Spór o antysemityzm

Spór o antysemityzm

MARIA JANION


Goldhagen: aksjomat kultury niemieckiej • Dygresja o paranoi oraz irracjonalnej zjawie • Powrót do Goldhagena • Browning, Tych i Szapiro • Hulanki wyobraźni • Zydzi z obnażonymi nożami • Językowy obraz Żyda • „Niepodobna było zrozumieć…” • Ostrzeżenie Karskiego • Nie ma symetrii

Goldhagen: aksjomat kultury niemieckiej

Nowatorstwo – sławnej i uznawanej nieraz za kontrowersyjną – książki Daniela J. Goldhagena „Gorliwi kaci Hitlera. Zwyczajni Niemcy i Holocaust” (oryginał ukazał się w 1996 roku, przekład polski w 1999) polega przede wszystkim na szczególnym potraktowaniu tak często używanego pojęcia „zwyczajni Niemcy”. „Zwyczajni” podczas Holocaustu, czyli z założenia mający się różnić od tych „niezwyczajnych” – od wyodrębnionej kasty morderców. Goldhagen zamierzył potraktować ich jednolicie – jako Niemców („Ludzie ci byli najpierw Niemcami, a potem dopiero SS-manami, policjantami czy strażnikami w obozach”). Jako Niemców – przynależnych do jednej mentalności, jednej wrażliwości, jednego Lebenswelt, jednego antysemityzmu. Powiedzmy od razu, że dla Goldhagena istnieje właśnie jeden antysemityzm, a nie – jak się najczęściej przyjmuje – dwa antysemityzmy: tradycyjny, dawny, obyczajowy lub ludowy (w zasadzie nieszkodliwy) oraz nowożytny, agresywny, pogromowy, totalitarny.

„Gdyby nie było Niemców, nie byłoby Holocaustu” – utrzymuje Goldhagen i ta jego główna teza wzbudziła najwięcej wątpliwości, zresztą formułowanych z bardzo różnych punktów widzenia. Szczególne narodowe napiętnowanie Niemców odebrane zostało przez niektórych jako rodzaj przewrotnego rasizmu. Ale Goldhagen ma na myśli odrębny charakter niemieckiego antysemityzmu, który traktuje jako „decydujący czynnik sprawczy Holocaustu”. I właśnie niemiecki antysemityzm stanowi główny temat potężnego i bogato udokumentowanego dzieła Goldhagena. Podkreśla on zdecydowanie odmienność Niemców, również w sensie ich „odmienienia”, przekształcenia przez działający od stuleci, a zwłaszcza od XVIII wieku, „kulturowy wzór poznawczy”.

Jan Kucharzewski w szóstym tomie swego wielkiego, erudycyjnego dzieła „Od białego caratu do czerwonego” (I wydanie ukazywało się w latach 1923–1935) pośrednio dostarczył materiału do podtrzymania tezy Goldhagena. Wskazał mianowicie na to, że ostry ruch antysemicki rozwinął się w Niemczech zwłaszcza po wojnach napoleońskich. „W traktatach z prawa publicznego rozwijano wtedy myśl państwa chrześcijańskiego, które było reakcją przeciwko zasadom rewolucji francuskiej, jakie wtargnęły do Niemiec wraz z inwazją francuską. Jedną z innowacji francuskich było równouprawnienie Żydów”. Znienawidzono tę ideę. Pojawiło się wielu pisarzy-antysemitów. Rozpoczęły się w miastach rozruchy antyżydowskie, podczas których rozlegał się sławny okrzyk: Hep, hep, Jude verreck! (Hep, hep, Żydzie zdechnij!).

Gdy nastał Hitler, okazało się, że Niemcy są już po brzegi nasyceni antysemityzmem, tym według Goldhagena aksjomatem niemieckiej kultury – „wersja powszechna w Niemczech w okresie nazizmu była tylko bardziej dobitną, wyrazistą i dopracowaną formą od dawna przyjętego modelu”.

Ze względu na to, że rzecz ukazała się i po niemiecku, i po polsku, a dodatkowo w rodzaju porównawczego leksykonu, chciałabym tu zaakcentować całkowicie odmienne stanowisko „przedgoldhagenowskie” – wypowiedziane przez Dana Dinera (profesora historii współczesnej na uniwersytecie w Essen i w Tel-Avivie) w publikacji „Polacy i Niemcy. 100 kluczowych pojęć” (1996). Otóż autor w zamieszczonym tu artykule „Antysemityzm w Niemczech” wyraża przekonanie, „że sam Holocaust nie wypływa w sposób konieczny z wrogości wobec Żydów. Przemysłowo-biurokratycznie zorganizowany mord na Żydach był rezultatem »kombinacji« tradycyjnego antysemityzmu, rasizmu i eugeniki” (to stanowisko nieco zbliżone do Zygmunta Baumana w „Nowoczesności i Zagładzie”). Zauważmy, że wszystkie składniki tej kombinacji dotyczą jednak przede wszystkim Żydów… Zdaniem autora „antymodernizm i antysemityzm stanowią nierozłączną parę” – ze względu na rolę Żydów w uprzemysłowieniu i „ubankowieniu”, zjawiskach, łamiących tradycyjne struktury społeczne. Przed rokiem 1933 – twierdzi Diner – antysemityzm był w Niemczech zjawiskiem marginalnym (raczej łączono go z Francją – sprawa Dreyfusa i z Rosją – pogromy); w Republice Weimarskiej stał się głównym instrumentem propagandy volkistowskiej prawicy. Jego dramatyczny wzrost właśnie w Niemczech miał być zaskakujący.

