Poljaskiego i lejtn. Mołdowanowa, który urządził “dziki pogrom wsi”. Rozstrzelano dziesięciu mieszkańców – mężczyzn w wieku sześćdziesiąt-osiemdziesiąt lat (młodsi widocznie uciekli) – oraz spalono 45 gospodarstw. Pięciu rozstrzelanych należało do rodzin osób służących w ACz.
8 stycznia 1946 r. trzej żołnierze 24 Gwardyjskiej Brygady Artylerii, wysłani do gospodarstwa pomocniczego brygady po siano, samowolnie udali się do wsi Żeniw i zabrali je miejscowym rolnikom. Gdy wracali do swojego oddziału, zostali zabici. Partyzanci zlikwidowali też w wiosce zdemobilizowanego czerwonoarmistę oraz jeszcze jedną osobę. Na wiadomość o śmierci żołnierzy dowódca brygady, Bohater Związku Radzieckiego, płk Brizgold wysłał do wsi Żeniw grupę szturmową. Aresztowała ona 26 mężczyzn, z których dwóch od razu rozstrzelano. Pozostałych przyprowadzono do Glinian, gdzie – zamiast przekazać ich NKWD – uwięziono w areszcie wojskowym i poddano okrutnemu śledztwu. Uczestniczył w nim także płk Brizgold. Sowieci powołali komisję, by zbadała tę sprawę, nie wiemy, jaki był efekt jej prac.
Druga kategoria “naruszeń socjalistycznej praworządności”, zbliżona do przedstawionych powyżej, to wypadki, kiedy oddziały ACz lub jeszcze częściej WW NKWD traktowały wszystkich mieszkańców Ukrainy zachodniej jako “bandytów”. W trakcie obław często zabijano niewinne osoby, po czym w sprawozdaniach przedstawiano ofiary jako zlikwidowanych partyzantów. 10 października 1944 r. Sowieci we wsi Wydny w obwodzie stanisławowskim zabili siedmiu mieszkańców i spalili siedem gospodarstw. Wśród zabitych była dwójka dzieci od sześciu do dwunastu lat i dwie kobiety. Sprawę po wykryciu skierowano do Wojskowego Trybunału. 26 października 1944 r. w obwodzie tarnopolskim naczelnik RO NKWD rejonu Wielko Borkowskiego Kostyliew z grupą żołnierzy IB nie znalazłszy w chutorze Rożdnia partyzantów, spalił czternaście gospodarstw i zabił trzech cywilów. 25 października 1944 r. milicjant Worotnikow z rej. Poryck otrzymał polecenie zatrzymania we wsi Liachowo podejrzanego o dezercję z ACz Parfeniuka. Z czterema ludźmi o godz. 20.00 wtargnął do domu jego rodziny. Gdy nie znalazł Parfeniuka, zastrzelił jego żonę, piętnastoletniego syna oraz trzy córki, z których najmłodsza miała trzy miesiące. Ocalał młodszy syn, przytomnie schowawszy się na piecu. Potem okazało się, że informacja o dezercji Parfeniuka była nieprawdziwa.
Zdarzały się również wypadki likwidacji schwytanych partyzantów na miejscu, bez sądu. Sekretarz rejonu Moroczno obwodu rówieńskiego Kostikow nakazał stracenie schwytanych podczas obławy we wsi Keleznica dwóch członków OUN. Zorganizował publiczny “sąd”, na którym wystąpił w roli prokuratora. Po ogłoszeniu “wyroku” obu schwytanych powieszono.
W tej samej kategorii można też umieścić zachowanie naczelnika starozyneckoho RO NKWD st. lejtn. Gołubca (obwód Czerniowce), który ogłosił na swoim terenie, iż kto się nie ujawni do 1 października 1944 r. ten zostanie rozstrzelany, po czym 17 października zabił publicznie na przedmieściach miasteczka trzech aresztowanych. Co najmniej jeden z nich był uwięziony przypadkowo. Samych Sowietów oburzyło takie samowolne działanie. Tym bardziej że w ciągu następnych kilku dni uciekło do Rumunii szesnaście rodzin.
