Archives

Chaim z Warszawy

Chaim z Warszawy

Agata Szydłowska, Marian Misiak


Krój pisma Chaim jest dla izraelskiej kultury wizualnej jednym z typograficznych filarów. Powstał w międzywojennej Warszawie, zaprojektował go młody Jan Levitt, grafik samouk, pisarz i malarz – przedpremierowy fragment książki poświęconej historii projektowania liter w Polsce

Chaim w Katalogu czcionek żydowskich z odlewni Jana Idźkowskiego w Warszawie (1936?), fot. dzięki uprzejmości Archiwum Państwowego w Lublinie

Jeśli pojawia się w Izraelu ważna informacja, złożona jest krojem Chaim” – takie sformułowanie padło z ust starego drukarza w jednej z wąskich uliczek w centrum Jerozolimy latem 2011 roku. Krój pisma Chaim jest dla izraelskiej kultury wizualnej jednym z typograficznych filarów. Jego wszechobecność jest zaskakująca. Od naklejek ostrzegawczych w środkach transportu publicznego, przez tytuły nagłówków w gazetach, numery taksówek, po znajdujące się na opakowaniach napisy mające zniechęcić palaczy do sięgnięcia po kolejnego papierosa.

Chaim powstał w międzywojennej Warszawie, zaprojektował go młody Jan Levitt (również znany jako Le Witt lub Lewitt). Historia powstania tego kroju i pierwsze kroki autora w zawodzie projektanta nie są do końca znane. Levitt urodził się w 1907 roku w Częstochowie, zmarł w Londynie w 1991 roku. Był grafikiem samoukiem, pisarzem i malarzem. W latach 1925 – 1926 odbył podroż po Europie, w 1927 roku przebywał w Palestynie. W 1928 roku wrócił do Warszawy i prawdopodobnie wtedy opracował krój pisma, który przyjął nazwę Chaim, co po hebrajsku znaczy Jan.

W 1933 roku Levitt spotkał innego wykształconego projektanta o żydowskim pochodzeniu, Jerzego Hima, z którym zawiązał wieloletnią, pełną sukcesów współpracę. Obaj są uznawani za należących do najoryginalniejszych i najnowocześniejszych projektantów okresu międzywojennego. Byli odpowiedzialni za wiele druków reklamowych, między innymi dla firm farmaceutycznych czy Domu Towarowego Braci Jabłkowskich, zaprojektowali również sporo okładek książkowych. Wyróżniali się biegłością w łączeniu stylów i technik, bezpośredniością i trafnym humorem. Jednym z największych ich sukcesów były ilustracje do „Lokomotywy” Juliana Tuwima. W roku 1937 emigrowali do Londynu i współpracowali nieprzerwanie do 1954, odnosząc kolejne sukcesy w Wielkiej Brytanii. Po rozwiązaniu współpracy Levitt skupił się na malarstwie, Him kontynuował działania projektowe, stworzył między innymi wizerunek izraelskich linii lotniczych ELAL.

Chaim, napisy na izraelskim przystanku autobusowym

Badacze zajmujący się krojem Chaim, który wkrótce okazał się wielkim przełomem w typografii hebrajskiej, podają rożne daty jego powstania. Wspominany jest rok 1932 lub – bardziej ogólnie – lata trzydzieste. Zagraniczni eksperci nie uwzględnili jednak do tej pory dokumentów pochodzących z Urzędu Patentowego Rzeczypospolitej Polskiej w Warszawie, gdzie możemy znaleźć adnotację wskazującą jednoznacznie, że krój „Chaim tłusty” w tej odmianie zgłoszono 18 marca 1929 roku. Producentem i wnioskodawcą rejestru była, jedna z najaktywniejszych wtedy w Warszawie, potężna odlewnia Jan Idźkowski i S-ka (ta sama, która dwa lata później odleje Antykwę Półtawskiego i Pan­europę). Błyskawiczny sukces kroju zaowocował drugą wersją – bardziej ekonomicznym w składzie, skondensowanym „Chaimem ściągłym”; pojawia się on w wykazie Urzędu Patentowego 18 stycznia 1936 roku. Odlewnia Idźkowski i S-ka była najbardziej wyspecjalizowanym w krojach hebrajskich zakładem spośród innych licznie wtedy działających warszawskich odlewni (poza stolicą było ich niewiele). Przejęła ona wcześniej spore zasoby matryc hebrajskich z giserni Orgelbrandów i w tym dziale czcionkolejnictwa stała się potentatem na skalę światową (eksportowała do Paryża, Wiednia, Londynu, Jerozolimy, Nowego Jorku, Johannesburga, Algieru, Tunisu). Andrzej Tomaszewski pisał o niej: „W latach dwudziestolecia międzywojennego doskonały interes w Palestynie robiła odlewnia Idźkowski i S-ka, dysponująca matrycami Orgelbrandów. Dwadzieścia cztery pisma hebrajskie z giserni Orgelbrandów odnajdujemy jeszcze w katalogu państwowej Odlewni Czcionek w 1954 roku”. W „Grafice Polskiej” z 1924 roku czytamy: „Jasne się więc staje, że, jeśli się zjawią nowe wzory pism żydowskich, to tem samem wywoła to niewątpliwie wielki popyt na nie”. Nie powinno więc dziwić, iż we własnej drukarni doświadczalnej firmy Idźkowski i S-ka wydana została nawet specjalna, poświęcona czcionkom hebrajskim książeczka reklamowa.

