Archive | April 2024

„Betar”- Żydzi wyklęci

„Betar”- Żydzi wyklęci

Mariusz K.


Komunistyczne rządy doprowadziły do usunięcia z polskiej historiografii i pamięci wielu ważnych wydarzeń oraz postaci. Ale czy możliwe, że przez dziesiątki lat kompletnie przemilczano istnienie największej narodowo – radykalnej organizacji II Rzeczypospolitej? Niestety tak, ale na szczęście duet Robert Kaczmarek – Piotr Gontarczyk, po raz kolejny uzupełnia swoim wspólnie zrealizowanym filmem, historyczną białą plamę.

Betar był rewizjonistyczną organizacją żydowską, która w okresie swojej największej świetności w Polsce, liczyła 50 tysięcy członków. Ponadto jej działalność cieszyła się przychylnością samego marszałka Piłsudzkiego, a owocem tej sympatii była możliwość odbywania przez Betarczyków szkoleń z polską armią.

Ideologia Betaru opierała się na syjonistycznych tezach propagowanych przez Zeeva Żabotyńskiego. Głównym celem działania organizacji, było krzewienie wśród ludności żydowskiej zamieszkującej Europę zachowań i poglądów patriotycznych, oraz przygotowanie jej na powrót do Palestyny i walkę o własne państwo. Film ze stajni producenckiej Roberta Kaczmarka, jest dokumentem przedstawiającym relacje kilku żyjących jeszcze członków polskiego oddziału Betaru, uzupełnionym o historyczny komentarz Piotra Gontarczyka. Jak już przyzwyczaili nas twórcy Film Open Group, całość została świetnie zmontowana i uzupełniona archiwalnymi fotografiami i filmami oraz okraszona klezmerskimi melodiami. Z opowieści Betarczyków wyłania się fascynujący świat międzywojennej Polski, w którym przygotowywali się do najważniejszego zadania w swoim życiu: powrotu do Palestyny i walki o ojczyznę. W imię wyznawanych wartości byli gotowi poświęcić własną karierę czy wygodę. Szkoleni od najmłodszych lat poprzez ćwiczenia fizyczne oraz lekcje patriotyzmu mieli jeden cel – uzyskać własne, niepodległe państwo. Radykalna, narodowa ideologia doprowadziła do sporu z socjalistycznym Bundem, który przerodził się w konflikt, przejawiający się starciami i bójkami między członkami obydwu organizacji. Jeden z Betarczyków występujących w filmie z dumą przyznaje się, że włamał się do bundowskiego magazynu, a swoją obecność uwiecznił napisem na ścianie „Zdrajcy do Moskwy”. Zresztą socjaliści nie pozostawali dłużni i w swoich publikacjach otwarcie nazywali Betar … „faszystami”! Co ciekawe, Betar faktycznie współpracował i organizował wspólne ćwiczenia, z wyznającymi tę ideologię ugrupowaniami włoskimi. Nie zmienia to jednak faktu, że w drugiej połowie lat 30 Zeev Żabotyński widząc narastającą falę antysemityzmu, wręcz błagał w swoich wystąpieniach wszystkich Żydów, o natychmiastowe opuszczenie Europy i przeniesienie się do Palestyny.
„Betar”, choć wyprodukowany na zamówienie TVP nie miał jeszcze swojej telewizyjnej premiery i jak przyznaje Piotr Gontarczyk, z dochodzących do niego sygnałów można wnioskować iż mimo pozytywnych recenzji historyków, film szybko na ekrany nie trafi. Pozostają więc pokazy, takie jak ten, który odbył się w ostatni czwartek w Krakowskim Kinie Pod Baranami, w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej. Dr Piotr Gontarczyk, oprócz konsultacji historycznej, napisał również scenariusz filmu.