Natomiast Goldhagen jako badacz Holocaustu widzi inny zadziwiający i wstrząsający fenomen: „społeczeństwo, które dokonało tego niewyobrażalnego i trudnego do wytłumaczenia dzieła”. Jakimi środkami się posłużyć, by pojąć to, co wydawałoby się, że jest niepojęte? Goldhagen przyjmuje, że najlepsze będą narzędzia antropologii. „Odmienienie” Niemców posunęło się tak daleko, że „należy przyjąć punkt widzenia antropologa, który ma do czynienia z nieznanym ludem, mającym własne zespoły wierzeń i zwyczajów”. Przyjęcie takiego stanowiska umożliwia antropologiczne ujęcie antysemityzmu niemieckiego, który już od XIX wieku odznacza się wyjątkowym nasileniem oderwanych całkowicie od rzeczywistości, odrażających bredni i majaczeń, uchodzących za opisy natury Żydów i ich podstępnych działań. Charakter tych elukubracji powoduje, że zaczynamy je traktować jak „zbiorowe dzieło pismaków ze szpitala dla obłąkanych”.

Dygresja o paranoi oraz irracjonalnej zjawie

Takie sformułowanie Goldhagena każe zastanowić się nad często wypowiadanym przeświadczeniem, że antysemityzm jest obłędem. Wśród wielu autorów, którzy się tym poglądem zajmowali, chcę wymienić Daniela Pipesa z jego „Potęgą spisku” (1997, przekład polski 1998). „Wpływ paranoicznego myślenia na dzieje ludzkości” – brzmi podtytuł książki, która ukazuje „konspiracjonizm” w dwóch głównych postaciach – „jedna z nich skupia uwagę na niebezpieczeństwach stwarzanych przez tajne stowarzyszenia, druga zajmuje się Żydami”. Z czasem koncepcje te łączą się ze sobą. Pipes opracował, jak twierdzi, „jednolitą interpretację konspiracjonizmu”, starając się przedstawić genezę i ewolucję „paranoidalnych idei” – ogólnoświatowych teorii spiskowych. Podatna na nie jest skrajna prawica, ale również i lewica. Bohaterami ich są Żydzi, masoni, jezuici, Brytyjczycy, imperialiści…

Charakteryzując wspólnotę poglądów antysemitów z różnych epok, Pipes powołuje się na R. S. Wistricha, który pisał: „Ponad podziałami kulturalnymi i politycznymi odnajdujemy zadziwiająco podobną teorię spiskową historii, społeczeństwa i polityki, połączoną w zamknięty system przekonań i zbawczych koncepcji politycznych, których eschatologiczne ostrze zawsze skierowane jest przeciwko Żydom”. Pipes podkreśla obecną rolę Internetu w rozpowszechnianiu podobnych przeświadczeń. „W wywróconym do góry nogami świecie Internetu (…) instrumenty wyszukujące bez rozróżnienia wymieniają strony szerzące konspiracjonizm i dotyczące rzetelnych badań naukowych. Teksty, których większość osób nie zgodziłaby się trzymać w domu, gdyby były przelane na papier, pojawiają się bez ostrzeżenia na ekranie komputera”.

Podstawowe emocje pozostają właściwie te same, chociaż dochodzi do pewnej intensyfikacji znaczeń. I tak antysemityzm (termin stworzony w 1879 roku) „1. Przenosi akcent z religii na rasę. 2. Przekształca niechęć w lęk. 3. Zmienia uprzedzenie na wszechogarniającą ideologię, a nawet sposób życia. I wreszcie 4. Zastępuje okazjonalne prześladowanie Żydów stałym”. Antysemityzm, zdaniem Pipesa, rozwinął się w czasie – przede wszystkim w tym sensie, że z marginesu życia przeniósł się do jego sedna. Najbardziej jadowitą formą nienawiści do Żydów stał się spiskowy antysemityzm – „ponieważ przekształca ich w pierwszoplanowych wrogów każdego człowieka”. Ogromna siła tej prowokacji-mistyfikacji, jaką są „Protokoły mędrców Syjonu”, polega na tym, że odwołują się one do schematu wszechwyjaśniającej teorii wszechobecnego spisku trwającego od tysięcy lat. Teoria ta opiera się na kilku prostych przeświadczeniach:

Żydzi zawsze spiskują.
Żydzi są wszędzie.
Żydzi kryją się za kulisami każdej instytucji (również papiestwa).
Żydzi podporządkowani są swojej centralnej władzy.
Żydzi są bliscy odniesienia sukcesu.

Celem określenia tego sposobu myślenia Pipes używa takich zwrotów, jak „styl paranoidalny lub mentalność niewidzialnej ręki” czy „paranoidalna wyobraźnia”. Są to raczej luźne przyporządkowania zjawisku choroby umysłowej. Idzie o manię prześladowczą, o fobie, o życie wśród męczących koszmarów zagrożenia. Zwracano uwagę na to, że w Polsce antysemityzm był „prawdziwą obsesją” działaczy ONR, podobnie jak był „obsesją” Dmowskiego. „Od czego by nie zaczynano, kończyło się na Żydach”. W pewnym miejscu Pipes objaśnia: „Polityczni paranoicy wcale nie muszą sami cierpieć na paranoję, ale często jedno łączy się z drugim i wzmacnia nawzajem”. Rozumiemy, że idzie o strukturę mentalną.

Gdzie indziej Pipes podkreśla, że „konspiracjonizm” opiera się „bardziej na irracjonalnej nienawiści niż na osobistym doświadczeniu lub stereotypowej niechęci” (stąd zjawisko antysemityzmu w kraju, w którym nie ma Żydów lub są nieliczni, albo antysemityzm osób, które w życiu nie znały i nie widziały żadnego Żyda). „Te irracjonalne stany wrogości mogą prowadzić do irracjonalnych działań” – zauważa Pipes. Polegają one np. na dążeniu do izolowania wszystkich Żydów, gdyż natura żydowska jako taka jest niebezpieczna i silniejsza od woli i przekonań poszczególnych Żydów. Zmiana wiary nie pomoże; nie ma mowy o ucieczce od swej wrodzonej natury. Stąd ustawy norymberskie ustalały kategorię „żydowskości” na podstawie procentowej oceny liczby żydowskich przodków, a nie aktualnego wyznania danej osoby. Pipes nadmienia, że podobnie traktowano wrogów ludu „w systemach rządzonych przez Stalina, Mao i Pol Pota w Kambodży”.