Skąd tak natychmiastowy sukces Chaima? Od końca XIX wieku w społeczności żydowskiej można było zauważyć znaczne kulturowe i społeczne zmiany. Typografia hebrajska zaczęła poszukiwać w związku z tym nowych torów, wołała o radykalną reformę. Było to spowodowane narodzinami ruchów syjonistycznych; język hebrajski po wielu wiekach stał się znowu językiem żywym (wcześniej używany był tylko w literaturze religijnej). Społeczność ta stawała się też coraz bardziej zsekularyzowana. W konsekwencji pozbawiony ozdób, szeryfów i kontrastu, „świecki” w wyrazie odwrót od tradycyjnej typografii był bardzo oczekiwany. Dobitnie ilustruje to cytat ze wspominanej „Grafiki Polskiej” z roku 1924, który idealnie wpisuje się w ton manifestów „Nowej Typografii”: „Przedewszystkiem należałoby zupełnie usunąć wystające końce liter, któremi tak obficie alfabet żydowski jest obdarzony, albo też zmienić rysunek litery tak, ażeby te końce skrócić, pochylić lub umieścić je na marginesie czcionki”.

Przez ostatnich kilkaset lat wizualny obraz typografii hebrajskiej właściwie się nie zmienił. Nie chodziło tutaj o wymianę skryptu na zupełnie nowy, jak w Turcji w 1928 roku, ale odnalezienie czegoś żydowskiego, co sprosta nowym realiom i nowoczesności, która w typografii przyjęła opisywaną formę krojów bezszeryfowych. W latach dwudziestych w Warszawie działały prężne grupy żydowskiej awangardy, które, podobnie jak środowisko artystów europejskich, poszukiwały „nowej formy”. Henryk Berlewi, jeden z głównych przedstawicieli warszawskiej „jidysz awangardy”, w tekście „W walce o nową formę”, opublikowanym w 1921 roku w programowym magazynie „Ringen”, pisał: „nowa idea eksploduje na gruncie starych form; w stosunku do starych form jest ona tak rewolucyjna, że nie może się w nich zmieścić. Wówczas następuje walka między dwoma przeciwieństwami, a dawna forma musi zostać przełamana. Nowa idea musi otrzymać dla siebie odpowiedni kształt”. Duch konstruktywizmu, osiągnięć Bauhausu i postępu unosi się nad wielokulturową Warszawą. Nie wiemy nic o kontaktach młodego Jana Levitta, autora kroju Chaim, z artystami awangardowymi – mógł się jednak z nimi zetknąć w którejś z lokalnych redakcji. W takiej gęstej atmosferze młody, bo zaledwie dwudziestodwuletni, grafik skrystalizował dążenia do radykalnej reformy typograficznej w projekcie Chaim, który zaspokoił oczekiwania nowoczesnej społeczności żydowskiej.

Krój pisma Chaim projektu Jana Levitta wykorzystany w nekrologach (tzw. klepsydrach), Jerozolima 2011. Fot. Marian Misiak;

Z relacji Simona Praisa, który rozmawiał z Levittem na temat opisywanego kroju, możemy dodatkowo dowiedzieć się dwóch rzeczy. Po pierwsze, autor wspomina, że jego szczególnym zamiarem było pominięcie w projektowanych literach – na wzór eksperymentów z Bauhausu – okrągłych kształtów i zakrzywionych linii. Jest to jedna z cech decydujących o sukcesie pisma. Po drugie, Levitt nie przyznawał się do autorstwa znaku zapytania i wykrzyknika, które wyglądają zdecydowanie za lekko w porównaniu z resztą znaków. Nie mamy niestety żadnych informacji dotyczących cyfr, które – podobnie jak wspomniane dwa znaki interpunkcyjne – nieco odstają od obrazów reszty znaków. Możliwe, że w odlewni dodano je z istniejącego wcześniej wzornika. Elementy te zostały poprawione i zharmonizowane w wydanej kilka lat później wersji skondensowanej Chaima nazwanej „Chaim ściągły”.

Brak materiałów źródłowych (szkiców, rysunków produkcyjnych), które zaginęły wskutek działań wojennych, pozwala niektórym ekspertom snuć alternatywną historię autorstwa kroju Chaim. Współczesny izraelski projektant i historyk dizajnu David Tartakover twierdzi, że być może należałoby go przypisać innemu, działającemu przed wojną na terenach Ziemi Świętej grafikowi Pesachowi Ir-Shayowi, który w 1929 roku sformułował podstawowe zasady nowego hebrajskiego alfabetu w postaci szkicu. Nie został on jednak nigdy wdrożony (w zasadzie nie istnieje nawet dobra reprodukcja tego rysunku, choć Tartakover twierdzi, że posiada go w swoim archiwum). Sam Ir-Shay nigdy nie przypisywał sobie autorstwa opisywanego kroju, wspomina tylko o uformowaniu podstawowych zasad13. Możliwe, że doszło do spotkania i rozmów Levitta i Ir-Shaya w 1927 roku, kiedy ten pierwszy przebywał w Palestynie. Tego nie wiemy. Inny współczesny izraelski typograf, Yanek Iontef, twierdzi, że zasady zawarte w Chaimie są tak fundamentalne, iż wielce prawdopodobna jest sytuacja, w której obaj projektanci narysowali równolegle rzeczy prawie identyczne. Analizując jednak wszystkie znane dziś fakty związane z kamieniem milowym nowej typografii hebrajskiej, z całą pewnością można powiedzieć: Chaim jest produktem warszawskim, odlanym na Mokotowie przy ulicy Rejtana 16.