Trzeci rodzaj wykroczeń to zwykłe maruderstwo żołnierzy czy nadużywanie władzy przez członków aparatu partyjnego i państwowego oraz funkcjonariuszy organów bezpieczeństwa. Nagminne były kradzieże, wymuszenia jedzenia, wódki, różnego rodzaju rozboje, zmuszanie do płacenia okupu czy pobicia. Przewodniczący sielsowieta Biało Dżarowskiego w rej. Poryck Iwan Paszko “systematycznie” prowadził różne rewizje, w trakcie których zabierał ludziom rzeczy. Opornych bił. Groźbami zmuszał do współżycia żony czerwonoarmistów i niepełnoletnie dziewczęta. Za te przewiny skazano go na dziesięć lat więzienia. W Wyszkowskim rejonie obwodu czerniowieckiego pełnomocnik operacyjny A. Abroskin dokonywał pozaprawnych przeszukiwań, aresztowań, a także kilku zabójstw. Został za to skazany na karę śmierci. Naczelnik sztabu IB w wyszkowskim rejonie N. Andriejew za pobicia i zamordowanie przewodniczącego jednego z sielsowietów został skazany na dziesięć lat łagru. W grudniu 1945 r. kontrola w rej. Tłuste w obwodzie tarnopolskim wykazała, że kierownicy rejonu, w tym sekretarz KP(b)U Słobodianiuk oraz przewodniczący rady miejskiej Pleteń, przeprowadzili liczne pozaprawne rewizje i aresztowania, w trakcie których zabierali inwentarz domowy i znęcali się nad ludźmi. W grudniu 1945 r. w obwodzie wołyńskim kierownik hołowińskiego rejonu łączności B. Sumcow i przewodniczący rady rejonowej M. Żdanow pojechali do wsi Horodno, by prowadzić “pracę polityczną” wśród ludności. Pijani weszli do M. Fomenczuk i zażądali od niej wódki. Gdy odmówiła, złamali jej nos i wybili oko. Sekretarz KP(b)U rej. Kołki W. Ulianow we wsi Podcarewyczy w sierpniu 1945 r. prowadził masowe rewizje i konfiskaty zboża także u tych gospodarzy, którzy oddali kontyngent. Pobił przewodniczącego rady wiejskiej Sidoruka oraz inwalidę Wojny Ojczyźnianej Sokoła, strzelał do ptactwa domowego w domu gospodyni Szulianskoj. Za te rozboje skazano go na pięć lat więzienia. Przed nadużyciami władzy nie chroniło nawet zajmowanie państwowego stanowiska. Nierzadkie zapewne były takie wypadki jak ten z 27 października 1944 r., gdy naczelnik oździutyckiego RO NKWD Isajew oraz pełnomocnik operacyjny Szejka w trakcie prowadzonych wysiedleń we wsi Boroniczino w obwodzie wołyńskim upili się i wtargnęli do sekretarza sielsowieta Marii Sawieniuk, oskarżyli ją o kradzież pm, urządzili “śledztwo” i dotkliwie pobili. Żądali, by na dowód swojej niewinności… zastrzeliła księdza, po czym rozebrali ją, wyprowadzili na zewnątrz i okrwawioną pozostawili pod strażą na widoku mieszkańców wsi. Często zdarzały się wypadki “żartów”, gdy pijani Sowieci udawali, że chcą kogoś rozstrzelać.
Czwarty rodzaj samowoli, to wypadki nadużyć w śledztwie. Nagminne było bicie aresztowanych, choć teoretycznie zakazywały tego przepisy. W rej. stanisławowskim pełnomocnik operacyjny RO NKWD Osokin “systematycznie bił obywateli (…) później zwolnionych z powodu braku popełnienia przestępstwa”. 30 listopada 1945 r. obwodowa prokuratura skierowała materiał na ten temat do stanisławowskiej prokuratury NKWD, żądając jego aresztowania. Po dwóch miesiącach nic jednak nie zrobiono w tej sprawie, dlatego zwrócono się do republikańskiej prokuratury WW NKWD.
Nie brakowało osób, które podczas prowadzenia śledztw ujawniały swoje sadystyczne i seksualne zwichnięcia. Należał do nich naczelnik referatu walki z bandytyzmem RO NKWD w Glinianach mł. lejtn. Matiuchin, który zgwałcił co najmniej pięć kobiet aresztowanych pod fałszywymi zarzutami. Przekroczył granicę tolerancji swoich kolegów z resortu przy znęcaniu się nad K. Michalską, aresztowaną 27 stycznia 1946 r. Przez kilkanaście dni przetrzymywano ją w areszcie bez sankcji prokuratorskiej. 14 lutego Matiuchin wezwał ją na przesłuchanie, kazał się rozebrać do naga i usiąść na jego kolanach, co zastraszona dziewczyna zrobiła. Następnego dnia ponownie wezwał ją do siebie i zaproponował wolność i dostatnie życie w zamian za współżycie. Gdy dziewczyna odmówiła, została pobita pałką. Matiuchin zdarł z niej ubranie, zgwałcił przy użyciu pałki a następnie zmusił do stosunku oralnego. Na uwagę, iż Michalska złoży skargę do prokuratora, Matiuchin zareagował ponownym biciem “graniczącym z sadyzmem”. Gdy do gabinetu weszło czterech współpracowników RO NKWD, zobaczyli kobietę z twarzą i ubraniem poplamionym spermą Matiuchina, na co ten zareagował uwagą: “Widzicie, jaka z niej smarkaczka, a o kontaktach z bandą nic nie chce powiedzieć”. 18 lutego kobietę uwolniono.
