Archives

ZROZUMIEĆ PESACH: MICWA SPOŻYWANIA MACY

ZROZUMIEĆ PESACH: MICWA SPOŻYWANIA MACY

P. Jędrzejewski


Maca (fot. David R. Tribble)

Maca_1.jpgFaraon wezwał Moszego i Aharona nocą i powiedział, że Żydzi mogą opuścić Egipt. I wtedy „Ludzie zabrali swoje ciasto, zanim się zakwasiło. Resztę swojego [ciasta] obwiązali w ubrania [i umieścili] na ramionach” (Szemot 12, 34). Oznacza to, że Żydzi nie wynieśli z Egiptu chleba, ale placki macy i one stanowiły ich pożywienie bezpośrednio po wyjściu z niewoli – „Upiekli ciasto, które wynieśli z Egiptu, jako placki macy, bo się nie zakwasiło” (12, 9).

Spożywanie macy w Pesach jest nakazane w Torze na pamiątkę tego wydarzenia. Micwa (przykazanie) ta nazywa się achilat maca i sformułowana została na podstawie wersetu 12, 18 z Szemot. Głosi ona, że jedzenie macy jest obowiązkiem zarówno mężczyzn, jak i kobiet, wieczorem 15 dnia nisan (poza Izraelem także 16 dnia tego miesiąca).

Maca jest nazywana chlebem ubóstwa lub niedoli (lechem oni), który jest jednocześnie chlebem wiary i wolności. W nazwach tych kryje się odpowiedź na pytanie, dlaczego istnieje nakaz jedzenia macy w święto Pesach, które upamiętnia zakończenie niewoli egipskiej i wybranie przez Żydów wolności – dzięki interwencji Boga w ich życie. W niewoli Żydzi żyli bowiem w ubóstwie – i jedli przede wszystkim mace. Gdy uzyskali wolność – też musieli zadowolić się plackami macy, które wynieśli z Egiptu.

Pozornie wydaje się to nielogiczne: dlaczego maca symbolizuje jednocześnie i zniewolenie, i wolność?

Niewola oznaczała poniżenie, uległość i moralny upadek. Niewolnik wykształca w sobie „niewolniczą mentalność”, a ta zawsze oznacza duchową i etyczną ułomność. Jednocześnie niewola to stan, w którym ludzie-niewolnicy nie muszą brać odpowiedzialności za swoje życie. Odpowiedzialność za siebie oznacza podejmowanie decyzji. Niewolnik nie musi o niczym decydować. Robi to za niego właściciel. Niewolnik jest tylko przedmiotem.

W Egipcie właściciele niewolników jedli chleb. Tym niewolnikom, którzy byli szczególnie gorliwi i posłuszni, czyli najbardziej skorumpowani i zniewoleni pod względem etycznym – też wolno było, z łaski Egipcjanina, jeść chleb. Natomiast ci, którzy zachowali resztki godności, nie mogli liczyć na więcej niż na niewyrośnięte, twarde, gorsze smakowo pieczywo – czyli macę. Dla nich smakiem niewoli był smak macy.

Wybranie wolności było zbiorową rezygnacją Żydów z perspektywy jedzenia egipskiego chleba w nagrodę za dobre wykonywanie obowiązków niewolników i związane z tym ciągłe poniżenie. Chleb symbolizował Egipt i Żydzi go odrzucili – wybierając macę, jako symbol gorszego jedzenia, trudniejszego życia, ale za to z zachowaniem godności i samostanowienia o swoim losie, w wolności, która nie jest przecież nigdy za darmo. Placki z macy symbolizują wybór ryzykownego, ale niezależnego, wolnego losu. Jednocześnie są symbolem wiary w to, że Bóg otacza Żydów opieką i nie dopuści, aby umarli na pustyni.

Maca zaczęła od tego momentu na zawsze już symbolizować nie gorycz niewoli, ale trudny czas wolności, za którą ceną były niewygody, niepewność i zagrożenia podczas tułaczki w drodze do Ziemi Obiecanej.

Dlatego jedzenie macy w Pesach jest symbolicznym – powtarzanym przez wszystkich religijnych Żydów rok w rok przez całe życie – solidaryzowaniem się z tamtą decyzją Przodków, podjętą przed ponad trzema tysiącami lat. “W każdym pokoleniu człowiek powinien postrzegać siebie, jak gdyby to on sam wyszedł z Egiptu” – czytamy w Hagadzie na Pesach.

Słowa te można rozumieć w dwojakim sensie.

•Ten węższy skierowany jest tylko do Żydów, którzy zobowiązani są pamiętać wyjście z Egiptu nie jako odległe wydarzenie historyczne, ale doświadczenie wszystkich pokoleń Izraela, ponieważ to, co wydarzyło się 3250 lat temu, dotyczy ich bezpośrednio. Gdyby nie tamte zdarzenia, oni właśnie nadal “byliby wciąż niewolnikami w Egipcie” (Hagada na Pesach).

•W szerszym i głębszym rozumieniu oznacza to, że wszyscy ludzie którzy chcą być wolni, stali przed górą Synaj, gdy “pojawiły się grzmoty i błyskawice i potężny obłok na górze i bardzo donośny dźwięk szofaru” i “Bóg powiedział: Ja jestem twój Bóg, który wyprowadził cię z ziemi egipskiej, z domu niewoli“. Doświadczenie tamtego pokolenia Izraelitów ma wymiar uniwersalny. I każdy może się na podstawie tego doświadczenia uczyć sensu wolności i jej praktycznych konsekwencji. Teologiczne przesłanie historii Wyjścia Żydów z niewoli egipskiej zawiera nadzieję i naukę dla całej ludzkości (rabin Samson Rafael Hirsch pisze na temat symboliki Wyjścia: „Każdy człowiek może uznać tę przeszłość za swoją własną i włączyć się do kręgu tych, którzy zostali wówczas wyzwoleni”).