Projekt Levitta stał się hebrajskim odpowiednikiem Futury Paula Rennera, uzyskując pozycję symbolu nowoczesności. Ponieważ nie miał konkurentów, błyskawicznie trafił na tereny Palestyny, a po utworzeniu państwa Izrael stał się niezmiernie ważnym wizualnym narzędziem budowy nowego kraju i do dziś jest jednym z najczęściej używanych tam krojów pisma. Cytowany wcześniej Yanek Iontef doprojektował łacińską wersję Haima jako komplementarną część rodziny krojów pism Chaim – od tej pory jest to tak zwany projekt multiskryptowy. Takie podejście projektowe może być interpretowane jako manifestacja integracji międzykulturowej. Oficjalnie używanymi językami w Izraelu są hebrajski, angielski i arabski, co pociąga za sobą rzadko spotykaną koegzystencję trzech skryptów – hebrajskiego, łacińskiego i arabskiego. Chaim jak do tej pory nie doczekał się adaptacji arabskiej, co jest symptomatyczne dla współczesnej sytuacji w Izraelu, gdzie skrypt arabski poddawany jest dyskryminacji. Taka marginalizacja jest obrazem szerszej sytuacji politycznej, w której kultura i mniejszość palestyńska wystawiane są na instytucjonalne i okupacyjne opresje.

Samo pojęcie modernizmu w sztuce, architekturze i szeroko pojętym dizajnie, którego ważną częścią może być minimalistyczne w cechach formalnych pismo Chaim, jest czasem nadinterpretowane we współczesnym Izraelu. Używa się hasła „modernizm” na określenie doktryny powiązanej z nowoczesnym państwem poszukującym pokoju. Tymczasem budowa murów na obszarach okupowanych tak zwanego Zachodniego Brzegu Jordanu, polityka nielegalnego w świetle prawa międzynarodowego osadnictwa i konflikty zbrojne w strefie Gazy nie zmierzają w kierunku, o którym można by sądzić, że prowadzi w stronę rozwiązań pokojowych.


Fragment rozdziału „Chaim – owoc wielokulturowej Warszawy” pochodzi z książki „Paneuropa, Kometa, Hel. Szkice z historii projektowania liter w Polsce” Agaty Szydłowskiej i Mariana Misiaka, która w połowie kwietnia ukaże się w wydawnictwie Karakter.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Delays in NY state funding disbursement leave Jewish schools in a lurch


Delays in NY state funding disbursement leave Jewish schools in a lurch

Debra Nussbaum Cohen


The state funding that covers certain teacher salaries “allows us to keep quality up and keep tuition increases reasonable, all thanks to the state,” Rabbi Bini Krauss, principal of SAR Academy, told JNS.

New York Gov. Kathy Hochul holds “Let Them Build” rally, Feb. 10, 2026. Credit: Susan Watts/Office of Governor Kathy Hochul.

Since 2017, the New York state budget has included millions of dollars for non-public school teacher salaries in science, technology, engineering and math. The state is seriously behind on distributing those funds. In the 2026 budget, $85.5 million was allocated for STEM teachers in all non-public schools, but none of that money has been paid out.

The last of this money that Jewish schools received was at the end of 2024 and was designated for the 2022-23 school year, according to Sydney Altfield, CEO of Teach Coalition, an Orthodox Union program.

Non-public schools include secular private schools and parochial schools, including Catholic and Jewish educational institutions, and Jewish schools represent about 30% of the STEM teacher program recipients, Altfield told JNS.

Jewish school principals like Rabbi Bini Krauss, of SAR Academy, need New York state to catch up on distributing money that the government has already allocated for paying some teacher salaries.

SAR Academy is a large Modern Orthodox K-8 Jewish day school with 1,050 students in the Riverdale section of the Bronx. Its sister high school, SAR, has another 650 students.

In 2022-23, 140 Jewish schools were awarded the money for STEM teacher salaries, Adam Katz, associate director of government programs at Teach, told JNS.

Since the STEM teacher salary program began, SAR has received between $900,000 and $1 million, which has partly funded salaries of about 50 teachers, Krauss told JNS. State money for STEM teachers “has been very, very important for us,” he said.

Annual tuition at SAR’s lower and middle schools is about $28,000, and for the high school, $37,000. Getting the state money “allows us to keep quality up and keep tuition increases reasonable, all thanks to the state,” Krauss told JNS.

Teach Coalition advocates for 250 Jewish day schools in its network across the country, 120 of which are in New York. They range from community day schools serving Jewish students across the religious spectrum to Yeshiva Rabbi Chaim Berlin, a fervently Orthodox school in Brooklyn, N.Y. Established in 2013, Teach helps more than 30 Jewish schools apply for the state funds.

In addition to the STEM teacher salary funding, money designated for music and art teachers in non-public schools and much-needed security grants are also severely delayed, Altfield told JNS.

.
New York Gov. Kathy Hochul speaks at an Orthodox Union event about fighting Jew-hatred, Dec. 12, 2022. Credit: New York Governor’s Office.

The music and art teachers state funding budget was first approved with $5 million in 2024, and the same again in 2025, though none of that money has been disbursed, according to Altfield.

New York State’s Education Department is charged with processing applications and distributing the allocated funds. Multiple messages that JNS left for officials there were not returned. 

Emma Wallner, deputy press secretary for New York Gov. Kathy Hochul, a Democrat, told JNS that the governor “has committed more state funding for teacher salary and retention efforts than any of her predecessors.”

“The State Education Department, a separate entity from the governor’s office, oversees the dispersal of funding,” Wallner said. “The governor is working closely with them to ensure student and teacher success statewide.”