Nocą z 29 na 30 października 1944 r. do wsi Smordwe obwodu rówieńskiego grupa funkcjonariuszy RO NKWD z rej. Młynów przybyła, by zbadać, czy partyzanci odwiedzają dom księdza Pribytowskogo. Podeszli pod dom i otworzyli silny ogień, od którego zapaliła się szopa. Wtargnęli do domu, porozbijali meble, pobili księdza. Dzielnicowy Klimenko i milicjant Szwab wyprowadzili księdza z rodziną na zewnątrz, obrabowali dom z cennych rzeczy, po czym go rozstrzelali. Za swój czyn obaj zostali aresztowani.
W sowieckich dokumentach znajdziemy opis wielu takich przypadków samowoli i nadużyć, a jeszcze więcej zapewne nigdy nie zostało wykrytych przez organa kontroli i świadectwa o nich próżno szukać w materiałach archiwalnych. Nawet w uchwale z 10 stycznia 1945 r. KC KP(b)U przyznawano, iż miały miejsce “niedopuszczalne wypadki”, kiedy NKWD i NKGB paliło domy i zabijało osoby nie związane z partyzantką, “dyskredytując siebie i organy władzy sowieckiej”.
Niemal jawne przekraczanie obowiązujących oficjalnie w ZSRR norm prawnych przez funkcjonariuszy sowieckich może wskazywać, że takie zachowania były niemal regułą. Zresztą nie mogło być inaczej – Sowieci byli zmuszani z jednej strony do zachowania “radzieckiej praworządności”, ale z drugiej oczekiwano od nich równocześnie natychmiastowych wyników zwalczania partyzantki i podziemia. A więc z miesiąca na miesiąc miało być coraz więcej zabitych i aresztowanych. Przesyłane do centrali meldunki były uważnie czytane i starannie analizowane. Ewentualne spadki “aktywności bojowej” były natychmiast zauważane i potępiane. Mając do wyboru bycie “praworządnym i humanitarnym” i niemal na pewno oskarżenie w najlepszym wypadku o nieudolność (w gorszym o sprzyjanie nacjonalistom), lub łamanie przepisów i raczej mało prawdopodobne oskarżenie o nadużycia, wybierano przeważnie to drugie.
Sowieci zdawali sobie sprawę, że tego rodzaju zachowania zniechęcają do władzy komunistycznej miejscową ludność, która z tego powodu musiała mieć wrażenie, że jest pod okupacją. Dlatego, przynajmniej od 1945 r., starali się ograniczyć plagę samowoli i nadużyć po to, by pozyskać część mieszkańców Wołynia i Galicji do walki z OUN-B i UPA. Ich długofalowym celem, jak sądzę, była zamiana faktycznej okupacji w wojnę domową, w której tak po stronie komunistów, jak i nacjonalistów walczyliby ze sobą w większości mieszkańcy Ukrainy zachodniej.
Klewańsko-orłowska operacja NKWD – likwidacja “Kłyma Sawura”
26 stycznia 1945 r. 22 km na południowy wschód od Kamienia Koszyrskiego, w rejonie miejscowości Jajno 9 kompania strzelecka 169 pułku NKWD natknęła się na oddział UPA. W starciu zginęło siedemnastu partyzantów. Sowieci stracili tylko jednego zabitego (zastępcę d-cy kompanii). Jednak nie porównanie wzajemnych strat decydowało o sowieckim sukcesie. W trakcie potyczki enkawudyści wzięli do niewoli jednego z wyższych dowódców UPA na Wołyniu Jurija Stelmaszczuka “Rudego”, który, chory na tyfus, nieprzytomny był przewożony na saniach. Szczegóły śledztwa, któremu go poddano, zapewne pozostaną na zawsze tajemnicą. Faktem jest, iż “Rudy” 8 lutego 1945 r., w obecności gen. T. Strokacza, zeznał m.in., że 30 listopada 1944 r. spotkał się z dowódcą UPA na Wołyniu Dmytro Kljaczkiwśkym “Kłymem Sawurem”. Według niego Kljaczkiwśkyj od jesieni 1944 r. przebywał w chutorze Orżów rejon Klewań obwód Równe. W tym miejscu miał się 30 stycznia 1945 r. ponownie spotkać z “Rudym”. Stelmaszczuk ujawnił też, że Kljaczkiwśkyj unika pobytu w bunkrach. W ciągu dnia przebywa w lesie, zaś w nocy ukrywa się na konspiracyjnych kwaterach. Razem z nim przebywało zawsze dwóch-trzech ludzi z ochrony, zaś w odległości 1-1,5 km czuwał dobrze uzbrojony sześćdziesięcioosobowy Oddział Specjalnego Przeznaczenia (WOP) dowodzony przez Wasyla Pawłoniuka “Uzbeka”. Stelmaszczuk zadeklarował chęć osobistego wskazania budynków, w których spotykał Kljaczkiwśkiego. Otrzymane informacje zelektryzowały sowieckie dowództwo. 9 lutego 1945 r. NKWD opracował plan operacji mającej na celu likwidację “Kłyma Sawura”, od miejsca jej przeprowadzenia nazywaną klewańsko-orżowską.
