Holocaust, lewica i powrót nienawiści

Holocaust, lewica i powrót nienawiści

Jamie Palmer
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


Ocaleni z Buchenwaldu w Hajfie.

Ocaleni z Buchenwaldu w Hajfie.Lewica europejska zmaga się, by zwalczyć antysemityzm wśród swoich członków. Jeśli historia jest jakąkolwiek wskazówką, może upłynąć dużo czasu zanim ich solidarność rozciągnie się na Żydów i Izraelczyków.

Alex Chalmers, współprzewodniczący Oxford University Labour Club, złożył rezygnację 17 lutego z powodu szerzącego się antysemityzmu i wrogości do Żydów wśród członków klubu. Jego oświadczenie i następujący po nim komunikat prasowy Oxford University Jewish Society stanowią trzeźwiącą lekturę, również dlatego, że nie jest to odizolowany wypadek.

Na początku marca brytyjska Labour Party musiała tłumaczyć, dlaczego pozwoliła Gerry’emu Downingowi, który pisał o potrzebie “zajęcia się kwestią żydowską”, i Vicki Kirby, która tweetowała, że Adolf Hitler mógłby być „Bogiem syjonistów”, na ponowne przyjęcie do partii po ich zawieszeniu za antysemityzm. Kirby była nawet kandydatką na posła do parlamentu, a po powrocie do partii mianowano ją wiceprzewodniczącą lokalnego komitetu wykonawczego tej partii.

Przez ostatnich kilka lat wyraźne poczucie niepokoju narastało wśród Żydów na lewicy europejskiej. U sedna tych napiętych stosunków leży następujący dylemat: olbrzymia większość Żydów jest syjonistami, a olbrzymia większość ludzi o lewicowych poglądach nie jest.

Problem wykracza jednak poza kwestię samego Izraela. Dotyczy także ogólnego odczucia, że lewicy nie obchodzą sprawy żydowskie i nie jest chętna poważnie potraktować kwestii narastającego antysemityzmu, woląc zamiast tego zbywać go jako konsekwencję polityki izraelskiej lub zahaczające o cenzurę próby zamknięcia dyskusji o tej polityce. Zgroza, z jaką wielu Żydów przyjęło wybór Jeremy’ego Corbyna na przywódcę Partii Pracy, przewyższała jedynie świadomość, że jego zwolennicy uważali jego zamiłowanie do towarzystwa antysemitów za niewarte uwagi.

Jest to złożony temat, z korzeniami sięgającymi wstecz do początków poprzedniego stulecia. Próbuję nakreślić – z konieczności ogólnie – niektóre trendy myśli, jaka wpływała na stosunki między Żydami i lewicą, jak również zmieniające się postawy wobec Izraela. Mam nadzieję, że uda mi się tym rzucić nieco światła na ich implikacje.

Żydzi i Europejczycy wyciągnęli inną naukę o nacjonalizmie z doświadczeń II wojny światowej. Na kontynencie oszpeconym chaosem podboju, okupacji, kolaboracji i ludobójstwa, uznano nazizm i faszyzm za logiczny koniec nacjonalizmu. Kiedy szowinizm i ślepa duma narodowa ustąpiły miejsca introspekcji i zwątpieniu w siebie, z ruin wyłonił się nowy uniwersalizm i internacjonalizm – założenie Narodów Zjednoczonych, przyjęcie przez Zgromadzenie Ogólne ONZ Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka i wzrost nastrojów antykolonialnych i antyimperialistycznych, które z czasem doprowadziły do rozmontowania imperiów przez demokracje zachodnie.

Dla Żydów europejskich jednak nacjonalizm, w tym wypadku syjonizm, był teraz kwestią wyzwolenia i gwarancją przeżycia. Poszli więc w różnych kierunkach. Przed wojną sprawa syjonizmu była kontrowersyjna. Wśród Żydów, nieproporcjonalnie radykalnych, wielu wolało poświęcić się międzynarodowej walce o socjalizm. Wielu innych wolało asymilować się jako lojalni członkowie swoich społeczeństw. Wojna zmieniła to wszystko. Komunistów żydowskich już zdradził pakt Ribbentrop-Mołotow, który był deklaracją sojuszu między Związkiem Radzieckim a Niemcami nazistowskimi. Pakt ten wymagał od oszołomionych komunistów, by bronili porozumienia z ludobójczymi antysemitami. Kraje neutralne blokowały imigrację żydowską i zawracały uchodźców. Ani kapitalistyczny Zachód, ani Związek Radziecki nie podjęli kroków, by obrać za cel infrastrukturę Ostatecznego Rozwiązania, kiedy dotarła do nich widomość o tym, co się dzieje. A kiedy wojna skończyła się, proletariat nie powstał, by zsowietyzować Europę zachodnią, jak to przepowiadał Stalin. Zamiast tego przez okupowany wschód Europy przeszła fala pogromów. Dochodząc do wniosku, że ani zachodnia asymilacja, ani radziecka utopia nie dawały drogi do bezpieczeństwa i ratunku, porzuceni przez Europę Żydzi zwrócili się do syjonizmu.