Gdy Mojżesz udał się do faraona i ogłosił słynne żądanie Boga: Wypuść mój lud” (“Szalach et ami”), podał wyraźny cel, dla którego Bóg domagał się uwolnienia Izraelitów: “weja awduni” – “aby mogli Mi służyć”. Służyć – czyli wypełniać wolę Boga. A wolą Boga, objawioną na Synaju, jest to, aby ludzie postępowali wobec siebie nawzajem według przykazań etycznych (Dekalog) zaprzeczających regułom niewoli egipskiej. A to znaczy, że tylko ludzie wolni mogą postępować etycznie i zarazem że tylko kierowanie się etyką czyni człowieka wolnym. W tym sensie podstawowym przesłaniem przytoczonego powyżej cytatu z Hagady jest zdefiniowanie wolności nie jako prawa do czynienia tego, na co ma się ochotę, ale jako prawa do czynienia tego, co etycznie słuszne. Nie tego, co bezpieczne, opłacalne, konformistyczne, zgodne z oczekiwaniami władzy – krótko mówiąc: zapewniające egipski chleb.

Taka wolność kosztuje. Smak pesachowej macy ma symbolizować jej cenę.


twoje uwagi, linki, wlasne artykuly, lub wiadomosci przeslij do: webmaster@reunion68.com


Pesach – jeden z największych cudów w historii Żydów


Pesach – jeden z największych cudów w historii Żydów

Lauren Colgan


Pesach, znane również jako Pascha, to dla Żydów niezwykle ważny czas. Święto obchodzone corocznie od 15 do 22 dnia miesiąca Nissan wedle kalendarza hebrajskiego przypomina historię narodzin narodu żydowskiego. W roku 2026 według kalendarza gregoriańskiego początek Pesach przypada na czas po zachodzie słońca 1 kwietnia. Święto będzie trwać do 8 kwietnia w Izraelu i w innych krajach.

Talerz sederowy (seder ha-ke'ara), I połowa XIX w. Fajans, ręcznie malowany, 246 mm szerokości. Zbiory ŻIH
Talerz sederowy (seder ha-ke’ara), I połowa XIX w. Fajans, ręcznie malowany, 246 mm szerokości. Zbiory ŻIH

W czasie Pesach prawo Tory zabrania jedzenia i posiadania w domu jakichkolwiek pokarmów zawierających chamec, czyli zakwas. Obejmuje to każdy produkt zawierający jęczmień, owies, żyto, orkisz lub pszenicę, nawet jeśli są to tylko śladowe ilości. Żydzi aszkenazyjscy unikają również kitniyos (kitniyot), roślin strączkowych. Opiera się to na zwyczaju rabinackim wywodzącym się z części Talmudu – Gemary. Zanim zacznie się Pesach, należy dokładnie posprzątać dom i upewnić się, że nigdzie nie ma zakwasu. Chamec, którego nie można wyrzucić, można przekazać nie-Żydowi, a następnie zabrać z powrotem do domu po zakończeniu Pesach. Wieczorem przed Pesach następuje ostatnie, uroczyste poszukiwanie zakwasu, a rano przed rozpoczęciem święta odbywa się ceremonia palenia chomecu.

Krótka historia Pesach

Tora opowiada o tym, jak ponad 3000 lat temu naród żydowski znajdował się w niewoli w Egipcie rządzonym przez faraona. Bóg, który widział udrękę Izraelitów, wysłał Mojżesza do faraona z prośbą o uwolnienie Jego ludu, aby znów mógł Mu służyć. Ponieważ faraon wielokrotnie łamał Boże rozkazy, Bóg zesłał na Egipt dziesięć plag, z których każda miała coraz bardziej dotkliwy charakter. Faraon wciąż odmawiał uwolnienia Izraelitów, mimo że teraz cierpiał także jego lud. Jednak ostatnia plaga złamała nawet faraona.

O północy 15 Nissan 2448 od stworzenia świata Bóg zabił wszystkie pierworodne stworzenia w Egipcie. Ominął jednak wszystkie domy Żydów, stąd nazwa Pascha, w hebrajskim tłumaczeniu Pesach. Zrozpaczony faraon chciał natychmiast usunąć Żydów ze swojej ziemi. Powodem, dla którego Żydzi nie jedzą żadnego pożywienia upieczonego na zakwasie podczas całego Pesach, jest to, że uciekając z niewoli w Egipcie, zabrali ze sobą niewyrośnięty chleb. Maca, tradycyjna potrawa na Pesach, to właśnie płaski, niewyrośnięty chleb.

8 dni świętowania

Pierwsze dwa i ostatnie dwa dni Pesach wiążą się z bardziej restrykcyjnymi „zasadami” – żadna forma pracy nie jest dozwolona: zabronione jest wykonywanie czynności takich jak pisanie, prowadzenie samochodu czy używanie jakichkolwiek urządzeń elektronicznych. Dozwolone jest jednak gotowanie i wynoszenie rzeczy z domu na zewnątrz, co różni to święto np. od cotygodniowego szabatu, kiedy również te czynności są zabronione. W te dni Pesach Żydzi zapalają świece, odmawiają kidusz (błogosławieństwo nad winem) i spożywają obfite posiłki. Te dni są określane jako Jom Tow.

