Premiera książki “Rejwach” Mikołaja Grynberga

Premiera książki “Rejwach” Mikołaja Grynberga

    Nisza


Mikołaj Grynberg

Muzeum POLIN i Wydawnictwo Nisza zapraszają na premierę najnowszej książki Mikołaja Grynberga “Rejwach”. To trzydzieści jeden opowieści o byciu Żydem w dzisiejszej Polsce. Ich narratorzy pozostają anonimowi.

27 kwietnia (czwartek), 18:00, wstęp wolny

Lepiej nie być Żydem, bo sam pan widzi, że amatorzy nie ustawiają się do tego w dzikich kolejkach – radzi narrator Rejwachu, tytułowej historii opisanej w książce.

Niektórzy narratorzy wciąż się ukrywają, inni niedopuszczają myśli, że mogą być Żydami, jeszcze inni “w dobrej wierze” opowiadają antysemickie frazesy. Autor uważnie słucha. To wszystko normalnemu człowiekowi w głowie się nie mieści – mówi narrator innej historii. I zaraz dodaje: Trochę pan nawymyślał tych historii, co? Pewnie z połowa jest wymyślona, to znaczy, że pozostałe są prawdziwe, tak?

Tekstom towarzyszą zdjęcia Mikołaja Grynberga. Nieoczywiste – jak te historie.

Z Autorem rozmawiać będzie Justyna Dąbrowska.
Fragmenty książki przeczyta aktor Fabian Kocięcki.
Współorganizator: Wydawnictwo Nisza


Przypomnę, że w grudniu mieliśmy przyjemność gościć w Sztokholmie Mikołaja Grynberga. Rozmowę o spotkaniach, pisaniu, fotografowaniu oraz pracy nad książką wokół „Marca 1968” prowadziła Joanna Rose.
M. Grynberg przeczytał nam kilka opowiadań ze zbioru, który przygotowywał do wydania. Uczestnicy spotkania zapewne pamiętają jego atmosferę, która nam się udzieliła podczas czytania. Poprosiliśmy wtedy M. Grynberga, by wybrał jedno, abyśmy mogli je udostępnić czytelnikom. Obiecał, że to zrobi, tuż przed premierą książki.

Z radością informuję, że obietnicy dotrzymał, książka jest właśnie w druku, a jej premiera odbędzie się 27 kwietnia, czwartek, godz. 18 w MHŻP POLIN!
http://www.polin.pl/pl/wydarzenie/czytelnia-polin-premiera-ksiazki-rejwach-mikolaja-grynberga

pozdrowienia
Marta Prochwicz
Towarzystwo Przyjaciół MHŻP POLIN
promarta13@hotmail.com
T. 070 747 44 43

No automatic alt text available.

Następna świetna książka w druku: “Rejwach” Mikołaja Grynberga.

Tytułowa opowieść zaczyna się tak:
“Coś mi się dzisiaj wydaje, że łatwiejsze od bycia Żydem jest niebycie Żydem. Mam trochę lat i doświadczeń, chętnie panu opowiem cały ten rejwach.
Człowiek się rodzi i nie wie, kim jest. Urodzi się w lepszym domu, to mu lepiej, w gorszym, to gorzej. Początki człowieka są najprzyjemniejsze dla rodziców. Pan rozumie, o czym ja mówię? Same, samiutkie początki powstania człowieka bywają godne polecenia. Pójdą na spacer, potrzymają się za rączki, poleżą, a potem wstaną i człowiek gotowy. Mogliby pomyśleć zawczasu, coś zaradzić, ale oni wtedy, proszę pana, nie myślą. Oni mają już tylko w głowie iść poleżeć. O niczym nie myślą, nawet o tym, że świat będzie bogatszy o pana, znaczy o mnie, bo na panu to ja się nie znam, a na sobie ostatnio już całkiem, całkiem.
Trochę czasu mija i człowiek się rodzi, zupełnie jak w podręczniku położnictwa. U nas na leżąco, u innych na kucająco. Szkoda gadać, bo kiedy się już tym naszym mahoniowym powietrzem zaciągnie, to wpadł. Musi tu żyć aż do śmierci. Czy wyrośnie na mądralę, czy na szmoka, żyć musi, rady innej nie ma.
Gdy taki człowiek, powiedzmy Mironek, urodzi się u Izaaka i Nehumy, to nie to samo, co gdyby się urodził u Stanisława i Jadwigi. A niech pan jeszcze pomyśli, żeby za prosto nie było, że on się urodzi w kraju, który bardziej jest tego Stanisława i jego Jadwigi niż Izaaka i Nehumy. Tak myślą ci pierwsi i nie są jedynymi, więc ci drudzy, mimo że mieszkają tutaj od ośmiu albo więcej pokoleń, z tym nie dyskutują”.

REJWACH, Mikołaj Grynberg, wyd. Nisza, kwiecień 2017

KRZESŁO
( z ksiażki )

Żydzi chcieli nam ostatnio zabrać krzesło. Krzesło jak krzesło, nawet za wygodne nie było, ale go nie oddamy.

Lata temu dziadek pokazał mi, że na spodzie siedziska jest zamazana pieczątka „Germany”. Stawiając je z powrotem na nogi, mrugnął do mnie. Nic nie powiedział, ale nić porozumienia została nawiązana. Pomyślałem, że pewnie jest to krzesło zdobyczne. Z dziadka jest chłop na schwał, więc kto wie, może to krzesło po prostu Niemcom ukradł. I może właśnie dlatego nikt na nim nie siadał. Stało w kuchni między szafką a oknem, wysunięty parapet zniechęcał do siadania na nim. Pełniło funkcję podstawki pod świeżo przyniesione zakupy. Czarne i brzydkie było, nie pasowało do pozostałych mebli. Za mojej pamięci nigdy nie dostąpiło zaszczytu zbliżenia się do stołu w jadalnym.