Podczas dyskusji, która odbyła się po pokazie przyznał, że z bólem serca godził się na odrzucenie kolejnych fragmentów z 18 godzin zarejestrowanych rozmów z Betarczykami. Pierwotnie film zmontowano w 2 godzinny obraz, ale kolejne przeróbki pozostawiły ostateczną wersję, liczącą 55 minut. Historyk otwarcie mówi, że film „Betar” przełamuje pewien dyskurs polskiej powojennej historiografii, polegający na umniejszaniu roli tej organizacji zarówno w dwudziestoleciu międzywojennym, jak i podczas Powstania w Getcie Warszawskim, gdzie walczyło w ramach Żydowskiego Związku Wojskowego, kilkuset jego członków. Nie bez winy są tu relacje osób wywodzących się z Bundu, a w czasie wojny należących do Żydowskiej Organizacji Bojowej, którzy przeżyli powstanie i w swoich późniejszych wypowiedziach albo pomijali znaczenie żydowskich narodowców, albo bardzo je pomniejszali. O potędze i wpływach Betaru najlepiej świadczy fakt, że z jego kadr wywodzi się wielu polityków Likudu, partii obecnie rządzącej Izraelem, czerpiącej bezpośrednio z tradycji organizacji Żabotyńskiego.

 


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com

 


Jest wielu winnych wzrostu antysemityzmu, w tym media

Kto jest winien fali nienawiści do Żydów, która zalewa kanadyjskie miejsca pracy, uniwersytety, związki zawodowe, wpisy w mediach społecznościowych, a nawet nasze ulice i dzielnice? Kim są zwolennicy antysemityzmu? Na zdjęciu: Policja bada miejsce, z którego została ostrzelana żydowska szkoła w listopadzie 2023r. (Zrzut z ekranu wideo)


Jest wielu winnych wzrostu antysemityzmu, w tym media

Howard Levitt
Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska


W ciągu ostatnich kilku lat kanadyjscy pracodawcy coraz częściej zatrudniali trenerów „różnorodności, równości i włączenia” (DEI), aby uwolnić swoich pracowników od świadomego, a nawet podświadomego rasizmu. Na pierwszy rzut oka, kto może sprzeciwić się różnorodności, równości i włączeniu? To jakby sprzeciwić się Świętemu Mikołajowi.

Niestety, warsztaty te zbyt często były przejmowane przez radykalnych ideologów, którzy w efekcie podżegali do konfliktów rasowych. Nieszczęśliwa historia Richarda Bilkszto, który popełnił samobójstwo po tym, jak jeden z takich szkoleniowców uznał go za rasistę, ponieważ powiedział, że Kanadyjczycy nie są bardziej rasistowscy niż Amerykanie, była tylko nagłośnioną sprawą będącą czubkiem góry lodowej.

Wielu moich żydowskich klientów, jeszcze przed 7 października skarżyło się na sposób, w jaki traktowano Żydów na seminariach DEI. W jakim stopniu to radykalne szkolenie odegrało rolę w nagłym wybuchu antysemityzmu w Kanadzie?

Kto tak naprawdę jest winien fali nienawiści do Żydów, która zalewa kanadyjskie miejsca pracy, uniwersytety, związki zawodowe, media społecznościowe, a nawet nasze ulice i dzielnice?

Antysemityzm ma w Kanadzie długą, paskudną historię i dla niektórych (jak na ironię wielu z tych, którzy nigdy świadomie nie spotkali Żyda) zawsze był ukryty tuż pod powierzchnią. Przez pewien czas było pewne wytłumienie antysemityzmu z powodu poczucia winy wywołanego okrucieństwami II wojny światowej. Ale znów rośnie w siłę i, co zaskakujące, jego zwolennicy są z tego dumni.

Kim są propagatorzy antysemityzmu?

Oczywiście, na pierwszym miejscu są radykalni islamiści, którzy importują starodawną, historyczną nienawiść do Żydów w oparciu o Koran. Ich nienawiść do chrześcijan i innych „niewiernych” jest tylko nieznacznie mniejsza.

Dalej jest radykalna lewica, która od czasu, kiedy słaby Izrael pokonał połączone armie Jordanii, Egiptu i Syrii w 1967 roku, postrzega Izrael jako ciemiężyciela. Wierzę, że dużą część antysemityzmu w ruchu związkowym w sektorze publicznym można przypisać temu nurtowi.