There are strict requirements to qualify for the teacher salary reimbursement. A teacher must have a master’s degree, for instance, and can’t teach any religious subjects. The graduate school requirement for teachers means that Chassidic yeshivas generally don’t qualify, Altfield told JNS.

To help teachers earn their graduate degrees, Teach has developed a program with State University of New York’s Empire State University, Gratz College and Touro University, according to Katz, of Teach.

State STEM reimbursements don’t cover the entire teacher’s salary, according to Katz, of Teach. The state’s budgeted amount is divided between approved schools which apply. For instance, he said, in the last round for which applications were accepted, $58 million was available, but schools applied for $134 million in total. 

The average award for that year was more than $100,000 per school, so schools received 43% of what the funds for which they asked, Katz told JNS. 

Delays also cause problems for schools in budgeting, hiring decisions and more, according to Altfield.

“The reality is that without money coming in the door, schools are running in the red,” she told JNS. “They have to dip into other places, reserves or scholarship funding, more fundraising from the community just to be able to stay afloat until that money comes in.”

The federal Education Freedom Tax Credit program, slated to begin in January 2027, will provide a $1,700 tax credit to each family which makes a $1,700 donation to a scholarship-granting organization. That organization will, in turn, provide scholarships of $1,700 to the school of the donor family’s choice.

But states have to opt into the program in order for their residents to be eligible for the scholarships.

Colorado Gov. Jared Polis became the first Democrat considered a possible 2028 U.S. presidential candidate to opt into the program. Kentucky Gov. Andy Beshear, Maryland Gov. Wes Moore, California Gov. Gavin Newsom, Illinois Gov. J.B. Pritzker, Pennsylvania Gov. Josh Shapiro and Michigan Gov. Gretchen Whitmer have not said if they will include their states in the program.

Hochul has also not said if she will sign the state up for the Republican program.

A source in the governor’s office said that Hochul is waiting to review program guidance from the Trump administration, which New York has yet to receive. Given the “constantly changing federal funding landscape and the president’s troubling track record,” Hochul cannot commit until she does, the source said.

“A lot of our families would benefit from this program,” Krauss, of SAR, told JNS. “It would be a real game changer.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


France Needs Jews in Order to Remain Itself


France Needs Jews in Order to Remain Itself

A tribute to Ilan Halimi by Emmanuel Macron

France’s President Emmanuel Macron (L) during the ceremony commemorating the 20th anniversary of the murder of Ilan Halimi, a French Jew, accompanied by Ilan’s sister Anne-Laure Abitbol (R), at The Elysee Presidential Palace in Paris, Feb. 13, 2026 / Bertrand GUAY / POOL / AFP via Getty Images

Good morning to you all, and welcome.

Ilan Halimi had his whole life ahead of him. A loving family—his mother, Ruth, and his sisters. Friends, dreams. Dreams like those you have at 23, and the smile of someone who looks at others as a promise.

Ilan Halimi was Jewish. And it is because he was Jewish that, for 20 years now, he has been missing from us all.

It is because he was Jewish that he was subjected to an unspeakable ordeal, a 24-day calvary straight out of the darkest ages.

Everything about the barbaric horror that unfolded 20 years ago inspires dread: Ilan’s abduction—conceived, premeditated, organized. His confinement in a cellar in Bagneux. The belief that, because he was Jewish, he must have had the means to pay unimaginable ransoms. The absurdity of antisemitic prejudice, the machinery of torture, the denial of his humanity.

Everything is dreadful. The barbarity of the murderers, the cruelty of their accomplices, the cowardly pact of those who pretended not to see.

Everything is dreadful. And this dread cannot fade, because over the past 20 years, antisemitic barbarism has not retreated. On the contrary, it has continued to regenerate.

The barbarism of those who, by desecrating a memorial, vandalizing places erected in his memory, uprooting his tree, sought to kill Ilan Halimi a second time.

The barbarism of the terrorists of Ozar Hatorah, who, in 2012, took the lives of Myriam Monsonego and Jonathan, Arié, and Gabriel Sandler.

The barbarism of the jihadists of the Hyper Cacher, who, in 2015, murdered Yohan Cohen, Yoav Hattab, Philippe Braham, and François-Michel Saada.

The barbarism of the murderers of Sarah Halimi, of Mireille Knoll, of René Hadjadj—and I do not forget Sébastien Selam.

The barbarism beyond our borders of those who attacked the synagogue of El Ghriba, that of Heaton Park.

The barbarism of the murderers of Bondi Beach.

Yes, in 20 years—and despite the determined action of our police officers, gendarmes, magistrates, teachers, and elected officials—the antisemitic hydra has continued to grow. Constantly taking on new faces, it has infiltrated the intimacy of our societies, every crack and crevice, once again too often accompanied by the same cowardly pact: not to speak, to refuse to see.

Islamist antisemitism—the one at the origin of the pogrom of Oct. 7—which preachers of hatred attempt to spread on our soil, in physical spaces as well as online, sometimes with the complicity of foreign media, seeking to reign through terror.

The antisemitism of the far left, which seeks to replace class struggle with a supposed racial struggle, through chilling amalgams, competing with that of the far right and its clichés about power and wealth.

Antisemitism that wears the mask of anti-Zionism to advance quietly. The kind that exploits criticism of Israeli government policy to delegitimize, assign, and deny the right to exist of the Hebrew state—and ultimately denies Jews themselves the right to live. The same antisemitism that, in a vertiginous historical inversion, seeks to portray Jews as genocidal perpetrators, in an unacceptable and odious manner.