Dni, które przypadają pomiędzy Jom Tow, nazywają się Chol HaMoed; w te dni dozwolona jest praca, a Żydzi często przeznaczają je na odpoczynek, spotkania z rodziną i przyjaciółmi oraz wspominanie cudu wyzwolenia narodu żydowskiego. Podczas całego Pesach odmawia się Hallel, radosną modlitwę dziękczynienia i uwielbienia Boga. Sefirat HaOmer (liczenie omeru) rozpoczyna się w drugą noc Pesach i trwa aż do dnia poprzedzającego Szawuot (Święto Tygodni, obchodzone 50 dni po Pesach). Omer liczony jest przez 49 dni, na pamiątkę przejścia Żydów przez pustynię po wyjściu z Egiptu. Po upływie tego czasu Żydzi otrzymali Torę w święto Szawuot.

Pyszny Seder

Gdy zbliża się Pesach, Żydzi nie mogą doczekać się sederu. Jest to tradycyjny, niezwykle uroczysty posiłek, podczas którego czytają hagadę czyli opowieść o wyjściu z Egiptu, w niektórych momentach wypijają cztery filiżanki wina (lub soku winogronowego), przechylają się na bok podczas siedzenia i jedzą specjalne potrawy. Przechylanie się podczas picia to oznaka, że Żydzi są wolnymi ludźmi; w starożytności tylko wolni ludzie mogli odpoczywać podczas jedzenia.

Nakazem Tory jest odprawianie sederu po zmroku pierwszej nocy Pesach, a także drugiej nocy w przypadku mieszkańców diaspory. Istnieje lista produktów, które muszą znaleźć się na talerzu sederowym, okrągłym naczyniu z sześcioma miejscami na sześć produktów. Są to: Zeroa (kość jagnięca), Beica (jajko), Maror (gorzkie zioła) i Chazeret (gorzkie zioła), Charoset (pasta owocowo-orzechowa) oraz Karpas (warzywo – zwykle pietruszka). Potrawy mają swoje znaczenie symboliczne: kość jagnięca i jajko odnoszą się do ofiar składanych w świątyni, maror symbolizuje gorycz niewoli, charoset przypomina zaprawę murarską i pracę Żydów w Egipcie. Spożywa się je w określonych momentach sederu – stąd nazwa kolacji, od hebrajskiego słowa oznaczającego porządek.

Trzy mace układa się jedna na drugiej, a następnie przykrywa. Pierwsza symbolizuje kapłanów, druga lewitów, a trzecia pozostałych Żydów. Środkowa jest łamana, potem większa część jest zawinięta i ukryta. Nazywa się afikomen i jest spożywana jako „deser” po sederze. Znalezienie afikomenu jest zadaniem dzieci.

Ważnym elementem kolacji jest również wspólne śpiewanie. Zwyczajowo jedno z dzieci zadaje tradycyjne śpiewne pytania „ma nisztana…?” czyli „czym się różni ta noc od innych nocy?”.

Dlaczego Pesach jest tak cudownym świętem?

W dniu Pesach Żydzi zostali uratowani przez Boga przed śmiercią, co zapoczątkowało wyjście narodu izraelskiego z Egiptu. Chociaż pierwszych dziewięć plag nie skłoniło faraona do uwolnienia Żydów, Bóg wiedział, co robi. Po dziesiątej pladze sam faraon wypędził Żydów z Egiptu, chcąc chronić własny lud. Żydzi nie tracili czasu na opuszczenie ziemi egipskiej, by wyruszyć do ziemi obiecanej przez Boga.

Wszystkie te wydarzenia można uznać za jeden z największych cudów w historii żydowskiej. Żydzi uważają, że w Pesach najważniejsze jest to, aby nakłonić samego siebie do pokory; dzięki pokorze można poczuć, że cud Pesach wciąż jest w nas. Dzięki boskiej interwencji można usiąść przy wspólnym stole i przypomnieć sobie, przez co przeszli przodkowie, aby dziś Żydzi mogli znaleźć się w tym czasie i w tym miejscu.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Czy niczego nie nauczyło was Warszawskie Getto?

Zdjęcie: Dalia Mikulska. Źródło „Krytyka Polityczna”.


Czy niczego nie nauczyło was Warszawskie Getto?

Andrzej Koraszewski


Fragment przygotowywanej do druku książki.


I znów jest wiosna, zakwitły krokusy, kwiaty forsycji wybuchną jutro lub pojutrze, nabrzmiały pąki magnolii. Koty siedzą w otwartym oknie. 26 marca 1940 roku niemiecki lekarz przyglądał się z zainteresowaniem twarzy polskiego niemowlęcia z zajęczą wargą i rozszczepionym podniebieniem. Matka pamiętała jego twarz, próbowała mi ją później opisać. Mógł mieć pięćdziesiąt lat, zdaniem matki miał jowialną twarz prawdziwego lekarza. Czy był nazistą? Z pewnością był pediatrą, który wyraźnie nie mógł się powstrzymać przed odwiedzaniem oddziału położniczego. Polskie pielęgniarki odnosiły się do niego z szacunkiem, ale z dystansem. Te najstarsze mówiły dobrze po niemiecku, bo chodziły do szkoły jeszcze podczas zaborów. Matka z wielu powodów pamiętała tamtą wiosnę lepiej niż inne.

Nigdy nie obchodziłem urodzin, ale wiosną 1968 roku Małgorzata postanowiła, że urządzimy sobie święto. Pojechaliśmy do Miłosnej — czy z powodu jej nazwy? Z całą pewnością byliśmy rozbawieni i chcieliśmy być sami. Włóczyliśmy się bez celu, raczej ciesząc się sobą niż tym, co mieliśmy przed oczyma. W pamięci została zabawna scena, kiedy przy jakiejś willi zobaczyliśmy kwitnące bratki. Powiedziałem, że pewnie ktoś wyhodował je w mieszkaniu i wysadził je teraz w nadziei, że żaden mróz już ich nie zetnie. Małgorzata natarczywie pociągnęła mnie za rękę — wracamy do domu — powiedziała.