Jest też wpływ DEI, który zbyt często umieszcza Żydów na szczycie hierarchii rasowej, ignorując fakt, że Żydzi zawsze byli i pozostają dramatycznie bardziej dyskryminowani niż jakakolwiek inna grupa, łącznie z grupami znajdującymi się na rzekomym dole hierarchii intersekcjonalności ruchu DEI: rdzenna ludność, czarni, muzułmanie i LGBTQIA+.

Z tymi siłami sprzymierzone są uniwersytety i uczelnie, które od lat są świątyniami „przebudzenia” i karzą studentów wyrażających niezgodę z ich lewicowymi oświadczeniami. Podczas gdy kampusy są wylęgarniami poparcia dla Hamasu, sondaże wykazały, że młodzi ludzie, którzy nie byli w szponach profesorów naszych uniwersytetów i szkół wyższych, w zdecydowanej większości popierają Izrael, podobnie jak większość innych grup w Kanadzie.

Choć wymieniam je tu osobno i je rozróżniam, lewica, uniwersytety i praktycy DEI są w pewnym stopniu wymienni i mają wielu tych samych członków.

Ostatnią grupą, która moim zdaniem jest odpowiedzialna za wzrost antysemityzmu, są dziennikarze i ich nieodpowiedzialne publikacje w mediach.

Kanadyjski nadawca publiczny, CBC, był szczególnie jednostronny i nieubłagany w swoich relacjach z konfliktu między Izraelem a Hamasem. Nadal nie opisuje Hamasu jako organizacji terrorystycznej i jeszcze nie przeprosił za fałszywe oskarżenie Izraela o zbombardowanie szpitala i zabicie setek osób – mimo że od dawna przyznano, że winę ponosi wadliwie wystrzelona rakieta Palestyńskiego Islamskiego Dżihadu i że liczba ofiar śmiertelnych była dużo niższa. (Rakieta spadła na parking szpitala i zabiła kilkanaście osób.)

CBC konsekwentnie przedstawiał pogląd na wojnę wypaczony na korzyść Hamasu.

W niedawnym artykule w gazecie „Toronto Sun” Warren Kinsella ujawnił, że w CBC powołano komitet, który ma bezpośrednio nadzorować programy na temat Izraela. Poinformował również, że tamtejsi żydowscy dziennikarze twierdzą, że programy i artykuły, które proponują na temat wojny, są rutynowo ignorowane.

CBC jest najgorszy, ale nie samotny. Montrealska gazeta „La Presse” zamieściła upiorną karykaturę przedstawiającą izraelskiego premiera Benjamina Netanjahu jako odrażającego wampira z haczykowatym nosem i ostrymi pazurami, gotowego wyssać życie z Palestyńczyków, nazywając go „Nosfenjahu” w nawiązaniu do niemieckiego niemego horroru z 1922 roku Nosferatu, który od dawna był postrzegany jako głęboko antysemicki. „Toronto Star” także publikowała artykuły przedstawiające zdecydowanie antyizraelskie stanowisko.

Zakończę niepokojącą, ale nie zaskakującą historią naszego nadawcy publicznego. To mówi wszystko.

Na początku wojny CBC poszukiwał „głęboko osobistych esejów” na temat tego, co dzisiaj znaczy być Żydem i Kanadyjczykiem, i zapraszał Kanadyjczyków pochodzenia żydowskiego do przedstawiania swoich historii.

Shawna Cohen z Toronto przesłała artykuł. Producent z CBC odpowiedział:

„W szczególności chciałbym usłyszeć opinię kogoś, kto chce zawieszenia broni/ma trudności w byciu proizraelskim w tej chwili LUB kogoś, kto wspiera wojnę mimo wysokich strat życia cywilów – i jak ich osobiste doświadczenia wpływają na te poglądy. Daj mi znać, jeśli chciałabyś napisać coś w tym stylu, a jeśli tak, jak byś to ujęła”.