Digital antisemitism, fueled by algorithms and the culpable inaction of platforms, reaching ordinary people, corrupting our youth, multiplying itself, harassing thousands of our fellow citizens deep into their private lives—haunting days and nights, dreams and imaginations.

All these contemporary expressions of antisemitism, recombining with its older forms, make possible the intolerable banality of evil.

Yes, a young woman is nicknamed “the Jew” in a student group chat; an elected official called a “dirty Zionist” at a demonstration; Jewish feminist activists pushed aside during the March 8 marches; classrooms where teaching the Shoah is abandoned—too sensitive, too dangerous; a synagogue set on fire in Rouen; another attacked in La Grande-Motte; a rabbi assaulted in the street in Orléans; another—dear Elie Lemmel—assaulted twice in a single week.

So many attempts to dehumanize our Jewish compatriots. So many insults, blows, threats, anxieties—so many that statistics on antisemitic acts, which have sharply increased since Oct. 7, capture only imperfectly. These figures already describe the unacceptable, yet they obscure the unbearable daily reality: insults, stares, humiliations that exclude and oppress.

France forgets itself when it allows these everyday barbarities to develop within it—the breeding ground of the gravest crimes.

France forgets itself when some of its children are forced to change their names on apps, remove their mezuzahs, hide their kippahs, or lie about who they are.

France forgets itself when some of its children hesitate to go out at night out of fear, as a high-school student told me just days ago, of becoming the next Ilan Halimi.

France forgets itself when anxiety outweighs republican protection, when solitude replaces solidarity, when abandonment eclipses fraternity.

That is why the fight against antisemitism is the fight of every French citizen. Because French Jews cannot be erased from the family photograph of the Republic. Because when a Jew is in danger in this homeland, the homeland itself is in danger. And let no one doubt this today.

When questions arise, when doubts surface, when grief overwhelms, never forget this: Your place is here. Not only because this is your country, but because France needs you to remain itself.

Much—very much—has been done by successive governments to secure places of worship, train security forces and magistrates, strengthen education and diplomacy, including the adoption of the definition of antisemitism recognized by the International Holocaust Remembrance Alliance. Often, when confronted with aggression or insults, our fellow citizens stand up, intervene, speak out. But mobilization must intensify.

To fight the poison of online hatred, France will solemnly demand accountability from major platforms and measurable results in the rapid removal of hateful content. If commitments are not met, we will activate European law providing for significant fines—and I have referred this matter to the president of the European Commission. Regardless of those who wish to lecture us, in the France of the Enlightenment, free speech ends where antisemitism and racism begin. We will demand accountability and results.

Too often, sentences handed down for antisemitic offenses and crimes seem derisory. Too often, the antisemitic nature of such acts struggles to be recognized. We will strengthen training for magistrates in this area. And to ensure transparency and truth, I want precise monitoring of sentences and sanctions to be established. On this basis, the Government and Parliament will work to strengthen penalties for antisemitic and racist acts.

Our elected officials are the sentinels of the Republic and must remain so. Justice has been seized regarding statements made by some of them, and the judiciary is doing its work independently. For the future, I wish to see the establishment of mandatory ineligibility penalties for antisemitic, racist, and discriminatory acts or statements.

School, justice, elected officials—the mobilization must be general: that of the State, the Government, all public services, and everyone in the Republic. Ladies and gentlemen, there have been too many words; there have been too many deaths. The time has come for action and for an uncompromising patriotic and republican mobilization.

The mobilization that follows in the footsteps of Zola, Jaurès, Clemenceau, and Picquart, who defended Dreyfus. And on July 12 next year, for the first time, we will hold a national day of commemoration for Alfred Dreyfus.

The mobilization that honors Robert Badinter, his humanism, and his love of freedom.

That honors Marc Bloch—who will be inducted into the Panthéon on June 23—who liked to say that he claimed to be Jewish only in the face of an antisemite.

That recognizes itself in de Gaulle, who carried the Republic with him, far from the state antisemitism of Vichy, Pétain, and Laval.

The mobilization of all our contemporary struggles, from which we will yield nothing.

Ilan Halimi had his whole life ahead of him. The oak tree we plant here at the Élysée will not restore the years taken nor fill the void left behind. But through it, Ilan’s memory will live in the hearts and minds of all who pass through these halls—as a reminder and as a demand.

What does this tree tell us above all—ilan, meaning “tree” in Hebrew? That the place of this fight against antisemitism is here, because this fight is existential for France and for the Republic. For as Abbé Grégoire proclaimed when he affirmed the entry of Jews into French citizenship, “France without Jews is a tree without branches.”

And the Republic is unrootable, just like Ilan’s memory now rooted here. They may try to uproot them all; they will never exhaust the republican sap or the French spirit. In the end, there will always be one left—and one is enough. And let every French woman and every French man say it to themselves: They are that last person who carries the honor of all and must take up every fight.

To Ilan Halimi, to his family, to all victims of antisemitism, to all of you—I swear that in this struggle, the Republic will prevail. Because the Republic is you. It is us. It is, at every second, the person who fights for the dignity of another.

Yes—we will prevail.

Long live the Republic. Long live France.


Speech delivered at the tribute ceremony for Ilan Halimi, Feb. 13, 2026. Translated by Emily Hamilton.

Emmanuel Macron is the President of the French Republic.


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


„Hitler miał rację” znów jest na topie — i to nie w 1939 roku

Normalizacja antysemityzmu ujawnia kulturę coraz bardziej skłonną do akceptowania jawnej nienawiści do Żydów.