Jak widać, autor nie wyróżnia specjalnie „niemieckiego antysemityzmu”. Kładzie nacisk jedynie na to, że spiskowe podejrzenia najmocniej uderzyły w Żydów i to oni ponieśli najstraszliwsze konsekwencje nasilania się prześladowań – aż do ludobójstwa. Norbert Elias w swych „Rozważaniach o Niemcach” podjął w osobnym rozdziale problem „Załamania cywilizacji” (rozdział powstał w latach 1961/62, później był uzupełniany). Załamanie to nastąpiło w Niemczech – właśnie w toku ostatecznego rozwiązania „kwestii żydowskiej”. Najpierw, zdaniem Eliasa, prześladowania Żydów miały w sobie „silny pierwiastek realizmu i racjonalizmu” (jak wywłaszczanie). Potem sytuacja się zmieniła. Decyzja, by zabić wszystkich Żydów pozostających w zasięgu władzy hitlerowców, już wcześniej przygotowywana, podjęta została, jak sądzi Elias, we wrześniu 1939 roku (nie jest to pogląd podzielany przez ogół historyków), wkrótce po agresji na Polskę. Decyzja ta i jej wykonanie to „najcięższy przypadek regresu cywilizowanego społeczeństwa XX wieku do stanu barbarzyństwa”. W kategoriach „cywilizacji” i „barbarzyństwa” opisuje Elias drogę narodowych socjalistów wiodącą do totalnej zagłady Żydów, którzy znaleźli się pod ich panowaniem. Przyczynę całkowitej dezorientacji opinii europejskiej w kwestii „tego, co robią Niemcy”, Elias upatruje w mentalnym nieprzygotowaniu wykształconych obserwatorów do przyjęcia wiadomości o takim regresie cywilizacyjnym.

Znakomity znawca postaw i idei uważał, że nie docenia się w badaniach nad narodowymi socjalistami całej sfery doktryn politycznych i wierzeń społecznych (Glaubensdoktrin). Ma się tendencję do uznawania ich „za zwykłą ułudę”, nie wyposażoną w żadną siłę sprawczą. Tymczasem decyzja wymordowania wszystkich Żydów oraz jej wykonanie „wynikały bezpośrednio” z doktryny narodowosocjalistycznej, przede wszystkim „z głęboko zakorzenionej wiary” w czystość rasową. Wiara społeczna – a bardziej szczegółowo „wiara narodowa” sprawowała absolutną władzę nad Niemcami. Jej siła i spójność łączyły się też z dawnym ludowym przeświadczeniem o konieczności położenia kresu żydowskiemu spiskowi – za pomocą noży, które spłyną żydowską krwią.

Elias z wielką mocą podkreśla, że nie można w tych „irracjonalnych wierzeniach” odkryć żadnego realistycznego „interesu”, że „masowy mord na Żydach nie służył żadnemu celowi, który moglibyśmy określić jako »racjonalny«”. Pomyłka obserwatorów z zewnątrz polegała na tym, że sądzili oni, iż to, co bredzą hitlerowcy, jest tylko jakimś pozorem, pod którym ukrywa się dążenie do racjonalnego celu – do zdobycia władzy. „Czyste urojenia” oddzielano od „realistycznych idei”, nie dopuszczając myśli, że dla hitlerowców mogą być one równie prawdziwe. Nie zdawano sobie sprawy z ich bardzo głębokiej wiary, odznaczającej się religijną mocą.

„Wyjątkowo dziki i skrajny antysemityzm” uważa Elias za sam rdzeń narodowosocjalistycznego systemu wiary, wskazując na uwarunkowania narodowe, które stworzyły mu szczególną szansę. Obraz idealnych Niemiec, „czarny idealizm” narodowych socjalistów, górowanie w narodowej mitologii odniesień do śmierci i samopoświęcenia, pojęcie rasistowskiego czystego „narodu wybranego”, wspólna wiara, silnie akcentująca skłonności antydemokratyczne i antysemickie, wszystko to złożyło się na „religię społeczną”, która zajęła miejsce „religii metafizycznych”. Niemcy w swej większości utożsamili się z „niezwykle represyjnym ideałem narodu”, zbudowanym na nienawiści, poniżeniu i wreszcie eliminacji słabszych, niższych, gorszych, „rasowo bezwartościowych”.

Elias uproszczeniem nazywa tłumaczenia Zagłady Żydów za pomocą mechanizmu „kozła ofiarnego” czy też wyjątkowego nasilenia sadyzmu. Widzi w przeprowadzeniu Zagłady przede wszystkim grę skomplikowanych namiętności i resentymentów społecznych, napięć i konfliktów międzyludzkich i wewnętrznych, jakie „powstawały za monolityczną fasadą ustroju społecznego”. Niemcy chcieli się „okryć kokonem zbiorowych fantazji, który miał chronić przed »szokiem poznawczym«”. Hitler-szaman „raz jeszcze wywołał na oczach mas niemieckiego narodu zjawę posiadającej hegemonię Rzeszy Niemieckiej”. W praktyce ta fantazmatyczna zjawa drogo kosztowała Niemców, ludzkość, a przede wszystkim – to miliony Żydów zapłaciły za nią życiem.

