

Wniosek z dziennikarskiego dochodzenia: ‘Ogniowcy’ mordowali Żydów
Jerzy Wójcik
Józef Kuraś, Potrzask i Jan Kuraś / Fot. Zakład Historii Ruchu Ludowego
Oddział “Ognia” w maju 1946 r. w Krościenku zatrzymał i zmasakrował grupę Żydów, którzy chcieli wyjechać z Polski i dostać się do Palestyny – pisze Jerzy Wójcik w książce “Oddział”, która właśnie trafiła do księgarń.
Dziennikarskie dochodzenie Jerzego Wójcika, wieloletniego dziennikarza i redaktora “Gazety Wyborczej”, przynosi szokujące ustalenia. W książce “Oddział. Między AK i UB – historia żołnierzy ‘Łazika'” autor opowiada o losach partyzantów w Gorcach i na Sądecczyźnie.
Opisuje m.in., jak na Jana Wąchałę “Łazika”, dowódcę patrolu egzekucyjnego AK, wyrok śmierci wydał symbol “żołnierzy wyklętych” – Józef Kuraś “Ogień”. Powód? Śmierć dwóch kupców z Nowego Targu, zamordowanych właśnie przez “Łazika”.
Wyroku nie wykonał osobiście “Ogień”, ale jego ludzie pod komendą 17-letniego Jana Batkiewicza “Śmigłego”.
Przerzut do Czechosłowacji
“Łazik” został wynajęty przez Komitet Żydowski w Krakowie do ochrony Żydów, którzy z Polski chcieli dostać się do Palestyny. 2 maja 1946 r. w stronę polsko-czechosłowackiej granicy jechało ciężarówką 26 Żydów. “Łazik” miał ich przerzucić do Czechosłowacji w rejonie Krościenka.
– “Ogień” dowiedział się o tym. Kazał grupie z Batkiewiczem na czele zlikwidować “Łazika”. Tak też się stało – opowiada Jerzy Wójcik. – Już po zabiciu “Łazika” “Ogniowcy” strzelali do Żydów, wiedząc, że pasażerowie ciężarówki nie mają broni. Wyprowadzili ich przed samochód, zrewidowali. Strzelali z bliska na rozkaz “Śmigłego”. Z broni automatycznej. Niektórych rannych dobijali z pistoletów. Wcześniej zabrali im pieniądze. 11 osób zginęło, siedem raniono. Reszcie udało się uciec – dodaje.
– To “Ogień” kazał strzelać do Żydów – zeznał już po śmierci “Ognia” Batkiewicz.
– Batkiewicz mógł mówić prawdę. Choć mógł też obciążyć winą nieżyjącego dowódcę, co wtedy podczas przesłuchań było powszechną praktyką. By uniknąć konsekwencji, obciążało się martwych kolegów. Jak było naprawdę, już się nigdy nie dowiemy. Jeśli “Ogień” naprawdę wydał rozkaz egzekucji Żydów, to z pewnością nie na piśmie – zauważa Wójcik.
Dostał dwa strzały w głowę
Batkiewicz zeznał też: “Jednego małego żydka wypchnąłem ja by uciekał, gdyż był bardzo młody” [pisownia oryginalna z akt przesłuchania – red.]. Chodziło o 10-letniego Gerszona Flama, ocalałego z łódzkiego getta, który potem opowiadał o ucieczce: “Na rączkach zbiegłem do lasu”. Dzisiaj mieszka w Stanach Zjednoczonych.
W ciężarówce jadącej do Krościenka znaleźli się polscy Żydzi ocalali z Holocaustu. Grupę prowadził Jakub Finkelsztajn, urodzony w 1919 roku, który przed wojną mieszkał w Równem. Była z nim m.in. rodzina Gallerów pochodząca z Nowego Targu, której ostatnim adresem była ulica Sebastiana w Krakowie. W czasie wojny uciekli z krakowskiego getta, przeżyli obóz koncentracyjny Bergen-Belsen. Do Krościenka jechał też Jakub Orensztajn, rówieśnik Finkelsztajna z Równego. Izrael Holland z żoną Temą i córkami Rachelą i Chają. Trzyosobowa rodzina Wygodów, czworo Binjuńskich.