„Hitler miał rację” znów jest na topie — i to nie w 1939 roku

Ido Singer


Normalizacja antysemityzmu ujawnia kulturę coraz bardziej skłonną do akceptowania jawnej nienawiści do Żydów.

Ulotki z hasłem „Hitler miał rację” budzą alarm, gdy rośnie propagandowa rekrutacja białych suprematystów – HSToday (Zdjęcie: Anti-Defamation League)To nie jest hipoteza. To nie jest historia. To czas teraźniejszy.

„Hitler miał rację” — napis sprayem na chodniku przecznicy ulicy prowadzącej od synagogi w hrabstwie Broward na Florydzie. Kwiecień 2024.

„Hitler miał rację” — skandowane przez niemieckojęzycznego rapera na TikToku, którego twarz przeobraża się w twarz Hitlera, gdy mówi o wojnie Izraela w Gazie. Październik 2025.

„Hitler miał rację” — nie w 1939 roku, w 2026.

Noszę Gwiazdę Dawida wszędzie. Noszę ją z dumą. Ale wiem, co to znaczy, kiedy ją zakładam. To znaczy, że się oznaczam. To znaczy, że ktoś, gdzieś, może na nią spojrzeć i pomyśleć: „Tu go mamy”. To znaczy, że moje dzieci, które chodzą do żydowskiej szkoły dziennej, każdego ranka muszą przechodzić obok ochroniarzy. To znaczy, że moje dzieci dorosną, wiedząc, że swastyki to nie coś z podręcznika historii. To coś, co maluje się sprayem na murach synagog.

Bo tak to dziś wygląda. Nie w Niemczech w 1939 roku. W Ameryce i na całym świecie w roku 2026.

Dwa dni po masakrze z 7 października ponad tysiąc propalestyńskich demonstrantów gromadzi się przed Operą w Sydney, podświetloną w barwach izraelskiej flagi, by upamiętnić 1200 Izraelczyków zamordowanych przez Hamas. Zaczynają się okrzyki. „J***ć Żydów!” „Gdzie są Żydzi?” A według wielu naocznych świadków, którzy złożyli pisemne oświadczenia pod przysięgą: „Żydzi do gazu!”

Policja Nowej Południowej Walii przeprowadziła później „analizę kryminalistyczną” i stwierdziła, że nie znalazła dowodów na dokładne brzmienie hasła „Żydzi do gazu”. Według niej było to „Gdzie są Żydzi”. Jakby to było lepsze. Jakby pytanie „Gdzie są Żydzi” na wiecu upamiętniającym masakrę nie było groźbą. Jakby różnica między „do gazu” a „gdzie są” miała znaczenie, kiedy jesteś Żydem stojącym w tłumie i zastanawiasz się, czy zaraz cię znajdą. Australijska społeczność żydowska zwróciła na to uwagę. Policja ją zignorowała. Wiec trwał dalej. Potem przyszła masakra na Bondi Beach podczas Chanuki w grudniu zeszłego roku.

„Hitler miał rację” — napis sprayem na chodniku — przecznicy ulicy prowadzącej od synagogi. Nie w bocznej alejce. Na publicznym chodniku. Tam, gdzie chodzą dzieci.

Na Florydzie kilku uczniów nękało żydowskiego kolegę antysemickimi komentarzami, w tym: „Zabić Żydów!” Pewna osoba podeszła do żydowskich studentów uniwersytetu, którzy uczestniczyli w zgromadzeniu z izraelskimi flagami, i powiedziała: „Zastrzelę was”. Wiele synagog na Florydzie stało się celem ataków, w tym przesłanej e-mailem groźby zamachu bombowego. Wiadomość brzmiała: „Nienawidzę żydów i wszyscy muszą zginąć w tym ataku, który przygotowałem w waszej synagodze. Bomba zabije was wszystkich”. Tylko w 2024 roku w samej Florydzie odnotowano 82 groźby bombowe wymierzone w instytucje żydowskie. Nie w 1942, lecz w 2024 roku.

Na Uniwersytecie Nowojorskim żydowscy studenci uczestniczyli w cichym czuwaniu popierającym Izrael. W pobliżu członkowie kadry i studenci z propalestyńskich organizacji spalili izraelską flagę. Wykonywali wobec żydowskich studentów gesty „podrzynania gardła”. Wykrzykiwali obelgi. Studenci pozwali Uniwersytet Nowojorski, twierdząc, że uczelnia pozwoliła na skandowanie „Żydzi do gazu!” i nic nie zrobiła, by to powstrzymać.

Na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley 60 antyizraelskich aktywistów wtargnęło do pustego budynku uniwersyteckiego. Zdewastowali ściany graffiti, w tym: „Syjonizm to nazizm”, „Męczennicy nigdy nie umierają” oraz Gwiazdą Dawida zestawioną ze swastyką. Fotografowie udokumentowali zniszczenia. Rzecznik uczelni poinformował, że policja „monitoruje” sytuację. Nikogo nie aresztowano.

Na Uniwersytecie Columbia dziesiątki zamaskowanych i niezamaskowanych demonstrantów przebiegło przez Hamilton Hall, krzycząc „Wolna Palestyna!” oraz „Od rzeki do morza Palestyna będzie wolna!”. W całym budynku namalowali graffiti, w tym swastyki. Funkcjonariusz ochrony kampusu zrobił zdjęcia do dokumentacji. Zaznaczył, że demonstranci robili to samo w innych budynkach w poprzednich dniach. Władze uczelni odmówiły wszczęcia dochodzenia — ponieważ graffiti było „wolnością słowa”. Ponieważ było „napisane kredą i można je zmazać”. Swastyki są dziś wolnością słowa, o ile są narysowane kredą.