Pani Cohen odpisała:

„Jako Żydówka czuję się zobowiązana poinformować, że specyficzny punkt widzenia, którego szuka CBC, jest niebezpieczny i ograniczony. Społeczność żydowska czuje się wyjątkowo zagrożona – w Kanadzie i poza nią.

Zamiast dać autorom możliwość podzielenia się tym, jak i dlaczego Żydzi czują się w ten sposób, CBC dokonał inżynierii wstecznej narracji. W szczególności poszukuje rzadkiego gatunku Żydów, którzy nie popierają Izraela i/lub są skłonni negocjować z organizacją terrorystyczną. Przyjmowanie takiego podejścia przyczynia się jedynie do propagandy antyizraelskiej.

Szczerze mówiąc, wahałam się przed przesłaniem mojego artykułu CBC ze względu na ugruntowaną historię antyizraelskich i antysyjonistycznych uprzedzeń tej redakcji. Z Twojej odpowiedzi jasno wynika, że CBC nie przyjmuje prawdziwych opinii ani perspektyw, które nie są postrzegane przez pryzmat własnego wąskiego, socjopolitycznego punktu widzenia. Taka rzeczywistość jest nie do przyjęcia dla nadawcy finansowanego ze środków publicznych, który uważa się za głos narodu”.

Nigdy nie otrzymała odpowiedzi.

Mamy nadzieję, że nasz nadawca publiczny wkrótce zostanie pozbawiony środków publicznych. Stał się hańbą narodową.


Howard Levitt – kanadyjski prawnik, przewodniczący Stowarzyszenia Prawników w Ontario.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


American Jews Should Become a Little More Israeli

American Jews Should Become a Little More Israeli


DIANA FERSKO


Instead of playing defense, we should learn how to stand up for ourselves better

.
TABLET MAGAZINE

On Dec. 4, I attended a special session at the United Nations called “Hear Our Voices—Sexual and Gender-Based Violence in the Oct. 7 Attack.” The session was intended to bring awareness to Hamas’ use of rape and sexual violence against Jewish women and girls and to shame the institutions who remained unconscionably silent in condemning this violence.

I thought I had a reasonable understanding of what the session would be like. I didn’t. I thought, having studied the Shoah at length, that I was well versed in descriptions of violence against Jews. I wasn’t. Instead, at this U.N. session, I heard about acts of brutality against Jewish women that were beyond the scope of my mind, ghastly and depraved acts that were 100% new to me.

At one point, the organizers showed a video. Immediately, instinctively, I looked down. Yes, I was there to hear testimony, but I wasn’t ready to see a video. I just couldn’t watch whatever it was going to be, so I lowered my head and covered my eyes. But at one point during the video, I glanced up, in front of me were two of my dear friends, both Israeli women. Rather than burying their heads as I had done, they were not only watching the video, they both had their phones out, recording the video—presumably so that others could watch as well.

That was one of the many moments since Oct. 7 when I realized that American Jews, myself included, have a long way to go in understanding what it is going to take to stand up for ourselves. I had tried to hide from the horror, but my Israeli friends knew better. They understood that to stand up for ourselves, we would have to go to horribly uncomfortable places. They understood more deeply and more quickly than Jewish Americans about the denialism, the traumatic invalidation, and the blatant antisemitism that was on its way to Jewish people around the globe.

I’m a rabbi. I’m the author of a book on antisemitism. I was raised in an active Jewish home. So, I thought I knew how to speak up for myself and for the Jewish people. But that moment at the U.N. taught me that even I didn’t know how to do those things well enough. It was one of many moments since Oct. 7 when I decided to really fight antisemitism in the United States, I needed to try to become a little bit Israeli. Maybe you should, too.