Powrót do Goldhagena

Goldhagen za główne swe zadanie uznaje zajęcie się świadomością i systemem wartości sprawców Zagłady, czyli czymś, na co nie tak często zwracano uwagę w dotychczasowych badaniach. Oprawcy nie są nihilistami, nie dokonali Zagłady z pobudek nihilistycznych, lecz dlatego, że mieli określoną motywację zawartą w swoim systemie wartości, zmierzającą do radykalnego usunięcia Żydów ze świata. Pojawiają się tu w wywodzie Goldhagena dwa bardzo istotne wątki:

po pierwsze, waga tożsamości ofiar, często kwestionowana właśnie za pomocą odtworzenia punktu widzenia motywacji zwyczajnych sprawców (np. nie rozumiejących istoty zadań ludobójczych, działających na wąskim odcinku i nie znających skali gigantycznego przedsięwzięcia); dla Goldhagena żydowska tożsamość ma decydujące znaczenie;

po drugie, myślenie eliminacyjne obecne w antysemityzmie niemieckim już w XIX wieku; antysemityzm eliminacyjny narasta w ten sposób, że domaga się najpierw eliminacji żydowskich wpływów, a potem eliminacji Żydów; w tym kontekście pojawia się idea eksterminacji tego, co destrukcyjne i zagrażające społeczeństwu. Zdaniem Goldhagena Niemcy odczuwali faktyczne i symboliczne pragnienie, aby dzieło eliminacji się powiodło.

Padło już określenie: „kulturowy wzór poznawczy”. Dla tego modelu charakterystyczne jest przekonanie o istnieniu moralnego ładu świata i Żydów jako jego burzycieli. Ówczesna definicja chrześcijańskiego porządku moralnego zawierała w sobie w sposób konieczny Żydów jako zaprzysięgłych wrogów tego porządku. Żydzi, od kiedy „zamordowali Chrystusa”, stają się symboliczną i dyskursywną reprezentacją zła. Zdaniem Goldhagena, antysemityzm nic nie mówi o Żydach, mówi o tych, którzy tworzą antysemickie fantazmaty. Odzwierciedla zatem istniejące wzorce kulturowe tkwiące w głosicielach antysemityzmu. „Zespół przekonań i wzorów poznawczych o stabilnym, źródłowym obrazie”, zakładający szkodliwość żydowskiej natury, jest zawsze w społeczeństwie obecny. Może być tylko mniej lub bardziej intensywnie manifestowany. Jako przykład pętającej, niewolącej siły – kształtujących kulturowo mentalność – wzorów poznawczych Goldhagen podaje fakt, że nawet tzw. przyjaciele Żydów zgadzali się z antysemitami co do charakteru natury żydowskiej. Zgadzali się, gdyż ich myślenie było zakorzenione w tych samych wzorach.

Browning, Tych i Szapiro

Książka Goldhagena wywołała ogromną debatę w Niemczech, gdzie przyjęta została nieprzychylnie, a nawet wrogo. Zarzucono autorowi tendencyjne deformowanie źródeł i naginanie materiałów do założonej z góry głównej tezy, że idea wyniszczenia Żydów była „narodowym projektem Niemców”. Opublikowano obszerne repliki na „Gorliwych katów Hitlera”. Rzetelną relację o tej debacie zawiera obszerne studium Wojciecha Pięciaka pod znamiennym tytułem-pytaniem: „Każdy Niemiec był oprawcą?” (zamieszczone w „Przeglądzie Politycznym” 1999 nr 40/41).

Ale obecnie interesują mnie postawy, które uobecniły się w Polsce w związku z dziełem Goldhagena.

Feliks Tych („Długi cień Zagłady”, 2000, w pierwotnej wersji studium opublikowane zostało w roku 1996) podkreśla, że istnieje zasadnicza i bardzo znacząca różnica w interpretacji zbrodniczych zachowań sprawców Holocaustu między Ch. R. Browningiem (autorem „Zwykłych ludzi. 101. Policyjny Batalion Rezerwy i »ostateczne rozwiązanie« w Polsce”, oryginał z 1992 roku, przekład polski: 2000), a Goldhagenem. Ten ostatni zresztą też przeprowadził analizę 101. Batalionu. Wymowna różnica uwypukla się już w tytułach: „zwykli ludzie” i „zwyczajni Niemcy” (w oryginałach w obydwu przypadkach pojawia się słowo ordinary). A zatem „ludzie” czy „Niemcy”? Browning dowodzi, że zbrodnicze zachowania na Wschodzie Niemców ze 101. Batalionu uwarunkowane zostały przede wszystkim sytuacją wojny; podporządkowaniem się grupie, konformizmem i obawą przed izolacją; uległością i posłuszeństwem wobec rozkazów władzy, a też i indoktrynacją antysemicką, która nie odgrywa tu jednak pierwszoplanowej roli.

W obszernym posłowiu do kolejnego wydania swej książki Browning w polemice z Goldhagenem zwracał uwagę na zróżnicowanie antysemityzmu („pod względem oceny rzekomego zagrożenia ze strony Żydów oraz stopnia społecznego zainteresowania tym zjawiskiem”) i na fakt, że może on wobec tego mieć „nieskończenie wiele postaci”. „Nawet w odniesieniu do jednego państwa, takiego jak Niemcy, powinniśmy myśleć i mówić o antysemityzmie w liczbie mnogiej, a nie pojedynczej”. Zdaniem Browninga zatem nie można mówić o jednym niemieckim antysemityzmie. Nawet po roku 1933, kiedy antysemityzm stał się ideologią państwową, „można było wyróżnić kilka niemieckich odmian antysemityzmu”. Browning zwraca uwagę na różnice między antysemityzmem konserwatystów i narodowych socjalistów, między antysemityzmem „prawdziwych nazistów”, a antysemickimi nastrojami większości populacji. Również i w NSDAP istniało szerokie spektrum antysemickich poglądów i stylów działania.

Błędne, zdaniem Browninga, jest przeświadczenie Goldhagena, że kulturowo wyznaczony kognitywny wizerunek Żydów stanowi klucz do problemu przekształcenia „przeciętnych Niemców” w „gorliwych morderców”. Przytacza dowody, że przynależność etniczna nie odgrywała większej roli – wtedy, gdy 101. Batalion z równym zapałem i ochotą mordował Polaków albo gdy „irracjonalnie”, głodem, chłodem, torturami i mordowaniem zniszczono w ciągu niecałego roku około 2 milionów radzieckich jeńców, jeszcze przed przystąpieniem do operacji „ostatecznego rozwiązania”. Browning kwestionuje także przekonanie Goldhagena o tym, że zróżnicowane antysemickie rozwiązania eliminacyjne mają tendencję do przeobrażania się w eksterminację. Naukowcy proponują stosowanie takich terminów, jak „bierny współudział” czy „obiektywny współudział”. Nie istnieje w rzeczywistości, jego zdaniem, Goldhagenowski priorytet niemieckiego eliminacyjnego antysemityzmu jako jedynej przyczyny Holocaustu.