Marzec 2018 roku był dla nas paskudny. Źle wykonana operacja drugiego biodra Małgorzaty, przecięty mięsień czworogłowy, bezskuteczne próby przywrócenia pełnej sprawności nogi. Przebudowa łazienki, żeby mogła brać prysznic na siedząco, usunąłem dywany, żeby mogła z chodzikiem dotrzeć do komputera. Tego dnia tłumaczyła tekst pewnego Kurda, który jako dziecko znalazł się w Norwegii. Był teraz norweskim politykiem, który zastanawiał się, dlaczego świat nie chce dostrzec cierpienia Kurdów, dlaczego tylko Izraelczycy rozumieją kurdyjskie marzenie o niepodległości. Ciekawe pytanie, ale odpowiedź jest prosta — palestyńskie cierpienie uszlachetnia Europejczyka lepiej, jest jakoś bliższe, bardziej zrozumiałe, Polak je wyczuwa, wiadomo.

Na werandzie siedzieliśmy w wiklinowych fotelikach, bo Małgorzata nie mogła siadać na schodkach. Zastanawiał nas dramat Kurdów — czy wybiją się na niepodległość? Patrzą na Izrael z niekłamaną zazdrością. Nie oni jedni, dekolonizacja nie jest sztuką łatwą ani małą, konieczne są nadzwyczajne zbiegi okoliczności, mężowie stanu oraz lud gotów ich dostrzec i posłuchać.

Kotka otarła się o nogę Małgorzaty i Małgorzata krzyknęła z bólu.

— Nic, nic, zaraz przejdzie, tylko ta noga jest tak cholernie wrażliwa.
— Popełniliśmy głupstwo, decydując się na operację we Włocławku.
— Niczego nie cofniemy; dawno nie mieliśmy Rayana.

Wśród naszych znajomych autorów jest tylko jeden Rayan. Kanadyjski Indianin, syjonista, powtarzający w kółko, że Izrael pokazuje drogę. Rayan Bellerose pisze również, że jest propalestyński. Wyjaśnia również dlaczego:

„Dla każdego, kto jest prawdziwie propalestyński, bycie propalestyńskim oznacza mówienie o tym, jak Palestyńczycy są traktowani w Jordanii, Libanie i w Syrii. Oznacza rzeczywistą troskę o ludzi, którzy są torturowani i zabijani, nie zaś wykorzystywanie śmierci jako narzędzia propagandy. Smutną prawdą jest to, że olbrzymia większość tych tak zwanych „działaczy na rzecz Palestyńczyków” po prostu używa tego jako zasłony dla swojej nienawiści do Żydów. Łatwo jest przejrzeć tych ludzi. Poskrob tylko takiego, a usłyszysz, że wszystko jest winą Żydów.”

Dlaczego Małgorzacie przypomniał się Rayan? No tak, kilka dni wcześniej tłumaczyła artykuł Mordechaia Kedara pod tytułem „Dlaczego Arabowie tak nienawidzą Palestyńczyków”. Izraelski arabista pisał, że nie tylko cały świat, ale nawet Izraelczycy myślą, że Arabowie kochają Palestyńczyków. Arabowie nienawidzą Izraela, bo jego istnienie jest żywym dowodem ich impotencji. Nienawidzą Palestyńczyków, bo wyhodowali żmiję, która ich kąsa, chociaż ma służyć do czego innego.

Arabowie czują się oszukani, żądali dla Palestyńczyków statusu wiecznych uchodźców, a teraz ci Palestyńczycy żyją na koszt świata, ale nie płacą podatków. To oszuści. Nie mają obywatelstwa, nie mają prawa do pracy w dobrych zawodach. Mieli być gośćmi na chwilę, a są już czwartym pokoleniem. W dodatku są wiecznie niezadowoleni.

Jeździliśmy na zabiegi do fizjoterapeutki, chociaż nie przynosiły żadnej poprawy. Małgorzata buntowała się przeciwko używaniu chodzika, próbowała chodzić o lasce i paskudnie przewróciła się w korytarzu. Na szczęście tylko się potłukła. Wbrew moim protestom wróciła do komputera.

Przyniosłem do domu gałązki brzozy, których delikatne zielone listki rozpoczynały nowy rozdział, nie tylko w naszym domowym życiu. Zaledwie kilka dni po moich urodzinach patrzyliśmy na „Wielki Marsz Powrotu”. Widzieliśmy tłumy mieszkańców Gazy atakujące płot graniczny.

„Wielki Marsz Palestyńczyków. Izrael otworzył ogień, kilkanaście osób nie żyje, 750 jest rannych” — krzyczał tytuł „Gazety Wyborczej” 30 marca 2018 roku. W pierwszym akapicie czytelnik dowiadywał się całej starannie wybranej przez naszych byłych przyjaciół prawdy:

„Izrael otworzył ogień do „podżegaczy” biorących udział w olbrzymiej palestyńskiej demonstracji w Strefie Gazy. ONZ wzywa do przeprowadzenia śledztwa.”

Adam to firmuje — powiedziała Małgorzata z goryczą. Nie umieliśmy zrozumieć, nie umieliśmy tego pojąć. Zastanawialiśmy się nad pytaniem, czy mogą nie wiedzieć, że kłamią. Nigdy nie podają obszernych wyjaśnień izraelskich, rutynowo ograniczają się do lakonicznych stwierdzeń, że Izrael zaprzecza twierdzeniom Hamasu, unikają zdjęć palestyńskiej przemocy, nigdy nie przekazują informacji i opinii arabskich dysydentów. Dziennikarze zachodni zazwyczaj nocują w Gazie w pięciogwiazdkowych hotelach, ale przesyłają zdjęcia wyłącznie z najuboższych i zniszczonych wojną dzielnic. Jeśli redaktorzy odpowiedzialni naprawdę tak dają się swoim dziennikarzom oszukiwać, to muszą ciężko nad tym pracować.