Kluczowym pytaniem, stojącym przed lewicą europejską, jest to, czy zmieni się w taki sposób, by Żydzi raz jeszcze poczuli się częścią lewicowej rodziny politycznej. Niestety, na dającą się przewidzieć przyszłość, odpowiedź na to pytanie wydaje się negatywna.

Mimo horroru Szoah kwestia syjonizmu dzieliła powojenną lewicę brytyjską. W odróżnieniu od krajów okupowanych przez nazistów na kontynencie europejskim Wielka Brytania nie musiała borykać się z dziedzictwem kolaboracji. Jednak, jako zarządzająca Mandatem Palestyńskim, Wielka Brytania była odpowiedzialna za Białą Księgę z 1939 r., która ograniczyła imigrację żydowską na życzenie nacjonalistycznego kierownictwa arabskiego, skazując w ten sposób niezliczonych Żydów na śmierć, której inaczej mogli uniknąć. Przywódcy powojennego rządu labourzystowskiego – w szczególności premier Clement Attlee i minister spraw zagranicznych Ernst Bevin – nie byli entuzjastyczni wobec planów utworzenia państwa żydowskiego w Palestynie. Bevin posunął się tak daleko, że deportował żydowskich imigrantów z Palestyny, wielu ocalonych z Holocaustu wśród nich, i starał się sabotować stworzenie państwa żydowskiego w ONZ. Pod wpływem reakcji społeczeństwa i nacisków partyjnych oraz narastającej przemocy w Palestynie, rząd brytyjski w końcu zdecydował jednak zrzucić cały ten zabałaganiony problem na ONZ.

Choć Labour Party starała się oddzielić antysemityzm od kwestii Palestyny z powodów politycznych, europejskie partie komunistyczne robiły to samo z powodów ideologicznych, mimo pełnych udręki protestów swoich żydowskich członków. W kwietniu 1947 r. teoretyk partii komunistycznej Wielkiej Brytanii, Rajani Palme Dutt, opublikował oświadczenie zatytułowane Declaration on Palestine, w którym napisał:

Ostrzegamy wszystkich Żydów, że syjonizm, który stara się zrobić z Palestyny lub części Palestyny państwo żydowskie, jest sojusznikiem mocarstw imperialistycznych i ich bazy na Bliskim Wschodzie, odciąga Żydów od prawdziwego rozwiązania problemu antysemityzmu, którym jest rozwój demokracji i pełna równość praw w krajach, w których żyją.

W reakcji na takie poglądy Moshe Sneh, członek Knesetu z ramienia izraelskiej partii komunistycznej, mówił później:

Każdy Żyd, który pozostał przy życiu, wie i czuje, że żyje tylko przez przypadek – albo dlatego, że był poza Trzecią Rzeszą, albo dlatego, że zabrakło czasu, by wpakować go do komory gazowej i pieca… Przyjść do tych ludzi teraz i radzić im: „Proszę, asymilujcie się, zapomnijcie, że jesteście Żydami, uwolnijcie się od waszej żydowskości, żebyście byli wolni” – czy można wyobrazić sobie coś bardziej cynicznego i okrutnego?

Dla wielu na dzisiejszej lewicy Holocaust jest dziwnie niewygodnym tematem. Na marginesach skrajnej lewicy można znaleźć poważne próby zaprzeczenia Holocaustowi. Jednak w kulturalnej i akceptowanej części lewicy często zdarza się usłyszeć ludzi dobrej woli, którzy domagają się wyjaśnienia, dlaczego Izraelczycy upierają się przy prześladowaniu innych, tak jak sami byli kiedyś prześladowani.

O przeprowadzaniu analogii między Izraelem a Niemcami nazistowskimi mówi się czasami jako o swego rodzaju zaprzeczaniu Holocaustowi (twierdzenie, że naziści nie byli gorsi niż Izraelczycy) lub jako o oszczerstwie o mordzie rytualnym (twierdzenie, że Izraelczycy nie są lepsi niż naziści), ale rzadko jest ta analogia zamierzona jako jedno lub drugie. Intencją jest przemodelowanie historii prześladowania Żydów w instrument hańby. W każdy Dzień Pamięci Holocaustu podnoszą się oburzone głosy na lewicy w rzekomej trosce o ciężką dolę Palestyńczyków, ale ostentacyjnie odmawiające przyznania istnienia antysemityzmu lub w ogóle eksterminacji żydostwa europejskiego. Nieżyjący już politolog, Norman Geras pisał, że jest to jak powiedzenie kobiecie, która właśnie dała klapsa swojemu dziecku, że nie jest lepsza od jej ojca, który ją bił i gwałcił.