Tych uznaje termin „eliminacyjny antysemityzm” za ambiwalentny: „może oznaczać chęć wyeliminowania Żydów ze społeczeństwa, jak i nawoływanie do fizycznego ich unicestwienia”. W tym pierwszym sensie – utrzymuje Tych – istniał „nie tylko w Niemczech, ale w stopniu być może znacznie większym również w innych krajach, jak chociażby Austria, Polska, Węgry, Rumunia”. Również Rosja. Tych więc odbiera Niemcom palmę pierwszeństwa, przyznaną im przez Goldhagena, i rozciąga działanie pojęcia na kraje Europy Środkowej i Wschodniej. Drugie zastrzeżenie jest przecież poważniejsze – antysemityzm eliminacyjny jako żądanie wykluczenia Żydów nie prowadził koniecznie do ludobójstwa. „Goldhagen ma jednak tendencję – utrzymuje Tych – do traktowania wszelkiego antysemityzmu eliminacyjnego jako antysemityzmu ludobójczego”.

Inaczej rzecz widzi Paweł Szapiro (w recenzji z książki Goldhagena pt. „Nie trzeba było Hitlera”, „Midrasz”, maj 1999). Autor uznaje ujęcie przez Goldhagena świadomości i systemu wartości oprawców za nowatorskie i interesujące. Jako prawdziwe traktuje twierdzenie, że tzw. zwyczajni Niemcy powodowani byli szczególnym rodzajem antysemityzmu – żądającego kategorycznego i bezwyjątkowego wykluczenia Żydów ze społeczeństwa. Szapiro kwestionuje jednak twierdzenie Goldhagena, że „europejski antysemityzm jest wynikiem chrześcijaństwa. W istocie jest zupełnie odwrotnie: odrzucenie chrześcijaństwa było warunkiem dokonania się Holocaustu”. Szapiro bowiem sądzi, że w społeczeństwie XIX-wiecznym zwolennicy usunięcia Żydów nie mogli się już odwoływać do kryterium religijnego, musiało je zastąpić kryterium historyczne, biologiczne czy ideologiczne. Kluczowym dla Goldhagena pojęciem dawnego i trwałego wzoru kulturowego Szapiro w ogóle się nie zajmuje. Sądzi, że Niemcy na przełomie XIX i XX wieku „już byli odmienieni” i w sensie ideologicznym przygotowani do mordowania Żydów.

W finale swoich rozważań Szapiro porusza kwestię obojętności Polaków na los Żydów podczas okupacji niemieckiej. Ale tak było podczas wojny. „W innej sytuacji los Żydów nie był już taki obojętny, najchętniej widziano by ich poza krajem. Postulat przymusowej emigracji był już tylko łagodniejszym wariantem antysemityzmu eliminacyjnego”. Autor czyni tu aluzję m.in. do głoszonych przez prawicę polską w latach trzydziestych idei przymusowej emigracji, a raczej deportacji Żydów z Polski.

Recepcja książki Goldhagena w Polsce zmusza nas do postawienia pytania o to, czy „antysemityzm deportacyjny” równa się „antysemityzmowi eliminacyjnemu”? Gdzie przebiega granica między nimi? Czy też bezkolizyjnie jeden przekształca się w drugi? Cytowany już Dan Diner sądzi, że „po Oświęcimiu ścisłe rozróżnienie między antysemityzmem tradycyjnym, a takim, który doprowadził do nazistowskiego ludobójstwa, jest w istocie nie do pomyślenia – ani metodycznie, ani świadomościowo”. Ciągle pojawiają się próby ujednolicenia antysemityzmu. Dlaczego? Idzie chyba o uchwycenie granicy, poza którą dozwolone jest zabicie Żyda. Gdy się go odczłowieczy, zdehumanizuje, upluskwi, stanie się nie tylko „obcy”, ale i zdatny do uśmiercenia.

Ksiądz Stanisław Musiał w świetnym, zwięzłym artykule „Wojna o definicję człowieka” („Apokryf” „Tygodnika Powszechnego” z 15 IX 1999) opisał drugą wojnę światową jako odmienną od wszystkich dotychczasowych. „Nie był to tylko mord, grabież i ekspansja terytorialna. Agresorzy, naziści chcieli przede wszystkim narzucić światu swoją definicję człowieka”. Hitler podkreślał, że wolą narodowego socjalizmu jest stworzenie nowego człowieka. Przeszkodę na tej drodze stanowili Żydzi. Należało zniszczyć tych, którzy „wnieśli w kulturę świata podwójne zło: monoteizm i sumienie”. Demoniczny, negatywny zryw twórczy hitlerowców – jak go nazywa ksiądz Musiał – miał na celu całkowitą eliminację Żydów. Nazwanie ich untermenschami to jeszcze za mało. Trzeba było użyć mocniejszych zwrotów. Autor przytacza hitlerowskie określenia: Gegen-Mensch (przeciw-człowiek), Anti-Mensch (anty-człowiek), Gegen-Rasse (przeciw-rasa). Żyd należy do anty-świata, jest podobieństwem diabła. Retoryka wchodziła w skład koniecznego przygotowania psychologicznego: retoryka eksterminacyjna musi poprzedzić eksterminację, po to, aby ją oswoić.

Jak daleko posunęło się odczłowieczenie Żyda w polskiej prasie dwudziestolecia międzywojennego?