Na Uniwersytecie Stanowym Michigan Żydowskie Centrum Chabad zostało zaatakowane dwukrotnie w ciągu jednego tygodnia w grudniu zeszłego roku. Najpierw tuż po północy w budynek rzucono kamieniami. Wzmocnione szyby wytrzymały. Następnie na drzwiach wejściowych namalowano nazistowskie swastyki i ponownie rzucono kamieniami. Tym razem pękła szyba. Policja uważa, że oba ataki przeprowadziła ta sama osoba. Incydenty są traktowane jako „możliwe powiązane przestępstwa z nienawiści”. Możliwie powiązane!

Audyt Anti-Defamation League z 2024 roku wykazał, że 52 procent antysemickich incydentów w niepublicznych szkołach obejmowało malowanie swastyk. Nie w Niemczech lat 30., lecz w Ameryce 2024 roku.

Myślę o moim dziadku Olku, który został oddzielony od rodziny i stracił prawie wszystkich krewnych podczas Zagłady. Musiał wysłać mojego ojca i jego siostrę do ukrycia na sześć lat. Sam spędził sześć lat w trzech obozach, przeżywając marsze śmierci. Przeżył i w 1950 roku dotarł do Izraela. Zbudował życie i doczekał się wnuków. A 76 lat później jego wnuk nosi Gwiazdę Dawida na szyi w Karolinie Północnej i zastanawia się, czy to już dziś ktoś postanowi spróbować coś z tym zrobić.

To jest nasze dziedzictwo. Nie Zagłada. Nie komory gazowe. Nie obozy. Czekanie. Czekanie na kolejne „Hitler miał rację”. Czekanie na kolejną swastykę. Czekanie na kolejną groźbę zamachu bombowego. Czekanie na kolejny atak. Czekanie, aż ktoś zdecyduje, że groźby ludobójstwa to nie wolność słowa, lecz całkiem realne groźby.

Wciąż czekamy.

W 2023 roku w całych Stanach Zjednoczonych odnotowano 8873 incydenty antysemickie — wzrost o 140 procent w porównaniu z 3698 incydentami w 2022 roku — najwyższy wynik od rozpoczęcia monitoringu przez Anti-Defamation League w 1979 roku. Liczba napaści wzrosła o 45 procent, aktów wandalizmu o 69 procent, a nękania o 184 procent. Około 70 procent wszystkich przestępstw z nienawiści motywowanych religijnie w 2023 roku było wymierzonych w Żydów, którzy stanowią 2,4 procent populacji USA.

Moje córki mają 11 lat. Mój syn ma 8. Chodzą do żydowskiej szkoły dziennej. Każdego ranka przechodzą obok ochroniarzy — nie dlatego, że ich szkoła znajduje się w niebezpiecznej dzielnicy. Wręcz przeciwnie. Dlatego, że jest żydowska. Ćwiczą procedury zamknięcia szkoły — nie z powodu ćwiczeń przeciwpożarowych, lecz ludzi, którzy chcą zabijać Żydów. Uczą się o Zagładzie w sposób odpowiedni do wieku. A potem wracają do domu i widzą swastyki namalowane sprayem na budynkach.

I pytają: „Dlaczego ludzie nas nienawidzą?” Nie mam dobrej odpowiedzi. Nigdy nie było „dobrej” odpowiedzi na to pytanie. Bo prawda jest taka: nienawidzą nas, ponieważ istniejemy. Nienawidzą nas, ponieważ jesteśmy maleńką mniejszością, która nie godzi się na etykietę „ofiary”, która odnosi zdumiewająco duże sukcesy, nieproporcjonalne do wielkości naszej populacji, i ponieważ się bronimy i mamy ku temu środki.

Naprawdę nie podoba im się, kiedy się bronimy. Ta nienawiść jest traktowana jako uprawniony dyskurs polityczny. Kiedy słyszysz „Hitler miał rację” w 2026 roku, uczysz się kilku rzeczy: uczysz się, że 80 lat to za mało, by świat uznał, że ludobójstwo jest złe. Uczysz się, że swastyki są „wolnością słowa”, o ile są napisane kredą. Uczysz się, że skandowanie „Żydzi do gazu!” podlega debacie. Może to było „Gdzie są Żydzi”. Czy to ma znaczenie?

Uczysz się, że 82 groźby zamachów bombowych wymierzone w żydowskie instytucje w jednym stanie w ciągu jednego roku to za mało, by podjąć poważne działania. Uczysz się, że uniwersytety potępią antysemityzm w oświadczeniach, ale nie aresztują ludzi malujących swastyki na ścianach ich budynków. Uczysz się, że w klasie, w której uczy żydowski nauczyciel może pojawić się napis „ZABIĆ WSZYSTKICH ŻYDÓW” i zostanie to zbadane, potępione, a potem zapomniane.

Uczysz się, że żydowscy studenci mogą być wyzywani obelgami, napadani za noszenie Gwiazdy Dawida i zamykani w bibliotece, podczas gdy demonstranci walą w drzwi, a zostanie to opisane jako „brak wskazań, że protestujący zamierzali im zaszkodzić”.

Uczysz się, że żydowska krew wciąż jest tania. Uczysz się, że wciąż jesteśmy celem. Uczysz się, że dziedzictwo trwa.