Operacja rozpoczęła się 10 lutego 1945 r. Prowadziły ją oddziały 20 i 24 Brygady WW NKWD. Już pierwszego dnia oddziały sowieckie wykryły i zlikwidowały oddział “Uzbeka”, tworzący ochronę “Kłyma Sawura”. Zginęło 22 partyzantów. Samego dowódcy UPA-Północ jednak nie odnaleziono. 12 lutego 1945 r. grupa 35 żołnierzy WW NKWD z 233 batalionu 20 Brygady WW NKWD, dowodzona przez st. lejtn. Chabibulina, otrzymała rozkaz przeszukania masywu leśnego leżącego k. Suska. Po przejściu ok. sześciuset m lasu enkawudyści natknęli się na wyraźny trop ludzki zmierzający na północ. Natychmiast ruszyli za nim. Po krótkim marszu dotarli do miejsca, gdzie ścigani przez nich palili małe ognisko. Kilkaset metrów dalej Sowieci zobaczyli kilku partyzantów ostrożnie idących na północ. Chabibulin podzielił oddział – dwie grupy miały oskrzydlić partyzantów i przeciąć im drogi odwrotu, sam z pozostałymi ludźmi dalej szedł po tropie. Gdy upowcy zobaczyli żołnierzy, otworzyli ogień i zaczęli uciekać w głąb lasu. Tu natknęli się na jedną z grup oskrzydlających. Sierżant Danilejczienko celnym strzałem śmiertelnie ranił jednego z upowców. Pozostali dwaj kontynuowali ucieczkę. Sowieci podeszli do rannego, pytając, ilu jest partyzantów. Ten wyszeptał: “Trzech” i zmarł. Pościg trwał. Sowieci zastrzelili drugiego partyzanta, który wyraźnie osłaniał odwrót ostatniego. Dopiero wtedy ten otworzył ogień z pistoletu maszynowego. Był to Kljaczkiwśkyj. Sowieci, nie mogąc wziąć go żywcem, zastrzelili również jego. Partyzantów zabili sierż. Baronow i kapral Sokołow. To z ręki tego ostatniego najpewniej zginął “Kłym Sawur”. Sowieci mieli jednego zabitego. Przy zabitych partyzantach znaleźli trzy pistolety maszynowe, dwa pistolety, rewolwer, order Czerwonego Sztandaru. Rozpoznano tylko ciało Kljaczkiwśkiego. W czasie operacji zabito i aresztowano 42 “bandytów” oraz sto osób uchylających się od mobilizacji do ACz. Dopiero w 2004 r. gazeta “Wołyń” podała, że razem z “Kłymem” zginął jego kolega jeszcze z czasów przedwojennej działalności OUN Bohdan Kunyćkyj oraz ochroniarz Mychajło Kołosiuk “Orłyk”. Ciała zabitych przewieziono do więzienia w Równem, gdzie “Kłyma Sawura” rozpoznał “Rudyj”. Ponoć zabitego dowódcę UPA pokazywano później więźniom. Miejsce pochówku jest nieznane. Niewykluczone, że ciało zamurowano w ścianach rówieńskiego więzienia.
Sowieckie operacje specjalne
Czytaj dalej: Ukraińska partyzantka…
Grzegorz Motyka (ur. 1967) – polski historyk, specjalizujący się w tematyce ukraińskiej, doktor habilitowany nauk humanistycznych, od 2011 członek Rady Instytutu Pamięci Narodowej.
Życiorys
W 1992 ukończył studia historyczne na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim[1]. Rozpoczął pracę w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Do 2007 pracował również w Biurze Edukacji Publicznej IPN. W 1998 na podstawie rozprawy Walki polsko-ukraińskie na ziemiach dzisiejszej Polski w latach 1943–1948 uzyskał stopień naukowy doktora, następnie został doktorem habilitowanym. Zatrudniony na Uniwersytecie Jagiellońskim jako adiunkt w Katedrze Ukrainoznawstwa, a także jako profesor nadzwyczajny w Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku[2]. W 2011 został przez Senat RP wybrany w skład Rady IPN[1].
Publikuje artykuły w „Karcie”, „Więzi”, „Zeszytach Historycznych”, „Gazecie Wyborczej”, „Rzeczpospolitej”, „Wprost”.
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com