Nie mieliśmy wątpliwości, że ten Wielki Marsz Powrotu to jakieś manewry, podejrzewaliśmy, że Hamas chce w ten sposób ponownie zainteresować świat „sprawą palestyńską”, która przestała podniecać kraje arabskie, a nawet jakby troszkę osiadła w Organizacji Narodów Zjednoczonych. Już pierwszego dnia Libańczyk Fred Maroun pisał z Kanady:

„Przez siedemdziesiąt lat arabscy przywódcy powtarzają kłamstwo, że palestyńscy uchodźcy i ich liczni potomkowie „powrócą” któregoś dnia do Izraela, który uparcie nazywają Palestyną.

Przez siedemdziesiąt lat świat wspiera ich w tym kłamstwie — przez finansowanie Agendy Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim (UNRWA), której zadaniem jest zapewnienie, że „uchodźcy” w nieskończoność zachowają ten status.

Ale obecnie na granicy Izraela z Gazą widzimy konsekwencje tego ugłaskiwania. Widzimy, że Hamas jest w stanie przekonać tysiące Palestyńczyków, by maszerowali ku granicy w próbie „powrotu” do „Palestyny”, i widzimy, że Izrael nie ma wyboru i nie może dopuścić, by przekroczyli granicę, czego wynikiem jest rosnąca liczba ofiar śmiertelnych i rannych.

Te palestyńskie ofiary śmiertelne i ranni są odpowiedzialnością Hamasu, który cynicznie wiedzie swoją ludność na śmierć w próbie zdobycia współczucia mediów, ale są także odpowiedzialnością każdego światowego przywódcy, który ugłaskiwał arabskich przywódców i odmawiał przedstawienia faktów takimi, jakie są. Pora zrozumieć, że kłamstwo pociąga za sobą koszty, a te koszty liczone są życiem arabskich ofiar.”

Małgorzata taszczy swój chodzik na werandę. Prosi mnie, żebym nie opowiadał jej, co piszą polskie media, dodając, że czytała już, co napisał „Guardian”; referuje wrzucony przed chwilą artykuł Caroline Glick: „Hamas chce doprowadzić do tego, by Izrael strzelał do palestyńskich cywilów forsujących granicę. Naraża ludzi na śmierć, żeby to mogli sfilmować obserwujący ten spektakl zachodni dziennikarze”.

Paląc papierosa, zastanawiamy się, czy to jedyny cel.

Izraelska publicystka przypomina, że wcześniej był podobny przypadek w 2011 roku. Syryjczycy przywieźli na granicę z Izraelem setki Palestyńczyków z obozu Jarmuk pod Damaszkiem i kazali im szturmować granicę. Wówczas również zginęli palestyńscy cywile. A po ich pogrzebie rozwścieczony tłum spalił siedzibę palestyńskiego przywódcy w Jarmuku, który ich krewnych wysłał na śmierć.

Podobno za organizację obecnej imprezy Hamas już zapłacił 10 milionów dolarów. Źródło jest niepewne, nie będziemy tego publikować.

„Pokojowe protesty” dziwnym trafem zbiegły się z Paschą. Szacowano, że trzydzieści tysięcy Palestyńczyków pokojowo szturmowało granicę. Prasa Hamasu nazywała to „protestem” i „marszem”; obie te absurdalne nazwy były powielane w tysiącach artykułów w zachodnich mediach.

— Czy nie mają oczu? — pytała Małgorzata. — Dziesiątki autobusów dowożą ludzi na ten „marsz”, do płotu granicznego podbiegają tłumy z nożycami do przecinania drutu kolczastego, ci pokojowi demonstranci rzucają materiały wybuchowe przez płot graniczny, strzelają kamieniami z proc do żołnierzy — i to jest pokojowy protest?

Pierwszego dnia tych „pokojowych protestów” izraelska armia zabiła 16 Palestyńczyków — tako rzecze Hamas i to właśnie powtarzali wszyscy. Liczba nie jest pewna, faktem jest, że izraelscy żołnierze otworzyli ogień do terrorystów, którzy przedarli się przez granicę. Takie nazwanie sprawy po imieniu nie przeszłoby przez gardło teoretycznie uczciwych dziennikarzy.

Idziemy spać, mając w oczach obrazy płonących opon, owiniętych kefijami głów nastolatków ciskających koktajle Mołotowa i mężczyzn rzucających się z nożycami na płot graniczny.

1 kwietnia IDF opublikował nazwiska i zdjęcia dziesięciu zabitych dwa dni wcześniej Palestyńczyków — wszyscy byli aktywnymi członkami Hamasu. Dla zachodniej prasy ani dla ONZ to nie była wiadomość; wiadomością była informacja Ministerstwa Zdrowia Hamasu o 16 zabitych i 758 rannych.

O słowach przywódcy Hamasu w Gazie, Jahji Sinwara, wypowiedzianych na samym początku „Wielkiego Marszu Powrotu”, świat (gdyby tylko chciał) mógł się dowiedzieć z gazańskich mediów. Sinwar powiedział:

„Marsz Powrotu zatwierdza, że nasz lud nie może zrezygnować ani z centymetra ziemi Palestyny.”

Kolejne dni były orgią światowej nienawiści do Izraela. Małgorzata chciała na siłę utrzymać profil naszej strony i tłumaczyła jakieś teksty o nauce, irytując się, że nie umie się na tym skupić. Chyba jeszcze bardziej wściekała ją konieczność posługiwania się chodzikiem, więc w końcu wypożyczyłem kule.