My Israelification began months before the U.N. session. Like many American Jews, on Oct. 8, I found myself emotionally paralyzed. I was frozen, in shock and disbelief. I could not believe that Hamas had penetrated the border. I could not believe that they had murdered over 1,200 civilians. I could not believe the barbarism or the kidnapping. I could not believe I was witnessing a pogrom. I couldn’t really move except to cry. I sat there, stunned, barely able to make a sound. But while I was processing, the Israelis in my community were acting. My phone filled with WhatsApp notifications. Ding: Someone’s nephew needed a Kevlar vest. Ding: Can you house a reservist on his way back to Israel? Ding: Does anyone have access to large quantities of boots? All day long from Oct. 8 until today, Israelis have shown me the way.

It’s not that American Jews haven’t been standing up for ourselves. We have. Since Oct. 7, I’ve traveled to Jewish communities across the country and the outrage and action has been inspiring. Letter-writing, sign-holding, traveling to Israel, traveling to Washington, giving donations to certain institutions and withholding donations from others, attending school board meetings and curriculum discussions, battling on social media—the Jewish American community is activated in a way I’ve never seen. So yes, Jewish Americans are in this fight.

But still, this process of Israeli drift has pushed me to consider just how much Jewish Americans might have to change our mindset in order to fight this evil.

Here’s what I mean. In a widely circulated commercial about antisemitism, a suburban Jewish mother and daughter leave their house only to see a swastika with the words “No Jews” spray-painted on their garage. The mother and daughter get in their car and leave, and their presumably non-Jewish neighbor ends up painting over the vandalism by the time they come home. The mother gets out of her car and exchanges a knowing nod of appreciation with her neighbor. I understood the commercial to be about inspiring allyship. Thank you, non-Jewish neighbor for recognizing that something was wrong and taking action to stop it. Thank you for being a good and decent person. Thank you for being an upstander and a friend. We need much much, more of this, I thought.

So I was surprised when my friend, who is Israeli, had a completely different take on the commercial. Not only didn’t the story resonate with him, it seemed a little bit off. “Not what I want to see,” he muttered. “She doesn’t know how to use a paintbrush? She can’t take care of herself? She’s going to sit and wait and hope someone else steps in. She should show her daughter the swastika and they should paint it over together.” Where I saw others supporting Jews as a positive message, he saw that American Jews don’t yet get the message that aggressively standing up for ourselves, perhaps more often than not by ourselves, is a necessary step in fighting antisemitism.

I think I understand his feelings, because American Jews are playing defense a lot lately. I should know, going around the country in these past few months I’ve also addressed non-Jewish audiences—some of which are quite hostile toward me. When I speak to that type of audience, I hear myself participating in a kind of defensive dance, a strange ritual of self-humiliation where I try to disprove the conspiracy theory of antisemitism.

Not all Jews are rich, I tell people. I explain that about 20% of Jewish New Yorkers live below the poverty line. On the one hand I’m trying to show that the conspiracy theory about us is factually incorrect. But on the other, what if most Jews were rich? Would that mean that we actually were controlling the world? That the conspiracy theory of antisemitism was true?

Not all Jews are white, I tell people. I explain that about 70% of Jews in Israel certainly aren’t from European descent. On the one hand, I’m trying to explain to people that Jews have lived around the globe for centuries and that we are beautifully diverse. But on the other hand, what if we were all light-skinned? Would that make Jews guilty of racism or oppression? Would that “prove” the conspiracy theory? Or at least validate it?

And worst of all, we are genocide survivors, I tell people. I explain that 6 million Jews were murdered in living memory, including 1 million children. On the one hand, I’m trying to teach Jewish history. I am fighting for facts. A significant percentage of millennials believe that 2 million or 3 million Jews were murdered in the Shoah rather than 6 million. It’s my obligation to fight against these falsehoods. But on the other hand, am I also begging people not to hate us by reminding them we are victims?

Jewish Americans around the country are doing a similarly defensive dance: defending a war, defending a state, defending Zionism, defending Jewish existence in universities, on boards, in justice work, and in civil society. Defending the existence of Jews itself.

All this defense leads me to a core philosophical question: What would it look like if American Jews decided to play philosophical offense? The conspiracy theories of antisemitism aren’t true; rather they are a series of boundaryless lies. But we will also never be able to prove they are wholly false because they are not driven by rationale or reason. So, what if instead of defensively saying what we aren’t, we took a different approach and we chose to assertively say what we are?