Najbardziej bolesne jest to, że podobne obelgi słyszysz od ludzi, których uważałeś za przyjaciół. Mam „przyjaciół”, którzy ujawnili się po 7 października, którzy najwyraźniej siedzieli w cieniu, czekając na dogodny moment, by powiedzieć, co naprawdę czują, ponieważ w 2026 roku jest to bardziej „akceptowalne”.

Ci „przyjaciele” powtarzali jedne z najbardziej podłych obelg i oszczerstw o mord rytualny, jakie kiedykolwiek słyszałem. Zbezcześcili pamięć mojej rodziny, nas wszystkich, Żydów. Osłaniają burmistrza Nowego Jorku Zohrana Mamdaniego, dżihadystę w garniturze, i powtarzają kłamstwa, które słyszymy od setek lat. Daty się zmieniają, ale kłamstwa trwają.

Noszę Gwiazdę Dawida wszędzie. Nie będę się ukrywać. Ale nie umieszczę izraelskiej flagi na samochodzie. Nie powieszę jej na domu — nie dlatego, że się wstydzę, lecz dlatego, że mam dzieci. A one nie prosiły o to dziedzictwo. A jednak je dziedziczą, tak jak ja odziedziczyłem je po moim ojcu Edwardzie, który odziedziczył je po swoim ojcu Olku, który odziedziczył je po każdym pokoleniu Żydów przed nim. 

Dziedzictwo bycia celem; dziedzictwo słyszenia „Hitler miał rację” i świadomości, że ci, którzy to mówią, nie ponoszą realnych konsekwencji; dziedzictwo obserwowania, jak uniwersytety, departamenty policji, rządy i systemy prawne traktują groźby ludobójstwa jak wolność słowa; dziedzictwo czekania — czekania na kolejny atak, czekania, aż świat się przejmie, czekania, aż „Nigdy więcej” zacznie coś znaczyć.

Wciąż czekamy.


Link do oryginału Hitler was right: https://substack.com/home/post/p-187902555

Future of Jewish, 15 lutego 2026


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com


Board of Peace shows ‘peacemaking is going to be effectively led by America,’ Tony Blair says


Board of Peace shows ‘peacemaking is going to be effectively led by America,’ Tony Blair says

Mike Wagenheim


“Virtually all of the countries there today, they didn’t just turn up. They brought something to the table,” the board executive and former British prime minister told JNS.

Tony Blair, former British prime minister, speaks at the annual Meeting of the New Champions, Tianjin, China, June 24, 2025. Credit: Jakob Polacsek/World Economic Forum.

Former British Prime Minister Tony Blair has seen his share of failures in the Middle East peace process. But the member of the executive board of the Board of Peace says that this time could be different.

“The challenges are still immense, and you’d have to be foolish—especially after I’ve been dealing with this issue for so long—to be sort of blindly optimistic,” Blair told JNS after the inaugural Board of Peace meeting in Washington on Thursday. 

“But there is a plan. It depends crucially on demilitarization of Gaza, of ensuring that this new technocratic committee can govern with authority,” he said. “We just got to try and make it work.”

Questions have long surrounded the board’s ability to succeed. Countries have hesitated to fund reconstruction given that Hamas remains armed and in power. Member states have also been slow to commit troops to the International Stabilization Force meant to enforce the Israel-Hamas ceasefire until there is a new government.

But with five Muslim-majority countries announcing troop commitments on Thursday and billions of dollars in funding pledges revealed, Blair told JNS that “there is real momentum out of today.” 

That included an announcement by Nickolay Mladenov, the board’s high representative for Gaza, that 2,000 Gazans had signaled interest in joining the enclave’s police force in the hours after an application was published online.

“There’s got to be a new police force—people who will be vetted by the government of Israel to make sure that we don’t allow people who are going to take that in the wrong direction for the people of Gaza,” Blair told JNS. 

“It’s not that people don’t recognize there’s still immense problems, and in Israel, there will still be a lot of skepticism,” he said.

“We have a plan,” Blair said. “We’re pretty committed to delivering it.”

There appeared to be 23 “observer” states and entities among the 49 representatives who attended the event on Thursday. Many states that have declined to be part of the board have said that joining an international body requires parliamentary approval or other constitutional obligations. Some have said that the board intends to undermine the United Nations.

“I think people will want to join in the end,” Blair told JNS. “The trouble with anything like this is that a whole lot of myths spring up, like it’s to replace the U.N. We’re not replacing the U.N.”

Blair said that there needs to be a fair acknowledgment that “the U.N. hasn’t produced the 20-point plan for Gaza. President Trump did.”

“The U.N.’s not handling the Russia-Ukraine peace talks. President Trump is,” he told JNS.

That means that the Board of Peace is “a recognition that the peacemaking is going to be effectively led by America, but with a coalition of supporting countries—for it not to be American unilateralism, but America bringing countries together in support of a common objective peace,” according to Blair.

The board still needs to win over a lot of people and countries, including Blair’s, where British Prime Minister Keir Starmer has derided the Board of Peace. 

The United Kingdom sent its ambassador in Washington, rather than a senior government official, to Thursday’s meeting.

Blair told JNS that “virtually all of the countries there today—they didn’t just turn up.”

“They brought something to the table,” he said. “It could be money, but it could be troops. It could be support for capacity-building. Whatever it is, come to the table with something, and it’s an open door.”


Zawartość publikowanych artykułów i materiałów nie reprezentuje poglądów ani opinii Reunion’68,
ani też webmastera Blogu Reunion’68, chyba ze jest to wyraźnie zaznaczone.
Twoje uwagi, linki, własne artykuły lub wiadomości prześlij na adres:
webmaster@reunion68.com