Zakwitł nasz sad, po raz pierwszy nie mogła iść na spacer po kwitnącym wiśniowym sadzie. Uparła się, doszła do bramy i przeszła kilka kroków do najbliższego drzewa. Staliśmy tam długo, żeby nabrała sił na drogę powrotną. Na łące, tuż za naszym sadem, dzieci puszczały latawce. Wiatr wiał w naszą stronę, dziecinne zabawki na sznurkach szybowały niemal nad naszymi głowami. Małgorzata podniosła głowę — zamiast uśmiechu na jej twarzy pojawił się grymas. Nie musiała nic mówić. Doskonale wiedziałem, że ma teraz przed oczyma obrazy palestyńskich nastolatków puszczających latawce z wymalowanymi swastykami, z podczepionymi pochodniami, które przy sprzyjającym wietrze podpalą las lub pole pszenicy. W Izraelu spłonęły już setki hektarów lasów i pól, ale dla naszych empatycznych rodaków to nie była żadna wiadomość — paliły się żydowskie lasy i żydowskie pola. Przeglądałem internet, zastanawiając się, czy chociaż jedna polska redakcja pokaże zdjęcia tych latawców ze swastykami albo chociażby spalonych izraelskich pól.

O nie, ich zdaniem to były niewinne pokojowe demonstracje, brutalnie tłumione przez strasznych syjonistów. Dzieci bawiące się latawcami, rodziny na piknikach przy granicy, płonące opony służące jako zasłona dymna, autentycznie ranni Palestyńczycy, którzy próbowali przedrzeć się przez granicę, i mniej autentyczni, udający rannych i ratowników do filmowych scen, które kupią zachodni dziennikarze.

Czasem wiatr się odwracał i płonęły palestyńskie pola, Palestyńczycy donosili o licznych zatruciach dymem z płonących opon. Do latawców dołączyły balony, których wiązki mogły przenosić większe porcje materiałów podpalających. Światowa Organizacja Zdrowia domagała się zwiększenia dostaw prezerwatyw, które doskonale się do tego celu nadawały.

Tymczasem zachodni celebryci powiększali swoje zasięgi w mediach społecznościowych, demonstrując solidarność ze zwalczającymi okupację Palestyńczykami. Czasem byli to Żydzi — Żydzi z diaspory i Żydzi z izraelskiej lewicy. Czy mogli nie widzieć, co widzą, i nie rozumieć, co mówią? Mogli, ponieważ bardzo chcieli i bardzo kochali oklaski. Również w Polsce rosły szeregi uczestników Wielkiego Marszu Powrotu do Starej Nienawiści.

Małgorzata od lat niemal codziennie tłumaczyła materiały MEMRI (ostatni materiał, artykuł saudyjskiego autora, przesłała w dniu swojej śmierci, 17 czerwca 2025). Na naszej stronie publikowaliśmy tylko te, które wydawały nam się szczególnie ważne. Wtedy, 18 maja 2018 roku, opublikowaliśmy wstępne podsumowanie tych „Marszów powrotu”. Słowo „podsumowanie” jest mylące — był to bowiem raczej zbiór tego, do czego Hamas otwarcie się przyznawał. Jahja Sinwar powiedział, że członkowie ruchu „zdjęli swoje mundury wojskowe i odłożyli broń. Chwilowo porzucili walkę zbrojną” i dołączyli do marszów. Dygnitarze Hamasu otwarcie przyznawali, że ginęli głównie członkowie Hamasu (wielu z nich miało honorowe pogrzeby w mundurach); o poświęcaniu życia Palestyńczyków mówiono zupełnie otwarcie.

„Aktywista Ahmad Abu Ratima, jeden z organizatorów i rzeczników kampanii Marsz Powrotu, napisał na swojej stronie Facebooka o planie masowej infiltracji — najpierw społeczności izraelskich przy granicy z Gazą, a potem w głębi Izraela, nawet za cenę życia Palestyńczyków: „Jeśli Palestyńczykom w Gazie [mieście] uda się zwerbować 100 tysięcy pokojowych protestujących, a na innych terenach zwerbować dziesiątki tysięcy, okupantowi będzie bardzo trudno uporać się z tymi masowymi marszami. Nawet jeśli jacyś ludzie zostaną zabici podczas samego przełamywania [granicy]… ale dzięki ich poświęceniu Palestyńczykom uda się przekroczyć oddzielający płot i dotrzeć do ziemi, która jest okupowana od 1948 r., będzie to rozsądna cena do zapłacenia. Tysiące ofiar padło w wojnach bez [osiągnięcia] żadnych rezultatów politycznych… Tym razem śmierć będzie uzasadniona i będzie na rzecz znaczącego narodowego osiągnięcia”.”

Na stronach internetowych „Wielkiego Marszu Powrotu” publikowano szczegółowe mapy i informowano o odległości od granicy do izraelskich społeczności przygranicznych.

Podczas gdy rzekomi organizatorzy wzywali, by po wdarciu do Izraela nie używać przemocy, odbiorcy tych przekazów nie mieli złudzeń. Jeden z nich pod taką mapą pisał:

„Do każdego, komu uda się wedrzeć na naszą okupowaną ziemię: jest tam gruba ryba, czekająca na nas bardzo blisko — osiedle Be’eri, ulokowane 4–4,5 kilometra od wschodniej Gazy (na północ od obozu Al-Bureidż). Uważane jest za jedno z najbogatszych osiedli i mieszka w nim około 900 osadników. Można dotrzeć tam motocyklem w trzy lub cztery minuty, a szybkim biegiem w 15–20 minut”. W innym wpisie napisał: „Do całej młodzieży oporu, która nie zna strachu: wszystkie osiedla są blisko. Jeśli granica zostanie przełamana, zawierzcie Allahowi i nie bójcie się…”.