Hulanki wyobraźni

Prasą tą zajął się Czesław Miłosz w swej „Wyprawie w Dwudziestolecie” (1999) i naraził się na wiele przykrych zarzutów jako nieumiarkowany krytyk wspaniałej epoki niepodległości oraz prześmiewca tradycji II Rzeczypospolitej, dorabiający ex post uzasadnienia do swych komunistycznych wyborów sprzed lat. Zarzuty dotyczyły również rozdziałów poświęconych Żydom („Żydzi – lata dwudzieste” oraz duże fragmenty rozdziału zatytułowanego – za Marianem Zdziechowskim – „W obliczu końca”). Ale przecież książka Miłosza jest w dużej mierze antologią i gromadzi liczne wyjątki z autentycznych wypowiedzi. Nie da się ich zmienić ani zatrzeć.

Posłużę się tu jeszcze innymi książkami cytującymi źródła: Jana Józefa Lipskiego „Katolickie państwo narodu polskiego” (1994), Olafa Bergmanna „Narodowa Demokracja wobec problematyki żydowskiej w latach 1918–1929” (1998), Anny Landau-Czajki „W jednym stali domu… Koncepcje rozwiązania kwestii żydowskiej w publicystyce polskiej lat 1933–1939” (1998), Moniki Natkowskiej „»Numerus clausus«, getto ławkowe, »numerus nullus«, »paragraf aryjski«. Antysemityzm na Uniwersytecie Warszawskim 1931–1939” (1999) oraz rozprawą Szymona Rudnickiego „ONR-Falanga czyli antysemityzm totalny” („Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego”, 1991). Wszystkie te książki wyszły w bardzo małych nakładach. Większość autorów to historycy, czerpią ze źródeł rozmaitego rodzaju i starają się o maksymalny obiektywizm. Niemniej obraz, który wyłania się z ich opracowań, jest dość przerażający. Myślę, że to wrażenie nie wynika z faktu, że nadchodzące wydarzenia rzucają cień, że nadciągająca Zagłada omracza cytowane w tych książkach antysemickie wypowiedzi i czyny w Polsce międzywojennej. W wielu z tych enuncjacji zawarte są bowiem po prostu immanentnie treści antysemityzmu pogromowego oraz eliminacyjnego. Muszę jednak zwrócić uwagę, że Landau-Czajka podkreśla, iż dziś – po zagładzie Żydów – każda antyżydowska wypowiedź międzywojenna „wydaje się nam znacznie bardziej radykalna i brutalna, niż przywykłemu do takich twierdzeń ówczesnemu czytelnikowi”. Powołuje się też na Krzysztofa Kawalca, autora pracy „Narodowa Demokracja wobec faszyzmu 1922–1939” (1989), który stwierdził, że odmienna była – przed wojną i Zagładą – „wymowa radykalnie nawet brzmiących sformułowań: miast grozy i oburzenia budziły współcześnie często pełne politowania uśmieszki”. Brednie antysemickie, pełne groźnych urojeń, budzą czasem i dziś politowanie, co nie zmienia jednak faktu, że mają one zawsze ten sam status: fantazmatów świadczących o stanie umysłu antysemitów i bezkrytycznych odbiorców ich majaczeń. I one właśnie muszą podlegać analizie, niezależnie od epoki historycznej.

Bergmann opisuje okres jeszcze nie tak burzliwy, jak lata trzydzieste, ale zauważmy, jakie są przewodnie idee narodowców: według endeków dobry katolik powinien być jednocześnie antysemitą; Żydów charakteryzują cechy wielce niebezpieczne dla otoczenia: fanatyzm, drapieżna chciwość i spryt; „Żyd pozostaje zawsze i wszędzie Żydem” (Jeske-Choiński) – asymilacja więc może być tylko pozorna; kultura polska jest „zażydzona”, poważnie zagrożona w swej „czystości” przez udział w niej Żydów, polska dusza jest przez nich zatruwana, a przynajmniej wywłaszczana; „obcy rasowo” twórcy muszą być wykluczeni z kultury rdzennie polskiej – np. poezja Tuwima „nie związana z nami ani jednym włóknem” (Stanisław Maykowski); bojkot ekonomiczny trzeba połączyć z numerus clausus – programem ograniczenia liczby studentów żydowskich na uczelniach (a potem z numerus nullus – z usunięciem ich w ogóle ze szkół wyższych), by przeciwdziałać „żydowskiemu zalewowi”.

Natkowska omawia nasilanie się antysemityzmu na Uniwersytecie Warszawskim, poczynając od roku akademickiego 1931/32 (próba wprowadzenia ustawowego numerus clausus) aż po rok 1938/1939. Są to lata radykalizowania się programu narodowców, organizowania się „młodych” w Obóz Narodowo-

-Radykalny (ONR), ciągłych zaburzeń, rozruchów i burd antysemickich na uczelniach. Od oskarżeń i wymyślań bojówki przechodziły do czynów, posługując się „nożami, łomami żelaznymi i żyletkami przytwierdzonymi do drewnianych rękojeści”. Napad (bojówkarzy, ale jeszcze bez żyletek) na profesora Marcelego Handelsmana w roku 1934 „Gazeta Warszawska” uzasadniała tym, że „wyznawca judaizmu nie może uczyć chrześcijan historii Polski (obcość krwi, instynktów, pochodzenia, psychiki wyklucza rzetelne badania)”. Nie szkodzi, że zaprzeczała temu przeszłość Profesora. W obronę wziął go, jak podaje autorka, gen. Stanisław Skwarczyński, dowódca I dywizji piechoty Legionów w Wilnie i nadesłał oświadczenie, w którym nie krył swego oburzenia z powodu napaści – profesor Handelsman „w 1920 roku jako ochotnik walczył w 5 p.p. Leg. dowodzonym przez generała”.