W wywiadzie, jaki Lee Smith z Hudson Institute przeprowadził niedawno z izraelsko-arabskim dyplomatą, Georgem Deekem, Deek zaproponował wyjaśnienie osobliwego okrucieństwa i mściwości, z jaką Holocaust jest używany do atakowania Izraela. Problem, argumentował, polega na tym, że sam Izrael jest powszechnie źle pojmowany. Nie widzi się go jako realizacji praw narodowych bezpaństwowego narodu, ale jako projekt europejskiej pokuty, wielkoduszności i współczucia. A ponieważ utworzenie Izraela postrzega się jako konsekwencje szczodrości europejskiej, legalność istnienia Izraela zawsze będzie zależała od aprobaty Europy. Deek streszcza panującą postawę tak:

Tak samo, jak ja okazałem współczucie tobie, ty musisz okazać współczucie innym. Jeśli zaś nie okażesz współczucia – lub tego, co ja uważam za współczucie – to nie będę miał obowiązku okazywać ci dalszego współczucia, a wtedy twoje prawo znajdowania się tutaj lub zachowywania się w pewien sposób, jest ci odebrane.

W historii opozycji lewicy wobec syjonizmu jest jeden ciekawy wyjątek: głos Związku Radzieckiego za podzieleniem Palestyny na państwa żydowskie i arabskie. 26 listopada 1947 r. Andriej Gromyko, przedstawiciel Stalina w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, wyjaśnił pogarszającą się sytuacją w Palestynie brakiem praktycznej alternatywy, poczym dodał:

[Ta decyzja] jest zgodna z zasadą o samostanowieniu narodów… [i] zaspokoi prawomocne żądania narodu żydowskiego, z którego setki tysięcy są, jak wiecie nadal bez kraju, bez domów, znalazłszy tymczasowe schronienie w kilku specjalnych obozach w kilku krajach Europy zachodniej.

Wszystko to było całkowitą nowością dla europejskich komunistów takich jak Dutt, którzy spędzili lata powojenne posłusznie atakując takie twierdzenia. Kapryśne odwrócenie polityki sowieckiej przez Stalina nie miało jednak nic wspólnego z ideologią komunistyczną ani troską o dobro Żydów. Była to czysta realpolitik, wyrażająca pragnienie Stalina wyrzucenia Brytyjczyków z Bliskiego Wschodu i, jeśli to możliwe, niewpuszczenia tam również Amerykanów, co podniosłoby potęgę i wpływy Związku Radzieckiego. W tym celu zaopatrzył on Izrael w samoloty Messerschmitt i inne wyposażenie, lekceważąc brytyjsko-amerykańskie embargo, kiedy nowonarodzone państwo żydowskie walczyło o swoje życie przeciwko inwazji armii arabskich.

Ten eksperyment filosemityzmu nie trwał długo. Zamiast z wdzięcznością poddać się panowaniu radzieckiemu, Izrael wybrał ostrożną politykę niezaangażowania. Co więcej, Stalin nie przewidział elektryfikującego efektu zwycięstwa Izraela w Wojnie o Niepodległość na Żydów w Związku Radzieckim. Kiedy ambasador Izraela, Golda Meir, odwiedziła ZSRR pod koniec 1948 r., dziesiątki tysięcy Żydów radzieckich wypełniły ulice Moskwy. Meir pisała później: „Przyszli oni – ci dobrzy, dzielni Żydzi – żeby okazać swoje poczucie pokrewieństwa i świętować ustanowienie państwa Izrael”.

Również Stalin odniósł takie wrażenie, ale był znacznie mniej tym zachwycony. Widział spontaniczny wyraz radości i dumy jako brak lojalności ze strony „burżuazyjnych nacjonalistów”, o których myślał, że są agentami imperialistycznej piątej kolumny.

W rzeczywistości zwrócenie się Stalina przeciwko Żydom już się zaczęło. W Mińsku radziecka tajna policja zamordowała Solomona Michoelsa, przewodniczącego Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego. Po wizycie Goldy Meir w Moskwie paranoicznie antysemicki terror rozpoczął się na dobre.

Ambasador Izraela w Związku Radzieckim, Golda Meir, jest otoczona przez 50 tysięcy Żydów w pobliżu synagogi moskiewskiej w pierwszy dzień Rosz Haszana, 1948. Zdjęcie: WikimediaAmbasador Izraela w Związku Radzieckim, Golda Meir, jest otoczona przez
50 tysięcy Żydów w pobliżu synagogi moskiewskiej w pierwszy dzień Rosz Haszana,
1948.   Zdjęcie: Wikimedia

Czytaj dalej tu: Holocaust, lewica i powrót nienawiści


Jamie Palmer
Brytyjski dziennikarz i reżyser zajmujący się multikulturlizmem, terroryzmem i Bliskim Wschodem. Prowadzi blog jacobinism.blogspot.co.uk.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com