It might look something like this: Jews are experts in civil disagreement—we have thousands of years of lived experience and documented evidence of how to argue with respect and how to engage in meaningful debate. We can help to heal the brokenness of public discourse with this knowledge. Jews possess ancient wisdom about justice. Amos, Micah, Isaiah—these are the voices to which we could be turning. Jews know about the value of work-life balance, the dangers of over-reliance on technology, the importance of face-to-face connection—God explained these things to us through the gift of Shabbat long ago. Jews have lived experiences to share that could help others understand current events—about immigration, refugeeism, persecution, and survivorship. Jews love to dance around the Torah, to braid bread, and to ask questions. We have so much to offer, to teach, and to share. Maybe we should start telling people about these things and countless others rather than defending ourselves against a cruel and unyielding conspiracy theory.


Diana Fersko is the Senior Rabbi of The Village Temple in downtown Manhattan.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Partia wobec Żydów, Żydzi wobec partii – Bożena Szaynok

Partia wobec Żydów, Żydzi wobec partii – Bożena Szaynok

   Wszechnica FWW



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Ruchy masowe i tęsknota do nienawiści

Kim jest fanatyk? Komu służy? Kogo nienawidzi?

W 1951 roku doker i filozof samouk z San Francisco zadziwił świat, publikując przenikliwą analizę zjawiska ruchów masowych i fanatyzmu politycznego, która prędko zyskała szeroki rozgłos i uznanie środowiska akademickiego oraz trwale wpisała się do kanonu filozofii społecznej. „Prawdziwy wyznawca” Erica Hoffera po dziś dzień nie stracił na aktualności – to dzieło nieodzowne dla rozumienia naszej epoki galopującego populizmu i „wojen plemiennych” targających życiem społecznym.

***

„Dla większości z nas rzeczą nieodzowną jest dziś uzyskanie pewnego wglądu w motywy i reakcje prawdziwego wyznawcy. Choć bowiem nasz wiek jest wiekiem bezbożnym, jest on radykalnym zaprzeczeniem areligijności. Prawdziwy wyznawca wszędzie jest w natarciu, nawracając zaś i antagonizując innych, kształtuje oblicze świata na swoje podobieństwo. Niezależnie od tego, czy zamierzamy stanąć w szeregu razem z nim, czy przeciwko niemu, powinniśmy poznać wszystko, co poznać zdołamy, w kwestii jego natury i tkwiących w nim możliwości”.

Eric Hoffer


Ruchy masowe i tęsknota do nienawiści

Andrzej Koraszewski


Rob Henderson jest doktorem psychologii. To, co go różni od innych psychologów, to życiorys. Syn koreańskiej prostytutki i narkomanki, pierwsze lata życia w przyczepie campingowej, potem domy rodzinne,  potem bezdomność, kradzieże, alkohol i narkotyki. Wreszcie wojsko i studia. Jego niedawno wydana autobiografia jest bestsellerem, ultrapostępowcy patrzą na niego podejrzliwie. Prawdę mówiąc, on na nich też. Henderson ukuł pojęcie luxury belief (luksusowy światopogląd lub luksusowe wierzenia). Żyjący w luksie chcą urządzać świat innym w oparciu o swoje wizje. Ten luksusowy światopogląd doprowadził już do  tego, że większość amerykańskich dzieci w rodzinach ubogich wychowuje się w rozbitych rodzinach bez ojca, że masowa oświata nie dostarcza wykształcenia, demokracja przestała być respektowana, powraca anarchia i przemoc. Jego najnowszy artykuł na łamach The Free Press opowiada o proroctwie Erica Hoffera.