Landau-Czajka również zajmuje się okresem zwiększonego radykalizmu działań społecznych i gospodarczych narodowców oraz zmiany ich taktyki. W czasopismach katolicko-nacjonalistycznych, a szczególnie w „Małym Dzienniku”, założonym przez ojca Kolbego1, pojawiają się po roku 1936 projekty wyraźniejszego już odizolowania Żydów, a najlepiej ich usunięcia, może na razie z pewnych konkretnych obszarów, np. zabronienia odwiedzania Tatr („Wielka Polska”) czy zmuszenia do opuszczenia Warszawy („Stalowy Miecz” i „Mały Dziennik”). Również „bezpieczeństwo polskiego skrawka Wybrzeża wymaga obsadzenia Gdyni przez żywioł wybitnie polski” („Mały Dziennik”). „Państwo Narodowe” domagało się wyeliminowania Żydów z miast i miasteczek wschodniej i centralnej Polski. Ksiądz Trzeciak projektował dla Żydów getto i żółte łaty. Polska ambicja narodowa wyrażała się w podkreślaniu własnej oryginalności. „Warszawski Dziennik Narodowy” ogłaszał w roku 1938: „…nie jesteśmy zwolennikami stosowania drastycznych metod niemieckich. Mamy własne metody usuwania Żydów z życia politycznego, społecznego i gospodarczego. Trzeba tylko stosowanie ich podwoić, potroić i udziesięciokrotnić”. Jednak „Przegląd Katolicki” 5 III 1939 w korespondencji z Berlina pochwalał śmiałe pytania, które zadano sobie wobec nowotworu żydowskiego w łonie niemieckiej macierzy, „ślepego i głuchego pierwotniaka”: „Jakie prawo istnienia może mieć żydowski naród-karzeł? (…) Co to za ludzie, którzy czarnym wężem chałatów opasali kulę ziemską?” Miłosz napisał w „Wyprawie w Dwudziestolecie”, że „polskie antysemickie obsesje sięgały psychozy, a w późnych latach trzydziestych wręcz obłędu, uniemożliwiającego jasne uświadomienie sobie niebezpieczeństwa wojny”.

Ostatecznym rozwiązaniem, które położy kres kwestii żydowkiej w Polsce, jak ukazuje Landau-Czajka, ma być usunięcie Żydów z Polski. Prawdę mówiąc, sami powinni stąd wyemigrować, i to na własny koszt. Można by pozwolić im wywieźć tylko określoną sumę, a resztę kazać zostawić – jako rekompensatę za wyrządzane Polakom przez wieki krzywdy. Najbardziej radykalni antysemici stwierdzali, że szkodliwość Żydów w Polsce jest tak wielka, iż należy się ich pozbyć tak samo, jak pozbywa się robactwa z mieszkania. To bardzo charakterystyczne dla procederu odczłowieczania porównanie. Żydzi powinni więc zostać usunięci nawet w przypadku, gdyby udało się osiągnąć ich całkowitą izolację. „Jako »rozsadnik zarazy« zawsze będą stanowić potencjalne niebezpieczeństwo”.

Ponieważ wpływ Żydów na społeczeństwo polskie jest „bezwarunkowo destrukcyjny”, uprawnione mają być żądania wypędzenia przemocą, „likwidacji dotychczasowego współżycia” z pasożytem, „ewakuacji”, „eliminacji Żydów z Polski”, „całkowitego wysiedlenia”, „wypchnięcia do Palestyny”. Landau-Czajka zwraca uwagę na to, że tego rodzaju plany w stosunku do Żydów nie mogą być już obejmowane mianem „emigracji” – tu chodziło o deportację, poprzedzoną odebraniem obywatelstwa, z zastosowaniem przemocy. Autor artykułu z 1936 roku „Konstruktywny antysemityzm” dowodził, że jeśli Żydzi są narodem godnym, wyjadą z Polski „sami i na własny koszt. Jeśli zaś tego nie zrobią, względnie ci, którzy tego nie robią, powinni być uważani za pasożytów i jako tacy ulec zabiegom eksterminacyjnym”. Jakim? Oto jest pytanie.

Publicysta „Robotnika” w roku 1937, odczuwając w prasie nacjonalistycznej aurę „apoteozy pogromu”, pisał w jakimś wieszczym uniesieniu: „Apetyty antysemitów endeckich rosną: wkrótce zapewne wystąpią z projektem powszechnego wytępienia Żydów przy pomocy gazów”. Być może było to nawiązanie do „Mein Kampf”, w którym Hitler zalecał użycie znanego mu z wojny trującego gazu do masowego zabijania Żydów. W fantazmatach antysemickich „zatruwanie” pojawiało się w rozmaitych konfiguracjach. Znany ówczesny antysemita, Stanisław Pieńkowski, w „Myśli Narodowej” (1933) fantazjował swobodnie na temat rozkładowego działania Żydów w takich oto obrazach: żydostwo siedzi w bagnie trupim i zapowietrza; bez masek gazowych niepodobna zbliżyć się do tego bagna trupiego; w końcu trzeba będzie je ogniem zniszczyć, bo Żyd od tego rozkładu cuchnącego nie zginie, gdyż sam jest rozkładem. Zważywszy częstość porównań Żydów do brudnego, rojącego się ohydnie „robactwa”, biorąc pod uwagę narastający proces odczłowieczania „pasożytów”, które należy bezwzględnie wytępić, możemy podejrzewać, że nadchodziła epoka przejścia od słów do czynów, od obrazu robaków do ich rzeczywistego flitowania.

Tych w „Długim cieniu Zagłady” pisze o powojennej palecie wrogich czy niechętnych postaw wobec Żydów. „W owej palecie nie odnajdziemy jednak programów nawołujących do fizycznej likwidacji Żydów”. Dopiero świadkowanie niemieckiemu państwowemu mordowi na Żydach odmieniło postawy społeczeństwa polskiego – pisze Tych. Programów likwidacji może nie odszukamy, ale fantazmaty wyobraźniowe o jednoznacznej wymowie – z pewnością tak. Chociaż granica jest bardzo cienka. Bo i co należy rozumieć przez żądanie „zupełnej, całkowitej i ostatecznej eliminacji Żydów z życia polskiego” i zarzucanie Niemcom w roku 1936, że „zatrzymały się w pół drogi”?