Stałoby tam sobie spokojnie, gdyby nie list, który przyszedł do dziadka z Hajfy. Babcia odebrała go od listonosza i położyła na szafce przy wejściu. Dziadek wrócił do domu, obejrzał list z każdej strony i odłożył. Przez pierwszy tydzień babcia kpiła, że pewnie jakaś Żydóweczka się w dziadku zakochała. Dziadek był twardy. Nie komentował, listu nie otwierał.

Nieotwarty list poleżał na moje oko dłużej niż miesiąc. Ja nie pytałem, siedziałem cicho. Mama naciskała na dziadka, żeby otworzył, ale on nie odpowiadał, tylko do mnie puszczał oczko. Też mrugałem, chociaż nie miałem zielonego pojęcia, o co chodzi.

W końcu mama nie wytrzymała i sama otworzyła izraelski list. Ku naszemu zdziwieniu był napisany po polsku.

Drodzy Państwo,
piszemy do Was, bo wreszcie, po tylu latach, udało nam się znaleźć Wasz adres. Jesteśmy wnukami błogosławionej pamięci Menachema, który wraz z dwiema siostrami znalazł w Waszym domu schronienie w latach 1942–1945. Jego siostry zostały zabite dwa dni po opuszczeniu Waszego domu, o czym pewnie nie wiecie. Nasz dziadek wiele nam o Was opowiadał. Od czasu opuszczenia Polski na początku 1946 roku nigdy tam nie wrócił. Rozumiemy, że jego doświadczenia z czasu Szoa nie pozwoliły mu na powrót, ale my bardzo chcielibyśmy Was poznać.

Gdyby nie Wy, nie byłoby nas!
Spotkajmy się!
Jeśli chcecie do nas przyjechać, wszystkie wydatki będą po naszej stronie. Napiszcie tylko, ile biletów, na kiedy i na jakie nazwiska kupić.
Czekamy na Was, drodzy polscy przyjaciele.
Rodzina Menachema

Dziadek wysłuchał, machnął ręką i poszedł na podwórko. Na wszystkie pytania odpowiadał: „Stare dzieje”.

Ani on, ani nikt z naszej rodziny nie wybrał się do Izraela.
Izraelczycy przyjechali do nas. Któregoś dnia zobaczyliśmy ich przy naszym płocie. Z daleka było widać, że nietutejsi. Syn Menachema z żoną i dorosłymi synem i córką stali przed naszym domem.

Babcia ich ugościła ciastem drożdżowym i herbatą. Rozmawiało nam się trudno, bo tylko ten ich ojciec trochę mówił po polsku. Powiedział, że dokładnie wie, gdzie byli przechowywani jego ojciec i ciotki, ale musi wyjść z domu, żeby znaleźć to miejsce. Ojciec mu wiele razy opowiadał, jak chodził tam po ciemku.

Wyszliśmy przed chałupę i zaczęło się liczenie. Siedem kroków od progu, a następnie w lewo, w drzwi do kuchni. Dalej cztery kroki, obrócić się w prawo i jeszcze cztery. Schylić się i podnieść właz do piwnicy. Wszystko się zgadzało, właz był na swoim miejscu. Izraelski ojciec spojrzał pytająco na dziadka, a dziadek kiwnął głową. Cała rodzina

zeszła do piwnicy i zamknęli właz. Zapadła cisza. Po chwili dziadek nachylił się i mocnym ruchem podniósł klapę w podłodze. Wyszli w milczeniu, przerażeni.

Izraelski ojciec rozejrzał się po kuchni i zatrzymał wzrok na niemieckim krześle. „Czy to jest to krzesło, na którym mój ojciec siedział co noc, patrząc, czy nikt obcy się nie zbliża?” Na to dziadek odpowiedział: „To jest krzesło, które stawiałem na włazie, gdy przychodzili sąsiedzi. Siedziałem na nim, aż zamknęli za sobą furtkę.

Siedziałem i modliłem się, żeby już sobie poszli”.
Izraelczycy chcieli zabrać krzesło ich dziadka na pamiątkę, ale nie mogliśmy oddać, bo to było krzesło naszego dziadka. Proponowali, że je kupią, dziadek nawet nie podjął rozmowy na ten temat.

Kiedy odjechali, zaniósł krzesło do drewutni, porąbał je i powiedział: „Ja już się na nie napatrzyłem, a im też łatwiej będzie żyć bez niego”.


Mikołaj Grynberg – fotograf i pisarz, z wykształcenia psycholog. Prowadzi Pracownię Portretu w Związku Polskich Artystów Fotografików oraz grupy fotograficzne – “Osobiste Projekty Fotograficzne” w Warszawie, Sankt Petersburgu i Archangielsku. Jego zdjęcia były prezentowane niemal na całym świecie. Autor albumów „Dużo kobiet” (2009), „Auschwitz – co ja tu robię?” (2010), oraz książek „Ocaleni z XX wieku”, wyd. Świat książki 2012, „Oskarżam Auschwitz. Opowieści rodzinne”, wyd. Czarne 2014. Od lat zajmuje się problematyką Żydów w XX wieku. W całej swej twórczości przyjmuje szczególną perspektywę dialogu, koncentrując się na spotkaniu z innymi, otwarciu na ich osobiste przeżycia i historie.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com