Powrót Marka Hłaski

Powrót Marka Hłaski

JAROSŁAW HEBEL



Nie ukrywam swojego wielkiego zadowolenia, że dzięki wydawnictwu Agora SA na nowo możemy czytać Hłaskę. Wydawca „Gazety Wyborczej” rozpoczął bowiem reedycję jego utworów. Ten cykl otworzył w 45. rocznicę jego śmierci (14 czerwca b.r.) zbiór listów, znakomicie opracowanych przez Andrzeja Czyżewskiego.

Jest ich ponad 360 (m.in. do matki pisarza, Agnieszki Osieckiej, Jerzego Giedroycia, czy do żony – Soni Ziemann). Jeżeli jest to tylko możliwe, czytelnik może zapoznać się z listami pisarza w całości. Widzimy więc pełny obraz języka Hłaski, zwłaszcza w listach do przyjaciółki Zuli Dywińskiej, która była powiernicą pisarza.

Nie może też ujść uwadze, że z wydawcami Marek Hłasko toczył wielką batalię, by nie cenzurowali oni jego utworów, bo kiedy jego bohater chciał ją zerżnąć, to nie znaczyło, że chciał z nią spać. Narzekał też w listach do europejskich redaktorów, że izraelscy wydawcy nie płacili mu honorariów, które bez dwóch zdań mu się należały i niejednokrotnie był zmuszony na emigracji do podejmowania fizycznej pracy zarobkowej.

W Listach czytelnik na pewno dostrzeże wiele twarzy Marka Hłaski. W drobny pył zostaje obrócona legenda pijaka, brutala i awanturnika. Wyłania się z nich natomiast postać utalentowanego pisarza i człowieka wrażliwego oraz na swój sposób tragicznego, który nie mógł powrócić do swojej ojczyzny. Myślę, że jest to bardzo interesujący dodatek do biografii Hłaski.

W pierwszych listach, akurat w tych pisanych do matki, czytelnik może zobaczyć kilkunastolatka wyrzuconego z internatu oraz prześladowanego za swój dziewczęcy wygląd. Może być ciekawostką, że w tym okresie czasu Hłasko brał nawet zastrzyki na przyspieszenie dojrzewania. W zbiorze tym znajdziemy też m.in. listy do Jerzego Andrzejewskiego, z którym łączyła go wielka przyjaźń. Odcinając się w jakimś sensie od homoseksualnych skłonności autora Popiołu i diamentu, ale jednocześnie nie przekreślając łączącej go z nim przyjaźni, Hłasko pisał do Andrzejewskiego: Jesteś człowiekiem, dla którego mogę zmienić wyznanie, religię, no nie wiem co, ale (…) są przecież sprawy, o których nie ja decyduję.

Listy te są szczerą opowieścią o życiu Marka Hłaski, które zakończyło się tragicznie w Wiesbaden w nocy z 13 na 14 czerwca 1969 r. Tworzą one obraz tułaczki, pokazują pobyt w szpitalu psychiatrycznym, więzieniu, ale także opowiadają o spełnieniu w USA jednego z największych marzeń pisarza, jakim była nauka latania. Hłasko miał poczucie, że zagranicą jako pisarz i człowiek nic nie znaczy.

Moje życie to przeklęta bzdura, Jeden Wielki Żart – to już o mnie wszystko – pisał gorzko Soni Ziemann. Są też jednak piękne, pijackie listy miłosne do panny Czaczkes, czyli Agnieszki Osieckiej: Jeszcze trochę czekaj. Jeszcze trochę. Jeszcze, jeszcze. Ja też nie jestem szczęśliwy. Czekaj, czekaj. No i wyłania się słodki wizerunek ostatniej izraelskiej miłości autora Pierwszego kroku w chmurach, który w korespondencji do Zuli Dywińskiej nazywał Esther pluszowym zwierzątkiem, które tak cudownie pachnie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com