Szymon Rudnicki pisze, że ONR-Falanga szybko zaczyna nawoływać do „antysemityzmu czynu”, zachęca do wywalczenia pałką „uwolnienia narodu z żydowskich więzów”. W ulotkach ukazują się następujące wezwania, wzorowane na niepodległościowo-patriotycznych apelach: „Polacy do walki! Do czynu! Śmierć Żydom i pachołkom żydowskim”. „Musi płynąć krew żydowska”. A w innej ulotce: „Nie przejmuj się widokiem krwi – bij, bij zawsze i wszędzie, bij tym, co się pod rękę wpadnie, bij, czym się najlepiej bije”. Uzasadnieniem było przekonanie, że za stosowanie „siły, przymusu i przemocy” bojówkarze biorą odpowiedzialność „ufnie i odważnie na swoje sumienie”. Po opisie przejawów „antysemityzmu czynu” Rudnicki konkluduje: „Sprawą najważniejszą było zmusić Żydów do emigracji dokądkolwiek. Aby to osiągnąć, gotowi byli (oenerowcy) posunąć się bardzo daleko. Z pełną aprobatą pisano o metodach zastosowanych w Turcji wobec Ormian”. Dodajmy: metodach rzezi milionów, która uzyskała w historiografii miano ludobójstwa.

Książka Landau-Czajki przynosi bardzo zastanawiającą wypowiedź. Zwracając uwagę na siłę endeckiego pragnienia, by pewnego dnia Żydzi po prostu zniknęli z Polski, Sz. Szafrański pisał już w 1936 roku: „Bo o technice rozwiązania Endecja prawie nie mówi, ewentualne jej projekty można sobie tylko wyobrażać”. Co może podpowiadać rozszalała wyobraźnia antysemitów, którzy ze zniknięciem Żydów łączyli tak wielkie nadzieje: „Można więc sobie wyobrazić, że pewnego dnia załadowano Żydów polskich, chrzczonych i nieochrzczonych na wagony i wywieziono tymi wagonami… ale… dokąd? chyba w morze! Bo które państwo przyjmie z uprzejmym uśmiechem tak nieprzyjemnych gości? Więc może… Zabić cztery miliony! To byłby istotnie wyczyn, jedyny w dziejach świata! To są, moi panowie, żarty!” Wyobraźnia endecka została sprowadzona – w intencji autora – ad absurdum. Ale zarazem można powiedzieć, że nie ma tego w wyobraźni, co nie mogłoby się ziścić w rzeczywistości. Rojenia nie są znów tak bardzo niewinne, jakby się mogło zdawać, zwłaszcza gdy się uzewnętrznią w słowie, w druku..

Alfred Döblin w swej „Podróży po Polsce” (1925, wydanej po raz pierwszy po polsku w r. 2000), którą odbył w roku 1924, pozostawił osobliwe świadectwo. Zetknął się oczywiście z Polakami, Ukraińcami, Żydami. Obejrzał z bliska szczególne zjawisko, zwane „wschodnim judaizmem” (por. Heiko Haumann, „Historia Żydów w Europie Środkowej i Wschodniej”, oryginał 1990, polskie tłumaczenie 1999). Zafrapowało ono w najwyższym stopniu „tego całkowicie zasymilowanego niemieckiego Żyda, a raczej Niemca żydowskiego pochodzenia”, jak pisze o nim Henryk Grynberg.

„Co za imponujący naród ci Żydzi” – pisze Döblin po wizycie w żydowskim Wilnie. Dotychczas uważał, że ci, których widział w Niemczech, to byli Żydzi. „Teraz widzę: to tylko oderwane jednostki, wynaturzone, bo dalekie od jądra tego ludu, który tu żyje i trwa. (…) Co tu się działo na tym pozornie jałowym kulturalnie Wschodzie. Jak tu wszystko krąży wokół ducha. Jak niesłychaną wagę przywiązuje się do tego, co duchowe, religijne. Duch spaja nie cienką warstwę narodu, lecz masy. W tym swoim religijno-duchowym centrum ten naród odnajduje się jak mało który”. Gdy w Żydów w diasporze wniknęła rezygnacja z własnego kraju i państwowości, „sami stali się narodem-świątynią. Narodem, który nosi w sobie świątynię”.

rekomendowała
Lusia Holcman Vogel
I z taką wizją narodu żydowskiego pod powiekami Döblin udaje się w drogę powrotną do Niemiec. W przedziale nocnego pociągu do Gdańska jego towarzysz podróży – polski „młody nacjonalista” opowiada mu po francusku o swoim życiu i swych poglądach. „Jego nienawiść do Niemiec podszyta jest strachem. Wobec Żydów żywi najczystszą nienawiść, przechodzącą w odrazę. Nic im nie można zrobić, oświadcza. (…) Polak w moim przedziale wyznaje: nie wie nawet, czy warto ich do końca zniszczyć, porozbijać i wessać. Ma na ich temat jakieś potworne, przerażające urojenia. (…) To wszystko saprofity, grzyby gnilne, grzyby, które się żywią ginącą tkanką, pasożyty. To rasa bakterii. (…) Ten kulturalny człowiek umiera z obrzydzenia, wstrętu. Na pewno jest patriotą” (podkr. moje – M.J.).

Döblin opowiada, że na wpół już drzemie, a tamten ciągle gada. Gdy tamten zasypia, Döblin się wybudza. I w ogromnym jakimś podnieceniu, słyszy przerażające rytmy pociągu (achy i ochy, głośny krzyk, szydercze brawa). „Koła pociągu uderzają rytmicznie po trzy, cztery razy: »Wiatr jak ten wiatr, wiatr jak ten wiatr, zabić ich, zabić ich, wiatr jak ten wiatr«”.

W ekspresjonistycznie zarysowanym półśnie czy omamieniu podczas wyjazdu z Polski uwydatniają się straszne słowa-klucze: „zabić ich”.

Żydzi z obnażonymi nożami

Joshua Trachtenberg w książce „Diabeł i Żydzi…..

Czytaj dalej tu: Spór o antysemityzm


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com