– Józef Galler prosił, by go nie zabijali. Dostał dwa strzały w głowę. Jęczał. Został dobity. Jego siostra Rena przeżyła, ale do końca życia czuła koszmarną odpowiedzialność za śmierć brata. Za to, że go nie ochroniła. Marię Galler kula trafiła jedynie w kok. Izrael Galler dostał rykoszetem w twarz, ale inne kule zgruchotały mu ramię – relacjonuje Wójcik.
Zastrzeleni mieszkańcy Polski
Ciężko ranny Izaak Binjunski zmarł. Podobnie jak Rachela Schlosser. Zabici zostali też: Tema Holland i jej córka Rachela, Rachela Binjuńska, małżeństwo Dwojra Wygoda i Leib Wygoda – który był cukiernikiem z Pułtuska, Izrael Flam, Józef Gliwicki, Luba i Rachela Szapiro. Pochowano ich na cmentarzu żydowskim w Krakowie przy ulicy Miodowej.
Informacje te potwierdza Instytut Pamięci Narodowej. Dr Maciej Korkuć, pracownik krakowskiego oddziału IPN, główny biograf “Ognia”, w ostatnim numerze “Zeszytów Historycznych WiN-u” napisał o zbrodni w Krościenku: “Mamy do czynienia z mieszkańcami Polski zastrzelonymi przez żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego, ludzi w mundurach polskiego wojska. Nie działali oni jako narzędzia tego czy innego systemu totalitarnego. (…) Mówimy tutaj o ofiarach zupełnie przypadkowych, które tego dnia znalazły się w tragicznym dla nich miejscu. Nie byli to ludzie ani zaangażowani w budowę systemu komunistycznego, ani z jakichkolwiek powodów źle zapisani w lokalnych dziejach. Wszyscy byli cywilami. Co więcej, wśród ofiar były kobiety i dzieci”.
Trzeba pisać, jak było
Z tymi ustaleniami trudno jest pogodzić się tym, którzy partyzantów “Ognia” mają wyłącznie za bohaterów walczących z hitlerowcami i komunistami. W ostatni piątek na promocji książki w Łącku Wójcik był oskarżany o szkalowanie “żołnierzy wyklętych”.
– To nie może być prawda. Jeśli nawet doszło do takiego zdarzenia, to na pewno była ubecka prowokacja, by polskich żołnierzy kłamliwie oskarżać o mordy na Żydach – mówił jeden ze słuchaczy w Łącku.
– Czy pan na pewno dobrze zweryfikował swoje ustalenia? Czy może oparł się na relacji tego 10-letniego Żyda, który przeżył i mieszka teraz w Ameryce? Na ile to może być wiarygodne? – dopytywał inny.
– Widzimy tutaj, że książka ma na celu szkalowanie “żołnierzy wyklętych” – stwierdził kolejny.
Nie trafiały do nich argumenty, że zbrodnia w Krościenku ma bogate archiwum. Ani nawet to, że potwierdza ją Instytut Pamięci Narodowej.
Inny słuchacze bronili Jerzego Wójcika i bili mu brawo. – Trzeba pisać, jak było – stwierdził jeden z nich.
Wójt gminy Łącko Jan Dziedzina podsumował spotkanie: – Zaprosiliśmy autora książki, która opisuje historię naszych stron. Ta historia nie zawsze była łatwa. Ale nie możemy o niej zapominać. Należy o tym pamiętać i o tym dyskutować.
Likwidowali nie tylko konfidentów
Dlaczego ustalenia Wójcika są tak istotne dla wiedzy historycznej o losach powojennej partyzantki “Ognia” na Podhalu i Sądecczyźnie? Dają one dowód, że jego żołnierze mordowali bezbronnych Żydów. IPN dotychczas utrzymywał, że “Ogniowcy” likwidowali głównie konfidentów i współpracowników UB, wśród których byli również Żydzi. O sprawie z Krościenka historycy wspominali, ale, jak przyznaje Korkuć, “pokrótce”.
Przypomnijmy, że jeszcze w lutym tego roku Antoni Macierewicz na symbolicznym grobie “Ognia” w Waksmundzie mówił: “Jesteśmy w okresie przypominania o zasługach, walce, męczeństwie żołnierzy, których nazwano ‘wyklętymi’. Nazwano ich tak, bo byli niezłomnymi. To oni są źródłem siły dzisiejszego Wojska Polskiego”.
W najbliższym piątkowym “Magazynie Krakowskim” obszerny wywiad z Jerzym Wójcikiem.
twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com