Fascynacja tego właśnie autora postacią dokera-samouka jest zrozumiała. O dzieciństwie Hoffera nie wiadomo nic. Urodził się gdzieś na przełomie XIX i XX wieku, jako młody człowiek w czasach wielkiej depresji pracował na farmach, zmywał naczynia w knajpach aż wreszcie, mając już ponad 40 lat, zostaje dokerem w San Francisco i może wolny czas poświęcić książkom. Podejrzewa się, że jego opowieść, iż urodził się w Nowym Jorku jest zmyślona, nie można wykluczyć, że był nielegalnym imigrantem (do końca życia miał niemiecki akcent). Nie tylko żarłocznie pochłaniał książki, ale zaczął pisać. Jego najsłynniejsza książka The True Believer: Thoughts on the Nature of Mass Movements (polski tytuł „Prawdziwy wyznawca”), ukazała się w 1951 roku i, jak twierdzi Henderson, była prorocza wówczas i jest jeszcze bardziej prorocza dziś.  

Ta książka ma niespełna dwieście stron i od ponad 70 lat budzi zainteresowanie i podziw zarówno polityków, jak i badaczy. Czy Eric Hoffer zrozumiał istotę powstawania masowych ruchów lepiej niż inni? Być może należałoby to pytanie postawić inaczej, czy czytający tę książkę są w stanie zrozumieć, że nie traktuje ona tylko o ich wrogach, ale również o nich samych? 

Eric Hoffer zmarł w 1983 roku. Ponad 30 lat po jego śmierci Hillary Clinton szukała w jego książce odpowiedzi na pytanie o popularność Donalda Trumpa.

Rob Henderson idzie nieco dalej.  Dowiedział się o tej książce od znajomego po publikacji artykułu na temat dyskryminacji inaczej myślących na amerykańskich uniwersytetach. Pisał w tym artykule, że „Stany Zjednoczone eksportowały Coca-Colę, programy telewizyjne i muzykę. Dziś eksportujemy oburzenie, cenzurę i mobbing społeczny”. To w nawiązaniu do tego właśnie zdania znajomy powiedział mu, że powinien przeczytać książkę Erica Hoffera.

Przeczytał i ze zdumieniem doszedł do wniosku, że Hoffer zdołał uchwycić zjawisko, które obserwujemy w epoce smartfonów i mediów społecznościowych, kiedy ludzie zaczynają się bać konsekwencji wypowiedzenia jednego nieopatrznego słowa, w obawie nie tylko przed ostracyzmem, ale również przed utratą pracy i groźbami fizycznych ataków.  Henderson przywołuje cytat z książki Hoffera:  

[W] przypadku ruchu masowego powietrze jest ciężkie od podejrzeń. Jest wścibstwo i szpiegostwo, pełne napięcia obserwowanie i pełna napięcia świadomość bycia obserwowanym. Zaskakujące jest to, że ta patologiczna nieufność w szeregach nie prowadzi do niezgody, ale do ścisłego konformizmu. Wierni, wiedząc, że są stale obserwowani, starają się uniknąć podejrzeń, gorliwie trzymając się przepisanego zachowania i opinii. Ścisła ortodoksja jest w równym stopniu wynikiem wzajemnych podejrzeń, jak i żarliwej wiary.

Ci z nas, którzy pamiętają jeszcze życie w systemie komunistycznym doskonale wiedzą, że zwycięski ruch masowy nie wymaga wiary. Opiera się na kulturze nagród za donosy, na podejrzliwości i strachu. Hoffer w wolnym amerykańskim społeczeństwie obawiał się wyłonienia się fanatycznego masowego ruchu ze strony elit intelektualnych. Zdumiewał go fenomen nienawiści do swojego kraju ze strony elit dążących do nadzoru i dyktatu.

Ten dyktat wymaga kontroli języka, który ma strzec ortodoksji. 

Proste słowa – pisze Hoffer – nabierają nowego znaczenia i zmieniają się w symbole w tajnych przekazach. Zatem u najbardziej wykształconego prawdziwego wierzącego widać analfabetyzm. Wydaje się, że używa słów tak, jakby nie zdawał sobie sprawy z ich prawdziwego znaczenia. Stąd też jego zamiłowanie do sprzeczek, dzielenia włosa na czworo i scholastycznego krętactwa.