Dziś wiemy, że nie były to puste słowa. Kibuc Be’eri był jednym z ponad 20 miejsc zaatakowanych przez Hamas 7 października 2023 roku w południowym Izraelu. W ciągu kilkunastu godzin terroryści zabili ponad 130 mieszkańców kibucu, co stanowiło ponad 10% jego populacji. Mordy, gwałty i podpalenia. Zawierzyli Allahowi naprawdę.

MEMRI przekazywało tylko to, co na bieżąco pokazywał Hamas i jego sojusznicy w Gazie. Podsumowania dawały ONZ, Amnesty International i media. Wszystkie były dziwnie do siebie podobne. W polskim zaścianku było tych „podsumowań” bez liku. Dalia Mikulska, przedstawiająca się jako „pracowniczka humanitarna”, pisała na łamach „Kultury Politycznej” o „Bardzo długim marszu powrotu”:

„Choć zwieńczeniem trwających w Strefie Gazy protestów miał być 15 maja, czyli dzień Nakby (katastrofy), jak Arabowie określają powstanie Izraela, brutalna reakcja tego państwa dołożyła tylko kolejnych kamieni do palestyńskiej szali goryczy. Palestyńczycy demonstrujący pod hasłem Wielkiego Marszu Powrotu domagają się zniesienia blokady Gazy i prawa do powrotu do znajdujących się na terenie Izraela domów, które ich przodkowie zmuszeni byli opuścić w 1948 roku wraz z powstaniem państwa Izrael.”

Swoje „podsumowanie” ilustrowała własnoręcznie zrobionym zdjęciem muralu z Betlejem z gołąbkami pokoju i napisem: „Czy niczego nie nauczyło was Warszawskie Getto?”.

Patrząc na świat z Dobrzynia nad Wisłą, mieliśmy wrażenie, że widzimy więcej.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Kalendarium ŻIH kwiecień 2026


Kalendarium ŻIH kwiecień 2026

ŻIH


****

Drodzy odwiedzający, prezentujemy kalendarium ŻIH na kwiecień 2026! Serdecznie zapraszamy do udziału w nadchodzących wydarzeniach.

kaledarium żih kwiecień 2026.png
Data Temat Goście/Prowadzący Miejsce
wtorek, 7 kwietnia 2026, godz. 11.00 SEMINARIUM NAUKOWE 

Lekarze Żydzi w Polsce – baza danych – stan na sierpień 1939 rok

dr Jolanta Epsztein Błękitny Wieżowiec
niedziela, 12 kwietnia 2026, godz. 12.00

 

OPROWADZANIE KURATORSKIE

Obrazy tożsamości. Kolekcja przedwojennego Muzeum Żydowskiego w Berlinie

Marta Kapełuś Gmach ŻIH
wtorek, 14 kwietnia 2026, godz. 11.00 SEMINARIUM NAUKOWE

Czy można o “Auschwitz” mówić “Oświęcim”. Nazywanie kacetu

dr hab. Piotr Weiser Błękitny Wieżowiec
czwartek, 16 kwietnia 2026, godz. 18.00

 

CYKL FILMOWY MAKOM

Projekcja filmu “Wśród sąsiadów” reż. Yoav Potash i spotkanie wokół produkcji

Spotkanie z Ignacym Strączkiem (Wicedyrektorem Żydowskiego Festiwalu Filmowego Kamera Dawida) i Anną Pokłosiewicz (kulturoznawczyni i animatorka kultury, absolwentka Instytutu Kultury Polskiej)

Rozmowę poprowadzi Igor Kierkosz (krytyk filmowy)

Gmach ŻIH
niedziela, 19 kwietnia 2026, godz. 10.00 ROCZNICA WYBUCHU POWSTANIA W GETCIE WARSZAWSKIM

Wstęp wolny na wystawę stałą “Czego nie mogliśmy wykrzyczeć światu”

Gmach ŻIH
poniedziałek, 20 kwietnia 2026, godz. 18.00 SPOTKANIE

Na lewym brzegu rzeki Gudyalcay. Przeszłość i teraźniejszość Żydów górskich w Qirmizi Qesebe. Wydarzenie towarzyszące instalacji “Przestrzeń Utracona”. 

Kamelia Penkowska Gmach ŻIH
wtorek, 21 kwietnia 2026, godz. 11.00 SEMINARIUM NAUKOWE

Chrześcijański nurt kabały. Czy jedno ze źródeł masonerii spekulatywnej?

dr hab. Tadeusz Cegielski Błękitny Wieżowiec
czwartek, 23 kwietnia 2026, godz. 11.00 SPOTKANIE WOKÓŁ KSIĄŻKI

“Dziennik 1940 cz. II. Megila życia” Chaim Aron Kapłan

Gmach ŻIH
sobota, 25 kwietnia 2026, godz. 11.00 SPACER PLENEROWY

Rajze. Międzypokoleniowy Klub Wycieczkowy. Kierunek Otwock.

Sebastian Rakowski

Tomasz Eichelberger

Otwock
niedziela, 26 kwietnia 2026, godz. 12.00 PANEL DYSKUSYJNY

Ich miejsce w sztuce. Żydowskie twórczynie Berlina przełomu wieków XIX i XX – Dyskusja w ramach wydarzeń towarzyszących Berlince

dr Paweł Fijałkowski

dr hab. Iwona Luba

dr Katarzyna Trzeciak

Gmach ŻIH
wtorek, 28 kwietnia 2026, godz. 11.00 SEMINARIUM NAUKOWE EHRI

Agata Pietrasik, Pomiędzy publicznym a prywatnym: pierwsze powojenne wystawy Zagłady w Polsce, seminarium EHRI

dr Agata Pietrasik Błękitny Wieżowiec, transmisja online, YouTube

Wykorzystany obraz: Emil Sochacki, Powstanie w getcie warszawskim, 1956 r., MŻIH A-1105.



Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Iran Urges Citizens to Spy on One Another as US-Israeli Strikes Cripple Regime


Iran Urges Citizens to Spy on One Another as US-Israeli Strikes Cripple Regime

Ailin Vilches Arguello


Smoke rises following an explosion, after Israel and the US launched strikes on Iran, in Tehran, Iran, March 3, 2026. Photo: Majid Asgaripour/WANA (West Asia News Agency) via REUTERS

Amid relentless US and Israeli airstrikes that have decimated Iran’s military capabilities and key energy facilities, Iran has called on citizens to report on each other in a new push to crush domestic dissent, as talks of a possible ceasefire remain uncertain.

On Thursday, the semi-official Fars News Agency, which is affiliated with Iran’s Islamic Revolutionary Guard Corps (IRGC), called on all Iranian citizens to help “identify those who have turned their backs on the homeland and threaten national security,” warning that “the country is facing external threats and internal betrayals.”

“Iranians will not allow this betrayal to be forgotten,” Fars wrote in a post on X, linking to a website called “Our Memory” to offer a platform for citizens to snoop and inform on each other.

“The efforts of ‘Our Memory’ also carry a clear message to those who might be contemplating betrayal or collaboration with the country’s enemies: The society is vigilant and awake, and actions that pose a threat to national security will be identified and exposed,” Fars posted.

The regime’s latest propaganda campaign of intimidation comes as Israel’s offensive increasingly focuses on dismantling Iran’s internal repression systems, aiming to create a leadership vacuum and logistical breakdown that could hinder Tehran’s ability to respond if mass protests erupt again.

Even amid Israel’s major battlefield advances, however, a senior Israeli security official said Wednesday that Iran still retains the ability to launch missiles at its current rate for the next several weeks, according to Israel’s N12 media outlet.

“Iran can maintain its current rate of missile fire for weeks,” the Israeli official reportedly said in a closed-door briefing. “It has sufficient launchers and reinforced squads to sustain and stagger the attacks over time.”

On Thursday, US President Donald Trump announced he was extending, “at the request of the Iranian government,” the deadline to strike the country’s energy grid by 10 days, as Washington works to bring a possible ceasefire deal to the table.

Should diplomatic efforts falter, the Pentagon and US Central Command are reportedly preparing military plans for a “finishing blow” on Iran, potentially involving some level of ground forces and massive airstrikes.

According to multiple media reports, Washington is considering several options against Iran, including invading or blockading Kharg Island, the country’s main oil export hub, or even seizing Arak Island to secure control over the Strait of Hormuz, a critical passage through which roughly a fifth of the world’s oil supply flows.

Other potential measures include taking Abu Musa and two close islands near the western entrance of the strait or blockading or seizing ships exporting Iranian oil on the eastern side, threatening a vital route for global energy shipments.

Since the start of the war last month, combined US and Israeli strikes have dropped more than 25,000 munitions on targets in Iran, with nearly 15,000 of those carried out by the Israeli Air Force alone, according to updated Israeli intelligence data.

“These numbers are large and significant by any measure,” a senior Israeli military officer told the Hebrew-language news site Walla.

“We are concentrating strikes on the regime’s centers of gravity in Tehran, Isfahan, and other key sites. Iran may be a large country, but hitting the very heart of its infrastructure has a profound strategic impact,” he continued.

He also said the operation, which began with “leadership decapitation” and quickly shifted to paralyzing surface-to-surface and surface-to-air missile arrays, has effectively reduced Iran’s missile firing to low single- or double-digit daily levels, far below its plan of over 100 launches per day.

So far, Israel has destroyed more than 200 launchers, even as mobile units hidden in deep tunnels continue to pose serious obstacles, which are being bombed and blocked since missiles cannot always reach their depths.

Israeli forces have also systematically targeted Iran’s weapons manufacturing, attacking over 1,000 sites to degrade production, development, and research capabilities.

According to a Reuters report, US intelligence can only confirm the destruction of about a third of Iran’s missile arsenal, while another third has likely been damaged, destroyed, or buried in underground bunkers, with a similar situation affecting the regime’s drone capabilities.

While most of Iran’s missiles have been destroyed or rendered inaccessible, Tehran still may retain a significant stockpile and, as of now, could potentially recover some buried or damaged missiles after the current fighting ends.

As the war continues to escalate, Israel has shifted its strategy, with its Air Force last week striking a major natural gas processing facility in southwestern Iran — a move that damaged roughly 40 percent of the country’s gas production capacity.

Facing a gas shortage, the Iranian government was reportedly forced to prioritize fuel for electricity production, sharply cutting civilian fuel allocations and causing major disruptions to transportation and deliveries to Turkey.

“This is just a sample of our ability to crush Iran’s energy backbone,” an Israeli security official told N12.

With the US also threatening strikes on key Iranian energy infrastructure, the Islamist regime is now facing pressure to consider a ceasefire agreement to bring the war to a close.

“The Iranians are in panic,” the Israeli official said. “They understand that further damage [to its energy facilities] will make governing the country impossible.”

In one of the latest blows to the regime, the Israeli Air Force on Friday attacked the heavy water reactor in Arak, central Iran, after Israeli intelligence detected repeated attempts to restore the site — a facility considered key for producing plutonium for nuclear weapons.

Israeli officials also confirmed an attack on Iran’s only facility in Yazd that processes raw materials into starting components for uranium enrichment, as well as multiple steel plants in a major blow to an already devastated Iranain economy.

After these attacks, the IRGC threatened to target six steel plants in retaliation, including sites in Israel, Saudi Arabia, the UAE, Bahrain, Qatar, and Kuwait.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com