Słowa stają się brzemienne w znaczenia, które nie mają z nimi żadnego związku.

The True Believer był debiutem Hoffera, po którym napisał jeszcze dziesięć książek. Do emerytury nadal pracował w stoczni. Potem zaproponowano mu wykłady na uniwersytecie w Berkeley.

Podobnie jak dziś, uniwersytet był miejscem protestów i burd, które budziły jego zdumienie i niechęć oraz były okazją do nowych obserwacji. Paliwem masowych ruchów jest frustracja, ale frustracja nie wynika tylko z materialnych kłopotów. Jak pisał: „Nasza frustracja jest większa, gdy mamy dużo i chcemy więcej, niż wtedy, gdy nie mamy nic i chcemy trochę”

Rob Henderson zaczął studia w Yale mając 25 lat, po kilku latach służby w wojsku nadrabiał czas utracony i patrzył ze zdumieniem na swoich kolegów, których pożerała nieustająca frustracja. Nic dziwnego, że inaczej niż Hillary Clinton odczytywał słowa Erica Hoffera, który pisał:

Sfrustrowani, uciskani swoimi wadami, obwiniają za swoje niepowodzenia istniejące ograniczenia. W rzeczywistości ich najskrytszym pragnieniem jest położenie kresu „wolności dla wszystkich”. Chcą wyeliminować wolną konkurencję i bezwzględne testy, którym jednostka jest nieustannie poddawana w wolnym społeczeństwie.

Zdaniem Hoffera skrajne ruchy masowe opierają się nie tyle na konkretnej ideologii, ile na wspólnej nienawiści do teraźniejszości i tęsknocie za niejasno określoną utopijną przyszłością.

Nienawiść – pisał Hoffer – jest najbardziej dostępnym i wszechstronnym ze wszystkich czynników jednoczących. . . . Ruchy masowe mogą powstawać i rozprzestrzeniać się bez wiary w boga, ale nigdy bez wiary w diabła.

Kto porywa masy, kim są przywódcy masowych ruchów, w których przestają liczyć się kwalifikacje, a przede wszystkim zaczyna liczyć się oddanie, wierność i gotowość do przemocy? 

Ta nienawiść usprawiedliwia przemoc, nadaje blasku wizjom przyszłości, potrzebuje guru lub wodza. Wódz nie musi być wyjątkowo inteligentny, musi mieć odwagę krzyku, musi okazać głęboką wiarę, przekonanie, że jest posiadaczem prawdy. Zdaniem Hoffera potrzebna jest również pogarda dla teraźniejszości i znajomość ludzkiej natury, przywiązania do symboli i ceremonii. Ważna jest również bezwzględność, przekonanie, że cel uświęca wszelkie środki.     

Rob Henderson wspomina teorię podkowy, schodzenia się skrajności, osobliwej wspólnoty ruchów, które porzuciły rzeczywistość na rzecz utopii. Przychodzą z lewa i z prawa, w głębokim przekonaniu, że ze sobą walczą.         

Jesteśmy dziś świadkami fascynacji laickiej lewicy islamską, wściekle prawicową teokracją, członkowie studenckich organizacji coraz częściej przypominają hunwejbinów z czasów rewolucji kulturalnej w Chinach. Niemal na każdym kroku widać bulgoczące zapotrzebowanie na nienawiść w imieniu szlachetności.       

Eric Hoffer wycofał się z życia publicznego na trzynaście lat przed śmiercią. Miał odwagę pozostać sam, poza intelektualnymi modami i naciskami. 

Czy mówi nam więcej o dzisiejszych czasach niż współcześni? Artykuł Hendersona ukazał się w cyklu „Prorocy”. W starych książkach odkrywamy czasem ślady tego, jak rodziło się dziś. To nigdy nie jest pełen obraz, pozwala zaledwie zrozumieć otaczający świat odrobinę lepiej.  The Free Press jest platformą  stosunkowo niedawno powstałej grupy ludzi, którzy postanowili pozostać poza intelektualnymi modami i naciskami. 


Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com